anita233
01.11.05, 07:34
Witam, musialam napisac bo moze ktos mi poradzi co powinnam robic... Mam 23
lata, od 5 lat mam wspanialego chlopaka, prawdopodobnie w przyszlym roku sie
zareczymy. Jeszcze miesiac temu czylam sie bardzo szczesliwa, bylam pewna jak
nigdy ze chce z nim byc, wrecz naciskalam delikatnie na zareczyny. A teraz...
Nie jestem tego juz taka pewna - wszystko przez bylago chlopaka... Byl moja
pierwsza miloscia, bylismy razem ponad rok, ostatnio sie zaprzyjaznilismy, on
mial problemy z dziewczyna, wczesniej spotkalismy sie jakies 2 lata temu -
potem znow nie widziwlismy sie ze 3, a ostatnio dosc czesto sie widujemy. Moj
obecny chlopak pracuje w Stanach, rzadko sie widujemy, ale przyzwyczailam sie
do tej sytuacji. Jesli chodzi o tego "pierwszego" to bardzo go kochalam i
strasznie cierpialam po naszym rozstani - jak bylam z moim obecnym to na
samym poczatku jeszcze o nim myslalam... Zawsze laczyla nas specyficzne wiez,
z jednej strony nie moglismy bez siebie zyc, z drugiej czasami mielismy
siebie dosc... Bylam pewna ze juz sie z niego "wyleczylam", i bardzo sie z
tego cieszylam ze wreszcie moge sie cieszyc z mojego obecnego zwiazku, ale
tak nie jest.. On byl 3 lata z dziewczyna, i nadal mu na niej zalezy, widze
ze predzej czy pozniej beda razem, a ja juz nie moge... Nadal go kocham...
Chcialabym umrzec.. Stracilam pewnosc, boje sie tych zareczyn, ale wiem ze
nie mam szans na zwiazek z "nim"... Tym bardziej czuje sie podle ze moj
obecny chlopak to wspanialy czlowiek - tak bardzo chcialabym odzyskac to co
do niego czulam jeszcze miesiac temu... Nie wiem co ma robic... Zawsze
marzylam ze bede z "nim", wiem ze ja tez jestem dla niego kims wyatkowym,
powiedzial mi ze gdybysmy sie teraz spotkali i byla sami to na pewno
bylibysmy razem... Ja tez jestem tego pewna... Nikt nie wie o tym co ja
czuje, wszyscy mysla ze wszystko jest ok, ze juz nie moge sie doczekac slubu -
tak bylo... Chce z powrotem kochac mojego obecnego chlopaka.. A jesli
zakonczylabym ten zwiazek to wiem ze nie wybaczylabym sobie tego do konca
zycia... Najgorsze jest to ze gdyby ten "pierwszy" powiedzial ze mnie kocha
otwarcie (do tej pory mowil o tym miedzy slowami) i oswiadczylby mi sie, to
wiem ze zgodzilabym sie bez wachania... No, prawie bo moj obeny chlopak
bardzo duzo we mnie zainwestowal (czasu, pieniedzy i uczuc), i to
przywiazuje, sprawia ze ciezko odejsc od tej osoby... Juz nie mam sily..
Bylam taka szczesliwa... Znowu chce taka byc...