Dodaj do ulubionych

Na co jesteście gotowi

25.04.02, 17:58
Drodzy forumowicze,

Piszecie o swoich kłopotach, problemach, troskach, chorobach, niekiedy tragediach. Piszecie, prosząc o słowa otuchy, szukając rady czy rozwiązania. Na co jesteście gotowi, aby rozwiązać problem, niekiedy przecież chodzi o sprawę życia lub śmierci. Co gotowi jesteście poświęcić, z czego zrezygnować, co porzucić. Jaką cenę gotowi jesteście zapłacić za powodzenie, sukces, zdrowie a niekiedy za życie.
Obserwuję ludzi i widzę, jak niekiedy trudno jest zrezygnować ze swoich przyzwyczajeń. A najtrudniej jest przyznać się przed sobą do własnych urojeń, uważanych za najświętsze prawdy.
Niedawno słyszałem w radiu taką historię, opowiadaną przez psychologa:
Pewien doradca giełdowy przez chybione decyzje wpadł w kłopoty. Zamiast się przyznać i wycofać dokonał kolejnych złych operacji, aby niejako pokazać światu, że w jego sytuacji nie istniało dobre rozwiązanie. W rezultacie trafił do więzienia, co dla niego było mniej dotkliwą karą, niż posądzenie o niekompetencję.
Czy my wszyscy nie czynimy złych wyborów, obawiając się stanąć twarzą w twarz z sobą samym? Czy nie działamy często na własną szkodę, rezygnując z rozwiązań problemów tylko dlatego, że musielibyśmy przewartościować długo ugruntowywane przekonania?
Co o tym myślicie?

Pozdrawiam wszystkich serdecznie

Obserwuj wątek
    • dot1 Re: Na co jesteście gotowi 25.04.02, 20:26
      Zauwazylam ze stalam sie gotowa, bardziej otwarta na wszystko, chetna by puscic
      swoje przywiazania i przyzwyczajenia gdy nastapilo nasilenie problemow i poczulam
      sie wytracona z rownowagi. Gdy czlowiek nie ma juz wyjscia i wszystko mu umyka z
      checia porzucona ulubione dotychczas wyobrazenia o sobie i swiecie. W innym
      przypadku jestesmy zbyt leniwi zeby zrobic cokolwiek.
      Ja skapitulowalam i czuje ze to byl naprawde desperacki krok.
      Czasem jak nam przychodzi przyznac przed soba jacy jestesmy to nie jest to
      przyjemne. Ego sie bardzo sprytnie broni. Zna nas lepiej niz my sami siebie.

      • olek13 Re: Na co jesteście gotowi 02.05.02, 09:54
        Ładnie to ujęłaś i zazwyczaj jest tak, jak piszesz. Zmiany następują dopiero wtedy, gdy bardzo boli. Człowiek jest gotów do zmian wtedy, gdy nie ma wyjścia. Jesteśmy na ogół zbyt przywiązani do doświadczania tego, co nam właśnie odpowiada, żeby z tego zrezygnować. A tak naprawdę, to przecież chodzi o rozszerzenie własnej świadomości, o pełniejsze zrozumienie tego, co się dzieje - oczywiście częstokroć za cenę rezygnacji z własnych, ukochanych tak bardzo poglądów. I rodzi to silny opór, chociaż nagroda jest niewspółmiernie wielka.
        A wątek nie cieszy się popularnością. Czy to nie jest znamienne?

        Pozdrawiam serdecznie
    • Gość: OLT Re: Na co jesteście gotowi IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 25.04.02, 20:34
      wole nie wiedziec, na co jestem gotowa ;-)
      popelnilam w zyciu ladnych pare bledow, to jest klasyczny przyklad - angazujesz
      sie w jakis zwiazek, trudny zwiazek, wymaga to od ciebie rezygnacji z wielu
      rzeczy i ustepstw, pozniej wszystko sie powoli rozsypuje a tobie trudno jest
      odejsc, mimo ze boli, bo wszystko co sie wlozylo - dowartosciowuje ten zwiazek.
      gdybym spojrzala na cala pozniejsza sytuacje z perspektywy wczesniejszej
      powiedzialabym oczywiscie: NIGDY W ZYCIU
      ech, problem w tym, ze wszystko jest tak zmienne, a czlowiek nie zawsze wie jaka
      miare przylozyc do tego co sie dzieje, w dodatku wszystko co zrobimy, wplywa i na
      nas.
      psychologowie w tym momencie z luboscia mowia "dysonans poznawczy" - zreszta
      bardzo to wszystko ciekawe, szczegolnie polecam w wydaniu Aronsona
      (np "Psychologia spoleczna")
      zmienni jestesmy my, nasze postrzeganie innych i siebie. bardzo latwo nami
      manipulowac, mniej lub bardziej swiadomie, tym bardziej ze sami wobec siebie tak
      naprawde stosujemy rozne manipulacje.

      a ile mozna nieracjonalnie poswiecic? uczuc, mysli, siebie? jak dlugo mozna
      trwac w dzikim uporze? za dlugo, to jest pewne.czlowiek - istota odporna ponad
      wszelkie wyobrazenie
      i bywa calkiem czesto ze bez terapii wstrzasowej sie nie obejdzie
      banaly prawie, wiem...
      zadnymi chwytajacymi za serce konkretami z zycia tez nie rzucam, wiem...
      ale czuje problem, tak bardzo bliziutko (stoi tuz za mna ;-))a ja sobie mowie:
      juz nigdy wiecej

      a moze po prostu nie chce sie jednak do tych bledow tak do konca przyznawac ;-))
      pozdrawiam
      OLT


    • kwieto Re: Na co jesteście gotowi 02.05.02, 10:22
      Pytanie jest dosc przewrotne. Ja odpowiem, ze nie poswiece NICZEGO na czym mi
      na prawde zalezy. Bo czy w imie sukcesu mam sie wyrzekac idei czy przekonan w
      ktore wierze, ktore sa dla mie wazne? Dla mnie pachnie to konformizmem i swego
      rodzaju karierowiczostwem. Kims, kto jednego dnia mowi - nie znosze disco-polo,
      a nastepnego dnia spotykamy go zasluchanego w disco-polowa kapele (na przyklad
      dlatego, ze nowa dziewczyna slucha takiej muzyki). Pfe...

      Jest taka ksiazka - paradokument o pierwszym zimowym wejsciu na Mount Everest
      (zrobila to polska ekipa), w niej jest rozmowa himalaistow na temat: "co
      mogliby poswiecic, aby zdobyc szczyt". Jeden mowi "pozwolilbym na odmrozenie
      palca", inny "a ja nawet calej stopy" jeszcze inny wymienia inna przypadlosc
      wysokogorska... Tylko jeden z nich powiedzial: "Nie poswiecilbym ani kawalka
      paznokcia".

      Bardzo cenie sobie jego slowa. Bo sa to slowa osoby dobrze w sobie
      ugruntowanej. Takiej, ktora nie bedzie sklonna dla mrzonki sukcesu czy
      poprawienia swego bytu (czesto iluzorycznej) poswiecac rzeczy ktore sa dla niej
      wazne. A zarazem dobrze wie, co dokladnie do tych waznych rzeczy sie zalicza.
      • olek13 Re: Na co jesteście gotowi 02.05.02, 10:52
        Podoba mi się ostatni akapit Twojego postu. Nie warto rezygnować z siebie, ze swojego dobra.
        Ale idee i przekonania - tu już mam wątpliwości. Bo co, jeśli te przekonania są tak naprawdę błędne, szkodliwe? Odpowiesz zapewne, że póki tego nie wiesz, to nie ma dyskusji. Ale przecież do przekonań się przywiązujemy, akceptujemy je i integrujemy w swojej osobowości. I wskutek tego jest nam trudno dojrzeć prawdę, jeśli leży ona gdzie indziej. I co wtedy?
        • trzcina Re: Na co jesteście gotowi 02.05.02, 12:16

          Ale w normalnym rozwoju się i dezintegrujemy. I to jest czas na przyjrzenie się
          przekonaniom, przyjętym ideom, klocków na nowo składanie. I wtedy, jeśli nie
          zmarnujemy tego czasu, urojenia wyblakną, a ostanie się to, co prawdziwe,
          mocne, warte ocalenia. Nawet zamknięci na rzeczywistość i innych ludzie,
          zmuszani są do konfrontacji z własnymi przekonaniami, przez życie. Trzeba chyba
          wyjątkowego uporu i ślepoty, by złych, bzdurnych pomysłów czy pseudowartości
          się trzymać. Pewnie, nie brak takich przykładów, nawet groźnych.
          pzdr
          t.
          • olek13 Re: Na co jesteście gotowi 02.05.02, 12:36
            Droga trzcino,
            A co powiesz na świadome doprowadzenie się do stanu porównywalnego z dezintegracją, no oczywiście nie całej osobowości ale systemu wartości lub na poważne naruszenie wzorców osobowościowych. I to nie w ramach eksperymentowania, ale jako krok niezbędny do zmiany jakości życia?
            • trzcina Re: Na co jesteście gotowi 02.05.02, 13:01
              olek13 napisał(a):

              > Droga trzcino,
              > A co powiesz na świadome doprowadzenie się do stanu porównywalnego z dezintegra
              > cją, no oczywiście nie całej osobowości ale systemu wartości lub na poważne nar
              > uszenie wzorców osobowościowych. I to nie w ramach eksperymentowania, ale jako
              > krok niezbędny do zmiany jakości życia?


              Co powiem? Powtórzę, częściowo za Wami, wyżej.

              Sam mówisz, że "zmiany następują wtedy, gdy bardzo boli [...],gdy nie ma wyjścia.
              Wtedy nie "doprowadzam się świadomie", a zostaję doprowadzona. Zmiana trybu z
              czynnego na bierny nie tylko gramatyczna.
              A dla zmiany jakości życia - tak, ale ku zwiększeniu dobra, harmonii, dla
              mądrości nabywania, nie dla mrzonek, wartości pozornych, o czym pisał Kwieto.

              Odpowiada mi to, co jest naturalne. Wiem, piszesz, że nie dla eksperymentów, ale
              jedynie duży kaliber mógłby spowodować, żebym cały system wartości pod znakiem
              zapytania postawiła, zbyt to ryzykowne, trzeba moc w sobie mieć wielką, żeby to
              zrobić i wyjść bez szwanku. Czyli - nie dla hucpy, nie dla bzdury. Z nadzieją, że
              prawda się ostoi.
              pzdr
              t.
              • olek13 Re: Na co jesteście gotowi 02.05.02, 13:33
                Użyłem złęgo słowa: miast "świadome" powinienem napisać "celowe".
                A co do zmian, to jest pewna klasa przypadków, w których nie czeka się na stan podbramkowy. Przyznam się, że do pewnego stopnia to przerabiam i usiłuję zrozumieć swoje motywy, pytając Ciebie i innych o pogląd na tą sprawę.
                Dzięki za odpowiedź i pozdrawiam
      • Gość: Martyna Re: Na co jesteście gotowi IP: *.proxy.aol.com 02.05.02, 17:14
        kwieto napisał(a):

        > Pytanie jest dosc przewrotne. Ja odpowiem, ze nie poswiece NICZEGO na czym mi
        > na prawde zalezy. Bo czy w imie sukcesu mam sie wyrzekac idei czy przekonan w
        > ktore wierze, ktore sa dla mie wazne? Dla mnie pachnie to konformizmem i swego
        > rodzaju karierowiczostwem. Kims, kto jednego dnia mowi - nie znosze disco-polo,
        >
        > a nastepnego dnia spotykamy go zasluchanego w disco-polowa kapele (na przyklad
        > dlatego, ze nowa dziewczyna slucha takiej muzyki). Pfe...
        >
        > Jest taka ksiazka - paradokument o pierwszym zimowym wejsciu na Mount Everest
        > (zrobila to polska ekipa), w niej jest rozmowa himalaistow na temat: "co
        > mogliby poswiecic, aby zdobyc szczyt". Jeden mowi "pozwolilbym na odmrozenie
        > palca", inny "a ja nawet calej stopy" jeszcze inny wymienia inna przypadlosc
        > wysokogorska... Tylko jeden z nich powiedzial: "Nie poswiecilbym ani kawalka
        > paznokcia".
        >
        > Bardzo cenie sobie jego slowa. Bo sa to slowa osoby dobrze w sobie
        > ugruntowanej. Takiej, ktora nie bedzie sklonna dla mrzonki sukcesu czy
        > poprawienia swego bytu (czesto iluzorycznej) poswiecac rzeczy ktore sa dla niej
        >
        > wazne. A zarazem dobrze wie, co dokladnie do tych waznych rzeczy sie zalicza.


        Zgadzam sie z Toba ale w naszym zyciu czasami , jest kilka spraw, pasji a nawet
        idei ktore sa dla nas wazne i ktore kochamy - czesto niemozliwe jest oddanie
        sie wszystkiem a czasami stoja one w sprzecznosci jak np w przypadku himalaisty
        moze to byc milosc i pasja do gor i wielkie zyciowe marzenie o wejsciu na szczyt
        z waznym dla niego rowniez zdrowiem . Odpowiedz co wybrac wcale nie jest
        jednoznaczna i czasami trudna.

        Ja np musze wybierac pomiedzy tzw dusza podroznika i chetnie moje oszczednosci
        wydalabym na wyprawe do Azji bo kocham podrozowac a studiami , ktore niedlugo
        zaczne i za ktore bede musiala placic bo zapewnia mi one przyszlosc i to nie w
        sensie sukcesu finansowego( choc to tez) ale w sensie, ze bede robic w
        przyszlosci to co kocham.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka