Dodaj do ulubionych

To nie ten

IP: *.datastar.pl 03.10.02, 08:23
Drodzy, czy ktokolwiek z Was miał takie odczucie, że Wasza żona/mąż nie są
Wam przeznaczeni? Ja nie mam o czym z moim mężem rozmawiać, on nie ma żadnych
zainteresowań, tylko praca i - idzie spać... A jesteśmy dopiero rok po
ślubie. Jestem załamana. Widzę, że to nie był dobry wybór, ale kto wiedział w
momencie zauroczenia??? Boże, co robić? Jesteśmy przed 30, a życie wali się
na głowę. A najgorsze jest uczucie, że mogłam wybrać kogoś innego. I
zastanawianie się, jak by było, gdybym wybrała tego drugiego... Czy miałyście
kiedyś takie uczucie? Jestem załamana moim myśleniem, moim mężem, swoim
życiem.
Obserwuj wątek
    • dundee_girl Re: To nie ten 03.10.02, 08:34
      Ja tez jestem zalamana jak czytam takie posty. To czym sie kierowalas w wyborze
      pana malzonka? bo jesli nie macie podobnych zainteresowan to co? jest
      przystojny, bogaty?
      • Gość: carduus Re: To nie ten IP: 10.30.1.* 03.10.02, 08:52
        No właśnie! Ludzie, jak można! Małżeństwo to nie zabawa w ślub i biały welon.
        Po co kobieto miałaś głowę rok temu? Tylko dla ozdoby? Bo osamotniony kadłub
        wyglądałby głupio w pięknej, białej sukni? Jak się nie myśli, to poźniej zbiera
        się takie kwiatki.
        Jak tu wierzyć w ludzi:-(((

        carduus
        PS. Sorry, chyba się uniosłam nieco, ale szlag mnie trafia najjaśniejszy, jak
        słyszę takie rzeczy.
        • Gość: ryba Re: To nie ten IP: *.cableinet.co.uk / *.blueyonder.co.uk 03.10.02, 09:22
          Gość portalu: carduus napisał(a):

          > No właśnie! Ludzie, jak można! Małżeństwo to nie zabawa w ślub i biały welon.
          > Po co kobieto miałaś głowę rok temu? Tylko dla ozdoby? Bo osamotniony kadłub
          > wyglądałby głupio w pięknej, białej sukni? Jak się nie myśli, to poźniej
          zbiera
          >
          > się takie kwiatki.
          > Jak tu wierzyć w ludzi:-(((
          >
          > carduus
          > PS. Sorry, chyba się uniosłam nieco, ale szlag mnie trafia najjaśniejszy, jak
          > słyszę takie rzeczy.

          Carduus, to nie jest fair co napisalas. Co ten facet zlego robi? Ze pracuje i
          potem spi? Moze jest zmeczony, moze duzo pracuje zeby swojej rodzinie zapewnic
          jak najlepszy byt. Czy len jest lepszy? Mysle rowniez ze nie powinnas
          potwierdzac ze dziewczyna zrobila blad wychodzac za niego.
          Nie dziwie jej sie ze czuje sie samotna i w zwiazku z tym glupie mysli chodza
          jej po glowie, ale mysle ze powinna porozmawiac ze swoim mezem w celu
          zbalansowania jego i jej czasu.

          Pozdrowienia

          P.S Ide do pracy
          • Gość: carduus Re: To nie ten IP: 10.30.1.* 03.10.02, 10:07
            Gość portalu: ryba napisał(a):

            > Carduus, to nie jest fair co napisalas. Co ten facet zlego robi? Ze pracuje i
            > potem spi? Moze jest zmeczony, moze duzo pracuje zeby swojej rodzinie
            zapewnic
            > jak najlepszy byt. Czy len jest lepszy?
            ***************
            Ja nie pisałam o mężu. Chociaż faktycznie, to, że żyje tylko pracą, jest
            sygnałem, że i z jego srtony decyzja o ślubie, nie była chyba do końca
            przemyślana. Jak najlepszy byt, powiadasz. Nie samym chlebem żyje człowiek. Na
            miejscu jakiejkolwiek zaniedbywanej żony, wolałabym, żeby na konto wpłynęło
            nieco mniej pieniędzy, a w zamian za to, żeby mój mąż spędzil trochę czasu z
            rodziną. Ale tutaj akurat nie o to chodzi.

            Mysle rowniez ze nie powinnas
            > potwierdzac ze dziewczyna zrobila blad wychodzac za niego.
            > Nie dziwie jej sie ze czuje sie samotna i w zwiazku z tym glupie mysli chodza
            > jej po glowie, ale mysle ze powinna porozmawiac ze swoim mezem w celu
            > zbalansowania jego i jej czasu.
            ******************
            Słuchaj, ona napisała, że mają całkiem inne zainteresowania, że nie mają ze
            sobą o czym rozmawiać, praktycznie rzecz biorąc, są sobie obcy. Mieszkają pod
            jednym dachem, jedzą przy jednym stole (pewnie nie za często), śpią w jednym
            łóżku, ale NIE MAJĄ ZE SOBĄ O CZYM ROZMAWIAĆ! To nie tylko problem czasu, który
            on poświęca wyłącznie na pracę. To problem zupełnie odmiennych postaw
            życiowych, innych zainteresowań, innych wrażliwości? Na czym tu budować
            rodzinę? Na kawałku papierka? Na naiwnych wyobrażeniach o pięknym ślubie i
            jeszcze piękniejszym życiu? Na wspólnym telewizorze, mebalch?
            A szlag mnie trafia, kiedy ktoś, kto po roku, stwierdza , że to nie to, czego
            oczekiwał, bo nie ma o czym z tą drugą osobą rozmawiać. To przed ślubem nie
            było czasu się nad tym zastanowić? A teraz nagle rozpacz, bo ona źle się czuje
            w małżeństwie. Trzeba było trochę pomyśleć, a nie brać ślub, nie wiadomo po co.
            Zresztą, przecież, nie wszystko stracone. Ona nie pisze nic o dzieciach, więc
            sądzę, że ich nie mają. Majątek, jaki by nie był, to tylko rzeczy, można
            podzielić. Oprócz tych paru przedmiotów i wspólnego prawa do ich użytkowania
            chyba nic ich nie łączy, więc trzeba rozmówić się jasno z mężem i rozejść się.
            A na przyszłość być mądrzejszym.

            carduus

            • Gość: ryba Re: To nie ten IP: *.cableinet.co.uk / *.blueyonder.co.uk 03.10.02, 20:38
              Gość portalu: carduus napisał(a):

              > Gość portalu: ryba napisał(a):
              >
              > > Carduus, to nie jest fair co napisalas. Co ten facet zlego robi? Ze pracuj
              > e i
              > > potem spi? Moze jest zmeczony, moze duzo pracuje zeby swojej rodzinie
              > zapewnic
              > > jak najlepszy byt. Czy len jest lepszy?
              > ***************
              > Ja nie pisałam o mężu. Chociaż faktycznie, to, że żyje tylko pracą, jest
              > sygnałem, że i z jego srtony decyzja o ślubie, nie była chyba do końca
              > przemyślana. Jak najlepszy byt, powiadasz. Nie samym chlebem żyje człowiek.
              Na
              > miejscu jakiejkolwiek zaniedbywanej żony, wolałabym, żeby na konto wpłynęło
              > nieco mniej pieniędzy, a w zamian za to, żeby mój mąż spędzil trochę czasu z
              > rodziną. Ale tutaj akurat nie o to chodzi.
              >
              > Mysle rowniez ze nie powinnas
              > > potwierdzac ze dziewczyna zrobila blad wychodzac za niego.
              > > Nie dziwie jej sie ze czuje sie samotna i w zwiazku z tym glupie mysli cho
              > dza
              > > jej po glowie, ale mysle ze powinna porozmawiac ze swoim mezem w celu
              > > zbalansowania jego i jej czasu.
              > ******************
              > Słuchaj, ona napisała, że mają całkiem inne zainteresowania, że nie mają ze
              > sobą o czym rozmawiać, praktycznie rzecz biorąc, są sobie obcy. Mieszkają pod
              > jednym dachem, jedzą przy jednym stole (pewnie nie za często), śpią w jednym
              > łóżku, ale NIE MAJĄ ZE SOBĄ O CZYM ROZMAWIAĆ! To nie tylko problem czasu,
              który
              >
              > on poświęca wyłącznie na pracę. To problem zupełnie odmiennych postaw
              > życiowych, innych zainteresowań, innych wrażliwości? Na czym tu budować
              > rodzinę? Na kawałku papierka? Na naiwnych wyobrażeniach o pięknym ślubie i
              > jeszcze piękniejszym życiu? Na wspólnym telewizorze, mebalch?
              > A szlag mnie trafia, kiedy ktoś, kto po roku, stwierdza , że to nie to, czego
              > oczekiwał, bo nie ma o czym z tą drugą osobą rozmawiać. To przed ślubem nie
              > było czasu się nad tym zastanowić? A teraz nagle rozpacz, bo ona źle się
              czuje
              >
              > w małżeństwie. Trzeba było trochę pomyśleć, a nie brać ślub, nie wiadomo po
              co.
              >
              > Zresztą, przecież, nie wszystko stracone. Ona nie pisze nic o dzieciach, więc
              > sądzę, że ich nie mają. Majątek, jaki by nie był, to tylko rzeczy, można
              > podzielić. Oprócz tych paru przedmiotów i wspólnego prawa do ich użytkowania
              > chyba nic ich nie łączy, więc trzeba rozmówić się jasno z mężem i rozejść
              się.
              > A na przyszłość być mądrzejszym.
              >
              > carduus
              >
              Carduus, wrocilem z pracy i jestem jeszcze bardziej otepiony niz przed ranna
              kawa, ale postanowilem Ci odpisac.

              1. Ani Ty ani ja nie wiemy dlaczego ten facet tyle pracuje. W dzisiejszych
              czasach moze to byc pogon za pieniadzem, albo moze po prostu nie ma wyboru i
              pracuje zeby nie stracic pracy..
              2. Autorka postu nie napisala ze maja rozne zainteresowania, napisala ze on
              nie ma zadnych zainteresowan. To jest jej stwierdzenie i znowu ani Ty ani ja
              nie wiemy czy sluszne.
              3. Napisalas - "Nie maja ze soba o czym rozmawiac" i ze to nie problem czasu
              tylko...Byc moze, ale mysle ze po roku oni sie jeszcze nie "dotarli", ale tylko
              mysle.

              Sumujac to wszystko, nadal mysle ze autorka postu podala za malo informacji aby
              faceta uznac za malo troskliwego, czy sugerowac rozwod.

              Byc moze znasz zycie bardziej niz ja, ale tak na wszelki wypadek zalecalbym
              troche ostroznosci, szczegolnie w przypadku mlodego malzenstwa ktore tak
              naprawde dopiero sie poznaje.

              Pozdrowienia

              • Gość: carduus Re: To nie ten IP: 10.30.1.* 04.10.02, 08:49
                > 1. Ani Ty ani ja nie wiemy dlaczego ten facet tyle pracuje. W dzisiejszych
                > czasach moze to byc pogon za pieniadzem, albo moze po prostu nie ma wyboru i
                > pracuje zeby nie stracic pracy..
                ************************
                Ale to, dlaczego on tyle pracuje chyba nie jest aż tak istotne. Choćby nawet
                pracował 12 godziń dziennie przez 6 dni w tygodniu, to zawsze zostaje ten jeden
                dzień. I to jest już ich sprawa, jak ten dzień spędzają. Gdyby chcieli mogliby
                sobie w ciągu tego jednego dnia dać z siebie tle, żeby starczyło na cały
                następny trudny tydzień. Myślę, że gdyby związek był ok., to taki post w ogóle
                by się tu nie pojawił. A jeśli nie jest ok. i to po roku trwania małżeństwa, to
                na pewno nie będzie lepiej. Naiwnością jest chyba sądzić, że jeśli teraz jest
                źle, to za pięć lat będzie lepiej. Nie będzie. Może być tylko gorzej.


                > 2. Autorka postu nie napisala ze maja rozne zainteresowania, napisala ze on
                > nie ma zadnych zainteresowan. To jest jej stwierdzenie i znowu ani Ty ani ja
                > nie wiemy czy sluszne.
                *********************
                Słuchaj uwierz mi, w tej sytuacji nie może być lepiej. Może być tylko gorzej.
                Bo codzienność, bo kłopoty, bo to, bo tamto. To może brzmi dość cynicznie, ale
                takie jest życie. Od nas zależy, jak sobie będziemy radzić z życiem. Autorka
                wątku już jest pewna: "to nie ten", napisała. Więc po co był ślub, po co ta
                cała wielka ceremonia, po co ten papier niczego nie gwarantujący? Jak się
                dorosli ludzie decydują wziąć ślub, to powinni wiedzieć dlaczego. Wiedzieć, a
                nie żeby im się zdawało, bo byli zauroczeni. Najgorsze chyba co można zrobic,
                to ulec pierwszemu zauroczeniu i na łeb na szyję w małżeństwo. Trochę zdrowego
                rozsądku w takim momencie życia jeszcze nikomu nie zaszkodziło, niezależnie od
                tego, co mówią niektórzy nieuleczalni romantycy, że rozsądek zabija romantyzm.
                A niech zabija, jeżeli tylko ma pomóc uniknąć podjęcia głupiej decyzji, z
                której później bardzo trudno się wyplątać.


                > 3. Napisalas - "Nie maja ze soba o czym rozmawiac" i ze to nie problem czasu
                > tylko...Byc moze, ale mysle ze po roku oni sie jeszcze nie "dotarli", ale
                tylko
                >
                > mysle.
                >
                > Sumujac to wszystko, nadal mysle ze autorka postu podala za malo informacji
                aby
                >
                > faceta uznac za malo troskliwego, czy sugerowac rozwod.
                >
                > Byc moze znasz zycie bardziej niz ja, ale tak na wszelki wypadek zalecalbym
                > troche ostroznosci, szczegolnie w przypadku mlodego malzenstwa ktore tak
                > naprawde dopiero sie poznaje.
                **************
                Ha! Starowinką nie jestem. Sama mam układ modelowy i wręcz obrzydliwie
                spokojny, żadnych sensacji, żadnych wątpliwości i innych takich. Ale chyba
                właśnie dlatego, że trochę się w życiu napatrzyłam jak ludzie sobie umiejętnie
                marnują życie (zapewniam Cię, że niektórzy są w tym mistrzami) i na szczęście
                trochę się na ich błędach nauczyłam. I zastanawiałam się nad wyborem i szukałam
                wątpliwości i dopiero, kiedy doszłam do wniosku, że nie mam się do czego
                przyczepić podjęłam decyzję. Mojemu obrzydliwie rozsądnemu podejściu do życia
                to zawdzięczam.
                A wracając do "sytuacji młodego małżeństwa, które dopiero się poznaje" to Ci
                powiem, że na poznawanie to był czas przed ślubem. Teraz to oni się już znają.
                Naprawdę myślisz, że wspólnego mieszkania to za mało, żeby się poznać? No może
                i tak. Na pewno jednak to wystarczy, żeby dowiedzieć się, że "To nie ten". I
                autorka wątku już to wie. Niestety.


                carduus

                >
                • Gość: ryba Re: To nie ten IP: *.cableinet.co.uk / *.blueyonder.co.uk 04.10.02, 17:54
                  Carduus,

                  Przekonalas mnie, zarowno do swoich postow jak rowniez i figury.)))

                  Pozdrowienia,

                  Zazdrosny,

                  ryba

                  • Gość: carduus Re: To nie ten IP: 10.30.1.* 08.10.02, 10:47
                    Do postów to rozumiem. Ale do figury? Co Ty wiesz o mojej figurze? Wszak ta
                    wirtualna może się nijak mieć do tej rzeczywistej:-)))

                    carduus
                    zakłopotana
                    PS A Ty ZAZDROSNY? Nic nie rozumiem.
    • olek13 Re: To nie ten 03.10.02, 09:02
      Gość portalu: żona napisał(a):

      > Jestem załamana moim myśleniem, moim mężem, swoim życiem.

      To teraz uspokój się, najlepiej głęboko oddychając. Potem zastanów się, czego chcesz, co dla ciebie jest najlepsze. Zapisz to, punkt po punkcie. Potem czytaj po kolei i z rozwagą opisz (wszystkie za i przeciw). Jeśli przy którymś punkcie pojawią się silne emocje, to poczuj je, nie wypierając. Poczuj, co one znaczą, do czego miały Cię nakłonić, zastanów się, dlaczego.
      Gdy po kilku dniach już będziesz pewna czego tak naprawdę chcesz, zrób to.

      Powodzenia
    • Gość: panna Re: To nie ten IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.10.02, 09:05
      słuchaj, według mnie to jest tak: rok temu podjełaś jakąś decyzję - teraz tez
      możesz podjąć decyzję: możesz zdecydować się np. odejść od męża (ślub teraz to
      chyba zadna ostateczność), możesz zdecydowac się pracowac nad waszym związkiem
      nie oczekując w tym pomocy z jeg ostrony (w końcu jest to TWOJ związek), możesz
      zdecydowac się nie robić nic.
      Każdy popełnia błędy.
      Ja np. tez załuję, ze nie wyszłam jeszcze za mąz.
      Pozdrawiam
    • duszek_ Re: To nie ten 03.10.02, 09:43
      Gość portalu: żona napisał(a):

      > Drodzy,

      Droga zono!

      > czy ktokolwiek z Was miał takie odczucie, że Wasza żona/mąż nie są
      > Wam przeznaczeni?
      > Ja nie mam o czym z moim mężem rozmawiać, on nie ma żadnych
      > zainteresowań, tylko praca i - idzie spać... A jesteśmy dopiero rok po
      > ślubie. Jestem załamana. Widzę, że to nie był dobry wybór, ale kto wiedział w
      > momencie zauroczenia??? Boże, co robić? Jesteśmy przed 30, a życie wali się
      > na głowę. A najgorsze jest uczucie, że mogłam wybrać kogoś innego. I
      > zastanawianie się, jak by było, gdybym wybrała tego drugiego... Czy miałyście
      > kiedyś takie uczucie? Jestem załamana moim myśleniem, moim mężem, swoim
      > życiem.

      Mam dokladnie takie samo odczucie - moja zona nie byla mi pisana.
      Nie rozmawiamy od dluzszego czasu (ponad rok). Ja pracuje i mam
      zainteresowania, ktore ja wkurzaja. Wracam z pracy jednej i drugiej i... ide
      spac. Cale szczescie.
      Ona w zamian za to nie pracuje i nie ma zainteresowan.
      Jestesmy 4 lata po slubie i na dwa dni przed zlozeniem pozwu o rozwod.
      Nie byla to milosc od pierwszego wejrzenia, ale potezne zauroczenie. Teraz po
      latach wydaje mi sie, ze tylko jednostronne, a malzenstwo - wylacznie z
      rozsadku. Za kilka dni koncze 30 lat i zycie wali mi sie na glowe.
      Zal straconych 8 lat...
      I wcale nie zastanawiam sie, jak to byloby, gdybym byl z kims innym.
      Ja to wiem. Niedawno mialem namiastke prawdziwej milosci. Raczej "prawdziwej",
      bo okazalo sie, ze strzelalem na oslep. Efekt? Zlamane serce, zalamanie nerwowe
      i niechec do zycia. I teraz wiem, ze problem tkwi we mnie. I wcale nie chodzi o
      to, ze ja nie potrafie kochac... Za szybko sie angazuje, dajac z siebie od razu
      wszystko. I pozniej zostaje z niczym..., taki wyekspoa
      Teraz chce zmienic wszystko - prace, miejsce zamieszkania etc. Chce uciec na
      drugi koniec POlski, zaczac wszystko zupelnie od zera. Tylko coraz powazniej
      obawiam sie, ze jednak mi sie to nie uda...

      D.

      • Gość: inka_sama ucieczka? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.10.02, 10:44
        Wybacz duszku...
        Mnie tu kiedyś zjechano za "uciekanie" przed problemami - ale ja "uciekałam" na
        spacery by przemysleć spokojnie problem, wyciszyc emocje i móc zacząć od
        początku spokojnie. I to pomagało.
        Ale ty chesz uciekac dużo dalej. Tylko że przed soba nie uciekniesz. Nie
        uciekaj by znaleźć się dalej. Sam stwierdziłeś że prolem jest w tobie - więc
        sam wyjazd nic nie da. Choć MOŻE pomóc jeśli to oderwanie pozwoli ci uporac
        sie z tym co w tobie.

        Obydwoje z autorka wątku jesteście niezadowoleni z partnerów. Zawsze gdy czytam
        coś takiego myslę - ale czemu oni się w ogóle pobrali??? Tyle osób żyje na
        karte rowerową w zgodzie przez wiele lat - a czemu oni zdecydowali sie na ślub
        i teraz tak szybko rezygnuja? Zauroczenie... Zwykle tak się to wyjaśnia. Ale to
        powód by miec żal TYLKO do siebie. Bo pozwoliło się sobie na stworzenie iluzji
        drugiej osoby. Nie pokochało się rzezcywistego człowieka z krwi i kości - a to
        jakim chcielibysmy by on był...
        Nie chce by wyszło że ja to taka mądra jestem i nigdy nie miałąm watpliwości.
        Bardzo kochałam mojego męża - ale czasem miałam go dość jak cholera! Ani ja ani
        on nie byliśmy aniołami... Tylko że nigdy nie traciłam świadomości że doskonale
        wiedziałam jaki on jest gdy się pobieraliśmy! Znałam wszystkie jego wady ZANIM
        się pobraliśmy , wiedziałam na co sie decyduje. I kochałam go razem z tymi
        wadami i pomimo nich.
        A wy?
        Co kryje sie za słowem zauroczenie?
        Co sprawiło ze zauroczyła was ta właśnie osoba - tak barzdo że aż
        przysięgliście jej dozgonną miłość?

        Myślę o was z sympatia... Każdemu coś w życiu się poplącze. Szkoda że wam sie
        nie udało. A może?... Duszek juz przekroczył pewną barierę ale żona? Może to
        tylko kryzys? Niejeden trafia się w małżeństwie. Może przypomnijcie sobie z
        mężem jak to było gdy byliscie para zakochanych?
        Przede wszystkim porozmawiaj z nim. A nie z obcymi ludźmi czyli z nami.
        Najpierw on.
        • ponpon Re: ucieczka? 03.10.02, 10:59
          Wyjątek potwierdza regułę. A może jednak reguła potwierdza wyjątek. Czy jeżeli
          dziś się nam wydaje, że białe jest białe - to tak jest czy jeszcze nie
          doszliśmy do tego, że tak nie jest. Jak mawiał Tytus z Tytusa, Romka i A'tomka:
          PRECZ Z PRECZEM!!!
        • Gość: carduus Re: ucieczka? IP: 10.30.1.* 03.10.02, 11:29
          Inko droga, hołd Ci sćielę pode stopy!!!
          Jak Ty to robisz, to opanowanie? Ja się zaraz wściekam i wrzeszczę, że sami
          sobie winni, a w Tobie tyle wyrozumienia!

          carduus
          w nieustającym podziwie
          • Gość: inka_sama Re: ucieczka? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.10.02, 20:40
            Bo pisanie jest wolniejsze od mówienia...
            Chciałabym w realu tak spokojnie do wszystkiego podchodzić. Czasem się udaje,
            pracuje nad tym ale... Człowiek nie jest doskonały.
            Tu mozna ochłonać, przemyśleć, wykasować co sie napisało jesli po przeczytaniu
            się inaczej zechce sformułować wnioski. Słowo ptakiem wyleci, ech...

            Carduus ty mnie tak nie chwal bo sie zarumienię po raz pierwszy w życiu!
      • _szwedka Re: To nie ta... do duszka 03.10.02, 15:44
        Ciesz sie ze tylko 8 lat a nie cale zycie :)
        Masz 30 lat, cale zycie przed Toba. Ciesz sie bo zaczyna sie pisac nowy
        rozdzial w Twojej ksiedze.
        Jest wiele kobiet ktore chetnie dadza ci to czego Ty chcesz i potrafia docenic
        ciebie. Teraz potrzebujesz troche spokoju, czasu. Moze urlop w gorach? Z dala
        od miasta, pracy, bylej zony.
        A ONA zjawi sie...kiedys. A ze jestes juz starszy to bedziesz widziec ja bez
        rozowych okularow, taka jaka jest. Bez zauroczenia.
        Powodzenia
      • kamill_a Re: To nie ten 04.10.02, 07:36
        Macie dzieci? Czy próbowaliście już wszystkiego: rozmawiać, spotkania z
        psychologiem i inne? Czy zrobiliście wszystko co możliwe żeby ratować wasz
        związek? Ja Walcze o mężą już 9 m-ęcy! On żąda rozwodu ja nie poddaje się,
        kocham go, walcze, zmieniam w sobie co moge, rozmawiam! Pozdrawiam
    • Gość: ikka Re: To nie ten IP: 10.30.1.* 03.10.02, 09:45
      Droga żono.
      Zastanawiasz sie, czy dobrze wybralas,pewnie nie musialabys zadawac sobie
      takich pytan gdyby Twoj zwiazek byl idealny (dla Ciebie), gdybys czula sie w
      nim dobrze. Posłuchaj,gdy moj wybor okazuje sie nietrafiony, tez zastanawiam
      sie co by bylo gdybym postapila inaczej. Ale coz, nie posiadam madrosci calego
      swiata i popelniam bledy.

      Mam pytanie, przypuszczam, ze od momentu poznania do malzenstwa uplynelo troche
      czasu, i o czym wtedy rozmawialiscie, bo chyba przeciez o czym musieliscie
      rozmawiac, zauroczenie swoja droga, wiem troche moze znieksztalac obraz
      realistyczny, ale to nie jest wytlumaczenie.
      Skoro Twoj maz nie ma zainteresowan, to moze poszukajcie sobie wspolnych, badz
      sprobuj zainteresowac go swoimi.
      A MOZE to ze maz wraca z pracy i spi, to jest sygnal ze w zwiazku cos sie
      dzieje niepokojacego, moze on tez czuje, ze nie ma o czym z Toba rozmawiac, bo
      zauroczenie minelo i teraz tak naprawde nie ma juz nic.

      PS. Chyba troche za dlugo, przepraszam.
    • Gość: lisette Re: To nie ten IP: *.a2000.nl 03.10.02, 10:33

      Droga zono,


      Widze, ze rutyna zabija wasz zwiazek. Rutyna i nuda dnia codziennego. Tak bywa
      w kazdym zwiazku predzej czy pozniej. Zmiana osoby nie ma z tym nic wspolnego.
      Kazdy nawet najwspanialszy model po jakims czasie sie nudzi. W ten sposob
      mozesz zmieniac mezow, jak gwiazda filmowa. Po siodmym czy osmym moze cie
      olsni, ze dziewiaty raz to nie ma juz sensu, bo znow dojdziesz do tego samego
      krytycznego momentu, kiedy w wasz zwiazek wda sie nuda i rutyna. I znow ten sam
      klops.

      Brak zainteresowan - a moze maz jest zmeczony tym tyraniem i nie ma sily?
      Wymysl cos fajnego, zeby ozywic wasz zwiazek - moze wypad w gory jesienia jest
      cudownie, albo cos innego przyjemnego dla was obojga i dla kazdego z osobna.
      Dobrze miec jakas jedna pasje razem i jakas inna osobno. Razem to moze chociaz
      wypad do kina dzis wieczorem, czy zapisanie sie na jakies sport. Nie, no musi
      cos byc co zaskoczy. Tyle jest mozliwosci spedzania czasu. Badz kreatywna. Zrob
      mezowi wyklad, ze jak tak bedzie tyrac to sie wypali, wiec moze zrobicie cos
      fajnego razem - zeby uzupelnic energie i nabrac checi do zycia. Jak pogra
      troche w pilke z kumplami to mu sie zrobi lepiej i przestanie byc taki dretwy.
      Sobie nie wyobrazasz jaki moj maz jest dretwy -typowy komputerowiec nie
      wysciubiajacy nosa poza ekran. Poza tym mumia egipska. Ciagle cos wymyslam,
      zeby sie nie nudzic. Zainteresowania ma inne niz ja, ale zawsze jest o czym
      pogadac. Ja to stymuluje, bo juz dawno nasz zwiazek by diabli wzieli. O zwiazek
      trzeba zabiegac i go budowac. Moge zmienic meza na lepszy model, ale w sumie po
      co - z innym tez moze byc problem, a wole problemy ktore znam niz jakies nowe.
      Zreszta przyciagamy zawsze tych samych ludzi - bo jestesmy tacy jacy jestesmy.
      nawet jak opuscisz swojego meza, to ten nowy okaze sie bardzo podobny -
      przyciagaja nas okreslone typy, choc na poczatku moze sie wydawac, ze ten nowy
      jest inny. Twoj maz na poczatku tez wydawal sie inny niz jest teraz - przeciez
      inaczej za niego bys nie wyszla. Historia sie wiecznie powtarza.

      Sprobuj troche powalczyc, a jak nie da rady to zostaw go bez poczucia winy.
      Teraz cos czuje, ze sie tym gryziesz, ale nie ma sensu sie gryzc - dzialaj a
      potem decyduj. Koniec kropka.

      PS. Moj typ: proponuje zaczac od pysznego zarcia - co lubi ten twoj maz to mu
      ugotuj, nakryj fajnie do stolu, swiece, wino/piwo itp itd. Moj maz jest
      strasznie wybredny, ale jak dostaje capraccio z orzeszkami pod sosem balsamico
      i skruszalego zajaczka z ziolami pieczonego w winie, to od razu go cos natchnie
      i kombinuje jak by mi tu teraz sprawic przyjemnosc. Przygotuj jakis temat do
      konwersacji, wlacz muzyke, ktora lubicie oboje.
      Tu przypomina mi sie monolog "kobiety pracujacej": O widze, ze klopoty w domu,
      to pewnie pani wypieka? Role kobiety w domu moze pelnic tylko prawdziwa
      kobieta. Bylam kiedys gosposia u profesora N. Kiedy profesora oskarzono o
      plagiat i w nazwano w bardzo powaznym pismie szarlatanem i oszustem, profesor
      poszedl do gabinetu porzadkowac papiery przed samobojstwem, a profesorowa do
      kuchni. Zapach ciasta ze sliwkami unosil sie po calym domu, centralny uklad
      trawienny nastawil sie na trawienie i po chwili wszyscy siedzieli juz przy
      herbacie. O samobojstwie nie bylo mowy".



      • Gość: Bacha Re: To nie ten IP: *.waw.cdp.pl 03.10.02, 13:15
        Droga Lisette,
        dziekuję Ci bardzo. Przede wszystkim, że nie naskoczyłaś na mnie od razu.
        Przecież każdy chce mieć jak najlepiej w życiu, być szczęśliwy, wychodząc za
        mąż też myślałam, że euforia trwać będzie wiecznie. A nie trwa... Dzięki za
        rady, postaram się rozruszać tego mojego męża, który szczerze mówiąc wcale nie
        pracuje za ciężko, normalna praca w biurze, a śpi, bo lubi. A ja wolę żyć, bo
        życie ucieka za szybko.
        Zrobię wszystko, żeby żyć z moim mężem.
        Pozdrawiam,
        • Gość: Malwina Re: To nie ten IP: *.abo.wanadoo.fr 03.10.02, 13:35
          "bo w tym caly jest ambaras zeby dwoje chcialo naraz"
          Sama nie poradzisz
          • Gość: Imagine Re: To nie ten IP: *.unl.edu 03.10.02, 16:12
            Gość portalu: Malwina napisał(a):

            > "bo w tym caly jest ambaras zeby dwoje chcialo naraz"
            > Sama nie poradzisz

            I tu Malwina, po raz pierwszy sie z Toba zgadzam. Dlatego nie wierze w zadne
            winka, piwka i inne trele morele. Jesli zaczyna sie aranzowac intymne wieczory,
            podgotowywac zajaczki dal kogos, przynosic ukradkiem jakies bilety do kina, to
            o co w tym wszystkim chodzi ? Nie wierze ze ktos moze odreagowywac i potem
            "zyc dlugo i szczesliwie". Dopoki nie ma dzieci w zwiazku polecalbym zwiewanie
            pierwszym pociagiem.
            pozdr, Imagine.
            • Gość: weronika Re: To nie ten IP: *.kopernik.gliwice.pl 03.10.02, 22:12
              jesli juz po roku masz takie rpoblemy i nie macie dzieci to wiej kobieto gdzie pieprz rosnie, pamietaj ze
              zyje sie tylko raz i kazdy ma prawo do popelnienia bledu
              pozdrawiam
              • Gość: Zunia Re: To nie ten IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 04.10.02, 08:26
                Dbalam o swoje malzenstwo. Dlugo ale juz nie mam sily. Wczoraj poslzismy na
                kolacje i ........ nie mielismy o czym ze soba rozmawiac. Maz siedzial i
                studiowal menu, ja ukladalam serwetke. I nie chce tak dalej zyc. Dzieci nie ma.
                Ale ciagle boje sie odejsc - a jak kiedys ktos powiedzial najgorszy powod zeby
                zostac to strach przed odejsciem. A u mnie ten strach jest wielki.
                Podrawiam
                • kamill_a Re: To nie ten 04.10.02, 10:53
                  To tak jak w moim przypadku! Tylko, że u nas jest dziecko - 5-letnia córka!
                  Strach przed odejściem, strach przed tym co nowe, nieznane! Pozdrawiam
    • wierzba_b Re: To nie ten 04.10.02, 09:19
      Rany... jak czytam te wszystkie posty w tym temacie, to dziękuję niebiosom, że
      mężczyznę mojego życia poznałam w drugiej klasie liceum. Czasem już mnie
      wścieka to czekanie na wspólny dom (jesteśmy razem już sześć i pół roku "na
      przychodne", ile tak można?), ale dzięki temu mieliśmy naprawdę mnóstwo czasu,
      żeby się dokładnie poznać. Wiemy, w co wchodzimy - wliczając w to również
      schematy funkcjnowania naszych rodzinnych domów, kwestia, nad którą rzadko da
      się zastanowić przy krótkim stażu związku, a która jest cholernie ważna.
      Żono - jeśli jesteś pewna, że to "nie ten", to się nie ma nad czym
      zastanawiać, wiej póki czas (tzn. póki nie ma dzieci). Pomyśl tylko, czy ta
      twoja "pewność" nie ma równie kruchych podstaw, co pewność "to ten", kiedy za
      niego wychodziłaś. A na przyszłość - nie wychodź za mąż za faceta, którego
      znasz krócej niż rok i z którym nie spędziłaś przynajmniej jednych wakacji (to
      wprawdzie nie to samo co życie codzienne, ale daje dobre wyobrażenie o byciu z
      daną osobą przez 24 godziny na dobę).
      • Gość: weronika Re: To nie ten IP: *.kopernik.gliwice.pl 04.10.02, 22:22
        nie uwazasz moja droga przedmówczymi że ludzie sie zmieniają. Można z kims spędzic wiele lat a on za
        dwa lata bedzie kims innym bo np. zwolnia go z pracy albo przeciwnie awansuje i nic poza tym nie bedzie
        juz widzial. Czasami jak sie to wszystko czyta to widac prosta maksyme: punkt widzenia zalezy od punktu
        siedzenia. Oczywiscie ze ktos kto nie ma klopotw malzenskich nie pojmie ze nie trzeba byc lekkomyslnym
        czy tez nie dbac o malzenstwo zeby sie kiełbasiło. czasami po prostu tak jest, ja sama sie zmienilam
        baaardzo w czasie trwania małżeństwa i tak samo moj mąż. Czasmi takie zmiany zagraja a czasami nie.
        pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka