Dodaj do ulubionych

Czy wolno jej pozwolić odejść?

18.10.05, 23:00
włąściwie nie oczekuję filozficznych wywodów, bardziej siły Waszych myśli,
modlitw, uczuć, który tę dziewczynę popchnąłby z powrotem ku życiu...

aby nie chciała umrzeć, aby chciała choć trochę cieszyć się życiem

jestem zrozpaczona
źle mi z tym, bo nie wiem, co zrobić

pomóżcie


Obserwuj wątek
    • anaiss Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 18.10.05, 23:05
      nie wzięłaś za dużo na siebie?
      • blue_a Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 18.10.05, 23:16
        przepraszam za patos "nie pytaj komu bije dzwon itd................."
        • komandos57 [...] 18.10.05, 23:20
          Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
        • anaiss Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 18.10.05, 23:21
          Pytasz "Czy wolno?"
          a masz na to realny wpływ?
          • blue_a Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 18.10.05, 23:24
            i tak, i nie

            i to nie mnie załamuje

            p.s. temu pieprzonemu Komandosowi dałabym bana dożywotnio.
            • blue_a Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 18.10.05, 23:25
              ...na jej wolę wpływu nie mam...
              • anaiss Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 18.10.05, 23:28
                no właśnie,
                najlepsze, co możesz dla niej zrobić, to być przy niej
                tylko tyle
                aż tyle
                żyć za nią nie możesz
    • kardiolog Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 18.10.05, 23:12
      Jedna juz umarla, bo sie zagapilas. Nie pozwol umrzec drugiej tylko dlatego, ze
      zamykasz oczy. Mowie jako facet.

      kardiolog
      • kardiolog quasi text 18.10.05, 23:12

      • blue_a Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 18.10.05, 23:16
        Co tu ma do rzeczy Twoja płeć?
    • jmx Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 19.10.05, 00:33

      na tak postawione pytanie można tylko w jeden sposób odpowiedzieć - to jej wola
      i robi co chce...

      Prawdopodobnie skoro wiesz o tym to chyba szuka pomocy... Jeśli masz z nia
      kontakt realny to wizyta u lekarza? pogotowie? telefon zaufania? To, ze jesteś
      przy niej myślę, dużo jej daje ale sama rozmowa może nie wystarczyć i chyba
      należy sobie z tego zdawać sprawę... to znaczy, że robisz co mozesz a skutek
      może byc inny niż byś chciała... Trudno powiedzieć coś konkretnego "na
      odległość". Trzymaj się :))).
      • blue_a Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 19.10.05, 10:55
        a ja mówię "nie"

        jestem jak "negocjator na odległość" (autoironia, nie duma)

        a negocjator walczy do końca. Mocna kropka.
        • jmx Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 19.10.05, 15:36

          ;) to dobrze.
          Na Twoim miejscu zachowałabym się tak samo i myslałam, że to wynika z mojego
          postu. Coś w rodzaju: miej siłę ale zdawaj sobie sprawę z ograniczeń. Robisz co
          możesz i to jest najważniejsze w tej chwili.

          A odległość.... ;) Miałam na myśli siebie - za mało znam sprawę, żeby
          powiedzieć coś więcej. Tyle ;).
    • solaris_38 wolno 19.10.05, 00:39
      to piekne że chcesz jej pomóc

      ale czasem warto tez pozwolić odejść


      • cyria Re: wolno 19.10.05, 14:44
        solaris_38 napisała:

        > ale czasem warto tez pozwolić odejść

        Solaris...mówisz to absolutnie poważnie???
        Czasem?
        Skąd wiadomo,że to ten czas?
        • solaris_38 Re: wolno 20.10.05, 00:19
          tak
          myslę że świat jest bardziej złożony na proste reguły że coś wolno lub nie
          wolno

          sensem i wyzwaniem naszego życia jest za kadym razem nie wiedzac podejmowac
          decyzję czy TYM RAZEM
          bedziemy walczyc
          czy tez tym razem powiemy szanuje twoją decyzję jesli chesz odejdz , grzesz

          nie mozemy zyć za innych

          oni mają WŁASNY LOS i własne prawo do błedu

          to zresztą bardzo mi sie podoba w biblii że Bóg pozwala nagrzech

          POZWALA

          w tym pozwoleniu czuję dobro
          wolność
          także do grzechu

          N amarginesie co innego jednak pozwalć na grzech a co innego bronić się przed
          cudzym grzechem
          jesli ktos chce nas zabić mamy prawo sie bronić
          nasze decyzje stawiają nas po dwóch stronach barykady
          walczymy i to jest ok

          w kadym razie wracjac do tematu

          nei wiadomo kiedy ten czas

          sami ponosimy konsekwencje naszej decyzji
          czasem robimy źle neiustannie "nie pozwalając na grzech " komuś i bronić go
          przed nij samym
          a tym czasie przygnębieni bez sił jeteśmy np pobawinoną radości matką kóra
          nie ma sił dbac o własne dziecko , nauczyc go wielu rzeczy
          waznych
          żeby nie było nastepne destrukcyjne dziecko

          naprawde jednak nigdy nie wiem jak jest

          jesli jednak jstem czegos pewna to tylko tego że nie ma reguł

          i dobrze
          dzieki temu za KAZDYM RAZEM musimy myslec zastanawiac się i podejmowac
          decyzje
          i TO jest naszym zyciem
          zadaniem
          niewiadomą





          • blue_a Jest sobie dach. 20.10.05, 00:24
            Na dachu stoi desperat (przepraszam za taką nazwę). Jak sama nazwa wskazuje,
            jest zdesperowany. Zrozpaczony.

            Na dach wchodzi para negocjatorów. Próbują nawiązać z nim kontakt. Jedenmu z
            nich się udaje. Ten drugi zostawia ich.

            Negocjator zaczyna pracę. Trudniejszą.
            Desperat mówi "nie chcę żyć".

            N. odpowiada: "trudno, skacz"


            ??????????????????????????????????????????????????????????????????????????????

            Solaris, mam wrażenie, że zakreciłaś się w swoich myślach. Poważnie.
            • solaris_38 uratowac 20.10.05, 00:35
              nie jestem negocjatorem

              ani niczyim zbawcą

              wiecej
              nie dowierzam tym co zamiast samemu żyć chcą ratowac innych
              wiesz ze mówię o tobie

              wiem że czujesz sie dobrze ratujac innych twoje serce jest w tym szczere
              moze to być misją twojego zycia
              pod warunkiem że nie jest przed nim ucieczką

              • blue_a Re: uratowac 20.10.05, 06:06
                żyję, Solaris, jak potrafię, wydaje mi się, że coraz lepiej
                nie potrafiłam obojętnie przejść obok kogoś, kto krzyczał "pomocy"

                UDOWADNIASZ MI CIĄGLE, ŻE TO BŁĄD, a ja mam już trochę DOŚĆ!
                wykrzyknik

                wcale nie czułam się dobrze, goniły inne pilne sprawy

                C Z E P I A S Z S I Ę

                MIłego dnia tak w ogóle
                • solaris_38 mój dylemat 20.10.05, 23:42
                  bywa że sie czepiam
                  :)


                  w zyciu jakos tak zawsze biegnę na pomoc ale własciwie to mnie to w samej
                  mnie wkurza bo to jakiś automatyzm
                  może dla tego tak zareagowałam

                  to jakiś mój osobisty dylemat nierozwiązany
                  lub rozwiązany nei do końca

                  a tak w ogóle to miłej nocy
          • cyria Re: wolno 20.10.05, 02:51
            No tak wychodzi na to,że egoistycznie i samolubnie dopieszczając siebie
            usiłujemy przeszkodzic komuś w wyborze, do którego ma prawo.
            Czy TEN wybór jest świadomy nie bardzo wiadomo oczywiście.
            Założenie jakby niestotne.
            Jasne już jest ,że TEN czas niekoniecznie jest właściwym.

            Oczywiście nie da się przeżyć życia za kogoś.
            Jeśli destrukcyjna myśl, która zakiełkowała będzie odpowiednio szybko rosła...i
            tak zrobi swoje...bez znajomości Biblijnego przyzwolenia również.

            Solaris czy Ty usprawiedliwiasz Obojętność??


            • solaris_38 Obojętność jest ... 21.10.05, 00:06

              pytasz czy usprawiedliwiam Obojętność
              pytasz ... o mój sąd

              Chcesz zrobić sąd i postawić na nim Obojętnych
              Mam być sędzią
              oczekujesz ze ich skażę ?
              bo są winni
              Nie lubisz obojętnosci
              Jestes gorąca

              Nie potrafie byc sędzią obojętności

              Sama jestm naturą namietną i jak pisałam Niebieskiej drażni mnie w sobie samej
              ten automatyzm lecenia z pomoca
              nie lubię go w sobie

              nie ufam jego pozornej prostocie

              myślę że prawda świata jest o wiele bardziej złożona gorąca kobieto



              obojętności ?


              • cyria Re: Obojętność jest ... 22.10.05, 20:42
                solaris_38 napisała:
                >pytasz czy usprawiedliwiam Obojętność
                > pytasz ... o mój sąd
                >
                > Chcesz zrobić sąd i postawić na nim Obojętnych
                > Mam być sędzią
                > oczekujesz ze ich skażę ?
                > bo są winni

                Nie Solaris...nie zrozumiałyśmy się;)
                Zaptałam czy TY... usprawiedliwiasz Obojętność bo Twój wcześniejszy post
                zabrzmiał tak właśnie,
                Spodziewałam sie raczej adwokatuty...

                Brak zobojętnienia nazywasz automatyzmem...?
                Powinnaś wciąż lubić w sobie ten wyróżnik...;)

                Co do prawd złożonych czy przypadkiem nie umierają w chwili kiedy rezygnujesz...
                Może gasną wtedy wraz z właścicielem?


                Czy sadzisz ,że "gorąca kobieta" jest postacią pozytywną w tej bajce?

                ****
                Co do mnie... nie jestem gorąca,po prostu jestem jeszcze żywa.



                • solaris_38 może gasna .. lecz wszystko wszak gasnie :) 22.10.05, 22:01
                  nie jestem zwolennikiem obojetności ani cynizmu
                  a gorace serce to zywe serce

                  jednak miłosc która ma forme biegnięcia z odkrytymi piersami to miłosc kóra
                  karmi i tworzy węże pasożytów i destrukcje
                  czasem miłość oznacza zachowanie spokoju i pozwolenie na poniesienie
                  konsekwencji własnych działąń

                  szczególnie dobrze widac to w miłości rodzicielskiej

                  ci co nieustannie nie moga zniesc żeby dziecko ponosiło konsekwencje włąsnych
                  decyzji nie uszczęśliwiaja swioch dzieci lecz krzywdzą je

                  lubie w sobie ten wyróznić a nawet czasem jest on u mnie zródłem ukrytego
                  poczucia wyzszości bo czasem to ja jedna biegna na ulicy na pomoc zanim pomysle

                  ale dla mnie pozio wyzszy to nie to zwierzece slepe matczyne oddanie temu cołka
                  o pomoc
                  raczej DECYZJA
                  bo ma mało energii i to JA decyduję czy ja wydam ja na kogos kto ja wykorzysta
                  czy na kogoś kto ja straci
                  ja za to odpowadam
                  mam tak mało tej energii
                  chcę aby znalazła pozytywne zastodsowanie a nie aby utracic ją w morzach
                  destrukcji kóych nie napełnię swym sercem ani mogca
                  no chyba że bym w to uwierzyał ale wtedy
                  zostaje sie świętym :)
                  i
                  > Co do prawd złożonych czy przypadkiem nie umierają w chwili kiedy rezygnujesz..

                  tego miła nie wiem .. może gasną
                  a może nie ?

                  • blue_a Re: może gasna .. lecz wszystko wszak gasnie :) 22.10.05, 22:18
                    zgadzam się, choć z pewną przykrością

                    pewien terapeuta powiedział, że karmi (= reaguje, pomaga) wtedy, gdy "ma pokarm
                    w swoich piersiach"

                    impulsywne pomaganie ma sens do pewnego momentu, tą chwilą jest oprzytomnienie.
                    i - jednak :( - rozważne dawkowanie swojej własnej w końcu energii.

                    Cyriu, jest jednak jakaś uroda w gorącym sercu. Lubię takich ludzi ;) Myślę, że
                    i dla tych "gorących", żywych jest jednak czas na chłód, obojętność. Na
                    rezygnację, wręcz na lekceważące machnięcie ręką.

                    Trudno.

                    Pozdrawiam was obie.
                    • solaris_38 Re: może gasna .. lecz wszystko wszak gasnie :) 24.10.05, 00:00
                      ale moze własnie ot o chodzi zeby nie było chłodu ani machniecia ręką
                      żeby do tego nei doprowadzić

                      zeby zachowac miłość

                      czasem stojący na brzegu wiecj miłosci zachowa niż ten kto czuje sie odtrącony
                      w swej pomocy

                      powedz jej że pomożesz jej jesli tego zapragnie
                      powiedz jej że ją kochasz
                      nei bądz obijętna

                      ale badz rozsądna
                      a i to nie zawsze :)
                  • cyria Re: może gasna .. lecz wszystko wszak gasnie :) 22.10.05, 23:27
                    Dziękuję Ci Solaris za Twoją odpowiedź:)
                    Potraktowałas temat bardzo szeroko...
                    Wybrałaś przykłady z uniwersalnej półki i w tej sytuacji nie mogę powiedziec ,że
                    nie zgadzam sie z Tobą...:)
                    Zgadzam się...nie będę polemizowała w temacie rodzicielskiej, toksycznej miłości:)

                    Jednak problem pierwotny i podstawowy miał nieco inny format i charakter...
                    Po założeniu poprawki na okrycie piersi materią , pomimo ostudzenia łomotu
                    gorącego serca...nadal myslę,że trzeba powalczyć.:)
                    Mówiąc kolokwialnie, mam świdomość,że ten kto ma miękie i naiwne (czytaj:gorące)
                    serce, musi mieć twardą d... ;)))

                    Resume:
                    * wydaje mi się ,że mówimy o tym samym...tylko zaczęłysmy na różnych biegunach...:)
                    * Twoja deklaracja w kwestii cynizmu i obojętności nieco mnie uspokoiła:)


                    Pozdrawiam.
                    • solaris_38 owoce naszych działąn 24.10.05, 00:05
                      te sprawy dla mnie samej bardzo są trudne i tak naprawdę nie mam odpowedzi
                      ale tez nei żałuję że nie mam
                      kazda konkretna sytuacja będzie wszak testem na moej serce wraż;liwosć i
                      madrość

                      nie sztuka zmarnowac swoja energię
                      to naprawdę włatwe

                      sztuka ją pomnożyć i zoabczyć jej owoce
                      wszak poznamy ich po owocach

                      *
                      twarda dupa sie przyda ale jeszcze lepsze jest w tych razach poczucie humoru
                      dziekuje za pozdrowienia fajnie czuć wspólne nici:)
    • moc_ca Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 19.10.05, 09:59
      Nie, nie wolno!!!!
      Wierzę że takie decyzje są podejmowane w TEJ i tylko w TEJ chwili
      a prawdopodobnie już później owa myśl zamiera i znowu chce się żyć.
      Warto spróbować uniemożliwić jej realizację, nie pozwól JEJ ODEJŚĆ!!!!
      Tym razem NIEEEEEE!
      • blue_a Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 19.10.05, 10:55
        Dzięki za moc, moc_co :)

        Dzięki!
      • cyria Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 19.10.05, 15:51
        moc_ca napisała:

        > Nie, nie wolno!!!!
        {...}
        > Tym razem NIEEEEEE!

        Podpisuję się pod Twoim postem moc_ca;)
    • malvvina Czy wolno pozwolić jej odejść? 20.10.05, 09:21
      piszcie jakos gramatycznie bo sie tak zmeczylam zrozumieniem tematu ze juz nie
      mam sily na reszte


      PS czy te tematy sa realne ? prawdziwe ? Jesli tak, jestescie ciezko trzasnieci
      zeby je roztrzasac metoda lekka latwa i przyjemna na rozrywkowym forum
      psychologia....
    • jmx Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 21.10.05, 17:10

      Znalazłam taką stronę, może coś...
      members.lycos.co.uk/samobojcyprv//index.html
      I jeszcze coś - jak absolutnie nie da się jej nakłonić do wizyty u specjalisty,
      to może samemu pójść, porozmawiać z jakimś psychoterapeutą, psychiatrą jak
      rozmawiać z kimś na granicy życia i śmierci, znajdującego się w sytuacji
      kryzysowej.
    • martyna2525 Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 22.10.05, 14:27
      Blue_a wolno ...........wiesz o tym - prawda? nie wiele można zrobić jeśli ktoś
      chce...jest przeciw wszystkim i wszystkiemu......
      Dziś już nie , ale kiedyś .....................pozwól odejść.
      • blue_a Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 22.10.05, 14:36


        wiem...już zauwazyłaś, że umiem odpuścić...
        • martyna2525 Re: Czy wolno jej pozwolić odejść? 23.10.05, 14:40
          niestety bedziesz musiała.........

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka