Dodaj do ulubionych

niepewność...

01.02.05, 13:21
postawilam chlopakowi ultimatum:albo sie bardziej zaangazuje albo to juz
koniec. zaznaczam,ze po 3,5 roku zwiazku. nastalo milczenie. powiedzial,ze
moze byc albo zbawiennie albo zabojcze i ze sam nie wie jaka decyzje
podejmie. to trwa na razie dobe a mnie juz nerwica rozsadza. czy ktos moglby
sie postawic w jego sytuacji i powiedziec mi jaka decyzje najpradopodobniej
podejmie?:(
Obserwuj wątek
    • or-ot Re: niepewność... 01.02.05, 13:37
      Tak albo nie:)
      Uspokoj sie Niespokojna. Teraz juz nic od Ciebie nie zalezy.
      Tylko, az - konsekwencja.
      • niespokojna3 Re: niepewność... 01.02.05, 13:40
        tak dobe twardo przetrwalam, ale juz sie lamie;(
        • kvinna Nie łam się, 01.02.05, 13:58
          jakkolwiek ktoś kiedyś powiedział, że wszelkiego rodzaju naciski (i pretensje)
          zabijają miłość...

          Ja poprzez działanie miałoby wyglądać jego większe zaangażowanie?
          Wyliczysz?
          • niespokojna3 Re: Nie łam się, 01.02.05, 14:02
            1.odprowadzanie do domu bez laski
            2.spotkania ze "chceniem" a nie od niechcenia
            3.interesowanie sie moimi studiami, bo wydaje mi sie,ze z moimi stresami
            zostaje sama:(
            4.wybieganie we wspolna przyszlosc dalej niz na 2 dni do przodu:(
            5.po prostu okazanie uczucia!!!
            • kvinna O, kurrrczę 01.02.05, 14:10
              Ad 1: To może nie chcieć odprowadzić?
              Ad 2: Proponujesz, a on kręci nosem?
              Ad 5: A konkretnie? Co miałby robić? Przytulać np.?

              Jak Ty mu okazujesz uczucie?
              • niespokojna3 Re: O, kurrrczę 01.02.05, 14:15
                czasami mu sie wydaje,ze jak jest ciemno a do przystanku tramwajowego mam 300m
                to przeciez nic mi sie nie stanie jak podejde;( jak mu sie chce to idzie, a
                czasem nie pomysli,ze ja moge sie bac.
                moze mojaa wina,bo ja sie przywzyczailam do widywania codziennie ui moze
                dlatego mu sie czasem nie chce?
                ja sie staram. wisze na telefonie jak zdaje egzamin, zekam czasem pod sala.
                wstane wzesniej abysmy jechali razem na uczelnie, nie pojde na wyklad, aby
                znalezc wolny czas na wspolny obiad, poczekam 3h na pociag abysmy wracali do
                domu razem. u niego na odwrot. robi to co mu jest na reke...:( nie zawsze tak
                bylo i to jest sedno sprawy. tak jest tylko ostatnio;(
                • kvinna Uj, 01.02.05, 14:21
                  przeczytaj swój post jeszcze raz.
                  Wyobraź sobie, że jesteś Twoim facetem.

                  Ja sobie wyobraziłam.

                  I...

                  Nadskakujesz mu. Opiekujesz się nim. Zamiast on Tobą (albo Wy sobą nawzajem).

                  Nie wiś na tym cholernym telefonie :-)
                  Oprócz niego naprawdę jest jeszcze życie. Odklej się od niego.
                  Masz innych znajomych?
                  Jakąś pasję?
                  Choćby fitness :-)
                  Nie widujcie się codziennie. Wypalicie się w trymiga...
                  • niespokojna3 Re: Uj, 01.02.05, 14:24
                    mam wszytsko co wymieniasz, ale ja wlasnie mam czas na wszystko i wszystkich:
                    nie zaniedbuje kolezanek, mam czas na nauke ktora mi dobrze idzie, duzo czasu
                    spedzam z rodzina, gram w siatke i zawsze myslalam,ze dobre uczucie to takie,
                    kiedy jest sie blisko i dzieli wszystkie problemy;(
                    • kvinna Ile godzin ma Twoja doba? 01.02.05, 14:26
                      Nie bywasz nigdy nim zmęczona?
                      Nie chcesz czasem pobyć sama?

                      Dzieli się problemy - tak, ale...może on niekoniecznie jest odpowiednią osobą?
                      • niespokojna3 Re: Ile godzin ma Twoja doba? 01.02.05, 14:28
                        doba ma 24h w tym 8h snu:) nie nie bywam nim zmeczona. bo oprocz uczucia laczy
                        nas wielka przyjazn! mam czas dla siebie i lubie byc czasem sama.jestem sama,
                        gdy on jest zajety, gdy jestem w mieszkaniu sama, a kolezanki na uczelni, kiedy
                        rodzice wyjada...
                        • kvinna Jednym zdaniem 01.02.05, 14:35
                          Nie macie czasu, aby za sobą zatęsknić.
                          • niespokojna3 Re: Jednym zdaniem 01.02.05, 14:36
                            wiesz to jest tak: ja jestem na pierwszym roku studiow i jestesmy razem w
                            miesxie dopiero od pazdzirnika. wczesniej 3 lata widywalismy sie tylko w
                            weekendy kiedy on wracal do domu. caly czas mowil,ze tylko czeka, az ja pojde
                            na studia bo wiele sie zmieni, bedziemy blizej, czesciej sie widziec, a teraz
                            widze,ze przez to wszystko sie sypie;(
                            • kvinna Bo potrzebny jest niedosyt! 01.02.05, 14:41
                              Pragnienie rodzi się z braku (za dziadziem Lacanem), a gdzie tu brak?
                              Ty jesteś na skinienie...
                              (bez obrazy)

                              Ucieknij mu dokądś (tylko nie mów, dokąd :-)
                              Idź sama do kina.

                              Umów się z kimś innym...
                              • niespokojna3 Re: Bo potrzebny jest niedosyt! 01.02.05, 14:44
                                aj czy ty nie przesadzasz? w malzenstwie tez umawiaja sie na randki i uciekaja
                                jak za czesto sie widza???
                                • kvinna Pasuję :-) 01.02.05, 14:45
                                  Nie, nie przesadzam :-)
                                  Powodzenia.
                    • inga29 Re: Uj, 02.02.05, 00:08
                      i tak to wlasnie jest ,po pieknych chwilach przychodzi codziennosc .albo
                      przywykniesz albo sie rozejdziecie.on sie zmieni ale tylko na chwile i znowu
                      bedzie tak samo ,a z reszta tacy sa prawie wszyscy faceci ,prawie jest garstka
                      tych z wielkim oddaniem ..........ale to pewnie geje:)
                      pozdrawiam
            • ida17 Re: Nie łam się, 01.02.05, 14:18
              Rozumiem Cię doskonale. Poradzilabym Ci , choć wiem ,że to bardzo trudne, nie
              czekanie na jego decyzje tylko podjęcie własnej.Bo znowu zrobi Ci łaskę , że
              jednak zostanie z Tobą, a Ty i tak nie będziesz czuć się z tym dobrze. Wiem , bo
              mam podobnie, ale też nie mam sily powiedzieć: "KONIEC".
              NIe znoszę kiedy mowi mi :"Wiesz, zastanawiam się czy dzisiaj przyjść..." , albo
              dzwoni i pół godziny o czyms opowiada ,a na końcu mówi :" Nie bądż zła, ale nie
              dam rady dzisiaj przyjść".A mieszka w tym samym mieście.Jest mi czasami smutno ,
              a nawet bardzo smutno , bo zależy mi na nim .Od czasu do czasu mówię mu ,że ja
              tego nie wytrzymam , bo kompletnie nie czuję ,ze tez CHCE .Na chwilę jest lepiej
              , ale potem znowu to samo.
              • niespokojna3 Re: Nie łam się, 01.02.05, 14:21
                moja jest taka,ze ja wierze w to,ze byloby nam dobrze. w koncu bylo przez ponad
                3 lata! tylko on musi wykazac chec i dlatego to on musi zdecydowac
                czy "podpisuje zobowiazanie" czy tez nie
            • hsirk Re: Nie łam się, 01.02.05, 16:50
              > 1.odprowadzanie do domu bez laski


              naprawde musisz mu zawsze zrobic laske za to, ze Cie odprowadzil?


              fatalnie...
    • majaa3 Re: niepewność... 01.02.05, 14:14
      Dobrze zrobiłaś - tylu ludzi tkwi w niesatysfakcjonujących do końca związkach z
      obawy przed samotnością i kilkoma innymi rzeczami. Rozumiem niecierpliwość, ale
      cokolwiek on postanowi - będzie dobrze. Jeśli zostanie - zastanowi się i będzie
      musiał zmienić swój stosunek do Ciebie, jeśli odejdzie - to znaczy, że nic by z
      tego nie wyszło na dłuższą metę.
      Nikt Ci nie powie, co on postanowi (za malo danych), ale niekoniecznie nacisk
      zabija uczucie. Niektórymi osobnikami trzeba porządnie potrząsnąć - dopiero
      wtedy zaczynają zdawać sobie sprawę, na czym im naprawdę zalezy.
      Powodzenia
      • niespokojna3 Re: niepewność... 01.02.05, 14:17
        czy wedlug ciebie tym wstrzasem jest wlasnie moje ultimatum???
        • majaa3 Re: niepewność... 01.02.05, 14:31
          dokładnie ono. a do tego nie okazuj mu że czekasz z sercem w gardle na jego
          decyzję. niech zacznie myśleć, że jeśli nic nie zmieni - może Cię stracić. może
          on jest zmęczony tym, że zawsze jesteś dla niego, brak mu swobody. zmuś go, żeby
          to on zaczął się starać. jak? może sama nie staraj się aż tak bardzo...?
          • niespokojna3 Re: niepewność... 01.02.05, 14:33
            jezu nie starac sie tak bardzo? czy w tym wypadku zwiazki moich kolezanek,
            ktore maja z facetami cudownie, to tylko fikcja na zewnatrz?
            • majaa3 Re: niepewność... 01.02.05, 15:02
              nie widzę związku, może te koleżanki są w zupelnie innej sytuacji...
              chodzi tylko o to, żeby on nie czuł, ze wszystko ma bez żadnego wysiłku. a jesli
              Ty się bardzo starasz, on już niejako nie musi. bardziej nam zależy na
              rzeczach/ludziach, o które musimy walczyć - podstawowa zasada psychologiczna.
              • niespokojna3 Re: niepewność... 01.02.05, 15:12
                pewnie wszyscy macie racje. ja sie bronie...ze strachu:( chyba musi do mnie
                dotrzec,ze co ma byc to bedzie...
    • psychoguru Radosc z decyzji 01.02.05, 21:56
      niespokojna3 napisała:

      > postawilam chlopakowi ultimatum:albo sie bardziej zaangazuje albo to juz
      > koniec. zaznaczam,ze po 3,5 roku zwiazku. nastalo milczenie. powiedzial,ze
      > moze byc albo zbawiennie albo zabojcze i ze sam nie wie jaka decyzje
      > podejmie. to trwa na razie dobe a mnie juz nerwica rozsadza. czy ktos moglby
      > sie postawic w jego sytuacji i powiedziec mi jaka decyzje najpradopodobniej
      > podejmie?:(

      Nie wiadomo ale wbrew pozorom to nie ma w tej sytuacji tak decydujacego
      znaczenia jak twoja decyzja. Stawiajac ultimatum (pozno bo pozno ale zawsze)
      nie dalas sie jednak ostatecznie wmanipulowac w degenerujacy uklad. Jest to
      powod do radosci i powinnas sie cieszyc jak ktos komu udalo sie wydostac z
      pulapki.

      Jest tak ze obecnie faceci sa jak misie to znaczy lubia doskoki na miodek a nie
      maja ochoty na budowe ula. Nie musi to oznaczac ze wszyscy sa be, po prostu
      nikt sie nie chce wysilac jak nie musi. Dlatego zrobilas to co nalezalo zrobic
      i cokolwiek bedzie powinnas byc zadowolona. Jezeli facet sie zdecyduje
      pozytywnie to bedziesz super zadowolona a jezeli nie to bardzo zadowolona z
      tego ze nie pozwolilas na marnowanie czasu bez perspektyw. Nerwica jest
      niepotrzebna, to tylko wyraz podswiadomego leku przed decyzja podczas gdy
      swiadomie masz jak widac wszelkie powody do spokojnego zadowolenia.
    • hubkulik Re: niepewność... 02.02.05, 06:41
      Bardziej zaangazuje - to troche ogolnikowe.
      Jak by byl konkret, to by chyba latwiej bylo w te albo we wte.

      Pozdrawiam Hubert
      • marta6991 Re: niepewność... 02.02.05, 22:00
        Moim zdaniem ten związek się rozpadnie.
        Dlaczego?
        Najwyraźniej nie pasujecie do siebie pod względem potrzeby bliskości, Tobie
        marzy się raczej ktoś, komu będzie bardziej zależało, a tego nie da się zdobyć
        za pomocą ultimatum - to leży w naturze człowieka. Za pomocą ultimatum możesz
        skłonić go do tego, że będzie UDAWAŁ, że mu zależy bardziej.

        Szczególnie kuriozalne jest dla mnie to, że chcesz by odprowadzał Cię bez łaski,
        inaczej mówiąc - chcesz by ukrywał swoje prawdziwe uczucia - czyli niechęć do
        odprowadzania Cię na przykład, a mówiąc bardziej ogólnie - niechęć do starania
        się bardziej.

        Popieram jednocześnie zdanie tych, że to dobrze, że postawiłaś mu ultimatum - to
        jest Twój milowy krok na drodze do bycia sobą i walczenia o to by Twoje potrzeby
        były zaspokajane. Pokazałaś w ten sposób jemu i sobie, że jesteś dla siebie
        samej ważna i pragniesz być szanowana. Niestety - nawet gdy pod presją ultimatum
        on się zgodzi to scenariusz w 98 przypadkach na 100 jest możliwy do przewidzenia
        - chwila poprawy, potem powrót do poprzedniego modus operandi, kolejne ultimatum
        i da capo.

        W następnym związku radzę komunikować się z partnerem na bieżąco ujawniając
        swoje negatywne emocje i nie stosować ultimatów bez naprawdę poważnych sytuacji...

        Pozdrawiam serdecznie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka