mostena
05.11.04, 15:15
Chcialam napisac 'powrot do normalnosci', ale przeciez nie bylo tak nigdy.
Najpierw objadanie sie, pozniej to samo plus dieta, wreszcie ostatnie
miesiace, pelne sukcesu (fizycznego) i no coz - meki (psychicznej). Jestem
juz 'normalna'. Nie bardzo zgrabna, nie bardzo szczupla. Ale nie otyla, nie
powaznie przy kosci. Czas odetchnac.
KONIEC Z LICZENIEM KALORII.
KONIEC Z OBSESYJNYM MYSLENIEM O JEDZENIU.
CZAS ZACZAC Z Y C.
Bede uwazac. Zasady? No coz. Jak normalna osoba, ktora chce zrzucic kilka
kilo, albo konczy diete. Dla mnie to nie koniec - wciaz nie jestem zadowolona
ze swojego ciala - ale na razie nie tedy droga. Zjadlam te ciastka,
zaslodzilam sie wrecz (!!!). Mialam ochote? Mialam. Mam jeszcze? NIE. Zawsze
zazdroscilam tego mojej mamie - cala czekolada raz w miesiacu, przed
okresem;) Bo jej brakowalo magnezu. I tyle! Czasem ciacho, czy cos. Jedno.
Czasem - raz na pol roku? rok? - cala paczka. I ciasto w Swieta, tyle, na ile
ma ochote. Wiecej nie potrzebuje. I moze ja tez nie bede? Za to:
- 5-6 posilkow dziennie
- zero podjadania pomiedzy (tzn. odmowa, gdy ktos mnie poczestuje, no chyba
ze czyms wyjatkowym;) ale bede umiala to ocenic)
- kolacja do 19:00
- wybieranie produktow light (serow zoltych, jogurtow itp)
- duzo, duzo warzyw
- kolacje bialkowe, lekkie
- weglowodany tylko na 3 pierwsze posilki, w tym do obiadu malutko albo
najlepiej wcale
- odpowiednia ilosc bialka
- cwiczenia, ruch, rozciaganie
- dbanie o siebie (nie tylko zabiegi kosmetyczne mam na mysli, chodzi mi o
wszystko: afirmacje, sprzatanie w pokoju, nie oskarzanie sie o wszystko,
generalnie mam byc dla siebie dobra, bo zasluguje na to, zasluguje na to zeby
sie wyspac, zasluguje na to, zeby chodzic na zajecia, nie mieszkac w, za
przeproszeniem, burdelu, a czystym mieszkaniu i tak dalej).
Obudze sie, zrobie sniadanie, na jakie bede miala ochote. Spakuje II
sniadanie. Pojade na zajecia. Wroce, zjem obiad, podwieczorek, kolacje. Nie
bede spedzac godzin nad kartka, z kalkulatorem, z slupkami liczb. Juz nie
musze. Nie musze.
Jestem taka fajna. Inteligentna, sympatyczna, oryginalna. Mam dobry gust,
fajnie sie ubieram, fajnie ruszam, nauczylam sie tanczyc. Nie musze miec
figury idealnej. C h c e ja miec, ale to tylko ja jej od siebie wymagam, nikt
inny. A ja sobie nie stawiam terminu typu 'do Swiat'. To otoczenie mi ten
termin narzucilo, ale mam to gdzies. Bede taka, kiedy bede, moze wcale, moze
moj organizm chce byc akurat taki. Grunt, zebym byla zdrowa.
Koniec z kaloriami.