Dodaj do ulubionych

normalnie, optymizm nie z tej ziemi:(

06.05.05, 19:47
Tak, nażrę się dzisiaj do syta, aż mnie brzuch będzie bolał. Wszystkich
pyszności, które uwielbiam. Rodzice będą dziwnie patrzeć, ale o tam. A od
jutra znowu z rana herbatka, na obiad mało. I tu są dwie wersje:
optymistyczna i pesymistyczna. Pierwsza: do końca dnia będzie w porządku,
będę jeść rozsądnie. Druga wersja: z godzinę po obiedzie zjem pajdę chleba z
grubą warstwą margaryny (mniam mniam - taką właśnie teraz pakuję w siebie) po
czym stwierdzę że muszę zrobić sobie następną i następną, a potem dojdę do
wniosku, że skoro i tak już tyle zjadłam dziś to się nażrę do syta itd....
Obserwuj wątek
    • trycka Re: normalnie, optymizm nie z tej ziemi:( 06.05.05, 22:59
      Czemu to piszesz?
      • ikka brawo, trycka, dobre pytanie 07.05.05, 20:52
        • trycka Re: brawo, trycka, dobre pytanie 07.05.05, 23:40
          Jesli czytam cos takiego to prypominam sobie czas kiedy myslałam i robiłam podobnie...kiedys na rozne trudne sytuacje,bo rozumiem ,ze autorka tematu taka przezywa rowniez reagowałam nadmiernym jedzeniem.
          W tej chwili juz wiem,ze sprawy ,ktore mi nie odpowiadaja musze zmieniac.Wkraczam do akcji,cos robie,a nie jem...Jedzenie to brak poczucia,ze mozna cos zrobic ,zmienic.sprobujcie kiedys porozmawiac o czyms co Wam nie odpowiada,powiedziec komus o co wam chodzi i co jest nie tak.Zwykle stresowały mnie kontakty z ludzmi,na nich sie denerwowałam...Gdy zaczełam sie otwierac uwierzyłam,ze tak nie musi byc,ze dogryzam sobie ,a nie komus...Jak jem to robie tylko i wyłacznie sobie krzywde,nikomu innemu,a ja nie chce sie krzywdzic i byc z siebie niezadowolona.
          Wprowadziłam zmiany w moim zyciu,cos udalo sie zrobic,wywalczyc i uwierzyłam,ze moge,ze mam siłe,ze nie jestem bezbronna istota.potrafie walczyc juz o swoje zdanie...Nie zawsze starczas sił,ale raczej tak:).
          Najwazniejsze -zastanwiam sie czemu jem i co moge zrobic,zeby nie dopuszczac do sytacji,w ktorych jem.Rozwiazuje sytacje ,układam kontakty z ludzmi tak,zeby mi odpowiadały,mowie co jest nie tak i jestem konsekwentna.Po drugie unikam okazji najedzenia sie,bo jeszcze sobie nie wierze...:)
          Teraz gdy sie zdenerwuje analizuje sytuacje.Wiem,ze jak sie najem to czuc sie bede jeszcze gorzej...nieraz sie popłacze,nieraz martiwe sie strasznie ale jedzenie nie słuzy mi do uwalniania moich emocji,do kojenia nerwow,do uciszania swojego JA...
          • ikka Ślimaczku, 08.05.05, 17:27






            • ikka Wspinaj się na górę Fuji, 08.05.05, 17:28
              • ikka Ale powoli, powoli! 08.05.05, 17:29

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka