Dodaj do ulubionych

czyj to slub?

IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 05.08.02, 22:21
Wkrotce biore slub.Jestem pewna tej decyzji , choc moja rodzina nie
akceptuje mojego wybranka.Powody? Sami nie potrafia ich sprecyzowac.Jest
wyksztalcony ,inteligentny , dobrze wychowany i kocha mnie.Wedlug wymagan
moich rodzicow powinien byc przystojniejszy , bardziej przebojowy i
bogaty.Obawiam sie , ze nikt nie sprostalby tym wymaganiom.Po prostu wciaz
uwazaja mnie za dziewczynke , ktora za wczesnie im ucieka(koncze studia , ale
dla nich jestem zbyt mloda). Nowym problemem stal sie slub.Wlasnie
dowiedzialam sie , ze zrobia mi wesele , ale wedlug ich standardow - wielkie,
kosztowne , na pokaz.A my chcemy tylko skromne przyjecie(zaznaczam , ze nie
mamy wielkiej rodziny - zaproszeni maja byc glownie znajomi
rodzicow).Uslyszalam , ze nie mamy tu nic do gadania, bo wesele robia rodzice
panny mlodej.Zagrozili , że jesli sie nie dostosujemy(zaproponowalismy , ze
sami weselw zrobimy) , to po prostu nie przyjda.Czy powinnam ustapic? Moj
narzeczony , choc jest czlowiekiem cierpliwym , chyba ma juz dosyc tych
manipulacji.
Obserwuj wątek
    • Gość: ryża Re: czyj to slub? IP: *.lublin.mm.pl 05.08.02, 23:24
      No i niech nie przychodzą!!! To Ty popełaniasz czyn i wesele ma byc takie jak
      Ty chcesz. Chyba , że w dalszym ciągu chcesz żyć pod ich dyktando. Popatrz w
      przyszłość. Potem wieeelkie chrzciny na których głównym przedmiotem uwagi nie
      będzie dziecko tylko rodzice i wielkość imprezy, komunie, urodziny, kolor
      zasłon.... właśnie oglądam na własne oczy jak małżeństwo moich znajomych
      rozsypuje się z powodu teściów- nadopiekuńczych rodziców.
      Z drugirj strony juz jest trochę zbyt póżno na " wychowywanie'- a drastycznym
      środkiem wychowania rodziców jest "terror"- muszą wiedzieć, że jeżeli Ty czegoś
      chcesz to i tak to zrobisz a największą strata dla rodziców jest stracenie
      własnego dziecka więc jeżeli nie jest to nic drastycznego ( np. rzucenie się
      pod pociąg albo popadnięcie w kompociarstwo) to wczesniej czy później jakoś
      dojrzeja do zgody i może dostrzegas , że jesteś odrębną istotą.
      Znam też sytuację, gdzie odzice nie godzili sie na slub , nie pojawili się ani
      w kościele ani na weselu , przez ponad rok nie utrzymywali kontaktu. A teraz
      jest wszystko idealnie , zgodna rodzinka na pikniki jeździ.Młodzi przyzwyczaili
      się , że nikt im sie nie wtrąca a starzy zrozumieli, że to zycie ich dzieci.
    • Gość: Melba Re: czyj to slub? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.02, 00:05
      Przysięgam, na Twoim miejscu wzięłabym sobie ślub dwuosobowo i wysłała rodzicom
      zawiadomienia PO. Cóż za zaborczy i niedojrzali do odcięcia pępowiny ludzie!
      Choć na pewno robią to z miłości do Ciebie, choć dziwnie ją pojmują. Żyj po
      swojemu. To TWOJE życie.I Twój to ślub!
      • Gość: zula Re: czyj to slub? IP: *.leased-02.binet.pl 06.08.02, 08:46
        dokładnie- jezeli nie przerwiesz tej pępowiny- oni zawsze będą przekonani, że
        jesteś nie odrębną jednostką, ale ich mała córeczką- ich klonem, który coś tam
        bąka pod noskiem o buncie, ale i tak wiadomo, ze musi sie słuchać CIAŁA
        MACIERZYSTEGO. czy jesteś jedynaczką? ja jestem i zauważam czasem podobne
        reakcje u moich rodziców- dlaczego chodzisz z tym chłopakiem? chyba to nie jest
        na powaznie? na pewno zerwiesz z nim za 2 tygodnie, on nie dorasta do ciebie.
        po pewnym czasie padło nawet dramatycznym tonem: czy kochasz się już z nim?
        jakby to był prawdziwy horror: przychodzi obcy mężczyzna i odbiera im dziecko.
        teraz to juz minęło, ale ja jestem dość samodzielną osobą, i oni wiedzą już że
        nie wpłyną histerią na moje ważkie decyzje- zaakceptowali to. zaakceptowali
        mojego narzeczonego-jako mój wybór, zaakceptowali temat mojej pracy mgr, mój
        kolor włosów, ale większość tych procesów przebiegała powoli i w bólu. starym
        po prostu trzeba dać dorosnąc- i to jest tak samo jak z dzieckiem- albo
        pozwlasz mu wchodzić sobie na głowę, albo ustalacie granicę swojej prywatności
        i żyjecie po partnersku. z przykrością stwierdzam, ze często finanse są tym
        argumentem, który każe dzieciom, zwłaszcza tym pod koniec studiów albo w tym
        wieku- ulegać rodzicom.
        i nie namawiam cię od razu do jakiejś totalnej wojny- to twój ślub- twój wybór-
        a oni postawili ci ultimatum, i to oni źle się zachowali stawiając znajomych i
        sam fakt ceremonii na pierwszym miejscu- nie czuj się winną złą córką- wyslij
        im zaproszenie i pozwól im zaakceptowac swoją odrębnośc. myślę, ze zrozumieja i
        przyjdą.

        powodzenia- tzrymam kciuki
    • lilpop Re: czyj to slub? 06.08.02, 07:46
      Czy to pierwsza Twoja w pełni samodzielna decyzja życiowa ?

      Czy jesteś w stanie przetrwać bez wsparcia ze strony rodziców i jak długo ?

      I postawiona pod ścianą jakiego dokonasz wyboru : Oni czy On ?

      To może być wyczerpująca wojna. Wymagająca ofiary. Może zmienić się układ sił
      i już nic co tak dobrze znasz i z czym pewnie się czujesz może potem takie nie
      być. To gra o wysoką stawkę. O przestrzeń życiową , o rozwój na swoją miarę, o
      autonomię. O swoje prawo do osobistych wyborów.
      Może to jest właśnie Twoja najważniejsza próba ?
      Jeśli ulegniesz lub nie znajdziesz mądrego i odważnego kompromisu, nie
      wytyczysz granic to zaczniesz tracić swego mężczyznę.
      To ma być jego jaskinia, a nie przedpokój w grocie Twych rodziców.
      Zbierz siły, zwołaj naradę, pomyśl i poczuj. Jeśli zdecydujesz - bądź
      konsekwentna.
      Jeśli zdecydujecie - bądźcie konsekwentni. Wspierajcie się bo wsparcie będzie
      WAM potrzebne.

      " Żadne z doświadczeń, z jakimi jesteśmy konfrontowani, nie przerasta nas.
      Wszystkie są dokładnie na Naszą miarę. W najtrudniejszych sytuacjach musimy
      pamiętać, że gdzieś w zakamarkach naszej duszy kryje się "żelazna racja",
      która zapewni nam przetrwanie."
    • Gość: m. Re: czyj to slub? IP: *.u.mcnet.pl 06.08.02, 09:23
      nie postepuj pochopnie. wiem, ze najlatwiej i moze najzdrowiej byloby przeciac
      pepowine jak radza moi poprzednicy. ale jestes ich dzieckiem i wrazliwym
      czlowiekiem. pomysl wiec czy takie zerwanie nie bedzie cie zbyt duzo
      kosztowalo, czy nie zadreczysz sama siebie. w takich sytuacjach przekonanie o
      wlasnej racji na niewiele sie zdaje, wiem to z wlasnego doswiadczenia.
      dlatego zgadzam sie, ze trzeba rodzicom unaocznic (starac sie przynajmniej) jak
      bardzo cie tlamsza, ale nie jestem przekonana, ze wziecie slubu bez ich udzialu
      to dobry sposob.
      wiem, ze to zabrzmi glupio, ale moze porozmawiaj z nimi tak naprawde. niech
      zobacza w tobie cierpiacego czlowieka, nie tylko 'ich' dziecko. powiedz im to,
      co powiedzialas nam, powiedz, ze nie wyobrazasz sobie, zeby ich zabraklo na
      twoim slubie i ze sa najwazniejsi, ale takie wesele o jakim oni mysla cie
      unieszczesliwi. nie bedzie latwo, wiem, ale moze choc troszke otworzy im oczy?
      trzymam kciuki, trzymaj sie i nie daj zlamac.
      • Gość: ryża Re: czyj to slub? IP: *.lublin.mm.pl 06.08.02, 14:12
        Z listu odniosłam wrażenie, że rozmowa została przeprowadzona. ja naprawdę
        widziałam rodiców- potwory do których nic nie dociera, bo oni wiedzą lepiej jak
        powinno żyć ich dziecko.
        na delikatne i taktowne odcinanie pępowiny jest juz za póxno. To trzeba robic
        od szkoły stredniej a nie przy koncu studiów.A jeszcze wczesniej przygotować
        sobie grunt pod to odcinanie.
        • klaryska Re: czyj to slub? 06.08.02, 14:45
          znasz swoich rodzicow i chyba wiesz o co im chodzi, czy chca sie pokazac przed
          innymi czy po prostu chce zeby ich byc moze jedyna corka wychodzila za maz z
          pompa.
          Slub sam w sobie to czerstwa sprawa, bo mnostwo jest wokol tego polityki kogo
          zaprosic otd. itd. Moim zdaniem wazne jest zebys ustalila ze swoim nazeczonym
          jakie zajmiecie stanowisko. Jezeli jak piszesz czujesz ze On ma dosyc to niech
          CCi to powie niech Ci doradzi co zrobic, facet nie musi byc wcale zaradny ale
          musi Cie rozumiec i macie w koncu pierwsza banke do przebrniecia razem. A co do
          slubow nie ludz sie duzo z tych slubow jest tak naprawde slubem pary mlodych,
          wiekszosc wyglada na sluby organizowane dla rodzicow.
          Moge ci napisac jak ja to zrobilam: jak wychodzilam pierwszy raz za maz to po
          koscielnym byla impreza dla rodziny. A cywilny byl w innym miescie , dwa
          tygodnie pozniej i potem byla impreza dla znajomych, organizowana na dzialkach(
          w sali dzialkowicza) mozna bylo sie wytanczyc. Rodzice dojechali na
          uroczystosc ale nie byli zaproszeni na impreze.
          ZAs , ostatni moj slub jedynie cywilny byl wogole bez rodzicow tylko swiadkowie
          i dwoje znajomych a potem poszlismy na podwieczorek. A potem juz tylko z nowym
          mezem walnelismy sie przed telewizorem z Coca cola i popcornem- na to mielismy
          jeszcze pieniadze. I bylismy sami i bylo super. Ale mialam moment ze zal mi
          bylo Mamy mojego przyszlego meza, bo wiedzialam ze Ona chcialaby byc ze swoim
          synem w takim momencie. Moze mozesz z czegos skorzystac
          • Gość: joa Re: czyj to slub? IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.02, 16:37
            Dziekuje za wszystkie posty.Jestem po kolejnej rozmowie , ktora miala cos
            wyjasnic , a w efekcie zaognila sytuacje. Gotowi bylismy z moim przyszlym isc
            na daleko idace ustepstwa , ale okazalo sie , ze o kolejny raz chodzi o to
            samo - kto jest dla mnie wazniejszy.Mam udowodnic , ze oni wciaz sa na
            pierwszym miejscu.My to rodzina - mowi moj ojciec , on to moze byc w ich opinii
            ktos przejsciowy , jak to maz.Dlaczego mi to robia , bez przerwy robia od wielu
            lat. Jestem taka corka , z ktora nigdy nie mieli klopotow. Dlaczego moja milosc
            przyjmuja jak zdrade? Wiem , ze mnie kochaja.Dlaczego jednak tak?Moj chlopak
            zniosl tyle z ich strony , ze musi mnie bardzo kochac , skoro jeszcze nie
            uciekl.Myslalam , ze czas okaze sie lekarstwem.Dzis obawiam sie , ze bede
            musiala wybrac.Dlaczego kaza mi to robic? Bardzo to bolesne.Najgorsze , ze w
            ich mniemaniu robia wszystko dla mojego dobra.Chca mnie pilnowac.A ja chce byc
            z kims , kogo kocham.Mowia , ze milosc mija i liczy sie tylko rodzina.Dlaczego
            nie chca tej rodziny powiekszyc?Dlaczego mowia , ze dali mi wyksztalcene ,
            zebym mogla zawsze faceta zostawic? Skad taki cynizm? Dobrze , ze jego rodzina
            jest inna.Ostatnio wole byc z nimi , niz z wlasnym ojcem i matka, ktorzy ciagle
            udowadniaja mi , ze jestem chora , bo zakochana i niewdzieczna.A przeciez do
            ziecia nie maja zadnych konkretnych zarzutow.Nie podoba sie bo nie.Za wczesnie
            ich opuszczam po prostu - w tych kategoriach to odbieraja.Coraz mniej zaczyna
            mi zalezec na ich opinni.Dlaczego do tego doprowadzili?
            • Gość: dodo Re: czyj to slub? IP: 209.226.65.* 06.08.02, 19:09
              opowiem ci, joa, co zrobila moja bratanica.
              jej mama, moja droga bratowa uwielbia wielkie imprezy, duzo wszystkiego -
              jedzenia, ludzi, muzyki, halasu. trzeba miec do tego duzo cierpliwosci
              i wyrozumialosci - moj brat to ma i sa szczesliwi ale ich dzieci, jak to
              dzieci, maja swoje zdanie.
              gdy wiec moja bratanica, nina, wychodzila za maz jakies 5-6 lat temu, pozwolila
              matce zorganizowac oszalale party na chyba 300 osob. pelny szal - prawie jak
              z filmu ze steven'em martin'em "father of the bride", moze nawet i labedzie sie
              gdzies plataly...
              mlodzi jednak wykrecili mamusce niezly numer - cichutenki slub wzieli dzien
              wczesniej (moj najstarszy syn wiedzial, bo byl zaproszony ale pary z ust nie
              puscil, lobuz jeden ;-)) i na impreze przyszli "po cywilnem" anonsujac, ze oni
              tylko na godzinke, bo zaraz maja samolot - miesiac miodowy.
              moja droga bratowa lekko sie wsciekla ale przeciez nie publicznie :-)
              mlodzi zyczenia i prezenty przyjeli, szybko sie ulotnili a my wszyscy
              zgromadzeni bawilismy sie wysmienicie do bialego rana a niektorzy jeszcze
              dluzej. a jak juz ninka z mezem wrocili po 2 tygodniach wakacji, to sie
              wszystko bylo "rozeszlo po kosciach" i nikt na nikogo nie jest obrazony.
              moze ci sie ten przyklad mojej sprytnej bratanicy do czegos przyda. ciekawe po
              kim ona to ma? :-)
              a powaznie - nie zrywaj stosunkow z powodu slubu. gdy sie patrzy po latach na
              takie rzeczy jak slub, czy porod - dopiero wtedy czlowiek widzi jakie to byly
              ulamki sekund i jak wiele pozniej waznych minut, godzin dni - przeciez nie
              chcesz wykluczyc swoich rodzicow z tego wszystkiego, co bedzie wazne w twoim
              zyciu po(!) slubie.
            • kini Polecam lekturę! 20.08.02, 09:30
              Joa, przeczytaj sobie ksiażkę "Toksyczni teściowie" Susan Forward. Właśnie się
              ukazała. Myślę, że mogłaby ci pomóc.
    • izai Re: czyj to slub? 09.08.02, 16:26
      Droga Joa!
      Mam równie skomplikowaną sytuację!
      Jestem dorosła , od 10 lat mieszkam sama ,4 lata pracuję.
      Z moim narzeczonym znamy się 2,5 roku , od roku planujemy wspólna przyszłość.
      Moi rodzice są byli i będą przeciwni mojemu małżeńswu.
      Za miesiąc nasz dzień- robimy wystawne wesele, bo tego sobie zyczą.
      Dwa dni temu usłyszałam, że jestem ich największą zyciowa porażką, że slub
      przypłacą zawałem itd....
      Czasem mam ochotę uciec....
      • barnaba1 Re: czyj to slub? 09.08.02, 22:42
        odwrotna konstelacja:przed laty wychodzac za maz moi przyszli tesciowie
        zazyczyli sobie pompy i wesela.moi rodzice luz - niech bedzie jak chca mlodzi.i
        koniecznie ma byc fotograf-ja , ze chce zdjecia niepozowane i w plenerze na
        skromnej imprezie.ja jestem osoba bardzo niesmiala cicha bardzo zle sie czuje w
        wiekszej niz 15 osob grupie.zapowiadal sie koszmar.nie mialam dosc stanowczosci
        na powiedzenie nie i bardzo tego zaluje -to byl gwalt i udzial w przedstawieniu
        cyrkowym.udalo sie zredukowac liste gosci do 30 osob.latami i tak wysluchuje
        przy roznych okazjach co to byla za okropna impreza i ze szybko sie skonczyla
        ok 1 w nocy.wiem jedno : gdybym miala robic to teraz zrobilabym jak bratanica
        dodo.teraz to w ogole nie wiem czy wyszlabym za tego czlowieka .bronil nas w
        wielu sytuacjach wlasnie owe chrzciny , swieta, komunie , ale ciagle sa durne
        komentarze typu : ale zwyczaj , ale tradycja , ale u nas w rodzinie to robi sie
        tak.nie neguje niczyje tradycji , ale nikt mnie nie slucha , mojego zdania, a
        ja naprawde nie jestem dziwaczka.mam przyjaciol , ktorzy wiele razy mnie
        wspierali i dzieki nim nie zwariowalam.tesciowie napieraja w roznych
        absurdalnych sytuacjach :mam zyc tak jak oni sobie zycza wg ich regul.jak sie
        raz pokaze , ze ok moge ustapic zawsze beda tego chcieli.nie ustepuj.moze
        uzaleznili cie finansowo od siebie?moi tesciowie chcieli kontrolowac nasze
        finanse.tesciowa zadala dostepu -upowaznienia do konta.maz co prawda jasno
        mowil nie , ale czasem wyskakuje mi z serca jadowity robak , ze mogl trzasnac
        drzwiami mogl zachowac ie jak rycerz bezkompromisowo w wielu sytuacjach , ale
        on nie , on lagodnie.wredna jestem , ale nie lubie moich tesciow i rodzenstwa
        meza.b
    • kamfora Ślub oczywiście Wasz...:-)) 09.08.02, 23:25
      Wesele - chyba wspólne, Wasze i Rodziców, i innych Bliskich w taki
      czy inny sposób.
      Nie warto na początku drogi próbować dowodzić swoich racji, a juz na pewno nie
      warto starać się, żeby wszyscy Ci tę rację przyznali, żeby zmienili swoje
      zapatrywania co do...
      Rodziców się nie wybiera. (Dzieci też nie ;-)
      Nie na takie ustępstwa będziecie obydwoje musieli nieraz pójść.
      A zrozumiesz rodziców, jak sama będziesz mieć córkę ;-)
      Bawcie się na weselu, zaproście swoich przyjaciół.
      Będziecie mieli co wspominać :-))))
    • mirek_ Re: czyj to slub? 10.08.02, 11:32
      Odpowiem z punktu widzenia rodzica - mam juz za soba slub
      jednego z synow - i wlasciwie do tej pory nie jestem
      zachwycony synowa (ale nigdy nie dalem tego do zrozumienia).
      Wydaje mi sie, ze wszelkie "szarpania sie" o to jaki ten
      slub ma byc, nie maja sensu, psuja tylko atmosfere.
      Rodzice na pewno chca jak najlepiej, maja swoje ambicje
      (mogace tez wynikac z tradycji) i Wasza postawa jawi im
      sie jako cos w rodzaju buntu, a to naprawde nie ma sensu.
      Mysle, ze pojscie na ich model mogloby Wam dopomoc w
      akceptacji przez nich Twojego przyszlego. Zwyczainie, z
      rozmyslem niestety on powinien popierac ich koncepcje i
      mogloby to duzo naprawic i pomoc. Po co zadzierac od
      poczatku?
      No i jest tez stare powiedzenie: jaki slub, takie zycie.
      I jest w tym niestety (?) sporo prawdy...
      • Gość: eldo Re: czyj to slub? IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 17.08.02, 13:25
        jak to roznie w zyciu sie uklada
        co ja bym dala, aby moja tesciowa sie w jakikolwiek sposob zainteresowala
        przyjeciem
        nie, ona byla gwiazda wieczoru-usadzila sie na honorowym miejscu i nie kiwnela
        palcem
        to my sami wszystko przygotowalismy i bylo to straszne
        dlatego, jak chca niech robia , a wy bedziecie miec czas na przezywanie tego
        dnia , bedziecie dla siebie,nie martwiac sie czy wszystko gra, bo jaki by to
        nie byl slub, to trzeba go zorganizowac
        pozdrawiam
        • Gość: Monaga Re: czyj to slub? IP: 62.233.218.* 17.08.02, 21:31
          Beznadziejny spór!!!Kto bierze ślub? Wy czy Wasi rodzice? Jeśli Wy, to Wy go
          sfinansujcie i zorganizujcie tak jak chcecie. Jeśli nie stać Was na to, to
          niestety, ale nie macie nic do gadania. Generalnie uważam, że należy mówić i
          obstawać przy swoim, jeśli stać Was (pod każdym względem) na
          samowystarczalność. Czas sam zweryfikuje Wasze postępowanie w tym dniu, ale i
          tak - jeśli rodzicom na Was zależy - nie musicie się obawiać przyszłości.
          Życzę szczęścia w "nie naginaniu się" :)))
          • agniecha. Re: czyj to slub? 20.08.02, 11:05
            rok temu moj kolega z pracy bral slub.
            ani on ani jego narzeczona nie mieli swoich wlasnych oszczednosci
            zeby wyprawic sobie huczne wesele, dlatego postanowili, ze zrobia kameralne
            przyjecie w jakiejs malej restauracyjce.
            poniewaz jednak rodzice bardzo nalegali, a rodzice narzeczonej sa bogaci,
            postanowili zgodzic sie na to, zeby urzadzili im to weselisko.
            i sie zaczelo. jedni rodzice chceli tak, drudzy inaczej. w koncu tak zaczeli
            sie miedzy soba klocic, ze moj kolega z narzeczona postanowili, ze nie bedzie
            zadnego wesela.rodzice wpadli w szal, zagrozili, ze nie przyjda.
            i co? ano nic.
            przyszli, po slubie odbyl sie uroczysty obiad dla rodzicow, chrzestnych i
            swiadkow i jeszcze tego samego wieczora pojechali w podroz poslubna.
            do tej pory zyja zgodnie i w dobrych stosunkach z rodzicami.

            nie zapominajmy, ze to slub jest najwazniejszy, nie wesele! najwazniejszy jest
            moment, kiedy dwoje ludzi staje przed Bogiem lub urzednikiem stanu cywilnego,
            zeby slubowac sobie milosc i wiernosc do konca zycia. to jest najwazniejsza
            chwila. a wesele jest dodatkiem.jezeli kogos stac, zeby wyprawic wesele to
            fantastycznie, ale jesli panstwo mlodzi z jakis wzgledow nie chca wesela, to
            jak mozna ich zmuszac i robic z tego tragedie? czesto ludzie, ktorych na to nie
            stac, zapozyczaja sie, zeby zrobic wesele, bo " co ludzie powiedza, co rodzina
            powie, bo tradycja, bo to nie wypada..."
            coraz czesciej mam wrazenie, ze slub jest tylko dodatkiem do wesela.
            co to za rodzice, ktorzy szantazuja swoje dzieci, ze nie beda uczestniczyc w
            tej najbardziej dla nich wznioslej chwili, bo oni nie chcieli zgodzic sie na
            wesele??? po prostu tego nie pojmuje.
            pozdrawiam.
            • Gość: Sol Re: czyj to slub? IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 20.08.02, 22:10
              ja nie pojmuje polskiego zadecia do hucznych weselisk...Nie lepiej te pieniadze
              dac mlodym na "nowa droge zycia"? Czy wesele musi koniecznie oznaczac obecnosc
              100 osob (w tym nie widzianych od 15 lat ciotek) i hektolitry wodki??
              Styropianowe golabki, sztuczne, upozowane zdjecia, zenujace gry i zabawy
              weselne, kapele zawodzaca o zlotym krazku?
              Byc moze jest to wydarzenie godne uczczenia ale na prawach mlodych, to ich
              decyzja i ich dzien...
              Przychylam sie do opinii wiekszosci-jak mozna szantazowac wlasna corke w ten
              sposob?
              Chyba najlepszym wyjsciem w takiej sytuacji jest zrobienie obiadu dla rodziny
              (powiedzmy 20 osob) a oddzielnego "party" dla znajomych i przyjaciol mlodych.
              Rodzinny obiad moze byc na prawach weseliska (tyle, ze malego-nie wiem czy to
              wystarczy...)a potem mlodzi bawia sie we wlasnym gronie i na wlasnych zasadach.
              Moze w ten sposob wilk bedzie syty i owca cala?

              PS Rownie niezrozumialym dla mnie jest, ze ludzie potrafia obrazic sie
              smiertelnie otrzymujac tylko zawiadomienie o slubie...bez zaproszenia na
              wesele...

              PS1 Ciekawe, ze pogrzeby i sluby sa doskonala okazja do sklocenia rodziny...
              (prosze mnie nie przekonywac, ze nie. Zaobserwowalam to wielokrotnie)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka