e_wel_ina
26.05.05, 11:50
żadnego niesamowitego powodu. Po prostu codzienni rano wstaje bo musze i
zastanawiam się co bezsensownego i beznadziejnego wydarzy się dzisiaj. Niby w
życiu nie mam najgorzej, ale to tylko dzięki bliskim. Sama mam wrażenie, że
nad zupełnie niczczym nie panuje i w niczym nie jestem dobra. Wszystko
dookoła mnie wkurza i denerwuje. Ciągne to wszystko ze względu na papieża.
Religia nie toleruje tego, by skończyć ze sobą. Poza tym jak umierał to
prosiłam Boga zeby zabrał mnie a nie jego. - Nie zabrał. Znaczy sie mam żyć.
Sensu w tym nie widze ale skoro on tak chciał. Jutro znowu obudze się i
wszystkimi siłami wstanę bo muszę.