Dodaj do ulubionych

Bezrobocie

IP: *.dip.t-dialin.net 27.01.03, 11:59
Ja osobiscie mieszkam poza Polska, ale ten problem dotyczy mnie
bezposrednio.. bo dotyczy moich najblizszych... Chodzi o warunki ekonomiczne
w Polsce i bezrobocie.... Moja najblizsza rodzina mieszka w Szczecinie i
niestety ten problem ich coraz bardziej dotyczy. Wsrod rodzin znajomych jest
co najmniej jeden bezrobotny, cale rodziny martwia sie, drza o dzieci i ich
przyszlosc. Wbrew wszystkiemu chce opisac ten problem od strony psychologii-
depresja, pesymizm, zrezygnowanie i lek. Przeraza mnie to i jakos nie widac
szans by mialo sie ku lepszemu.. Ludzie sa zdesperowani, podejmuja sie
jakiejkolwiek pracy (zeby tylko byla).. Straszne..
Powiedzcie jak to wyglada z Waszej perspektywy.. moze przesadzam...
Obserwuj wątek
    • Gość: Mevillian Re: Bezrobocie IP: *.blich.krakow.pl 29.01.03, 05:34
      Gość portalu: Ewa napisał(a):


      > Wbrew wszystkiemu chce opisac ten problem od strony psychologii-
      > depresja, pesymizm, zrezygnowanie i lek. Przeraza mnie to i jakos nie widac
      > szans by mialo sie ku lepszemu.. Ludzie sa zdesperowani, podejmuja sie
      > jakiejkolwiek pracy (zeby tylko byla).. Straszne..
      > Powiedzcie jak to wyglada z Waszej perspektywy.. moze przesadzam...
      Krakow. Wyglada tak samo, niestety. Niektorzy jeszcze pozwalaja sobie na cos,
      co mozna nazwac "godnoscia" i dyplomem wyzszej uczelni, i szukaja wytrwale
      pracy zgodnie ze swoimi oczekiwaniami i umiejetnosciami. rzadko komu sie udaje.
      I zwykle na dosc krotko.
      Inni na "godnosc" nie moga sobie pozwolic. Wiec lapia cokolwiek - sprzatanie,
      opiekowanie sie dziecmi - i marza o tym, ze kiedys zaczna pracowac w zawodzie,
      lub na jakims bardziej [niz posada sprzataczki czy pomocnika asystenta
      magazyniera] odpowiedzialnym stanowisku.
      a co do depresji i desperacji - wiesz, "niektorzy biora sie w garsc". Zaczynaja
      sie uczyc rzeczy, ktore niewiele maja z ich wyksztalceniem wspolnego... coz z
      tego... przyklad: kolega, psycholog z wyksztalcenia, zaczal zglebiac tajniki
      baz danych i zagadnien z administracja sieci zwiazanych jeszcze na studiach. Na
      razie znlazl oferte pracy: fakturzysta w hurtowni. 600 zl na reke :>
      Ja zlapalam tzw. "cokolwiek". I szukam mimo tego pracy, w ktorej moje
      umiejetnosci zostana odpowiednio wykorzystane. Prace tego typu raczej dostaje
      sie "po znajomosci" - bez nich niewiele mozna zdzialac.
      moze kiedys nadejda lepsze czasy.

      Mev

      • Gość: ewa Re: Bezrobocie IP: *.dip.t-dialin.net 29.01.03, 10:33
        Dziekuje za odzew! Ciesze sie ze napisalas/les. Nie chce nazekac, ale wymienic
        informacje i doswiadczenia... Ale i tak nazekam. Mnie to przeraza, bo widze jak
        jest poza granicami naszego pieknego kraju i mimo, ze ludzie maja zmartwienia,
        zyja godnie! Moi znajomi podejmuja sie rowniez byle jakiej pracy.. i nie ma tu
        znaczenia czy sa oni operatywni, zdolni czy nie.. Po prostu pracy nie ma..
        Czuja sie oszukani!!! Ogolnie marazm, brak wiary, zrezygnowanie i lek! Nie tak
        powinno byc! Kazda rozmowa sprowadza sie do tego tematu brak pracy.. Ludzie
        zalamuja sie! Nie zakladaja rodzin, bo boja sie o swoja przyszlosc! Strazne.. A
        Twoj kolega psycholog nie moze znalezc pracy.. Ludzie potrzebuja opieki
        psychologicznej i to na gwalt!

        • Gość: Malwina Re: Bezrobocie IP: *.abo.wanadoo.fr 29.01.03, 11:39
          nie krecmy : ludzie potrzebuja na gwalt pracy a nie opieki psychologicznej
          (gips na drewnianej nodze)
          • agat1 Re: Bezrobocie 29.01.03, 14:18
            Pewnie, że praca jest potrzebna bardziej niż cokolwiek innego, ale ponieważ
            wiadomo, że jej nie ma i nie będzie przez czas jakiś (jaki?), to opieka
            psychologiczna i odpowiednie wsparcie są jak najbardziej wskazane.
            Problem ten dotyczy mnie, ponieważ mój mąż od początku swojego życia zawodowego
            czyli od 7 lat co jakiś czas traci pracę (3 firmy zostały zkikwidowane, z
            jednej musiał odejść po wyborach do sejmu, bo dyrektor był z innej opcji
            politycznej, z jedną firmą sądzi się już od roku). Mąż skończył studia na UW,
            podyplomowe również, jest osobą bardzo aktywną i ciągle szuka (inaczej od
            pięciu lat byłby bezrobotny), dojeżdzał nawet do pracy w Warszawie po 200 km
            dziennie. Nie umie się pogodzić z tym, że nikt nie chce go zatrudnić, ostatnio
            nawet zaczął szukać znajomości, ale w mieście, gdzie 21% ludzi jest bez pracy
            znajomi mają całe listy chętnych do zatrudnienia, a miejsc pracy nie przybywa.
            Zdarzało się, że mąż poszedł z kolegą na piwo, żeby choć na chwilę zapomnieć o
            swoich troskach i chociaż tego zupelnie nie popieram, w głębi duszy rozumiem
            go , bo widzę, jak się miota. W urzędach pracy zajmują się tylko kontrolą
            gotowości do podjęcia pracy i wypłatą (bądź nie) zasiłków, nie ma możliwości
            porozmawiania z kimkolwiek na temat np. zmiany kwalifikacji, szkoleń, jakie
            należałoby przejść, itp. Mąż wydeptał już ścieżki do różnych urzędów,
            instytucji i ludzi, którzy jako kandydaci na posłów lub radnych na pierwszym
            miejscu wymieniali walkę z bezrobociem i wszędzie jest po prostu spławiany,
            jako ktoś niewygodny, bo zawraca głowę. Pomimo swojego wykształcenia
            humanistycznego i doświadczenia w pracy dziennikarskiej był już : urzędnikiem
            administracji państwowej, kadrowym, agentem OFE, kierownikiem hurtowni
            materiałów budowlanych, a nawet kierownikiem supermarketu i pomocnikiem w
            bibliotece szkolnej, tak więc nie szuka wygórowanych stanowisk, a jedynie
            jakiejkolwiek pracy.
            Inny problem polega na tym, że nawet absolwent 2 fakultetów w renomowanych
            uczelniach, ze znajomością dwóch języków obcych, jeśli siedzi w domu przez 2
            lata, traci wiarę w swoje umiejętności i zostanie choćby portierem w szpitalu,
            żeby tylko wyjść z błędngeo koła.
            Na szczęście ja mam pracę, staram się męża wspierać, jak tylko potrafię, prawie
            nigdy nie rozmawiamy otwarcie o naszej dosyć trudnej sytuacji, bo wiem, że to
            dla niego wielkie upokorzenie. Ostatecznie mogłoby być jeszcze gorzej, gdybym
            ja również...nawet sie boję tego napisać. Także jest to w tej chwili największy
            problem społeczny w Polsce.
            Chociaż znam też ludzi, którzy tak się przyzwyczaili do narzekania i
            korzystania z pomocy opieki społecznje, że nie są zainteresowani podjęciem
            żadnej pracy i z takimi staram się nie utrzymywać kontaktów.
            • malwinamalwina Re: Bezrobocie 29.01.03, 14:29
              jak sie ma 21% bezrobocia to nie chodzi sie do psychiatrow tylko na ulice !(ja
              chodze)
              miala byc druga japonia bedzie druga argentyna
              • agat1 Re: Bezrobocie 29.01.03, 15:11
                malwinamalwina napisała:

                > jak sie ma 21% bezrobocia to nie chodzi sie do psychiatrow tylko na ulice !
                (ja
                > chodze) - a w jakim celu chodzisz na ulicę, jeśli wolno spytać? Moze jednak
                lepiej by było, gdybyś poszła do psychologa?

                • malwinamalwina Re: Bezrobocie 29.01.03, 15:12
                  manifestowac (slownik trzeba ?)
                  no, w autarsji zyjesz czy jak ?
              • Gość: Sławek Re: Bezrobocie IP: 212.160.66.* 29.01.03, 15:13
                Kobiety mogą wyjść na ulicę ale co mają zrobić faceci ? ;)
                • malwinamalwina Re: Bezrobocie 29.01.03, 15:14
                  czekaj az bedzie 40 % !!!
                  • agat1 Re: Bezrobocie 29.01.03, 15:41
                    malwinamalwina napisała:

                    > czekaj az bedzie 40 % !!!
                    a u ciebie spadło do 5%? Dzięki Twoim manifestacjom, rzecz jasna...
                    • malwinamalwina Re: Bezrobocie 29.01.03, 15:41
                      aha ! :-)
                      • Gość: dodo Re: Bezrobocie IP: 209.226.65.* 29.01.03, 17:08
                        czy to jest naprawde az takie tragiczne, ze sie nie pracuje w wyuczonym
                        zawodzie? skoro jest jakas praca i mozna zarobic na minimum utrzymania to bo ja
                        wiem... moze ktos zle wybral zawod bez rozpoznania tzw. "employability"?
                        i prosze sobie nie myslec, ze nie wspolczuje bezrobotnym.
                        wspolczuje - szczegolnie ludziom z minimalnym lub bardzo waskim wyksztalceniem
                        zawodowym (np. krajacz podeszew skorzanych - gdy zamykaja jedyna fabryke obuwia
                        w jego rejonie a on ma 50 lat i wyksztalcenie podstawowe, wtedy faktycznie -
                        bol istnienia) i uwazam, ze lokalne spolecznosci powinny byc bardziej
                        "pro-active" w pomocy w przekfalikowywaniu, we wspieraniu lokalnych biznesow
                        itd. ale to sa dzialania (na mala, lokalna skale), ktore wiekszosc z nas moze
                        podejmowac bez ogladania sie na innych. ja to jakos wole od manifestowania na
                        ulicach ale to moze kwestia pokolenia ;-)
    • Gość: optymista Byłem trzykrotnie bezrobotny od 1992 r. IP: *.smlw.pl 29.01.03, 22:51
      Różne miałem momenty, ale nigdy nie myślałem, że to potrwa długo. Przyznam, że
      choć nie mam fakultetów i biegłej znajomości języków, udawało mi się wygrywać
      w wyścigu po przyzwoite posady z ludźmi o wyższym wykształceniu i współpracuję
      z dyplomowanymi kolegami nie odczuwając różnicy w przygotowaniu zawodowym i na
      minus w osiąganych efektach. Przystępowałem do wielu kwalifikacji na oferowane
      stanowiska i 1 raz zdarzyło mi się być rekomendowanym przez profesjonalne firmy
      pośrednictwa pracy, a po indywidualnej rozmowie w firmie otrzymałem posadę
      jedną z dziesięciu w kraju. Nie można powierzać swojej przyszłości ludziom
      postępującym rutynowo z przymusu (mówię o "łowcach głów") - dokumenty, test,
      rutynowy zestaw pytań i następny proszę.
      Od 1992 r. pracowałem w 8 firmach (obecnie w w 9) i w zasadzie podzieliłbym ten
      okres na 2 części: pracę w firmach "rodzinnych", gdzie firmą zarządzali
      właściciele i ich rodziny i w firmach zarządzanych przez powołany przez
      właścicieli zarząd. Różnica ? Dużo wyższa kultura w stosunku do pracownika w
      firmach nierodzinnych. Rządzący właściciel działa jak wyciskacz do cytrusów -
      min. 10 godzin pracy dziennie (i nawet nie tyle efekt, co te godziny się liczą)
      za minimum krajowe + premia "uznaniowa" liczona dowolnie, do niewypłacania
      włącznie. I brak zainteresowania inwestowaniem w rozwój zawodowy pracownika.
      Działalność wszystkich firm tylko w niewielkim zakresie opiera się na tym, co
      na zachodzie nazywane jest gospodarką rynkową. Jeżeli firma nie ma
      koneksji, "układów", systemu "motywacyjnego" dla kontrahentów, dla conajmniej
      połowy kontraktów, to szybko znika, albo wegetuje bez perspektyw i pracownków.
      Mogę to powiedzieć o rynku budowlanym, w którym się obracam, a który
      najszybciej odczuwa recesję.
      Inną sprawą jest zupełny brak umiejętności prezentowania swoich atutów i
      mozliwości przez ludzi szukających pracy. Całość rynku zatrudnieniowego jest
      przejawem olbrzymiej słabości systemu kształcenia (nie kształtuje się zupełnie
      osobowości, samodzielności, umiejętności myślenia, a tylko "zaliczenia na
      ocenę", a później choćby potop), niewystarczającego postępu uczelni w zakresie
      technologii rynkowych, chaosu recesji gospodarczej i braku analiz rynkowych
      potrzeb zawodowych.
      Moje doświadczenia nauczyły mnie, żeby nie dyskredytować ludzi bez pracy i
      pomagać tym, którzy dążą do zmiany takiego stanu, a wszystkim dodawać wiary, że
      tak bez końca być nie może. Najdłużej bezrobotnym byłem w 1992-93 r. (14 m-cy)
      i nikomu tego nie życzę, a każdy może znaleźć tego pracodawcę, który na niego
      czeka, tylko trzeba mu pomóc się znaleźć.
    • joanna51 Re: Bezrobocie 29.01.03, 23:05
      Ze wszystkim mozna sobie poradzic, z bezrobociem tez. Trzeba wysylac oferty nie
      tylko jako odpowiedzi na anonse z gazety, np. znalezc firme, w ktorej chcialoby
      sie pracowac, dowiedziec sie co produkuja, pojsc i zlozyc swoje CV, sprobowac
      choc krotko z kims z firmy porozmawiac. Szukac, pytac, wysylac, nie poddawac
      sie. Nie wolno sie poddawac! Nie rozwiazemy w ten sposob problemu bezrobocia,
      ale malymi kroczkami bedziemy dochodzic do polepszenia sytuacji na rynku. Na
      pewno sie uda!
      Trzymam kciuki.

      Aska, ktora wydeptala wiele sciezek w poszukiwaniu pracy.
      • agat1 Re: Bezrobocie 30.01.03, 13:27
        Czytając wszystkie posty w tym wątku odnoszę wrażenie, że nie wszyscy zdajemy
        sobie sprawę z tego, jak sytuacja wygląda w regionach dotkniętych największym
        bezrobociem. ja mieszkam w mieście oddalonym ok. 100 km od Warszawy na północ,
        gdzie bezrobocie sięga 21% i proszę mi nie mówić, że jak będę wysyłać oferty do
        firm (których zresztą systematycznie ubywa na naszym terenie i w okolicy), to
        ktoś mnie w końcu zatrudni. A nie jestem "krajaczem podeszew" z jedynej
        zamkniętej fabryki i nie ma 50 lat. Tu pracy nie znajdzie się obecnie nawet po
        znajomości, nawet płacąc ewentualnemu "pośrednikowi" (tak, tak, za przyjęcie do
        pracy trzeba niekiedy zapłacić równowartośc .... 10 miesięcznych pensji, i to
        nie do agencji pośrednictwa pracy, tylko do kieszeni osoby decydującej o
        przyjeciu). Nie chcę wcale roztaczać beznadziejnie pesymistycznych wizji, bo
        sama wierzę, że mojemu mężowi wkrótce się uda (to on nie ma pracy), ale
        rzeczywistość jest bardzo smutna i slogany w stylu "trzeba szukać, nie wolno
        się poddawać" doprowadzają do wściekłości.
        Dodo, wybacz, ale Twoje uwagi też nie są do końca zgodne z polską
        rzeczywistością , o czym świadczą chociażby angielskie określenia nie dające
        sie do końca przetłumaczyć na język polski, gdyż w nim po prostu nie
        funkcjonują, przynajmniej praktycznie. Wiem, czas to zmienić, ale te zmiany
        wymagają jeszcze odpowiednich warunków stworzonych przez ustawodawców i nieco
        lepszej sytuacji na rynku.
        • Gość: optymista Re: Bezrobocie IP: *.smlw.pl 30.01.03, 18:27
          Moja najprostsza rada: niech mąż nie patrzy na rynek pracy, tylko najpierw
          spróbuje przeanalizować siebie. Nie wierzę, że robi wszystko idealnie i
          wszystko co mógłby zmienić na lepsze, zawsze jest coś do poprawienia i zmiany.
          Uwierz mi, że zmieniony choćby jeden drobiazg w swoich poczynaniach może nawet
          nie jest zewnętrznie dostrzegany, ale zmienia sposób myślenia, dowartościowuje
          osobowość, dodaje pewności siebie. Analizy wymaga wszystko: od papierów,
          poprzez wygląd zewnętrzny do sposobu wysławiania się i gestykulacji. Brzmi to
          trochę jak tresura, ale w zależności od tego, co chce osiągnąć i co sprzedaje w
          czasie spotkań zatrudnieniowych, to zostaje kupione przez drugą stronę.
          Zastanów się, co byś chciała usłyszeć od osoby przychodzącej do ciebie z ofertą
          swojego zatrudnienia u ciebie w firmie. To, że firmy powstają i upadają nie
          jest nowością, że jest nieciekawie na rynku pracy także, ale wszędzie są
          ludzie, którzy potrzebują komuś powierzyć część zajęć w swojej firmie.
          Na koniec jeden dowcip na temat własnego biznesu - z życia:
          W rozmowie z kolegą na temat "dorabiania" (jest inżynierem budownictwa, ma
          uprawnienia wykonawcze i wieloletnią praktykę w realizacji różnych obiektów i
          robót) zapytałem dlaczego nie prowadzi sam swojej firmy. A on na to: ja umiem
          wykonywać swój zawód i znam się na robocie, nie muszę się zasłaniać innymi.
          Dopóki płacą mi inni nie widzę powodu, dla którego musiałbym sam siebie zmuszać
          do płacenia sobie poborów.
        • joanna51 Re: Bezrobocie 30.01.03, 19:13
          Agat1. Trudno sie z Toba nie zgodzic. Ja pochodze z malego miasteczka, gdzie
          bezrobocie przekracza juz ponad 25%, gdzie nie ma miejsc pracy, zamyka sie kolejne
          zaklady, gdzie z biedy ludzie kazdy grosz dziela na czworo, zeby starczylo do
          pierwszego. Moj brat zarabia 1500 zl brutto na 4 osobowa rodzine, moj ojciec
          przepracowal prawie 40 lat, by dzisiaj emerytura nie starczala mu na zaplacenie
          rachunkow. Ja mialam 19 lat kiedy wyjechalam ze swojego miasta (do wiekszego) nie
          widzac tam szans rozwoju. Pracowalam, uczylam sie, nie wzielam z domu ani
          zlotowki, bo jej dla mnie zwyczajnie nie bylo. Brakowalo na jedzenie. Musialam oplacic
          sobie mieszkanie, znalezc prace i jeszcze przy okazji cos osiagnac. Sama
          wypracowalam sobie pozycje menadzerska w zachodnich firmach, wypracowalam
          pieniadze na mieszkanie, samochod oraz podroze zagraniczne. Nikt nigdy niczego
          w
          prezencie mi nie dal. Dzis moja rodzina (brat , ojciec) maja niewiele, ale maja cos co
          coraz rzadziej mozna wsrod ludzi spotkac . Choc sa ubodzy maja godnosc, sa
          szczesliwi i bardzo bardzo pozytwnie nastawieni do swiata.
          Dlatego jedyne co dodam do Twoich poniekad slusznych wywodow a raczej
          powtorze- mozna cale zycie utyskiwac na los, na innych, na zla pogode, koniukture
          lub tez wziac zycie w swoje rece i je po prostu przezyc tak jak sie pragnie. I to zdanie
          mozesz potraktowac jak slogan lub tez jako przyklad- jak najbardziej wziety z zycia.
          Mam nadzieje, ze uda sie Twojemu mezowi znalezc prace... Nic bowiem bardziej nie
          cieszy jak spelniona, radosna i szczesliwa rodzina.

          Aska
          PS. Tak. Pomagam rodzinie starajac sie nie naruszyc ich dumy.
          • Gość: mathias_sammer Re: Bezrobocie-Aska IP: *. / *.B2.srv.t-online.de 31.01.03, 13:58
            Aska!! Natychmiast do domu, chlopu zupe ugotowac! Teraz widze co robisz z
            wolnym czasem, gdy ja strudzony musze wszystkie mecze bundesligi obejrzec i
            jeszcze tym piwem co je przynioslas sie katowac. Marsz ale to juz! Nie zawracaj
            ludziom glowy, widzisz , ze i tak z toba nie chca gadac. Nie rycz glupia, ja Ciem
            kocham i zawsze bedziesz mi ma muza nieduza. Niech se zyja ludziki jak chca i nie
            zagladaj codziennie na forum bo wytargamza kudly co z glowy odstaja. No! mysle, ze
            jak zajrzy to zrozumi, ze jej miejsce jest...no przy mnie. Zjadlbym dzis rybke, pedz no
            szybko do garow. Nie widzisz, ze chlop twoj ma wolne?! Nie rycz juz, nie rycz, utulem
            ciem.

            Do Was- jak Aska znowu wlezie do netu to dajcie znac, zara ja wykurze i czasem nie
            przejmujta sie jej pisaniem.
            Klaniam sie,
            M.S.
    • Gość: Malwina Re: Bezrobocie IP: *.abo.wanadoo.fr 30.01.03, 13:39
      no bo to jest tak :
      mozna sobie myslec ze wyjcie z problemu jest tylko indywidualne
      i mozna sobie tez myslec ze jest kolektywne
      ale to nie wszystko : mozna tez dzialac w obu powyzszych kierunkach
      Mam budujacy przyklad z zycia i w dodatku swiezy bo z ubieglego tygodnia :
      spoldzielnia zazadala od mieszkacow domu duuzej i wyjatkowej sumy (swiadczenia
      typu podlewanie zielonosci, smieci i ogrzewanie). Jakos tak jest ze jak bija po
      kieszeni to ludzie sie latwo mobilizuja ;-) podpisalismy wszyscy jak jeden maz
      petycje i powysylalismy listy polecone do dyrektorow i innych inspekcji,
      uprzedzajac ze zwrocimy sie do mediatora (taki tam panstwowy ugadzacz zanim
      sprawa do sadu trafi)
      No i wstrzymali akcje pobierania forsy co jest zupelnie wyjatkowe (i na co
      szczerze mowiac nikt nie liczyl)
      Nie bardzo teraz do mnie przemawiaja dyskursy typu : "ale co my tam mozemy
      zmienic". Okazuje sie ze mozemy.
      I b. dobrze - przynajmniej pokupowalam sobie ciuchow na soldach :-)
    • Gość: ewa Re: Bezrobocie IP: *.dip.t-dialin.net 30.01.03, 14:26
      ja jednak bede dalej upierala sie przy swoim! Bezrobocie jest i tylko wyjatki
      potwierdzaja regole. Oczywiscie, ze trzeba szukac pracy i probowac na wszystkie
      sposoby. Tylko ze ja obserwuje u wyksztalconych absolwentow wszystko inne jak
      zadowolenie i optymizm..A jezeli likwidowane sa miejsca pracy, to nawet
      swietnie napisany zyciorys nie pomoze!!!!! W takim wypadku rowniez nie pomoze
      to ze ktos ma swietny zyciorys!!!
      • Gość: dodo Re: Bezrobocie IP: 209.226.65.* 30.01.03, 17:01
        bo to jest tak, ze z jednaj strony chcialoby sie byc "zachodem" a z drugiej
        nie - typowy przyklad uczuc ambiwalentych typu tesciowa zabija sie w twoim
        nowym samochodzie spadajac w przepasc (to jest bardzo stary dowcip, mam
        nadzieje, ze nikogo nie uraza ;-D).
        calkiem niedawno kupowalam bizuterie (nie dla siebie - prezent dla corki - ja
        nie nosze swiecidelek - dodo to nie sroka ;-D)od pewnej polskiej artystki
        osiadlej w toronto. no i zgadalysmy sie o "kombatanckich czasach" jej poczatkow
        w kanadzie.
        przyjechala tu gdzies pod koniec lat 80-tych, na sam poczatek totalnego kryzysu
        gospodarczego. pracy nie bylo nigdzie i dla nikogo a coz dopiero dla
        imigrantki, artystki, bez znajomosci angielskiego. sprzatac nie mogla, bo jest
        uczulona na jakies tam detergenty. bawic dzieci mogla tylko u polakow (brak
        angielskiego) a to nie zawsze bylo ok z roznych wzgledow, szukala pracy
        wszedzie i jednoczesnie uczyla sie jezyka. gdy skonczyly sie pieniadze,
        pozyczyla od znajomych 100 dolarow na przezycie i... znalazla prace baby
        w budzie na parkingu. nigdy ponoc nie byla tak szczesliwa jak tego dnia gdy jej
        te prace zaoferowano. za horrendalnie niskie pieniadze, daleko od domu (bez
        samochodu dojdzala ponad 2 godziny w jedna strone), w zimnej i brudnej budzie.
        pracowala tak ponad rok wciaz uczac sie jezyka. potem powoli, powoli zaczelo
        byc ciut lepiej. prowadzila spolecznie zajecia w soboty w bibliotece (plastyka
        dla dzieci), dostala tam w koncu cos w rodzaju pol etatu, zaczela pracowac jako
        sprzedawczyni w jakiejs galerii.
        teraz sprzedaje swoja bizuterie robiona wylacznie na indywidualne zamowienie
        raczej zamoznych klientek. ma sie dobrze ale jak sama twierdzi - gdyby cos nie
        zadzialalo, nie bedzie miala problemu by wrocic do "budy" albo innych prac
        podstawowych, bo przeciez z czegos trzeba zyc.
        czemu to pisze?
        nie chodzi mi o etos imigranta czy cos w tym rodzaju - kazdy dokonuje wlasnych
        wyborow i ponosi ich konsekwencje. cale zycie! dotyczy to miedzy innymi
        wybranego zawodu. zawsze trzeba byc gotowym, ze cos nie pojdzie po naszej mysli
        i byc psychicznie przygotowanym na "upadek z wysokiego konia".
        nie twierdze, ze wszyscy bezrobotni nie sa gotowi ale gdy czytam
        o przygnebieniu z powodu koniecznosci pracy ponizej swoich kwalifikacji to
        jakos ciezko mi sie zdobyc na wspolczucie. wiem, ze to brzmi banalnie ale dla
        mnie kazda(!) praca ma wartosc wymierna nie tylko w pieniadzach.
        bardzo sie staralam nie uzywac zadnych anglizmow, ze ktore w poprzednim poscie
        przepraszam - ja naprawde jestem bardzo dlugo poza polska i choc bardzo sie
        staram poslugiwac przyzwoita polszczyzna, nie zawsze mi to wychodzi. wybaczcie.
    • Gość: Uczen Re: Bezrobocie IP: *.pool.mediaWays.net 30.01.03, 21:35
      Ludzie to sami tworza.
      Zamiast otwierac Firmy kombinuja, i klocki domona leca.
      Ale to wsumie reguly tworzone przez Rzad sa bledne.
      W miare normalnym panstwie za przestepstwo finansowe idzie sie do wiezienia,
      w Polsce ma sie wspolnika w Rzadzie.
      Pozdrawiam Caly Kraj Egoistycznych politykow, ale to nie oni sa winni bo ktos
      ich wybral. Idiabelskie kolo sie zamknelo. A morz sie myle ???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka