Dodaj do ulubionych

Wgląd w siebie?

24.01.05, 16:52
Czy przeżywaliście kiedyś coś takiego, że podczas rozmowy z jakąś osobą
jednocześnie obserwowaliście własne reakcje? Tak jakby uwaga podzieliła się
na dwa nie przeszkadzające sobie tory. Rozmawiasz z kimś z zainteresowaniem i
jednocześnie zdajesz sobie sprawę, że np. czujesz radość, albo złość, albo
współczucie i myślisz sobie, że jeśli okażesz np. złość to Twój rozmówca Cię
nie zrozumie, lepiej wytłumaczyć mu sprawę inaczej.
Zaskoczyła mnie ta reakcja (?). Trochę mnie dziwi. Co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • kur-w-mor-pier Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 17:01
      nic w tym dziwnego gdy uswiadomisz sobie, ze SWIADOMOSC jest czyms innym niz
      nasz UMYSL. W praktyce wyglada to tak, ze umysl jest zaangazowany kompletnie
      w potok mysli i wydarzen podczas rozmowy a swiadomosc moze niejako stanac z boku
      i przypatrywac sie tej calej komedii.
      Dobrze przeprowadzona medytacja ma wlasnie tak wygladac. masz sie stac
      obserwatorem mysli (to wytwor umyslu)i tym co jest owym obserwatorem jest nic
      innego tylko twoja swiadomosc, albo idac jeszcze dalej, to czym naprawde
      jestes, czyli wlasnie swiadomoscia.
      to bardzo wazny koncept i dopoki tego nie zrozumiesz nie bedziesz w stanie
      odseparowac sie od zewnetrznych wydarzen.
      Imagine.
      • selma8 Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 17:47
        to bardzo wazny koncept i dopoki tego nie zrozumiesz nie bedziesz w stanie
        odseparowac sie od zewnetrznych wydarzen.
        napisał kur-w-mor-pier
        No i narodził się nam GURU
        • kur-w-mor-pier Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 19:10
          selma8 napisała:

          > to bardzo wazny koncept i dopoki tego nie zrozumiesz nie bedziesz w stanie
          > odseparowac sie od zewnetrznych wydarzen.
          > napisał kur-w-mor-pier
          > No i narodził się nam GURU
          ********
          zamiast wywolywac duchy, postaraj sie zrozumiec, o czym pisze ...
          • selma8 Re: Wgląd w siebie? 25.01.05, 02:12
            Nie myśl, że nie rozumiem cię, to nie istotne.
            Jeżeli coś się da powiedzieć, można to też powiedzić prosto, o reszcie należy
            milczeć(zresztą ktoś wcześniej to odkrył)
            Co chcesz osiągnąć kur-w-mor-pier?
            Oglądać siebie z zewnątrz,opowiadać o tym czy może chcesz żeby ktoś cię
            zrozumiał?
      • luty10 Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 17:47
        jestes, czyli wlasnie swiadomoscia.
        > to bardzo wazny koncept i dopoki tego nie zrozumiesz nie bedziesz w stanie
        > odseparowac sie od zewnetrznych wydarzen.
        > Imagine.

        Moze wyjasnij nam ten koncept Imagine...
    • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 18:10
      Imagine napisz prościej.
      • vielonick Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 18:32
        chodzi o to by jednoczesnie byc obserwatorem i uczestnikiem

        zdarza mi sie to co opisalas
        to chyba ulatwie kontakty z innymi ludzmi
        stajemy sie bardziej swiadomi siebie

        chociaz z drugiej strony...
        czlowiek chcialby przezyc cos 'do glebi'
        a czuje sie zawsze jakby 'obok'
    • kur-w-mor-pier Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 18:58
      nie wiem czy sie da taka rzecz wytlumaczyc. tego trzeba doswiadczyc.
      dla mnie jest jasnym, ze potrafie stanac obok swych mysli, przygladac im sie,
      i co najwazniejsze, czuc odrebnosc od nich. wtedy mam uczucie, ze jestem kims
      innym, nizby to wynikalo z kontekstu w jakim moj umysl chcialby mnie widziec
      czy ulokowac. przyklad: moge sie angazowac w scenariusze, jakie podsyla mi
      nieustannie moj umysl, umartwiac sie, cieszyc sie, udzielac sie, byc w srodku
      kazdej akcji myslac, ze rola, ktora gram, to jedyna rola w jakiej moge sie
      znajdowac. tak jednak nie jest. jest czesc nas, rdzen nas samych, ktory nie gra
      zadnych rol. pisalem o tym juz wielokrotnie, miedzy innym w poscie o oku
      cyklonu, czy o peryferiach naszej egzystencji, do ktorej nieustannie sie
      wyginamy od zdrowego pionu, pionu, ktory jest nasza swiadomoscia.
      uwazam, ze dla zdrowia psychicznego koniecznym jest uswiadomienie sobie roznicy
      pomiedzy tymi dwoma swiatami, swiatem tumultu, umyslu, swiatem ego, a swiatem
      swiadomosci, spokoju i dystansu.
      Imagine.
      • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 20:15
        kur-w-mor-pier napisał:

        > dla mnie jest jasnym, ze potrafie stanac obok swych mysli, przygladac im sie,
        > i co najwazniejsze, czuc odrebnosc od nich. wtedy mam uczucie, ze jestem kims
        > innym, nizby to wynikalo z kontekstu w jakim moj umysl chcialby mnie widziec
        > czy ulokowac.

        Właśnie. Miałam wrażenie, że to nie ja rozmawiam ale jakaś inna osoba, a ja
        stoję z boku i się przyglądam. Jednocześniem miałam świadomość, że to jednak ja
        gadam ;) I właśnie ten moment tak mnie zadziwił. Przyglądanie się własnym
        emocjom i szukanie ich źródła przynosi ciekawe skutki :)
      • mija10 Re: Wgląd w siebie? 31.01.05, 00:07
        Gdzie pisałeś o peryferiach egzystencji? Chciałabyn przeczytać.
        • luty10 Re: Wgląd w siebie? 31.01.05, 00:10
          mija10 napisała:

          > Gdzie pisałeś o peryferiach egzystencji? Chciałabyn przeczytać.

          Nie ma czegos takiego jak 'peryferie egzystencji'...
    • sweetnighter Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 20:13
      zdolność do autorefleksji to oczywiście podstawa wszelkiego intelektualnego
      rozwoju. ale tez pamiętajmy o drugiej stronie medalu - przecież nadmierna,
      chorobliwa samoświadomość to zasadnicza przyczyna lęku społecznego,
      nieśmiałości czy jak chcemy to nazwać. nie tyko nie ułatwia kontaktu z innymi,
      ale potrafi koszmarnie utrudnić życie.
      • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 20:17
        sweetnighter napisał:

        > zdolność do autorefleksji to oczywiście podstawa wszelkiego intelektualnego
        > rozwoju. ale tez pamiętajmy o drugiej stronie medalu - przecież nadmierna,
        > chorobliwa samoświadomość to zasadnicza przyczyna lęku społecznego,
        > nieśmiałości czy jak chcemy to nazwać. nie tyko nie ułatwia kontaktu z
        innymi,
        > ale potrafi koszmarnie utrudnić życie.

        Hmmm a tego nie rozumiem. Dlaczego lęku? Mam wrażenie, że u mnie to powoduje
        właśnie obniżenie poziomu lęku. Paradoksalnie świadomość, że się boję sprawia,
        że czuję się bezpieczniej.
        • sweetnighter Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 20:46
          chodzi o nieustanne analizowanie, jak jesteś odbierany/a, co się wiąże z tym,
          że bardzo ci zalezy na opinii ludzi (oczywiście, jesli masz wysoka samoocenę,
          to cię to nie dotyczy). a ponieważ ta chorobliwa samoświadomość zabija w tobie
          wszelką spontaniczność, usztywnia cię, to i interakcje sa nieudane, co z kolei
          powoduje, że przy nastepnej okazji jestes jeszcze bardziej spięta, itd. -
          błędne koło. chodziło mi więc o to, że dla niektórych warunkiem uzdrowienia
          relacji z innymi jest pozbycie się nadmiernej samoświadmości, a nie jej
          uzyskanie.
          • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 21:19
            sweetnighter napisał:

            > chodzi o nieustanne analizowanie, jak jesteś odbierany/a, co się wiąże z tym,
            > że bardzo ci zalezy na opinii ludzi (oczywiście, jesli masz wysoka samoocenę,
            > to cię to nie dotyczy). a ponieważ ta chorobliwa samoświadomość zabija w
            tobie
            > wszelką spontaniczność, usztywnia cię, to i interakcje sa nieudane, co z
            kolei
            > powoduje, że przy nastepnej okazji jestes jeszcze bardziej spięta, itd. -
            > błędne koło. chodziło mi więc o to, że dla niektórych warunkiem uzdrowienia
            > relacji z innymi jest pozbycie się nadmiernej samoświadmości, a nie jej
            > uzyskanie.

            Ależ nie, nie, nie! To o czym piszesz jest efektem braku samoświadomości, a nie
            jej nadmiaru! Przynajmniej tak było w moim przypadku. Lęk społeczny (właśnie
            owo zastanawianie się co ludzie o mnie myślą) zniknął na skutek pracy nad
            emocjami. Ta z kolei owocowała wzrostem samoświadomości, zrozumieniem siebie.
            Rozumiem a więc mniej się boję. A nie boję się, bo rozumiem.
            • kur-w-mor-pier do szelestu.bzu 24.01.05, 21:29
              jest dokladnie jak mowisz !!!!!!!
              • szelest.bzu Re: do szelestu.bzu 24.01.05, 22:43
                Cieszę się, że rozumiesz o czym mówię :)
            • sweetnighter Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 22:13
              ależ mnie chodziło własnie o wydobycie tej ambiwalencji zawartej w terminie
              samoświadomość, tak jak został użyty przez ciebie.

              z jednej bowiem strony mamy samoświadomośc w sensie obserwowania i
              kontrolowania własnych reakcji (raczej w sensie angielskiego "self-
              consciousness" - z myslą o wywołaniu pożądanego wrażenia na rozmówcy, z obawy
              przed porażką) - co jest nienaturalne i w skrajnych przypadkach zabija
              spontanicznośc i współnapędza lek społeczny.

              z drugiej samoświadomść w sensie wglądu w swoje ja, nasze autentyczne potrzeby,
              motywacje, itp. co, jak przecież zaznaczyłem, jest kluczową sprawą w
              samorozwoju. ale moim zdaniem bardziej pasuje tu pojęcie _samowiedzy_.

              sytuacja, która opisałaś, moim zdaniem może byc przejawem zarówno autentycznej
              samowiedzy, jak i chorobliwej samoświadmości, potencjalnie oznaką zdrowia lub
              choroby.
              • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 22:39
                sweetnighter napisał:

                > ależ mnie chodziło własnie o wydobycie tej ambiwalencji zawartej w terminie
                > samoświadomość, tak jak został użyty przez ciebie.
                >
                > z jednej bowiem strony mamy samoświadomośc w sensie obserwowania i
                > kontrolowania własnych reakcji (raczej w sensie angielskiego "self-
                > consciousness" - z myslą o wywołaniu pożądanego wrażenia na rozmówcy, z obawy
                > przed porażką) - co jest nienaturalne i w skrajnych przypadkach zabija
                > spontanicznośc i współnapędza lek społeczny.
                >
                > z drugiej samoświadomść w sensie wglądu w swoje ja, nasze autentyczne
                potrzeby,
                >
                > motywacje, itp. co, jak przecież zaznaczyłem, jest kluczową sprawą w
                > samorozwoju. ale moim zdaniem bardziej pasuje tu pojęcie _samowiedzy_.
                >
                > sytuacja, która opisałaś, moim zdaniem może byc przejawem zarówno
                autentycznej
                > samowiedzy, jak i chorobliwej samoświadmości, potencjalnie oznaką zdrowia lub
                > choroby.

                ojej to się chyba nie rozumiemy...
                Piszesz o obawie przed porażką - ale nic takiego nie przeżywałam. Sytuacja
                rozbudziła raczej we mnie uczucia opiekuńcze - byłam świadoma, że jeśli się
                zdenerwuję i okażę złość to wywołam w tej osobie lęk. Poczułam się
                odpowiedzialna za to żeby tak się nie stało, pomyślałam, że nie chcę dopuścić
                do tego by ta osoba bała się tak, jak ja się boję, gdy spotykam się ze złością.
                Chciałam być dobrze zrozumiana i jednocześnie chciałam by czuła się
                bezpiecznie. Poczułam, że bardzo ją kocham i chcę oszczędzić jej tego czego
                sama nie znoszę. A z drugiej strony - i mam wrażenie, że tu leży istota naszej
                różnicy - dopuszczałam myśl, że ona może sądzić, postępować inaczej niż ja
                chcę. Zależało mi na tym, by usłyszała o co mi chodzi, ale nie chciałam jej do
                niczego zmuszać. Godziłam się z tym, że pozostanie przy swoim zdaniu.

                To co mnie zafascynowało to właśnie fakt, że potrafiłam to zrozumieć.

                • sweetnighter Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 22:53
                  ok no to teraz jasne. przepraszam, chyba nieuwaznie przeczytalem twoj post i
                  dodatkowo zasugerowalem sie tytule watku i wypowiedzia vielonick, ktora nie
                  byla interpretacja ale tez raczej "wariacja na temat". to, o czym piszesz to
                  oczywiscie EMPATIA - chyba najcenniejsza ludzka wartosc.
                  • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 23:04
                    sweetnighter napisał:

                    > ok no to teraz jasne. przepraszam, chyba nieuwaznie przeczytalem twoj post i
                    > dodatkowo zasugerowalem sie tytule watku i wypowiedzia vielonick, ktora nie
                    > byla interpretacja ale tez raczej "wariacja na temat". to, o czym piszesz to
                    > oczywiscie EMPATIA - chyba najcenniejsza ludzka wartosc.

                    Ej nie masz za co mnie przepraszać! Nie czuję się urażona w żadnym stopniu! :)
                    Cieszę się, że to o czym mówię to nie przejaw jakiegoś zafiksowania ;) i że
                    inni też tak mają :)
                    Empatia mówisz? Rzeczywiście dość łatwo wczuwam się w emocje, którymi obdarzają
                    mnie moi rozmówcy. Czasem mi to przeszkadza.
              • procesor Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 22:58
                Czy nie mylisz autocenzury, samokontroli ze samoświadomościa?
                To przeciez zupełnie różne rzeczy.

                To pierwsze do pewnego stopnia jest konieczne by zyć w społeczeństwie. Gdy
                jednak nasila się - zagraża zdrowiu jednostki.

                To drugie daje pewną wolność.
                Fascynujące jest zresztą móc spojrzec na siebie jak na odrebny obiekt. Odrębny
                od obserwującej go świadomości. :)
                • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 23:05
                  procesor napisała:

                  > Czy nie mylisz autocenzury, samokontroli ze samoświadomościa?
                  > To przeciez zupełnie różne rzeczy.
                  >
                  > To pierwsze do pewnego stopnia jest konieczne by zyć w społeczeństwie. Gdy
                  > jednak nasila się - zagraża zdrowiu jednostki.
                  >
                  > To drugie daje pewną wolność.
                  > Fascynujące jest zresztą móc spojrzec na siebie jak na odrebny obiekt.
                  Odrębny
                  > od obserwującej go świadomości. :)

                  Procesorko do kogo to było, bo się gubię :)
                  • procesor Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 23:09
                    Do sweetnighter oczywiście. :)
                    • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 23:14
                      procesor napisała:

                      > Do sweetnighter oczywiście. :)

                      :)
                      Mam ustawione forum tak, że posty pokazują mi się od najstarszego. Kolejne
                      lądują na końcu i czasem nie wiem co jest do czego ;)
                • sweetnighter Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 23:17
                  procesor napisała:

                  > Czy nie mylisz autocenzury, samokontroli ze samoświadomościa?
                  > To przeciez zupełnie różne rzeczy.
                  >
                  > To pierwsze do pewnego stopnia jest konieczne by zyć w społeczeństwie. Gdy
                  > jednak nasila się - zagraża zdrowiu jednostki.
                  >
                  > To drugie daje pewną wolność.
                  > Fascynujące jest zresztą móc spojrzec na siebie jak na odrebny obiekt.
                  Odrębny
                  > od obserwującej go świadomości. :)

                  byc może moje rozumienie słowa "samoświadomość" jest obciążone wpływem
                  angielskiego terminu self-consciousness, który dosł. oznacza nienaturalną,
                  nadmierną świadomośc (no jak to inaczej okreslić?! wrażliwość, czułośc, w
                  sensie rejestrowania i analizowania - no przeciez "normalny" człowiek tak sie
                  nie zachowuje!) siebie i swoich działan - w społecznych interakcjach. nie wiem
                  zresztą, jak to można lepiej przetłumaczyć, i wydaje mi się, że w
                  polskojęzycznej literaturze psychologicznej na okreslenie tego stosuje się
                  właśnie termin samoświadomość. w tym sensie nie sa to wcale tak "rozne rzeczy",
                  zreszta chodzi tu tyleż o kontrolę, co chorobliwe analizowanie. może którys z
                  dyzurnych psychologów piszących na forum sie wypowie.

                  a że umiejętność obiektywizacji samego siebie jest warunkiem samowiedzy - sa-mo-
                  wie-dzy! - to juz nie chce mi sie trzeci raz powtarzac.

                  problem moim zdaniem w tym, że nikt tu właściwie nie zrozumiał, o co chodziło
                  autorce (w czym ona sama miala pewien udzial), każdy za to potraktował jej post
                  jako impuls do snucia własnych rozważań, w pierwszej kolejności (albo w
                  drugiej) oczywiscie ja. co samo w sobie nadaje się do obiektywizacji, jako
                  ciekawy temat do analizy.
                  • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 23:21
                    Bo autorka sama do końca tego nie rozumie (toż napisałam, że się
                    zdziwiłam ;) ), więc stąd te niejasności. Masz rację - powinnam to dokładniej
                    wyjaśnić na samym początku. Nie byłam pewna czy to co opisuję ma sens, stąd
                    zwięzłość.
                  • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 23:30
                    sweetnighter napisał:

                    > byc może moje rozumienie słowa "samoświadomość" jest obciążone wpływem
                    > angielskiego terminu self-consciousness, który dosł. oznacza nienaturalną,
                    > nadmierną świadomośc (no jak to inaczej okreslić?! wrażliwość, czułośc, w
                    > sensie rejestrowania i analizowania - no przeciez "normalny" człowiek tak sie
                    > nie zachowuje!) siebie i swoich działan - w społecznych interakcjach. nie
                    wiem
                    > zresztą, jak to można lepiej przetłumaczyć, i wydaje mi się, że w
                    > polskojęzycznej literaturze psychologicznej na okreslenie tego stosuje się
                    > właśnie termin samoświadomość. w tym sensie nie sa to wcale tak "rozne
                    rzeczy",
                    >
                    > zreszta chodzi tu tyleż o kontrolę, co chorobliwe analizowanie. może którys z
                    > dyzurnych psychologów piszących na forum sie wypowie.

                    To o czym piszesz kojarzy mi się z jakąś formą hipohondrii, tyle, że nie
                    skupionej na ciele ale na psychice. Rzeczywiście takie ciągłe analizowanie może
                    być męczące. Jeśli dobrze rozumiem masz na myśli osobę, która w niemal każdej
                    rozmowie zastanawia się co druga strona o niej myśli ("tak naprawdę"). Tylko,
                    że ja łączę to właśnie z brakiem łączności z własnymi emocjami. Zaznaczam, że
                    cały czas opieram się na własnych doświadczeniach, więc dopuszczam możliwość,
                    że może być inaczej.

                    >
                    > a że umiejętność obiektywizacji samego siebie jest warunkiem samowiedzy - sa-
                    mo
                    > -
                    > wie-dzy! - to juz nie chce mi sie trzeci raz powtarzac.

                    Hmmm... może trzeba było rozpocząć od stworzenia definicji słów samowiedza,
                    samoświadomość, autorefleksja itd.

                  • procesor Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 23:45
                    sweetnighter napisał:
                    > byc może moje rozumienie słowa "samoświadomość" jest obciążone wpływem
                    > angielskiego terminu self-consciousness, który dosł. oznacza nienaturalną,
                    > nadmierną świadomośc (no jak to inaczej okreslić?! wrażliwość, czułośc, w
                    > sensie rejestrowania i analizowania - no przeciez "normalny" człowiek tak sie
                    > nie zachowuje!) siebie i swoich działan - w społecznych interakcjach. nie
                    > wiem zresztą, jak to można lepiej przetłumaczyć, i wydaje mi się, że w
                    > polskojęzycznej literaturze psychologicznej na okreslenie tego stosuje się
                    > właśnie termin samoświadomość.

                    Dla mnei to własnie nadmierna samokontrola, jakiś rodzaj nerwicy, zaburzeń
                    sfery psychicznej.
                    Samoświadomość ma jednak inne znaczenie. Porównaj z podświadomościa i
                    nadświadomościa. :)


                    Samoświadomość to ie chorolbliwa smaokontrola, to spokojna obserwacja,
                    umiejętność powiedzenia o sobie "jestem zdenerwowana, obawiam sie tej sytuacji"
                    albo "czuje sie zagrożona" albo "przepełnia mnie spokój, chce trwac w tym
                    stanie".

                    Czasem w sytuacji związanej z dużym stresem samoczynnie "wychodzimy z siebie".
                    Dla mnie wiązało się to raczej z sytuacjami realnego zagrożenia. Dzieki temu
                    miałąm, pamietam, niebywale wyostrzone zmysły, trudno to opisać..
                    I późno juz. :)
                    Umysł domaga sie porcji marzeń sennych. :)
                    • selma8 Re: Wgląd w siebie? 25.01.05, 02:30
                      procesor napisała
                      Czasem w sytuacji związanej z dużym stresem samoczynnie "wychodzimy z siebie".
                      Dla mnie wiązało się to raczej z sytuacjami realnego zagrożenia. Dzieki temu
                      miałąm, pamietam, niebywale wyostrzone zmysły, trudno to opisać..
                      I późno juz. :)
                      Umysł domaga sie porcji marzeń sennych. :)
                      • procesor Re: Wgląd w siebie? 25.01.05, 09:58
                        Moje wrażnia były zupełnie odmienne.

                        Nie zawężanie a poszerzenie świadomości.
                        Jakbym miała oczy i uszy dookoła głowy, niezwykle jasne myślenie i analizowanie
                        teg co wokół.
                        • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 25.01.05, 13:56
                          procesor napisała:

                          > Moje wrażnia były zupełnie odmienne.
                          >
                          > Nie zawężanie a poszerzenie świadomości.
                          > Jakbym miała oczy i uszy dookoła głowy, niezwykle jasne myślenie i
                          analizowanie
                          >
                          > teg co wokół.

                          Tak, dokładnie tak! :)
          • kur-w-mor-pier Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 21:28
            zdaje sie, ze my mowimy o dwoch roznych sprawach. to o czym ty mowisz ( owa
            samoswiadomosc) to nic innego jak jeszcze jeden trick umyslu, jeszcze jeden
            odcien tego narzedzia a nie zadna SWIADOMOSC. swiadomosc o ktorej ja mowie jest
            ODREBNA kategoria od umyslu. ta swiadomosc nie ocenia, nie analizuje, nie
            kategoryzuje ... zwyczajnie stoi z boku. nazwij to jak chcesz, dusza, spirytem,
            atmanem czy jakkolwiek ... ty jestes ta swiadomoscia, obserwujaca poczynania
            umyslu, swiadomoscia, zdajaca sobie sprawe ze swej odrebnosci.
            wiekszosc ludzi jednak nie wie nic na temat tej swiadomosci, uwazajac, ze to co
            w myslach, o nas samych czy o czymkolwiek to wlasnie to, czym jestesmy i
            wlasnie to, w co powinnismy sie angazowac. swiadomosc pozostaje w cieniu,
            zupelnie odsunieta. wyglada to jak chmury przykrywajace slonce.
            zycie nasze w ten sposob toczy sie na peryferiach. angazujemy sie w tysiace
            sytuacji, przybierajac role tak roznorodne jak tylko roznorodna moze byc mysl.
            ale w tle tego wszystkiego istniejemy my prawdziwi, nie ci dzialajacy ku chwale
            ojczyzny, nie ci zawierajacu zwiazki, nie ci kopulujacy, nie ci zdobywajacy
            tzw, wiedze ... tylko MY, czysci, odwieczni, przyoblekajacy wciaz nowe ciala,
            do nowych zwariowanych gier ...
            Imagine.
            • pewien_student Re: Wgląd w siebie? 29.01.05, 21:58
              hm... moze przeoczylem, ale pytanie mam. jak do tej swiadomosci dojsc?
              • pewien_student Re: Wgląd w siebie? 29.01.05, 22:01
                tzn. zrozumialem tyle ze trzeba obserwoac siebie. ale jak oddzielic sie od
                ciaglych ocen, jak wyodrebnic owa obserwujaca czesc, od natloku mysli.
                • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 30.01.05, 16:25
                  To długi proces.
                  Zaczęłam od własnej psychoterapii. Rozwiązałam dzięki niej problem ocen i
                  natłoku myśli. Nauczyłam się rozpoznawać emocje i zobaczyłam jak wpływają na
                  moje postępowanie.
                  A potem tylko robiłam to czego się nauczyłam podczas terapii.
                  Samo przyszło :)
    • yoosh Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 23:07
      Spodobal mi sie temat tego wątku-jeden z niewielu,który czytam z satysfakcją.

      Mnie udaje się rozgonić chmury i dotrzeć do slonca tylko poczas medytacji,więc
      zaciekawilo mnie przeżycie stanu prawdziwego ja przy jednoczesnym wlączonym
      umyśle-mnie ta sztuka nie daje się.
      Prawdziwa świadomość każdego czlowieka-czy jest taka sama,czy może ta sama?
      Ja to ty,ty to ja? Mamy wspólną świadomośc,lecz inne ciala i umysly?
      • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 23:09
        yoosh napisała:

        > Spodobal mi sie temat tego wątku-jeden z niewielu,który czytam z satysfakcją.
        >
        > Mnie udaje się rozgonić chmury i dotrzeć do slonca tylko poczas
        medytacji,więc
        >
        > zaciekawilo mnie przeżycie stanu prawdziwego ja przy jednoczesnym wlączonym
        > umyśle-mnie ta sztuka nie daje się.
        > Prawdziwa świadomość każdego czlowieka-czy jest taka sama,czy może ta sama?
        > Ja to ty,ty to ja? Mamy wspólną świadomośc,lecz inne ciala i umysly?

        ojej... to chyba wyższa szkoła jazdy dla mnie ;)
        Narazie jestem na etapie zdziwienia :)
        • yoosh Re: Wgląd w siebie? 24.01.05, 23:15
          :))
          Ale jak fajnie jest zdziwić się-od zdziwienia wiele się zaczyna.
          Może Imagine nas oświeci ??
      • luty10 Re: Wgląd w siebie? 25.01.05, 06:13
        yoosh napisała:

        > Spodobal mi sie temat tego wątku-jeden z niewielu,który czytam z satysfakcją.
        >
        > Mnie udaje się rozgonić chmury i dotrzeć do slonca tylko poczas
        medytacji,więc
        >
        > zaciekawilo mnie przeżycie stanu prawdziwego ja przy jednoczesnym wlączonym
        > umyśle-mnie ta sztuka nie daje się.
        > Prawdziwa świadomość każdego czlowieka-czy jest taka sama,czy może ta sama?
        > Ja to ty,ty to ja? Mamy wspólną świadomośc,lecz inne ciala i umysly?

        To co wiem z wlasnego doswiadczenia:
        Mamy cialo i umysl...kazdy indywidualnie. Mamy tez swiadomosc...Swiadomosc ta,
        tez jest prawie indywidualna, ale 'wystaje' ona jakby troche z ciala i przez to
        moze sie kontaktowac z Nadswiadomoscia, ktora potocznie nazywamy dusza...Miedzy
        swiadomoscia a Nadswiadomoscia znajduje sie intuicja...
        Nadswiadomosc czyli dusza, zawiera w sobie cialo, umysl, swiadomosc i intuicje.
        Nadswiadomosc jest indywidualna i jednoczesnia wchodzi w sklad
        Wszechswiadomosci, ktora jest Swiadomoscia Boga...a dalej jest Bog- Absolut..
        Bog jest jedyna stala, niezmienna w naszym wszechswiecie. Pisze w naszym, bo
        wszechswiatow tez jest wiele...
        W naszym wszechswiecie Bog jest stala niezmienna, ale Jego swiadomosc, czyli
        Wszechswiadomosc jest dynamiczna, wiecznie zmieniajca sie
        kreacja...Wszechswiadomosc jest rowniez 'materialem budowlanym' naszego
        wszechswiata...Wszystko na co spojrzysz zbudowane jest z Wszechswiadomosci,
        kamien na drodze, rosliny, zwierzeta ,nasze ciala, umysly i nasze dusze, ktore
        sa tej Wszechswiadomosci nieodlacznym skladnikiem...czyli w wielkim skrocie;
        wszystko jest wszystkim, a nasze byty sa ucielesnieniem Boga...jestesmy jego
        reka i noga, okiem i uchem i wszystkie nasze doswiadczenia sa Jego
        doswiadczeniami...
    • ziemiomorze Model kompetencyjny 25.01.05, 01:01
      Pare razy tu juz go cytowalam, bardzo poreczny. Fazy rozwoju dowolnej
      umiejetnosci:

      1. nieuswiadomiona niekompetencja (nie wiem, ze nie wiem)
      2. uswiadomiona niekompetencja (wiem, ze nie wiem)
      3. uswiadomiona kompetencja (wiem, dlaczego wiem)
      4. nieuswiadomiona kompetencja (nie wiem, dlaczego wiem)

      I tak jest takze z rozwojem metaswiadomosci, mysle. Nieswiadomosc, jak sie
      gdzies w innym watku upieralam, daje sile - wlasna ignorancja nie przysparza
      nam cierpien bo o niej nie wiemy, i jednoczesnie mozemy popelniac mnostwo
      bledow, zbierajac material do pozniejszych postepow. Wkraczanie w etap drugi
      bywa niezmiernie bolesne i wypelnione lekiem, ale i wdzieczne - kazdy sukces
      potrafi cieszyc podwojnie.

      To tylko etapy, zawsze cos czeka za zakretem,
      • sweetnighter Re: Model kompetencyjny 25.01.05, 01:34
        ale jazda. no po prostu czeski film. nikt nie wie o co chodzi, ale chetnie
        wylozy ciekawa teorie. moze cos wyjdzie z tego eksperymentu.

        to ja tez powtórze - absolutnie się nie zgadzam. przecież do diaska stad się
        m.in. wzięła psychoanaliza (mówie o pewnym klimacie, który ukierunkował
        myslenie freuda) - ludzie niejasno odczuwali, że miotają nimi siły, których w
        ogóle nie kontrolują i nie rozumieją, emocje, których nie pojmują, wobec
        których sa zatem _bezradni_. tak i w innych sytuacjach: jesli nie znamy
        prawidłowości, to czujemy się powodowani przez zewnętrzne, anonimowe siły, nad
        którymi nie mamy kontroli. to jest dopiero cierpienie!
        • ziemiomorze Re: Model kompetencyjny 25.01.05, 07:23
          Poszerzanie swiadomosci wiaze sie z wielkim cierpieniem - uczuciami takimi, jak
          lek, bezradnosc, odkrywanie w sobie pokladow nienawisci (takze do
          najblizszych). Bol dezintegracji potrafi byc olbrzymi, czesto wydaje sie byc
          ponad sily.

          Prosty (chociaz najczesciej dokonywany nie- lub polswiadomie) rachunek strat i
          zyskow: brne w to dalej, bo cos z tego mam albo nie brne w to, bo uznaje, ze
          nie udzwigne ciezaru. Nawet, jesli decyduje sie na stroma droge pod gorke, to i
          tak - mimo chwalebnych checi - zatrzymam sie na na tym poziomie, ktorego ciezar
          moge zniesc (pisze o rozwoju emocjonalnym) - dalej niz to po prostu nic nie
          bede mogla dostrzec (nieswiadome mechanizmy obronne - np wypieranie traum).
          Mozna sie obrazac na modele - chodzilo mi o to, ze i bezradnosc, i bol, maja -
          wybacz niezrecznosc sformulowania - rozne pietra odczuwania. Z marchewka na
          koncu,
          • szelest.bzu Re: Model kompetencyjny 25.01.05, 13:55
            ziemiomorze napisała:

            > Poszerzanie swiadomosci wiaze sie z wielkim cierpieniem - uczuciami takimi,
            jak
            >
            > lek, bezradnosc, odkrywanie w sobie pokladow nienawisci (takze do
            > najblizszych). Bol dezintegracji potrafi byc olbrzymi, czesto wydaje sie byc
            > ponad sily.

            To co piszesz odpowiada moim przeżyciom. Zastanawia mnie aktualnie jedna rzecz.
            Załóżmy, że przeszłam już 1 etap. Właśnie wchodzę ponownie w terapię i choć
            normalnych sytuacjach życiowych czuję się w miarę dobrze, to w trakcie i po
            wizycie u terapeuty wracają koszmary i lęki. Przez kilka dni dochodzę do
            siebie. Gdy odzyskuję równowagę stukam się w głowę "co ty robisz wariatko,
            przecież już to przeżywałaś". Dlaczego więc to wraca? Skoro, jak sądzę, powinno
            być już za mną. Czy to regres? Co ciekawe po każdej takiej burzy dowiaduję się
            czegoś nowego o sobie.

            Ogólnie cała ta sfera, tzn. poznawanie siebie, emocje to dla mnie wielka,
            fascynująca, zadziwiająca i nieodkryta przestrzeń.
            • ziemiomorze Re: Model kompetencyjny 25.01.05, 14:14
              Nie jestem terapeutka -
              ten model, ktory zacytowalam, to tylko model, czyli duze uproszczenie; nie
              nalezy traktowac tego powaznie. Tak czy inaczej, skoro koszmary i leki wracaja,
              to moze potrzebuja mocniejszej integracji? Wraca to, co wazne,

              Cieplo,
              zet.
              • szelest.bzu Re: Model kompetencyjny 26.01.05, 19:59
                Ziemiomorze co rozumiesz przez zwrot integracja? Nie jest on dla mnie zupełnie
                jasny.
          • sweetnighter Re: Model kompetencyjny 25.01.05, 15:25
            ziemiomorze napisała:

            > Poszerzanie swiadomosci wiaze sie z wielkim cierpieniem - uczuciami takimi,
            jak
            >
            > lek, bezradnosc, odkrywanie w sobie pokladow nienawisci (takze do
            > najblizszych). Bol dezintegracji potrafi byc olbrzymi, czesto wydaje sie byc
            > ponad sily.
            >


            ależ to jasne, że droga do poznania siebie i emocjonalnego rozwoju jest
            procesem niezwykle trudnym i bolesnym, oznacza konfrontację z głęboko ukrytymi
            lękami, wewnętrznymi napięciami i konfliktami. no i przecież np. neurotyczne
            mechanizmy obronne stąd sie własnie biorą - są specyficznymi strategiami
            integracji, przy pomocy których próbujemy radzić sobie z owymi lękami,
            rozładowywać napięcia - _bez stawienia im czoła_, jest to _zamiatanie problemu
            pod dywan_ w obawie, że zmierzenie sie z nim wprost będzie zbyt bolesne. te
            mechanizmy mają dla jednostki wymierną wartośc i dlatego sa tak uporczywe i
            trudne do przewalczenia. nawet intelektualne ich rozpoznanie np. w ramach
            terapii nigdy nie wystarcza, jest to zmudna praca.

            mnie przede wszystkim drażni ta sielankowa niemal wizja nieświadomości, która
            jakoby jest źródłem siły. a przecież podświadmość (owe nieprzepracowane lęki,
            napięcia) ma to do siebie, że "nie spi", ale przeciwnie, cały czas daje o sobie
            znać, powoduje nami, więc te mechanizmy obronne muszą byc pogotowiu tez cały
            czas, jest to więc nieustanna szarpanina, trwonienie konstruktywnych sił.
            jedyne, co możemy tutaj uzyskać to co najwyżej bardzo chwiejna równowaga
            zbudowana na chorym podłożu, ale siła to to na pewno nie jest. no i jesli boimy
            sie stawic czoła wewnętrznym lękom i konfliktom, to przeciez nie z poczucia
            siły, nieprawdaz?
            • ziemiomorze Re: Model kompetencyjny 26.01.05, 01:09

              Mozna to roznie nazwac - 'slaboscia', 'wrazliwoscia', 'brakiem checi' - nadal:
              zrobimy ze soba tylko tyle, ile w tym momencie mozemy udzwignac. Wyparta trauma
              wroci wtedy, kiedy nieswiadomosc uzna, ze mamy na tyle sily, iz zniesiemy
              ciezar jej koszmaru. Madrosc procesu: czasem po prostu 'jest za wczesnie'
              (zdarza sie, ze do konca zycia) aby sie tym zajac. Mysle, ze wartosciowanie tu
              jest nie na miejscu, a co najmniej trudne.

              Zdarza mi sie przy przezuwaniu egzystencjalnych pytan o dosc kapitalnym
              znaczeniu poczuc uklucie igielki irytacji, ze nie meczy mnie cos bardziej
              trywialnego i o znaczeniu mniej kapitalnym. Daleka jestem od padania na kolana
              przed postaciami typu Forrest Gump i uznawania ich za wspolczesnych swietych
              medrcow, ale - no pomysl chwile - czy on zle mial? Dobrze mial, zycie w swiecie
              prostszym o kilkanascie warstw odbioru potrafi miec zalety. Tak - utrzymywanie
              swiata w wersji nieupgradeowanej o bol ma swoja cene, ale sam stan ma rowniez
              wartosc.

              Inna sprawa - jesli faze pierwsza (nieuswiadomiona niekompetencja) mojego
              czeskiego modelu potraktowac jako etap do przejscia, wtedy ujawniaja sie jej
              zalety: bez tych doswiadczen, calego bagazu glupot, ktore czynimy w blogiej
              nieswiadomosci nie mamy szans i materialu na nastepne fazy.
        • szelest.bzu Re: Model kompetencyjny 25.01.05, 13:41
          sweetnighter napisał:

          jesli nie znamy
          > prawidłowości, to czujemy się powodowani przez zewnętrzne, anonimowe siły,
          nad
          > którymi nie mamy kontroli. to jest dopiero cierpienie!

          Tak, ale to jest właśnie punkt wyjścia. Cierpienie w ogóle jest chyba dobrą
          motywacją do poszukiwania jakichś zmian. Tak przynajmniej mi się wydaje.
          Pojawia się pytanie: dlaczego cierpię? Dlaczego tak się czuję? I szukasz w
          sobie odpowiedzi. Kolejne emocje i kolejne pytania. Myślę, że na tym etapie
          pomoc psychoterapeuty jest jak najbardziej wskazana.
    • hubkulik Re: Wgląd w siebie? 25.01.05, 08:54
      A ulatwia to czy utrudnia komunikacje.
      Przyjemne czy nieprzyjemne?

      Pozdrawiam Hubert
      • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 25.01.05, 12:09
        hubkulik napisał:

        > A ulatwia to czy utrudnia komunikacje.
        > Przyjemne czy nieprzyjemne?
        >
        > Pozdrawiam Hubert

        Ułatwia. Bardzo. Bo wiem co się ze mną dzieje i jednocześnie widzę reakcje
        drugiej strony. Mój wybór staje się głębszy, świadomy.
        Czy to było przyjemne lub nieprzyjemne? Hmmm... Czułam się (w tej konkretnej,
        jednej sytuacji) odpowiedzialna za osobę z którą rozmawiałam, czułam się
        hmmm... wrażliwie (nie wiem jak inaczej to określić), przypomniało mi się jak
        sama się czuję, gdy stykam się ze złością.

        Przepraszam Was za brak precyzji, ale nie jestem psychologiem. Miałam szczęście
        przejść psychoterapię, która, jak patrzę na to teraz, była dla mnie bardzo
        ciężkim, wyczerpującym i bolesnym doświadczeniem. Ktoś napisał tu o odkrywaniu
        pokładów nienawiści, złości, bólu. Wszystko to prawda. Ale też było tam mnóstwo
        niesamowicie pozytywnych emocji, radości, energii. Nie mam teraz czasu żeby to
        rozwijać i mam nadzieję, że nie namieszałam jeszcze mocniej :)
        • hubkulik Re: Wgląd w siebie? 25.01.05, 13:48

          > Miałam szczęście
          > przejść psychoterapię,

          Po dobrej psychoterapii moze nastapic rozszerzenie swiadomosci, wieksza
          swiadomosc tego, co sie dzieje w zyciu i w relacjach.
          To, o czym piszesz wydaje mi sie byc pozytywnym zjawiskiem podobnym do stanow
          medytacyjnych, o czym pisze Imagine.
          Ja tez miewam podobnie w relacjach, szczegolnie jak sie skupiam na tym.
          Co do wrazliwosci i odpowiedzialnosci, to po prostu mysle, ze masz tez wieksza
          swiadomosc co sie dzieje u innych (np. widzisz jasniej wzorce emocjonalne).
          Ja osobiscie czasami odcinam sie jak widze, ze to na mnie zle dziala.

          Pozdrawiam Hubert
          • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 25.01.05, 14:07
            hubkulik napisał:

            > Po dobrej psychoterapii moze nastapic rozszerzenie swiadomosci, wieksza
            > swiadomosc tego, co sie dzieje w zyciu i w relacjach.

            Tak, zauważam to. Bardzo, bardzo mnie to cieszy a jednocześnie ogromnie
            zadziwia. Chyba pasuje tu powiedzenie, że "klapki spadły mi z oczu" ;)

            > Ja tez miewam podobnie w relacjach, szczegolnie jak sie skupiam na tym.

            Mi też pomaga uważność.

            > Co do wrazliwosci i odpowiedzialnosci, to po prostu mysle, ze masz tez
            wieksza
            > swiadomosc co sie dzieje u innych (np. widzisz jasniej wzorce emocjonalne).
            > Ja osobiscie czasami odcinam sie jak widze, ze to na mnie zle dziala.

            Myślę, że byłoby dobrze gdybym nauczyła się tego. Emocje czasem przytłaczają.

            Dzięki Hubert :)
            • hubkulik Re: Wgląd w siebie? 25.01.05, 14:24
              > Myślę, że byłoby dobrze gdybym nauczyła się tego. Emocje czasem przytłaczają.

              Dobrym przykladem tego jest np. ogladam sobie tv i jest komisja sledcza - afera
              rywina. Poogladalem chwile i poczulem, ze to idzie w jakims kierunku w ktorym
              ja gdybym podazyl uwaga, to znalazlbym sie w obszarze jakiegos chorego
              pomieszania. To mi zupelnie nie pasowalo. Wylaczylem wiec tv i zajalem sie
              czyms przyjemniejszym.

              Mysle ze warto dbac o siebie, o swoje zdrowie i samopoczucie.

              Niektorzy ludzie wykorzystuja ze ktos sie nimi interesuje i wyrzucaja z siebie
              swoje problemy. Ale tak naprawde nie chca ich rozwiazac.
              Po rozmowie z takimi ludzmi mozna sie poczuc gorzej.

              Pozdrawiam Hubert
              • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 26.01.05, 19:57
                hubkulik napisał:

                > Dobrym przykladem tego jest np. ogladam sobie tv i jest komisja sledcza -
                afera
                >
                > rywina. Poogladalem chwile i poczulem, ze to idzie w jakims kierunku w ktorym
                > ja gdybym podazyl uwaga, to znalazlbym sie w obszarze jakiegos chorego
                > pomieszania. To mi zupelnie nie pasowalo. Wylaczylem wiec tv i zajalem sie
                > czyms przyjemniejszym.
                >
                > Mysle ze warto dbac o siebie, o swoje zdrowie i samopoczucie.
                >
                > Niektorzy ludzie wykorzystuja ze ktos sie nimi interesuje i wyrzucaja z
                siebie
                > swoje problemy. Ale tak naprawde nie chca ich rozwiazac.
                > Po rozmowie z takimi ludzmi mozna sie poczuc gorzej.
                >
                > Pozdrawiam Hubert

                Niezupełnie o to mi chodziło. W trakcie rozmowy dość łatwo wczuwam się w emocje
                drugiej strony, potrafię sobie wyobrazić co ten ktoś przeżywa i... zdarza się
                tak, że te uczucia zostają ze mną jeszcze przez jakiś czas. Jeśli są ciężkie,
                wypływają z traumatycznych doznań to po prostu cierpię, jest mi smutno itp.
                Muszę nauczyć się przed tym bronić.

                • hubkulik Re: Wgląd w siebie? 26.01.05, 20:06
                  Tak jakbys brala czyjes cierpienie na siebie?
                  • szelest.bzu Re: Wgląd w siebie? 26.01.05, 20:14
                    To chyba za dużo powiedziane. Potrafię je sobie wyobrazić i je poczuć.
                    Rozmawiałam np. z dziewczyną nadużytą seksualnie w dzieciństwie właśnie o tym
                    strasznym wydarzeniu i czułam ogromny ból i cierpienie tak jakbym sama to
                    przeżyła. Podobnie rozmawiając z osobą bitą w dzieciństwie, no ale tu znam
                    wzorzec, bo sama byłam bita. To obejmuje nie tylko tak traumatyczne wydarzenia.
    • fleuret Re: pyt. do imagina 25.01.05, 12:51
      piszesz o stanie, w którym oddzielasz
      umysł od świadomości i podłączone są one
      niejako równolegle.
      Czy próbowałes na jawie odłączyc umysł i zanurzyc się
      w czystej świadomości? czy to mozliwe?
      ja bym miała pietra
      tchórzliwa fleur
      • hubkulik Re: pyt. do imagina 25.01.05, 13:59
        Tez cos sobie pozwole powiedziec. Moze Imagine doda swoje.

        To nie o to chodzi Fleuret. Opierasz sie na swoich wyobrazeniach. W czystej
        swiadomosci jest blogi spokoj, cisza wewnetrzna i zrozumienie.
        Odlaczenie umyslu to nie zniszczenie go, ale spokojne obserwowanie w relaksie
        przechodzacych mysli bez ingerowania w ten proces.
        Nie ma to nic wspolnego z: wychodzeniem z ciala, stanami paranoidalnymi,
        przerazonym dzieckiem, czy odlotem narkotycznym.
        Jest czyms bardzo zwyklym. Przypomina spokojne wykonywanie codziennych
        obowiazkow przez zwyklego czlowieka, albo spokojne fale morza obijajace sie o
        piaszczysty brzeg. Ot, wszystko wrocilo do normy. Umysl jest czysty. Czyli
        wolny od pomieszania.

        Pozdrawiam Hubert

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka