Dodaj do ulubionych

walczę i wygrywam

19.10.04, 01:20
Witajcie. Jestem nowa na tym forum (od jakiegos czasu podczytuję, ale dopiero
teraz zdecydowałam sie napisać).
Wychodzę z kompulsywnego obżerania się. Powolutku. Jakimś cudem przekonałam
się, że zdrowsze (docelowo zdrowe) odżywianie się jest dla mnie fajne. Że
lubię soki owocowo-warzywne, zakupiłam sokowirówkę, co okazało się najlepszą
inwestycję ostatnich miesięcy, przestałam liczyc kalorie. Zmiany wprowadzam
stopniowo, zaczęłam od ograniczania cukru - przecież to świństwo jest,
krzywdę mi robi, więc po co ładować toto do kawy.... kawa bez cukru tez jest
dobra... Kanapki bez masła robi sie i szybciej i też są dobre... Oczywiście
codziennie, bez ograniczeń piję te naprawdę przepyszne świeże soki ze
wszystkiego, z czego się da. Poprawiły mi się cera, odpornosć i przemiana
materii ;-)
Wiecie co, tyle lat byłam gruba, jeden rok dłużej nie zrobi mi różnicy... nie
śpieszę się, nie muszę chudnąć 10 kilo miesiecznie. Nawet nie wiem, czy
cokolwiek schudłam, ale wiem, że napewno jestem zdrowsza. I z czasem trochę
tłuszczu pewnie gdzieś sobie pójdzie. A jeśli nigdy szczupła nie będę, też
sie świat nie zawali. Jeśli mam atak i muszę natychmiast cos pozreć w dużej
ilości, siadam i próbuję to przemyśleć... wiem, że brzmi to śmiesznie, ale u
mnie działa. I tak rozmawiam sama ze sobą, czy na pewno chcę się obeżreć. I
dlaczego. Może jestem po prostu głodna? Proponuję sobie pół litra soku,
przygotowanie chwilę trwa, piję powoli... jeśli nadal "muszę" cos zjeść,
próbuję z jakąs leciutką kanapką... jeśli i to nie zaspokaja, znowu ze sobą
gadam.I czasami costam pozeram, czasami z organizmem dochodzimy do wniosku,
że właściwie juz nie musimy jeść. jeśli żrę, no cóż, trudno. Nic sie złego
nie dzieje. Nie próbuję się karać, nie wymyslam sobie nagród w stylu
jedzeniowym (jak czekolada, taki manipulant przemysłu cukierniczego,
uzależniający i obrzydliwie słodki może być nagrodą - tak sobie tłumaczę) i
tak dalej. I, wiecie co, odkryłam, że naprawdę nie wszyscy muszą mnie lubić :-
) Jakoś jest mi nawet nieźle z tą świadomością :-)
Pozdrawiam Was gorąco i wierzę, że nam wszystkim uda się wygrzebać z BED
Sz
Obserwuj wątek
    • kasiolda Re: walczę i wygrywam 19.10.04, 10:04
      hej!!witamy serdecznie!!bardzo milo ze coraz wiecej dziewczyn ktore do tej pory
      czytaly jedynie posty na forum sie odzywa..super..naprawde..
      ale przede wszystkim ciesza takie posty jak twoj..pelne optymizmu..mowiace ze
      sobie radzicie..ze wychodzicie z tego bagna...
      z wszystkim co piszesz zgadzam sie..i popieram..zastanawiam sie czy sama to
      wymyslilas..czy sama walczylas z bed i jak dlugo??nie korzystalas z pomocy
      psychologa??co cie sklonilo do zmiany sposobu myslenia???
      rozmawianie ze soba,tlumaczenie sobie ze objadanie sie to nie ejst wyjscie to
      rewelacyjny sposob,choc nie zawsze pomaga,czasami nie da rady przekonac sama
      siebie,oszukac sie szklanka soku czy marchewka..ale probowac trzeba..
      rownie wazne jest uswiadomienie sobie ze nie wszyscy mnie musza lubic..ja coraz
      czesciej mysle o tym,choc tez nie zawsze to widac w moim zachowaniu..na to
      potrzeba czasu..ale juz samo zalegniecie sie takiej mysli jest postepem..malym
      krokiem naprzod..oby wiecej takich postow..pozdrawiam
      • szczesliwawa Re: walczę i wygrywam 19.10.04, 13:20
        Dzięki za miłe powitanie :-)

        >
        > ale przede wszystkim ciesza takie posty jak twoj..pelne optymizmu..mowiace
        ze
        > sobie radzicie..ze wychodzicie z tego bagna...
        Wiesz, z optymizmem, to bym nie przesadzała... ja dopiero zaczynam patrzeć na
        sprawy realistycznie.
        > z wszystkim co piszesz zgadzam sie..i popieram..zastanawiam sie czy sama to
        > wymyslilas..czy sama walczylas z bed i jak dlugo??nie korzystalas z pomocy
        > psychologa??co cie sklonilo do zmiany sposobu myslenia???
        Sama, sama... ja już taka introwertyczna zosia samosia zawsze byłam... a co
        mnie skłoniło do zmiany sposobu myślenia? chyba po prostu uśwadomienie sobie,
        że mój dotychczasowy "system walki z nadwagą" nie dość, że nie działa tak
        jakbym chciała, to jeszcze przynosi skutki wrecz przeciwne do zamierzonych...
        no bo ileż razy można robić to samo? Obiecywać sobie, że od jutra się odchudzam
        i zaczynać od niejedzenia śnadania, kończąc ten lub kolejny dzień potwornym
        napadem głodu i ogołacaniem kuchni, po to, żeby następnego dnia powtórzyc
        schemat? Zaczęłam szukać głębiej w sobie, o co mi chodzi i czego chcę. Zaczęłam
        równiz modyfikować pragnienia. Wiesz, uświadomienie sobie, że nie będę wyglądać
        jak top modelka znacznie pomogło :-) No i świadomość, że najważniejsze jest
        zdrowie a nie wygląd. Te dwie sprawy się łączą, ale lepiej być tłustszym i
        zdrowym niż szczupłą ruiną... Oczywiście, wolałabym byc i szczupła i zdrowa,
        ale wszystko w swoim czasie :-)

        > rozmawianie ze soba,tlumaczenie sobie ze objadanie sie to nie jest wyjscie to
        > rewelacyjny sposob,choc nie zawsze pomaga,czasami nie da rady przekonac sama
        > siebie,oszukac sie szklanka soku czy marchewka..ale probowac trzeba..
        Ale ja się nie oszukuję marchewką czy soczkiem... to był zawsze mój błąd. Ja
        teraz sprawdzam, czy chciało mi się jeść, czy pić, pytam siebie, czy to, co
        właśnie zjadłam/wypiłam wystarczy. Jestem ze sobą szczera i jeśli nie
        wystarcza, zjadam coś. Często wystarcza sok czy woda, ale czasem po prostu
        jestem głodna i wtedy kombinuję, jak najzdrowiej coś zjeść. Bez zwracania uwagi
        na kalorie. Nawet kaloryczne jedzenie może być zdrowe. Chcę jajecznicę? Proszę
        bardzo, tyle białka, przyda się... mam ochotę na coś tłustego? Jasne, jem tyle
        witaminy A, którą przyswaja się wyłącznie w obecności tłuszczów, że trochę
        masła nie zaszkodzi a nawet jest wskazane...aha, i mam jeden trik. Gdzieś
        wyczytałam, że rozpaczliwe pragnienie czekolady to objaw braku czegośtam co
        jest w mleku. No i jak chcę czekolady, piję mleko. I bardzo często chęć
        czekolady mija :-)
        Wiesz, ja mam słabą silną wolę ;-) I zabranianie sobie różnych rzeczy po prostu
        na dłuższą mete nie działa. Więc wolę od razu zjesć niewielką ilość, niż
        zwlekać aż głód zamieni sie w napad... Nie chudnę (na razie?) ale i nie tyję.
        No i nie myślę non stop o jedzeniu :)
        Pozdrawiam
        Sz
        • kasiolda Re: walczę i wygrywam 19.10.04, 19:59
          z tym optymizmem to chodzilo mi o to ze optymistyczne jest to ze walczysz i
          wygrywasz,ze wynalazlas swoj sposob na bed...
          masz racje nie ma co zbytnio sie ekscytowac,wiele razy zdarzalo mi sie naiwnie
          wierzyc ze tym razem sie uda,ze juz nigdy nie bede miec napadu,ze to
          przeszlosc,ze raz na zawsze z tym skonczylam,ale prawda jest taka ze jest to
          niemozliwe,przynajmniej na razie,ze napad moze zdarzyc sie zawsze,nawet po
          roku..mimo to nie wolno sie zalamywac,cieszyc sie z kazdej wygranej bitwy,ale i
          nie przesadzac z radoscia,caly czas musimy sie pilnowac..nie chodzi mi o
          odmawianie sobie czegos,trzymanie sie surowej diety,ale raczej o kontrolowanie
          emocji,mysli,nie pozwalanie by czyjes zachowanie,slowa doprowadzily nas do
          koniecznosci jedzenia,szukanie innych sposobow na rozladowanie napiecia..
          powiem ci ze ja tez wiele razy uswiadamialam sobie ze moje odchudzanie dziala
          odwrotnie,ale mimo to nie udalo mi sie zmienic sposobu myslenia,dalej sobie
          obiecuje od jutra...sniadania staram sie jesc..i chce spowrotem wygladac tak
          jak kiedys byc szczupla..tak naprawde nie mysle o swoim zdrowiu,no chyba ze
          zoladek mnie boli,az mnie skreca..wtedy jestem przerazona tym jaki smietnik
          musze miec w srodku..coz..jeszcze nie jestem na tym etapie..ale mysle ze powoli
          do niego dojde..dzisiaj strasznie sie objadlam..postapilam bardzo
          nierozsadnie,nie probowalam nawet powstrzymac ta chec zjedzenia,nie probowalam
          przetlumaczyc sobie ze to jest zle,po prostu musialam..czuje sie fatalnie,jest
          mi ciezko i slodko,pije druga zielona herbate,ale to na nic..jak sobie pomysle
          ile rzeczy pochlonelam..ehhh i cale dwa tygodnie normalnosci,bez slodyczy,dwa
          tygodnie cwiczen poszly na marne..
          zgadza sie..moja wola byla silna,teraz jest slaba i nie potrafie juz sobie
          niczego odmowic,no moze wytrzymalabym dzien,ale nie chce tak,chce traktowac
          jedzenie normalnie..chce jesc zeby zyc a nie zyc zeby jesc...
          hmm mi tez przez pierwsze dni waga nie drgnela..przemiana materii oslabla..ale
          potem bylo lepiej,cwiczylam,rozciagalam sie i to tez pomoglo..
          nie myslisz o jedzeniu non stop..to duzy sukces..gratulacje..
          i dzieki za wskazowki,sprobuje jutro zanim rzuce sie na jedzenie porozmawiac ze
          soba..3maj sie i napisz czasem o postepach w walce z bed..
          • szczesliwawa Re: walczę i wygrywam 19.10.04, 23:07

            > roku..mimo to nie wolno sie zalamywac,cieszyc sie z kazdej wygranej bitwy,
            A może chodzi o to, żeby nie toczyć bitew? Nie wiem, jak to ująć... kurcze...
            Żeby jakimś sposobem oddzielić chorobę od siebie? Żeby walczyć z chorobą, ale
            nie ze sobą. Walka z sobą jest z góry skazana na porażkę, bo zawsze przegra
            jakaś strona Ciebie.


            > ehhh i cale dwa tygodnie normalnosci,bez slodyczy,dwa
            > tygodnie cwiczen poszly na marne..
            NIE poszły na marne... masz lepiej rozciągnięte ścięgna, mocniejsze mięśnie.
            Objadłaś się i, może, odłoży Ci się na pupie... i co z tego? Pomyśl, że jesteś
            sprawnejsza i zdrowsza niż dwa tygodnie temu. A że najedzona do bólu... prędzej
            czy później to sie strawi, spali...

            Aha, dzisiaj sie objadłam. Wieczorem. Więc jutro będzie problem, żeby cos
            przełknąc na śniadanie i tak dalej... znowu muszę ze sobą poważnie
            porozmawiać... ;-)

            Jutro będzie lepiej.
            Pisz, jak poszły rozmowy i postaraj sie znaleźć jakaś jedna fajna rzecz do
            myślenia, będzie odrobine przyjemniej...
            Pozdrawiam,
            Sz
            • kasiolda Re: walczę i wygrywam 20.10.04, 09:10
              hej!!!
              tak,walla ze soba nie ma sensu,chodzilo mi wlasnie o walke z choroba...
              to prawda..wiesz nawet teraz jak dwa dni od rzad jadlam bez opamietania,nie
              czuje jeszcze tego na "wlasnej skorze",brzuch nadal mam plaski,spodnie
              luzne..nawet mama stwierdzila ze schudlam,pochwalila mnie i moje posladki ;)))
              wczoraj wieczorem troche pocwiczylam znowu i myslalam ze teraz znowu bedzie
              dobrze..mialam taka nadzieje...ale wstalam chyba dzisiaj lewa noga..od rana
              jestem nie w sosie..zaczyna mnie wszystko draznic i mam ochote jesc..sprobuje
              ze soba pogadac..jedna fajna rzecz do pomyslenia???..bedzie ciezko..ostatnio
              moje mysli sa bardzo bardzo negatywne..no ale dobra..to ze spotkam sie w piatek
              z kumpela z liceum..bedziemy wspominac stare czasy i moze byc fajnie..a i
              jeszcze to ze w piatek bede sie tez widziec z moja psycholozka..mam nadzieje ze
              wizyta naladuje mnie energia,ktora bede tryskac na spotkaniu z kumpela..ehh to
              wcale nie jest takie trudne..dlugo nie musialam szukac...moze wlasnie w tym
              tkwi problem,ze czasami zapominamy o tym ze w zyciu sa pozytywne strony i
              skupiamy sie na tym co zle..ale koniec z tym...dzieki...a co u ciebie???
              pozdrawiam
              • kasiolda Re: walczę i wygrywam 20.10.04, 12:20
                ehhh i guzik...nie potrafie tak..wydawalo mi sie ze sie juz pozbieralam po tym
                wszystkim,przetrawilam to,ale to ciagle wraca,nie potrafie znowu normalnie
                zyc,rozmawiac..brak mi sil..wszystko nie ma sensu,nie potrafie wziac sie w
                garsc,zapomniec..nie potrafie myslec pozytywnie..mam metlik w glowie...gadam
                bez ladu i skladu,powtarzam sie..nie wiem co sie dzieje,znouw mam ochote
                jesc..uciekam od tego wszystkiego,nie walcze,poddalam sie,mam nadzije ze to sie
                zmieni po wizycie u pscyhologa,sama chyba nie jestem w stanie sobie
                pomoc..czuje sie bezsilna,czuje ze maly podmuch wiatru moglby mnie zmiesc,nie
                bylabym w stanie mu sie oprzec..
                • szczesliwawa Re: walczę i wygrywam 20.10.04, 16:01
                  kasiolda, nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym Ci pomóc... słuchaj, może weź
                  idź na powolny spacer, gdzieś gdzie nie ma tłumu, z muzyką na uszach i wodą w
                  plecaku (bez pieniędzy, of kors ;-)) Bez makijażu, fryzury, nieumyta nawet...
                  Obcych nie obchodzisz więc się nimi nie przejmuj... mnie pomaga patrzenie na
                  przepływającą wodę, nie wiem, dlaczego... może i Tobie pomoże... Nie zwijaj
                  się w kłębek rozpaczy...Popatrz, jakie drzewa są kolorowe...
                  Trzymaj się...
                  Sz
                  • kasiolda Re: walczę i wygrywam 20.10.04, 16:35
                    dzieki za chec pomocy...dzisiaj znowu sie nie udalo..polecialam do
                    sklepu,nakupilam zarcia,czesc zjadlam,reszty nie moge,jest mi
                    niedobrze,slodko..nie chce wychodzic na dwor,boje sie..w domu czuje sie
                    bezpiecznie,jestem sama,nikt na mnie nie patrzy,nie musze z nikim
                    rozmawiac..czuje ze jestem na dnie..chce mi sie plakac..nie dam rady..
                    • szczesliwawa Re: walczę i wygrywam 20.10.04, 17:19
                      kasiolda, a może oprócz BED masz lekką agorafobię?
                      A na zewnątrz też nie musisz z nikim rozmawiać... Kasiolda, fajna dziewczyna
                      jesteś. I chora. Czy tak samo byś się nie lubiła, gdybyś miała, powiedzmy,
                      epilepsję? Choroba to choroba... Gdyby "zarządzanie" wszelkimi nałogami
                      zależało wyłącznie od świadomości, nie byłoby tylu ludzi chorych - depresja,
                      anoreksja, alkoholizm itd. Leczysz się, próbujesz. Masz szansę z czasem z tego
                      wyjść. Nie poddawaj się.
                      Sz
                      • kasiolda Re: walczę i wygrywam 20.10.04, 20:57
                        nie wiem..boje sie ludzi,boje sie tego jak na mnie patrza,zaraz sobie wyobrazam
                        co o mnie mysla..boje sie spotkac kogos znajomego,zeby nie zobaczyl jak
                        przytylam,boje sie ze nie bedzie o czym rozmawiac..dlatego ostatnio zamykam sie
                        w czterech scianach i jest mi dobrze,choc czasem smutno samej..
                        nie wiem,co bym myslala o sobie,nie mam epilepsji,nigdy nie chorowalam
                        powaznie..o bed nie mysle do konca jako o chorobie..bedzie ciezko..zaczynam
                        watpic czy to sie uda..mysle sobie ze tyle razy probowalam walczyc,zmieniac
                        siebie i nic..jak to jest..inni potrafia..a ja???nie wiem..nie moge sie
                        pzobierac,zdobyc sie na pierwszy krok..powiedziec dosc tego..czekam nawnie ze
                        moze wydarzy sie cos co sprawi ze zmieni sie wszystko..czekam..czekam..a zycie
                        ucieka..
                        • szczesliwawa Re: walczę i wygrywam 20.10.04, 22:52
                          Kasiolda, z góry zakładasz, ludzie, których możesz spotkać:
                          1) będą przyglądać sie Twojej linii,
                          2) zastanawiać sie, czy i ile przytyłaś,
                          3) będą w ogóle o Tobie myśleć.

                          Wiesz, ludzie, których się zna i widuje częściej niż raz na kwartał musieliby
                          mieć naprawdę sokoli wzrok i zmysł obserwacji godny Sherlocka żeby zauważać
                          wahania wagi. Albo sami musieliby mieć na tym punkcie obsesję.
                          A i tak ludzie wcale innym nie poświęcają tyle uwagi ile nam się wydaje.

                          > nie wiem,co bym myslala o sobie,nie mam epilepsji,nigdy nie chorowalam
                          > powaznie..o bed nie mysle do konca jako o chorobie..

                          Podobno chodzisz do psychologa... Czy ona nie wspominała, że to choroba?

                          tyle razy probowalam walczyc,zmieniac
                          > siebie i nic..
                          A próbowałaś się lubić? Nie mówię, że od razu akceptować bez zastrzeżeń, ale po
                          prostu darzyć siebie, i wewnątrz i zewnątrz, sympatią, jakimiś ciepłymi
                          uczuciami? Wiesz, ciężko jest zmieniać coś, czego się organicznie nie znosi.
                          Łatwiej jest zmieniać cokolwiek, jeśli robi się to z sympatią, nie ze wstrętem
                          czy nienawiścią... Bo, tak naprawdę, po co się zmieniać, cierpieć, męczyć,
                          jeśli się nie lubi? Jak się nie lubi, to zmiana, paradoksalnie, tak naprawdę
                          niczego nie zmieni.

                          > jak to jest..inni potrafia..

                          skąd ta pewność? Inni nie mają swoich problemów wypisanych na czole. Ty też nie
                          masz.

                          > ..czekam nawnie ze
                          > moze wydarzy sie cos co sprawi ze zmieni sie wszystko..czekam..czekam..a
                          zycie
                          > ucieka..
                          a tutaj cytat, zinterpretuj go jak chcesz:
                          "Lecz pamiętaj, naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic aż do końca"
                          Pozdrawiam Cię cieplutko
                          Sz
                          • kasiolda Re: walczę i wygrywam 21.10.04, 09:31
                            oczywiscie we wszystkim masz racje..tylko ze latwiej powiedziec niz zrobic..
                            to prawda ze ludzie nie zwracaja na nas takiej uwagi jak myslimy i czasami nie
                            oceniaja nas tak surowo jak nam sie wydaje..po prostu nie maja czasu na
                            myslenie o nas,maja swoje zycie,troski..wiem o tym,ale myslenie jest silniejsze
                            ode mnie,moja bujna wyobraznia dziala..i kolejny powod zeby jesc gotowy...
                            oczywiscie psycholozka wspominala..pare razy,tylko znowu klania sie
                            myslenie..przez tyle lat nie traktowalam tego jako choroby,wiec teraz ciezko
                            sie przestawic..wiem,moze myslisz,myslicie sobie ze uzalam sie nad soba i nic
                            nie robie,wystarczy powiedziec ze jest ciezko i tyle..moze i tak to wyglada,ale
                            ja naprawde sie staram,ale nie potrafie zmienic swojego spoobu myslenia na
                            dluzej..czasami udaje mi sie dzien,czasem dwa,czasem tydzien,ale euforia
                            mija,ptrzenie na swiat i ludzi przez rozowe okulary zmienia sie w
                            czarnowidztwo..
                            polubic siebie???nie zwykle to bylo tak,ze mowilam sobie ze musze cos w sobie
                            zmienic,to a to mi sie nie podoba,powinnam byc taka a taka i kontrolowalam
                            sobie,gdy mi sie udawalo bylam z siebie dumna i mowilam sobie no nie jestes
                            taka zla,w sumie to lubie siebie,ale tylko wtedy,a pzoniej gdy znowu zaczelam
                            zauwazac swoje wady,zaczynalo sie marudzenie a ty to jestes
                            beznadziejna,wszystko robisz zle,nic ci sie nie udaje..
                            wiem,ale ja zawsze myslalam inni sa lepsi,inni sobie radza,ja bylam ta
                            gorsza,inna,nie pasjaca,wiesz co mam na mysli?
                            zgadza sie,doskonale wiem o tym ze jesli sama czegos ne zmienie to nic to nie
                            da..ale znowu to myslenie...
                            • szczesliwawa Re: walczę i wygrywam 21.10.04, 11:14


                              kasiolda, nie chodzi mi o rację. Po prostu, nie wiem, co Ty wiesz i myślisz,
                              więc piszę o tym, co wydaje się mi, jakie myślenie pomaga mnie i cały czas mam
                              nadzieję, że może choć odrobinkę mogę Ci pomóc i że nie zaszkodzę.
                              Znam to przypisywanie innym naszych lęków i obaw, oczywiście z autopsji,
                              niestety. Wiesz, to chyba typowe u ludzi, mierzymy, nawet podświadomie, innych
                              swoją miarą. Też mi się wydawało i jeszcze czasem wydaje, że jestem
                              obserwowana, oceniana. Ale, wiesz, co mi pomaga? Uwielbiam obserwować ludzi.
                              Kiedyś wydawało mi się, że wszyscy są szczęśliwśi, ładniejsi, bardziej
                              zadowoleni z życia niż ja... a teraz patrzę sobie i myślę, że to pozory. Nie
                              oglądam ludzi pod kątem wagi... w ogóle ich nie oceniam. I jeśli ja ich nie
                              oceniam, to z pewnoscią oni nie oceniają mnie...
                              Taka sobie jestem malutka kuleczka i toczę się przez ten świat... czasem nawet
                              radośnie sie toczę. I nikomu nic do tego :-D
                              Czasem mam takie zajawki... siedzę w domu i jakoś zapętlam sie w sobie... i
                              potem, jeśli muszę wyjść z mieszkania, mam wrażenie, że jestem jakoś poza
                              światem, tak bardzo jestem w środku siebie, że aż czasem się boję, że nie będę
                              w stanie złapać jakiegokolwiek kontaktu ze światem na zewnatrz mnie...
                              Zazwyczaj wkrótce mi to mija... Też tak masz?
                              Trzymaj sie cieplutko, pozdrawiam,
                              Sz
                              • kasiolda Re: walczę i wygrywam 21.10.04, 14:26
                                zaszkodzic na pewno nie zaszkodzisz..dzieki bardzo,twoje rady pomagaja mi,mimo
                                ze nie jestem w stanie sie do nich zastosowac,ale podnosisz mnie na
                                duchu..zawsze to cos..jakis krok w strone wziecia sie w garsc..

                                >Kiedyś wydawało mi się, że wszyscy są szczęśliwśi, ładniejsi, bardziej
                                > zadowoleni z życia niż ja... no wlasnie o tym caly czas pisze...mnie sie tak
                                dlaej wydaje,chociaz czasami dostrzegam ze tak nie zawsze jest..
                                tez lubie obserwowac ludzi,patrzec jak sie zachowuja,domyslac sie co
                                mysla,czuja,ale tak naprawde to sa moje uczucia,jak tak bym zareagowala gdybym
                                znalazla sie w podobnej sytuacji,takie obserwowanie ludzi pomaga,kiedy widzisz
                                jak sie zachowujesz,kiedy widzisz swoje odbicie w kims,latwiej jest zrozumiec
                                co robisz zle,a z czego nie zdawalas sobie sprawy,widzisz jak mozesz byc
                                postrzegana przez innych..
                                no mnie sie czesto zdarza zamknac w sobie,dlatego pozniej nie chce wychodzic na
                                zewnatrz..czuje sie jak zamknieta w klatce,jakbym caly czas tak zyla i boje sie
                                wyjsc na wolnosc bo nie znam tej drugiej strony,boje sie tego co mnie tam
                                czeka,klatka jest bezpieczna,znana,nie wiem co trace..jak w tej bajce
                                krasickiego o ptaszkach w klatce...mnie to nie mija..zwykle to mnie paralizuje
                                do tego stopnia,ze nie moge sie przekonac zeby wyjsc...nie lubie nigdzie sama
                                chodzic,kiedys zdarzalo mi sie wyjsc na spacer od lasu,zeby sobie cos tam
                                przmeyslec,uspokoic sie,teraz mysle ze to glupie,i nie wypada..i miliony innych
                                powodow..wogole tak sobie mysle,ze z wielu rzeczy rezygnuje..poddaje sie,nawet
                                nie probouje,uprzedzam sie i koniec..wiem to blad...
                                ty tez sie 3maj,jeszcze raz dziekuje..
    • mostena Re: walczę i wygrywam 20.10.04, 16:29
      Hej szczesliwawa;)

      Przeczytalam Twoj post, i pozniej 'rozmowe' z Kasiolda;), ale jakos sie nie
      moglam zabrac za pisanie.

      Coz - witaj;) Swietnie sobie to wszystko obmyslilas, te rozmowy ze soba itp.
      Trzymam za Ciebie kciuki.

      Co do mnie - dzieki forum czesciej mysle o sobie dobrze, 'mowie do siebie'
      grzeczniej;) Dopiero teraz zauwazylam jak zle sie traktowalam. Cokolwiek by sie
      nie stalo, wystarczylo zebym byla zmeczona i np dlugo czekala na autobus - juz
      wrzeszcze na siebie w duchu 'no i co, idiotko? dluzej moglas z kumpela gadac!/
      po cos ty kupila to badziewie?!/ ale masz gruba dupe, bleh' etc, etc... A od
      jakiegos czasu lapie sie na tym, i tego unikam. Jestem dla siebie mila;)

      PS Od poczatku wrzesnia nie mialam napadu ani razu. Od poczatku lipca - dwa
      razy plus kilka obzarstw 'nienapadowych' (towarzysko, ze tak powiem;)) Nigdy mi
      sie cos takiego nie udalo. I schudlam juz ponad 10 kg... I cwicze... I,
      dziewczyny, wspierajcie mnie jakos duchowo, bo tak sie boje, ze to sie
      skonczy...

      buzka;)
      • szczesliwawa Re: walczę i wygrywam 20.10.04, 17:27
        Witaj, mostena :-)

        Jestem pod wrażeniem. Obżarstwa nienapadowe, świadome - to chyba oznacza
        odzyskanie kontroli, prawda? Super, że tak dobrze Ci idzie. I że lepiej się
        traktujesz. W końcu kto ma nas lubić, jeśli nie my sami... Oby tak dalej :-)
        A jak i ile ćwiczysz? Bo i mnie by się przydało, a na basen iść się wstydzę...
        Pozdrawiam,
        Sz
        • trycka Re: walczę i wygrywam 20.10.04, 17:48
          szczesliwawa,jak czytam to co piszesz,to mam wrazenie,ze jestes moja
          psycholoszka...zreszta kto tam wie...:)))))))
          pozdrawiam Was babulki...:))))
        • mostena Re: walczę i wygrywam 20.10.04, 18:13
          Nooo... nie wiem, czy odzyskanie. Wlasnie niestety, gdy zaczelam jesc ciut
          wiecej ze znajomymi, mialam potem te dwa napady. Chociaz mogl sie na to zlozyc
          jeszcze inny fakt, ze mialam potem wazne spotkanie i chcialam wygladac jak
          najlepiej, koniecznie - i wiedzialam, ze nie powinnam sie absolutnie obzerac,
          bo moge szybko wrzucic, raczej powinnam twardo trzymac diete... i sie obzarlam.
          No.
          A caly pozostaly czas bylam w tej szczesliwej sytuacji, ze nie mialam zadnych
          dolujacych 'terminow'. Teraz znow mam - wiem juz, ze jade do domu na Swieta,
          ale i tak juz tyle schudlam, ze naprawde moge sie nie przejmowac. Czy schudne
          jeszcze 2 kg, czy 4 - zadna roznica (ale powiedzcie, myslicie, ze 4 przez dwa
          miesiace to mozliwe? ;)) ).
          Obawiam sie, ze o odzyskiwaniu kontroli bede mogla mowic dopiero po
          odchudzaniu, i po utrzymaniu wagi - czyli najwczesniej za jakies dwa lata... ;)
          Ale co tam. No, chyba, ze Swieta przejda bezkolizyjnie. Nie wierze w to, ale
          moze, moze?

          Cwiczenia - zaczelam od tanca, wlaczalam funky i plasalam przed lustrem.
          Tanczylam w 3 i 4 kl liceum w grupie, ale ostatni rok prawie sie nie ruszalam,
          wiec opornie mi to szlo. Zwlaszcza, ze boli mnie kregoslup po wypadku. Ale juz
          jest lepiej;) Po jakims czasie dolozylam callanetics, uwielbiam te cwiczenia. I
          rozne rozciaganie z tancow itp. Hehe, tanczyc zaczelam jakies dwa miesiace
          temu, najpierw w bluzie i na boso, przy przygaszonym swietle - a teraz zakladam
          buty na lekkim obcasie i top - i gapie sie w lustro, bo sie sobie, kurcze,
          podobam;) Dlatego mi to taka przyjemnosc sprawia. Tzn sprawialo, bo troche mi
          sie juz nudzi, byl moment, ze tanczylam po 40 min co wieczor, a teraz jakos mi
          sie nie chce. Trzeba by muzyke zmienic...

          W ostatnia niedziele bylam na godzinnym spacerze, po ktorym po prostu padlam.
          Mieszkam w gorzystym terenie... Do tego staralam sie isc wyprostowana,
          sluchajcie, jak mnie potem posladki bolaly, tragedia;) Dzisiaj wracajac ze
          szkoly przeszlam pieszo spory kawal trasy, ktora normalnie jade autobusem. Moze
          jutro uda mi sie przejsc cala te trase (do nastepnego autobusu, ktorego juz
          chyba nie unikne - za daleko)? Jeszcze oszczednosc z tego bedzie;) jak pomysle,
          jaka ja kiedys mialam kondycje... grr.

          Jak widac nie szarzuje. Moge jeszcze dolaczyc do tego rower, chociaz pogoda
          taka srednia. I marza mi sie rolki, uwielbiam, chyba sobie sprawie na
          gwiazdke;) Musze cwiczyc coraz wiecej bo od wrzesnia szkola, w ktorej zajecia
          ruchowe sa bardzo wazne. Jak pomysle, ze mialabym stac na sali w obcislych
          gatkach, taka tlusta i rozlazla, to o matko. I zero kondycji do tego, zadyszka,
          czerwona, spocona twarz... O nie. Nie ma mowy. I wlasnie - zeby sie nie
          wstydzic chodzic na basen.

          Polecam callanetics w kazdym razie, daje swietne efekty i nie obciaza stawow.
          Niestety trzeba sie naprawde przylozyc i przede wszystkim wczytac w opis
          cwiczen, ja ksiazke czytalam milion razy, i i tak co jakis czas do niej wracam,
          bo cos tam mi sie zapomina. Jak przyjade do domu, chyba sobie skseruje niektore
          cwiczenia.

          pozdrawiam!
          • szczesliwawa Re: walczę i wygrywam 20.10.04, 23:01
            Mostena... wiesz, do mnie jak do dziecka trzeba ;-)
            Co to jest callanetics? tzn, oczywiście, nazwa obca mi nie jset, ale jak te
            ćwiczenia wyglądają? Czy rozciągaja, czy wzmacniają mięśnie raczej? Chyba sie
            po prostu przeproszę z brzuszkami... Ale też mam od niedawna problem z
            kręgosłupem i nie wiem, czy mnie nie połamie na amen ;-)
            I też rozważam rolki, tylko, czy nie jestem za stara żeby się uczyć jeździć...
            Pozdrawiam :-)
            Sz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka