Dodaj do ulubionych

Separacja pod jednym dachem :-(

26.06.02, 12:50
Mój mąż niedawno poznał inną kobietę. Myślę że mnie nie zdradził, bo ..jeszcze
nie zdążył.Ale emocjonalnie jest b. daleko ode mnie i jest zaangażowany w tę
nową znajomość.Był to dla mnie szok.W rezultacie po tym co się stało jednak
postanowiliśmy żyć osobnym życiem ale nie przeprowadzać na razie rozwodu ze
względu na dziecko, kredyty itd.
Wiem że nic już z tego związku nie będzie bo przestałam liczyć się dla męża,
mimo to jednak czuję sie okropnie : zraniona, oszukana(nic mi nie powiedział o
tej drugiej, myślę że chciał prowadzić podwójne życie, dowiedziałam się
przypadkowo, zadzwoniła na komórkę którą odebrałam ).
Proszę o rady i doświadczenia osoby które przechodziły podobne piekło- jak
sobie poradziłyście, ile czasu minęło zanim zaczęłyście normalnie
funkcjonować.Pomyślcie-jak odseparować się emocjonalnie od człowieka z którym
się mieszka pod jednym dachem i który wbił szpilę prosto w serce :-(((
Obserwuj wątek
    • Gość: kamfora Re: Separacja pod jednym dachem :-( IP: 62.29.248.* 26.06.02, 12:57

      Mysle, ze powinnas sprobowac jednak ratowac to malzenstwo.
      Odczuwasz jego zdrade jak szpile w serce - a wiec nie jest Ci ten
      czlowiek obojetny...Sa rozne osrodki terapii malzenskiej.
      Moze warto?

      Pozdrawiam
      • Gość: Nell Re: Separacja pod jednym dachem :-( IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 26.06.02, 13:01
        Gość portalu: kamfora napisał(a):

        >
        > Mysle, ze powinnas sprobowac jednak ratowac to malzenstwo.
        > Odczuwasz jego zdrade jak szpile w serce - a wiec nie jest Ci ten
        > czlowiek obojetny...Sa rozne osrodki terapii malzenskiej.
        > Moze warto?


        W tym caly ambaras, zeby dwoje chcialo naraz...
        pozdrawiam:)
        >
        > Pozdrawiam

      • Gość: Kim Re: Separacja pod jednym dachem :-( IP: 213.77.91.* 26.06.02, 13:04
        To, że zdrada boli nie jest dowodem, że się go kocha! To boli, ale nie jest
        dowodem miłości!!
        Mieszkałam kiedyś z mężem, kiedy już się wszystko wypaliło, skończyło, bez
        nadzieii.
        I to jest bardzo trudne, niszczy, wykańcza...
        Nie potrafiłam tak żyć.
      • johana13 Re: Separacja pod jednym dachem :-( 26.06.02, 13:14
        Dzięki za odpowiedź. Moj mąż o żadnej terapii nie chce słyszeć.Zresztą co tu
        ratować - i jak skoro on już nie chce a ja też nie należę do osób, które
        potrafią prosić, zresztą w tej chwili czuję się strasznie, a on ma mnie w d...
        tylko jest wściekły o to że akutat dał mi WTEDY swoją komórkę i że ta
        dziewczyna siłą rzeczy dowiedziała się o mnie i też była w szoku. Czy warto
        zabiegać o takiego człowieka???? Ja muszę tylko jakość przeżyć ten straszny
        czas, dlatego proszę Was o pomoc-jak sobie poradzić z żalem, bólem, poczuciem
        krzywdy itd. :*-(((
        Acha i jeszcze jedno-jest to o tyle wstrząsające że ten człowiek, czyt.mąż
        przez 6 małżeństwa zachowywał sie jak cichy domator z kompleksami i NIGDY W
        ŻYCIU bym się nie spodziewała że będzie go stać na coś takiego !!!!
        • Gość: kamfora Re: Separacja pod jednym dachem :-( IP: 62.29.248.* 26.06.02, 13:21

          Czy mozna przestac kochac kogos, bo popelnil blad, zdradzil...

          Jezeli kochasz - walcz o Wasze malzenstwo.

          Jezeli nie kochasz - to w czym problem? Przeciez wtedy mieszkanie pod
          jednym dachem to tak, jak wynajmowanie obcemu pokoju...
          • Gość: Kim Re: Separacja pod jednym dachem :-( IP: 213.77.91.* 26.06.02, 14:41
            Można walczyć o małżeństwo, ale we dwoje?
            Czy jest sens walczyć z mężem?
            • Gość: kamfora Re: Separacja pod jednym dachem :-( IP: 62.29.248.* 26.06.02, 14:54
              Gość portalu: Kim napisał(a):

              > Można walczyć o małżeństwo, ale we dwoje?
              > Czy jest sens walczyć z mężem?

              Nie wiem, o co pytasz.
              Czy to do mojej wypowiedzi?
              • Gość: Kim Re: Separacja pod jednym dachem :-( IP: 213.77.91.* 26.06.02, 15:03
                To były moje wynurzenia do tego co pisałaś: jeśli się kocha, to trzeba walczyć
                o małżeństwo.
                MAsz rację, ale o małżeństwo trzeba walczyć razem.
                Jak walczyć z kimś, kto chce odejść?
                Prosić, przekonywać?
                • Gość: kamfora Re: Separacja pod jednym dachem :-( IP: 62.29.248.* 26.06.02, 15:09

                  No, ale ja napisalam o osrodkach terapii malzenskiej.

                  I, ze jesli autorce watku zalezy na mezu, jezeli go kocha - to
                  powinna walczyc o to, zeby go przekonac do tej terapii.
                  Maja dziecko, male, na ktorym im zalezy.
                  Zdecydowali sie na wspolne zamieszkiwanie.

                  Zraniona duma akurat jest niedobrym doradca.

                  (a z tego, ze maz chcial ukryc swoja nowa znajomosc tez mozna wnioskowac,
                  ze jeszcze mial/ma nadzieje na dalsze wspolne zycie)
                  • Gość: Kim Re: Separacja pod jednym dachem :-( IP: 213.77.91.* 26.06.02, 15:51
                    Sądzę, że gdyby miał nadzieję na dalsze wspólne życie, to by nie zaczynał nowej
                    znajomości...
    • kwieto Re: Separacja pod jednym dachem :-( 26.06.02, 13:06
      Albo jestem skrzywiony, albo... wszedzie wesze okienko... Szczegolnie ze nick
      ten sam co ma dziecko ktore jest i synkiem i corka jednoczesnie...
      • Gość: Nell Re: Separacja pod jednym dachem :-( IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 26.06.02, 13:13
        kwieto napisał(a):

        > Albo jestem skrzywiony, albo... wszedzie wesze okienko... Szczegolnie ze nick
        > ten sam co ma dziecko ktore jest i synkiem i corka jednoczesnie...

        Kwieto, a co z tym okienkiem??? Zaintrygowales mnie...:)
      • Gość: OLT Re: Separacja pod jednym dachem :-( IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 26.06.02, 13:14
        ufff!
        dzieki ;-)))
        bo juz myslalam ze to ze mna zle...
        • proo Re: Separacja pod jednym dachem :-( 26.06.02, 13:19
          Ależ się wyroiło ... sezon ogórkowy?? :-))

          pozdrawiam Kwieto i OLT.
          proo
        • johana13 do kwieto 26.06.02, 13:22
          lepiej sam sobie wyjrzyj przez to swoje durne okienko!!!
          O co ci chodzi człowieku. Ludzie piszą o swoich problemach na forum bo bdąc
          anonimowym lepiej można wywalić to co boli, zresztą na pewno "spotka" się osoby
          z podobnymi doświadczeniami. Zastanawiam się czemu ma służyć Twoja ironia czy w
          wyśmiewanie się z ludzi to twój sposób odreagowania???
          Jeśli mój problem cię nie dotyczy i nic nie masz mi do powiedzenia oprócz
          jakichś bzdur to żegnam i proponuję byś poszedł się przewietrzyć na werandkę.
          • kwieto Re: do kwieto 26.06.02, 13:31
            Cytuje:

            bycie ze soba z rozsądku i konieczności
            Autor: Gość portalu: johana13
            Data: 24-06-2002 12:53

            adres: *.stat.gov.pl
            ------------------------------------------------------------------------
            Jestem wtym związku 7 lat, mamy 5-letniego synka.
            ^^^^^^^^^^^^^^^^^
            Problem polega na tym że nic do siebie nie czujemy ale oboje bardzo kochamy
            ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
            synka i ze względu na niego tkwimy w tym "związku".
            ^^^^^
            [Ciach]

            nic nie wspomniał o żonie i córce(owa Ania była po prosu zaszokowana gdy
            ^^^^^^^^^^^^^
            usłyszała mo głos w słuchawce)....

            ___________________________________
            No to wreszcie syn, czy corka?
            Dziwisz sie teraz, ze to co piszesz jest malo wiarygodne?
            • kwieto Ups, podkreslenia sie przesunely, 26.06.02, 13:34
              Poprawione:


              > Cytuje:
              >
              > bycie ze soba z rozsądku i konieczności
              > Autor: Gość portalu: johana13
              > Data: 24-06-2002 12:53
              >
              > adres: *.stat.gov.pl
              > ------------------------------------------------------------------------
              > Jestem wtym związku 7 lat, mamy
              > 5-letniego synka.
              > ^^^^^^^^^^^^^^^^^
              > Problem polega na tym że nic do siebie nie czujemy ale
              > oboje bardzo kochamy synka i ze względu na niego tkwimy w tym "związku".
              > ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
              > [Ciach]
              >
              > nic nie wspomniał o
              > żonie i córce(owa Ania była po prosu zaszokowana gdy usłyszała mo głos w
              > ^^^^^^^^^^^^^
              > słuchawce)....
              >
              > ___________________________________
              > No to wreszcie syn, czy corka?
              > Dziwisz sie teraz, ze to co piszesz jest malo wiarygodne?

              • Gość: Rachele Re: kwieto IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.06.02, 13:44
                Ty rzeczywiscie masz problemy i urojenia.Nawet jesli jest tak jak sugerujesz
                to istotny jest problem a nie kogo on dotyczy.
                • kwieto Re: kwieto 26.06.02, 13:47
                  Tylko pytanie czy w ogole jest problem? Tak mi sie wydaje, ze komus sie nudzi,
                  a problem jest wylacznie w jego glowie
              • johana13 ups to ta sama sytuacja... 26.06.02, 13:52
                Przecież to ta sama sytuacja!!!! Koniecznośc mieszkania pod jednym dachem ze
                względu na synka, kredyty brak miejsca gdzie można się wyprowadzić!!!
                Małżeństwo z rozsądku, ale dokąd był constans, było spoko i bezpiecznie. A tu
                nagle ... i boli, bardzo boli.
                Więc daj mi spokój bo już mi wystarczy twojego wsparcia :-(((. Acha, jeszcze
                jedno : agdzie w tym wszystkim okienko i córka :-(((( !!!!
                • Gość: OLT johana - okienko, wyjasniam jak moge ;-) IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 26.06.02, 14:14
                  kultowy watek wyznaczajacy standardy okienek to "seks przez przypadek i wielki
                  bigos zyciowy"

                  www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?
                  dzial=0511&forum=210&wid=1887690&aut=rozwodka_z_dziecmi&aid=1887690


                  co do corki - przeczytaj raz jeszcze co napisal kwieto
                  • johana13 co to za wyjaśnienie??? 26.06.02, 15:11
                    nie wiem co to za wyjaśnienie?? cytujesz jakieś słowa, no i co z tego.Nie o
                    taką pomoc mi chodziło. Proponuję Ci przenieść się do innego wątku, bo tu już
                    wystarczy.
                    Czekam na ludzi w takiej sytuacji jak moja :-(
                    • thadd Re: johanna 26.06.02, 18:44
                      Bez wzgledu na to czy jest to sytuacja wymyslona czy nie ,ja juz tkwie w czyms
                      takim od ponad 4 lat i wylacznie dla dobra mojego najwspanialszego pod sloncem
                      syna.
                      • Gość: xxx Re: johanna IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.06.02, 22:01
                        hmm a ja jestesm niestety lepsza o ciebie
                        w tym ukladzie tkwie juz 14 lat...zyje sie bardzo bardzo trudno..czasem nie
                        mam juz sil..ale jeszcze tylko pare lat i bede mogla odejsc..dzieci beda juz
                        odchowane..
                        • Gość: z_z_z Re: johanna IP: *.net.autocom.pl 26.06.02, 22:32
                          wytlumaczcie mi,jakie tu jest dobro dzieci.Przeciez same sie oszukujecie,ze
                          zyja one w szczesliwej,kochajacej sie rodzinie...To nieprawda,ucza sie
                          obludy,zaklamania,no moze troche tolerancji(jak sie nie pozabijac tkwiac w
                          chorym ukladzie).
                          Mieszkam sama z dziecmi,facet sie rok temu wyprowadzil,bo chcial tworzyc sobie
                          zycie na nowo,w stosunku do mnie zachowywal sie obrzydliwie(juz po wyprowadzce).
                          No i teraz nagle chce wracac,bez slowa wyjasnienia badz przeprosin,po prostu
                          mowi,ze dla dobra dzieci zamieszka z nami.Przedstawia mi cala liste
                          obowiazkow,ktore bede miala,bo"przeciez jestem twoim mezem,a meza trzeba
                          obslugiwac".Wczesniej nie mial takich pogladow.
                          Kochanka go rzucila,stracil prace,nie ma sie gdzie podziac,najprostsze
                          wyjscie,to aktualna malzonka i wprowadzenie w zycie teorii:place_wiec_wymagam.
                          Nie mam zamiaru sie na to zgadzac,nie dam sobie mydlic oczu zadnym dobrem
                          dzieci.
                          Teraz maja spokojne zycie,bez
                          klotni,awantur,zlosliwosci,szczesliwa,zrelaksowana mame,po co to zmieniac?
                          Ich ojciec widzial sie z nimi ostatnio w grudniu zeszlego roku,jakos nie
                          wykazywal checi na spedzanie czasu z maluchami.Mial inne rozrywki.
                          Mlodszy,majacy 1,5 roku,nie zna go.
                          Wiem,ze jestem do niego negatywnie nastawiona,ale ciekawe czy znajdzie sie ktos
                          na tym forum,kto wierzy w jego dobre checi i wytlumaczy mi,ze dla dobra dzieci
                          warto sie z nim meczyc.

                          Pozdrawiam serdecznie
                          zadowolona_z_zycia
                          • Gość: unknown Re: z..z..zz IP: *.travelers.com 26.06.02, 23:04
                            absolutnie nie warto sie meczyc w ten sposob dla dobra dzieci, czyli zgadzac
                            sie na powrot tego "bezhonorowca", ktory jeszcze smie stawiac warunki.....
                            nie do uwierzenia...
                            nie poddawaj sie,
                            serdecznie pozdrawiam
                            u
                      • johana13 dzięki Wam 27.06.02, 10:06
                        za odpowiedź.Łatwo powiedzieć -odejdź, ale jak nie ma gdzie ?. W grudniu
                        odebraliśmy nowe śliczne mieszkanie na które zapożyczyliśmy się na 10 lat, więc
                        sprzedaż nie wwchodzi w grę :-( .Dziecko czuje się kochane przez Niego i przeze
                        mnie,choć fakt - nie widzi więzi między rodzicami.
                        Skoro Wy wytrwałyście 4, a nawet 14 (!) lat to może i mnie się uda.Napiszcie ,
                        po jakim czasie minął ten ból i uczucie zranienia i jak mam sobie teraz pomóc?
                        Nie mogę patrzeć na facetów chyba zdecydowana większość jest taka podła (
                        przepraszam tych którzy są inni).
                        • _viva Re: dzięki Wam 27.06.02, 10:34
                          Johanko,

                          Jesli mimo wszystko Twoje uczucia do męża nie słabna a Ty wiesz, ze znów
                          moglibyście razem być, nie poddawaj się. Tak, to mozliwe. Takie związki bardzo
                          rówznie się kończą, jak ten, w którym uczestniczy Twój mąż. Może szybko okazać
                          się, ze znów będziecie razem.
                          Trzymaj sie:)i nie poddawaj.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka