Dodaj do ulubionych

boję się swojego mieszkania

01.02.06, 17:35
Jestem prawie 40-letnim facetem i boję się swojego mieszkania poniewaz obok
jest cmentarz. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mieszkam w nim ponad rok i
jest coraz gorzej. Zapytacie - to po co kupowałeś tam mieszkanie ? Kupiłem bo
wszystko inne było za i uznałem że z kasą jaką dysponuję wszędzie będzie
można się do czegoś przyczepić. Poza tym cmentarz był dla mnie wtedy tylko
zadrzewionym, zielonym "elementem architektonicznym" gwarantującym cisze i
spokój, tak zresztą podchodzi do sąsiedztwa nadal moja zona i sąsiedzi.
Wcześniej też mieszkałem dość blisko cmentarza i ani razu o nim nawet nie
pomyslałem, fakt ze był trochę dalej (około 250 m) i nie widziałem go z
okien. Teraz została jednak przekroczona jakaś psychologiczna bariera (do cm.
mam jakies 100 m). Dobrze czuję się w nim tylko rano, kiedy skończyła się
noc, natomiast razem ze zmrokiem narasta we mnie niepokój który mnie
paraliżuje, nic nie chce mi się robić, w nocy budzę się i nie mogę zasnąć,
boję się wstać i pójść do łazienki. "Czuję" ten cmentarz nawet wtedy gdy
kocham się z żoną. Mieszkam razem z żoną i córeczką ale przeraża mnie myśl że
kiedyś bedę musiał spedzić noc w mieszkaniu sam. Kiedy czasami wydaje mi się
że już poradziłem sobie z problemem i byle drobiazg powoduje że lęk powraca.
Nie oglądam horrorów ani żadnych filmów gdzie byłby poruszany "pochodny"
temat bo każdą głupotę pokazaną w telewizji przeniosę do rzeczywistości -
myslę że akurat ten problem miałem zawsze tylko teraz po prostu jest on
wyolbrzymiony. Boję się że jeśli dalej tak będzie naprawdę zacznę coś widzieć
lub słyszeć. Uważam że wszystkie opowieści o duchach, strachach itp to
wytwory ludzkiej wyobrazni lub chorej psychiki ale wtedy pojawia się myśl - a
jeśli to jednak prawda? Pod wpływem tych problemów zmienia się też moje
podejscie do religi - dotąd byłem osobą wierzącą ale "bezwyznaniową", teraz
tracę wiarę ale znów pojawia się strach - a co jeśli nie mam racji.
Najprostszym rozwiazaniem byłoby sprzedać to mieszkanie ale zona nie chce o
tym słyszeć. Wybieram się do psychologa, ale moze Wy mi coś doradzicie,
prosze jednak o poważne podejscie - dla mnie naprawdę to jest poważny problem.
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • b-beagle Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 17:45
      Nie zawracaj głowy bo to niepoważnie brzmi
      • piekielnica1 Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 18:35
        ale problem jest poważny
        • misiak38 Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 20:26
          dlaczego niepoważnie?ja też bym się bała.
    • ball_bina Re:ja też mieszkam w pobliżu cmentarza.... 01.02.06, 18:04
      Do cmentarza mam jakieś 300 m, moze jeszcze mniej. Ładnie tam jest....Jednak to
      co ty opisujesz zakrawa na pewną nerwicę. Typ nerwicę powracających myśli,
      natręctw myślowych. Raczej dobrz robisz szukając pomocy u psychologa, jednak
      czytałam,że takie stany rozwiązuje się poprzez sprawdzenie, skontrolowanie z
      rzeczywistością....czyli wtedy kiedy masz napad nerwowych myśli- idziesz i
      sprawdzasz swój starch, czy ma racjonalne grunty. Po wielu próbach strach sam
      ....ZNIKA. I najczęsciej nie wraca. jednak tendencje do myślowych natręctw
      pozostają. Dlatego po jakimś czasie zmieniają swój 'obiekt'. dlatego dobrze,ze
      porozmawiasz z psychologiem, który pomoże ci wyjśc z tego 'natręctwa myślowego'.
    • jonaszkowalski Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 18:44
      atmosfera cmentarza , trudno to nawet , jakoś nazwać . spokój , samotność
      odpoczynek , poddenerwowanie , lęk , chęć ucieczki , zastanowienie ,
      niepokój ...
      czy to tylko zależy od nastroju , raczej nie .
      mieszkam obok cmentarza , biegam dookoła cmentarza o różnych godzinach .
      zawsze jest tam pusto . połowę pętli przebiegam prawie zawsze w całkowitej
      samotnośći . dziwne , ludzie omijają okolice cmentarza , prawie zawsze tak jest
      ,że któraś część jest jakaś taka bezludna , niezagospodarowana . u mnie tak
      jest. kiedyś nie zwracałem uwagi na tą jakąś , obezwładniającą siłę okolicy
      w której mieszkam . coś , co jest częścią pejzarzu za oknem .
      teraz , lubię ten swoj cmentarz .
      może się przyzwyczaisz , jak przestaniesz zwracać uwagę i uznasz
      za normalne to swoje sąsiedztwo . cmentarz jest takim samym elementem
      jak przystanek autobusowy , czy sklep , kiosk lub trawnik .
      a że o czymś przypomina , no cóż nie jesteśmy specjalnie trwali
      tak to już jest .
      ale wiesz , odkryłem że traci swoją magiczną moc jak zapełnia się ludzmi
      staje się czymś normalnym i zwykłym .
      za to po kilku dniach od święta zmarłych , spróbuj go obejść wieczorkiem :)


      • jonaszkowalski Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 18:55
        i myślę , że ten cmentarz , który tak cię skłania do przemyśleń ,
        to fajny element twojego życia . czterdziechaaaaaa , czas na zastanowienie
        i pielgrzymki . jedni wcześniej inni później , powinieneś postawić flaszkę
        temu komuś , kto ułatwił ci kupno tego mieszkania . cmentarz dostałeś gratis za
        oknem , a patrz jaka niespodzianka . pozdro :)
    • markus.kembi Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 18:49
      Więc boisz się duchów. A konkretnie - boisz się że CO te duchy Ci zrobią?
      • jonaszkowalski Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 18:59
        ja , nie wiem czy to duchy , czy co tam , ale bryknij na cmentarz po nocy
        żywego ducha , tylko latarnie , jakieś papiery . a ty na piechotkę .
        to pogadamy , ale założę się że będziesz się czuł nieswojo .
        darł będziesz w końcu jak gazela do najbliższego miejsca , trochę lepiej
        oświetlonego :)
        • markus.kembi Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 19:29
          Ale pieprzenie gópot - inaczej tego nie mogę skomentować. Nie odnoszę się do
          Ciebie, a jedynie do Twojej wypowiedzi.
        • ball_bina Re: jonasz ja mialam do pracy przez cmentarz... 01.02.06, 19:52
          I czasami zasiedzialam sie w pracy do polnocy i o polnocy musialam przez ten
          cmentarz sama przejsc...he he he he ......za pierwszym razem bardzo sie
          balam..ale pozniej mi minelo tylko raz sie wystraszylam jak rodzina zaje,cza
          szperala po krzakach...biedna zwierzaczki ciezko maja o pokarm zima...w sumie to
          bylo mi zal tych zajecy ale co tam tyle kwiatkow maja do skubania....
    • ala-a Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 19:09
      ja tez u mnie COS piszczy!!!!
      a i cmentarz niedaleko;(
    • varia1 Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 19:13
      Czy zastanawiałeś się kiedyś, jakie masz podejście do spraw śmierci, przemijania, jakie było ono w twojej rodzinie? Czy wiesz, że cmentarz zupełnie inaczej traktuje się, kiedy się tam chodzi "do kogoś"?
      Ja to odkryłam po smierci mojego Taty, wcześniej panicznie bałam się cmentarzy i całej "śmiertelnej" tematyki. Teraz, kiedy mam wiele rodziny i znajomych na tym lepszym świecie, cmentarze traktuję jak nowe miejsce, w którym "mieszka" ciało bliskiej osoby.
      No, może rzeczywiście cmentarz widziany z okien, to nie jest widok, który szalenie optymistycznie nastraja, ale za to mistycznie - na pewno.


      Nie wiem, nie chciałabym cie jakoś bardziej wystraszyć, ale może powinieneś przełamać się, pójść na ten cmentarz i odnaleźć tam kogoś "swojego". Nie wiem, czy jest tam pochowany ktoś z twoich bliskich, ale jeśli nie, to spróbuj zaopiekować się jakimś zapomnianym grobem, pomyśl o tym, że to miejsce takie jak wiele innych, po prostu nasza wyobraźnia potrafi mu dodawać wiele dziwnych cech.

      Czy myślisz że o wiele weselszy byłbyś patrząc na dom starców lub dom dziecka?
      Pozdrawiam
      M.


      • horpyna4 Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 19:39
        Jak będziesz w domu sam, to spróbuj "porozmawiać" z tymi zmarłymi, nawet możesz
        do nich przepić. Oswoisz problem.
        Niestety w dzisiejszych czasach zapominamy o tym, że śmierć jest nieodłączną
        towarzyszką życia. Usiłujemy o niej nie pamiętać. A przecież znacznie zdrowsze
        dla ludzkiej psychiki jest podejście takie trochę "barokowe".
        • varia1 Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 19:48
          horpyno, z przepijaniem - dobry pomysł. A jak się problemu nie oswoi, to przynajmniej można o nim, przy odpowiednich proporcjach;) zapomnieć

          tylko żeby nie wpadł nam autor wątku w alkoholizm, bo jego żona nas do sądu poda...
          • markus.kembi Re: boję się swojego mieszkania 01.02.06, 20:00
            Nie trzeba pić - wystarczy się trochę zastanowić. Żeby pozbyć się lęku trzeba
            wpierw wiedzieć na czym lęk polega. Człowiek nie boi się tak naprawdę psów,
            tylko ugryzienia przez psa, nie boi się wysokości, tylko upadku z dużej
            wysokości. Jeżeli ktoś boi się cmentarza, to najpierw trzeba się zastanowić
            czego konkretnie na tym cmentarzu. Duchy nie istnieją w rzeczywistości, a
            jedynie w ludzkiej wyobraźni, ale nawet jeśli jakiś tam jeden się uchował to co
            zrobi, ugryzie? Ja jakoś mieszkam w okolicy, gdzie podczas wojny zginęło z głodu
            i chorób lub zamordowanych zostało co najmniej 50 tysięcy osób i jak do tej pory
            (a to juz 10 lat minęło) żaden nieboszczyk mnie nie zaatakował.

            Gdyby duchy istniały, to krążyłyby raczej nie tam gdzie pochowano zwłoki tylko
            tam gdzie osoba zginęła - bo kiedys sąsiadka mi mówiła, że "tu w tym mieszkaniu
            duchy nie straszą bo poprzednia właścicielka umarła u rodziny na Pomorzu" -
            czyli to ważne gdzie zmarły stacił życie.

            A może chodzi raczej nie o duchy, tylko lęk który źródło w wydarzeniu z
            dzieciństwa, o podobieństwo do jakiejś sytuacji? To już bardziej prawdobne -
            sytuacja uleciała z pamięci, a lęk pozostał.
            • ball_bina Re: Ale duchow nie ma...:))) 01.02.06, 20:14
              od tego trzeba zacząć. Strach przed cmentarzem, moze wiązać się ze strachem
              przed własną śmiercią? Że się nagle umrze...ludzie bez przerwy umierają. Śmierć
              jest wynikiem życia... Tylko dlaczego, aż tak bardzo boimy się smierci?
              Najczęsciej dlatego, że życie, ktore wiedziemy nie idzie tą koleją losu jaką
              byśmy chcieli, nie realizujemy się....Nie przeżyliśmy go w pełni. Albo boimy się
              o losy naszych bliskich.
              Osobiście oświadczam,że nie boję się śmierci dlatego być może podziwiam ten
              cmentarz.Tyle znajomych osób tam leży, ktore wczoraj jeszcze biegały,żartowały,
              a dziś...już są po drugiej stronie...Śmierć jest częscią naszego życia....i
              czasami nie śmieć jest przerażająca, a właśnie samo życie....
              • beacieczko Re: Ale duchow nie ma...:))) 01.02.06, 20:31
                Też miałam bardzo septyczne podejście do sfery "niewidzialnej", ale czytuję na
                tym portalu zresztą "Rozwój duchowy" i przewraca mi się w głowei o 180stopni.
                Przeczytaj to:
                Anna Atras 23-12-2003
                Światełko w tunelu, czyli świadome umieranie
                Gdy dusza zakończy już swój ziemski żywot, powraca do świata astralnego.
                Zabiera też ze sobą bagaż doświadczeń, które nazbierała w czasie swojego
                ziemskiego życia. Bagaż ten umieści w ciele astralnym, dlatego może go
                przenieść po śmierci ciała fizycznego wraz ze sobą. Gdy umiera ciało fizyczne,
                wraz z nim umiera także ciało eteryczne, które ciało fizyczne roztaczało
                najbliżej siebie, jako odzwierciedlenie swojego zdrowia. Inne ciała duchowe
                zachowują swoje znaczenie i przenoszą się wraz ze świadomością duszy, która
                jest ich centrum, a one tworzą wokół niej otoczkę energetyczną o różnym dla
                świadomości znaczeniu.

                Jeśli dusza wykorzysta swój pobyt na planie fizycznym i rozwinie swoje ciała
                duchowe poprzez rozwój swych mocy urzeczywistnienia, oraz rozwój czystych
                aspektów świadomości, wtedy następuje jej wzrost duchowy na kolejny etap
                poziomu jej rozwoju. Nawet wtedy, gdy tylko bierze na siebie zadanie, by
                spłacić karmiczne długi, które nazbierała w czasie swych wcześniejszych pobytów
                na ziemi, to i tak jest to dla niej ważny etap, gdyż dzięki temu w następnym
                wcieleniu może zacząć kierować się w pozytywny biegun swojego rozwoju i może
                zacząć wchodzić na wyższe etapy poziomu rozwoju duchowego swej duszy.

                Czasami, aby dusza mogła zacząć rozwijać swe moce urzeczywistnienia, mija wiele
                wcieleń jej ziemskiej wędrówki. Znam dusze, które w pozytywny biegun swojego
                rozwoju duchowego skierowały się będąc już na poziomie duszy dziecka. Ale znam
                także dusze, które dopiero na poziomie duszy średniej zaczęły naprawiać swoją
                przeszłość i wtedy większość swojego życia spędzały na oczyszczaniu przeszłych
                wcieleń. Oczywiście, fajnie jest, gdy dusza szybciutko kieruje się w pozytywny
                biegun swojego rozwoju, ale nigdy nie jest dla niej za późno, by osiągnęła
                spełnienie bez względu na to, na jakim z etapów swojego rozwoju się znajduje.
                Jednakże czasami dla jej wzrostu potrzebny jest pewien bagaż doświadczeń, nawet
                negatywny.

                Schodząc na plan ziemski dusza ma za zadanie zbierać doświadczenia tak, by
                osiągać zrozumienie dla danych doświadczeń. Dopiero gdy zaczyna rozumieć, jest
                w stanie dokonywać trzeźwych i przytomnych wyborów. Tak więc pewne
                doświadczenia są bardzo ważne dla jej zrozumienia. Nie da się pojąć, nie mając
                porównania wyboru. Nie da się też ominąć rozwoju duszy bez zebrania
                odpowiedniej ilości doświadczeń na planie fizycznym. To tak jakby ktoś próbował
                zbudować dom, ale chciał ominąć etap zbierania materiałów na budowę, lub
                środków potrzebnych mu na ich zakup. Oczywiście, ktoś może rzec, że są inne
                sposoby na wejście w posiadanie domu. I owszem są, ale nie znając tamtych
                możliwości, dusza nie byłaby w stanie dojrzeć innych.

                Doświadczenia, jakie zbiera dusza na planie fizycznym, decydują również o
                sposobie umierania jej ciała fizycznego. Śmierć ciała fizycznego jest dla duszy
                bardzo ważnym etapem. Zebrała już na planie fizycznym pewien bagaż doświadczeń
                i teraz zbliża się moment jej powrotu do świata astralnego. Ważny jest też
                sposób, w jaki to się dokonuje. Jeśli dusza kończy swoje życie gwałtownie, np.
                w wyniku wypadku samochodowego, to zwykle następuje dla niej ogromny szok i
                wstrząs. Nie do końca jest świadoma tego, co się z nią stało. Nie wie często,
                że umarło już jej ciało fizyczne. Trzyma się wtedy przez jakiś czas jeszcze
                planu fizycznego, chcąc dalej żyć, jak żyła do tej pory. Dopiero dziwne
                zachowania jej rodziny dają duszy do myślenia. Wtedy też może przyjść zimny
                prysznic i świadomość, że jej życie się zakończyło.

                Jeśli dusza odeszła w poczuciu nie załatwienia wielu spraw, może chcieć szybko
                powrócić do tej samej rodziny, lub do miejsca, które da jej możliwość
                zakończenia tego, co w jej odczuciu wymaga zakończenia. Wtedy dusza szuka
                możliwości jak najszybszej drogi do ponownej inkarnacji. Myśl, jak powstaje w
                świadomości mentalnej duszy, daje impuls całemu mechanizmowi astralnej drogi,
                która otwiera przed duszą światło przejścia do kolejnej inkarnacji. Taka dusza
                nie odchodzi wtedy do światła, by oddać część swoich doświadczeń do kroniki
                Akasha, a jeśli już to oddaje ich minimalną ilość, dlatego, że wie, iż będą jej
                potrzebne, by odtworzyć klimat dawnych niedokończonych spraw. Jej droga w
                świecie astralnym jest wtedy bardzo krótka. Może trwać nawet kilka miesięcy.
                Zwykle bowiem dusza potrzebuje 3 dni, by odejść od ciała fizycznego. Później
                potrzebuje 80 dni na zużycie swojej energii pranicznej, której część przeniosła
                ze sobą do świata astralnego i wtedy przechodzi dalej do odpowiedniego dla
                swojego poziomu i etapu rozwoju świata duchowego. Przechodząc do świata
                duchowego zawsze przechodzi przez tunel, lub inaczej bramę światła. Przechodząc
                przez samo światło, które jest swoistego rodzaju filtrem dla doświadczeń duszy,
                oddaje, lub pozostawia w nim te doświadczenia, w których już się dopełniła i
                przekazuje je w ten sposób do źródła swojego drzewa życia i do kroniki Akasha.
                Dalej przechodzi jakby lżejsza i oczyszczona. Zabiera ze sobą jedynie te
                doświadczenia, w których się nie dopełniła, a które będą jej potrzebne do
                dalszego rozwoju.
                Po drugiej stronie światła znajdują się krainy duchowe. Dla jednych dusz będzie
                to wyobrażenie ich raju, a dla tych na niskich etapach i w dodatku skierowanych
                w swym rozwoju w biegun negatywny, będzie to przysłowiowe piekło. Tutaj akurat
                to umysł kieruje tworzeniem sobie wibracji świata, do którego trafia dusza.
                Pobyt w tym świecie może być dla duszy bardzo ważny w jej dalszym rozwoju. Tu
                może dusza ochłonąć i rozwinąć swoją wiedzę, wzbogacając się o wiedzę innych
                dusz z jej drzewa życia, które przekazały do źródła tego drzewa swoje
                doświadczenia, w których się dopełniły. Wtedy można rzec, że dusza wzrasta
                korzystając z wiedzy zdobytej na uniwersytecie duchowym.

                Gdy dusza już napełni się wiedzą, przychodzi moment wyboru przez nią miejsca,
                rodziców i okoliczności, które pozwolą jej dopełnić się w niedopełnionych
                doświadczeniach, jak i zdobyć nowe doświadczenia, które pomogą duszy wzrosnąć
                duchowo. O wyborze najbardziej decyduje biegun rozwoju, w który dusza poszła
                przebywając na planie fizycznym. Gdy dusza jest już gotowa do zejścia na plan
                fizyczny, zjawia się jej Opiekun Duchowy i zabiera ją do miejsca, gdzie dusza
                dokonuje wyboru rodziców i wybiera sobie plan karmiczny na dane życie. Do
                wyboru może dostać nawet kilka planów, które wyświetlane jej są jako filmy
                karmiczne. Ma to jej pomóc w dokonaniu najwłaściwszego wyboru karmicznego.

                Dusze, które umierają w sposób bardzo spokojny, są bardziej świadome swojej
                śmierci. Szczególnie te, które bardzo chorowały, lub cierpiały przed śmiercią.
                Długie, powolne umieranie będzie miało później, przy wyborze swojego następnego
                wcielenia, ogromne znaczenie. Może być ono zupełnie odmienne od tego, które
                wybrały wcześniej. Nie tylko może różnić się miejscem, ale nawet kulturą, płcią
                i kolorem skóry. Jeśli dusza bardzo cierpi fizycznie, będzie chciała za wszelką
                cenę uniknąć podobnych doświadczeń, chyba że ma ku temu inny powód. Tym powodem
                mogą być przekonania wyniesione z praktyk np. chrześcijańskich, gdzie
                cierpienie jest podstawą tej wiary. Jeśli dusza wierzy święcie, że podstawą jej
                rozwoju jest doznawanie cierpień, wtedy będzie szukała miejsc, gdzie będzie
                doznawała cierpień zarówno psychicznych jak i fizycznych.

                Niektóre dusze, szczególnie te, które wzrastały w tradycji chrześcijańskiej,
                doznają po śmierci ogromnego zawodu duchowego. Uczone za życia tego, że po
                śmierci czeka je raj i spotkanie z Bogiem, lub piekło, albo czyściec, umierając
                oczekują spełnienia się ich wierzeń. Niestety, wiele dusz, szczególnie tych,
                któr
                • beacieczko Re: Ale duchow nie ma...:))) 01.02.06, 20:38
                  cd.
                  Niektóre dusze, szczególnie te, które wzrastały w tradycji chrześcijańskiej,
                  doznają po śmierci ogromnego zawodu duchowego. Uczone za życia tego, że po
                  śmierci czeka je raj i spotkanie z Bogiem, lub piekło, albo czyściec, umierając
                  oczekują spełnienia się ich wierzeń. Niestety, wiele dusz, szczególnie tych,
                  które były przekonane, że cierpiały wystarczająco mocno, by Bóg po nie
                  przyszedł, po śmierci doznaje uczucia rozżalenia i często w następnym wcieleniu
                  robi wszystko, by udowodnić Bogu, że się mylił co do nich. Część z nich stara
                  się udowodnić, że Boga nie ma. Wszystko bowiem zależy od tego, jaką drogę
                  wyznaczą sobie do udowodnienia, "czy Bóg istnieje, czy nie".
                  Gdy dusza schodzi na plan Ziemski, najczęściej schodzi w momencie swej
                  największej gotowości do doświadczenia materii. Schodząc zapomina o swoim
                  pochodzeniu, co pozwala jej zająć się życiem ziemskim. Ale tuż po samym zejściu
                  dusza zachowuje jeszcze kontakt ze światem astralnym. Trwa to mniej więcej do
                  szóstego roku życia. Dużo dzieci opowiada czasami, że rozmawiają z duchami.
                  Moje dziecko zachowało tę zdolność, pomimo że w tej chwili skończyło już
                  dziewięć lat. Gdy wracamy do domu ze szkoły, na jednym ze skrzyżowań wciąż
                  widzi parę przezroczystych ludzi z psem. Wie, że nie żyją, ale czasami robią
                  wszystko, by zwrócić jego uwagę na siebie. Choć nigdy nie oddalają się ze
                  skrzyżowania, na którym przypuszczalnie zginęli, stojąc tam z daleka wołają go
                  i biegają wkoło.

                  Najcenniejsze dla duszy jest świadome umieranie. Aby nauczyć się świadomego
                  umierania, należy tak rozwinąć swoją świadomość, by odbyło się to w sposób miły
                  i bezbolesny. Można także poprosić osobę kompetentną o przeprowadzenie duszy
                  tej osoby do świata astralnego.

                  Gdy niedawno zmarł jeden z moich uczniów, na godzinę przed śmiercią poprosił
                  mojego znajomego, by ten pomógł mu przejść na drugą stronę. Sam kilka razy
                  próbował umrzeć, ale nie udawało mu się przejść całkowicie do świata astralnego
                  i zawsze powracał do ciała. Gdy otrzymał pomoc, po godzinie spokojnie odszedł i
                  zmarł wiedząc, co dalej z nim będzie. Zresztą wiedząc o swojej chorobie, często
                  zadawał mi dużo pytań na temat świata astralnego i tego, co zrobić, by wybrać
                  jak najlepiej. Dlatego jego śmierć była bardzo świadomym krokiem i nastąpiła w
                  chwili, gdy był na nią gotowy.

                  Gdy wzrasta twoja wiedza dotycząca świata astralnego, wzrasta także łatwość
                  rozróżniania, co jest czym w tym świecie. Można wtedy ominąć pułapki i
                  zapanować u siebie nad chęcią pozostania tam, a rozwinięcie świadomości pozwala
                  wybrać następne wcielenie dające ogromne możliwości rozwoju duchowego i wzrostu
                  dla duszy na poziomie, na którym się znajduje.

                  Długi ten artykuł ale szokujący prawda?
                  A swoją drogą boję się cmentarza, przeraża mnie, źle nastraja i w pełni cię
                  rozumiem

                  • ball_bina Re: Ale duchow nie ma...:))) 01.02.06, 21:11
                    czytalam sporo na temat astralu i jednak mam dosc mieszane uczucia......mysle
                    np. o malych dzieciach, ktore rodza sie w biedzie i w glodzie, albo zostaja
                    oddane do domow dziecka, pozniej adaptowane przez...pedofili roznej masci,
                    najczescie sadystow. Sama pomyśl czy jakas 'normalna" dusza w astralu mogla
                    zapisać się na takie historie tu na ziemi? I w imię czego? jak mozna wyrosnąć z
                    takich okrutnych wydarzeń życiowych jako np. ofiara pedofila i wzbogacać swoją
                    świadomość i dusżę? Doświadczenie uczy,że w warunkach ziemskich...:))) to co
                    jest ważne, to posiadać dobrą ekonomiczną sytację. To start dla życia, dla
                    rozwoju.Ludzi których ekonomia jest dobra, jest stać an rozwój swojej osobowości
                    na wszelkie sposby i śwaidomości też. Innych których ekonomia jest słaba czeka
                    życie trudne. Niewolnicz praca od rana do nocy...choroby cierpienia,
                    nieszczęscia i rozgoryczenie. Taki człowiek nie rozwija się duchowo ani swojej
                    śwaidomości.....

                    Czy duchy, ktore renakarnują się w tych wcieleniach chcą być czarne? Kto chce
                    być nazwanym 'niger'....i jak rozwijają się czarni żyjący w gettach? To co oni
                    od początku skazani są na piekło? Przecież jeżeli jak się powiada w astralu
                    widzisz koleje swoich wcieleń...to po
                    co wybierasz sobie los, gdzie od początku wiadomo, że żle ci to wypadnie....


                    Czytałam na ten temat i na te teorię o astarlu, nie dam się nabrać! Możliwe, ze
                    jest jakieś 'życie' w innej formie...np.jako energi? Lecz w taki opis astarala i
                    reankarnacji nie wierzę...aż mnie przeraża sama myśl o umieraniu! Bo miałabym
                    wpaść w coś takiego, to ja dziękuje ale obejdzie się.:))))
                  • 277w08 Re: Ale duchow nie ma...:))) 02.02.06, 09:35
                    Witam, to ja czyli autor wątku. Droga Beacieczko, dziekuję za tak obszerną
                    odpowiedz, ale wybacz zupelnie do mnie to nie trafia. Skąd wiesz o tym
                    wszystkim ? Przezroczysci ludzie z psem na skrzyzowaniu ? Sorry, ale jeśli to
                    drugie życie ma polegać na sterczeniu przez wieczność w miejscu gdzie się
                    zginęło to ja dziekuję za takie życie. (pes też ma drugie życie, karaluch i
                    bakterie też ?)A co do zdolności dzieci do "widzenia" pewnych rzeczy
                    niewidzialnych dla dorosłych to ja pamietam ze swojego dzieciństwa rzeczy które
                    napewno nie dadza się wytłumaczyć inaczej jak relistyczny sen a które
                    zapamiętałem tak jakby były rzeczywistością np. mój sąsiad z porozem jelenia
                    na glowie biegajacy za oknem oraz inne historie (wiem ze to śmieszne, ale
                    pamietam to tak jakby wydarzyło sie naprawdę). Myslę że odbiór rzeczywistosci
                    przez dziecko jest nieco inne niż nasze, a fantazja też jest nieograniczona.
                    Nie chciałbym aby nasza rozmowa zeszła na temat "drugiego" życia, ale ponieważ
                    ma to związek z moimi problemami więc moze jednak w skrócie napiszę jakie jest
                    moje zdanie na ten temat. Kiedyś zdecydowanie wierzyłem w to życie. Zdarzyło
                    sie tak że odszedł ktoś bardzo mi bliski i wtedy nie miałem najmniejszych
                    wątpliwości że po prostu odszedł do innego świata. Pozniej jednak zacząły mnie
                    dręczyć inne myśli. Jeśli odłozymy na chwilę na bok wiarę i przyjmiemy ze
                    człowiek jest tylko wynikiem ewolucji, oczywiste jest to że kiedy uzyskalismy
                    jakąś swiadomość i zaczeliśmy obserwować swiat zauważyliśmy ze nic co żyje nie
                    trwa wiecznie, wszystko ma swój koniec. Do tego wraz z rozwojem uczuć wyższych
                    doszła rozpacz po odejscu bliskich osób. Naturalne jest więc to że storzyliśmy
                    teorię o "innym" życiu. To po prostu taki zawór bezpieczeństwa chroniący nas
                    przed tą okropną świadomością. Dodam ze takie wnioski doprowadziły do tego że
                    ta bliska dla mnie osoba umarła dla mnie wtedy po raz drugi co tylko potwierdza
                    to co napisłałem wcześniej. I w taką teorię w tej chwili wierzę chociaz
                    pewności jak nikt nie mam.
                    Więc skoro mam takie poglądy, to skąd moje problemy ? Bo pojawia się od razu
                    myśl - a co jeśli jest inaczej ?
                    I nie piszcie proszę abym nie zawracał Wam głowy pierdołami, w końcu temat
                    wątku to psychologia.
                    Pozdrawiam
                    • mamamata Re: Ale duchow nie ma...:))) 03.02.06, 11:20
                      Witaj,
                      jeszcze zanim to napisales, zastanawialam sie czy nie umarl Ci ktos bliski.
                      Czasem jest tak, ze nieswiadomie chcemy podazyc za osoba, ktora kochalismy,
                      tylko sie bronimy przed takimi myslami. Trzeba przezyc strate, zalobe (czasem
                      pozostaja nieprzezyte) milosc i pozwolic odejsc tej osobie. Mysle, ze nie bez
                      znaczenia jest rowniez Twoj wiek, pojecie "kryzysu wieku sredniego "
                      pozostawalo dla mnie do niedawna brrednia, dopoki, moj maz nie skonczyl 39 lat..
                      moze dokonujesz jakis podsumowan zyciowych, ktoz ich nie robi tym bardziej przy
                      tak istotnych datach jak kolejne dziesieciolecie.. Nie bardzo wierze w duchy
                      jako takie ale wierze w istniejaca w nas pamiec o zmarlych i polaczenie z nimi
                      w takim sensie. Nie sadze, ze ten konkretny cmentarz wplywa na Ciebie, to tylko
                      wyzwalacz czegos co jest w Tobie. (Choc oczywiscie, nigdy nie wiadomo :)
                      Polecam wizyte u madrego psychologa, najlepiej z nastawieniem hellingerowskim
                      www.hellinger.pl - na pewno zrozumie ten problem i pomoze Ci go oswoic, wlasnie
                      mysle, ze pomysl z oswojeniem cmentarza jest dobry, przejsc sie tam w roznych
                      porach, w Zaduszki, w sloneczny dzien i zapalic swieczke na jakims grobie,
                      myslac jednoczesnie o tym, ze wszyscy umieramy i taka jest kolej rzeczy..
                      niezaleznie od tego czy inkarnujemy potem czy nie ;)piszesz, ze swiadomosc
                      smierci jest "okropna", co zdaje sie potwierdzac lek przed smiercia, trzeba
                      oswoic smierc i ten lek a jak to zrobisz czy z psychologiem czy z szamanem czy
                      z ksiedzem - zalezy od Ciebie, wazne zeby bylo skuteczne i zgodne z Toba.
                      Acha - i uwazam, ze to wazny problem a nie bzdura. Wiele osob stara sie unikac
                      myslenia i mowienia o smierci, cala cywilizacja wspiera kult wiecznej mlodosci,
                      smierc i starosc sa be, operacje plastyczne, botoksy, coraz mlodsi kochankowie,
                      sbrak szacunku dla starych ludzi i ich wiedzy i madrosci, wszystko, zeby
                      zatrzymac zycie..
    • renkaforever Re: boję się swojego mieszkania 02.02.06, 07:10
      A moze popros ksiedza, zeby je wyswiecil.A moze zamow msze za dusze wszystkich
      zmarlych na tym cmentarzu. Niech odpoczywaja w spokoju, a tobie pozwola spac
      zdrowym snem :).
      • beacieczko Re: boję się swojego mieszkania 02.02.06, 10:00
        to nie był mój artykuł, ja raczkuję w tym temacie. Interesuję się bardziej
        sprawami ziemskimi związanymi z rozwojem duchowym, naszymi trzema jaźniami oraz
        w jaki sposób można kreować swoje życie. Polecam stronę www.cudaducha.pl Leszka
        ŹĄdło i jego artykuły albo www.annaatras.pl. Niektóre tekstyy mnie zdumiewają.
        Można wiele w sobie zmienić, również nastawienie (tobie potrzebne), kwestia
        wkomponowania tego do swojej poświadomości, są na to techniki i działają, bo co
        nieco udało mi sie w swoim życiu polepszyć.
        • ball_bina Re: Jeszcze dodam moje trzy grosze na temat.... 02.02.06, 11:59
          Tak, literatury na tematy duchowe rzeczywiście nie brakuje....Buduja różne
          skuteczne metody przekonywania ludzi, docierania do ludzkich psychik, tak jak
          ten artykuł który przytoczyłaś, wszystko to w celach jak najbardziej
          komercjalnych! Komercjalizmem są religie, rózne wierzenia duchowe. Pomyśl ile
          autor takiej ksiązki o astralu zarabia, jeżeli owa ksiązka sprzedaje się w kilku
          krajach, albo choćby tylko w samej Polsce...Są to pieniądze, ktore ludzie płacą
          aby ktoś poprzez swoją fantazję wyciągnął ich z marazmu duchowego albo poprawił
          samopoczcuie. Jak przyjemnie jest wiedzieć,że zmarła babcia, zyje gdzieś w
          odległej krainie duchów, gdzie spełnia swoje marzenia, a gdy się nimi nasyci
          wraca do ziemskiej reakarnacji np. słynnego chirurga...takie i owe bajki piszą
          ludzie....i co gorsza są ludzie, którzy za to chcą płacić spore pieniądze....To
          jest łatwe wyłudzanie pieniedzy od ludzi, tak samo jak w religii, gdzie
          przedstawia się Boga jako istotę mściwą i karającą o dziwo wręcz podobną do
          bozka niż Boga..wiec jak ominiesz człowiecze jedną niedzielę w kościele to czeka
          cię grzech śmiertelny, z ktorego szybko musisz się wyspowiadać przed księdzem. W
          sumie o tym jak kościół się dorobił majątków na łatwowierności naiwnych ludzi
          mało się pisze. Tak samo jak mało się pisze na temat bogacenia się wszelkich
          instytucji parapsychologicznych i typu "duchowego" oraz autorów książek o
          astralu,życiu po drugiej stronie, albo na innych planetach....
    • izabella68 Re: jesli sie boisz 02.02.06, 10:01
      to po prostu sprzedaj to mieszkanie, nikt Ci nie karze tam mieszkac, nie trzeba
      miec cmentarza za oknem aby czus sie w mieszkaniu nieswojo itp.
      Tu nie ma nad czym sie zastanawiac, i dołączac do tego Bog wie jakich teorii.
      Jesli w nowym mieszkaniu tez odczuwałbys jakis niepokój to wtedy faktycznie
      wizyta u psychologa konieczna.
      pozdr.
      • ball_bina Re: Ale fajniej jest mieszkac blizej cmentarza... 02.02.06, 10:19
        zielono, cicho,kwiaty, pomniki, spokojnie, ludzie omijaja okolice....i zlodziei
        mniej o dziwo..;)))
    • drak02 Re: boję się swojego mieszkania 02.02.06, 10:19
      To troche śmieszne jest ,że dorosły facet boi się cmentarza.
      Jeżeli twoja żona i dzieci zorientuja się że masz cykora przed cmentarzem to
      dopiero będzie horror- stracisz autorytet.
      Pomyśl logicznie przez moment, życie realne to nie jest jakiś tani horror klasy
      B i żadne żywe trupy nie błakają się po cmentarzach , co najwyżej jakiś nawalony
      grabarz.
      • ball_bina Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 10:23
        uwaza to za problem psychologiczny. sama mieszkam w poblizu cmantarza....czasami
        zagladam na groby dawnych znajomych. Umarli jako ludzie starsi, wiec nie wzbudza
        to specjalnych uczuc.....Jednak widuje tam rodzicow pewnego chlopca, ktory zmarl
        w wieku 16 lat. Wtedy czuje sie inaczej. Nikt nie powinien umierac za mlodych lat!
        • drak02 Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 10:48
          ball_bina napisała:

          > uwaza to za problem psychologiczny. sama mieszkam w poblizu
          cmantarza....czasam
          > i
          > zagladam na groby dawnych znajomych. Umarli jako ludzie starsi, wiec nie
          wzbudz
          > a
          > to specjalnych uczuc.....Jednak widuje tam rodzicow pewnego chlopca, ktory
          zmar
          > l
          > w wieku 16 lat. Wtedy czuje sie inaczej. Nikt nie powinien umierac za mlodych
          l
          > at!

          Autor watku boi się samego sąsiedztwa cmentarza. Nie mówi nic o kinkretnych
          przypadkach. Cmentarz kojarzy mi się z zadumą, z szacunkiem do zmarłych z
          refleksją na temat przemijania, niesprawiedliwością Boską itp. Natomiast
          kompletnie nie kojarzy mi sie z jakimiś duchami, upiorami ,zjawami - ten obszar
          należy raczej do kina rozrywkowego. Horrorów nie oglądam bo mnie bardziej nudzą
          niż straszą. Zawsze natomiast bałem się tego co może mnie złego spotkac od
          żywych ludzi.
          • jonaszkowalski Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 11:05
            dlaczego z niesprawiedliwością boską ?
            śmierć jest jak dla mnie dowodem , raczej na sprawiedliwość boską
            - jak wszyscy to wszyscy , babcia też
            a , że jedni wcześniej inni później , tak to jest problem dla żywych .
            ale czy wyznaczenie jakiejś daty , to dobry pomysł .
            np. skończyłeś 50 tkę , 60 tkę to szykuj się , bo kostucha już
            cię szuka
            osobiście wolę i pomysł - każdy i w każdej chwili
            • jonaszkowalski Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 11:11
              bezkarnie do jakiegoś tam wieku , jestem nietykalny , potem
              może porawa , o to byłby meksyk , banda luzaczków i banda pątników
              pątnicy w zasadzie to już z wyrokiem na karku ...
              nie znasz dnia , ani godziny o to jest dobre , a co duchuf
              to nie wiesz z kim gadasz , a jednak to jest bardzo realne ...
              • jonaszkowalski Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 11:20
                i to co się kłębi od czsu do czasu w łepetynie
                to bardzo często ich sprawka , a że ich nie widzisz
                i nie wiem czy chciałbyś zobaczyć ?
                egzorcyzmy , to jakiś chory zabobon , a może ...


                • drak02 Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 11:29
                  jonaszkowalski napisał:

                  > i to co się kłębi od czsu do czasu w łepetynie
                  > to bardzo często ich sprawka , a że ich nie widzisz
                  > i nie wiem czy chciałbyś zobaczyć ?
                  > egzorcyzmy , to jakiś chory zabobon , a może ...
                  >
                  >

                  Możesz to sobie nazywac jak chcesz, ale nie przekonasz mnie do sprawiedliwosci
                  Boskiej i fdo tego że śmierć niewinnych małych dzieci jest czymś naturalnym i
                  sprawiedliwym.
                  Dziwne zjawiska znam tylko z nastawionych na tanią sensację brukowców lub
                  programów typu " nie do wiary".
                  >
                  • jonaszkowalski Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 13:36
                    acha , pan sceptyk . świat pod linijkę , wg planu rozpoznawalnego i oczywistego .
                    kiedyś oglądałem taki film o takiej kobitce z brazylii , arystokratka .
                    wzieła się z tego dobrobytu za pomoc ubogim . ośrodek założyła i produkowała z tą
                    bandą nieszczęśników za produkcję mebli z butelek plastikowych .
                    oglądam , kobita opowiada , a dookoła dno , degenaraci . i nagle ona
                    mówi , a co my wiemy , żeby oceniać tych ludzi ich doświadczenia .
                    i ona tak tak na poważnie . dno , patologia , ryczę ze śmiech , naiwne , naiwny
                    światopogląd , inne doświadczenia , lepsze . praca , radość , sukces .
                    kierunek się zmienia . menele stają się częścią społeczeństwa .
                    bierze na kolana , jakiegoś brzdąca . ckliwość , landrynkowość .
                    gada sobie z tymi bidulkami . i widzę że ona tak na poważnie .
                    nie ocenia ich , słucha , opowiada o sobie .
                    o naiwności , banał .
                    kto jest głupi ja , czy ona ?
                    • drak02 Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 13:51
                      Sceptyk z folozofem się raczej nie dogada.
                      Szanuję twoją metafizyczność , uszanuj mój racjonalizm.
                      Nie cierpie specjalnie z pwodu braku łaski oswiecenia jest mi dobrze , może
                      umierać będzie trudniej:)
                      • jonaszkowalski Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 14:00
                        szanuję , jak najbardziej . ale musisz przyznać , że świat jest skomplikowany
                        i nie sprowadza się tak naprawdę do pracy , wypoczynku i upływu lat.
                        a , umierać będziemy , tak samo . tak myślę :D
                        • drak02 Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 14:11
                          jonaszkowalski napisał:

                          > szanuję , jak najbardziej . ale musisz przyznać , że świat jest
                          skomplikowany
                          > i nie sprowadza się tak naprawdę do pracy , wypoczynku i upływu lat.
                          > a , umierać będziemy , tak samo . tak myślę :D

                          Zgadzam się , swiat jest bardzo skomplikowany i kryje cała mase tajemnic.
                          Różnica między nami dotyczy poznawalności . Dla ciebie to co niepoznane ma
                          znamiona tajemnicy nadprzyrodzonej a dla mnie tajemnicy realnej i poznawalnej -
                          tyle że na obecnym etapie rozwoju cywilizcyjnym nie mozemy jej zgłebić. I być
                          moze nigdy nie poznamy. Uważam ze ludzie powinni być ciekawi wszechświata i ja
                          też gapię się w niebo i myślę skąd to wszystko i dlaczego:)
                          • jonaszkowalski Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 14:13
                            no , to cię
                            po prostu , lubie :)
                            • drak02 Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 14:18
                              jonaszkowalski napisał:

                              > no , to cię
                              > po prostu , lubie :)

                              No to sobie "pofilozofowaliśmy":)
                          • zzz_zeus_sss Re: Zgadzam sie z toba drake ale autor 02.02.06, 14:16
                            A ja wrecz odwrotnie, nie zastanawiam sie skad i dlaczego, poniewaz i tak do
                            zadnych wnioskow nie dojde:)
              • 277w08 zgadzam się z wami 02.02.06, 11:44
                Zgadzam się z Wami że cmentarz to miejsce spokoju, zadumy, refleksji. Nawet
                jeśli istnieje jakieś "drugie" życie (w co wątpię) to przecież nie może polegać
                na tym że dusza na wieczność przywiązana jest do cmentarza czy jakiegokolwiek
                miejsca na ziemi (np miejsca śmierci) bo to byłoby bez sensu. Tak też myslałem
                decydujac się na to mieszkanie. Co więcej na poczatku tego problemu nie było,
                on pojawił się po jakimś czasie i chyba narasta. Mam niestety coś takiego że
                odkąd pamietam zawsze się czegoś bałem i każdy "aktualny" strach ustępował
                tylko dlatego że zastępował go inny. Jeśli już mam takiego stracha to z
                otoczenia wyłapuję wszystko to co może go podsycić (stąd to narastanie tego
                strachu). Świadomie nie pisałem o tym wcześniej aby poznać Wasze wypowiedzi na
                temat tego co dreczy mnie teraz (większość Waszych wypowiedzi mi pomogła -
                dzięki). A więc problem tak naprawdę nie polega na strachu przed jakimiś
                zjawiskami nadprzyrodzonymi (chociaż tego zawsze się bałem, a w tej chwili to
                włśnie stanowi problem), ale na strachu wogóle. Slyszałem ostatnio jakieś
                wypowiedzi (chyba w trójce)na temat tego że wiele osób wymyśla sobie rózne
                strachy i sprawia im to przyjemność. Niestety mi napewno nie, chociaż ma to o
                tyle pozytywne skutki że jak twierdzi żona napędza mnie to do działania. Może i
                napędza ale coraz bardziej mi to przeszkadza, po prostu chciałbym troche
                spokoju (oby nie wiecznego lub w wariatkowie).
                • drak02 Re: zgadzam się z wami 02.02.06, 11:49
                  Są różne techniki umożliwiające pozbywania się natrętnych myśli (wizyta u
                  psychologa powinna pomóc). Poza tym dobrze by było popracowac nad relaksacją.
                  Moze cierpisz na nadmiar niezagospodarowanego czasu, wiecej planowania i więcej
                  działań. Kiedy jetsesmy czymś zajęci nie rozmyślamy o abstrakcyjnych strachach.
                  • horpyna4 Re: zgadzam się z wami 02.02.06, 11:57
                    Spraw sobie kota. Głaskanie bardzo relaksuje, a jak kot rozrabia, to nie ma
                    czasu na głupie myśli.
                  • jonaszkowalski Re: zgadzam się z wami 02.02.06, 13:17
                    ja tam rozmyślam , śmierć jest rzeczywista , to doświadczenie , którego tak ,
                    czy owak doświadczymy . miłość jest abstrakcyjna . czy mam , czas czy nie .
                    to rozmyślam . miłość i śmierć są częścią mojego życia .
                    czy tego chcę , czy nie .
                    ale zakupy też targam jak wszyscy :)
                    i nie mów mi , że cmentarz nie jest miejscem specjalnym i , że jesteś
                    obojętny wobec tego miejsca . jak zwał tak zwał , ale na pewno
                    nie obojętność . to miejsce aż za bardzo charakterystyczne dle każdego
                    człowieka i zawsze rozpoznawalne .
    • zzz_zeus_sss poczatki schizofrenii N/T 02.02.06, 13:53
    • kwiatek998 SPOKOJNIE CMENTARZ NIE GRYZIE!!! 02.02.06, 23:32
      SPOKOJNIE CMENTARZ NIE GRYZIE!!! NIE MYŚL O TYM BO NIE WARTO ZAPRZĄTAĆ SOBIE
      TYM GŁOWĘ. ZAJMIJ SIE CZYMŚ POŻYTECZNYM MOŻE JAKIMŚ HOBBY , POCZYTAJ GAZETY ITP.
    • solaris_38 Re: boję się swojego mieszkania 02.02.06, 23:35
      pewnei podczas zmeczneia np pzreprowadzką niepostzreżenie pzredostał sie do
      twojej podświadmomosci strach
      a on jak już TAM jest to potrafi szkodnik jeden narobić niezłego bigosu

      kup spobie psa mozę to być energetyczną odtrutką
    • kalasanty76 dwa pytania 03.02.06, 13:39
      1 serio, czy jaja sobie robisz?
      2 co ma wspolnego banie się własnego mieszkania z cmentarzem?

      Jestem 30letnim mezczyzna i tez 100 m od mojego mieszkania jest cmentarz. ale
      mam na to totalny zlew
      pozdr
      m

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka