wonhanys
03.10.06, 21:08
Dni uciekaja podobne do siebie.Juz powoli oswajam sie z mysla, ze jestem sam i
ze byc moze tak bedzie zawsze.Mam swoje latka, dziecko dorosle (przynajmniej
wg kalendarza)i choc mieszka ze mna, ma swoj swiatek.Zona odeszla dawno temu i
nawet proba sklecenia zwiazku na nowo okazala sie niewypalem.
Probowalem kogos znalezc, ale w tym wieku kazdy ma swoja przeszlosc, a jak
juz, to trzeba by przyzwyczaic sie i zaakceptowac obce w sumie
dziecko.Poznawalem kobiety rozwiedzione czy wdowy z dziecmi.
Bylem nawet z pewna kobieta i jej dzieckiem, ale okazalo sie, ze to mnie
przeroslo.Zaczalem tesknic za spokojem, swoja gazeta i cisza.
Mysle troche z niepokojem o coraz dluzszych wieczorach.
Czy rozmawiacie czasem ze soba w weekendy?
Nie jestem zle sytuowany i mam rozne hobby, ale ten brak kogos.......
A moze tesknie do tego co bylo i juz nigdy nie wroci?
Nie potrafie zaryzykowac i zaczac od nowa.
Duzo tych pytan.