mariposa
03.07.01, 14:50
O ile zmam kobiety, to kobieta jeśli pyta o radę, to
przyjmuje i wysłuchuje całą masę opinii, domaga się o
jeszcze, tak, że dla faceta wygląda to jakby chciała
przerzucić ciężar decyzjii na kogoś innego. Nie mniej
jednak po jakimś czasie, nawet nieco dłuższym
podejmuje soją własną, taką jaka jej odpowiada.
Określiłbym, że dzieje się to dlatego, że szuka nie
tylko rady, ale i motywacji. Zaś jej decyzja jest
zwykle na taką miarę motywacji jaką w sobie aktualnie
odnajduje. Dopiero po tej pierwszej motywacja się
nieco umacnia i dojrzewa następna, bardziej odważna.
Proces nie jest szybki i agresywny, wymaga zaufania ze
strony otoczenia. Powodzenia :o)
pozwolilam sobie przepolowic skad inad najbardziej frapujacy watek, ale ja mam
kompa drugiej generacji, serwery gazety sie grzeja i zanim mi sie taki watek
rozwinie to juz go trace ;-)
a teraz chcialabym sie ustosunkwac (sic!). otoz przychylam sie do jeszcze
nastepnego posta, o tym, ze takie mniej lub bardziej zbiorowe doradzanie to
taki rachunek zyskow i strat, "bo moglam cos przeoczyc w swoich rozwazaniach".
i ja bym sugerowala, ze przynajmniej czesc osob dokonuje go juz po podjeciu
decyzji. taz zeby sie upewnic, ze decyzje podjela sluszna. no na ten przyklad
jedna pani chce sie zabawic i kupuje wczasy na lazurowym wybrzezu, a potem pyta
sie wszystkich kumoszek, co mysla o spedzeniu urlopu we francji ( ;-))) ). i
niech no ktoras powie, ze zabawic sie lepiej jechac na majorke, bo francja to
dobra dla emerytow z wypchanymi portfelami. i klops. ale pani bedzie sie
upierac, ze we francji, czystsze plaaze i towarzystwo bardziej kulturalne i w
ogole jest fajniej.
reasumujac z wdziecznoscia przyjmujemy te rady, ktore sa po naszej mysli, a na
pozostale reagujemy niechecia tudziez agresja.
ale pewnie tez nie zawsze, bo czasami nie mamy pojecia co zrobic, a wtedy
staramy sie odeprzec argumenty przemawiajace za kazda opcja w nadziei, ze
ktorys bedzie nie-do-odparcia.
to na tyle, o ile znam kobiety ;-)))