Gość: Imagine
IP: *.unl.edu
02.10.02, 20:15
Wiem, wiem jakie to przyjemne. Wiem tez jak meczace, do rozpaczy, gdy nie
mozna tego miec. Cyz to wiec nie kajdany ? Czy mozemy mowic o swej wolnosci,
gdy jest cos, co ja ogranicza ? Chocby nie wiem jak przyjemne i pozyteczne,
ale jesli musi byc spelnione, by nie dostac "palmy", czy ciagle mozemy uwazac
sie za wolnych ? Wolnosc ma dwa atrybuty, wolnosc DO czegos i wolnosc OD
czegos. Utrzymywanie rownowagi w sprawach seksu powinno byc nastepujace:
wolnym DO seksu, kiedy mam ochote na seks i wolnym OD seksu, gdy go nie moge
miec. Niestety, wiekszosc sytuacji zyciowych jest odchyleniem od tego stanu
rownowagi, produkujac roznego rodzaju zaburzenia funkcjonowania nas samych.
Seks jest cierpieniem raczej niz zbawieniem. Lepiej zeby go nie bylo. Wiem,
jest jakis procent szczesliwcow, ktorym, z tych czy innych wzgledow sie udalo,
czerpiac z tego zrodelka ile tylko mozna. Ale to nie o tych tu mowie. I nie
od tych chce tu doswiadczyc pukania sie w czolo i porad w stylu: idz se
poruchaj Imagine, to ci przejdzie. Mowie tu o wiekszosci, ktora w milczeniu
cierpi, konfrontujac sie nieustannie z energiami, ktore nie moga miec ujscia.
Pozdr, Imagine.