Dodaj do ulubionych

"Jesteś nikim"

21.10.02, 13:52
"Jesteś nikim"
"Co ty masz? Nic nie masz"
"Nic nie osiągnęłaś i nie osiągniesz"
"Gdybym zarabiał 3 tys. zł miesięcznie nie siedziałbym z wami, idiotami"
"Jesteś głupia i życzę ci, żeby ci nic nie wyszło"

Takie słowa uslyszałam wczoraj od swojego Ojca. Jestem bardzo przybita, dlatego
postanowiłam podzielić się z Wami tym, co czuję. Nie mam komu tego powiedzieć, siedzę w
pracy, a zapuchnięte oczy tłumaczę zapaleniem spojówek...

Takie słowa ranią jak noże. Szczególnie, że nigdy nie zrobiłam nic złego, nigdy go nie
skrzywidziłam. Wypomina mi pieniądze, które łożył na moje studia i to, że mieszkałam w
domu do 24 roku życia. Potem znalazłam pracę w innym mieście i zaczęłam życie na własny
rachunek. Skończyły się kłótnie, przykre słowa. Gdy przejeżdżam do domu jestem "kochaną
córeczką", bo nie musi mnie już utrzymywać... Moi bracia mają nie mają tak dobrze, bo
jeszcze są w domu. Gdyby nie Mama... ona jedyna to wszystko trzyma w kupie, bardzo nas
kocha. Widzę, jak się z nim męczy. Czasem jest dobrze, można z nim pogadać, pożartować
- człowiek zapomina o przykrych sytuacjach, o bolesnych słowach. Czasem jednak to
wszystko upada i wystarczy jednen pretekst bym usłyszała pod swoim adresem takie
słowa...

Mama wczoraj płakała "rozwiodę się" powiedziała. Ja jakoś się trzymałam, obiecałam sobie,
że mu nie pokażę, jak bardzo mnie to boli. Bo co to da? Już nie raz wybiegałam z płaczem,
ale nigdy nie usłyszałam "przepraszam". Potem starał się podlizywać - uśmiechać i
żartować, ale... wypowiedztianych słów nie da się cofnąć. Tkwią głęboko jak noże.

Płakałam całą noc. Nad sobą, nad nim, nad Mamą. Staram się go usprawiedliwać: trudne
dzieciństwo, despotyczna i niekochająca matka, przedwczesna śmierć ojca, poczucie
"przegranego życia"...

Kocham go i marzę, by się zmienił. Ale mój smutek tkwi głęboko i trudno go zabić. Słysząc
takie słowa od bliskiej osoby człowiek traci wiarę w siebie. Jest mu smutno, jest zły, ale
najbardziej doskwiera samotność i dojmujące poczucie braku tożsamości. Bo utożsamiamy
się z Rodzicami. To jak się czuć, jeżeli własmy Ojciec ma cię za nic?

Pisząc te słowa jest mi ciężko. Znowu gula w gardle, przytłaczające poczucie
beznadziejności, żalu o coś, czego nie ma (dobre słowo, wiara we mnie).
Mam już 27 lat, a w takiej sytuacji czuję się jak mała dziewczynka.

Jak sobie z tym poradzić?

Atlantis
Obserwuj wątek
    • atlantis75 Pomóżcie :( n/t 21.10.02, 15:07

      • dorota-r Re: Pomóżcie :( n/t 21.10.02, 15:14
        A jak uczciwie odpowiesz na to co zarzucił Ci ojciec?
        Nieskromnie!, nikt tu chyba nie potraktuje tego co napiszesz jako przechwałek.
        Tylko szczerze!
        • atlantis75 Re: Pomóżcie :( 21.10.02, 15:37
          dorota-r napisała:

          > A jak uczciwie odpowiesz na to co zarzucił Ci ojciec?
          > Nieskromnie!, nikt tu chyba nie potraktuje tego co napiszesz jako przechwałek.
          > Tylko szczerze!


          Tak uczciwie: to niesprawiedliwe, co mówi. Skończyłam
          studia (co prawda za jego pieniądze) z dobrym wynikiem,
          mam pracę, z której jestem zadowolona. Wynajmuję
          mieszkanie z mężczyzną, którego bardzo kocham...
          Utrzymauję się sama od 4 lat. Nie biorę od niego ani
          złotówki. Do wszystkiego sama dochodzę.

          Myślę, że nie jestem bezwartościową osobą. Ale gdy słyszy
          się słowa: "gów... masz! W twoim wieku kobiety mają już
          własne mieszkania. Są bizneswoman. A ty..." to człwoiek
          takiego doła załapuje... :(

          Niby wiem, że to co mówi jest bzdurą, ale sam fakt, że ON
          to MÓWI, okropnie boli. Człowiek zaczyna wątpić w siebie.
          Myśli: "może rzeczywiście jest tak, jak on mówi..".

          Taki palący ból...
          • Gość: henio Re: Pomóżcie :( prosty czlowiek? IP: *.rz.uni-karlsruhe.de 21.10.02, 18:36
            ja mysle, ze on czuje ze jestes slaba, ze go kochasz, bo jak nazwac to ze placzesz? sluchasz go i nie ignorujesz. mimo tego. czy mozliwe jest ze on cie tez bardzo kocha a nie umie okazac? stawia przed toba ciagle nowe zadania, bo chce zebyc miela cele? boi sie o to czy przetrwasz? to okropne, ze postepuje w ten sposob, ale sprobuj moze mu stawic czolo jako silna zrownowazona kobieta. badz twarda ale rozsadna i czy on zna twoje zdanie, czy mozesz mu to powiedziec wprost, szczeze?
      • Gość: Malwina Re: Pomóżcie :( n/t IP: *.abo.wanadoo.fr 21.10.02, 15:25
        czesto mimo woli znajduje sie w sytuacji malej placzacej dziewczynki. Prawdopodobnie dlatego ze nie
        wyryczalam sie dostatecznie gdy trzeba bylo, ze za duzo i za dorosle zainkasowalam w okresie gdzie
        powinnam byla lalkami sie bawic.
        Problem w tym ze nie jestem juz mala karcona dziewczynka i ty tez nie !
        Cokolwiek ktokolwiek nie powie ("nic nie jestes warta, do niczego nie doszlas") nie zmieni prawdy . A
        prawda jest taka ze lozyc na twoje wyksztalcenie jest cholernym durnym obowiazkiem twoich rodzicow a
        nie zadna laska, prawda jest ze skonczylas studia, ze masz prace, ze jestes niezalezna.
        Prawda jest ze jestes, istniejesz POZA twoim ojcem. Ze jestes tyle warta ile sobie wartosci nadasz.
        Zrozum ze twoj ojciec mowi to DO SIEBIE.Placzesz bo brak ci idealnego taty, nic nie zmienisz, rodzicow
        sie nie wybiera. Zacznij okres zaloby - pochowaj z pompa i kwiatami wymarzonego ojca i zaakceptuj tego
        ulomnego ktorego masz. Nie ma innego wyjscia.
        Twoje zycie jest gdzie indziej, nie z rodzicami, JUZ nie...
        powodzenia
        M.
    • Gość: qw5 Re: 'Jesteś nikim' IP: *.skarb.telsat.wroc.pl 21.10.02, 15:26
      To rzeczywiście bardzo przykre co piszesz...Gdyby to był inny człowiek nawet
      najbardziej ukochany, ale ojciec. Ten który powinien nam zapewniać pełną
      akceptację , poczucie bezpieczeństwa, budować naszą wiarę i obdażać nas
      bezwarunkową miłością. Twój przypadek pokazuje, że życie niestety tworzy często
      inne scenariusze. Po części sama odpowiedziałaś sobie na pytanie ,dlaczego tak
      jest, dlaczego ON taki jest, a raczej dlaczego TAK się zachowuje.
      Prawdopodobnie też bardzo Cię kocha i też cierpi, na tyle na ile zdaje sobie
      sprawę z własnego zachowania, ze swojego trudnego charakteru ( piszesz że mamie
      tez nie jest z nim łatwo ) Wiem że to marna pociecha. Trudno mi powiedzieć na
      ile pomogłaby szczera rozmowa z nim i powiedzenie mu dokładnie tego ,co
      opowiedziałaś tutaj; może warto spróbować? Oczywiście nie w formie pretensji,
      żalu , tylko szczerego opowiedzenia o tym , co czujesz do niego, jak go
      odbierasz i jak bardzo cię bolą jego słowa. Serdecznie pozdrawiam :-)
    • Gość: Imagine Re: 'Jesteś nikim' IP: *.unl.edu 21.10.02, 15:37
      atlantis75 napisała:

      > "Jesteś nikim"
      > "Co ty masz? Nic nie masz"
      > "Nic nie osiągnęłaś i nie osiągniesz"
      > "Gdybym zarabiał 3 tys. zł miesięcznie nie siedziałbym z wami, idiotami"
      > "Jesteś głupia i życzę ci, żeby ci nic nie wyszło"
      >
      > Takie słowa uslyszałam wczoraj od swojego Ojca. Jestem bardzo przybita,
      dlatego
      >
      > postanowiłam podzielić się z Wami tym, co czuję. Nie mam komu tego
      powiedzieć,
      > siedzę w
      > pracy, a zapuchnięte oczy tłumaczę zapaleniem spojówek...
      >
      > Takie słowa ranią jak noże. Szczególnie, że nigdy nie zrobiłam nic złego,
      nigdy
      > go nie
      > skrzywidziłam. Wypomina mi pieniądze, które łożył na moje studia i to, że
      miesz
      > kałam w
      > domu do 24 roku życia. Potem znalazłam pracę w innym mieście i zaczęłam życie
      n
      > a własny
      > rachunek. Skończyły się kłótnie, przykre słowa. Gdy przejeżdżam do domu
      jestem
      > "kochaną
      > córeczką", bo nie musi mnie już utrzymywać... Moi bracia mają nie mają tak
      dobr
      > ze, bo
      > jeszcze są w domu. Gdyby nie Mama... ona jedyna to wszystko trzyma w kupie,
      bar
      > dzo nas
      > kocha. Widzę, jak się z nim męczy. Czasem jest dobrze, można z nim pogadać,
      poż
      > artować
      > - człowiek zapomina o przykrych sytuacjach, o bolesnych słowach. Czasem
      jednak
      > to
      > wszystko upada i wystarczy jednen pretekst bym usłyszała pod swoim adresem
      taki
      > e
      > słowa...
      >
      > Mama wczoraj płakała "rozwiodę się" powiedziała. Ja jakoś się trzymałam,
      obieca
      > łam sobie,
      > że mu nie pokażę, jak bardzo mnie to boli. Bo co to da? Już nie raz
      wybiegałam
      > z płaczem,
      > ale nigdy nie usłyszałam "przepraszam". Potem starał się podlizywać -
      uśmiechać
      > i
      > żartować, ale... wypowiedztianych słów nie da się cofnąć. Tkwią głęboko jak
      noż
      > e.
      >
      > Płakałam całą noc. Nad sobą, nad nim, nad Mamą. Staram się go usprawiedliwać:
      t
      > rudne
      > dzieciństwo, despotyczna i niekochająca matka, przedwczesna śmierć ojca,
      poczuc
      > ie
      > "przegranego życia"...
      >
      > Kocham go i marzę, by się zmienił. Ale mój smutek tkwi głęboko i trudno go
      zabi
      > ć. Słysząc
      > takie słowa od bliskiej osoby człowiek traci wiarę w siebie. Jest mu smutno,
      je
      > st zły, ale
      > najbardziej doskwiera samotność i dojmujące poczucie braku tożsamości. Bo
      utożs
      > amiamy
      > się z Rodzicami. To jak się czuć, jeżeli własmy Ojciec ma cię za nic?
      >
      > Pisząc te słowa jest mi ciężko. Znowu gula w gardle, przytłaczające poczucie
      > beznadziejności, żalu o coś, czego nie ma (dobre słowo, wiara we mnie).
      > Mam już 27 lat, a w takiej sytuacji czuję się jak mała dziewczynka.
      >
      > Jak sobie z tym poradzić?
      >
      > Atlantis

      Wydawalo mi sie przez moment, ze czytam o swoim ojcu. Moj to byl lepszy.
      Przyslal mi do Stanow rachunek (doslownie) za zycie, jedzenie, ubrania, studia,
      i co tylko. Okolo 30 tysiacy dolarow. Oczywiscie nie zaplacilem pajacowi.
      Tak, jest pajacem i Twoj tatko to taki sam pajac. Ale o czym tu gadac.
      Nie odzywaj sie do niego jak nie musisz. Ja nie mam zadnych (zero) kontaktow
      z moimi rodzicami, gdyz juz mi niedobrze sie robilo od wiecznego wydzwaniania,
      pisania i pytania o zdrowie. Do tego jak zadzwonilem, to albo mieli gosci, albo
      akurat umierali, albo nie umieli slowa wymowic. Trzy lata temu odwiedzilem
      Polske nie zawitawszy nawet do nich. Bo i po co. Byli tylko jednym, ktorzy
      nigdy, powtarzam NIGDY, nie spytali sie kiedy sie zobaczymy. Przez tyle lat.
      Wiem ze maja problemy ale ja nie jestem tu, na tej ziemi, by im matkowac.
      Pozdr, Imagine.
      • Gość: pom Re: 'Jesteś nikim' IP: 1ProxyWebServer:* 21.10.02, 15:56
        Wiem, co czujesz. Pomyśl tylko, że masz Mamę. Kochaną, dobrą, przeciwwagę dla
        słów ojca.
        Jego już nie zmienisz. Tak jak ktoś napisał wcześniej: urządź pogrzeb swojemu
        wyobrażeniu o idealnym ojcu. Zaakceptuj takiego, jakiego masz. Żyj dalej i nie
        daj sobie wmówić, że jesteś nikim. A kim on jest? Pytałaś go o to?
        Atakowanie kogoś bezpodstawnie czasem jest wyrazem chowania własnej
        odpowiedzialności i winy.
      • Gość: Malwina Re: 'Jesteś nikim' IP: *.abo.wanadoo.fr 21.10.02, 15:56
        i nigdy wam nie przyszlo do glowy zeby te cholerna rodzicielska odpowiedzialnosc (nawet w prawie to stoi
        !) im wytknac !? jestescie zadziwiajaco po uszy w poczuciu winy !
        mam ochote mimo podeszlego wieku, tak jak nastolatki zbuntowane, powiedziec : ja sie na swiat nie
        prosilam !
        M.
        wrrrr, w odpowiedzi na rachunek 30 tys dol. wyslalabym pudelko prezerwatyw ! nie robic dzieci !
        co za zycie ....:-(
      • ha-jo Re: 'Jesteś nikim' 21.10.02, 15:58


        "Co ty masz? Nic nie masz"
        "Nic nie osiągnęłaś i nie osiągniesz"
        "Gdybym zarabiał 3 tys. zł miesięcznie nie siedziałbym z wami, idiotami"
        "Jesteś głupia i życzę ci, żeby ci nic nie wyszło"

        przeciez ten facet to co mowi rzekomo o tobie, tak naprawde mowi tylko i
        wylacznie o sobie.zdradza to chyba najlepiej jego trzecie zdanie.
        sa tacy ludzie, ktorzy wlasnie w ten sposob wyladowuja sie na innych, bo
        przynajmniej na chwile pozwala im to zapomienic o wlasnej frustracji, i
        beznadziejnosci.
        mysle, ze ten facet zasluguje na olbrzymie wspolczucie, ale z dystansu.
        poza tym daje ci szanse uwolnienia sie od patrzenia na siebie poprzez pryzmat
        innych, i tego jak "inni" nas widza, czego od nas oczekuja.przymsl to.
        nie daj sie soba manipulowac.
        ja tez mialem kiedys takiego toksycznego czlonka rodziny, czy nawet czesc
        rodziny..siore i jej meza, ktorzy probowali dowartosciowywac sie moim kosztem.
        takie cos swietnie robi na ego...bez dwoch zdan.
        w koncu dogadalem jej jednak tak, ze do dzisiaj pamietam jeszcze zupelnie
        oglupialo-oniemiala mine mojej siory.tak wiec akurat w tym przypadku
        poskutkowalo.gdyby nie, to niepredko bysmy sie zobaczyli.


        mialem cos jeszcze skrobnac, ze w sumie nie ma niczego zlego w byciu nikim, ale
        oszczedze ci tego.ide sobie cos upichcic.na talerz poloze liscie salaty.na to
        kilka kartofelkow, i smazonego lososia.calosc posypie jeszcze troche odrobina
        czegos zielonego, i trzema orzechami laskowymi.zycie jest piekne.

        pozdrawiam











        • dorota-r Re: 'Jesteś nikim' 21.10.02, 16:32
          O właśnie! miałam to samo napisać (chodzi o początek)!
          Tatuś ma kompleks. Sam w życiu do niczego nie doszedł (co to za szczyt marzeń
          3000zł :-))))! Zapewne studiów nie skończył i uważa że skoro Ty skończyłaś
          (i to jeszcze za jego pieniądze) to od razu powinnaś zarabiać kokosy. Przelewa
          swoje niezrealizowane ambicje na Ciebie nie zdając sobie sprawy z sytuacji na
          rynku. Jasne że ludzie w Twoim wieku mogą mieć wille :-), ale wiele zależy od
          tego jaki mieli start. Więc mówiąc o większości (niewielu jest takich co własną
          uczciwą pracą dorobią się fortuny przed 30-ką) to pewnie rodzice zapewnili im
          nie tylko studia ale pracę lub solidną pomoc finansową.
          Nie daj zdeptać Swojego poczucia własnej wartości!

          Ja moje depczę sama, ciągle czuję się gorsza i przede wszystkim głupia... jakoś
          sobie z tym radzę i staram się nie zadręczać moimi kompleksami najbliższych.
          Taka słabość siedzi we mnie i prowadzi pasożytniczy tryb życia.
          Mój ojciec nie akceptuje studiów psychologicznych mojej siostry. Wyzywa ją
          od "psycholi". Dziewczyna unika go bo wiele rozmów kończy się płaczem. A mój
          ojciec jest beztroskim despotą, który ma za nic czyjeś zdanie i z argumentów
          przeciwko niemu nic sobie nie robi. Stwierdza, że i tak zrobi wszystko po
          swojemu, a o czyjeś zdanie pyta tylko tak sobie.
          Mama złości się i płacze, siostra ma nerwicę, a ja go brzydko mówiąc olewam.
          Nie daję się sprowokować, bo wiem że tylko o to mu chodzi żeby komuś zagrać na
          nerwach. Tłumaczę to mamie, jednak już ona chyba tego nie zrozumie.
          Twoja pewnie też. Kobiety są naiwne, sądzą że po 30 latach małżeństwa facet się
          zmieni?-to jest chore.

          Nos do góry, nie ma czym się przejmować!
    • otryt Umniejszanie 21.10.02, 17:03

      Atlantis!

      To co opisujesz to klasyczny przykład umniejszania. Sprawa jest poważna. Na
      szczęście nie mieszkasz już razem z ojcem i nie jesteś narażona na stale,
      szkodliwe oddziaływanie z jego strony. Czy inni Twoi bliscy również słyszą
      teksty, po których czują się coraz mniej warci. Jeśli tak, to powinni także
      się bronić. Gdy umniejszacz zda sobie sprawę jak wielką krzywdę robi swoim
      najbliższym, podważając pewność siebie i poczucie własnej wartości, może
      zreflektuje się i podejmie próbę pracy nad sobą.

      Jesteś do niczego
      Jesteś nic nie warta
      Nic nie potrafisz
      Nigdy nie masz racji
      Zawsze się mylisz
      Jesteś zerem
      Jesteś nikim
      Takimi tekstami raczy umniejszający szef , rodzic, kolega, koleżanka. Po takiej
      obróbce każdy czuje się taki malutki jak krasnoludek.

      Książka Jay Carter „Wredni ludzie” jest o tym jak rozpoznać manipulację zwaną
      umniejszaniem, jak się przed tym bronić, jak samemu nie zostać umniejszaczem,
      bo choroba ta jest zaraźliwa.

      Proponuję fragment tej książki dostępny w sieci:

      salve.slam.katowice.pl/Wredni.htm#Fragmenty
      Pozdrawiam
      otryt

      • Gość: dodo szaro-buro IP: 209.226.65.* 21.10.02, 18:26
        nie wiem, atlantis, jaki byl twoj ojciec w dawnych latach. moze tez bywal
        wredny, podly, malostkowy. a moze tak mu sie porobilo dopiero ostatnio...
        roznie bywa, zmiany charakteru sa czesto pierwszymi objawami roznych chorob,
        zwlaszcza u ludzi w tzw. pewnym wieku (50+).
        piszesz, ze ojciec miewa lepsze momenty, ze bywa sympatyczny i normalny.
        piszesz tez, ze mial kiepskie dziecinstwo, roznie mu sie ukladalo w zyciu - kto
        wie, moze jego wybuch to znak depresji? moze alzheimera? moze jeszcze innych
        dolegliowsci...
        popadanie w zmienne nastroje, gwaltowne wybuchy agresji, okrucienstwo
        w slowach - zwlaszcza jesli wczesniej niezbyt czeste - w pewnym momencie moga
        swiadczyc o koniecznosci wizyty u lekarza a nie wylacznie o podlym charakterze.
        moze powinniscie sie spotkac rodzinnie bez ojca - ty, twoja mama, twoi bracia
        i porozmawiac sobie o zyciu z nim. moze warto byloby go sklonic do wizyty
        u lekarza, u psychologa, chocby u ksiedza (jesli wierzacy)... a jesli cala
        rodzina bedziecie go do tego namawiac (w tych jego dobrych momentach!) to moze
        bedzie to jakis piewrszy krok dla was wszystkich.
        nie placz w pracy - ludzie lubia gadac - po co ci dodatkowe obciazenie
        w postaci najczesciej niezyczliwych plotek? lepiej zadzwonic, ze sie jest
        chorym i wyplakac w domu - w takim stanie jak jestes to i tak zaden z ciebie
        pracownik, bo skupiasz sie na czym innym :-)
      • atlantis75 Depresja brata 22.10.02, 12:37
        Dziękuję wszystkim za słowa otuchy! Nie spodziewałam się,
        aż takiego odzewu!

        Oryt, poszukam tej książki w księgarni i kupię dwa
        egzeplarze: dla siebie i bliskich (dwóch braci, Mama),
        którzy są narażeni na takie wybuchy Ojca...

        Moja rodzina cierpi z powodu jego zachowania. Zupełnej
        niewiary w nas, ignorowania naszych sukcesów (zawsze są
        jakieś, nawet malutkie), porównywania nas do innych - w
        jego mniemaniu lepszych od nas.

        Mój 20 letni brat rok temu cierpiał na depresję. Jest
        bardzo wrażliwym człowiekiem, dlatego nie wytrzymał
        presji, stracił wiarę w siebie... Zwalił pierwszą klasę
        liceum. Gdy się tam dostał usłyszał od Ojca: "i tak nie
        skończysz tej szkoły". Powtarzał klasę, w międzyczasie
        zachorował na depresję. Czuł się niepotrzebny, odrzucony
        przez Ojca, chociaż nie do końca zdawał sobie z tego
        sprawę. Dopiero, po wiztycie u psychologa, gdy pani doktor
        zapytała się jakie ma kontakty z ojcem, on odpowiedział
        zdzwiony: "tata jest o.k., ma poczucie humoru, można z nim
        pogadać". Dopiero za którymś razem zdał sobie sprawę, że
        stworzył sobie idealny obraz Ojca, a za jego zachowania
        negatywne obwiniał siebie!!!

        Mój brat wyszedł na prostą. Zdał maturę, dostał się na
        studia. Chociaż wciąż ma wyrzuty sumeinia, że bierze od
        rodziców pieniądze. Rozmawiałam z nim wczoraj. Brat był
        wstrząśnięty zachowaniem Ojca, przypominiał mi wiele
        sytuacji z naszego życia, które w drastyczny sposób miały
        wpływ na naszą psychikę.

        Np. imprezy rodzinne. Tata z dużym poczuciem humoru.
        Tematy żartów, po których boki zrywała cała rodzina:
        oczywiście MY - nasze wpadki, niezdarność, pomyłki. Zawsze
        byliśmy gorsi od naszych kuzynów - oni mieli wiącej piątek
        na świadectwie, wygrywali jakieś konkursy. Gdy ja wygrałam
        konkurs recytatorski w podstawówce, usłyszałam: "chyba
        ktoś się pomylił". Gdy podchodziliśmy do stołu na takich
        rodzinnych imprezach mówiliśmy zdyszanym szeptem, bo on w
        takich chwilach nas wyganiał: "czego chcesz? Mów
        głośniej!". Człowiek łapał za kotleta i uciekał do
        drugiego pokoju...

        Wczoraj mój brat powiedział mi coś wstrząsającego. Zawsze
        lubił grać w piłkę nożną, gdy miał osiem lat pwoeidział do
        Ojca: "będę piłkarzem". A on powiedział wtedy: "ty? nikgdy
        nie będziesz piłkarzem! Nie masz ruchów, popatrz jak
        krzywo chodzisz!". Wyobraźcie sobie, że mój brat zakodował
        sobie to w głowie! Doszedł do wniosku, że rzeczywi.cie
        krzywo chodzi, miał kompleksy w podstawówce. Grał w piłkę,
        ale bez przekonania... A przecież to kompletna bzdura!
        Chodzi normalnie!

        Moja Mama poddała się wpływowi Ojca... Nie kłóci się
        nigdy. Wycofuje się, chodzi na palcach, żeby go nie
        urazić. Wszystko robi w tajemnicy, za jego placami: zakupy
        (zawsze kłamie, że coś mniej kosztowało), jakieś wyjazdy,
        pomoc dla nas. Do nas się żali, mówi, że chciałaby się
        czasami rozwieść, ale nigdy nie powie mu tego w twarz...
        On potrafi wtedy nie odzywać się do nas przez kilka dni,
        wychodzić w nieznane, wracać wieczorami, wzdychać i
        sugerować, że może sobie zrobić krzywdę. Mama najbardziej
        się tego boi - że on sobie zrobi coś złego. Ja też się
        tego boję. Szantaż emocjonalny...

        Atlantis







        otryt napisał:

        >
        > Atlantis!
        >
        > To co opisujesz to klasyczny przykład umniejszania. Sprawa jest poważna. Na
        > szczęście nie mieszkasz już razem z ojcem i nie jesteś narażona na stale,
        > szkodliwe oddziaływanie z jego strony. Czy inni Twoi bliscy również słyszą
        > teksty, po których czują się coraz mniej warci. Jeśli tak, to powinni także
        > się bronić. Gdy umniejszacz zda sobie sprawę jak wielką krzywdę robi swoim
        > najbliższym, podważając pewność siebie i poczucie własnej wartości, może
        > zreflektuje się i podejmie próbę pracy nad sobą.
        >
        > Jesteś do niczego
        > Jesteś nic nie warta
        > Nic nie potrafisz
        > Nigdy nie masz racji
        > Zawsze się mylisz
        > Jesteś zerem
        > Jesteś nikim
        > Takimi tekstami raczy umniejszający szef , rodzic, kolega, koleżanka. Po takiej
        >
        > obróbce każdy czuje się taki malutki jak krasnoludek.
        >
        > Książka Jay Carter ,Wredni ludzie" jest o tym jak rozpoznać manipul
        > ację zwaną
        > umniejszaniem, jak się przed tym bronić, jak samemu nie zostać umniejszaczem,
        > bo choroba ta jest zaraźliwa.
        >
        > Proponuję fragment tej książki dostępny w sieci:
        >
        > <a href="http://salve.slam.katowice.pl/Wredni.htm#Fragmenty"target="_blank">sal
        > ve.slam.katowice.pl/Wredni.htm#Fragmenty</a>
        > Pozdrawiam
        > otryt
        >
        • otryt Re: Depresja brata 23.10.02, 18:02
          Witaj Atlantis:-)

          Wstrząsające jest to co piszesz.
          Powiedz, czy specjaliści,którzy leczyli brata określili przyczynę powstania
          jego depresji? Czy choroba brata nie skłoniła ojca choć trochę do jakiejś
          refleksji, aby zaprzestał dołowania swojego syna i innych członków rodziny?

          Dobrze , że myślisz o bracie. Jemu jest chyba jeszcze trudniej niż Tobie.
          Tak jak roślina potrzebuje słońca, tak każdy człowiek potrzebuje akceptacji,
          szczególnie ze strony najbliższych, aby mógł normalnie żyć i się rozwijać. Dla
          psychiki dziecka podobne traktowanie jest zabójcze. Najczęściej kładzie się
          cieniem na całej jego przyszłości. Potrzeba dużo pracy, aby odkręcić te złe
          słowa , które padły w przeszłości.

          Pozdrawiam serdecznie ;-)
          otryt
    • Gość: Jolka Re: 'Jesteś KIMS!!!!!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.10.02, 19:06
      Droga Atlantis wyglada na to ze ten twoj ojciec uwaza sie za przegranego
      idiote i dlatego wyzywa sie na najblizszych ktorzy sa jego najwiekszym
      zyciowym osiagnieciem i powodem do dumy. Wiem ze pisanie w stylu iz jestes
      wartosciowa, madra i wyksztalcona dziewczyna w obecnej chwili wiele ci nie
      pomoze, ale tak wlasnie jest i otoczenie tak cie napewno musi odbierac. Na
      mnie zrobilas wlasnie takie wrazenie. Skonczylas studia, usamodzielnilas sie i
      jestes materialnie od niego niezalezna. To musi byc potworne slyszec takie
      slowa zamiast wyrazow uznania i dumy ze ma tak madra i dzielna corke. Coz moge
      ci napisac ? Chyba tylko tyle ze on w jakis sposob musi ci jednak zazdroscic,
      dlatego probuje zranic cie chociaz slowem, bo inaczej nie moze. Przestan
      plakac i rozpamietywac te jego potworne, obliczone wlasnie na taki efekt jaki
      osiagnely, slowa. Tylko ty sama mozesz sobie pomoc uwolnic sie od nich,
      starajac sie nastepnym razem je ignorowac, badz wrecz obracac w zart. To
      powinno go zniszczyc, te jego podlosc. Nie placz juz nigdy calymi nocami bo to
      jedynie niszczy ciebie zamiast ci pomoc. Ludzie i tak nie wierza w zapalenie
      spojowek bo widza ze plakalas i masz klopot. Nastepnym wiec razem jako
      wytlumaczenie spochnietych oczu ( o ile znowu pozwolisz sobie na taki placz)
      powiedz ze tatus sie mocno rozchorowal i stad twje zmartwienie. Pozdrawiam i
      przestan sama sie udreczac uwagami psychopaty. Przepraszam cie z gory za to
      slowo, ale tak wlasnie wyglada zachowanie twego ojca.
    • Gość: Nimrod re IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 21.10.02, 22:26
      uwazam ze tacy ludzi sa nie sprawiedliwi, dla nas i wszytskich...ja sam ciagle
      slysze te slowa... ciagle dostaje "po dupsku" od swojej rodziny...w ten i inne
      sposoby, mam nadzieje ze tobie sie poprawi..bo u mnie doszlo do tego ze
      stwierdzilem ze mi juz na nich nie zalezy, skoro tak ma wygladac rodzina, to ja
      sie wypisuje... zycze dobrego zakonczenia, swoistego happy end'u, mnie on juz
      nie czeka...
    • filut Re: 'Jesteś nikim' 22.10.02, 06:35
      W forum psychologicznym większość wątków jest nabrzmiała dramatyzmem i dlatego
      rzadko tu piszę, chociaż często czytuję. Do wyrażenia swej opinii na tym wątku
      sprowo-kował/zmusił mnie Image, a właściwie treść jego postu. Treść tą uważam
      za SZKODLIWĄ. Fakt, jego ojciec był człowiekiem o skrzywionej psychice (wg
      treści jego postu). To odbiło się na sposobie pojmowania świata Image. Czytuję
      jego posty. Są interesujące ale rzadko się z nim zgadzam. Zawziętość wcale nie
      musi być cechą, która ma dominować w ludziach. Nie zamierzam
      zmieniać „światopoglądu" Image.
      Proponuję Ci, xxx, rozważyć taki punkt widzenia.
      Rodzice (normalni) to takie stwory, dla których najważniejsze jest
      przygotowanie swego potomstwa do godnego życia. Robią to tak, jak potrafią i
      jak mogą najlepiej. Różne są efekty. Czasem niewiele potrafią (brak lub
      ograniczony instynkt) lub obiektywne okoliczno-ści są zbyt niekorzystne.
      Uważam, że dziecko wcześnie winno być uczone samodzielności, a w tym
      (stopniowo) utrzymywania się. Jakkolwiek mocno rodzice wspomagali by dzieci, to
      nie wolno im (dzieciom przez rodziców) tego wypominać. Inne traktowanie dzieci
      uważam za nienormalne. Tyle (mojej) teorii, którą starałem się u siebie
      stosować!
      Droga Atlantis, nie piszesz czy w trakcie studiów usiłowałaś zarabiać, czy
      tylko *ssałaś* rodziców. W tym drugim przypadku zaistniałyby okoliczności
      łagodzące dla ojca, ale też winiłbym rodziców, że Cię skutecznie nie namówili
      do chociaż częściowego utrzymywania się. Takie dzieci są, jak ich rodzice
      wychowali.
      Niezależnie jaka była przeszłość, aktualnie to jest Twoje życie, które MUSISZ
      sobie SAMA ukształtować. Masz pracę, jesteś samodzielna. To już sukces, Twój!
      Ale nie skreślaj całkowicie rodziców. Potraktuj ojca jako kogoś, któremu trudy
      życiowe złamały kościec psychiczny i jest osobą chorą. Chociażby ze względu na
      matkę, której jest nielekko.
      Być może, drobne wsparcia finansowe (jeśli Cię stać) zmieniałyby systematycznie
      sposób myślenia ojca. Niedostatek (jeśli zaistniał) strasznie wypacza
      charakter. Nie może to jednak być kupowaniem uczucia. Okazuj im tyle uczuć ile
      potrafisz.
      Jeżeli, mimo Twoich starań, nie otrzymasz „rodzicielskiego ciepła”, to pogódź
      się z losem i dalej buduj swój los przy wsparciu osób bliskich. A do rodziców
      miej taki stosunek, abyś po 20/30 latach nad ich grobami nie czuła wyrzutów
      sumienia.
      Życzę Ci wielu, wielu pogodnych lat życia z dziećmi, którym dasz to, czego
      Tobie zabrakło.
      Pozdrawiam
      Fil

      PS
      Takie teorie, jak moja, wypracowuje się przez lata. Szkoda, że życia nie można
      powtórzyć i uniknąć znanych (bo swoich) błędów.
    • capa_negra Re: 'Jesteś nikim' 22.10.02, 07:46
      Miałam w życiu sytuacje w jakimś sensie podobną.
      Tylko, ze mój ojciec nie mówił mi ze jestem nikim, a raczej jest ok. ale....
      mogło być lepiej - czyli nieustanne zawyżanie poprzeczki.
      Na początku było to ok. działało mobilizująco, ale jeśli cały czas ktoś jest z
      ciebie tak nie do końca zadowolony zaczyna to działać demobilizująco.
      Rozpisałam się wiec pora przejść do sedna.
      Przyszedł taki dzień, a miałam wtedy ok. 30 lat , że nie wytrzymałam i
      wykrzyczałam:
      Jeśli inne dzieci są lepsze, mądrzejsze i ładniejsze to sobie je adoptuj
      i wreszcie będziesz zadowolony, a ode mnie się odp...pierz .
      POMOGŁO....a tak na marginesie bardzo kocham i szanuje mojego ojca, ale
      musiałam go troszkę zastopować....... :-)

      Wiec może i metoda na twojego jest riposta, zamiast zamartwiania się.
    • kwieto Slowa, slowa, slowa 22.10.02, 07:56
      Ech, to przeciez tylko slowa, czyli nic nie znaczace szemranie plynace z ust... Problem
      ojca to jedno, natomiast jest tu wg mnie jeszcze jeden problem - zdaje sie, ze Atlantis
      bardzo opiera sie o cudzej opinii o sobie samej - a na tym nigdy nie da sie zbudowac
      szczesliwego zycia.
      Bo tak naprawde - co to znaczy "jestes nikim"? - czy kazdy musi byc "kims"? czy ten
      co nie jest kims musi z zalozenia byc "gorszy"?
      co to znaczy "jestes glupia" - czy kazdy musi byc madry? czy glupi musi z zalozenia
      byc "gorszy"?
      co to znaczy "nic nie osiagnelas" - czy kazdy musi cos osiagac? czy ten co nie osiagnal
      naprawde od razu jest "gorszy"?
      co to znaczy "nic nie masz" - czy kazdy musi cos miec? I znowu - czy ten co nie ma
      jest "gorszy"?

      Niech kazdy zyje tak jak jemu sie wydaje to sluszne. A slowa innych - moga bolec,
      jesli wypowiada je ktos kogo uznajemy za osobe bliska, ale zeby od nich uzalezniac
      swoja radosc? Mam byc nieszczesliwy bo ktores z rodzicow ma o mnie kiepskie
      zdanie? Mam rodzicom udowadniac ze "nie jestem wielbladem"? Po co? Ich
      pogladow i tak nie zmienie, a kierowanie sie nimi to absurd!

      "Masz osiem lat. Jest niedzielny wieczor. Pozwolono ci, jeszcze przez dodatkowa
      godzine, nie pojsc spac.
      Rodzinka gra w "Monopol". Powiedziano ci, ze jestes juz na tyle duzy, by dolaczyc
      do nich. Czujesz sie nieswojo. Bezustannie gubisz sie w grze. Ze strachu odczuwasz
      skurcze zoladka. Utraciles juz prawie caly stan posiadania, ktorym dysponowales.
      Twoi bracia przejeli wszystkie domy z twojej ulicy. Ostatnia ulica zostala sprzedana.
      Musisz sie poddac. Przegrales, i nagle rozumiesz, ze to jest tylko gra.
      Podskakujesz z radosci i uderzasz glowa w wielka lampe wiszaca u gory. Lampa
      spada na podloge, pociagajac za soba czajniczek do parzenia herbaty. Wszyscy sa
      rozgniewani na ciebie, ale ty smiejesz sie, idac na gore.
      Wiesz, ze jsestes nikim i nie masz niczego. I wiesz juz, ze "byc nikim" i "nie miec
      niczego" daje niezmierzona wolnosc"

      - Jan Willem Van De Wetering
      • Gość: baccar Re: Slowa, slowa, slowa IP: 213.231.15.* 22.10.02, 11:35
        kwieto napisał:

        > Ech, to przeciez tylko slowa, czyli nic nie znaczace szemranie plynace z
        ust...
        > Problem
        > ojca to jedno, natomiast jest tu wg mnie jeszcze jeden problem - zdaje sie,
        ze
        > Atlantis
        > bardzo opiera sie o cudzej opinii o sobie samej - a na tym nigdy nie da sie
        zbu
        > dowac
        > szczesliwego zycia.
        > Bo tak naprawde - co to znaczy "jestes nikim"? - czy kazdy musi byc "kims"?
        czy
        > ten
        > co nie jest kims musi z zalozenia byc "gorszy"?
        > co to znaczy "jestes glupia" - czy kazdy musi byc madry? czy glupi musi z
        zaloz
        > enia
        > byc "gorszy"?
        > co to znaczy "nic nie osiagnelas" - czy kazdy musi cos osiagac? czy ten co
        nie
        > osiagnal
        > naprawde od razu jest "gorszy"?
        > co to znaczy "nic nie masz" - czy kazdy musi cos miec? I znowu - czy ten co
        nie
        > ma
        > jest "gorszy"?
        >
        > Niech kazdy zyje tak jak jemu sie wydaje to sluszne. A slowa innych - moga
        bole
        > c,
        > jesli wypowiada je ktos kogo uznajemy za osobe bliska, ale zeby od nich
        uzalezn
        > iac
        > swoja radosc? Mam byc nieszczesliwy bo ktores z rodzicow ma o mnie kiepskie
        > zdanie? Mam rodzicom udowadniac ze "nie jestem wielbladem"? Po co? Ich
        > pogladow i tak nie zmienie, a kierowanie sie nimi to absurd!
        >
        > "Masz osiem lat. Jest niedzielny wieczor. Pozwolono ci, jeszcze przez
        dodatkowa
        >
        > godzine, nie pojsc spac.
        > Rodzinka gra w "Monopol". Powiedziano ci, ze jestes juz na tyle duzy, by
        dolacz
        > yc
        > do nich. Czujesz sie nieswojo. Bezustannie gubisz sie w grze. Ze strachu
        odczuw
        > asz
        > skurcze zoladka. Utraciles juz prawie caly stan posiadania, ktorym
        dysponowales
        > .
        > Twoi bracia przejeli wszystkie domy z twojej ulicy. Ostatnia ulica zostala
        sprz
        > edana.
        > Musisz sie poddac. Przegrales, i nagle rozumiesz, ze to jest tylko gra.
        > Podskakujesz z radosci i uderzasz glowa w wielka lampe wiszaca u gory. Lampa
        > spada na podloge, pociagajac za soba czajniczek do parzenia herbaty. Wszyscy
        sa
        >
        > rozgniewani na ciebie, ale ty smiejesz sie, idac na gore.
        > Wiesz, ze jsestes nikim i nie masz niczego. I wiesz juz, ze "byc nikim" i
        "nie
        > miec
        > niczego" daje niezmierzona wolnosc"
        >
        > - Jan Willem Van De Wetering
        >
        >
        O rany, kwieto, Ty przesympatyczny koleś jesteś, a przebudziłeś sie aż za
        ostro, że czasami mam wrażenie, że po przebudzeniu spadłeś z łóżka.
      • atlantis75 SŁOWO... 22.10.02, 14:10
        kwieto napisał:

        > Ech, to przeciez tylko slowa, czyli nic nie znaczace szemranie plynace z ust...
        > Problem
        > ojca to jedno, natomiast jest tu wg mnie jeszcze jeden problem - zdaje sie, ze
        > Atlantis
        > bardzo opiera sie o cudzej opinii o sobie samej - a na tym nigdy nie da sie zbu
        > dowac
        > szczesliwego zycia.
        > Bo tak naprawde - co to znaczy "jestes nikim"? - czy kazdy musi byc "kims"? czy
        > ten
        > co nie jest kims musi z zalozenia byc "gorszy"?
        > co to znaczy "jestes glupia" - czy kazdy musi byc madry? czy glupi musi z zaloz
        > enia
        > byc "gorszy"?
        > co to znaczy "nic nie osiagnelas" - czy kazdy musi cos osiagac? czy ten co nie
        > osiagnal
        > naprawde od razu jest "gorszy"?
        > co to znaczy "nic nie masz" - czy kazdy musi cos miec? I znowu - czy ten co nie
        > ma
        > jest "gorszy"?
        >
        > Niech kazdy zyje tak jak jemu sie wydaje to sluszne. A slowa innych - moga bole
        > c,
        > jesli wypowiada je ktos kogo uznajemy za osobe bliska, ale zeby od nich uzalezn
        > iac
        > swoja radosc? Mam byc nieszczesliwy bo ktores z rodzicow ma o mnie kiepskie
        > zdanie? Mam rodzicom udowadniac ze "nie jestem wielbladem"? Po co? Ich
        > pogladow i tak nie zmienie, a kierowanie sie nimi to absurd!


        Witaj,
        Piszesz, kwieto, że słowa są nieznaczącym szemraniem z
        ust... Myślę, że jednak się mylisz. Słowa są niezwykle
        ważne, nie tylko z tego powodu, że "na początku było
        słowo" (Biblia). Przy pomocy słów komunikujemy się,
        nazywamy nasze uczucia, rozumiemy innych. Ja nie potrafię
        czytać w myślach innych ludzi, nie zawsze trafnie rozumiem
        ich gesty, ale jeżeli ktoś powie słowo - to zrozumiem.

        Slowa niosą ze sobą niezwyką energię, niestety także
        negatywną... Negatywna energia skupia się w słowach
        raniących, niesprawiedliwych, brutalnych, krzywdzących.
        Takie są właśnie słowa mojego Ojca, kórego pomimo tego
        staram się zrozumieć z całych sił i nigdy go nie skreślę,
        bo wirzę, że gdzieś w nim tkwi skrzywdzone dziecko, które
        być może także nasłuchało się krzywdzących opinii na swój
        temat...

        Słowa kształtują nasze życie, czy tego chcemy czy nie.
        Słowa modlitwy pomagają przetrwać w trudnych chwilach lub
        cieszyć się w chwilach wielkiego szczęścia. To właśnie
        przy pomocy słów porozumiwamy się teraz, ukazujemy światu
        nasze oblicze...

        Istnieją jednak słowa, które ranią niczym noże. "Jesteś
        nikim" jest dla komunikatem, że nie liczę się dla swojego
        Ojca, nie jestem wg. niego nic warta. Ciężko mi to
        pisać... Słowa odzwierciedlają nasze postawy życiowe. Bo
        przecież dobry człowiek, kochający rodzic, który swoimi
        gestami okazuje miłość - nigdy nie powie kochanemu dziecku
        "Jesteś głupia i życzę ci żeby ci się nie udało".

        To, że słów nie widać, nie oznacza, że nic nie znaczą, że
        nie wpływają na nasze życie. Taka przypowiastka:

        Pewnien człowiek zaprosił do siebie osobę, która często
        mówiła innym krzywdzące słowa, obrażała innych. Dał tej
        osobie młotek i gwoździe i poprosił, aby ten wbił je w
        deskę. Gdy wszystkie gwoździe zostały wbite, poprosił go
        aby je wyciągnął. Spojrzeli potem obaj na deskę: cała była
        w dziurach i sękach. Mądry człowiek rzekł: "Teraz wyobraź
        sobie, że gwoździe to złe słowa, a deska to ludzie, do
        których mówisz. Możesz potem je odwołać, powyciągać
        gwoździe, ale dziury pozostają. To są rany naszej duszy".

        Wierzę, że rany można uleczyć, ale pamiąć bólu po nich
        pozostaje w człowieku głęboko. Najważniejsze, to wybaczyć
        swemu "słownemu oprawcy", postarać się go zrozumieć...
        Właśnie to sobie postanowiłam.

        Czy uzależniam swoją radość od słów Rodziców? Tak, ale nie
        w zupełności. Przecież żyję, pracuję, cieszę się z wielu
        rzeczy (ostatnio nawet z drobnostek), kocham wspaniałych
        mężczyzn: mojego narzeczonego, mojego brata. Wspaniałe
        kobiety: moją Mamę, moje dwie najbliższe Przyjaciółki. Nie
        chodzę z nosem spuszczonym na kwintę 24 godz. na dobę.
        Jednak gdy usłyszałam tego niedzielnego poranka takie
        słowa od Ojca, to... coś mnie załamało. Upadłam, ale wiem,
        że po to by się podnieść i po to, by zrozumieć dlaczego
        zło tkwi w moim Ojcu...

        Musiałabym być osobą bez serca, bez uczuć, by nic wtedy
        nie czuć, by spłynęło to po mnie bez echa...

        Opinie o sobie w większości jednak uzależniamy od innych.
        Niewielu jest jednak ludzi, którzy są pewni siebie, dobrze
        o sobie myślą bez wątpliwości, mogą z pełnym przekonaniem
        powiedzieć o sobie: "Jestem kimś ważnym i akceptuje siebie
        w 100 procentach". Jeżeli należysz do takich osób, to Ci
        gratuluję, bo to znaczy, że jesteś sobą w 100 procentach,
        że się nie obawiasz być sobą. To cenna rzecz.

        Napisałeś, że opieram się na cudzej opinii o sobie samej.
        Wiesz, może to prawda... przemyślałam to. Jak cenne są dla
        mnie dobre i miłe słowa innych ludzi. Jak bardzo wierzę w
        siebie, gdy ktoś inny powie mi: "Jesteś w tym dobra".
        Wtedy myślę: tak jest, bo jeżeli inni ludzie mówią takie
        rzeczy, to znaczy, że jednak jestem coś warta... Jednak,
        czyli pomimo niewiary we mnie człowieka, którego kocham.
        Mojego Ojca.

        Nie przyjmuję bezkrytycznie opinii na swój temat. Potrafię
        się bronić przez krzywdzącym słowem, z którym się nie
        zgadzam. Ale w temacie mojego Ojca... zybt dużo jest we
        mnie uczuć... stąd mój płacz, jakaś rozpacz, że on mnie
        nie akceptuje...

        Napisałeś: co to znaczy "jestes nikim"? - czy kazdy musi
        byc "kims"? czy ten co nie jest kims musi z zalozenia byc
        "gorszy"?
        Przecież wiesz, że każdemu słowu przypisane jest
        znaczenie. Ja wiem, że życie jest takie jakie chcemy żeby
        było. Wiem, że są ludzie, którzy bawią się znaczeniami i
        gdy ktoś określi ich słowem "nikt" - nie czują się gorsi,
        bo wiedzą że mają prawdziwą wartość w sobie. Ja jednak nie
        chcę bawić się w znaczenia, chcę być dla swojego Ojca
        KIMŚ. Kimś ważnym, godnym uwagi, zrozumienia, kochania.


        > "Masz osiem lat. Jest niedzielny wieczor. Pozwolono ci, jeszcze przez dodatkowa
        >
        > godzine, nie pojsc spac.
        > Rodzinka gra w "Monopol". Powiedziano ci, ze jestes juz na tyle duzy, by dolacz
        > yc
        > do nich. Czujesz sie nieswojo. Bezustannie gubisz sie w grze. Ze strachu odczuw
        > asz
        > skurcze zoladka. Utraciles juz prawie caly stan posiadania, ktorym dysponowales
        > .
        > Twoi bracia przejeli wszystkie domy z twojej ulicy. Ostatnia ulica zostala sprz
        > edana.
        > Musisz sie poddac. Przegrales, i nagle rozumiesz, ze to jest tylko gra.
        > Podskakujesz z radosci i uderzasz glowa w wielka lampe wiszaca u gory. Lampa
        > spada na podloge, pociagajac za soba czajniczek do parzenia herbaty. Wszyscy sa
        >
        > rozgniewani na ciebie, ale ty smiejesz sie, idac na gore.
        > Wiesz, ze jsestes nikim i nie masz niczego. I wiesz juz, ze "byc nikim" i "nie
        > miec
        > niczego" daje niezmierzona wolnosc"
        >
        > - Jan Willem Van De Wetering


        Masz osiem lat. Pozwolono ci grać w monopol.Cieszysz się i
        obawiasz jednocześnie. Strach miesza się z ciekawością.
        Siadasz do stołu, zacierasz dłonie i... "Ty nie będziesz
        grał. Nie potrafisz, nie dasz rady". Patrzysz na planszę z
        tęsknotą i niedowierzaniem. Kulisz się w sobie. Ostry ton
        Ojca, którego uważsz w wieku 8 lat za autorytet, sprawia,
        że odchodzisz od stołu ze spuszczoną głową. Przegrałeś
        zanim zacząłeś grać... Wolałbyś po tysiąc razy przegrać w
        trakcie gry, zbić dzbanek i wzbudzić tym gniew rodziców,
        niż odejść skazany na porażkę przez autorytet ośmiolatka.
        Wiesz, ze jestes nikim i nie masz niczego. I wiesz juz, ze
        "byc nikim" i "nie miec niczego" w oczach Twojego Ojca
        daje niezmierzony żal i dziwny smutek. I wieczną potrzebę
        akceptacji...

        - Atlantis
        • Gość: baccar Re: SŁOWO... IP: 213.231.15.* 22.10.02, 14:37
          No a jakiej innej rady niż szukanie wartości w sobie, bez potrzeby
          wysłuchiwania komplementów od ojca, któremu to z kolei współczujesz z powodu
          trudnego dzieciństwa, oczekiwałabyś biedna zapłakana kobieto, stojąca juz na
          własnych nogach a czująca sie czasem jak dziewczynka.
          • atlantis75 Re: SŁOWO... 22.10.02, 14:55
            Gość portalu: baccar napisał(a):

            > No a jakiej innej rady niż szukanie wartości w sobie, bez potrzeby
            > wysłuchiwania komplementów od ojca, któremu to z kolei współczujesz z powodu
            > trudnego dzieciństwa, oczekiwałabyś biedna zapłakana kobieto, stojąca juz na
            > własnych nogach a czująca sie czasem jak dziewczynka.


            Dlaczego biedna?
            Dlaczego zapłakana?

            Czy dla tego, że w tym momencie czuję się zagubiona i
            płakałam cały wczorajszy dzień? Ja już nie płaczę. I nie
            lituję się nad sobą. Tak jak napisałam: upadłam, po to, by
            się podnieść i zrozumieć swojego Ojca.
            Nie napisałam, że nie chcę szukać wartości w sobie, ale o
            tym, że TRUDNO takie wartości w sobie odnaleźć w takiej
            sytuacji.
            • Gość: baccar Re: SŁOWO... IP: 213.231.15.* 22.10.02, 15:00
              Trudno, trudno, ale da się zrobić...
              • atlantis75 Dziękuję wszystkim! 22.10.02, 15:30
                Trudno, ale zaczynam w to wierzyć... dzięki wszystkim krzepiącym
                wypowiedziom! Dziękuję!!!

                Atlantis
        • olek13 Re: SŁOWO... 23.10.02, 07:36
          atlantis75 napisała:

          > Ja jednak nie
          > chcę bawić się w znaczenia, chcę być dla swojego Ojca
          > KIMŚ. Kimś ważnym, godnym uwagi, zrozumienia, kochania.

          Złotko, nie tędy droga. Wiem, że chcesz akceptacji ojca, ale nie uzależniaj się od tej akceptacji. Masz prawo czuć się szczęśliwą, niezależnie od zdania ojca. Chcesz, żeby Cię docenił - ale w tym celu on musi się zmienić. A co, jeśli nie zechce? Nie zmienisz go na siłę!
          Spróbuj go zaakceptować takim, jakim jest. Może on to robi w głębokim przekonaniu, że działa dla Twojego dobra. Że w ten sposób lepiej motywuje Cię do osiągnięć. Nie chcę go "rozgrzeszać", próbuję tylko wytłumaczyć motywy. Ale przede wszystkim: zacznij żyć dla SIEBIE, nie dla ojca. To da się zrobić, są na to sposoby.

          Pozdrawiam serdecznie
          • atlantis75 Czuję się dziś lepiej 23.10.02, 12:45
            Masz rację, Olku. Trzeba żyć dla siebie, trzeba w sobie
            znaleźć szczęście, siebie trzeba akceptować. Wiem. Jednak
            po tej niedzieli jakoś się załamałam. Wcześniej takie
            rzeczy się nie zdarzały, owszem, było mi smutno po takich
            uwagach Ojca, ale jakoś "otrzepywałam piórka" i do
            przodu...

            Sama się dziwię mojej silnej reakcji, na to co się stało w
            niedzielę. Ale już dziś czuję się lepiej! To także skutek
            wszystkich Waszych opinii, które są dla mnie bardzo cenne
            i pozwoliły mi wrócić do pionu. Przez trzy dni myśli
            kotłowaly się w mojej głowie, byłam przybita i smutna.
            Dziś jest lepiej, może rzeczywiście trzeba odważnie stanąć
            na nogi. A jeżeli jeszcze raz przydarzy się taka sytuacja,
            to powiedzieć Ojcu otwarcie: "Mylisz się! Jesteś w
            błędzie. Jestem kimś.".

            Może wtedy by się otrząsnął?

            Pozdrawiam. Atlantis





            olek13 napisał:

            > atlantis75 napisała:
            >
            > > Ja jednak nie
            > > chcę bawić się w znaczenia, chcę być dla swojego Ojca
            > > KIMŚ. Kimś ważnym, godnym uwagi, zrozumienia, kochania.
            >
            > Złotko, nie tędy droga. Wiem, że chcesz akceptacji ojca, ale nie uzależniaj się
            > od tej akceptacji. Masz prawo czuć się szczęśliwą, niezależnie od zdania ojca.
            > Chcesz, żeby Cię docenił - ale w tym celu on musi się zmienić. A co, jeśli nie
            > zechce? Nie zmienisz go na siłę!
            > Spróbuj go zaakceptować takim, jakim jest. Może on to robi w głębokim przekonan
            > iu, że działa dla Twojego dobra. Że w ten sposób lepiej motywuje Cię do osiągni
            > ęć. Nie chcę go "rozgrzeszać", próbuję tylko wytłumaczyć motywy. Ale przede wsz
            > ystkim: zacznij żyć dla SIEBIE, nie dla ojca. To da się zrobić, są na to sposob
            > y.
            >
            > Pozdrawiam serdecznie












    • olek13 Re: 'Jesteś nikim' 22.10.02, 08:26
      atlantis75 napisała:

      > "Jesteś nikim"
      > "Co ty masz? Nic nie masz"
      > "Nic nie osiągnęłaś i nie osiągniesz"
      > "Gdybym zarabiał 3 tys. zł miesięcznie nie siedziałbym z wami, idiotami"
      > "Jesteś głupia i życzę ci, żeby ci nic nie wyszło"
      >
      > Takie słowa uslyszałam wczoraj od swojego Ojca...


      Droga Atlantis,

      To, co opisujesz, ma swoje źródła przeważnie w dzieciństwie, tak do 6 lat. Mechanizm bazuje na niezaspokojonej potrzebie akceptacji przez najważniejsze osoby - jedno lub oboje z rodziców. Mechanizm w dorosłym życiu skutkuje potrzebą "wykazywania się" w celu zasłużenia na szacunek i akceptację, przy jednoczesnym poczuciu braku tychże. I to może mocno zmęczyć.
      Nie piszesz, jak to owocuje w relacjach z innymi ludźmi (a szczególnie w związkach), ale wiem, że też może dawać się we znaki. Moim zdaniem należy zwyczajnie sobie uzdrowić tą sferę - w efekcie uwolnisz się od podatności na zranienia ze strony ojca, poprawisz własny wizerunek w swoich oczach oraz uwarunkowania swojego funkcjonowania w życiu (dotychczas nacechowane chęcią zapracowania na uznanie ojca). To znakomicie uwalnia i oczyszcza atmosferę.
      Rzecz jest naprawdę do załatwienia.

      Pozdrawiam serdecznie
    • volny1 mysl teraz ze jestes wspanila osoba.!!!!!!!!!!!!!! 22.10.02, 10:19
      Czesc pisalem wiecej dawno temu, ale za duzo jest nie
      powaznych ludzi wiec przestalem, ale Twoj post
      przyciagnal moja uwage.
      Nie bede pisal duzo bo TYLKO TY W SWOJEJ GLOWIE MOZESZ
      SIE SAMA UWOLNIC OD TWOCH SMUTKOW I PEWNEGO RODZJU DEPRESJI
      Z calego seraca zycze CI zaglab sie w ksiazki L Hay
      tu podaje link do wyjatkow z jej ksiazki gdzie wiele lat
      temu informacje z tej ksiazki otworzyly mi oczy na
      postepowanie mojej mamy w stosunku do mnie.
      www.volny.com/book1/000.htm
      Sa osoby ktore nie rozumieja co pisze ale to nie moj
      problem. My ludzie sami wpedzamy sie w sytuacje dobre
      albo zle a zalezy to tylko od naszego sposobu myslenia.
      Poczytaj a bedziesz wiedzila o czym mysle.

      mozesz pisac na email witold@volny.com

      www.witold.us/

      atlantis75 napisała:

      > "Jesteś nikim"
      > "Co ty masz? Nic nie masz"
      > "Nic nie osiągnęłaś i nie osiągniesz"
      > "Gdybym zarabiał 3 tys. zł miesięcznie nie siedziałbym
      z wami, idiotami"
      > "Jesteś głupia i życzę ci, żeby ci nic nie wyszło"
      >
      > Takie słowa uslyszałam wczoraj od swojego Ojca. Jestem
      bardzo przybita, dlatego
      >
      > postanowiłam podzielić się z Wami tym, co czuję. Nie
      mam komu tego powiedzieć,
      > siedzę w
      > pracy, a zapuchnięte oczy tłumaczę zapaleniem spojówek...
      >
      > Takie słowa ranią jak noże. Szczególnie, że nigdy nie
      zrobiłam nic złego, nigdy
      > go nie
      > skrzywidziłam. Wypomina mi pieniądze, które łożył na
      moje studia i to, że miesz
      > kałam w
      > domu do 24 roku życia. Potem znalazłam pracę w innym
      mieście i zaczęłam życie n
      > a własny
      > rachunek. Skończyły się kłótnie, przykre słowa. Gdy
      przejeżdżam do domu jestem
      > "kochaną
      > córeczką", bo nie musi mnie już utrzymywać... Moi
      bracia mają nie mają tak dobr
      > ze, bo
      > jeszcze są w domu. Gdyby nie Mama... ona jedyna to
      wszystko trzyma w kupie, bar
      > dzo nas
      > kocha. Widzę, jak się z nim męczy. Czasem jest dobrze,
      można z nim pogadać, poż
      > artować
      > - człowiek zapomina o przykrych sytuacjach, o bolesnych
      słowach. Czasem jednak
      > to
      > wszystko upada i wystarczy jednen pretekst bym
      usłyszała pod swoim adresem taki
      > e
      > słowa...
      >
      > Mama wczoraj płakała "rozwiodę się" powiedziała. Ja
      jakoś się trzymałam, obieca
      > łam sobie,
      > że mu nie pokażę, jak bardzo mnie to boli. Bo co to da?
      Już nie raz wybiegałam
      > z płaczem,
      > ale nigdy nie usłyszałam "przepraszam". Potem starał
      się podlizywać - uśmiechać
      > i
      > żartować, ale... wypowiedztianych słów nie da się
      cofnąć. Tkwią głęboko jak noż
      > e.
      >
      > Płakałam całą noc. Nad sobą, nad nim, nad Mamą. Staram
      się go usprawiedliwać: t
      > rudne
      > dzieciństwo, despotyczna i niekochająca matka,
      przedwczesna śmierć ojca, poczuc
      > ie
      > "przegranego życia"...
      >
      > Kocham go i marzę, by się zmienił. Ale mój smutek tkwi
      głęboko i trudno go zabi
      > ć. Słysząc
      > takie słowa od bliskiej osoby człowiek traci wiarę w
      siebie. Jest mu smutno, je
      > st zły, ale
      > najbardziej doskwiera samotność i dojmujące poczucie
      braku tożsamości. Bo utożs
      > amiamy
      > się z Rodzicami. To jak się czuć, jeżeli własmy Ojciec
      ma cię za nic?
      >
      > Pisząc te słowa jest mi ciężko. Znowu gula w gardle,
      przytłaczające poczucie
      > beznadziejności, żalu o coś, czego nie ma (dobre słowo,
      wiara we mnie).
      > Mam już 27 lat, a w takiej sytuacji czuję się jak mała
      dziewczynka.
      >
      > Jak sobie z tym poradzić?
      >
      > Atlantis
      • atlantis75 Re: mysl teraz ze jestes wspanila osoba.!!!!!!!!! 22.10.02, 17:40
        Witoldzie,
        dziękuję bardzo za słowa otuchy i link do fragmentów
        książki Louis Hay. Przeczytałam to wszystko z zapartym
        tchem i coś błysnęło w mojej głowie.
        Już jutro pójdę do księgarni i kupię tę książkę!!!
        Czytając fragmenty, czułam jakby autorka mówiła do mnie,
        czytała w moich myślach pisząc to wszystko!

        Zrozumiałam też, że muszę zmierzyć się z własnym życiem,
        by się uwolnić od złych kodów i by wybaczyć swojemu Ojcu.
        Zrozumieć go i właśnie (tak jak pisali inni forumowicze)
        pogrzebać jego ideał, który jest we mnie...

        DZIĘKUJĘ!

        Atlantis



        volny1 napisał:

        > Czesc pisalem wiecej dawno temu, ale za duzo jest nie
        > powaznych ludzi wiec przestalem, ale Twoj post
        > przyciagnal moja uwage.
        > Nie bede pisal duzo bo TYLKO TY W SWOJEJ GLOWIE MOZESZ
        > SIE SAMA UWOLNIC OD TWOCH SMUTKOW I PEWNEGO RODZJU DEPRESJI
        > Z calego seraca zycze CI zaglab sie w ksiazki L Hay
        > tu podaje link do wyjatkow z jej ksiazki gdzie wiele lat
        > temu informacje z tej ksiazki otworzyly mi oczy na
        > postepowanie mojej mamy w stosunku do mnie.
        > <a href="http://www.volny.com/book1/000.htm"target="_blank">www.volny.com/book1
        > /000.htm</a>
        > Sa osoby ktore nie rozumieja co pisze ale to nie moj
        > problem. My ludzie sami wpedzamy sie w sytuacje dobre
        > albo zle a zalezy to tylko od naszego sposobu myslenia.
        > Poczytaj a bedziesz wiedzila o czym mysle.
        >
        > mozesz pisac na email witold@volny.com
        >
        > <a href="http://www.witold.us/"target="_blank">www.witold.us/</a>
        >
        > atlantis75 napisała:
        >
        > > "Jesteś nikim"
        > > "Co ty masz? Nic nie masz"
        > > "Nic nie osiągnęłaś i nie osiągniesz"
        > > "Gdybym zarabiał 3 tys. zł miesięcznie nie siedziałbym
        > z wami, idiotami"
        > > "Jesteś głupia i życzę ci, żeby ci nic nie wyszło"
        > >
        > > Takie słowa uslyszałam wczoraj od swojego Ojca. Jestem
        > bardzo przybita, dlatego
        > >
        > > postanowiłam podzielić się z Wami tym, co czuję. Nie
        > mam komu tego powiedzieć,
        > > siedzę w
        > > pracy, a zapuchnięte oczy tłumaczę zapaleniem spojówek...
        > >
        > > Takie słowa ranią jak noże. Szczególnie, że nigdy nie
        > zrobiłam nic złego, nigdy
        > > go nie
        > > skrzywidziłam. Wypomina mi pieniądze, które łożył na
        > moje studia i to, że miesz
        > > kałam w
        > > domu do 24 roku życia. Potem znalazłam pracę w innym
        > mieście i zaczęłam życie n
        > > a własny
        > > rachunek. Skończyły się kłótnie, przykre słowa. Gdy
        > przejeżdżam do domu jestem
        > > "kochaną
        > > córeczką", bo nie musi mnie już utrzymywać... Moi
        > bracia mają nie mają tak dobr
        > > ze, bo
        > > jeszcze są w domu. Gdyby nie Mama... ona jedyna to
        > wszystko trzyma w kupie, bar
        > > dzo nas
        > > kocha. Widzę, jak się z nim męczy. Czasem jest dobrze,
        > można z nim pogadać, poż
        > > artować
        > > - człowiek zapomina o przykrych sytuacjach, o bolesnych
        > słowach. Czasem jednak
        > > to
        > > wszystko upada i wystarczy jednen pretekst bym
        > usłyszała pod swoim adresem taki
        > > e
        > > słowa...
        > >
        > > Mama wczoraj płakała "rozwiodę się" powiedziała. Ja
        > jakoś się trzymałam, obieca
        > > łam sobie,
        > > że mu nie pokażę, jak bardzo mnie to boli. Bo co to da?
        > Już nie raz wybiegałam
        > > z płaczem,
        > > ale nigdy nie usłyszałam "przepraszam". Potem starał
        > się podlizywać - uśmiechać
        > > i
        > > żartować, ale... wypowiedztianych słów nie da się
        > cofnąć. Tkwią głęboko jak noż
        > > e.
        > >
        > > Płakałam całą noc. Nad sobą, nad nim, nad Mamą. Staram
        > się go usprawiedliwać: t
        > > rudne
        > > dzieciństwo, despotyczna i niekochająca matka,
        > przedwczesna śmierć ojca, poczuc
        > > ie
        > > "przegranego życia"...
        > >
        > > Kocham go i marzę, by się zmienił. Ale mój smutek tkwi
        > głęboko i trudno go zabi
        > > ć. Słysząc
        > > takie słowa od bliskiej osoby człowiek traci wiarę w
        > siebie. Jest mu smutno, je
        > > st zły, ale
        > > najbardziej doskwiera samotność i dojmujące poczucie
        > braku tożsamości. Bo utożs
        > > amiamy
        > > się z Rodzicami. To jak się czuć, jeżeli własmy Ojciec
        > ma cię za nic?
        > >
        > > Pisząc te słowa jest mi ciężko. Znowu gula w gardle,
        > przytłaczające poczucie
        > > beznadziejności, żalu o coś, czego nie ma (dobre słowo,
        > wiara we mnie).
        > > Mam już 27 lat, a w takiej sytuacji czuję się jak mała
        > dziewczynka.
        > >
        > > Jak sobie z tym poradzić?
        > >
        > > Atlantis
    • Gość: ela Re: Ojciec który nie kocha... IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 22.10.02, 11:43
      Ojciec który nie kocha, nie wspiera, który zawodzi a przy tym wymaga by się z
      nim liczyć. Nie daje nic a oczekuje wiele. Jest Rodzicem a więc jest lepszy a
      Ty nigdy nie będziesz bo On tak zadecydował. Masz 27 lat i kochasz Go
      bezwarunkowo a On nie kryje, że Ciebie nie kocha, a może nawet nienawidzi.
      I pytasz jak sobie z tym poradzić.

      Wydaje mi się, że należałoby uzmysłowić sobie, że nigdy nie zdarzy się w Twoim
      życiu taka cudowna, bezwarunkowa miłość ze strony Twojego Ojca o której
      marzysz. Nigdy tak mocno, radośnie kochający Ojciec nie weźmie Ciebie, swoją
      małą córeczkę na ręce, nie przytuli i nie powie że jesteś całym Jego życiem,
      całym Jego szczęściem. To się nie zdarzy bo taka chwila, taki moment już minął.
      Jesteś już dorosła więc "zdajesz" sobie sprawę, że nie można takiej "sytuacji"
      w jakiś magiczny sposób wyczarować. Nigdy także żaden inny Ojciec nie
      zaadoptuje Ciebie i nie zrekompensuje Ci miłości ojcowskiej.
      To jest Twoja prawda z którą musisz się uporać by ta mała dziewczynka w Tobie
      mogła podnieść rączki do słońca i zatańczyć ku radości Twojej (już jako
      dorosłej) i Twoich bliskich, którzy Cię kochają i będą kochać.

      Czeka Cię długa droga odkrywania uczuć które nie masz odwagi ujawnić bo nie
      spodobałyby się Twojemu Ojcu chociaż w pełni na nie zasługuje, nie spodobałyby
      się Twojej Matce, bo nie miała dość odwagi by Cię przed takim Ojcem chronić,
      nie spodobałyby się Twoim braciom, bo też nie mają odwagi, nie spodobałyby się
      jeszcze wielu, wielu innym.... i właśnie dlatego, że tak naprawdę cała Twoja
      rodzina niszczy Twoje poczucie wartości Ty musisz mieć wiele, wiele odwagi by
      samą siebie z niej „wyciągnąć”, wziąć na ręce i iść sobie gdzieś odpocząć, może
      tuląc i kołysząc tą małą przestraszoną dziewczynkę do serca tak długo aż
      stanie na tyle silnie na własnych nogach, że będzie mogła zbliżyć się do
      swojej rodziny bez obawy o siebie.

      Trzeba o tym pomyśleć.

      Pozdr.
    • margot81 jestes czlowiekiem wartosciowym 22.10.02, 13:58
      Kochana Atlantis,

      Wiem, że tak przykre słowa, wypowiedziane przez człowieka, na którym nam zależy
      działają jak sztylet i cokolwiek bysmy tu nie wymyslali, żeby Cie pocieszyć,
      prawdopodobnie nie ukoi Twoich emocji.

      Jednak Ci, którzy stosują wyliczankę, tzn. zawdzięczasz mi tyle albo jeszcze
      więcej, sami w sobie stanowią problem.
      Chcą zrzucić odpowiedzialność za swoje błędy na kogoś bliskiego z otoczenia, a
      tutaj na Ciebie.

      Chociaż boli, nie poddawaj się. Po prostu żyj swoim życiem. Bądź przekonana o
      Jego wartości, bo sama doszłaś do samodzielności.
      Taki jest mój plan, który stosuję, bo wiedz, że ten problem nie jest tylko
      Twoim udziałem.

      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło w jesienne popołudnie.
      Margot
      • Gość: mks Re: jestes czlowiekiem wartosciowym IP: *.firma / 192.168.20.* 22.10.02, 14:05
        Trzymaj sie cieplo. Masz w sobie sporo samozaparcia, ze sama krzywdzona
        odplacasz dobrym slowem. Nie wiem czy to dobrze, czy zle - sama bedziesz
        musiala podjac decyzje co dalej. WIem, ze warto podejmowac decyzje, a nie
        chowac glowe w piasek. Tobie na pewno sie to uda.
    • Gość: Magda Re: 'Jesteś nikim' IP: *.net 22.10.02, 18:28
      Myślę że wiem co czujesz. Jestem Twoją rówieśniczką. Jednak do tej pory nie
      udało mi się zamieszkać na swoim.
      Mój ojciec jest alkoholikiem, despotą. Nigdy nie dochodziło do rękoczynów,
      jednak potarganych nerwów, poniżenia, ubliżeń, wstydu nie da się tak zwyczajnie
      wymazać z pamięci.
      Byłam wspaniałą córeczką kiedy spotykał się z kolegami. Rozpierała go ponoć
      duma jaka to ja jestem ułożona, zdolna itp. Przekraczając próg domu nagle
      zmieniał swoje poglądy. Rozpoczynały się awantury, które trwały nieraz całą noc.
      Pretekst zawsze się znalazł.

      Długo nie mogłam pogodzić się z zarzutami w stosunku do mojej osoby. Kiedy
      siedziałam w domu - źle, bo jestem odludkiem, kiedy gdzieś wychodziłam - źle bo
      pewnie piję (dziwne, że go to drażniło) i robię Bóg wie co jeszcze.

      Ze szkołą była podobnie. Gdy po zawodówce postanowiłam kontynuować naukę w
      technuikum - nie było dnia w którym nie wysłuchiwałabym pretensji o to, że
      jestem darmozjadem, głupkiem któremu szkoła nic nie daje itp.
      Nigdy nie zapomnę moich przygotowań do matury... nauka po nocach, w chwilach
      kiedy zmęczony krzyczeniem tatuś na chwilę przysnął...... i łzy radości, gdy
      okazało się, jestem zwolniona z egzaminów ustnych.

      Byłam zakompleksiona, "zahukana", bałam się ludzi. Odbijało się to na mojej
      pracy, samopoczuciu, we wszystkim co robiłam, mówiłam.

      Trwało to do pewnego momentu - wówczas stwierdziłam, że nie mogę pozwolić, aby
      KTOŚ ciągle kierował moim życiem, wciąż mną manipulował, szantażował. W
      przeciwnym razie nigdy nie będę szczęśliwa, zatracę resztę własnego poczucia
      wartości, pewności siebie.

      Nie było to łatwe i nadal nie jest. Ale staram się zdystansować to tego co się
      dzieje, bo wiem, że podjęcie jakiejkolwiek zmiany zachowania ojca to z góry
      przegrana walka. Teraz otwarcie bronię swojego zdania, nie pozwalam aby wszedł
      mi "na głowę". Ja również nigdy nie usłyszałam słowa "przepraszam". Nawet mi
      już na tym specjalnie nie zależy, fałszywych przeprosin nie potrzebuję.
      Robię to na co mam ochotę - oczywiście nie krzywdząc przy tym innych.

      Życzę Ci wytrwałości i pogody ducha. Będzie dobrze.

      Pozdrawiam :)
      • atlantis75 Re: 'Jesteś nikim' 22.10.02, 18:37
        Dzięki, Magdo.
        Tobie także życzę powodzenia. Ktoś polecił mi książkę
        Louis Hay "Możesz uzdrowić swoje życie". Ta książka może
        pomóc i mi i Tobie.

        Oto fragment:
        "W bezkresie życia, w którym jestem,
        wszystko jest doskonałe, całkowite i pełne.

        Wierzę w moc większą ode mnie, która
        przenika mnie w każdym momencie każdego dnia.

        Otwieram się na jej mądrość wiedząc, że jest tylko
        Jedna Inteligencja we Wszechświecie.

        Z tej Inteligencji
        pochodzą wszystkie odpowiedzi,
        rozwiązania, uzdrowienia i dzieła.

        Wierzę tej Mocy i Inteligencji wiedząc,
        że co mam wiedzieć, będzie mi objawione,
        a czegokolwiek będę potrzebował, przyjdzie do mnie we
        właściwym czasie, przestrzeni i kolejności.

        Wszystko jest dobre w moim świecie."

        Pozdrawiam.
        Atlantis
        • Gość: zanka Re: 'Jesteś nikim' IP: *.dwi.uw.edu.pl / 192.168.0.* 23.10.02, 13:37
          ta ksiazka to chyba straszne dyrdymaly, w stylu pokochaj siebie itd. mysle,
          ze 'wredni ludzie'- to co polecal ktos inny jest bardziej w temacie BO pomaga
          zrozumiec. teksty w stylu"wszystko jest takie piekne" pomagaja chyba tylko na
          dwa dni:((
          • atlantis75 Re: 'Jesteś nikim' 23.10.02, 14:36
            Nie wiem, czy dyrdymały, ale warto przeczytać obie książki.
            L.Hay (po przeczytaniu fragmentów) pomaga nabrać życiowego
            optymizmu, a "Wredni ludzie" pomaga zrozumieć motywy kierujące
            ludźmi, którzy krzywdzą innych i podpowiada jak sobie z nimi radzić. A
            mnie i to, i to jest potrzebne.

            Pozdrawiam.
            Atlantis



            Gość portalu: zanka napisał(a):

            > ta ksiazka to chyba straszne dyrdymaly, w stylu pokochaj siebie itd. mysle,
            > ze 'wredni ludzie'- to co polecal ktos inny jest bardziej w temacie BO pomaga
            > zrozumiec. teksty w stylu"wszystko jest takie piekne" pomagaja chyba tylko na
            > dwa dni:((
    • ta_mar_ta Re: 'Jesteś nikim' 22.10.02, 19:10
      Droga Atlantis

      Bardzo wzruszył mnie Twój post. Odpisuje na niego bez czytania innych postów,
      być może powtórzę , co napisali już inni, odbierz zatem moja wypowiedź jako
      słowa wsparcia.

      Jesteś wrażliwą , młodą osobą i wierzę, że takie słowa które wypowiada osoba
      bliska i przez Ciebie kochana ranią jak noże. Będą raniły dopóki będziesz mieć
      nadzieję na zmianę postawy Ojca, dopóki będziesz wyczekiwać słów dobrych i za
      nimi tęsknić. Wówczas każde złe słowo będzie bolało podwójnie, także z tego
      powodu,że po raz kolejny Ojciec zawiódł Twoje oczekiwania.

      Rozumiem Twoje uczucia, mnie też słowa bolały jak ciosy. Długo trwało, aż
      zrozumiałam, że człowiek, który tak mnie ranił nie zmieni się.
      Teraz już potrafię zdystansować się, puszczać mimo uszu jego złośliwości, to
      TYLKO SŁOWA.
      Tak zachowuje się człowiek sam głęboko skrzywdzony i w poniżeniu innych
      szukający rekompensaty. Tylko Ty nie możesz i nie musisz być jego lekarzem i
      jego workiem treningowym.

      Buduj relacje z innymi ludźmi, na pewno jesteś wspaniała, na pewno ktoś Ci
      niejeden raz o tym powie.

      Dobrze, że do nas zajrzałaś :))), to forum leczy rany, serio :)))

      Przytulenie wirtualne serwuję serdecznie
      Ta_
    • prezes24 Re: 'Jesteś nikim' 22.10.02, 21:52
      Niestety znam takie zachownie służace dołowaniu cżłowieka z autopsji.
      Podobnie zachowywał się mój ojciec.
      Do tego był po zawale i straszył mnie, że będę miał go na sumieniu.
      Stosował podobne argumenty : jesteś zero, nic nie osiągniesz itd...
      W końcu się na to uodporniłem.
      trzeba zwyczajnie się tym nie przejmować.
      • Gość: Maryla Re: "jestes kimś" IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 25.10.02, 02:32
        Jestes kimś,i w to musisz uwierzyc.Dla siebie masz byc najwazniejsza.To
        TY skonczyłas studia, to TY zarabiasz na swoje utrzymanie i to Ty
        jestes naj..Znam bardzo dobrze takie podejscie ,zawsze wszystko było nie
        tak ,cała ja ,mój wyglad i to co robię.Byłam pod ogromna presją
        matki,to niestety "procentuje " w dorosłym zyciu.Masz jeszcze szanse
        uwierzyc w siebie.Krzycz głosno ze Ty decydujesz,Ty chcesz, TY
        wiesz,itd. Uwierz ,ze nikt nie moze nic Ci zarzucać.Wychowanie dawno
        sie skonczyło, jesteś dorosła i masz prawo byc kim jestes. Nie płacz,(choc
        rozumiem Cie doskonale,to żal i bunt),tylko odwaznie zacznij zyc dla
        siebie i pamietaj TY MASZ BYC ZADOWOLONA a nie ojciec.Ktoś wyzej
        napisał "rodziców sie nie wybiera" to fakt,ale trzeba w pore ich
        opuscic by stac sie sobą ,a nie kimś kogo oni sobie
        wymarzyli.Oczywiscie ,nalezy im sie chwala za trud wychowania,to cieżka
        praca,ale dzieci jak ptaki powinny szybko wylatywac z gniazdka by nauczyc
        sie latać.
        "Lataj wysoko"
        Pozdrowiam
        • atlantis75 Re: 'jestes kimś' 25.10.02, 12:44
          Dzięki, Maryla :)

          Atlantis



          Gość portalu: Maryla napisał(a):

          > Jestes kimś,i w to musisz uwierzyc.Dla siebie masz byc najwazniejsza.To
          >
          > TY skonczyłas studia, to TY zarabiasz na swoje utrzymanie i to Ty
          > jestes naj..Znam bardzo dobrze takie podejscie ,zawsze wszystko było nie
          >
          > tak ,cała ja ,mój wyglad i to co robię.Byłam pod ogromna presją
          > matki,to niestety "procentuje " w dorosłym zyciu.Masz jeszcze szanse
          > uwierzyc w siebie.Krzycz głosno ze Ty decydujesz,Ty chcesz, TY
          > wiesz,itd. Uwierz ,ze nikt nie moze nic Ci zarzucać.Wychowanie dawno
          > sie skonczyło, jesteś dorosła i masz prawo byc kim jestes. Nie płacz,(choc
          >
          > rozumiem Cie doskonale,to żal i bunt),tylko odwaznie zacznij zyc dla
          > siebie i pamietaj TY MASZ BYC ZADOWOLONA a nie ojciec.Ktoś wyzej
          > napisał "rodziców sie nie wybiera" to fakt,ale trzeba w pore ich
          > opuscic by stac sie sobą ,a nie kimś kogo oni sobie
          > wymarzyli.Oczywiscie ,nalezy im sie chwala za trud wychowania,to cieżka
          >
          > praca,ale dzieci jak ptaki powinny szybko wylatywac z gniazdka by nauczyc
          > sie latać.
          > "Lataj wysoko"
          > Pozdrowiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka