la_passionata
06.03.03, 21:22
W jakiś sposób napewno do tych rozważań skłoniła mnie sytuacja jaka
wytworzyła się ostatnimi czasy na forum. Ale bezpośredni wpływ miała notatka
prasowa, która wprawiła mnie w zakłopotanie.
Otóż dziś na Nowym Świecie w Warszawie projektantka polska (podobno dość
znana) niejaka Bożena Miszczak otworzyła butik z luksusową odzieżą (luksus
przejawia się w cenie marynarki - 420 zł)
Butik nazwała Laura Gildi - to postać fikcyjna, wymyślona przez projektantkę.
Na pytanie dlaczego nie nazwała go swoim imieniem i nazwiskiem
odparła: "Polki zawsze ceniły modę francuską i włoską, a Lura Guidi brzmi
lepiej niż Bożena Miszczak" - śmieje się projektantka. (cyt. dosłowny
Stołeczna strona 7 z dnia 7.03.2002)
Co ma piernik do wiatraka? Przecież ciuchy są i tak polskie...Skąd te
kompleksy? Czy Bożena Miszczak umarła a przybrany pseudonim wpisze do dowodu
osobistego?
Nie kryję irytacji - więcej - zniesamaczyło mnie to mocno. Czy jesteśmy
Włochami, Francuzami, Brazylijczykami czy Polakami? Czy Versace, Armani,
Chanel nazwali by się Nowakami, Iksińkismi? Nie, bo są z siebie dumni i chcą
firmować nazwiskiem swoją pracę. Jest to naturalny, zdrowy odruch człowieka
akceptującego siebie i swoją narodowość. I tak buduje się markę narodu za
granicą. U nas ciągle pawie i papugi - jeszcze Polkaa nie zginęła...
ale może już niedługo...
Skąd te kompleksy?