zuzanna31
11.05.02, 06:48
Obudziłam się o 5.00 rano jak nigdy. Nie mogłam już zasnąć. Nie wiem dlaczego,
ale akurat właśnie dziś dotarło do mnie, że moje życie to pasmo nieudanych
związków. Takie myśli nachodzą człowieka przecież nocą, dopadają znienacka,
kiedy szczęśliwi ludzie idą spać wtuleni w siebie. A do mnie przyszły rano. Czy
to znak, żebym zrobiła coś ze swoim życiem w końcu?
Mam 31 lat. Ładna, niebanalna kobieta. Jeden związek - 5 lat, drugi 4 lata...
potem byl ktos, kto mnie kochal jak nikt... ja go nie. Skrzywdziłam go,
prosilam o wybaczenie. I wybaczył. Potem jakiś romans przez miesiąc -
kompletnie bez sensu. Potem szarpanina z jakimś popaprańcem przez rok. A
teraz... od 2 miesięcy ktoś, kto nie umie się określić. Porządny, uczciwy
facet, nie mogę być na niego zła, bo na to nie zasługuje. Pakuje się z jednych
ramion w drugie, daje z siebie wszystko... spalam się do cna. A kiedy dobita
permamentną szarpaniną zaczynam się wycofywać - on zaczyna się starać. Tylko ja
już nie mam siły i nie chce. Zawsze odchodze ja... och, jak silna, bo potrafie
zerwać!
Szukam miłości po pmacku, na oślep, bez zastanowienia. Robię kalkę raz po raz.
Oni są inni... za to moje zachowanie zawsze takie samo: serce na talerzu, łzy,
uczucie bycia niekochaną i odwrót, nawet wówczas, gdy on zaczyna naprawde chceć.
Wiem, że to we mnie tkwi błąd, jakiś błąd w pliku, z którym sobie nie radzę.
Chcę mieć rodzinę, dzieci. I to nie w sferze życzeń, ale naprawdę tego pragnę i
gotowa jestem dużo dla tego poświęcić. Mam gdzieś moją pracę, karierę i
pieniądze, które moge zarobić. Chcę tego, co jest dla mnie nieosiągalne, czego
nie umiem od życia wziąć.
Przepraszam za tak ekshibicjonistyczny list. Nie wiem nawet, czy oczekuję od
Was rad, choć jesteście naprawdę mądrzy i wspaniali.
Piszę pod innym nickiem, bo mi wstyd za siebie, nawet za siebie anonimową.
Czytam co napisałam i jestem przerażona. Pzerażona sobą przed 7 rano.