Dodaj do ulubionych

Normalnosc.

05.11.04, 15:15
Chcialam napisac 'powrot do normalnosci', ale przeciez nie bylo tak nigdy.
Najpierw objadanie sie, pozniej to samo plus dieta, wreszcie ostatnie
miesiace, pelne sukcesu (fizycznego) i no coz - meki (psychicznej). Jestem
juz 'normalna'. Nie bardzo zgrabna, nie bardzo szczupla. Ale nie otyla, nie
powaznie przy kosci. Czas odetchnac.
KONIEC Z LICZENIEM KALORII.
KONIEC Z OBSESYJNYM MYSLENIEM O JEDZENIU.
CZAS ZACZAC Z Y C.

Bede uwazac. Zasady? No coz. Jak normalna osoba, ktora chce zrzucic kilka
kilo, albo konczy diete. Dla mnie to nie koniec - wciaz nie jestem zadowolona
ze swojego ciala - ale na razie nie tedy droga. Zjadlam te ciastka,
zaslodzilam sie wrecz (!!!). Mialam ochote? Mialam. Mam jeszcze? NIE. Zawsze
zazdroscilam tego mojej mamie - cala czekolada raz w miesiacu, przed
okresem;) Bo jej brakowalo magnezu. I tyle! Czasem ciacho, czy cos. Jedno.
Czasem - raz na pol roku? rok? - cala paczka. I ciasto w Swieta, tyle, na ile
ma ochote. Wiecej nie potrzebuje. I moze ja tez nie bede? Za to:

- 5-6 posilkow dziennie
- zero podjadania pomiedzy (tzn. odmowa, gdy ktos mnie poczestuje, no chyba
ze czyms wyjatkowym;) ale bede umiala to ocenic)
- kolacja do 19:00
- wybieranie produktow light (serow zoltych, jogurtow itp)
- duzo, duzo warzyw
- kolacje bialkowe, lekkie
- weglowodany tylko na 3 pierwsze posilki, w tym do obiadu malutko albo
najlepiej wcale
- odpowiednia ilosc bialka
- cwiczenia, ruch, rozciaganie
- dbanie o siebie (nie tylko zabiegi kosmetyczne mam na mysli, chodzi mi o
wszystko: afirmacje, sprzatanie w pokoju, nie oskarzanie sie o wszystko,
generalnie mam byc dla siebie dobra, bo zasluguje na to, zasluguje na to zeby
sie wyspac, zasluguje na to, zeby chodzic na zajecia, nie mieszkac w, za
przeproszeniem, burdelu, a czystym mieszkaniu i tak dalej).

Obudze sie, zrobie sniadanie, na jakie bede miala ochote. Spakuje II
sniadanie. Pojade na zajecia. Wroce, zjem obiad, podwieczorek, kolacje. Nie
bede spedzac godzin nad kartka, z kalkulatorem, z slupkami liczb. Juz nie
musze. Nie musze.

Jestem taka fajna. Inteligentna, sympatyczna, oryginalna. Mam dobry gust,
fajnie sie ubieram, fajnie ruszam, nauczylam sie tanczyc. Nie musze miec
figury idealnej. C h c e ja miec, ale to tylko ja jej od siebie wymagam, nikt
inny. A ja sobie nie stawiam terminu typu 'do Swiat'. To otoczenie mi ten
termin narzucilo, ale mam to gdzies. Bede taka, kiedy bede, moze wcale, moze
moj organizm chce byc akurat taki. Grunt, zebym byla zdrowa.

Koniec z kaloriami.
Obserwuj wątek
    • szczesliwawa Re: Normalnosc. 05.11.04, 17:46
      To ja sobie Twój post wydrukuję i powieszę nad łóżkiem, pozwolisz?
      Jesteś świetna, gratuluje Ci. Chciałabym Cie uściskać :)
      Pozdrawiam z uśmiechem :)
      Sz
      • mostena Re: Normalnosc. 05.11.04, 20:13
        Ojej;) (zawsze mnie denerwowaly chwyty typu 'ojej', ale nie moge sie
        powstrzymac;)) Dzieeeki;)
        A teraz male podsumowanko w praktyce:
        zjadlam pozny obiad, lekki - troche salatki, duzo surowki
        Po czym - maly batonik. Dwa ciacha, krem pomiedzy, czekolada.
        To juz mi sie nie spodobalo.
        Jeszcze nie! Bo przytyje! (zagrozenie realne)
        Cwiczylam troche, nawet sporo w zasadzie. I tak ruszam sie o wiele, wiele
        wiecej niz wczesniej (tzn. niz na poczatku tego odchudzania, bo
        ogolnie 'wczesniej' to roznie bywalo, ale typowym couch potato sie stalam
        dopiero po pierwszym jojo).

        Kolacja - miala byc ryba w sosie serowym i jakies warzywka, a byla szklanka
        soku pomidorowego i 'warzywka' czyli cukinie z pesto, koncentratem pom. i
        ziolami prowansalskimi. Lzej.

        Teraz siedze z dzieciakami - wlasnie zjadly lody z polewa. A na wierzchu w
        kuchni stoi pudlo z ciachami, na widok ktorego odczuwalam smuteczek okropny
        kazdym takim wieczorem. A dzisiaj nie;) Bo juz wczesniej, jak wiecie,
        zaopiekowalam sie tym pudlem;) A lody tez moge zjesc, np. jutro na miescie, gdy
        bede robic bardzo grzeczne zakupy.

        PS
        Napisalam ten pierwszy post i taka sie poczulam wolna, szczesliwa;)) Az
        podskakiwalam;) Ale wiadomo - wyrzuty i tak sa. Caly czas chce usiasc i
        podliczyc te cholerne kalorie. Obudze sie w nocy, i pomacam sie po bioderkach,
        zeby sprawdzic, czy wyczuwam jeszcze kosci pod warstwa nowo przyrosnietego
        tluszczu;) Ech... :))
      • justynek13 Re: Normalnosc. 08.11.04, 17:26
        wow!!!!
        ja tez tak chce NORMALNOŚĆ
    • mostena Re: Normalnosc. 05.11.04, 22:19
      O mamusiu. Ciezka proba za mna - i to nawet nie do konca.
      Przyszlo do mnie dziecko i marudzi, ze chce popcorn. Ok. Zrobilam, nawet palcow
      nie oblizalam. Do kuchni wchodzi drugie dziecko i miauczy, ze glodne. Wlazlo na
      szafke, obejrzalo wszystko, pokwekalo. Wyciagnelo wreszcie paczke Haribo - moje
      ukochane zelki. Ok. Znajac dziecko i wiedzac jakim jest 'jadkiem' moglam sie
      obawiac najgorszego. Co tez istotnie nastapilo. Nastepny kwadrans bowiem
      ukladalysmy razem kwiatki, ogrodki i inne sloneczka, z tych zelek wlasnie
      (dziecko oprocz sklonnosci do mimowolnej anoreksji ma jeszcze zapedy
      artystyczne). Spakowalysmy wreszcie zelki na powrot do torebki, i dziecko
      zdecydowalo, ze glodne jest na popcorn. Grrr. Zrobilam. Usiadlam przy
      komputerze, ktory najstarsze dziecko w miedzyczasie zwolnilo. Polaczylam sie z
      internetem, oddychajac gleboko ze swiadomoscia zwyciestwa. Najstarsze dziecko
      wchodzi i mowi, ze to najmlodsze nie chce sie podzielic popcornem, wiec gdybym
      tak mogla zrobic jeszcze jeden...
      Taaaak.
      W sumie to bylo dosc smieszne;)) ('Bylo' - ale pamietajmy, ze wieczor sie nie
      skonczyl).
    • abacosun Re: Normalnosc. 06.11.04, 14:12
      Gratuluję mostena!!!! :) No pewnie, że jesteś wspaniała! Patrz jak umiesz
      pięknie powiedzieć NIE popcornowi i innym takim :)!! Wszystkie jesteśmy
      wspaniałe i nasze organizmy nie zasługują na zaśmiecanie ich :), dorzuuc do
      tych postanowien jeszcze wypijanie dużych ilości wody mineralnej to wtedy
      żołądek będzie pełny i nie będzie ciagnelo do grzeszków :).

      Pozdrawiam , mocno trzymam kciuki za wytrwalosc i życzę wszystkiego
      najlepszego... na nowej drodze życia :):):) papa
    • mostena Re: Normalnosc. 06.11.04, 19:10
      Hej;) Ale piekny dzien dzisiaj;)
      Sluchajcie, cos wspanialego mi ta cala dieta dala: slysze swoje cialo, zaczynam
      je rozumiec! Zjadlam dzisiaj ladne sniadanko (i troche orzeszkow piniowych;)),
      pojechalam do miasta, zrobilam zakupy. Kupilam tez sobie tiramisu, ktore
      wielokrotnie widzialam na polsce i taka milam straszna ochote na nie, ze ach!
      No i zjadlam to tiramisu, na lawce w supermarkecie;) Nie czytajac, nic nie
      robiac, po prostu siedzac i rozkoszujac sie smakiem.
      A ja zawsze czytalam przy jedzeniu! A juz przynamniej ogladalam tv, albo,
      ostatnimi laty, siedzialam w necie.
      No wiec zjadlam, do tego dwie kostki nowej bezcukrowej czekolady bialej, kilka
      nerkowcow.
      I poszlam na autobus.
      Ale tak jakos mi sie zrobilo wesolo i dostalam jak to sie mowi power. I
      przeszlam dluuugi kawal na pieszo, z ciezkim plecakiem i nawet reklamowka
      (oprocz zakupow jedzeniowych 3 ciezkie nowe ksiazki (fajne, bardzo;)))).
      Wsiadlam do pierwszego autobusu, mowiac sobie 'no, tym razem, to tym drugim juz
      do domu pojade, bo przeciez nie dam rady'. Ale tak jakos... no jakos tak
      wyszlo, ze dalam;)
      Wiec zrobilam sobie dzisiaj spacer a spacer. Deserek (no, przeliczylam stojac w
      kolejce do kasy, przyznaje) za 411 kcal, z samego cukru i tluszczu dal mi kopa
      az milo;) Jak wczesniej jadlam non stop, to nic takiego nie czulam, ba,
      przeciwnie - zawsze sie robilam spiaca i niemrawa, no i przede wszystkim -
      chcialam jeszcze.
      Bedzie jeszcze;) Irish cream, sherry i malibu - takie sa jeszcze deserki tej
      firmy. I wszystkich sprobuje kiedys;) Bo moge. I chce. I nic mi to nie
      zaszkodzi, bo jem duzo warzyw i bialka, i sie ruszam az milo.
      ;)))))))
      (ale bedzie wstyd jak bede miala wpadke jakas...)
      w domu: ryba w sosie serowym light
      reszta surowki ze sniadania plus wiecej ogorka i papryki
      kilka migdalow, dwa orzeszki pekanowe, kilka nerkowcow
      lizak bezcukrowy (no niestety, moze byc albo guma, albo cukierek, cokolwiek,
      cos byc musi, bo pije teraz b.rzadko gazowane napoje light, herbaty musze
      mniej, bo nie moge spac, a od samej wody mi niedobrze czasem, tak niewyraznie.
      I jeden cukierek wystarcza, dlugo potem jest ok)
      A co z kolacja to znow nie wiem - mialam straszna ochote na wiecej tej ryby,
      popmyslalam, ze zjem teraz, ale potrzebuje warzyw wiecej, a glodna nie jestem
      wcale. Soku pomidorowego bym sie napila. No nic. Jeszcze pol godziny, zobacze.
      Ale taki luz czuje, ranyyy...
      buziaki dla Was;)
      • abacosun Re: Normalnosc. 06.11.04, 20:47
        I tak trzymaj mostena :), pamiętaj - jesteś bosssska!!:)
        • kasiolda Re: Normalnosc. 07.11.04, 20:56
          mostena strasznie sie ciesze..oby wiecej takich pozytywnych postow..3mam
          kciuki..uda sie na pewno
    • mostena 4ty dzien dzisiaj. 08.11.04, 16:45
      Poniedzialek Dniem Utrzymywania Wagi;))
      Nie no, zartuje. Zle sie czuje, 3 haribo poszly, i syropy slodkie bardzo na
      grype (dzieciece, zadnych lekow dla siebie nie mam;( trzeba kupic), i miodu bym
      sie najadla, ale chyba nie potrzebuje.
      No, w kazdym razie dzisiaj zjadlam na sniadanie m.in. pudding sojowy low fat,
      tak dziwacznie, a na 2 - hehe, kolezanka spytala zalosnie czy mam chociaz
      jakies ciastko wiec oddalam jej batonik, podzielilysmy sie tez moja papryka, i
      skonczylo sie tak, ze w domu zjadlam jeszcze snaki ryzowe (light ofkors,
      kupilam dla sprobowania), skomplikowane to moje jedzenie, wiec nawet nie
      pytajcie;) Na obiad BOSKA ryba - lupacz wedzony w sosie serowym na cieplo i
      300g fasolki szparagowej. Zabronilam sobie dzisiaj jesc orzechy, bo to na stowe
      przez nie wczoraj sie tak zle czulam. Czekolady tez zabronilam, ale ten pudding
      i ryba - wszystko kaloryczne, wiec deserek z ricotty poczeka na jutro
      najwyrazniej. A na podwieczorek do galaretki bedzie co najwyzej jogurcik. A na
      kolacje tunczyk w pomidorach i cukinia gotowana albo brukselka. Jesli sie tak
      uda, to bede sie czuc bardzo dobrze, nie bede przejedzona, nie wywali mi
      brzucha - po raz pierwszy od hoho - i bedzie ok, ok, ok. Mimo 3 zelkow, 2
      cukierkow (jak na razie) bez cukru i mimo tego, ze nie przyszlam dzis na pieszo
      i pewnie cwiczyc nie bede wcale. Chociaz jeden z syropow ma w sobie
      pseudoefedryne - wczesniej juz dwa razy bedac chora cwiczylam wieczorem, choc
      nie zamierzalam, i zasypialam przepieknie potem (srodek ulatwiajacy). I dopiero
      pozniej przeczytalam, co na opakowaniu napisane. Dobra, przestane gledzic;)
      Papa;)
      • szczesliwawa Re: 4ty dzien dzisiaj. 08.11.04, 19:45
        Oj. Współczuję przeziębienia. Moze zamiast leków weź na noc kubek gorącego
        mleka z łyżką miodu, łyżeczką masła i 2 startymi ząbkami czosnku? Mnie to
        zawsze ślicznie usypia, wypaca i podlecza. Przepis prababciowy.


        A jedzenie rzeczywiscie masz zakręcone, hihi... A wiesz co, próbowałam znaleźć
        dzisiaj odtłuszczony ser. I kurna, nie widziałam. To w Albercie. Pojadę jutro
        do Carefourra, może tam będzie???

        A dzisiaj zakupiłam siemie lniane. Uprażyłam i dodałam do pomidora, mozarelli i
        pesto... ciekawy smak wyszedł. Dobre, niespodziewane. Nie wiem, na co siemie
        robi dobrze, ale na cos robi, więc jem. I wywar robię.

        Z ostatniej chwili... woda sie w znacznej części wygotowała, więc zamiast
        wywaru mam kleiste ziarenka, słodko pachnące i mdłe w smaku. Nie wiem dlaczego
        jem i mi smakuje...
        Zdrówka życzę :)
        • mostena Re: 4ty dzien dzisiaj. 09.11.04, 12:44
          Siemie na wszystko 'robi dobrze';) Na przemiane materii (blonnik), na wlosy,
          cere i paznokcie (mineraly), dziala oslonowo na jelita (te gluty takie, co sie
          robia po zaparzeniu;)) itede.

          Ale mnie wczoraj w szkole brzuch bolal. Zastanawiam sie, czy nie od nurofenu -
          do tego wszystkiego wyrzyna mi sie osemka i tak raz na dwa tygodnie puchnie i
          boli po prostu potwornie. A przeciwzapalnych lekow nie wolno brac na pusty
          zoladek, tylko co tu zrobic, jak sie czlowiek z bolu budzi o piatej rano i
          ledwo jest w stanie otworzyc buzie zeby polknac tabletke i popic, hm?
          Zjadlam w sumie cos ponizej 1400 kcal, wczesnie poszlam spac, w ogole bylam
          nieprzytomna. No i troche mnie przeczyscilo, moze po herbatce odchudzajacej,
          tzn nie bardzo jakos, tylko zdaje sie, ze sie pozbylam sie wiekszosci tego, co
          mi ten brzuch tak wypychalo (sorry za intymne szczegoly;P), i juz nie mam
          fantacji nt trzydniowej glodowki czy cos.

          Dzisiaj sie czuje juz troche lepiej, ale zobaczymy wieczorem. Czosnku nie mam,
          mam tabletki z czosnkiem na poprawe odpornosci. Mleko z miodem i czosnkiem, mm,
          mama mi zawsze takie dawala. Albo syropek z cebuli.

          Aha, poranne wazenie: 58 kg! Oczom wlasnym nie wierzylam. Wow. Jak tak dalej
          pojdzie, to schudne jeszcze, zamiast przytyc;) Nie mialabym nic przeciwko
          temu;) Tylko musze byc zdrowa, zeby mi sie chcialo cwiczyc i chodzic na pieszo.
          Zwlaszcza to drugie, bo cwiczenia jakies tam, callanetics, rozciaganie itp to i
          tak robie, ale to tylko wysmukla, a nie odchudza (powtarzam sie;P).

          Na II sniadanie zaraz zjem jakies ciastka chyba, miod, i hmm wlasnie. Problem
          polega na tym, ze jak jestem chora to mysl o surowych warzywach mnie odrzuca. I
          jogurtach. Mam wtedy ochote na rozgotowany ryz, delikatne puddingi, kaszke
          manne na rosole itp. No i miod. Lekkostrawne, dajace energie do walki z
          choroba. No i te zelki, to kwasne! Przeciez on sie witaminy C domaga, ten moj
          organizm madry;)
          • horlaa Re: 4ty dzien dzisiaj. 11.11.04, 17:31
            mostena:
            dobrze, ze chcesz, widac, że bardzo chcesz zmian.

            ale mysle, ze za dużo sobie obiecujesz. juz z samego opisu widac, ze planujesz inaczej podchodzic do zycia, zmienić je, byc bardziej porządna, cieszyc sie itp. sprzątać w pokoju.

            TO IDEAŁ.
            IDEAŁ NIE DO SPEŁNIENIA.
            kolejna pułapka, w którą wpadniesz.

            to, ze twoja mama tak może, to nie znaczy, ze tobie się uda, tym bardziej, że jesteście INNE.

            nie, wcale nie zamierzam podciąć Ci skrzydeł. nie, nie chcę twojej zguby :)
            wprost przeciwnie, życzę ci samych sukcesów.

            ale naprawdę, taki plan jest ZBYT AMBITNY, o czym może się przekonasz. to nie jest tak że życie z BED jest paskudne i bezsensowne, a po (tutaj następuje oddzielenie grubą kreską) wszystko jest piękne i lepsze.
            wcale nie.

            ja byłam już na drodze do zdrowia, a tu proszę : od 3 dni się objadam!
            a jednak nie tracę wiary - bo wiem, że takie rzeczy będą jeszcze mnie nawiedzać. to jest niemożliwe, żeby tak "od... (jutra)" zmienić siebie.


            na początek wystarczy np. zrezygnować z tego, co nie za bardzo lubisz, albo co do czego masz pewność, że ci szkodzi (ja np. z chipsów). nie licz wszystkiego co zjadłaś danego dnia.
            jeśli dziś sie poruszasz, a jutro nie, to nie wkurzaj się na siebie!!!
            albo jeśli masz bałagan w pokoju: tylko ideały mają ciągle porządek, a my nie jesteśmy ideałami, nigdy nie będziemy i - co gorsza :) - to NIC ZŁEGO.

            no, to się rozpisałam.
            • mostena Re: 4ty dzien dzisiaj. 11.11.04, 18:03
              Eee, to nie tak;)) Ja jestem za leniwa, zeby miec idealny porzadek, dzisiaj
              nawet lozka nie poscielilam na przyklad i mam to w nosie;) Chodzilo mi raczej o
              giga kleby kurzu, ktore walaja sie wszedzie, a ja siedze przy stole i jeeem bo
              nie mam co robic i wogle bez sensu. To moze tak posprzatac, od razu sie
              przyjemniej zrobi?

              A teraz mi sie az trzesa rece, bo jem slodycze, a nie powinnam (bo przytyje), a
              jem bo mam straszna ochote na czekolade. Obzarstwo? A nawet nie wiem, z jednej
              strony chcialabym zrezygnowac, a nie umiem (nie chce???), z drugiej - ilosc nie
              powala tak naprawde (3 ciastka, kilka 'guziczkow' czekoladowych; fakt, ze caly
              dzien 'skubie'). Bede sie martwic, jak juz zjem to, co mam przed soba i siegne
              po jeszcze, i jeszcze.
              Fajnie, ze sie pojawilas, Horlaa.

              Buziaki;)))

              PS A zycie moje - ono sie jeszcze i tak nie zaczelo. Ciagle probuje spelnic
              jedno marzenie, jak sie nie uda, to wtedy zaczne myslec o tym, co by tu zrobic,
              wiec samo zycie jako takie - coz, nic o nim nie wiem;)
              • horlaa Re: 4ty dzien dzisiaj. 11.11.04, 18:09
                błędna odpowiedź.
                myślałam że będziesz się bronić, podawać argumenty, a Ty beztrosko piszesz: jest ok, a co gorsza "moje życie nawet się nie zaczęło".
                zaraz, zaraz? to co teraz robisz?

                no tak, skoro nie-żyjesz, to nie dziwię Ci się, że nie czujesz chęci wyzdrowienia - właściwie po co.
                wszystko zmieni się, jak zrealizujesz ten swój życiowy plan, prawda?

                a ja Ci powiem:
                nie, nie zmieni się.
                wkurz się na mnie, ale nie potrafię tego przemilczeć.
                • mostena Re: 4ty dzien dzisiaj. 11.11.04, 19:26
                  Nie wkurze sie, bo mnie nie zrozumialas. Nie chodzi o to, ze nie ciesze sie
                  zyciem, w sensie: nic nie robie, nie zadbam o siebie itd. Mialam na mysli to,
                  ze roznie sie od tych dziewczyn, ktore pracuja, maja rodziny i tak dalej, bo
                  one wiedza, jak ich zycie wyglada - a ja nie mam pojecia. Ja czekam. Nic na to
                  nie poradze. Byc moze bede miala 'normalna' prace etc, a byc moze cos zupelnie
                  zwariowanego, o czym marze. To nie bedzie zmiana jako taka, tylko po prostu
                  poczatek.
                  A pod wzgledem BED jest ok, no bo czy nie? Nie objadam sie. Bywa ciezko, ale
                  sie udaje.
                  Tylko, ze akurat mam inny problem, ale to nie jest istotne na tym forum, skoro
                  nawet mi nie przyszlo do glowy, zeby sie objesc z tego powodu. Zeby sobie
                  odpuscic albo cos w tym stylu. Ba! przeciwnie. Poplakalam sie itd, a w ktoryms
                  momencie stwierdzilam, ze wreszcie sie cos wydarzylo (strasznie monotonne mam
                  zycie tutaj, i tez nic z tym nie moge zrobic), cos co mozna przezywac, i
                  przestac na chwile zmuszac sie do znajdowania pseudo zajec, ktore pozwolilyby
                  mi nie myslec o jedzeniu.

                  Ale chaos. Ech. Moze po kolei:
                  bronic? przed czym?
                  jest ok - beztrosko??? - a jak, z przerazeniem???
                  co teraz robie? jestem operka;) bylas?;)

                  Kurcze. Nie, czytam jeszcze raz, i wydaje mi sie, ze generalizujesz. Pamietam,
                  z Twojego bloga - z tym Krakowem, myslalas, ze gdy tam sie znajdziesz...

                  Nie mysle: gdy wroce, zaczne studia, wszystko bedzie inaczej, ergo: nie bede
                  sie obzerac.
                  Mysle: bede miala zajecia (duzo), bede miala przyjaciela obok; JA bede ta sama.

                  A co do 'planu': hmmm... po prostu sie dowiem. Dowiem sie, czy uda mi sie
                  zdobyc wymarzony zawod, to wszystko. I wcale nie jest pewne, czy go zrealizuje.
                  Wrecz przeciwnie. Nadzieje mam niewielka.

                  Jestem za granica, po powrocie moze mi byc lzej - bo tutaj naprawde jestem
                  tylko ja, lodowka i komputer. I NIE MAM MOZLIWOSCI UCIECZKI. Nie wyjde, tak jak
                  wy, na spacer. Nie 'zrobie czegos ze swoim zyciem', nie zapisze sie na aerobik,
                  joge czy kolko plastyczne. Nie da rady. Siedze tu i ciulam kase, mowiac
                  brzydko. Nie jest zle, wrecz przeciwnie, wygodnie etc, ale to kwestia miesiecy!
                  to okres przejsciowy!
                  • horlaa Re: 4ty dzien dzisiaj. 12.11.04, 15:23
                    1. dlaczego nie spacer? hm?

                    2. wiem, że możesz mieć ciężką sytuację - pod każdym wzgędem - ale mówienie, że to nie jest życie (jeszcze nie jest), brzmi jakoś tak... przerażająco smutno. znam osoby, które były za granicą, pracowały, i nie wierzę, że tam u Ciebie masz do dyspozycji tylko lodówkę i komputer.

                    3. co do posiadania innego życia, czy marze o "bardziej zwariowanym" zajęciu - nawet nie masz pojęcia, jak dobrze wiem o co ci chodzi. ja mam podobnie, baaardzo podobnie. ale jeszcze TEGO pomysłu nie realizuję, to jeszcze nie teraz. czy to oznacza, że życie, jakie mam teraz, nie jest ważne? piszesz, że byłby to początek - czego? takie dzielenie na przed i po, na początki i końce, jest niebezpieczne dla osób takich jak my - przynajmniej moim zdaniem.

                    4. nikt ci nie każde wynajdywać sobie pseudozajęć - ale skoro masz tylko kompa i lodówkę - to, moment - to ci odpowiada, czy właśnie nie?

                    5. jeśli z Ed jest w miarę ok, nie objadasz się itp, to dlaczego piszesz tak często o jedzeniu? jedzenie nie jest tematem tego forum.
                    na potrzeby diet są fora o dietach. to jest jednak duża różnica.


                    sorry, jeśli uznajesz, że generalizuję, przepraszam, jeśli oceniłam Cię pochopnie. może trochę się wymądrzam, bo uważam, że wyłażę z choroby, i tak bardzo mi żal osób, które w tym tkwią jeszcze.
                    niestety chyba powinnam zrozumieć, że nie da rady nikogo "nawrócić" na inne myślenie, sposób na wyzdrowienie każdy znajdzie sam (albo nie) w swoim czasie.

                    powodzenia,
                    pozdrawiam gorąco!!!
                    • mostena Re: 4ty dzien dzisiaj. 12.11.04, 16:14
                      > 1. dlaczego nie spacer? hm?

                      Bo nie moge wyjsc z domu - na tym polega moja praca. Albo sa dzieci, i musze
                      siedziec, albo akurat nie ma, ale cale popoludnia to siatka - nie ma dzieci -
                      za 15 min beda etc.

                      > 2. wiem, że możesz mieć ciężką sytuację - pod każdym wzgędem - ale mówienie,
                      że
                      > to nie jest życie (jeszcze nie jest), brzmi jakoś tak... przerażająco smutno.
                      > znam osoby, które były za granicą, pracowały, i nie wierzę, że tam u Ciebie
                      mas
                      > z do dyspozycji tylko lodówkę i komputer.

                      Nie pracuje;) Zamierzam. Mam do dyzpozycji tylko lodowke i komputer. I ksiazki,
                      ktorych kupuje na tony. I odtwarzacz cd, ktory wlaczam, slucham muzyki i
                      tancze. Smutno brzmi, i jest dosc smutne (bo musialam wyjechac), ale to jest
                      krok w dobrym kierunku, tzn zrobilam to, zeby nie siedziec na studiach, ktore
                      mnie nie interesowaly.


                      > 4. nikt ci nie każde wynajdywać sobie pseudozajęć - ale skoro masz tylko
                      kompa
                      > i lodówkę - to, moment - to ci odpowiada, czy właśnie nie?

                      Nie. Nie bardzo. Ja sobie te zajecia i tak wynajduje, w miare mozliwosci.
                      Najlepsze jest prasowanie;)

                      >
                      > 5. jeśli z Ed jest w miarę ok, nie objadasz się itp, to dlaczego piszesz tak
                      cz
                      > ęsto o jedzeniu? jedzenie nie jest tematem tego forum.
                      > na potrzeby diet są fora o dietach. to jest jednak duża różnica.

                      Pytalam, czy nie bedzie przeszkadzac. Sluchaj, ja bylam pewna - PEWNA - ze bede
                      zawalac. Zaczelam pisac, tak jak pisalam kiedys, wczesniej na forach o dietach -
                      ze bede sie wstydzic piszac 'zjadlam bochenek chleba, sloik nutelli, pol
                      ciasta'. I bede rezygnowac. A tu znajde wsparcie. Ale udaje sie! I to dzieki
                      forum. Pisze tak czesto, bo nie mam sie przed kim pochwalic, ani z kim
                      podzielic w chwilach zalamania. Nie mam tu nikogo, komu moglabym opowiedziec o
                      tym, jak to chcialam zjesc jeszcze, ale zastanowilam sie nad tym, 'zajrzalam w
                      siebie' itd i nie zjadlam. Wiec pisze tu, dokladnie, do tego z nadzieja, ze
                      moze jeszcze komus sie to przyda.
                      A o jedzeniu, bo chce, czy nie chce, jesli nie zamierzam przytyc, musze troche
                      liczyc i uwazac. Bylam naprawde dlugo na diecie, nie chce miec jojo. Staram sie
                      jesc to, na co mam ochote, ale co miesci sie w kategorii 'zdrowe, w miare
                      niskokaloryczne', wiadomo, ze nie zawsze sie udaje. Normalna osoba
                      mowi 'trudno', a dla mnie moze to byc okazja do objedzenia sie. Staram sie to
                      oddzielic. I przede wszystkim nie wariowac i nie liczyc wszystkiego co do
                      grama, nie wpadac w psychoze.

                      > sorry, jeśli uznajesz, że generalizuję, przepraszam, jeśli oceniłam Cię
                      pochopnie.

                      To dlatego, ze musialabym napisac dokladnie, po kolei co robie, gdzie i
                      dlaczego, takie ogolniki brzmia strasznie, smutno, faktycznie, masz racje. Ale
                      dokladnie to tak nie wyglada. Tylko ze nie napisze tego, bo 'konspiracja';)

                      Jeszcze co do 'zycia' a 'zycia' - bo tak glupio to wyszlo, najpierw pisze, ze
                      teraz, a pozniej, ze czekam...

                      No wiec w pierwszym poscie, 'manifescie';) mialam na mysli takie rzeczy jak...
                      no nie wiem. Np: ide sobie ulica, i mysle o tym, ze co bedzie jak sie kiedys w
                      koncu objem, ze przytyje, ze znowu zaczne sie obzerac, albo ile zjadlam kcal,
                      czy na pewno tyle, co zjesc na kolacje, co na obiad. A czy nie fajniej zamiast
                      tego cieszyc sie pogoda, albo myslec 'jaki ladny kwiatek/ chmurka/ chlopak w
                      autobusie'? Albo zamiast siedziec i sie zamartwiac i stwierdzac, ze bez sensu,
                      posprzatac chocby ten pokoj;)

                      pozdrawiam;)
                      • horlaa Re: 4ty dzien dzisiaj. 12.11.04, 16:38
                        ok, teraz juz wszystko (albo prawie wszystko) rozumiem.

                        jeszcze co do tego pisania o jedzeniu - ciesze sie, jesli Ci to pomaga i sprawia ulge, jesli sie wypiszesz o tych swoich chęciach. ALE. mysle, ze są ważniejsze rzeczy - w Tobie. jedzenie to tylko efekt, skutek, będę to powtarzać w nieskończoność. zreszta Ty to juz wiesz.

                        ale mysle, że warto też pomyśleć o innych. prowadzenie takiej otwartej akcji "dietowej" powoduje, że inne dziewczyny mogą pomyśleć, że one są gorsze przez to, ze nie zwracają takiej uwagi na jedzenie itp.
                        mnie samej było dziwnie, czytając to co piszesz, stwiedziłam że ja nie zwracając uwagi na indeks glikemiczny i inne takie tam, popełniam głupstwo.

                        może lepiej założyć bloga - dobra rzecz - możesz pisać bez końca O SOBIE, diecie, jedzeniu.

                        a tutaj starajmy się mówić o czym innym.
                        vide: mój post "Jak się dzis czujesz" - odpowiedziała na razie tylko jedna osoba, a jaki w tym optymizm!!! Nigdy nie dowiedziałabym się, jak fajnie sie czuje szczęśliwawa, kiedy nie pisze o walce z nałogiem... - i to jest to, co ma być esencją tego forum.

                        Stwórzmy sobie miejsce, w którym będziemy się uczyć trwać i dobrze żyć bez liczenia, ważenia, mierzenia, stękania o pokusach i ochotach.

                        sorry, że akurat tak na Ciebie naskoczyłam, nie miałam zamiaru :) głównie chodzi o to że jestem przerażona tym, co sie dzieje na forum, i stąd może to wszystko.
                        • mostena Re: 4ty dzien dzisiaj. 12.11.04, 17:16
                          Masz racje. I nie ma sprawy. Na temat jedzenia sza. Przenosze sie na inne
                          forum, juz to czesciowo zrobilam (bo pisanie mi pomaga, fakt).
                          I ciesze sie, ze zrozumialas mnie;)
                          No i - przepraszam. Poniewaz kilka dziewczyn pisalo, ze to, ze mnie sie udaje,
                          dodaje otuchy, pisalam dalej. Nie przyszlo mi do glowy, ze moze to dolowac. Juz
                          nie bede.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka