Dodaj do ulubionych

Kasiolda, a Ty?

05.11.04, 14:14
Tak troche ostatnio miałam mało czasu na forumowanie. Ale zauważyłam, że
kasiolda bardzo pomaga dziewczynom (mi też), radzi, jest z nami. Ale,
Kasiolda, co z Tobą? Jak Ci idzie? Jak się czujesz? Piszże ;)
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • abacosun Re: Kasiolda, a Ty? 06.11.04, 14:04
      No wlasnie kasiolda, odezwij się :)...

      A do wszystkich dziewczynek... sorki ale dziennie spedzam po ok. 10 godzin
      przed kompem więc na wasze wątki bedę tylko w weekendziki odpisywać, ale
      pamietajcie, że cały czas trzymam za Was kciuki!!
      • kasiolda Re: Kasiolda, a Ty? 07.11.04, 20:50
        pisze juz pisze kochane..nie bylo mnie w domu przez weekend..studia..nie mialam
        dostepu do neta,ale wlasnie nadrabiam zaleglosci i czytam wszystkie nowe posty
        i watki..
        a tak wogole to super..zaprzyjazniam sie z ludzmi ze studiow..juz nie czuje sie
        obco..duzo sie smieje..stalam sie odwazniejsza..wiele rzeczy zaczynam
        rozumiec..wiele zmieniac..nie zalamuje sie tak latwo..i mysle sobie ze idzie ku
        lepszemu..bardzo pomogla mi ostatnia wizyta u psychologa..i po raz kolejny
        zachecam kazdego do zrobienia tego samego..pozdrawiam..
        • szczesliwawa Re: Kasiolda, a Ty? 07.11.04, 21:58
          Tak myślałam, że studia Cie pochłonęły :)
          Bardzo to dobrze, że zaprzyjaźniasz się z ludźmi z roku. I chyba to normalne
          jest :) więc świetnie.

          > obco..duzo sie smieje..stalam sie odwazniejsza..wiele rzeczy zaczynam
          > rozumiec..wiele zmieniac..nie zalamuje sie tak latwo..i mysle sobie ze idzie
          ku
          >
          > lepszemu..

          Oj, jak pozytywnie. Aż mi się buźka śmieje jak to czytam. :)) Cieszę sie
          bardzo :) Na pewno idzie ku lepszemu :)

          Pozdrawiam i miło widzieć Cie w tak dobrej formie :)
          Sz
        • mostena Re: Kasiolda, a Ty? 07.11.04, 22:30
          No i super;) Bo to byl chyba najwiekszy problem, co? Brak kontaktu. Ciesze sie
          bardzo;))

          A wiecie co mnie sie milego wydarzylo? W pewnym sklepie kupilam raz buty, ale
          (hehe;)) wzielam dwa rozne rozmiary przez pomylke. Przy wymianie troche czasu
          zeszlo, ekspedientka byla wesola i ladna, zapytalam ja z ciekawosci, skad jest -
          okazalo sie, ze z Kosowa. No fajnie. Chyba tydzien temu bylam tam znow, i
          obslugiwala mnie wlasnie ona, spytalam, czy dobrze pamietam. Oczywiscie tak
          bylo, ale ona nie pamietala skad jestem ja, spytala czy z Koszyc;) I zaczela
          mnie przepraszac ze smiechem.
          A wczoraj gdy w supermarkecie pakowalam zakupy do plecaka, uslyszalam 'heeej!'.
          No i to byla wlasnie ta ekspedientka, z coreczka;) Pogadalysmy chwile,
          stwierdzila, ze poznaje mnie od razu w zaleznosci od tego, czy mam na nosie
          okulary (nosze soczewki) czy nie, i w ogole bylo fajnie. Taki sympatyczny
          dodatek do tego tiramisu na lawce;)
          Wiecie, to takie mile jest - tak, jakby ten kawalek Anglii to bylo juz moje
          miejsce.
          • kasiolda Re: Kasiolda, a Ty? 08.11.04, 10:38
            tak..mysle ze wlasnie o to chodzilo..ze wcale nie dojazdy,nie nudne wyklady ale
            wlasnie poczucie takiego wyobcowania..niemoznosc wygadania sie..i zauwazylam ze
            nie bylam tak zmeczona jak ostatnio..moze troche niewyspana,moze po prostu
            wczesniej ciazylo mi,meczylo mnie to ze nie mam do kogo sie odezwac..i pewnie
            dlatego myslalam o rzuceniu studiow..co nie znaczy ze nie sprobuje na
            anglistyke..chcialabym..jesli sie nie dostane..trudno..dam sobie na razie
            spokoj..skoncze jedne studia a potem zobaczymy..
            ja tez sie ciesze ze i u ciebie jest dobrze...wyslalam ci maila ale widze ze
            niepotrzebnie bo juz wszystko wiem..no ale jesli wydarzylo sie cos o czym
            chcialabys napisac to pisz..fajnie tak poznac kogos milego przypadkiem, tak od
            slowa do slowa..mnie sie to jeszcze nie zdarzylo..ale czasami jak ktos cos do
            mnie powie,jakas krotka uwage to cos zawsze odpowiem..nawet jesli tego kogos
            nie znam,pierwszy raz widze na ulicy..ale to bardzo mile..nawet zwykly usmiech
            potrafi poprawic humor..wczesniej tak nie roiblam..traktowalam ludzi jak wrgoow
            ktorzy mnie obserwuja,krytykuja,czekaja na potkniecie..jak kogos lepszego..a
            teraz czuje sie rowna..taka sama jak oni..ehh wszystko sie zmienia..ilubie
            takie zmiany..dzieki szczesliwawa..mam nadzieje ze u ciebie tez ok?pozdrawiam
            • mostena Re: Kasiolda, a Ty? 08.11.04, 16:33
              A ja czesto sama zagaduje;) Zaczelo sie od tego, ze bylam bezczelna i zlosliwa.
              Pozniej wyroslam, ale czesto mam taka ochote na 'fun' - podejsc do kogos, cos
              tam zrobic, dla zabawy. Uwielbiam to;) w ten sposob niemal wyzbylam sie
              niesmialosci - ale uwaga, nie jest to rownowazne z byciem pewna siebie.
              Wiecie kiedy powiem, ze pod tym wzgledem wszystko jest ok? Jak bede mogla wejsc
              do perfumerii typu Sephora, przejsc sie po niej, wymaziac kosmetykami,
              wypachniec i nie czuc sie jak smiec pod okiem 'ekspedientek'. Nawet tutaj w co
              luksusowszych sklepach czuje sie glupawo w moich adidaskach;) Ale jakos idzie;)
    • abacosun Re: Kasiolda, a Ty? 08.11.04, 11:17
      Cieszę się, że kasiolda znowu znami, że szczęśliwa i zadowolona, że mostena
      zadowolona :). Supcio :). Oby tak dalej dziewuszki :).
      Buziaczki na miły początek tygodnia papa ;)
      • kasiolda Re: Kasiolda, a Ty? 08.11.04, 12:33
        ja tez sie ciesze..nawet nie wiecie jak mi was brakowalo..ale caly czas bylam
        myslalmi z wami..zastanawialam sie co tam u was,co na forum sie dzieje..i widze
        teraz ze sie duzo dzieje..i to tez mnie cieszy..a co tam u ciebie?
        zycze milego dnia i tygodnia rowniez..niech moc bedzie z wami..
        u mnie maly kryzys..nie wiem co robic..ale dam rade i wy tez..pozdrawiam
        • abacosun Re: Kasiolda, a Ty? 08.11.04, 21:37
          No właśnie kasiolda... tak dużo nam tutaj pomagasz a tymczasem moło piszesz o
          sobie... ja może słaba sama jestem, ale chętnie posłuze dobrym słowem :),
          pamietaj - zawsze możesz na nas liczyć! :)
          • kasiolda Re: Kasiolda, a Ty? 08.11.04, 21:54
            dzieki abacosun..nie pisze bo u mnie na razie wszystko ok..napady mam rzadko i
            obywa sie bez wyrzutow sumienia..na drugi dzien sie podnosze szybko i jest
            spowrotem dobrze..jesli chodzi zas o kryzys o ktorym wczesniej napisalam to
            chyba mam go za soba..z rodzicami nie moglam sie dogadac..przeszkadza im ze mam
            swoje zdanie, ze nie zgadzam sie na to co mowia,nie pozwalam mowic sobie co mam
            robic..i pojawily sie watpliwosci czy nie przesadzam z ta pewnoscia siebie..i
            chyba troche tak..ale popracuje nad tym..jakby bylo zle to si zglosze po
            pomoc..i wy tez pamietajcie ze mozecie na mnie liczyc..zawsze..pozdrawiam..3mam
            kciuki
            • szczesliwawa Re: Kasiolda, a Ty? 08.11.04, 22:08

              > dzieki abacosun..nie pisze bo u mnie na razie wszystko ok..napady mam rzadko
              i
              > obywa sie bez wyrzutow sumienia..na drugi dzien sie podnosze szybko i jest
              > spowrotem dobrze..

              Pięknie :) Oby tak dalej :)

              > robic..i pojawily sie watpliwosci czy nie przesadzam z ta pewnoscia siebie..i
              > chyba troche tak..

              eeeeee????? Jak to??? Jak to przesadzasz z pewnoscią siebie? Kurcze, my się
              znamy z samych literek tak naprawdę, ale Kasiolda, nie wydajesz się osobą jakoś
              szalenie pewną siebie... I jeszcze żeby za bardzo??? Kurka, no.
              Abstrahując, lepiej za duzo pewnosci siebie, niz zanizona samoocena,
              niepewnosć, nieśmiałość i inne, które pod "brak pewności siebie" się zalicza.

              > ..jakby bylo zle to si zglosze po
              > pomoc..

              Słusznie uczynisz... :)

              > i wy tez pamietajcie ze mozecie na mnie liczyc..zawsze..pozdrawiam..3mam
              >
              > kciuki

              I dzięki :) I wzajemnie :)
              • kasiolda Re: Kasiolda, a Ty? 08.11.04, 22:24
                > eeeeee????? Jak to??? Jak to przesadzasz z pewnoscią siebie? Kurcze, my się
                > znamy z samych literek tak naprawdę, ale Kasiolda, nie wydajesz się osobą
                jakoś
                >
                > szalenie pewną siebie... I jeszcze żeby za bardzo??? Kurka, no.
                > Abstrahując, lepiej za duzo pewnosci siebie, niz zanizona samoocena,
                > niepewnosć, nieśmiałość i inne, które pod "brak pewności siebie" się zalicza.
                hmm no nie wiem..ale boje sie..to tak jak z jedzeniem albo wszystko albo
                nic..tak samo zpewnoscia siebie..moze na zewnatrz tego nie widac..ale w srodku
                czuje sie strasznie wazna..dumna..wymagam zeby wszyscy mnie sluchali..zgadzali
                sie ze mna..wydaje mi sie ze tylko ja mam racje..wyglaszam kazania..a jak ktos
                chce mnie do czegos przekonac..ja zawsze znajduje argumenty
                przeciw..jakiekolwiek zeby tylko udowodnic komus ze sie myli,a ja mam
                racje..chociaz tak naprawde sie z nim zgadzam..odrzucam wszelkie propozycje
                czyjes..narzucam swoje..zle mi z tym..
            • abacosun Re: Kasiolda, a Ty? 09.11.04, 07:13
              z rodzicami nie moglam sie dogadac..przeszkadza im ze mam
              >
              > swoje zdanie, ze nie zgadzam sie na to co mowia,nie pozwalam mowic sobie co
              mam
              >
              > robic..i pojawily sie watpliwosci czy nie przesadzam z ta pewnoscia siebie..


              Kasiolda naprawde nie tak dawno przechodziłam to samo.. i też mialam
              wąpliwości, tłumaczyłam to sobie tak, że to wkońcu moi rodzice i muszę okazac
              im szacunek poprzez przyznanie i m racji... ale teraz już wiem, że to nie na
              tym polega, okazywanie im szacunku to jedno, a obrona własnego zdania to drugie.
              To dwie różne rzeczy i wiesz, u mnie było bardzo z tym ciężko, bo mój tata
              uwarza, że dopuki mieszkam w domu to musze życ na jego warunkach i robic to co
              odemnie oczekuje...
              I owszem przyznałam mu rację, sama sie utrzymuje ale wciaz mieszkam z nimi,
              więc nie mogę pozwolić sobie na spraszanie gości codziennie czy zapraszanie
              mojego mezczyzny na noc, bo to ich dom i ich warunki, jednak to nie m nic
              wspólnego z tym, że mam swoje lata, jestem dosrosla i mam prawo decydować o
              sobie i o tym co robie..
              U mnie bylo ostro, bywaly chwile, że przez to moje pokazywanie swojego zdanie
              nie oddzywalismy sie 2 tyg. (to bylo straszne), ale widzę jak to było
              potrzebne. Oni zrozumieli, że nie jestem małą dziewczynką i wydaje mi się, że
              trochę docenili moją odwagę przeciwstawieniai chyba zauważyli, że juz
              dorosłam :)Owszem czasem się zapomną i cos probują mi narzucić, ale rozmawiamy
              o tym i jakos sie uklada.
              Zyczę i tobie dorbrych relacji z rodzicami, ale pamietaj, o swoje zdanie musisz
              zawalczyć. Bedzie super!
              • kasiolda Re: Kasiolda, a Ty? 09.11.04, 10:20
                dzieki abacosun..mam watpliwosci ale dalej walcze o swoje..dla rodzicow to jest
                pyskowanie..ale nie poddam sie..inaczej zawsze bede mala dziewczynka i beda mi
                mowic co robic,zalatwiac za mnie rozne rzeczy..u mnie tez czasem konczy sie
                nieodzywaniem sie przez jakis czas..zwlaszcza z tata..bylo mi strasznie z tym
                zle..ale sie zaparlam..nie ustapilam..i teraz tez nie zamierzam..przedwczoraj
                tez malo brakowalo..chcialam cos powiedziec,nie dawal mi dokonczyc,caly czas
                pytal o cos,a potem powiedzial ze sie nagadalam jak za tydzien..sam chcial
                wiedziec wszystko naraz..wiec powiedzialam ze sie moge nie odzywac..a on ze
                dobrze..ale potem sam mnie zaczepial,pytal..chyba zrozumial ze mna nie ma
                zartow..ze nie pozwole zeby mnie obrazal.. i robie postepy..mowie kiedy nie
                pdooba mi sie to ze sie wtracaja,narzucaja co mam robic..bedzie dobrze,ale
                potrzeba czasu...ale i tak troche stonuje..pozwole sie troche innym
                wykazac..nie chodzi o to zeby zaraz sie na wszystko zgadzac,przytakiwac
                itd..ale chociaz poslucham,powiem ze to dobry/zly pomysl,ale mam swoje
                zdanie..co o tym myslicie?
                pozdrawiam
                • abacosun Re: Kasiolda, a Ty? 09.11.04, 12:46
                  Kasiolku :), najlepsza w tym wszystkim jest chyba zasada "wysłuchaj wszystkich
                  opinii , a rób swoje" i tak jest najlepiej. Kiedy mialam 24 lata i nie
                  wrovcilam do domu na noc to sama czulam się w obowiązku , ze musze zadzwonic
                  zeby sie nie marwili. To naturalne mieszkamy pod jednym dachem, ale kiedy
                  zrobili mi o to wojne to nie ustapilam, no i zrozumieli i mam z tym spokoj...
                  rodzice sa starsi maja swoje zasady, czują się w obowiązku ceronienia nas swoim
                  doświadczeniem, a my musimy ich zrozumieć i pokazać, że nie możemy miec
                  parasola ochronnego nad soba do konca zycia .Podrawiam :)
                  • kasiolda Re: Kasiolda, a Ty? 09.11.04, 12:56
                    > Kasiolku :), najlepsza w tym wszystkim jest chyba zasada "wysłuchaj
                    wszystkich
                    > opinii , a rób swoje" i tak jest najlepiej
                    kasiolku..nikt tak do mnie nie mowil..ale ladnie..:)))
                    tak wlasnie bede robic..
                    > rodzice sa starsi maja swoje zasady, czują się w obowiązku ceronienia nas
                    swoim
                    >
                    > doświadczeniem, a my musimy ich zrozumieć i pokazać, że nie możemy miec
                    > parasola ochronnego nad soba do konca zycia
                    dokladnie..pozdrawiam i dzieki wszystkim za wsparcie..dobre
                    rady..zrozumienie..dzieki wam ucze sie ze warto pytac,mowic o sowich
                    problemach..wczesniej wydawalo mi sie to bez sensu..wczesniej sama chcialam
                    sobie z tym wszystkim radzic..wolalam sluchac o problemach innych,radzic
                    pocieszac innych..moje wydawaly sie blahe..albo zapominalam ze wogole
                    istnieja..ale to sie zmienia..pozdrawiam..dzieki one more time..
    • un_papillon_de_nuit Re: Kasiolda, a Ty? 09.11.04, 09:09
      Witajcie,
      Ja też kiedyś miałam sporo problemów z dogadaniem się ze swoimi rodzicami –
      wieczne awantury o byle co tylko po to, żeby mi pokazać, że nie powinnam
      zbaczać zbytnio z drogi w jakimś stopniu nakreślonej mi przez moich rodziców.
      Generalnie nigdy nie było tak, żeby narzucali mi chociażby kierunek studiów,
      czy ingerowali w to, co zamierzam robić w przyszłości, nie – przede wszystkim
      nasze kłótnie miały miejsce gdy chodziłam do liceum – wtedy spędzałam sporo
      czasu poza domem, zamykałam się w sobie, godzinami słuchałam muzyki, oglądałam
      masę filmów, czytałam i czytałam, spotykałam się z ludźmi...Gdzieś w tym
      wszystkim umykała mi zawsze nauka – to był właśnie punkt zapalny w relacjach z
      rodzicami. Nie miałam zbyt wielkich kłopotów z przyswajaniem nowych wiadomości,
      nie chciałam się jednak wpędzić w błędne koło uzyskiwania jak najlepszych ocen –
      chciałam spokojnie, w swoim tempie, wyjdzie dobrze – super, wyjdzie bardzo
      dobrze- jeszcze lepiej. I Mimo tego, ze już wtedy zaczynał się ten pęd na jak
      najlepsze oceny, gdy wszyscy nauczyciele podkreślali, jakie to ważne w
      perspektywie dalszego kształcenia, ja wolałam wyjść chociażby na głupi spacer
      ze swoim ówczesnym chłopakiem i poczuć się tak najzwyczajniej komuś potrzebna.

      Gdy dostałam się już na drugie studia i postanowiłam na nich zostać, moi
      rodzice odetchnęli z ulgą – nigdy mi o tym tak dosłownie nie powiedzieli, ale
      można to było odczuć. Generalnie, muszę przyznać, że wyprowadzenie się z domu w
      jakimś stopniu stanowiło u mnie pewien punkt zwrotny – nie widujemy się już
      codzienne, więc takie małe drobiazgi w naszych zachowaniach już na s nie
      irytują, nie złościmy się na siebie, bo po prostu któreś z nas miało zły dzień
      i nieświadomi nawet odreagowywuje na pozostałych członkach rodziny. Nie
      chciałabym, żebyście zrozumiały to tak, że dopóki się nie wyprowadzicie z domu,
      to relacje w nim się nie poprawią. Nie, tak nie jest – tym bardziej, że mimo że
      nie mieszkam na codzień z moimi rodzicami, to jednak ciągle jestem od nich
      zależna finansowo. Zmiana zamieszkania pozwala jednak na pewno spojrzeć na
      wszystko z innej perspektywy – rodzice muszą oswoić się z myślą, że ich
      dziecko dorosło i że może już mieć inne poglądy, inne zapatrywania. A zarówno
      my jak i nasi rodzice powinniśmy zrozumieć, ze naprawdę szkoda czasu na
      bezsensowne kłótnie, w których argumenty są czasami poniżej pasa (typu – dopóki
      mieszkasz ze mną, albo dopóki cię utrzymujemy), że powinno się na spokojnie i
      rzeczowo wyważyć wszystkie za i przeciw żeby wybrać najbardziej optymalne
      rozwiązanie. Ech, to czasami brzmi jak utopia, ale naprawdę wierzę, ze warto
      próbować. J też przeszłam to, co Ty Abacosun – też miałam dni milczenia z moim
      tatą – to chyba była dla mnie również jakaś próba charakteru, chociaż
      niektórych sytuacji naprawdę szczerze żałuję.

      Rozpisałam się, ale chciałam, żebyście wiedziały, że jestem z Wami duchowo.
      Buziaki, będzie dobrze.
      • kasiolda Re: Kasiolda, a Ty? 09.11.04, 12:10
        dzieki za to ze jestes...dzieki ze napisalas..mam nadzieje ze i moi rodzice
        kiedys zrozumieja, ze pozwola mi zyc po swojemu..powoli stopniowo staram sie im
        to wytlumaczyc..moze sie uda..a moze dopiero jak sie wyprowadze to wszystko
        stanie sie normalne..pozyjemy zobaczymy..kocham ich bardzo..ale sprawiaja mi
        czasem bol,mysle ze w duzym stopniu moje problemy wynikaja wlasnie z tego jak
        mnie traktuja..czasami jestem wsciekla na nich za to..ale mam nadzieje ze
        kiedys..kiedy bede miala wszystko za soba..w miare poukladane zycie..kiedy
        wyjde na prosta bede mogla szczerze z nimi pogadac..powiedziec o tym co
        czulam..teraz chyba za wczesnie..pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka