Dodaj do ulubionych

Jak sobie poradzić?

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.01, 21:34
Jak sobie poradzić z odejściem faceta? Rozumowo i rozsądnie wiem że to kawał
drania i dla mnie lepiej że tak się porobiło,ale tak za nim tęsknie że wszystko
we mnie się wydziera!Za to jeszcze nienawidzę siebie,bo jak mozna być tak
głupim.Tylko bez rad w stylu czas leczy rany, 3 mc to juz powinno przejść,no
nie?
Obserwuj wątek
    • Gość: jaro Re: Jak sobie poradzić? IP: 172.30.23.* / *.zgrudna.kghm.com.pl 02.07.01, 09:10
      Spotkania z innymi ludźmi, szczególnie te bliższe i intymne kształtują ns,
      saszą osobowość. Tak więc postawienie problemu już 3-miesiące jakby tego nie
      dotyczyło. Mimo wszystko jest to ślad na całe życie, inna rzecz kiedy przestaje
      to boleć... Bywa że kilka lat, bywa że nawet oddzywa się w innych związkach.
      Inna rzecz, że jest to zawsze wyzwanie dla dojrzałości, trzeba je jakoś w
      budować w historię swojego życia, w swoistą mitologię własnej przeszłości. O
      ile nie przechodzi to w sposób banalny, to raczej oznaka zdrowia psychicznego,
      że stać Cię nadal na głębsze związki. Gdyby wszystko przechodzło "od ręki"
      można by się obawiać spłycenia osobowości. Nie ma powrotu do stanu
      poprzedniego, ale takie wlaśnie przeżycia budują dojrzalość, pozwalają otworzyć
      się na przyszłość. Im szybciej spróbujesz wejść na "następny, wyższy poziom"
      swojego rozwoju, tym szybciej przyjdzie uspokojenie. Też to znam, i chyba mało
      kto nie ma podobnych doświadczeń. Powodzenia.
      • Gość: Malwina Re: Jak sobie poradzić? IP: *.abo.wanadoo.fr 02.07.01, 11:05
        Zapanowala taka moda na tym forum , trzeba koniecznie przylepic inna plec piszacym, wiec i ja nie
        chcac zostac w tyle jako komentarz powiem ze jaro jest pewnie kobieta (i to jest komplement !!!) ;-)
        • Gość: ameba Re: Jak sobie poradzić? IP: 195.117.174.* 02.07.01, 11:10
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          &#62 Zapanowala taka moda na tym forum , trzeba koniecznie przylepic inna plec pisza
          &#62 cym, wiec i ja nie
          &#62 chcac zostac w tyle jako komentarz powiem ze jaro jest pewnie kobieta (i to jes
          &#62 t komplement !!!) ;-)


          A Skłodowska - Curie?
          • Gość: w Re: Jak sobie poradzić? IP: *.3miasto.net 19.07.01, 12:03
            w
        • Gość: jaro Re: jaro to kobieta IP: 172.30.23.* / *.zgrudna.kghm.com.pl 02.07.01, 12:03
          To miłe z Twojej strony :))
          są co prawda Jarki (f) i Jarki (m), ten Jarek i ta Jarka.
        • Gość: z Re: Jak sobie poradzić? IP: *.3miasto.net 19.07.01, 12:02
          z
      • Gość: Kizi Re: Jak sobie poradzić? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.01, 10:37
        Dzięki Jaro za dobre słowa,ale fakt że to wzbogaci moja osobowość jakos mnie
        nie pociesza i nie zmniejsza bólu.Może jakieś konkretne sposoby?
        ps.naprawde jesteś kobietą?
        • Gość: Malwina Re: Jak sobie poradzić? IP: *.abo.wanadoo.fr 03.07.01, 10:47
          Mam pomysl - ale trzeba koniecznie posiadac dume (w duzej ilosci) aby to podzialalo. Ja tez nienawidze
          siebie za glupote, powiem wiecej : byc z kretynem wychodzi na to ze jest sie kretynka - to obraza !
          Trzeba zmobilizowac samoobrone, dume i godnosc (nawet do przesady ! ) i zamiast nienawidziec sama
          siebie (ile mozna !) , trzeba nienawidziec faceta. Po tym etapie (musi byc intensywny wiec
          wyczerpujacy, wiec krotki) przychodzi obojetnosc (nic sie nie chce i to jest jeszcze gorzej !) a po
          obojetnosci - zycie.
          No, ale to wszystko teoretyczne ....
          Powodzenia
          ("ah moj mily Augustynie wszystko minie minie minie")
          • Gość: Kizi Re: Jak sobie poradzić? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.01, 11:34
            Świete słowa! Ale ja go nienawidzę, aż kości trzeszczą, ale tylko wtedy gdy go
            nie widzę!Sęk w tym,że nie mogę go nie widywać/razem parcujemy/.Wpakowanie się
            w taki układ było z mojej strony idiotyzmem/to mnie nie pociesza/ale stało się
            i trudno.Próbowałam go zgnębić słuzbowo,żeby się wściekł i wtedy byłby bardzo
            nieprzyjemny i może nie mogłabym na niego patrzećNiestety nic z tego nie
            wyszło,bo jak tylko widzę,że przeze mnie jest wkurzony to tak strasznie mi go
            żal...i kółko się zamyka.Pracy zmienić nie mogę,jego do zmiany nie mogę
            skłonić,chyba przydałoby mi sie wiadro zimnej wody na łeb!
    • Gość: jaro Re: Jak sobie poradzić? IP: 172.30.23.* / *.zgrudna.kghm.com.pl 04.07.01, 06:15
      Sprawdziłem rano w lustrze, jeszcze nie stałem się kobietą.
      A wracając do tematu, związki z ludźmi w mojej opinii charakteryzują się
      lojalnością. Można posiadać wiele różnych ciekawych znajomości. To, że spośród
      wielu sympatii, przyjaźni, oczarowań wyróżnia się specjalnie jakąś jedną
      konkretną - to sprawa lojalności, a nie siły uczuć. W przypadku, kiedy ta
      lojalność została naruszona, przestała istnieć, to sprawa jest jasna, nawet
      jeżeli jakaś nić sympatii pozostała, bo z reguły przecież pozostaje. Dlaczego
      Wy, kobiety w takich sytuacjach chcecie się odgrywać, chcecie, żeby ktoś uznał
      waszą rację moralną? Ja decyduję na swój rachunek. Sympatia, podziw zostaje,
      natomiast wewnątrz coś się zmienia, ktoś zostaje oznaczony jako "nielojalny
      wobec mnie" i już, nie mam żadnych zobowiązań. Inna rzecz, że można zmienić
      zainteresowania, inne towarzystwo itd, ale to rzeczywiście takie "rady"
      niewiele wnoszą. Powodzenia
      • Gość: Thades Re: Jak sobie poradzić? IP: 10.2.0.* / *.teta.com.pl 12.07.01, 12:49
        Całkowicie sie z toba zgadzam
    • Gość: gadula Re: Jak sobie poradzić? IP: *.ym1.on.wave.home.com 05.07.01, 14:23
      Czy mogłabyś nam powiedzieć dlaczego uważasz,
      ze z niego jest kawał drania?
      • Gość: Kizi Re: Jak sobie poradzić? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.07.01, 22:57
        A tak mogę powiedzieć czemu nie.Nie jest draniem dlatego że mnie zostawił, bo
        wymagać od kogoś aby panował nad swoimi uczuciami jest szaleństwem i
        niemożliwością.Jest draniem bo zrobił to w sposób najgorszy z możliwych metodą
        uników i wykrętów.Np.twierdzil że nie może się ze mną spotkać bo musi iść do
        Banku /a zwykle spotykaliśmy się po 20:00/itp.głupoty.Jak chciałam z nim o tym
        porozmawiać to oświadczył mi że nie ma o czym bo z jego strony nic się nie
        zmieniło,ja jestem przewrażliwiona a on ma dużo obowiązków. Myślę że on chciał
        żebym się obraziła i zerwała z nim i wszystko byłoby ok.a jeśli ja nie chcę
        palić mostów to jeszcze lepiej.Więc ja wylałam milion łez w poduszkę i tak od 3
        mc.Czy to nie draństwo? Dzięki Jaro za dobre słowa, chyba trafiłeś w samo
        sedno.To boli najbardziej nielojalność.Tylko właściwie co to jest w związkach
        uczuciowych? Wierność? Dotrzymywanie słowa? Jeszcze coś innego?
        Dobrej nocy /i nie samotnej/wszystkim.
        • Gość: Hanna Klin klinem - jedyne wyjście! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.01, 23:19
          I do tego bardzo skuteczne. Miłość miłością - i koniec. Jedyny sposób, żeby
          się odkochać, to po prostu zakochać sie w kimś innym. Chocby nieszczęśliwie.
          Wiem, że w tym momencie wydaje sie to niemozliwe, ale obiektywnie patrząc, to
          jest przecież całkiem realne.
          Trzy lata temu miałam taki sam problem. Mój drań był jeszcze gorszy od
          twojego. Na początku wytrwale mnie podrywał, przynosił kwiatki, codziennie
          dzwonił itd., a gdy już się w nim zakochałam, dowiedziałam się, że cały czas
          mieszkał z kobietą. W pewnym momencie powiedział mi, że będzie szczęśliwym
          tatusiem - i od tej pory przestał mnie zauważać. Dodam jeszcze, że pracowaliśmy
          razem, tak jak wy. Cały świat się zawalił! Koszmar.
          Udało mi sie w nim odkochać właśnie dzieki nowej miłości. Najpierw na siłę
          zaczęłam częściej bywać wśród ludzi, poznawać nowych znajomych (choć wcale nie
          miałam na to ochoty!). Aż zainteresowałam sie kimś. Na początku czysto
          platonicznie. Powoli zapominałam o draniu, coraz częściej myslałam o tym
          drugim. W końcu naprawdę zakochałam się w nim. I okazało się, że szczęśliwie!
          Powodzenia, Kizi! Czas może i leczy rany, ale najlepiej samemu zacząć się
          leczyć. Trzymaj się.
        • Gość: jaro Re: Jak sobie poradzić? IP: 172.30.23.* / *.zgrudna.kghm.com.pl 07.07.01, 07:11
          Przepraszam, że znowu walnę cytatem, ale już mam taki feler pamięci, że za dużo
          przeczytanych rzeczy pamiętam, ale niejaki Antoine de Saint Exuperu
          w "Twierdzy" rąbnął wprost, że boli nie miłość, ale rządza posiadania. To tak
          na marginesie.

          Wracając do tematu, to piszesz, że nie można stawiać wymagań co do uczuć.
          Zasadniczo tak jest, nie jesteśmy odpowiedzialni do końca za swoje uczucia.
          Jednak nie wymagać od faceta (nie dziecka i nie chlopczyka), żeby panował
          przynajmniej nieco nad swoimi uczuciami, to częste nieporozumienie kobiet
          względem mężczyzn. Nie chodzi o karykaturalne "mężczyźni nie płaczą" którym nas
          indoktrynują tatusiowie dyletanci. Nie chodzi o bezpośrednie zmuszanie się do
          czegośkolwiek. Uważam,że dojrzały facet potrafi wychowywać swoje uczucia, mieć
          cel do którego dąży w postaci pewnej wrażliwej równowagi emocjonalnej. To co
          jedni faceci objawiają w formie swoistego rozdwojenia w życiu praktycznym i
          emocjonalnym, to właśnie powinno u porządnego faceta być "buforem" pomiędzy
          tym, co dzieje się z nim, a tymi za których w jakiś sposób jest odpowiedzialny.
          I tak z jednej strony mężczyźni ze spokojem sumienia mogą prowadzić równolegle
          kilka związków i problem się zaczyna, kiedy zaczynają sie konflikty, bo trzeba
          coś wybrać, z drugiej strony można na podstawie tych samych predyspozycji dbać
          o ten najważniejszy związek, a spokojnie przeżywać różne "trafienia" i
          zauroczenia, z dystansem, bez uszczerbku dla siebie, partnera i otoczenia.

          Przyznam się żartem, że jako facet nie znoszę dużej części innych facetów i
          kazałbym im nosić duże naszywki z napisem: niezdolny do życia emocjonalnego,
          rodzinnego i społecznego (ergo - bydle). I broń Boże, żeby taki zajmował jakieś
          kierownicze stanowisko!!!! A tacy niestety mają je najczęściej.
          • Gość: sylwia Re: Jak sobie poradzić? do jara IP: *.regionet.pl 07.07.01, 13:01
            Wiem ze kobietom trudno zrozumiec mezczyzn, i
            odwrotnie. Poczułam sie zaintrygowana zdaniem
            "dbac o najważniejszy zwiazek i spokojnie przezywac
            rozne trafienia zauroczenia, z dystansem, bez
            uszczerbku dla partnera, siebie i otoczenia." Bylabym
            wdzieczna za krotkie rozwiniecie tematu, wskazania
            praktycznych rozwiazan. Kluczem do porozumienia jest
            wzajemne zrozumienie sie, czyli jak najglebsze
            poznanie odmiennej natury, mysle ze mozesz mi tu
            pomoc.
            DO KIZI - Jaro ma racje, bol jest motorem rozwoju,
            budzi nas z letargu i kaze sie zastanawiac nad
            wartoscia swojego zycia, hartuje nas, bedziesz
            silniejsza gdy przyjdzie ci przezywac nastepne zawody
            zyciowe, co na pewno bedzie mialo miejsce. Z
            odpowiednim podejsciem mozna sie cieszyć bolem,
            przypominaj sobie czesto ze to minie i jak wtedy
            bedziesz sie czuc odlotowo! Nie wiem jakich udzielic
            ci konkretnych rad, swoje trzeba przecierpiec.
            Pozdrawiam i TRZYMAJ SIE.


            • Gość: Y Re: Ból jest fajny IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.01, 14:02
              bol jest motorem rozwoju,
              &#62 budzi nas z letargu i kaze sie zastanawiac nad
              &#62 wartoscia swojego zycia, hartuje nas, (...). Z
              &#62 odpowiednim podejsciem mozna sie cieszyć bolem,
              &#62 przypominaj sobie czesto ze to minie i jak wtedy
              &#62 bedziesz sie czuc odlotowo!

              Wybacz, ale to co napisałaś, to idiotyzm! Równie dorze można
              kozikiem się dziabać i krzyczeć 'cóż za piękne cierpienie i jak mi cudownie się
              hartować!'. Przecież ból sygnalizuje coś złego i trzeba z nim walczyć a nie
              trwać. A jak walczyć - właśnie...
              • Gość: gadula Re: Ból jest fajny IP: *.ym1.on.wave.home.com 07.07.01, 16:20
                Gość portalu: Y napisał(a):

                &#62 bol jest motorem rozwoju,
                &#62 &#62 budzi nas z letargu i kaze sie zastanawiac nad
                &#62 &#62 wartoscia swojego zycia, hartuje nas, (...). Z
                &#62 &#62 odpowiednim podejsciem mozna sie cieszyć bolem,
                &#62 &#62 przypominaj sobie czesto ze to minie i jak wtedy
                &#62 &#62 bedziesz sie czuc odlotowo!
                &#62
                &#62 Wybacz, ale to co napisałaś, to idiotyzm! Równie dorze można
                &#62 kozikiem się dziabać i krzyczeć 'cóż za piękne cierpienie i jak mi cudownie się
                &#62
                &#62 hartować!'. Przecież ból sygnalizuje coś złego i trzeba z nim walczyć a nie
                &#62 trwać. A jak walczyć - właśnie...

                czy ty czasami nie pochodzisz z kielc?

                • Gość: all Re: Walczyć z bólem? IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.01, 17:02
                  Ból, jak napisałaś, sygnalizuje coś złego.
                  Ale - waczyć z bólem?
                  Można unikać sytuacji, które ból wywołują. Nie pchać się w nie na własne
                  życzenie - ale walczyć - z kim i o co.
                  Nauczyć się przeżywać ból i cierpienie naprawdę warto.
                  To tak jak przejść na drugą stronę fali.
                  Jeżeli czegoś się nie przeżyje - nie zostawi za sobą to bedzie wracać jak fala.
                  • Gość: Y Re: Walczyć z bólem? IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.01, 22:50
                    Zastanów się, co napisałaś/eś, bo ton sygnalizował sprzeciw, a treść
                    była w 100% zgodna z moją. Ból jest zły i jeśli już się pojawi, to trzeba
                    znaleźć wyjście jak najszybciej, bo inaczej na pewno stanie się coś złego.
                    • Gość: all Re: Walczyć z bólem? IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.01, 00:05
                      Bo odpisałem na zdziwienie gaduli
                      • Gość: Y Re: Walczyć z bólem? IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.01, 19:17
                        Oczywiście. Wybacz
                        • Gość: gadula Re: Walczyć z bólem? IP: *.ym1.on.wave.home.com 08.07.01, 21:35
                          Bardzo powszechnym błędem, jaki popełniamy,
                          na co dzień jest nasze powierzchowne podejście do problemów
                          stosując skróty i chwilowe rozwiązania.
                          Na pewno zasłona przed ogniem uchroni nas przed oparzeniem.
                          Lecz czy ta zasłona pomoże nam w uniknięciu pożaru w przyszłości?
                          I tu macie duże pole do popisu analizując i obserwując przyczyny,
                          warunki, jak i siebie samych w danych okolicznościach,
                          które doprowadziły do pożaru zamiast chować głowę w piasek.
                          W taki tez sposób uczymy się o środowisku nas otaczającym oraz o zagrożeniach,
                          jakie mogą zaistnieć na naszej drodze życia, co jest częścią integralna naszego
                          rozwoju jak i naszej osobowości. Nikt nie nawołuje Was do masochizmu.


              • Gość: Sylwia Re: Ból jest fajny IP: *.regionet.pl 09.07.01, 10:44
                Gość portalu: Y napisał(a):

                &#62 bol jest motorem rozwoju,
                &#62 &#62 budzi nas z letargu i kaze sie zastanawiac nad
                &#62 &#62 wartoscia swojego zycia, hartuje nas, (...). Z
                &#62 &#62 odpowiednim podejsciem mozna sie cieszyć bolem,
                &#62 &#62 przypominaj sobie czesto ze to minie i jak wtedy
                &#62 &#62 bedziesz sie czuc odlotowo!
                &#62
                &#62 Wybacz, ale to co napisałaś, to idiotyzm!
                Równie dorze można
                &#62 kozikiem się dziabać i krzyczeć 'cóż za piękne
                cierpienie i jak mi cudownie się
                &#62
                &#62 hartować!'. Przecież ból sygnalizuje coś złego i
                trzeba z nim walczyć a nie
                &#62 trwać. A jak walczyć - właśnie...


                Bol sygnalizuje cos zlego, i dlatego wlasnie jest
                motorem rozwoju, bo uswiadamiamy sobie cos jest nie tak
                trzeba cos zmienic, moze swoje postepowanie, moze
                wlasna postawe wobec rzeczywistości, moze hierarchie
                wartości. W ten sposob sie rozwijamy. Gdy bedziesz
                wiecznie za wszelka cene unikal bolu, narazasz sie na
                stagnacje w sferze duchowej, z cierpienia psychicznego
                czerpali inspiracje poeci, kompozytorzy, malarze,
                calkiem szczesliwa moze byc jedynie krowa na pastwisku,
                jak ja muchy za bardzo nie gryza. Ja nie mowie o tym by
                szukac cierpiennia, albo w nim pasywnie trwac. Czy
                chcesz tego czy nie, zawsze w zyciu bedziesz napotykal
                problemy ktore ci przyspoza bolu, i w twoim interesie
                jest nauczyc sie jak je przetrwac, a nie trwac w nich.
                Zreszta juz z tej dyskusji wynika ze proste i szybkie
                sposoby walki z cierpieniem, nie zawsze przynosza
                skutek tak od reki.
                pozdrawiam
              • Gość: jaro Re: Ból jest fajny? IP: 172.30.23.* / *.zgrudna.kghm.com.pl 09.07.01, 13:55
                Jedni twierdzą że życie powinno być słodkie i pełne przyjemości, inni, że pełne
                cierpienia, trudu i pracy. Przedstawicieli obydwu nurtów pozostawiam sobie w
                ich własnym samozadowoleniu. Jak jest każdy widzi, i zawsze jest miejsce na
                humor, który pozwala się dystansować do rzeczywistości, jak i jest miejsce na
                smutek i cierpienie, bo jeżeli wydarzyło się coś, co co powoduje ból i smutek,
                to nie ma co od tego uciekać. Kaleczyć się specjalnie - to już jednak choroba.
                Natomiast jeśli już żyjemy, ryzykujemy swoją wrażliwość poprzez związki,
                otwartość, intymność, to ja się z tego nie mam zamiaru wycofywać, choćby nieraz
                mialo zaboleć.
                • Gość: Y Re: Ból jest fajny? IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 10.07.01, 19:21
                  Po pierwsze: 'radzić sobie' wskazuje na fakt, a więc ból który już
                  istnieje. Chodzi o to, jak wyjść z tej sytuacji, a nie jak się ustrzec przed
                  ewentualnym przyszłym bólem.
                  Po drugie: nobilitacja bólu jest - wybaczcie - idiotyzmem, który nie ma
                  uzasadnienia racjonalnego i wynikać może co najwyżej z jakieś ideologii.
                  Pozytywna rzecz, która wynika z cierpienia, to to, że hartuje na nastepne razy,
                  jak szczepionka; warunek zaś jest taki, że a) dawka szczepionki jest łagodna, a
                  nie końska, mogąca wyniszczyć organizm b) później wystąpi dana poważna choroba,
                  bo inaczej szczepionka nieprzydatna, prawda?
                  Po trzecie: teoretyczne 'uszlachetnienie' jest rzeczą dość względną,
                  zwłaszcza wobec realnośći bólu i stwierdzam, że nikt przy zdrowy zmysłach jej
                  nie wybiera. Co najwyżej, już doświadczając bólu, staramy się jakoś w oczach
                  świata podnieść swoją wartość: 'ale za to jak nam dusza pięknieje'.
                  N'est-ce pas?
                  • Gość: gadula Re: Ból jest fajny? IP: *.ym1.on.wave.home.com 11.07.01, 05:08
                    Pamiętam jak ktoś narzekał na ból głowy
                    to mój stary przyjaciel z Polski zwykł radzić:
                    mnie jak ząb bolał to go wyrwałem.


                    Gość portalu: Y napisał(a):

                    &#62 Po pierwsze: 'radzić sobie' wskazuje na fakt, a więc ból który już
                    &#62 istnieje. Chodzi o to, jak wyjść z tej sytuacji, a nie jak się ustrzec przed
                    &#62 ewentualnym przyszłym bólem.
                    &#62 Po drugie: nobilitacja bólu jest - wybaczcie - idiotyzmem, który nie ma
                    &#62
                    &#62 uzasadnienia racjonalnego i wynikać może co najwyżej z jakieś ideologii.
                    &#62 Pozytywna rzecz, która wynika z cierpienia, to to, że hartuje na nastepne razy,
                    &#62
                    &#62 jak szczepionka; warunek zaś jest taki, że a) dawka szczepionki jest łagodna, a
                    &#62
                    &#62 nie końska, mogąca wyniszczyć organizm b) później wystąpi dana poważna choroba,
                    &#62
                    &#62 bo inaczej szczepionka nieprzydatna, prawda?
                    &#62 Po trzecie: teoretyczne 'uszlachetnienie' jest rzeczą dość względną,
                    &#62 zwłaszcza wobec realnośći bólu i stwierdzam, że nikt przy zdrowy zmysłach jej
                    &#62 nie wybiera. Co najwyżej, już doświadczając bólu, staramy się jakoś w oczach
                    &#62 świata podnieść swoją wartość: 'ale za to jak nam dusza pięknieje'.
                    &#62 N'est-ce pas?

            • Gość: jaro Re: Jak sobie poradzić? do Sylwi IP: 172.30.23.* / *.zgrudna.kghm.com.pl 11.07.01, 09:42
              Właściwie to Ty mnie sprowokowałaś do rozwinięcia tematu, ale wyslalem post
              zaadresowany do Kizi. Już taki balaganiarz jestem. Powodzenia.
          • Gość: Kizi Re: Do Jaro: IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.01, 21:33
            Ty mnie trzymasz przy zyciu, zreszta wszyscy, dzięki
            Czy to sie nazywa terapia grupowa? :))
            • Gość: gadula Re: Do Jaro: IP: *.ym1.on.wave.home.com 07.07.01, 22:09
              Gość portalu: Kizi napisał(a):

              &#62 Ty mnie trzymasz przy zyciu, zreszta wszyscy, dzięki
              &#62 Czy to sie nazywa terapia grupowa? :))

              ...dlaczego ja się tak strasznie wkurzam?

        • Gość: all Re: Jak sobie poradzić? IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.01, 08:30
          On nie odszedł - on uciekł!
          Uciekł,a Ty go zatrzymujesz w swoim sercu.
          Dlaczego uciekał?
          Dlaczego chcesz go zatrzymać?
          Więc pozwól mu odejść, chyba że chcesz z nim być.
          • Gość: Ped Re: Jak sobie poradzić? IP: 212.191.70.* 07.07.01, 10:22
            Twoj byly ma niewatpliwie cechy typowego mezczyzny
            stworzonego do poligamii , a jest to oznaka wysokiej
            wartosciowosci biologicznej . Zaniedbalas sprawe ,
            byloby lepiej gdyby musial Ci placic alimenty .
            Wypowiedz sie w watku poliandria czyli wielomestwo .
            POzdrawiam.
            • Gość: Kizi Re: Jak sobie poradzić? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.01, 21:31
              Gość portalu: Ped napisał(a):

              &#62 Twoj byly ma niewatpliwie cechy typowego mezczyzny
              &#62 stworzonego do poligamii , a jest to oznaka wysokiej
              &#62 wartosciowosci biologicznej . Zaniedbalas sprawe ,
              &#62 byloby lepiej gdyby musial Ci placic alimenty .
              &#62 Wypowiedz sie w watku poliandria czyli wielomestwo .
              &#62 POzdrawiam.

              Tu sie zgadzam, mógłby mieć trzy zony bez strat dla siebuie emocjonalnych.
              Co do zaniedbania, trzeba być trochę odpowiedzialnym, nie uważasz? Ja wiem co to
              znaczy wychowywać samemu dziecko, bo robię to od 10 lat, wiem że to jest krzywda
              dla dzieciaka i świadomie nigdy bym dziecku tego nie zgotowała.
              Poza tym nie wierzę w to że dziecko może zatrzymac męzczyznę,\.Jezu ale by był
              szok jakbym mu oświadczyła że zostanie ojcem.Nie potrafię sobie nawet wyobrazic
              jego reakcji.Zresztą to nie byłoby feer, bo na samym początku omówiliśmy te
              sparwe dokładnie, że żadnych dzieci z tegio nie będzie.

          • Gość: Kizi Re: Jak sobie poradzić? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.01, 21:27
            Gość portalu: all napisał(a):

            &#62 On nie odszedł - on uciekł!
            &#62 Uciekł,a Ty go zatrzymujesz w swoim sercu.
            &#62 Dlaczego uciekał?
            &#62 Dlaczego chcesz go zatrzymać?
            &#62 Więc pozwól mu odejść, chyba że chcesz z nim być.


            A co za różnica w jakim tempie ? Odejść czy uciec, chociaż ja akurat odnoszę
            przeciwne wrażenie tzn.gdyby stać go było na radykalną ucieczkę wszystko byłoby
            prostsze i łatwiejsze. Dlaczego uciekł? Tego to ja niestety nie wiem, być może od
            początku zakładał że to będzie na krótko albo ja wiem co? a może po prostu jestem
            nudna? Nie tak naprawdę to myślę,że pociągam facetów którzy lubia silne kobiety,
            samodzielne, niezależne itd.A ja tak naprawde taka nie jestem, moge sprawiać
            takie wrażenie, życie mnie do tego zmusza.Jak już sie zaangażuje to siłą rzeczy
            odsłania się prawdziwe ja i wtedy facet zmyka? Tu chyba było to samo.Boże!
            Dalczego chcę go zatrzymać? NIE WIEM! Właściwie nie chcę go juz zatrzymać chcę
            żeby przestać za nim tęsknić!Co to jest? Że ma piękne oczy? Przecież to nie ma
            sensu. Nie chyba tęsknię za czasem kiedy było dobrze bardziej niż za nim samym?
            Ja już sama nie wiem!!!
            Haniu dzięki za dobre słowa


            • Gość: allex Re: Radź sobie! IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.01, 22:11
              Trudno mi wyobrazic sobie jaki on był. Widze jaki jest. To tchórz, nie
              mężczyzna, choć bardzo "męskie" jest jego zachowanie.
              Obserwuje ogólnopolski "kryzys mężczyzny". Polega on krótko mówiąc na ucieczce
              od odpowiedzialności. To takie krycie się "pod spódnicę". Ciepło, wygodnie i
              warto tam trzymać główkę bo jedno widać, od zagrożeń chroni spódnica.
              Decyzję we współczesnych związkach podejmuje kobieta - ale to na marginesie.
              Myślę, że bardzo twoje życie koncentrowało się na tym chłopięciu. Tak czekać do
              20, planować jak będzie przebiegało spotkanie, spieszyc się aby zdążyć
              przed..., uważać aby nie zepsuc czegoś. Potem te rozmyślania - gdybym postąpiła
              inaczej.., gdybym była bardziej cierpliwa....
              Gdy odszedł pozostała pustka. Nie tylko wolny czas, ale brak tego napięcia
              przed spotkaniem, brak huśtawki uczuć od złości do euforii, brak sensu.
              O tym czy jest się razem decyduje nie tylko fizyczna obecność.
              Nie pozwalasz mu odejść bo pustka nie może byc taka absolutna.
              Spróbujzrobić sobie taki bilans;
              - napisać co zyskałaś a co straciłaś będąć z nim.
              - napisać co ci dawał ten związek - czym zastąpić ewentualne zyski.
              - napisać list pożegnalnym i powiedzieć mu w tym liście wszystko to, czego nie
              zdążyłas mu powiedziec lub nie powiedziałas bo uważałaś, że było kiedyś
              niestosowne (nie musisz wysyłać).
              - powiedzieć mu co sądzisz o facetach bez honoru. (jeżeli uznasz, że to dla
              ciebie zbyt duży wysiłek, powiedz to koledze, który najbardziej go przypomina
              lub napisz na forum.
              A następnie pójdź do fryzjera, a potem do kawiarni, rozejrzyj się ilu jest
              przystojnych facetów. Policz ilu Ci sie spodobało.
              Powodzenia
              • Gość: Kizi Re: Do Alexa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.01, 21:33
                Wszystko to szera prawda,niestety to wszystko już w zasadzie zrobiłam,tak jak
                już pisałam,co ztego że rozumiem,to jest właśnie mój problem,tak jakby
                siedziały we mnie dwie osoby,jedna drugiej nie jest w stanie pomóc...Sęk w tym
                że kiedy patrzę na innych facetów to czasem a nawet często myślę sobie:jest
                przystojny,może się podobać..i takie tam,ale mnie żaden się nie podoba,bo zaraz
                następna myśl to jest o nim.
                Kryzys? nie chyba nie jest aż tak źle,to są koszty przemian
                socjologicznych ,chyba?tak myślę.
                Dzięki że sie odezwałeś :)
                • Gość: gadula Re: Do Kizi IP: *.ym1.on.wave.home.com 09.07.01, 00:00
                  czy pochodzisz z rozbitej rodziny?


                  Gość portalu: Kizi napisał(a):

                  &#62 Wszystko to szera prawda,niestety to wszystko już w zasadzie zrobiłam,tak jak
                  &#62 już pisałam,co ztego że rozumiem,to jest właśnie mój problem,tak jakby
                  &#62 siedziały we mnie dwie osoby,jedna drugiej nie jest w stanie pomóc...Sęk w tym
                  &#62 że kiedy patrzę na innych facetów to czasem a nawet często myślę sobie:jest
                  &#62 przystojny,może się podobać..i takie tam,ale mnie żaden się nie podoba,bo zaraz
                  &#62
                  &#62 następna myśl to jest o nim.
                  &#62 Kryzys? nie chyba nie jest aż tak źle,to są koszty przemian
                  &#62 socjologicznych ,chyba?tak myślę.
                  &#62 Dzięki że sie odezwałeś :)

                  • Gość: Kizi Re: Do Kizi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.01, 12:17
                    Nie, rodzina p[ełna, bez problemów finansowych, żadna patologia społeczna,
                    czworo rodzeństwa,rodzice się kochali/tak sądzę/ żadnego kompleksu Edypa etc.
                    Co jeszcze jest potrzebne Gaduło do dobrej diagnozy? :)
                    Pozdrawiam
                    • Gość: gadula Re: Do Kizi IP: *.ym1.on.wave.home.com 09.07.01, 13:28
                      nie denerwuj sie...

                      Gość portalu: Kizi napisał(a):

                      &#62 Nie, rodzina p[ełna, bez problemów finansowych, żadna patologia społeczna,
                      &#62 czworo rodzeństwa,rodzice się kochali/tak sądzę/ żadnego kompleksu Edypa etc.
                      &#62 Co jeszcze jest potrzebne Gaduło do dobrej diagnozy? :)
                      &#62 Pozdrawiam

                    • Gość: gadula Re: Do Kizi IP: *.ym1.on.wave.home.com 10.07.01, 01:20
                      Jeżeli nie masz nic przeciwko temu to chciałbym wiedzieć czy obecny związek jest
                      Twoim pierwszym związkiem. Jeżeli nie to chciałbym wiedzieć jak uprzednie Twoje
                      związki z mężczyznami się kończyły.
                      Podobna informacja o Twoim partnerze łącznie z informacja o jego rodzinie jest
                      mile widziana.
                      :)


                      Gość portalu: Kizi napisał(a):

                      &#62 Nie, rodzina p[ełna, bez problemów finansowych, żadna patologia społeczna,
                      &#62 czworo rodzeństwa,rodzice się kochali/tak sądzę/ żadnego kompleksu Edypa etc.
                      &#62 Co jeszcze jest potrzebne Gaduło do dobrej diagnozy? :)
                      &#62 Pozdrawiam

        • Gość: Kicia Re: Jak sobie poradzić? IP: *.atman.pl 13.07.01, 19:33
          Gość portalu: Kizi napisał(a):

          &#62 A tak mogę powiedzieć czemu nie.Nie jest draniem dlatego że mnie zostawił, bo
          &#62 wymagać od kogoś aby panował nad swoimi uczuciami jest szaleństwem i
          &#62 niemożliwością.Jest draniem bo zrobił to w sposób najgorszy z możliwych metodą
          &#62 uników i wykrętów.Np.twierdzil że nie może się ze mną spotkać bo musi iść do
          &#62 Banku /a zwykle spotykaliśmy się po 20:00/itp.głupoty.Jak chciałam z nim o tym
          &#62 porozmawiać to oświadczył mi że nie ma o czym bo z jego strony nic się nie
          &#62 zmieniło,ja jestem przewrażliwiona a on ma dużo obowiązków. Myślę że on chciał
          &#62 żebym się obraziła i zerwała z nim i wszystko byłoby ok.a jeśli ja nie chcę
          &#62 palić mostów to jeszcze lepiej.Więc ja wylałam milion łez w poduszkę i tak od 3
          &#62
          &#62 mc.Czy to nie draństwo? Dzięki Jaro za dobre słowa, chyba trafiłeś w samo
          &#62 sedno.To boli najbardziej nielojalność.Tylko właściwie co to jest w związkach
          &#62 uczuciowych? Wierność? Dotrzymywanie słowa? Jeszcze coś innego?
          &#62 Dobrej nocy /i nie samotnej/wszystkim.


          A propos drania - nie wiem , czy to takie najgorsze metody. Mnie facet puścił w
          trąbe dokładnie tymi samymi metodami, też myślałam, że wiekszą świnią nie można
          być. A tymczasem okazuje się, że to typowe. A jak sobie poradzić? Czas goi rany!
          A w międzyczasie nie marnuj czasu - wypełnij go sobie na maksa - spotkaniami,
          pracą, zajęciami, sportem i cholera wie czym. I w końcu coś się zacznie zmieniać.
          A na razie nie złość się na siebie, że cierpisz, bo to normalne.

    • Gość: jaro Re: Jaro do Kizi IP: 172.30.23.* / *.zgrudna.kghm.com.pl 09.07.01, 07:42
      &#62"dbac o najważniejszy zwiazek i spokojnie przezywac
      &#62rozne trafienia zauroczenia, z dystansem, bez
      &#62uszczerbku dla partnera, siebie i otoczenia."

      Nie opieram się tu na żadnych pracach teoretycznych, raczej na własnym
      doświadczeniu. Niezależnie od temperamentu, duża część ludzi działa
      sytuacyjnie. Jest duża grupa ludzi, myślę, że będzie tu można wrzucić większość
      facetów, którzy żyją bez jakiegoś głębszego planu życiowego. Nie chodzi o taki
      pan w punktach, tylko o o coś co można okteślić jako ufność co do wartości,
      spokój wobec życiowych wydarzeń. Natomiast większości ludzi od czasu do czasu
      zdarzają się bardzo pozytywne "zaburzenia" emocjonalne. Poznajemy kogoś,
      zaczyna przyśpieszać tętno itp. Nie zachodzi logiczny związek pomiędzy naszym
      stanem (wolny/zajęty) a takimi wydarzeniami. Może skąd inąd się okazać, że dość
      szybko z kimś się zaprzyjaźniliśmy ni stąd ni zowąd, nawet bez żadnych
      sensacji. Samo takie wydarzenie nie jest problemem. Osoba, która działa
      sytuacyjnie, jest zdezorientowana, jak dziecko traci zainteresowanie jedną
      zabawką, sięga po drugą. Kiedy ma się jakieś wewnętrzne zaufanie co do
      watrości, w tym co do wartości własnej osoby, można pokusić się o takie
      ukształtowanie tej więzi, aby nie ucierpiały osoby, na których nam zależy, aby
      mieć dobrych przyjaciół itp. Po prostu jest pewna hierarchia,
      pewne "priorytety" i tu można kształtować wierność, zaufanie. Oczywiście nawet
      tej najważniejszej osobie nie można pozwolić na całkowite "zawłaszczenie". Nie
      można też samemu być totalnie "zawłaszczającym". Natomiast właśnie chodzi o to,
      żeby nie zaniedbywać najważniejszych więzi, wypośrodkować, być aktywnie
      obecnym.To może troche pompatycznie brzmieć, ale na codzień jest całkiem
      zabawne.
      • Gość: Kizi Re: Jaro do Kizi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.01, 12:14
        co rozumiesz przez to ,że to jest zabawne?
        • Gość: jaro Re: Jaro do Kizi IP: 172.30.23.* / *.zgrudna.kghm.com.pl 10.07.01, 06:00
          Po prostu generalnie cieszę się życiem, jest to wyraz mojej radości życia,
          często używam słowa "zabawny" jako zamiennika dla :ciekawy, kształcący,
          zapewniający rozwój, pozytywny, dobry itp. Jeśli coś mnie bawi, to nie może być
          złe z założenia. Rozwiązywanie problemów, długie marsze, sparingi (nawet jak mi
          koledzy doleją, co jest raczej trudne), godzenie się po kłótni jest fajne,
          zabawne itp. Bo to kwintesencja życia!
          • kokosanka do Jaro 10.07.01, 17:29
            Gratulacje. Z twoich refleksji wynika, ze jestes jednym z nielicznych
            inteligentnych, wrazliwych, porzadnych facetow. Milo jest wiedziec, ze tacy
            chodza po ziemi.

            Wspolczuje Kizi...
            Wlasnie tez mam okazje przezywac rozterki, bo poslalam w diably faceta, ktory
            po prawie roku zarliwego romansu twierdzi, ze mu zalezy, ale nie wie, czy mnie
            naprawde kocha, ze fajnie bedzie wychowywac dzieci, ale nie teraz... Ze
            moglibysmy razem zamieszkac, ale moze jednak nie... Uznalam, ze potrzebny mu
            czas na przemyslenie sprawy, niech sobie pobedzie sam - jesli zateskni,
            zadzwoni, jesli nie zateskni - trudno, widocznie i tak mialo utonac...
            Srednio co pol godziny mam odruch, zeby mu chociaz wyslac malutkiego SMSika...
            ale niech to diabli. Nie jestem dzieckiem, on tez.

            Wachluje sie dzisiejsza prasa, w sercu ciernie.
            Ide dzisiaj na piwo z kolegami z pracy (trzech very sympatycznych asystentow).
            Bez zadnych ekscesow, rzecz jasna - pogadac i potanczyc. Potem pojde spac,
            zadowolona, ze zrzucilam dwa kilo ;)
            • Gość: allex Re: od Kizi IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 10.07.01, 19:17
              Naprawdę!? Zrobiłaś wszystko to co napisałem. Byłaś u fryzjera? Zrobiłaś sobie
              jakieś przyjemnośći? Sklęłas go porządnie?
              Czy tylko patrzysz na przechodzących facetów i wspominasz jaki to on był piekny
              i jakie oczka miał ładniutkie.
              Popatrz w lustro - na pewno zasługujesz na faceta a nie na "półfaceta".
              Oburzyłaś się na ten "Kompleks Edypa" - ty go nie masz ale on?
              Nazwa kompleksu, pochodzi z mitu o Edypie, który to, zabił ojca i ożenił się ze
              swoją matką.
              Co z tego wynika.
              Faceci z kompleksem tak naprawdę nie chcą oderwać się od mamusi. Nie potrafią
              wyruszyć w podróż jaką jest życie wyłącznie z inna niz mamusia osobą. Boją się
              panicznie życia i zawsze coś muszą mieć w odwodzie. mamusię albo związek. który
              mamusia akceptuje i układa. Samodzielnie nie potrafią podjąć decyzji. Nawet
              rozstając się kombinują tak aby to partnerka powiedziała - Odejdź. Jeżeli to
              się nie udaje odchodzą bez słowa wyjaśnienia. Nie jest to tak, że facet skacze
              z kwiatka na kwiatek i nie ma "priorytetów". Skacze ten co ma "mamusię" jeżeli
              brakuje jej fizycznie bywa to np. jego żona, która sprawdza się w tej roli.
              Rola mamusi to przyjęcie odpowiedzialności za faceta, za wspólny związek.
              To o relacji z mamusią.
              Druga sprawa to relacje z tatusiem.
              Edyp potraktował swojego ojca jako rywala. Współcześni Edypowie też wywodzą się
              z takiego układu, w którym ojciec jest rywalem.
              Kryzys mężczyzny sprzyja temu. Współczesny mężczyzna nie przyjmujący
              odpowiedzialności staje się "rywalem" własnych dzieci, bo wchodzi w ich rolę.
              "Rywalizuje" z dziećmi o "opieke" sprawowaną przez kobiete, przyjmuje osobowość
              starszego synka (np. poprzez skoki na kwiatowym klombie)
              Mężczyzna podejmuje rywalizację na płaszczyźnie dzieci. Dobrze to widać
              obserwując np. zaloty podtatusiałych amantów.
              Nie chcę ci obrzydzać facetów, ale on nie był pewnie "TWÓJ"
              Jak zobaczysz tego Twojego tak naprawdę Twojego, to będziesz wiedziała. To
              będzie takie coś, co z głebi duszy powie Ci - To ON. Tego nie da się opisać. To
              trzeba przeżyć. Można czekać długo, bardzo długo ale ludzie spotykają się i
              trafiają na siebie. Wtedy nie jest ważna ani mamusia, ani godzina, ani wspólna
              praca. Jesteście WY.
              Wiem coś o tym, bom facet i dużo życia mam już za sobą.
              • Gość: Norma Re: od Kizi IP: *.uroczec.sdi.tpnet.pl 11.07.01, 09:56
                Duzo już tu madrych rzeczy napisano. Zwłaszcza jest mi bliskie to, co pisze
                Jaro. Mam nadzieję, że w odróżnieniu od tych i owych, udaje Ci się żyć tak jak
                mówisz i to nie tylko deklaracje.Pozdrawiam!
                Ale - ad rem. Ja sobie myślę, że kiedy się kogoś traci, to tak jakby ktoś mi
                umarł. Czyli - żałoba. A ona ma swoje prawa i wymaga czasu. Mądrze oglądanego i
                mierzonego.Nie można pewnych rzeczy przeskoczyć, bo przylepię sobie maskę: "Ze
                mną o'k", ale problem pozostanie, tylko bardzo głęboko i dorwie mnie w
                najbardziej nieodpowiednim momencie. Czas nie leczy ran. On najwyżej jest jak
                powietrze, w którym rana się goi. Ja na przykład zawsze potrzebuję czegoś w
                rodzaju "cudu" - zmiany optyki, innego słońca - nie wiem, trudno to
                wytłumaczyć. Po prostu czasem ktoś coś powie, coś przeczytam, zobaczę film - i
                rana zaczyna się goić. Pewnie, że pozostaje żal - ale ostatecznie - kto
                powiedział, że mamy zapomnieć? To racja, że rozwijamy się w bólu, a dokładniej
                przez kryzysy. Ale racja też, że kiedy mnie boli, to nic mnie taka
                optymistyczna teoria nie interesuje. Mogę zobaczyć, że jestem mądrzejsza,
                bardziej "dojrzała" czy coś tam, ale to być może dopiero za ileś lat. Na razie
                jest jak jest i boli. I tylko jest ważne, żeby sie nie nurzać i nie epatować
                cierpieniem. To taka masochistyczna przyjemność: jak jestem wrażliwa i
                nieszczęśliwa! Przyzwyczajamy się do tego stanu i - skoro serduszko wolne od
                pozytywnych uczuć - to niech przynajmniej zajmie sie bólem. Cierpienie ma
                strukturę spirali i gdy mu się przyglądamy - zaczyna nas wciągać.Trzeba zacząć
                powoli robic coś dla siebie. Ja kiedyś odprawiłam "rytuał" pożegnania,
                ukoronowany zakupem czegoś drogiego - juz nawet nie pamiętam - czy to była
                szminka od Diora, czy coś z biżuterii. Grunt, że podziałało. Trzymam kciuki - i
                nie uciekaj od Przyjaciół, Kiziu!
                • Gość: Kizi Re: do Normy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.07.01, 23:54
                  Świete słowa!!!!!może moje biadolenie na tym forum jest takim masochistycznym
                  użalaniem się nad sobą?chociaż chyba raczej nie,ja po prostu w pewnym momencie
                  znalazłam się w takim miejscu/w sensie emocjonalnym/że nie wiedziałam już co
                  zrobić.Jak człowiek nie może sobie poradzic z bólem,który jest taki,że każe ci
                  się zwijać w kłębek,jak w pewnym momencie dociera do ciebie że bez powodu
                  krzyczysz na dziecko i przez swoje "fochy" czy też jak inni by
                  powiedzieli "muchy w nosie" krzywdzisz kogos kto bezsprzecznie jest dla ciebie
                  najważniejszy, to chwycisz się nawet brzytwy,żeby tylko wyrwać się z
                  tego"zaklętego kręgu".Nawet takiego sposobu jak krzyk na forum.Bo może jest
                  tam ktos kto wie co zrobić?a jesli nie to i tak wiele,zobaczyć że chociażby w
                  tym wirtualnym wymiarze nie jesteś sama.Żałoba?tak ale jak można pochować kogoś
                  na kogo jestes zmuszona patrzeć co dnia?
                  • Gość: Norma Re: do Normy IP: *.uroczec.sdi.tpnet.pl 12.07.01, 08:04
                    Fakt. Nie wyobrażam sobie jak mozna kogos pochować patrząc na niego co dzień.
                    Nie sadzę, żeby Twoje pojawienie sie na forum było objawem masochizmu. Wrecz
                    przeciwnie - masochista chodzi po swiecie z "gębą" a gdy ktos chce mu pomóc,
                    robi tylko kolejna minę i deklaruje "ty i tak tego nie zrozumiesz". Nikt tutaj
                    ani gdzie indziej nie przeżyje Twojego bólu, poniżenia, rozczarowania, ale
                    jakoś tak łatwiej, gdy się rozmawia i troche patrzy na wszystko oczami innych
                    ludzi. Zapewniam Cię - ja też znam taki ból, kiedy żyć się nie chce i umrzeć
                    też nie ma się siły i nie uważam, żebyś do tego nie miała prawa. My często
                    radzimy osobom które cierpią, a pocieszamy tych, którym potrzebna jest
                    konkretna pomoc. Tu jest błąd. Jak ktoś cierpi, to teksty: "weź się w
                    garść", "wszystko bedzie o'k" są dobijające i daja Ci tylko poczucie, że nikt
                    Cie nie rozumie. Czasem robisz cos dla dziecka - to bywa motywacją, no chyba,
                    że za bardzo przypomina swojego ojca...
              • Gość: Kizi Re: do Allexa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.07.01, 23:41
                Pouczające,kształcące,rozwijające,tylko dlaczego nie chce pomóc?A ja się nie
                oburzam i nie obrażam,wyrażenie którego użyłam,to miał być przykład zwykle
                wymienianych czynników nasilających,czy powodujących zaburzenia
                emocjonalne.Często ,być może moje wypowiedzi nie są zbyt klarowne,no cóż,stres
                albo nieusctwo,na jedno wychodzi.Dlamnie jest bardzo ważna taka wymiana myśli
                nawet jeśli czasem dochodzi do nieporozumień/w końcu to tylko słowa.../a Twoje
                pytania? tak naprawdę wszystko to zrobiłam,jako chyba najpopularniejszą
                odtrutkę.Po co miałabym kłamać,tu w tym miejscu,jaki miałoby to sens? Może to
                wszystko jakaś chemia organizmu albo ja juz nie wiem co.Pewnie kilkaset lat
                temu osądzono by to szybko,jako rzucenie uroku lub coś takiego.Ja nie tylko
                przyjźałam się facetom na ulicy,ale nawet w desperacji zaczęłam chodzić na
                randki w ciemno,w nadziei że znajde jakiś"klin" jak mi tu ktoś też już
                doradzał.Niestety nic z tego nie wyszło.Dzięki za życzliwość /inie jest to
                ironia/Kizi
                • Gość: allex Re: do Kizi IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 13.07.01, 10:17
                  Bardzo madrze ktos napisał, że żałoba ma swoje prawa. Jednym z nich jest czas.
                  Nie da się go przeskoczyć. Czasami pomaga głowa - tłumaczenie i tak musiało do
                  tego dojść, nie warto żałować. Pisanie o kompleksie Edypa i kryzysie mężczyzny
                  miało to na celu.
                  Nie pomaga. Trzeba inaczej...
                  Żal po stracie, czy żałoba zawiera jakiś element ulgi. To już koniec...
                  Czasami można się na tym oprzeć.
                  Jest to czasami światełko w mroku.
                  Zapewniam o swojej życzliwości.
                  • Gość: Kizi Re: do Kizi do Allexa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.07.01, 14:47
                    DZIĘKUJĘ :)
          • Gość: Kizi Re: Kizi do Jaro IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.07.01, 23:24
            Zgadzam się że jesli coś nas cieszy to nie może być złe,choc ostatnio zaczęłam
            się nad tym zastanawiać i przyszła mi taka myśl do głowy:psychopatów może
            bawić ,cieszyc zabijanie ale czy można powiedzięć że to jest dobre? co o tym
            sądzisz?
            • Gość: jaro Re: Jaro do Kizi IP: 172.30.23.* / *.zgrudna.kghm.com.pl 12.07.01, 12:35
              No nie bądźmy tak żelaznie konsekwentni! To że to co się robi i cieszy nie
              pozostaje w logicznym związku z tym co dobre i złe. Ale powiedziałbym, że
              ludzie, którzy mają pasje, zainteresowania, jakąś wewnętrzną radość życia, o
              wiele bardziej prawdopodobnie postępują etycznie. Choć nie jest to reguła.
              Nawet nie chodzi mi o kwalifikację moralną, ale o przejaw jakiegoś
              wewnętrznego dynamizmu, który pcha nas w stronę rozwoju. A określić co jest
              kryterium rozwoju? Reykowski poświęcił gdzieś temu zagadnieniu jeden a może
              więcej rozdziałów i nic ciekawego nie wymyślił. Dąbrowski pisał o rozwoju jako
              warunku zdrowia psych. A w każdym razie z obserwacji: strzeżcie się kobiety
              facetów bez zainteresowań, pasji i hobby, albo o jednostronnych
              zainteresowaniach i hobby, mówiąc językiem przytaczanego Dąbrowskiego -
              zintegrowanych "jednoosiowo".
              • Gość: Kizi Re: Jaro do Kizi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.07.01, 22:51
                NIC DODAĆ NIC UJĄĆ!!!
    • Gość: Thades Re: Jak sobie poradzić? IP: 10.2.0.* / *.teta.com.pl 12.07.01, 12:47
      Sprawa jest trudna i łatwa zarazem. Najlepiej poznać kogoś innego. Nie musi to
      byc wielka miłość, ale musisz czuć się przy tym kimś swobodnie, beztrosko.
      Cieszyć się kego towarzystwem. Inny sposób to zajmij się czymś na przykład
      sportem.
      • Gość: Janek Re: Jak sobie poradzić? IP: *.ipartners.pl 14.07.01, 13:21
        Kizi, nie próbuj wybić klina klinem bo to mit i koniec. Potrzeba czasu, choćby
        nie wiem jaki to był banał. Mi nie wystarczyły 4 m-ce mimo, że nie widywałem
        ukochanej na oczy. jeśli spróbujesz wybijać klin klinem, bedziesz miała jakąś
        satyfakcję, a moze będzie Ci przez to lżej. Tylko przez chwilę. potem jak
        wrócisz do domu, znowu poczujesz że go kiedyś straciłaś.
        Twój problem jest taki: im dłuzej go widujesz i spotykasz tym jest Ci trudniej,
        bo wracają wspomnienia. Nikt nie jest z kamienia. Takie są konsekwencje związku
        z kimś z pracy (sorry za ton moralizatorski) i ku przestrodze!
        Praca, hobby, przyjaciele i n i c n a s i ł ę. A pewnego dnia spotkasz
        takiego faceta, ze Ci nogi zmiekną i poczujesz, jakby Cie piorun poraził.
        Zobaczysz
        Pozdrowienia
        • Gość: Kizi Re: Do Janka IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.07.01, 15:45
          Przez to właśnie,że w takich sytuacjach piorun cię poraża,to na nic zdają się
          wszelkie zasady o których wspomniałeś jak:np.nie w pracy. ale dzięki za
          wsparcie.A na marginesie innej twojej wypowiedzi czy to nie jest klasyczny
          przypadek tchórzostwa?
          Pozdrawiam
          • Gość: Janek Do Kizi IP: *.ipartners.pl 15.07.01, 12:48
            Kizi, moze jestem mało inteligentny albo nie pamietam wszystkich swoich listów:
            ale powiedz o co Ci chodzi z tym tchórzostwem?
            A co do rażenia piorunem, jest to jakiś zaczyn, katalizator. Nie mów jednak mi,
            że Wy kobiety gubicie wtedy rozsądek i rozum. Przez cały czas przecież nas
            oceniacie, taksujecie, robicie wywiad na nasz temat. A może pociąga Was w nas
            to, że ten i ów mężczyzna to kobieciarz i po trosze drań?
            Pozdrawiam
            • Gość: Malwina Re: rozsadek IP: *.abo.wanadoo.fr 16.07.01, 10:56
              rozum i rozsadek traci kazda kobieta. Obowiazkowo ! W innym przypadku nigdy by nic z historii
              milosnych nie wyszlo ! trzeba byc szalonym by pokochac was, mezczyzn ! ;)
              • Gość: Kizi Re: rozsadek IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.07.01, 21:38
                ZGADZAM SIĘ W 100 %
            • Gość: Kizi Re: Do Kizi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.07.01, 21:37
              Jednak ci to powiem,nie wiem skąd wzięło się u ciebie takie przekonanie,to
              trochę tak jakbyś postawił tezę,że kobiety w ogóle się nie zakochują-przecież
              miłość jest slepa i wydaje mi się że bez względu na płeć.Każdy sądzi po sobie i
              ja też. Boże, nie myslałam że to powiem:więcej optymizmu.CHYBA MI LEPIEJ.Co do
              innego listu,to może to był inne Janek, chodziło mi o poparcie dla Kulki.Pzdr
              • Gość: iwona Re: Do Kizi - to prawie moja historia IP: *.3miasto.net 18.07.01, 14:52
                Nie wiem czy dyskusja już się nie zakonczyła - ostatnia wiadomosc z 16.07., a ja dopiero
                teraz trafiłam na twój temat - i jakbym czytałam o sobie. Od trzech miesiecy pracuje usilnie
                nad tym , zeby zapomniec o facecie , z ktorym bylam przez ponad rok. Utrudnia to nie
                tylko fakt , że razem pracujemy - skazana na codzienne widywanie go, sporo swoich mebli
                mam w jego mieszkaniu ( nie mam ich gdzie przerzucic) - więc jest wciąż nić wiążąca nas,
                ale najgorsze jest chyba to , że mam nieodparte wrażenie iż pasujemy do siebie idealnie
                - co prawda na zasadzie różnic,ale to powoduje , że sie doskonale uzupełniamy ( z
                czasem przeszłym nie mogę się pogodzić). Problem w tym, że tak myslę ja, a on ... no cóż
                on sam nie wie co ma mysleć - bo choć wiek już ten ( 34 lata), to doswiadczenie żadne - i
                to dosłownie - ja byłam pierwszą dziewczyną ( pierwszą, którą trzymał za rękę, którą
                pocałował i przytulał - wszystko ze mną było pierwsze dla niego ). Po roku bycia razem -
                dla mnie roku b. OK ( nie byłam ideałem i teraz wiem, że wiele rzeczy robiłam nie tak - nie
                we własciwy sposób go uczyłam, za szybko wprowadziłam fizycznosć do związku - to go
                poraziło i nie umie sobie poradzić z wlasnym popedem - ma obawy, ze to co nas łączy z
                jego strony jest tylko fizycznym popędem , któremu nie może się oprzeć ) chociaż ze
                związku wyszłam mocno skaleczona ( on typ intelektualisty analityka uczucie analizował
                na tysiąc różnych sposobów a ja dawałam się w to wciągać - a teraz dalej analizuję :
                dlaczego, co było moją winą itp ) trochę utraciłam wiarę w siebie, nie mogę się pogodzić z
                rozpadem tego związku ( już nie wiem ile wrózek zaliczyłam ). I na nic tłumaczenia
                wszystkich dookoła, że on nie jest mnie wart . Długo by pisać ( i tak ten mój list jest chyba
                bardzo chaotyczny - za dużo do powiedzenia) - ale przesłanie jest jedno - nie jestes sama
                Kiziu - a jak dasz sobie Ty radę to daj znać - może to mi da nadzieję.
                • Gość: aaa do Iwony IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 18.07.01, 14:58
                  Nie jestescie same,dlaczego my wszystkei baby jestesmy takie same?Dlaczego w
                  wiekszosci to my placzemy a oni maja nas w glebokim powazaniu.Nie wiem jak sie
                  skonczy moj obecny zwiazek,byc moze bedziemy razem plakac.Jak bedziesz miala
                  ochote ze mna pogadac,daj znac
                  Pozdrawiam
                  • Gość: IWONA Re: DO AAA - IWONA IP: *.3miasto.net 18.07.01, 15:53
                    Wiesz dlaczego to my cierpimy - bo niestety jestemy bardziej wrażliwe ( chociaż nie
                    wszystkie, bo znam dziewczyny, które obracają kilku chlopakow na raz bez żadnych
                    zahamowań - a ja - raz mi się zdarzyło, że poznałam równoczesnie dwóch b.fajnych
                    chlopaków - i co zamiast bawić się z obydwoma to ja nie chciałam żadnego ranić i
                    "musiałam " wybrać - głupia byłam i głupia zostałam , bo po 4 latach znajomosci z pracy
                    sprobowałam z nim związku ( on wczesniej czesto próbował na swój dziwny - b.niesmiały
                    sposób mnie zaczepić) , nauczyłam się go kochać, przywiązałam się do niego, czułam
                    się potrzebna - myslałam , ze ten to już napewno nie drań ( bo przecież taki
                    niedoswiadczony ) i co - skonczyl związek jak mu powiedziałam , że powinnismy
                    pomysleć o zaręczynach ( na walentynki było jeszcze cudownie, a pod koniec lutego już
                    kicha ) - stwierdził, ze jego uczucia są letnie . najgorsze jest to , że czując , że mnie
                    skrzywdził to i tak bardziej żal mi jego niż siebie ( bo widzę, że cierpi , bo ja cierpię - albo
                    chcę go widzieć doskonalszym niż jest ). tak czy inaczej jest mi ciężko i tłumaczę sobie ,
                    że następnym razem - jeżeli poznam następnego faceta - ostatnią rzeczą, którą zrobię to
                    sie tak zaangażuję - z moich obserwacji wynika , że im mniej się starasz ty, tym bardziej
                    się o ciebie starają - szkoda tylko, że w uczuciach musi rządzić wyrachowana kalkulacja.
                    • Gość: aaa do Iwony IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 18.07.01, 16:17
                      Nie bardzo zrozumialam dlaczego sie rozstaliscie,co mu nie pasowalo,czyzby bal
                      sie wiazac na stale,bal sie odpowiedzialnosci??
                      Powiedz,dlaczego ludzie sie rozstaja mimo ze sie kochaja(o jak mi sie
                      zrymowalo),dla czyjego dobra to robia?A moze to "dobro" to tylko wymowka,a
                      chodzi o zupelnie co innego.Moj partner(ktory jest przy okazji zonaty i
                      dzieciaty,ja zreszta tez mam meza) stwierdzil ze byc moze powinien pozwolic mi
                      odejsc(mam duze watpliwosci czy warto angazowac sie w taki zwiazek),nie
                      unieszczesliwiac mnie-jak to okreslil.Powiedzial ze byc moze powinnam zwiazac
                      sie z mezczyzna bez zobowiazan.Nie wiem czy robi to faktycznie dla mojego dobra
                      czy byc moze nie zalezy mu tak na tym zwiazku? Jak myslisz?
                      • Gość: m. ONI sie po prostu boja IP: 195.94.213.* 18.07.01, 16:40
                        boja odpowiedzialnosci, boja zaangazowania, porazki, przyznania sie do uczuc,
                        kompromitacji. boja sie zmian, zwlaszcza kiedy wiaze sie to z opuszczeniem co
                        prawda beznamietnego, ale przytulnego gniazdka, bo wiaze sie to z
                        komplikacjami, wyrzutami i niepewnoscia, czy przypadkiem nie
                        zamienia "siekierki na kijek".

                        a zreszta, co ja k-wa wiem o kochaniu...
                        • Gość: Czarny Re: Do M. IP: *.chello.pl 19.07.01, 15:49
                          Jezeli sie boimy to czemu wciaz przybywa malzenstw?Zobacz ile z tych malzenstw
                          jest szczesliwych!!!a moze podjol sluszna decyzje!!!
                          • mariposa Re: Do M.- do czarnego - liczba malzenstw 20.07.01, 10:22
                            Gość portalu: Czarny napisał(a):

                            &#62 Jezeli sie boimy to czemu wciaz przybywa malzenstw?Zobacz ile z tych malzenstw
                            &#62 jest szczesliwych!!!a moze podjol sluszna decyzje!!!

                            a ja dla odmiany widze, ile jest nieszczesliwych, ile malzenstw polega na
                            ogladaniu telewizji z tej samej kanapy (bo w kawalerce nie zmieszcza sie dwie),
                            ile osob zeni sie, bo tak trzeba, zeby ktos wypral, posprzatal i ugotowal, a ze
                            strony kobiet, zeby nie zostac panna z dzieckiem lub stara panna.

                            malzenstw przybywa moze ilosciowo (jest coraz wiecej ludzi), ale tempo wzrostu
                            slabnie. poza tym ilosc nie przechodzi bynajmniej w jakosc (czytaj trwalosc
                            malzenstw).

        • Gość: Monika Re: Jak sobie poradzić? IP: *.pedalergol.am.wroc.pl 19.07.01, 12:40
          Ile można czekać? Nie wiem, ile Kizi ma lat, ale tak to już jest u kobiet, że
          zegar biologiczny u kobiet cały czas tyka.
          • Gość: monika Re: Jak sobie poradzić? IP: *.acn.waw.pl 19.07.01, 16:04
            Monisiu, ja w innym temacie, mam prośbę żebyś trzymała się pisowni naszego
            (cześć jestem Monika) imienia dużą literą, ponieważ ja posługuję się
            uproszczoną wersją czyli "monika" i zależy mi zwłaszcza w kontaktach z jednym
            osobnikiem z innego wątku aby pozostać tam jedyną MONIKĄ rozumiesz o co mi
            chodzi prawda? pa
    • Gość: Matylda Re: Jak sobie poradzić? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 19.07.01, 16:08
      Niestety czas.... Mi to niegdyś zajęło pół roku.
      Trzymaj się!
      • Gość: Kizi Re: do wszystkich IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.07.01, 20:27
        WSZYSTKIM SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ZA WSPARCIE ,PADŁO TU WIELE GORZKICH ALE
        PRAWDZIWYCH SŁÓW... Ponieważ wątek moim zdaniem sie wyczerpał,proponuję
        uroczyste jego Z A M K N I Ę C I E co niniejszym ogłaszam. Kizi
    • Gość: gonia Re: Jak sobie poradzić? IP: *.ciop.waw.pl 20.07.01, 10:06
      ......trzy miesiace?????? czasami trwa to cale zycie......... milosc nie jest racjonalna, a kiedy jest to
      znaczy ze to nie milosc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka