26.08.04, 21:15
Poznalam jedna pania pare lat temu - jedna z tych milych osob, ktore zawsze
sa grzeczne, usmiechniete i maja 'jakis drobiazg' kiedy kogos spotykaja po
dluzszym czasie niewidzenia wzruszajacy dowod pamieci.
Kiedy sie jej wyrzadzilo krzywde i przepraszalo odpowiadala zawsze, ze 'wie,z
e to niechcacy i nie ma sprawy', kiedy zawalilo jakas sprawe - tlumaczyla
ciebie za ciebie, lepiej niz ty sama. Itd.

Ufacie milutkim?
Bo ja za cholere - ciagle czekam na te wiadra jadu.
Pisze, bo wlasnie sie doczekalam.

Uff, co za ulga.
zet.
Obserwuj wątek
    • Gość: az Re: Milutka IP: *.magtel.net.pl 26.08.04, 21:26
      > Ufacie milutkim?
      > Bo ja za cholere - ciagle czekam na te wiadra jadu.
      > Pisze, bo wlasnie sie doczekalam.

      Ufanie milutkim jest be, groźne?
      A nie lepiej otrzymać konstruktywną krytykę?
      Gdzie to Cię dopadło?

      Żałuję, tymczasowo nie pomogę Ci w doznawaniu ulgi ;)
      • charmaine Re: Milutka 26.08.04, 21:53
        Scyzoryk mi się w kieszeni otwiera czytając o konstruktywnej krytyce wobec i
        od "milutkich"
        Drogi Az-ie, u milusich osobników płci obojga jest to niemożliwe, że nie
        napiszę o nierealnym wprost.
        Milusi, cieplusi, przesłodzony, fałszywy - rzygać się chce widząc takowe
        oblicza. Nie mówię o uwielbieniu chamstwa, ale toto przynajmniej jest szczere w
        jakimś tam stopniu. Rażące, ale do przyjęcia "nie zwracania uwagi".
        Zaś "milutcy" powodują u mnie przeogromnie negatywne uczucia.
        Jak czytam - to nie tylko u mnie.
        Oczywiście zaznaczam, że miły nie równa się milusi!
        • Gość: az Re: Milutka IP: *.magtel.net.pl 26.08.04, 22:01
          Konstruktywną krytykę przeciwstawiłem wiadrom jadu.

          Nie znam się na milusińskich, ale mi tu charmaine nie zajeżdżaj po milusińsku
          z "drogim azem" ;)
          Thx :)
          • charmaine Re: Milutka 26.08.04, 22:19
            Powiedzmy, że "drogi" to tylko wyraz grzecznościowy, prawie nic nie znaczący
            zwrot:D, szanowny Az-ie.
            • Gość: az Re: Milutka IP: *.magtel.net.pl 26.08.04, 22:25
              No to dopowiedzmy, że poprzednia forma bardziej mi się podobała.

              Dobra, wypiję to piwo...
              • charmaine Re: Milutka 26.08.04, 22:36
                Fuj, piwo? Ja piwa nie lubię :(
                Proponuję przełknąć żabę.
                • Gość: az Re: Milutka IP: *.magtel.net.pl 26.08.04, 22:45
                  Za piwem tez nie przepadam. Ale już wolę je od żaby.
                  Charmaine - zgódź się proszę na czarną kawę.
                  Postaram się wypić ją z niesmakiem ;)
                  • charmaine Re: Milutka 26.08.04, 22:50
                    Pod jednym warunkiem - musi być z kardamonem, wtedy orzeźwia.
                    Niesmaczna jest z tygielka! Trzy razy podchodząca niesmakiem!
                    Gliko niesmaczna, ohyzda wprost!
                    • Gość: az Re: Milutka IP: *.magtel.net.pl 26.08.04, 22:56
                      Jesteś okrutna!
                      Ale ja to naplątałem...
                      • charmaine Re: Milutka 26.08.04, 22:59
                        No wiesz, wszelkie szykany dla Pana, zniesmaczony.
                        • Gość: az Re: Milutka IP: *.magtel.net.pl 26.08.04, 23:03
                          Nie rozumiem.
                          I nie muszę.
                          • charmaine Re: Milutka 26.08.04, 23:06
                            Ależ oczywiście, że nie musisz. I chwała za to.
                            Odpowiedź zaś jest konwencjonalna:) Moja odpowiedź, poprzednia.
                            Przeczytaj raz jeszcze, proszę, może coś załapiesz? (To odezwanie jest bez
                            żadnego podtekstu!)
                            • Gość: az Re: Milutka IP: *.magtel.net.pl 26.08.04, 23:11
                              Przeczytałem.
                              Zero szans dzisiaj na pojęcie.
                          • komandos57 Re: Milutka 26.08.04, 23:12
                            Gość portalu: az napisał(a):

                            > Nie rozumiem.
                            > I nie muszę.
                            xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                            Rozumiem Cie moj malenki.Buziaczki.
      • ziemiomorze Re: Milutka 26.08.04, 21:53
        W realu mnie dopadlo, na skomplikowanym gruncie towarzyskim.

        Ufanie milutkim wydaje mi sie glupie - takie tkwi we mnie przekonanie, ze
        milutki tez odczuwa zlosc i agresje, ale je sobie gdzies utyka. To utkniete w
        koncu musi eksplodowac. Wlasnie z powodu koniecznosci tej eksplozji czuje
        dystans, bo z powodu pozornego opanowania za cholerne nie mozna przewidziec,
        gdzie, kiedy i z jakiego powodu.

        Nie, pomocy nie trzeba :-)
        z.
        • Gość: az Re: Milutka IP: *.magtel.net.pl 26.08.04, 22:02
          O, i znów mądrze prawisz. Warto posłuchać.

          I nie bądź taka Zosia...
      • komandos57 Re: Milutki AZorku 26.08.04, 22:33
        Gość portalu: az napisał(a):
        >
        > Żałuję, tymczasowo nie pomogę Ci w doznawaniu ulgi ;)
        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        A mnie pomozesz?Taki mily jestem dla ciebie,moje ty piescidelko.Zmienisz
        pampersika sobie i juz bedziesz cacy.Tymczasem.......kocham cie.
        • Gość: az Komandosie 57 IP: *.magtel.net.pl 26.08.04, 22:42
          > A mnie pomozesz?

          Miałeś swoją szansę. Wciąż ją masz.
          Ale nadal sprzeciwiam się ranieniu obcych, nowych, niewinnych ludzi.

          > Taki mily jestem dla ciebie,moje ty piescidelko.Zmienisz
          > pampersika sobie i juz bedziesz cacy.

          Niejednokrotnie dałeś mi poznać tę swoją dotychczasową miłość(?) do mnie...

          > Tymczasem.......kocham cie.

          Dziękuję.
          Przepraszam, ale jeszcze bez wzajemności.
          • Gość: joaśka Re: Komandosie 57 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.08.04, 22:47
            >> Tymczasem.......kocham cie.

            > Dziękuję.
            > Przepraszam, ale jeszcze bez wzajemności

            A więc jest ten cień szansy...

            ;)
            • komandos57 Re: Komandosie 57 26.08.04, 22:51
              Gość portalu: joaśka napisał(a):

              > A więc jest ten cień szansy...
              >
              xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
              KIedys wszedlem na "onlajn" z jakims facetem z jakiegos uniwerku,zadajac jemu
              pytanie.......czy jest szansa na wyjscie z .....czegos tam.
              A on........dopoki czlowiek wierzy ze jest,to jest...........
              Tel ludz zmarl po 10 dniach.
              Ale ty tez masz szanse.
              Lubisz mnie,co?Az mi sie walonki pala pod pietami.
              • Gość: joaśka Re: Komandosie 57 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.08.04, 22:56
                ciiii... bo spłoszysz...

                ;)
          • caorle Re do Aza 26.08.04, 22:48
            Ja pierdziele...

            nie wierzę, że jesteś tu tylko dla "wymiany poglądów"...
            • Gość: az Re: Re do Aza IP: *.magtel.net.pl 26.08.04, 22:55
              > nie wierzę, że jesteś tu tylko dla "wymiany poglądów"...

              I masz rację.
              Pisałem o tym ostatnio wielokrotnie. Ale to jeden z głównych powodów.
        • moc_ca Re: Milutki AZorku-śliczne, conie? 27.08.04, 08:38
          komandos57 napisał: do aza:
          /ciach/

          > Taki mily jestem dla ciebie,moje ty piescidelko.Zmienisz
          > pampersika sobie i juz bedziesz cacy.Tymczasem.......kocham cie.

          ?????? bleeeeeeeeeeeeeeh ...
          mr Hyde - komandos odmieniony, dzisiaj jest grzeczny i szczerze kocha,
          falszywy - wrażliwy - POTWÓR - chory na głowę- demaskator - wyzwoliciel
          - forumowy papierek lakmusowy - ulubieniec i bożyszcze tłumów!
          A imię jego czterdzieści cztery.


    • kokesz1 Re: Milutka 26.08.04, 21:30
      ziemiomorze napisała:

      > Ufacie milutkim?
      > Bo ja za cholere - ciagle czekam na te wiadra jadu.
      > Pisze, bo wlasnie sie doczekalam.
      >
      > Uff, co za ulga.
      > zet.

      Trust no one. Bo jak kto mily to pewnie kosmita... ;)
      • ziemiomorze Re: Milutka 26.08.04, 21:55
        kokesz1 napisał:
        > Trust no one. Bo jak kto mily to pewnie kosmita... ;)

        Powaga?
        To teraz zaczynam rozumiec.

        z.
        PS Gwoli scislosci - rozrozniam 'milych' od 'milutkich' - jakosciowo.
    • kamfora Re: Milutka 26.08.04, 22:21
      ziemiomorze napisała:

      > Ufacie milutkim?
      > Bo ja za cholere - ciagle czekam na te wiadra jadu.
      > Pisze, bo wlasnie sie doczekalam.

      Wpadasz z jednego stereotypu w drugi ;-)

      Bycie "milutkim" to po prostu jeden ze sposobów bycia.
      Na tej tylko podstawie nie można oceniać/zakładać, czy dany człowiek jest,
      czy nie jest godny zaufania.
      • ziemiomorze Re: Milutka 26.08.04, 22:26
        kamfora napisała:
        > Wpadasz z jednego stereotypu w drugi ;-)

        No jasne - wlasnie to opisalam.

        > Bycie "milutkim" to po prostu jeden ze sposobów bycia.

        Ktory z czegos wynika.

        > Na tej tylko podstawie nie można oceniać/zakładać, czy dany człowiek jest,
        > czy nie jest godny zaufania.

        A na jakiej podstawie? Znalam kobiete tylko od tej strony; innych nie
        pokazywala.

        z.
        • kamfora Re: Milutka 27.08.04, 07:32
          ziemiomorze napisała:


          > Ktory z czegos wynika.

          Najczęściej z wychowania (w rodzinie "milutkich" :-).

          > A na jakiej podstawie? Znalam kobiete tylko od tej strony; innych nie
          > pokazywala.

          No...to chyba sprawa intuicji, ale spróbuję:-)
          Ja zazwyczaj "na szybko" oceniam kogoś na podstawie jego stosunku do innych
          ludzi, "niepotrzebnych" tej osobie w danym momencie.
          (Myslę jednak, że nie działa w przypadku zakochania ;-)
      • czort Re: Milutka 26.08.04, 22:28
        Że o ja pierdolę!
        To jest cudne określenie: Bycie "milutkim" to po prostu jeden ze sposobów
        bycia.
        Podziwiam!
        Ale jak to zrobić?
        Chcę być słodką, nie przeszkadzajacą nikomu debilką. Wtedy jest łatwiej, o
        wiele łatwiej żyć - sobie. Innym zaś czyniszsz katorgę. Oczywiście to moje
        subiektywne zdanie.
    • caorle Re: Milutka 26.08.04, 22:25
      Nie wiem dlaczego ale też nie cierpię milusich.
      Uwielbiam pieski i kotki milusie ale ludzi nie.

      Kurde, to nie szczere być zawsze na "tiak".
      Miłych ludzi się nie boję, milusińskich unikam. Nie potrafię zozmawiać.
      Tyle.
    • Gość: Moni Re: Milutka IP: *.telprojekt.pl 26.08.04, 22:48
      Cieszę się, że poruszyłaś ten temat.
      Sama przytoczyłam taki przykład w wątku o zniewoleniu.
      To dla mnie ważny temat, bo dotyczy zakłamania na linii dobro-zło.

      Osobiście nie tyle nie ufam takim ludziom, co rozumiem, że źródłem ich
      działania jest właśnie strach przed odrzuceniem, agresją otoczenia etc.
      Co dziwniejsze (a moze wcale nie?) taka postawa najczęściej nie chroni a budzi
      agresję.
      Czerpią z niej ludzie, którzy żyli w poczuciu zagrożenia albo są
      niedopieszczeni. Ludzie żyjący w zakłamaniu natychmiast wyczuwają fałsz i tutaj
      i "przykładają" niewinnej.

      Choć nie mam negatywnych uczuć wobec tych milusich, nie lubię jednak jak uważa
      się je za święte. Tak jak mówię, nie są one w stanie przekroczyć skryptu
      reagowania obronnego i nie są dla mnie wiarygodne jako dojrzałe osoby. Dobro ma
      źródło w wolności a nie w strachu i wyuczonych zachowaniach. Osoba, która nie
      umie się złościć i pozwolić sobie na wady, nie jest więc dobra, bo boi się byc
      zła. Dobry człowiek umie dostrzec i zaakceptować swoje słabości.
      Oczywiście taka milusia może też dostrzec swoje uwarunkowania i wcale
      specjalnie sie nie zmienić w swojej "milusińskości", ale na pewno wtedy
      dostzegalny będzie w tej osobie dystans do siebie. A to powód do wielkiego
      szacunku.
      • ziemiomorze Zolw 26.08.04, 22:55
        Rzeklas, Moni.

        Tak - milutcy nie tylko zmuszaja do dystansu, ale tez czesto prowokuja swoja
        ulegloscia. Musialam sie pilnowac, bo czasem mnie ponosilo przy tamtej pani - a
        mnie nieczesto ponosi wlasnie.

        Jak huknac taka osobe?
        Jak z nia rozmawiac? Kazda probe 'szczerej rozmowy' moze uznac za agresje (a
        milutcy dlatego sa tacy zaklamani, poniewaz chronia ultradelikatne wnetrze).

        z.
        PS Z tym zlowiem - 'dlatego jest taki twardy, bo jest taki miekki'.
        • Gość: Moni Re: Zolw IP: *.telprojekt.pl 26.08.04, 23:03
          Stąd juz blisko do rozumienia relacji kat-ofiara.
          Zawsze całością odpowiedzialności obarcza sie oprawcę. Niestety, nie jest to
          takie proste.
          Ofiara nie tylko godzi się na złe taktownie. One je wręcz prowokuje -
          uległością, brakiem sprzeciwu i żądania szacunku, wiecznym "podkładaniem" się.
          Stoi za tym ogromny strach przed czymś gorszym od bólu - przed obojętnością,
          odrzuceniem i pogardą. Lepsza agresja niż nic. Taka trauma: bije znaczy kocha.
          Niby stare ale naprawdę leży u postaw talich relacji.
          • procesor Re: Zolw 26.08.04, 23:06
            Gość portalu: Moni napisał(a):
            > Ofiara nie tylko godzi się na złe taktownie. One je wręcz prowokuje -

            Nieeeee, no oczywiścieeeee!
            "prosze sądu bo on ataka krótka kiecke miała.." "no i ta zupa to była
            przesolona.."

            błeee
            • ziemiomorze Re: Zolw 26.08.04, 23:09
              procesor napisała:
              > Nieeeee, no oczywiścieeeee!
              > "prosze sądu bo on ataka krótka kiecke miała.." "no i ta zupa to była
              > przesolona.."

              Tego sie naduzywa, fakt. I to obrzydliwie. Ale moze przyjzyj sie temu, co
              napislala Moni w kontekscie dyskusji, co?
              z.
              • procesor Re: Zolw 26.08.04, 23:15
                ziemiomorze napisała:
                > Tego sie naduzywa, fakt. I to obrzydliwie. Ale moze przyjzyj sie temu, co
                > napislala Moni w kontekscie dyskusji, co?
                > z.

                Wiem, wiem, w tamtym kontekscie pasuje. Ale jak sama stwierdziłaś - tego sie
                naduzywa, aż mi żyłka od tego pulsuje.. :)
            • Gość: Moni Re: Zolw IP: *.telprojekt.pl 26.08.04, 23:20
              Wiedziałam, że wsadzę kij w mrowisko.
              Nie bronię tu kata. Ponosi on odpowiedzialność za czyny, jak każdy dorosły -
              nie ma dwóch zdań. I w sądzie nie będę go bronić.

              Mówię tu o podłożu emocjonalnym takich relacji. I wierz mi, wiem dobrze co
              mówię. Jedynym sposobem na wyzwolenie się ofiary spod panowania kata jest
              właśnie przyznanie się z jej strony do swojego udziału w tym.
              Dla przykładu mozna przytoczyć fakt, że niewiele maltretowanych osób jest w
              stanie opuścić oprawcę nawet mając ku temu warunki. Co byś zrobiła Ty gdyby Cię
              facet uderzył? A co robią ofiary? To jest ta różnica.
              • procesor Re: Zolw 26.08.04, 23:30
                Zgadza sie, maltretowane żony usprawiedliwiaja męża-kata. Nawet bronia sie
                przed pomoca.
                Nigdy jednak nie wiadomo czy taka osoba się nie przebudzi. Znam osobiści
                ekobietę o pokolenie starsza - mąż wyżywał się na niej po pijaku, do czasu.. do
                czasu gdy zdesperowana kobieta raz a dobrze rzuciła cięzkim przedmiotem w
                drania - drasnął go jedynie ale od tamtej pory nigdy jej nie dotknął. Na
                szczęście to był tchórz.

                Dobrze że nie trafiła na takiego co by zabił.. Pytanie - ilu z katow to tchórze
                a ilu psychopaci??
                • Gość: Moni Re: Zolw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.04, 14:41
                  Wszyscy.
                  Pytanie tylko jak głęboko siedzi w nich zranione, przestraszone dziecko i
                  poczucie jak wielkiej władzy mają. Jednemu wysarczy rzucić żelazkiem. Żeby się
                  sprzeciwić innym, trzeba narazić życie. To drugie ma miejsce najczęściej w
                  przypadkach, gdy proceder trwa latami, a kat w swojej roli czuje się wyjątkowo
                  pewnie.
                  Wiem, że to co napisałam brzmi butnie, ale mam poczucie pewności, że za takimi
                  postawami kryje się olbrzymie tchórzostwo. Myślę, że to tak trochę na
                  zasadzie "będę krzywdził na wszelki wypadek, żeby nikt sie do mnie nie zbliżył,
                  bo to grozi...". No włśnie, czym? Może miękkimi uczuciami, których się boi, bo
                  gdy kiedyś ich doświadczył doznał nadużycia? Może tym, że straci władzę i nagle
                  okaże się, że jest od kogoś zależny, a to duże zagrożenie?
      • Gość: ryb Re: Milutka IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 26.08.04, 23:13
        Oczywiscie prosze nie mylic z grzecznymi, bo ci jak przyjdzie co do czego to
        potrafia sie bronic i moga tym zaskoczyc.
    • procesor Re: Milutka 26.08.04, 23:02
      Zastanawiam sie czy znam kogos "milusińskiego". Jakos nikt mi do głowy nie
      przychodzi. Przynajmniej nie z blizszych kontaktów. Bo może milusińska jest
      jakas pani w sklepie gdzie robie zakupy?
      Czy z milusińskimi da sie w ogóle wejść w bliski kontakt?? Bo dla mnie wymaga
      to szczerości - a milusińscy z założenia nie moga byc szczerzy - inaczej
      przestanma być milusińscy.
    • Gość: ryb Re: Milutka IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 26.08.04, 23:02
      Trudno co? A jak ufac ludziom ktorzy nie pija alkoholu? Zawsze jak slysze ze
      ktos jest totalnym abstynentem, to ciarki po plecach mi przechodza...i nie
      wierze, po prostu nie wierze takiej osobie.
      • ziemiomorze Re: Milutka 26.08.04, 23:10
        Gość portalu: ryb napisał(a):

        > Trudno co? A jak ufac ludziom ktorzy nie pija alkoholu? Zawsze jak slysze ze
        > ktos jest totalnym abstynentem, to ciarki po plecach mi przechodza...i nie
        > wierze, po prostu nie wierze takiej osobie.

        Ej, a wykurowanym alkoholikom? A tym, ktorzy po prostu moga sie obejsc?

        z.
        • Gość: ryb Re: Milutka IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 26.08.04, 23:16
          Wlasnie zastanawialem sie czy nie napisac - wyjatek, zdrowie. No, ale dobrze
          wiesz o jakiej grupie ludzi pisalem. O tych, co przez caly czas zyja w
          klamstwie i boja sie ze alkohol moze pokazac ich prawdziwy wizerunek.
          • ziemiomorze Re: Milutka 26.08.04, 23:22
            Gość portalu: ryb napisał(a):

            > O tych, co przez caly czas zyja w
            > klamstwie i boja sie ze alkohol moze pokazac ich prawdziwy wizerunek.

            Pytanie, czy to, co wychodzi po pijaku, to prawda.
            z.
          • procesor Re: Milutka 26.08.04, 23:26
            Rybie nie demonizuj. Ja co prawda abstynentka nie jestem - ale tez nigdy w
            zyciu się nie spiłam. Raz przesadziłam - ale ani urwanego filmu ani kaca nie
            miaąłm. Za to mało na śmierc nie zgadałsm kumpla.. hehe.. ale nie tego z którym
            piłam bo tamten się juz do użytku nie nadawał. :D
    • figa.fig Re: Milutka 27.08.04, 00:18
      Nie ufam nadmiernie milutkim.
      Bo są też tacy serdecznie milutcy. Niegroźni.

      Tych pierwszych spotkałam sztuk 1.
      Oby nigdy więcej.
    • vielonick Re: Milutka 27.08.04, 01:27
      jak gdzies czuje falsz i oblude
      (niezaleznie czy ktos jest milutki czy wrecz przeciwnie
      bo i tacy sie zdarzaja)

      unikam i trzymam dystans
      zreszta nie da sie zbudowac jakiejkolowiek relacji
      na braku szczerosci

      ale z drugiej strony...
      moze to tak czasem jest, ze sie przeleje
      ktos pamieta, tlumaczy, stara sie zrozumiec
      byc moze czeka na wzajemnosc od drugiej strony
      i wybucha gdy nic takiego nie nastepuje

      nie tylko ktos ksztaltuje relacje
      ale i my swoja postawa wobec tego kogos
      to sprzezenie zwrotne
    • Gość: mmax20 absolutnie, kapitalny tekst:-), zapisałem sobie IP: *.b.dial.de.ignite.net 27.08.04, 09:08
      Gość portalu: Moni napisał(a):

      > Cieszę się, że poruszyłaś ten temat.
      > Sama przytoczyłam taki przykład w wątku o zniewoleniu.
      > To dla mnie ważny temat, bo dotyczy zakłamania na linii dobro-zło.
      >
      > Osobiście nie tyle nie ufam takim ludziom, co rozumiem, że źródłem ich
      > działania jest właśnie strach przed odrzuceniem, agresją otoczenia etc.
      > Co dziwniejsze (a moze wcale nie?) taka postawa najczęściej nie chroni a
      budzi
      > agresję.
      > Czerpią z niej ludzie, którzy żyli w poczuciu zagrożenia albo są
      > niedopieszczeni. Ludzie żyjący w zakłamaniu natychmiast wyczuwają fałsz i
      tutaj
      >
      > i "przykładają" niewinnej.
      >
      > Choć nie mam negatywnych uczuć wobec tych milusich, nie lubię jednak jak
      uważa
      > się je za święte. Tak jak mówię, nie są one w stanie przekroczyć skryptu
      > reagowania obronnego i nie są dla mnie wiarygodne jako dojrzałe osoby. Dobro
      ma
      >
      > źródło w wolności a nie w strachu i wyuczonych zachowaniach. Osoba, która nie
      > umie się złościć i pozwolić sobie na wady, nie jest więc dobra, bo boi się
      byc
      > zła. Dobry człowiek umie dostrzec i zaakceptować swoje słabości.
      > Oczywiście taka milusia może też dostrzec swoje uwarunkowania i wcale
      > specjalnie sie nie zmienić w swojej "milusińskości", ale na pewno wtedy
      > dostzegalny będzie w tej osobie dystans do siebie. A to powód do wielkiego
      > szacunku.
      >Stąd juz blisko do rozumienia relacji kat-ofiara.
      >Zawsze całością odpowiedzialności obarcza sie oprawcę. Niestety, nie jest to
      >takie proste.
      >Ofiara nie tylko godzi się na złe taktownie. One je wręcz prowokuje -
      >uległością, brakiem sprzeciwu i żądania szacunku, wiecznym "podkładaniem" się.
      >Stoi za tym ogromny strach przed czymś gorszym od bólu - przed obojętnością,
      >odrzuceniem i pogardą. Lepsza agresja niż nic. Taka trauma: bije znaczy kocha.
      >Niby stare ale naprawdę leży u postaw talich relacji.

      no tak, ciekawi mnie tylko jaki dalszy stosunek z taką osobą ze
      strony "poszkodowanego", bo przy takiej reakcji jak opisana - wiadra jadu -
      podejrzewam, że albo "niegdy więcej", albo też coś w rodzaju "milusi"?;)...
      się wychylam i
      .
      .
      .
      spadam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka