pszczolka6
16.04.03, 15:38
później się popsuło, ja odeszłam - chciałam wrócić , on już nie chciał.
Nie, nie było nikogo innego.
Kłótnie i spora odległość...
Wróciliśmy na krótko i znowu nic.
Problem w tym, że nie potrafimy bez siebie funkcjonować. Tworzy to
tzw "toksyczny związek". Kocham go , ale nie możemy ze sobą wytrzymać.
Jak to możliwe, że kiedy kogoś nie ma tęsknimy i kochamy, a jak już jest
blisko to jakby nie czujemy.
Jakoś nie chce mi się wierzyć w przyjaźń z byłymi,
Ciągły kontakt z nim na zasadach niby przyjaźni tak naprawde mnie truje,
cofam się zamiast iść do przodu.
Żyje w jakiejś paranoi,
Wiem, że jedyne wyjście z tej sytuacji to zanik kontaktów, ale to takie
trudne. W#szystkich "nowych" podświadomie odpycham , co śmieszne ze strachu
przed odkochaniem.
Boje się, bo choć to głupie , wciąż podświadomie czekam że powie mi że
jestem dla niego wszystkim.
Nie wiem jak mam się od tego uwolnić, jak pogodzić się z rostaniem, kiedy on
wciąż zostawia nadzieje, a raczej maleńką iskierke.
Chyba pójde na spacer , taka ładna pogoda, nie chce rozmyślać i się
zamartwiać.
"Oczywiście, że chciałabym usłyszeć że warto o kogoś walczyć bo czasami
ludzie wracają, ale chyba bardziej przyda mi się kubeł zimniej wody ( byle
nie za)