Dodaj do ulubionych

smuuuutno mi...

06.10.04, 15:38
dzien ogolnie byl fajny,ale do czasu...nie wiem co sie stalo ale tato zaczal
robic mi uwagi ze jestem gruba i za duzo jem,zjadlam jablko,potem po godzinie
brzoskwinie a on ze znowu jem...potem zjadlam obiad no i oczywiscie tez
krzywo sie patrzyl..no to zpaytalam sie czy mam wogole nic nie jesc..zaczal
mi wmiawac ze jem duzo i czesto..wkurzylam sie i powiedzialam zeby sie ode
mnei odczepil..obrazil sie i powiedzial ze nie bedzie sie do mnie
dozywal..nie mam pojecia co mu sie ubzduralo tak nagle..do poludnia wszystko
bylo ok...przyzwyczailam sie juz ze moiw do mnie gruba,chociaz tez mi jest
przykro i czasem mowie ze nie chce zeby tak do mnie mowil..ale wczesniej nie
zloscil sie nie mial pretensji ze jem..o co chodzi???
i to wszystko mnie zabolalo..najblizsza mi osoba..mialam ochote poplakac
sobie i objesc sie,ale powiedzialma o nie..ja ci pokaze...schudne i juz nie
powiesz do mne gruba...teraz mam motywacje...
dalej jest mi smutno..ale bede twarda,skoro nie hce ze mna gadac,trudno,swiat
nie konczy sie na tym,nie zamierzam spelniac niczyich oczekiwan..juz
nie..jezeli kocha mnie za to ze jestem grzeczna dziewczynka i slucham sie
rodzicow a nie za to ze po prostu jestem,coz..mowi sie trudno...
Obserwuj wątek
    • kasiolda Re: smuuuutno mi... 06.10.04, 19:27
      ehh guzik prawda...wcale nie trudno..boli mnie to jak cholera..bardzo mi zalezy
      na akcetacji taty..czuje sie teraz beznadziejna,nie warta nic,moja pewnosc
      siebie zniknela...boje sie cos powiedziec zrobic..jestem tez zla,amam ochote
      sie zamknac w sobie obrazic na caly swiat i juz nigdy nie odezwac sie do
      nikogo..ale wiem ze to nie jest wyjscie..nie ma sensu popelniac po raz kolejny
      tego bledu..co wiec mam zrobic???
      • kasiolda Re: smuuuutno mi... 12.10.04, 19:10
        ehhh znowu mi tak jakos smutno...nic mnie nie cieszy..jestem przybita..mam
        dosc..nie wiem co sie stalo..wszystko bylo ok..jakos sie pozbieralam po tym jak
        tato przestal sie do mnie odzywac,i wogole nauczylam sie akceptowac aktualna
        sytuacje...nie przejmowac sie i nie uciekac w jedzenie..a tu nagle ogarnelo
        mnie zniechecenie,poczucie bezradnosci.bezsensu...mialam ochote sie
        objesc...zjadlam kolacje a potem jeszcze kanapke,potem walczylam z myslami jesc
        czy nie jesc..w koncu jak manna z nieba trafilam na gimnastyke na
        clubie..zaczelam cwiczyc i przyszla mama i uniknelam napadu..ale psychika bez
        zmian...robie cos,mowie cos ale bez przekonania..zeby robic..mam nadzieje ze
        obudze sie jutro i z powrotem bedzie ok...odzyskam chec do zycia..wam tez sie
        zdarzaja takie chwile??co wtedy robicie???
        • kasiolda Re: smuuuutno mi... 12.10.04, 19:18
          sklamalam..juz wiem czemu mi zle...chodzi o to ze dzisiaj znowu spotkalam
          kumpla z ktorym widzialam sie w bibliotece ostatnio...szedl po drugiej strony
          ulicy..nawet nie spojrzal w moja strone..nie wiem czy specjalnie czy sie
          zamyslil,ale przypomnialam sobie ze ostatnio nie byl zbyt mna
          zainteresowany,dziwnie sie zachowywal,nie tak jak kiedys,kiedy razem
          zartowalismy kiedy udawalismy meza i zone...chyba zbytnio mu sie narzucalam..ma
          mnie dosc..unika mnie...a moze..hmm..podobal mi sie,ale nie potrafilam mu tego
          powiedziec,wszystko obracalam w zart,balam sie zeby nie odkryl ze mi na nim
          zalezy...moze czasami bylam zbyt obojetna..nie wiem..ale smutno mi bo...wiem ze
          stracilam szanse...nic z tego nie bedzie..ze ludzilam sie..zylam
          nadzieja,mialam po co zyc..glupia bylam...
          • kasiolda Re: smuuuutno mi... 13.10.04, 10:38
            hmm ale jak sie dluzej and tym zastanawialam to nie tylko dlatego bylo mi
            zle..po prostu strasznie sie nudze...nie umiem juz znalezc sobie jakiegos
            zajecia..nie chce caly dzien spedzic przed kompem dlatego sie ograniczam do
            godzinki-dwoch potem wylaczam kompa i za kilka godzin znowu wlaczam na godzinke
            dwie a w miedzy czasie probuje robic cos innego,tylko ze moje pomysly sie juz
            wyczerpaly..do kuchni nie mam wstepu..nawet jesli chce pomoc mamie,ona mowi ze
            nie potrzebuje pomocy,wszystko chce zrobic sama,na zakupy tez nie musze
            chodzic,bo tym zajmuje sie tato,mieszkanie wysprzatalam,nie amm natchnienia do
            pisania ksiazki,uczyc sie nie musze narazie,pracy nie mam,jesc nie bede...ehh
            mam nadzieje ze to przejsciowe..inaczej zwariuje...poczucie pustki,nic nie
            robienia mnie dobija i zlosci...mysle ze to ze wyszlam do ludzi tez w pewien
            sposob mnie zmeczylo..zdolowalo..ehhh ciezko bedzie...
            • kasiolda Re: smuuuutno mi... 13.10.04, 10:41
              i jeszcze jedno...pojawila sie nowa forumowiczka..ciesze sie ale z drugiej
              strony nie wiem czy dobrze jej poradzilam..bycie psychologiem,obchodzenie sie z
              problemami innych to ciezka rzecz i wielka odpowiedzialnosc..nie chcialabym
              nikogo skrzywdzic...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka