Dodaj do ulubionych

nie kocham nikogo... możliwe ?

06.01.07, 20:56
Witam Was, mam problem w sumie sama ze sobą i nie wiem jak sobie z tym
poradzić ...
Problem jak w temacie... mam rodzinę, męża , dziecko.. 23 lata.... a jakby
ktoś mi tylko powiedział słowo jestem w stanie wszystkich zostawić i uciec
daleko stąd...
Nie czuje nic do osób najbliższych... wolę przebywać w towarzystwie psa
aniżeli ich wszystkich...
Obserwuj wątek
    • sankanda Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 20:58
      najpierw pytanko :
      kiedy urodzilas dziecko ?
    • jan_stereo Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:02
      problemem nie jest to, ze ich nie kochasz tylko,ze nie odczuwasz wygody/satysfakcji zyciowej z bycia z
      nimi.
      • ja_adam Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:04
        ..bo ciężko jest Ci przyjąć miłość...tylko dlaczego
      • strzala13 Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:04
        Sankando, dziecko urodziłam półtora roku temu...

        Jan_stereo.. święte słowa niestety....
        • strzala13 Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:05
          Ja_Adam... kiedyś ich kochałam :-(
          • ja_adam Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:07
            TO JEST WYBÓR
        • sankanda Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:19
          nie wiem jak wyglada twoja codziennosc, ale to chyba deprecha. nie zwykly baby
          blues post partum, ktory przechodzi po tygodniu, tylko prawdziwa depresja
          mlodej matki. pojawia sie jakis czas po porodzie i moze trwac bardzo dlugo,
          jesli nie zajmiesz sie soba w odpowiedni sposob.

          sa kobiety, ktore po urodzeniu dziecka odrzucaja ojca, ale na twoje pytanie czy
          mozliwe jest, zeby nie kochac NIKOGO, odpowiem ci, ze jest to niemozliwe.

          jesli cierpisz, idz do terapeuty i wygadaj sie. na najblizsze otoczenie nie
          licz, bo moga cie nie zrozumiec.

          pozdrawiam.
          • strzala13 Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:24
            Sankando, dziękuję Ci za odpowiedź.

            Codzienność to wrzeszczące dziecko, magisterka na głowie, dorywcza praca
            wykonywana w domu i ogólne zamkniecie w 4 ścianach... mam dosyć i dostaje szału.
            Oddalenie od rodziny wiele km. ( ale nie tesknię).
            Byłam u psychiatry kazał mi brać Lexapro i chodzić na minimum rok terapii ( bo
            to ponoć coś tkwiacego w dzieciństwie).. ale jak za każde spotkanie z
            psychologiem mam płacić 60 zł, to juz wiem, że prędzej czy późńiej pójdę z
            torbami... a wiec nie korzystam z jego porad.

            Z mężem chcę się rozwieść , dziecko chyba mu zostawię , bo jego też nie chcę.
            • sankanda Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:36
              napewno zrodla tego tkwia w twojej historii twojego zycia, ale nie tylko.
              piszesz prace, do ucha nadaje ci megafon w spioszkach, praca dorywcza (i ta
              przy dziecku!), a bliscy - daleko. praktycznie nie masz zadnej pomocy, a presje
              ogromna. a czemu tak wrzeszczy ? (chlopiec czy dziewczynka ?)
      • sankanda Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:06
        jan_stereo, poki co jest to temat dla kobiet.
        • strzala13 Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:09
          Ja_Adam... nie do końca masz racje, widzę , że krzywdzę osoby mi najbliższe
          przez ten chłód z mojej strony i cierpię z tego powodu... Nie szufladkuj tak
          prędko...
          • ja_adam Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:32
            nie znam Twej duszy, szufladkuje wg siebie, zawsze przyczyn doszukuje sie w sobie.
            To ja jestem kluczem do mego szczęscia bez względu na wszystko inne.
            Życie, energia, emocje inny zatrzyma to , inny przetrawi i eksploduje miłością

            Skoro wiesz, że jest źle, czemu tego nie zmienisz!!!

            po prostu zmień to!!
            • strzala13 Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:33
              Ja_Adam... tak jak napisałam, chce zmienić , chce się rozwieść itd.
              Nie wytrzymam tak dłuzej.
              • ja_adam Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:36
                Poczekaj - wystarczy separacja!
                Wiem dobrze co mówie, musisz podjac decyzję własnie wtedy gdy będziesz wstanie
                znieść wszystko.
                Zrób sobie roczny urlop, wyjedź gdzieś.
            • ja_adam Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:35
              ja też myslałem, że nie kocham wlasnego syna...ale gdy tylko wpisuję jego imię
              każdego dnia do menadżera zadań czuje orgazm, szaloną emcoję w której czuje sie
              zagubiony.
              Wiem, że to miłość, jak na razie szukam soposobu by ją ujawnić
              • strzala13 Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:37
                moje dziecko potrafi tylko i wyłącznie się wydzierać i ryczeć... może bunt 2 -
                latka ( chociaż on od poczatku taki był, wypalił mnie jako matkę... zabił
                wsyztskie uczucia, potem wypaliłam sie jako żona aż w końcu jako członek tej
                rodziny).
                • strzala13 Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:39
                  Ja_Adam... na samą myśl powrotu tutaj mam mdłości... chcę się rozwieść i
                  zapomnieć , że w ogóle coś takiego było...
                • sankanda Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:42
                  dzieciak (on? ona?) jest z toba zwiazany i jak tobie jest zle, to jej/jemu
                  (ciagle nie wiem) tez. to, co ty napiszesz w kilku zdaniach tutaj na forum,
                  on/ona wywrzeszczy.
                  nie zalamuj sie, to jest okres przejsciowy. nie piszesz jak twoj maz
                  uczestniczy w tym, co sie dzieje w domu...
                  • strzala13 Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:46
                    Mam synka.
                    Mąż ma wszystko gdzieś, właśnie zapisał się na kolejne rozrywki i kolejny
                    weekend będzie poza domem na jakiś szkoleniach ... a ja z dzieckiem rzecz jasna...
                    Dodam , ze mąż nigdy w życiu nie był z dzieckiem na spacerze ( bo ryczy jest
                    nieznośny itp...), nigdy choć na moment mi nie pomógł przy tym, abym mogła choć
                    na moment odpocząć od tego wszystkiego, żyć mi się nie chce.

                    Chciałabym żeby mnie ktoś przygarnął, czuje się jak zbity pies :-(((
                    A miało być tak pięknie...
                    Wszystko sie zepsuło z dniem narodzin syna, wszystko.
                    • ja_adam Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:51
                      cóż...co moge powiedzieć, podzcas gdy sam byłem kiedys takim mężem...

                      Spokojnie, wiem że dostajesz mocno w kość... polecam ci strone
                      www.noworodek.pl forum ogólne - wejdz na forum "grudniowe mietły"
                      znajdziesz tam dziesiątki pozytywnych kobiet, wiekszość z nich doskonale ciebie
                      zrozumie, znajdziesz tam ciepłe dusze
                      wejdz tam proszę

                      www.noworodek.pl/phpBB2/viewtopic.php?t=1651&postdays=0&postorder=asc&start=51240
                      znajdziesz tam namairy na kobiety które moga ci pomóc
                      • strzala13 Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:57
                        Ja_Adam, obiecuje się zapoznać z wątkiem, choć ma on bagatela prawie 2000
                        stron... nie wypada mi sie tak wtrącić w stylu "pomocy" przecież.
                        Dziękuję Ci serdecznie za pomoc.
                        • ja_adam Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 21:59
                          wejdz na ostatni, kazdego dnia jest kilka...wal smiało
                          • ja_adam Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 22:03
                            nawisem pomóz męząwi okazac miłość, oni w przypadku młodych dzieci sa bezradni,
                            czują niemoc wobec tak delikatnego stworzenia.

                            Bądź przy tym cierpliwa. Póżniej gdy nabierze pewności w siebie....
                            Mam nadzieję...
                            Pamietaj że mężczyzna bardzo szybko męczy sie dzieckiem, po godzinie szlag go
                            trafia, chyba ze jeździ z dzieciakiem po polu...
                            Najwązniejsze znajdz przyjaznych ludzi, uciekaj od samotności jak najdalej.
                            Musisz ładowac akumulatory
                            Po porsyu MUSISZ
                            • the.main.gosc do eksperta - ja_adama (do strzalyt tez 07.01.07, 11:04
                              wczoraj wolalam nie komentowac twoich postow, ty_adamie. wlasciwie one nie
                              wymagaja zadnego komentarza, tak sa nieodpowiednie do sytuacji. nie zapominaj,
                              postrzegajacy swiat wlasnym pepkiem przyjacielu, ze z autorka tematu laczy cie
                              tylko jedno : brak zainteresowania dzieckiem. ale nie zapominaj, ze w
                              przeciwienstwie do strzaly, ty swojego dziecka nie nosiles w sobie przez 9
                              miesiecy i nie ty je urodziles. przypuszczam, ze rowniez nie ty je karmiles
                              wlasna piesia ani te nie ty pierwsz nakarmiles dziecko ze smoczka. o ile twoja
                              postawe wobec rodziny mozna chciec wytlumaczyc w sposob, w jaki ty to robisz,
                              sytuacja strzaly jest zupelnie inna. ona jest mloda matka, ktora takze
                              potrzebuje opieki, uwagi i wsparcia. i to wlasnie, w tym pierwszym okresie jest
                              rola meza, ojca dziecka.
                              przypuszczam, ze szlg cie trafia jak to czytasz. poczekaj - bedzie wiecej.

                              odsylanie dziewczyny, ktora i tak zyje odbita od gruntu, na jakies nowe portale
                              internetowe jest... wirtualna lekkomyslnoscia.
                              swojej zonie tez poleciles ten adres ?
                              no, tutaj jest to o niebo latwiej, bez zobowiazan, prawda ? wszystko w eter
                              leci !

                              Strzala, poczytac zawsze mozesz

                              • the.main.gosc Re: do eksperta - ja_adama (do strzalyt tez 07.01.07, 11:23
                                za wczesnie sie wyslalo...
                                no wiec, strzala, poczytac zawsze mozesz, napisac slowko tez. ale nie
                                zapominaj, ze twoje prawdziwe zycie jest tam, gdzie sie znajdujesz i tam
                                konkretnie musisz sie swoim zyciem zajac, nadac mu jakis sens. musisz nawiazac
                                zdrowy kontakt z wlasnym dzieckiem. jesli odejdziesz, kiedys to sie w tobie
                                odezwie i bedzie jeszcze trudniej niz obecnie. kazda decyzja jaka podejmiesz
                                bedzie sluszna, o ile ja podejmiesz wiedzac dokladnie gdzie tkwi problem i z
                                przekonaniem, ze postepujesz slusznie.
                                ja rozumiem, ze 60 zlotych za seans, to duzo. ale ta terapia nie musi trwac az
                                tak dlugo. z reszta w glowie mi sie nie miesci, ze psycholog mogl tak od razu
                                ci powiedziec jak dlugo bedzie trwala ! tego nie wie nikt. blad zawodowy. idz
                                do kogos innego, nie ukrywaj, ze masz klopoty finansowe. to zaden wstyd, to
                                bodajze norma :), wiec wszystko jest ok.
                                co do lekow... psycholog nie ma prawa ich przepisywac. moze bylas u psychiatry ?
                                jesli jest psychoanalitykiem, nie ma problemu, ale sprawdz czy jest
                                zarejestrowany. jest niestety duzo terapeutow, ktorym sie wydaje, ze nimi sa
                                lub moga byc, bo sa po kilku latach psychologii czy medycyny ze specjalizacja.
                                to niezupelnie jest tak...
                                przestan marzyc, strzala, o lepszym zyciu. zaakceptuj to, co jest, przynajmniej
                                na jakis czas. zrob to, poswiec sie :) dla dziecka :) jak odzyskasz rownowage -
                                odejdziesz z dzieckiem lub sama... a moze z nimi zostaniesz ?
                                ale teraz nie podejmuj decyzji. jest na nia za wczesnie.
                                pozdrawiam cie

                                idz sie wygadaj. cene mozna wynegocjowac.


                              • ja_adam Re: do eksperta - ja_adama (do strzalyt tez 07.01.07, 12:35
                                odesłałem ja na www. bo są tam osoby które maja doświadczenie większe ode mnie i
                                z pewnościa doradza jej bardziej rzeczowo niz ja mógłbym to zrobić.

                                szlag mnie nie trafia, bo masz rację. sytuacja męzczyzny nie da sie porównac,
                                nie miałem zamiaru i dobrze wiemy że tu nie chodzi o brak zainteresowania.
                                Gdy człowiek jest wyczerpany swa rolna różne rzeczy się dzieją...

                                ..twoje słowa też lecą przez w... ale pewnie moja intencja była inna niż twoja
                                • the.main.gosc Re: do eksperta - ja_adama (do strzalyt tez 07.01.07, 14:27
                                  intencja z pewnoscia byla taka sama, tylko wrazliwosc inna. po prostu.
                    • sankanda Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 22:04
                      moze to glupio zabrzmi, ale porozmawiaj z synkiem. bardzo spokojnie, lagodnie,
                      ale pewnym tonem wytlumacz mu, ze tatus znow jedzie na szkolenie, bo taka ma
                      prace i ze w ten weekend pojdziecie na spacer bez tatusia, a potem ty bedziesz
                      musiala duzo pracowac, ale bedziesz obok i bedziesz go widziala. i ze ma byc
                      grzeczny. pobaw sie z nim, potem zajmij sie swoimi sprawami, ale zerkaj na
                      niego. przestanie sie niepokoic.

                      a co zrobic z tymi chlopami, ktorzy nie dojrzeli do ojcostwa i chowaja sie za
                      obowiazkami sluzbowymi, to inna sprawa.

            • judyta432 Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 07.01.07, 12:40
              > To ja jestem kluczem do mego szczęscia bez względu na wszystko inne.

              Dla mnie kluczem do mego szczęścia jest Neo.

              • wybranka_neo Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 07.01.07, 14:46
                Kocham Neo :)
    • strzala13 Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 22:11
      Jeju, jesteście kochani, dziekuję za zrozumienie.

      Ja_Adam muszę się troszkę z tamtym klimatem oswoić, ale napiszę. Nie umiem chyba
      tak "walnąć" po prostu.
      • ja_adam Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 22:22
        masz maila na strzala12@
    • strzala13 Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 06.01.07, 22:29
      Odebralam dziękuję :-)
      • courtney.love Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 07.01.07, 11:40
        Mi też się wydaje,że nikogo nie kocham. Nie chcę mieć dzieci ani faceta. Też mam
        23lata. Uważam że Twój dołek jest spowodowany tym,że za wcześnie urodziłaś dziecko.
        • strzala13 Pozdrawiam Was. 07.01.07, 12:26
          Dziękuję Wam za wszystkie wypowiedzi, bardzo mądre i naprawdę niosące ulgę ( aż
          się dziwię, że obcy ludzie w necie tak potrafią pomóc a własna rodzina się
          wypina każąc mi zacisnąć zęby i nie wydziwiać...)

          Popłakałam sobie wczoraj tak dość solidnie... nie jest mi dzisiaj lepiej, ale
          staram się zająć pracą jakąś i jakoś leci, dziecko na szczęście w lepszym
          humorze wstało, teraz układa klocki.

          The.main.gosc, wiele wnosi Twoje wypowiedź... postaram się wybrać do psychologa
          mimo wszystko...

          Courtney.love , myślę podobnie... przerosło mnie to troszkę, pewnie dlatego , że
          synek należy do dzieci tzw. roszczeniowych, wszystko musi być tu i teraz bo
          inaczej ryk a ja przecież jestem jedna... czasu nie da się cofnąć i muszę się
          jakoś poukładać.
          • the.main.gosc Re: Pozdrawiam Was. 07.01.07, 14:04
            ta cala "sankanda", to tez ja... chrzania mi sie nicki. Doktorze, czy to co
            powaznego ? :)))
            ciesze sie, ze wyciagnelas cos dla siebie. poczytaj sobie tez na temat
            macierzynstwa. polecam ci ksiazke Winnicott'a "dziecko i jego rodzina". "The
            child and the family". tak brzmi tytul w oryginale. mam nadzieje, ze istnieje
            jakis polski przeklad. tam znajdziesz bardzo ciekawa czesc poswiecona
            matce "normalnej". nie przerazaj sie slowami. Autorem ksiazki jest facet, ktory
            z reszta juz w pierwszych linijkach za ten fakt przeprasza ;) Usprawiedliwia go
            jednak to, ze w dziedzine macierzynstwa jest jednym z najwiekszych specjalistow
            na swiecie :)
            ta ksiazka powinna byc biblia kazdej matki. niestety, tak nie zawsze jest, bo
            ta lektura nie zawsze jest dla matki przyjemna. natomiast jest zawsze
            konstruktywna. przebrnij, naprawde warto.

            ciekawe czego twoj synek sie domaga...
            ja tez mam synka :))

            • azja_pl2 Re: Pozdrawiam Was. 07.01.07, 17:26
              Strzala, to normalne, ze sie tak czujesz, duzo masz nad glowa. Mysle, ze nie
              powinnas rezygnowac z psychoterapii, sprobuj chociaz kilka spotkan zrobic.
              Wiem, ze to drogie, ale moze sa rzeczy mniej wazne, z ktorych mozecie z mezem
              zrezygnowac. Badz szczera z mezem, powiedz mu, jak sie czujesz. To wazne, zeby
              wiedzial, nawet jesli nie od razu Cie zrozumie. A psychoterapeuta spojrzy na
              Ciebie neutralnie, nie bedzie Ci mowil, ze masz sie wziac w garsc i przestac
              wydziwiac. To naprawde duzo daje, wierz mi. Pozdrawiam Cie serdecznie!
    • dobu Re: nie kocham nikogo... możliwe ? 07.01.07, 19:28

      Strzała- miałam tak samo. Mój syn ma 2 lata 9 miesięcy, a ja dopiero od paru miesiecy lepiej sie czuje. Zaraz po urodzeniu dziecka chciałam to wszystko rzucic i spieprzac na ksiezyc, marzylam o czasach ,kiedy mlodego nie bylo, a ja bylam sama. Bylo we mnie mnostwo negatywnych uczuc do siebie, dziecka ,mojego zycia. meza i calego swiata.Fakt, że moje dziecko było "z piekła rodem", darło się bez przerwy i nic nie spało. Mysle, że wiek, w którym zostaje się mattką nie musi miec wpływu na to, jak sie w tej roli czujemy. Ja urodziłam mając 29 lat.
      Co mi pomoglo i pomaga nadal?
      Po pierwsze: codzienna, żmudna, zroszona łzami tzw "praca nad sobą" -pisze dziennik, w który wylewam swoje wszystkie smutki i frustracje, robie porzadek z uczuciami, emocjami-ukłądam je w całośc jak puzzle
      PO drugie: pracuje nad odzyskaniem miłości do siebie, ucze się wybaczać sobie różne rzeczy i AKCEPTOWAĆ wszystkie uczucia nawet te :społęcznie nieakceptowane"
      Po trzecie:ucze sie kochac moje dziecko dostrezgajac w nim człowieka, który mnie potrzebuje, i którego mogę wysposażyc na jego przyszłe życie w pewnośc siebie, siłe albo w niepewność, niską samoocenę. jednym słowem -jezeli postaram sie byc dobrą matką - zaoszczędzę pózniej na terapii młodego:-). To stawanie się "dobrą matka" w moim wypadku idzie powoli i sa to małe kroki.

      Generalnie, aby coś się zmieniło w naszym życiu potrzebna jest przede wszystkim WOLA czyli DECYZJA zmiany i tu się z ja adamem zgadzam.TZN decyzja, że chcę zmienic swoją sytuacje i moje odczucia, chce czuć się lepiej i decyzuje sie na pracę w tym kierunku.Chcesz?
      Pózniej warto określić w jakich obszarach jest żle i zająć się każdym z nich osobno, pamiętając, że są takie które wymagają natychmiastowej interwencji.
      Stosunek-TY - Twój syn. Nie lekceważ negatywnych uczuć, obserwuj je. Pojawiają się uczucia zostawienia dziecka i ucieczki przed siebie? Czujesz, że nie dajesz rady, wściekasz się gdy płacze i masz ochote go zostawić?Wyjdż z domu, pójdz na spacer, ale najpierw zapewnij dziecku opiekę, koleżanka sąsiadka, niania na godziny, cokolwiek-dziecko będzie bezpieczne a TY odetchniesz. Z mojej perpektywny, to co przeżywasz jest znajome.
      POROZMAWIAJ Z DOBRYM FACHOWCEM-daj sobie pomóc. Pewnych problemów nie potrafimy sami rozwiązać, po prostu brakuje nam dystansu, perpektywy, spojrzenia z innego punktu wiedzenia i po prostu fachowej wiedzy na temat rozwiązywania problemu.
      pozdrawiam
      • aska_ou Dobu 09.01.07, 13:26
        Chciałam tylko wtrącić,że mam prawie identyczne przemyślenia do Twoich, 30 lat i
        6 miesięcznego, bardzo wymagającego synka. Mój mąż jest za granicą i gdyby nie
        pomoc mamy już dawno skoczyłabym przez balkon bo były takie noce że łzy leciały
        ciurkiem po zapuchniętej twarzy...ehh szkoda gadać, nadal jest ciężko ale wiem
        że jeśli ja poradzę sobie ze sobą to mojemu dziecku zaoszczędzę wiele cierpień w
        przyszłości. Musi być sposób na to żeby i dziecko było szczęsliwa i matka czyli
        wilk syty i owca cała :)

        Pozdrawiam serdecznie a autorce tematu życzę z całego serca cierpliwości, wierzę
        że przyjdzie taki dzień że spojrzysz na swoje dziecko z ogromną miłością,
        trzymaj się !!!!
    • solaris_38 nie kocham nikogo ? 09.01.07, 21:55
      zdarza sie zę człowieka cos przerasta
      np zakładasz rodzinę a .. wcale jej nie potrzebujesz

      oczywiści to rodzaj niedojrzałości bo co innego nie chcieć założyć rodziny a co
      innego założyć i .. chcieć zwiać:)

      ale niedojrzali ludzie (to może być zresztą tylko w tej kwestii niedojrzałość a
      w innych może być ok) to tez ludzie

      widze ze męczy cie ta sytuacja
      az uciec chcesz

      ale .. czy TAM będzie lepiej .. po pewnym czasie ?

      ważne jest tez czy kiedy zakładałaś związek czułaś że kochasz i ci przeszło
      czy .. jakimś dziwnym przypadkiem ci sie, ta rodzina przydarzyła

      nie jesteśmy winni ze jesteśmy jacy jesteśmy
      ale jesli rodzimy się z pewnymi .. niedoskonałościami (a wszyscy mamy tylko
      niektóre są mniej widoczne) to teraz
      TRZEBA KOMBINOWAĆ JAKBY TU ZYć żEBY BYłO DOBRZE
      i tobie i ludziom obok

      ponadto

      jesli siebie kochasz - to już coś
      siebie kochać to trudna sztuka ( i nie mam na myśli narcyzmu tylko madrą
      wymagającą miłość)
      z listu sądzę ze jesteś przerażona że POWINNAŚ być inna a jesteś jaka jesteś

      kombinuj:)



      powodzenia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka