277w08
01.02.06, 17:35
Jestem prawie 40-letnim facetem i boję się swojego mieszkania poniewaz obok
jest cmentarz. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mieszkam w nim ponad rok i
jest coraz gorzej. Zapytacie - to po co kupowałeś tam mieszkanie ? Kupiłem bo
wszystko inne było za i uznałem że z kasą jaką dysponuję wszędzie będzie
można się do czegoś przyczepić. Poza tym cmentarz był dla mnie wtedy tylko
zadrzewionym, zielonym "elementem architektonicznym" gwarantującym cisze i
spokój, tak zresztą podchodzi do sąsiedztwa nadal moja zona i sąsiedzi.
Wcześniej też mieszkałem dość blisko cmentarza i ani razu o nim nawet nie
pomyslałem, fakt ze był trochę dalej (około 250 m) i nie widziałem go z
okien. Teraz została jednak przekroczona jakaś psychologiczna bariera (do cm.
mam jakies 100 m). Dobrze czuję się w nim tylko rano, kiedy skończyła się
noc, natomiast razem ze zmrokiem narasta we mnie niepokój który mnie
paraliżuje, nic nie chce mi się robić, w nocy budzę się i nie mogę zasnąć,
boję się wstać i pójść do łazienki. "Czuję" ten cmentarz nawet wtedy gdy
kocham się z żoną. Mieszkam razem z żoną i córeczką ale przeraża mnie myśl że
kiedyś bedę musiał spedzić noc w mieszkaniu sam. Kiedy czasami wydaje mi się
że już poradziłem sobie z problemem i byle drobiazg powoduje że lęk powraca.
Nie oglądam horrorów ani żadnych filmów gdzie byłby poruszany "pochodny"
temat bo każdą głupotę pokazaną w telewizji przeniosę do rzeczywistości -
myslę że akurat ten problem miałem zawsze tylko teraz po prostu jest on
wyolbrzymiony. Boję się że jeśli dalej tak będzie naprawdę zacznę coś widzieć
lub słyszeć. Uważam że wszystkie opowieści o duchach, strachach itp to
wytwory ludzkiej wyobrazni lub chorej psychiki ale wtedy pojawia się myśl - a
jeśli to jednak prawda? Pod wpływem tych problemów zmienia się też moje
podejscie do religi - dotąd byłem osobą wierzącą ale "bezwyznaniową", teraz
tracę wiarę ale znów pojawia się strach - a co jeśli nie mam racji.
Najprostszym rozwiazaniem byłoby sprzedać to mieszkanie ale zona nie chce o
tym słyszeć. Wybieram się do psychologa, ale moze Wy mi coś doradzicie,
prosze jednak o poważne podejscie - dla mnie naprawdę to jest poważny problem.
Pozdrawiam.