shangri_la
14.04.06, 10:37
Wróciłam właśnie od spowiedzi.....nie należę do dewotek i chyba nawet w
głebokiej straości nie grozi mi to. Nie lubię wszelkiego ekstremizmu , w
religijnym wymiarze również.
Ale ta spowiedż była szczególna.....
Wczoraj ktoś znów obrzucił mnie błotem na kilku różnych forach....zniesławił,
nazwał "chorą psychicznie", miotał kłamstwami i pluł nienawiścią.
Wątek zatytułował moim nickiem....
Milczące przyzwolenie....Wielki Czwartek a ludzie milczą, ani jednego słowa
sprzeciwu, ani jedenj prośby do adminów, ani jednego TAK NIE WOLNO!
Około północy zaczęły napływać sms-y....obrzydliwe, chamskie,
upokarzające....rano kolejna porcja.
Gdzie jest granica takiego piekła , jakie stworzył mi od chwili, kiedy się
rozstaliśmy?
Jestem zdruzgotana, bo człowiek który tak bezkarnie mnie krzywdzi nazywał się
moim przyjacielem, kochankiem....
Zrobiłam dla niego wiele dobrego, otworzyłam mu nowy, nieznany świat doznań i
przeżyć, pokazałam, że można żyć poza netem w przyjażni i miłosci,
Obdarzyałam serdecznym i szczerym uczuciem, otworzyłam swój dom....
Strasznie boli....(!)