fobia_spoleczna
03.04.07, 03:06
Witam. Poszukuje jakiejs porady, wsparcia w zwiazku z lekami, ktore raz po raz
daja sobie znac w moim zyciu. Bedzie niestety chaotycznie troche. Ale do rzeczy.
Otoz, od kiedy pamietam lubie przebywac w domu, jest moja oaza, ostoja, nie
lubie sie z niego ruszac. Kursuje miedzy praca a domem, jakiekolwiek zakupy
"po drodze", spacer, wyjscie gdziekolwiek to zawsze u mnie stres. Kiedy wiem,
ze musze cos zalatwic np. po pracy, albo w weekend to najczesciej musze sie do
tego przygotowywac mentalnie wiele dni. Odkladam to jak tylko moge i wreszcie
zalatwiam jak najszybciej moge, po to aby czmychnac jak najszybciej do domu. W
domu sie uspakajam.
Zauwazylam, ze jest mi latwiej kiedy jestem z kims, kogo dobrze znam - wtedy
moge wyjsc "na swiat". Samej trudno mi pojsc chocby do biblioteki, czy do
sklepu po mleko. Nie zauwazylam, zebym bala sie ludzi, czy otwartych
przestrzeni, a mimo to samej trudno wybrac mi sie np. na zakupy (wyobrazcie
sobie kobiete, ktora nienawidzi zakupow!), na spacer to chyba nigdy bym sama
nie poszla. Czasem zmuszam sie do jakiejs aktywnosci, ale ciagle jestem wtedy
podenerwowana i chce wracac do domu.
Zauwazylam, ze najtrudniej jest, gdy ide w miejsca, o ktorych niewiele wiem,
ktorych nie znam. Znane miejsca nie wywoluja az takiego dyskomfortu. Wchodzac
np. do jakiegos pomieszczenia panicznie szukam jakiegos miejsca zaczepienia,
jakiegos kata, w ktorym bede mogla usiasc, czegos czego fizycznie bede mogla
sie uchwycic. W przeciwnym razie mam ochote uciec.
Opisze teraz sytuacje, ktora przydarzyla mi sie ostatnio - otoz poszlam z
chlopakiem na silownie. Zupelnie nowe miejsce dla mnie (w zasadzie pierwszy
raz mialam cwiczyc na przyrzadach). No i juz w momencie wchodzenia na sale
poczulam, ze koniecznie musze usiasc i czegos sie zlapac. Moj chlopak poszedl
cwiczyc na jakichs przyrzadach, a ja mialam isc na bieznie, czy co tam
chcialam. I wyobrazcie sobie, ze nie bylam w stanie tego zrobic. Jakims cudem
doszlam do mojego faceta i poprosilam, zeby odprowadzil mnie do szatni.
Siedzialam potem 10 minut w toalecie placzac i bojac sie wyjsc. Wreszcie udalo
sie nam dojsc do jakiejs biezni, na ktorej udalo mu sie mnie jakos zostawic i
spedzilam tam nastepna godzine, patrzac sobie pod nogi - gdy tylko spojrzalam
w bok dostawalam ataku paniki.
Nastepnym razem (po tygodniu) nie balam sie juz tak strasznie, ale moj chlopak
musial mnie doprowadzic do biezni, a ja balam sie podniesc wzrok.
Zaczelismy to pozniej analizowac i wyszlo na to, ze to wcale nie pierwszy taki
przypadek (choc moze najbardziej "dramatyczny"). Nie musze chyba mowic, ze
raczej zakonczylam swoja przygode z silownia... ;)
Moglabym wymieniac takie sytuacje (choc nigdy nie przydarzyl mi sie "atak"
rownie silny jak na tej silowni). Basen, bar, kawiarnia, dyskoteka, dworzec,
poczekalnia u lekarza, park - kazde nieznane miejsce wywoluje u mnie potrzebe
zlapania jakiegos punktu zaczepienia.
Do tego dochodzi rowniez strach w sytuacjach towarzyskich - nie potrafie
przebywac w grupie ludzi, ktorych znam slabo. Wszelkie drinki po pracy, czy
przyjecia swiateczne odpadaja, bo ja sie boje. Ostatnie takie wyjscie
praktycznie przesiedzialam w lazience bojac sie w ogole kogos spotkac. Dopoki
jeszcze moglam siasc sobie spokojnie w kacie i zlapac sie jakiegos drinka, to
bylo dobrze, ale np. przejsc przez sale, to juz byl koszmar.
Tak po krotce to wszystko opisalam - trudno to zebrac do kupy, takze
przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi :(
Czy myslicie, ze to moze byc jakas fobia? Co z tym fantem robic?