Dodaj do ulubionych

naiwność

IP: *.lebork.sdi.tpnet.pl 22.06.03, 23:05
ostatnio usłyszałam od zanjomego, ze jestem naiwna
czy to można "leczyć"?
jak mam żyć, żeby sobie nie zaszkodzić?
Obserwuj wątek
    • cossa Re: naiwność 22.06.03, 23:09
      nic tak nie uleczy Cie z naiwnosci jak zycie ;) (hhehe)
      ale moze nie jest tak zle? "jak Ci powiedza raz, zes
      osiol - wysmiej, jak drugi - zastanow sie, a jak trzeci
      raz uslyszysz to samo - idz i kup sobie siodlo":)
      wprawdzie osobiscie sie do tego nie stosuje, ale jakims
      tam wymiernikiem moze byc. czy zdarzylo sie to juz kiedys?:)

      cossa

      Gość portalu: czarownica napisał(a):

      > ostatnio usłyszałam od zanjomego, ze jestem naiwna
      > czy to można "leczyć"?
      > jak mam żyć, żeby sobie nie zaszkodzić?
      • Gość: czarownica Re: naiwność IP: *.lebork.sdi.tpnet.pl 22.06.03, 23:15
        cossa napisała:

        > nic tak nie uleczy Cie z naiwnosci jak zycie ;) (hhehe)

        właśnie o to chodzi, żeby siebie takim życiem nie zniszczyć....
        da się jakoś tego uniknąć?

        > ale moze nie jest tak zle? "jak Ci powiedza raz, zes
        > osiol - wysmiej, jak drugi - zastanow sie, a jak trzeci
        > raz uslyszysz to samo - idz i kup sobie siodlo":)
        > wprawdzie osobiscie sie do tego nie stosuje, ale jakims
        > tam wymiernikiem moze byc. czy zdarzylo sie to juz kiedys?:)

        tak- to nie pierwsza taka opinia....
        czy to znaczy, ze nie ma dla mnie miejsca na świecie?
        przecież ja chce właśnie zyć normalnie.....

        >
        > cossa
        • cossa Re: naiwność 22.06.03, 23:24
          Gość portalu: czarownica napisał(a):

          > cossa napisała:
          >
          > > nic tak nie uleczy Cie z naiwnosci jak zycie ;) (hhehe)
          >
          > właśnie o to chodzi, żeby siebie takim życiem nie
          zniszczyć....
          > da się jakoś tego uniknąć?

          stanowczo wole ufnosc od naiwnosci. a dla wielu moze byc
          to okresenie tej samej cechy. nie ubedzie Cie i nie
          musisz sie zmieniac, by byc mniej naiwna. nie wiem z czym
          Ci sie kojarzy czlowiek, ktory nie jest naiwny. jaki jest
          ten obraz? wydaje mi sie, ze eliminowanie naiwnosci jest
          jednym z etapow dojrzewania (nie mylic z biologicznym).
          mozesz byc ufna, ale nie naiwna.


          > tak- to nie pierwsza taka opinia....

          to masz jeszcze dwie przed soba ;) moze nie ma co sie
          zawczasu martwic?:) a w jakich to bylo okolicznosciach?

          > czy to znaczy, ze nie ma dla mnie miejsca na świecie?
          > przecież ja chce właśnie zyć normalnie.....

          slucham?? a dla kogo jest miejce? a dla kogo nie ma??
          ciekawa jestem tej klasyfikacji:)

          cossa
          • lallka Re: naiwność 23.06.03, 10:19
            ja jednak wole naiwnosc od wyrachowania.
            • cossa Re: naiwność 24.06.03, 20:33
              a nie ma nic posrodku?

              lallka napisała:

              > ja jednak wole naiwnosc od wyrachowania.
    • Gość: run_a Re: naiwność IP: 212.127.95.* 24.06.03, 12:01
      "naiwnie" wierzyłam w pomyślność kilku spraw, które
      "racjonalista" uznał za stracone - i udało się. Częściej
      naiwnośc mi pomaga niż szkodzi. jak dla mnie - można
      wygodnie z nią żyć (naiwność może mieć coś wspólnego z
      ufnością i otymizmem).
      pzdr. run_a
    • Gość: Alla Re: naiwność IP: *.a2000.nl 24.06.03, 12:54
      To ze ktos inny ma na nasz temat okreslona opinie, swiadczy tylko i wylacznie o
      tymze znajomym, nie o tobie. Swiadczy o jego postrzeganiu ciebie, a nie o tym
      jaka jestes naprawde.
      Wiec nie przywiazuj sie za bardzo do tego co uslyszalas. Moze wcale nie jestes
      naiwna, tylko ten znajomy ma skrzywione spojrzenie.
    • beton-stal Leczenie? Balsam na porost duszy? 24.06.03, 15:15
      Gość portalu: czarownica napisał(a):

      > ostatnio usłyszałam od zanjomego, ze jestem naiwna
      > czy to można "leczyć"?
      > jak mam żyć, żeby sobie nie zaszkodzić?

      Wbrew pozorom to nie jest ani śmieszny, ani mało istotny problem. Naiwność to
      taki stan umysłu, kiedy wydaje ci się, że cały świat i ludzie na nim
      funkcjonuje na zasadzie prostego mechanizmu: to, co słyszę, widzę i czuję,
      jest szczere i prawdziwe. A tak nie jest.
      Czy to można leczyć? Nie sądzę. Uważam, że naiwność jest efektem pewnej (hm,
      boję się użyć tego słowa) dysfunkcji emocjonalnej. Wbrew pozorom nasze decyzje
      i osądy nie są czysto racjonalne, a ocena stanu emocjonalnego innych osób jest
      równie ważna jak ocena treści ich wypowiedzi. Mówiąc w dużym skrócie - twój
      mózg po prostu funkcjonuje tak a nie inaczej.
      Aby sobie poradzić ze swoją naiwnością, trzeba się pozbyć... swojej naiwności.
      To nie żart. Musisz wyrobić w sobie nawyk zadawania sobie pytań, poddawania w
      wątpliwość, kwestionowania itd. To nie znaczy, że masz popaść w drugą
      skrajność i przemienić się w maniakalnego łowcę spisków, ale musisz od czasu
      do czasu zadać sobie pytanie, czy dana osoba mówi to, co mówi, bo tak myśli
      czy dlatego że chce w ten sposób coś osiągnąć. Oczywiście, nie będziesz
      potrafiła sobie odpowiedzieć na to pytanie, ale potem - tj. znając skutki
      zachowania tej osoby - będziesz mogła sobie powiedzieć: "aha, czyli wtedy
      kłamała" albo "oho, można jej zaufać". Zawsze jest szansa, że takie post-
      factum-refleksje (pardon my French!) zmniejszą kiedyś stopień twojej naiwności.
      • Gość: Przemek Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? IP: *.tele.pw.edu.pl 24.06.03, 16:50
        beton-stal napisał:

        > Zawsze jest szansa, że takie post-
        > factum-refleksje (pardon my French!) zmniejszą kiedyś stopień twojej
        naiwności.

        Moim zdaniem naiwnosc jest cecha dodatnia - oznacza pozytywny, a priori (nie ch
        bedzie, ze to francais :-), stosunek do ludzi. Sam uwazam sie za naiwnego i z
        duma to podkreslam. Problemy maja ci nienaiwni, czyli wyrachowani,
        zaklamani, "mataczaści".
        Oczywiscie naiwni czasem przegrywaja. Np. slyszac na swoim slubie przysiege
        dochowania wiernosci biora to doslownie, zamiast parskac smiechem, wiedzac, ze
        ta cala przysiega jest, w ustach partnera, zapewne "dla jaj". Tym niemniej
        naiwni wygrywaja na pewnym planie - zachowuja czyste sumienie i moga spojrzec w
        twarz sobie i ludziom.
        • beton-stal Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 25.06.03, 10:47
          Gość portalu: Przemek napisał(a):

          > Moim zdaniem naiwnosc jest cecha dodatnia - oznacza pozytywny, a priori
          > (niech bedzie, ze to francais :-), stosunek do ludzi. Sam uwazam sie za
          > naiwnego i z duma to podkreslam.

          Pożycz stówę. Albo dwie.

          > Problemy maja ci nienaiwni, czyli wyrachowani, zaklamani, "mataczaści".

          Uważam się za osobę umiarkowanie wyrachowaną i dobrze mi z tym.

          > Oczywiscie naiwni czasem przegrywaja. Np. slyszac na swoim slubie przysiege
          > dochowania wiernosci biora to doslownie, zamiast parskac smiechem, wiedzac,
          > ze ta cala przysiega jest, w ustach partnera, zapewne "dla jaj".

          Ej, bez taniej demagogii proszę. Nie znam osoby, wyrachowanej czy naiwnej,
          która nie traktowałaby serio przysięgi małżeńskiej. I nie znam osoby, która
          nie liczyłaby się z tym, że kiedyś może się zdarzyć, że zostanie zdradzona.
          Albo że sama zdradzi.

          > Tym niemniej naiwni wygrywaja na pewnym planie - zachowuja czyste sumienie i
          > moga spojrzec w twarz sobie i ludziom.

          Sugerujesz, że jako osoba nienaiwna mam nieczyste sumienie? Że jestem bandytą
          i łobuzem? Oj, panie, jak na osobę naiwną masz zbytnią łatwość ferowania
          wyroków wobec ludzi, których zupełnie nie znasz.
          • procesor Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 25.06.03, 11:17
            > Gość portalu: Przemek napisał(a):
            > > Moim zdaniem naiwnosc jest cecha dodatnia - oznacza pozytywny, a priori
            > > (niech bedzie, ze to francais :-), stosunek do ludzi. Sam uwazam sie za
            > > naiwnego i z duma to podkreslam.

            beton-stal odpisał:>
            > Pożycz stówę. Albo dwie.

            NAIWNY NIE ZNACZY ŻE GŁUPI!
            :))
            • beton-stal Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 25.06.03, 11:24
              procesor napisała:

              > beton-stal odpisał:>
              > > Pożycz stówę. Albo dwie.
              >
              > NAIWNY NIE ZNACZY ŻE GŁUPI!

              Ale ja chcę tylko pożyczyś dwie stówy. Przecież oddam.

              Baj de łej - może poproszę w takim razie definicję naiwności.
          • Gość: Przemek Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? IP: *.tele.pw.edu.pl 25.06.03, 14:59
            beton-stal napisał:

            >
            > Ej, bez taniej demagogii proszę. Nie znam osoby, wyrachowanej czy naiwnej,
            > która nie traktowałaby serio przysięgi małżeńskiej. I nie znam osoby, która
            > nie liczyłaby się z tym, że kiedyś może się zdarzyć, że zostanie zdradzona.
            > Albo że sama zdradzi.

            Jest wewnetrzna sprzecznosc w cytowanej wypowiedzi.
            Jesli traktuje serio, to nie dopuszcza mozliwosci, ze zdradzi!
            Jesli naiwna, to rowniez nie dopuszcza mozliwosci ze zostanie zdradzona.
            Jesli "umiarkowanie wyrachowana" to zapewne liczy sie z taka mozliwoscia.

            > Sugerujesz, że jako osoba nienaiwna mam nieczyste sumienie?

            Nie! To nieporozumienie. Nienaiwnosc to warunek konieczny, ale nie
            wystarczajacy do wjscia w konflikt z sumieniem. Naiwny nikogo nie skrzywdzi, a
            nienaiwny moze skrzywdzic, ale nie musi! Moze pozostac przyzwoitym czlowiekiem,
            z duza podejrzliwoscia podchodzacym do innych.
            • beton-stal Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 25.06.03, 15:16
              Gość portalu: Przemek napisał(a):

              > Jest wewnetrzna sprzecznosc w cytowanej wypowiedzi.
              > Jesli traktuje serio, to nie dopuszcza mozliwosci, ze zdradzi!
              > Jesli naiwna, to rowniez nie dopuszcza mozliwosci ze zostanie zdradzona.
              > Jesli "umiarkowanie wyrachowana" to zapewne liczy sie z taka mozliwoscia.

              Czy nigdy nie słyszałeś o czymś takim jak realizm? Składając deklarację
              małżeńską wypowiadam słowa, w które wierzę: "nie opuszczę, do śmierci, kocham,
              nie zdradzę" itp. Zakładam, że druga strona też jest szczera. Ale wiem, że
              życie to nie bajka i wszystko się może wydarzyć. Na pewno, kiedy zostanę
              zdradzony, będę się czuł oszukany, ale nie mogę powiedzieć, że nigdy nie
              przyszło mi do głowy, że kiedykolwiek coś takiego się wydarzy. Bo zawsze
              trzeba zachować margines błędu.

              > Nie! To nieporozumienie. Nienaiwnosc to warunek konieczny, ale nie
              > wystarczajacy do wjscia w konflikt z sumieniem. Naiwny nikogo nie skrzywdzi,
              > a nienaiwny moze skrzywdzic, ale nie musi! Moze pozostac przyzwoitym
              > czlowiekiem, z duza podejrzliwoscia podchodzacym do innych.

              To po co było całe to pieprzenie o czystym sumieniu? Skoro mogą je zachować i
              naiwni, i nienaiwni, to argument był do dupy.
              • Gość: Przemek Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? IP: *.tele.pw.edu.pl 25.06.03, 20:07
                beton-stal napisał:

                > Czy nigdy nie słyszałeś o czymś takim jak realizm? Składając deklarację
                > małżeńską wypowiadam słowa, w które wierzę: "nie opuszczę, do śmierci,
                kocham,
                > nie zdradzę" itp. Zakładam, że druga strona też jest szczera. Ale wiem, że
                > życie to nie bajka i wszystko się może wydarzyć.

                Jak ja lubie takie argumenty... Zycie jest takie, jakim my je tworzymy. Jesli
                bedziesz chcial dotrzymac przysiegi, to jej dotrzymasz. Jesli podejmiesz
                decyzje, by ja zlamac, to odium spada na Ciebie. To samo dotyczy wspolmalzonka.

                > To po co było całe to pieprzenie o czystym sumieniu? Skoro mogą je zachować i
                > naiwni, i nienaiwni, to argument był do dupy.

                :-)
                Wszyscy naiwni i nie wszyscy nienaiwni. A wiec naiwnosc cos jednak jest warta -
                daje pewnosc, podczas gdy nienaiwnosc jedynie szanse na zachowanie czystego
                sumienia.
                • jmx Pewność 26.06.03, 03:06

                  Naiwnośc daje pewność - cierpienia. Bo człowiek ma nieziszczalne i nierealne
                  oczekiwania - tak wobec siebie jak i wobec innych.

                  "Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono"
                  • alfika Re: Pewność 26.06.03, 07:51
                    Zbyt pozytywne znaczenie nadaje się naiwności. Jeśli postawić ją jako
                    przeciwieństwo wyrachowania.
                    A jeśli trochę zmienić podejście i uznać wyrachowanie przeciwieństwem
                    prostolinijności (to nie to samo co naiwność)? A naiwność przeciwieństwem
                    zdrowego realizmu?
                    Cóż, wtedy naiwność straci swój wątpliwy urok i może nie wyrządzi tyle krzywdy
                    swoim oderwaniem od faktów, realiów, prawdy.
                    • jmx Alfiko 26.06.03, 16:13
                      Właśnie o tym pisałam.
                      • alfika Re: Alfiko 27.06.03, 08:16
                        Dlatego pozwoliłam sobie rozwinąć myśl :)))
                        Pozdrawiam.
                  • beton-stal Re: Pewność 26.06.03, 12:43
                    jmx napisała:

                    > Naiwnośc daje pewność - cierpienia.

                    To plus czy minus naiwności? Wiesz, nie chciałbym się pomylić.

                    > Bo człowiek ma nieziszczalne i nierealne oczekiwania - tak wobec siebie jak
                    > i wobec innych.

                    To pora zejść na ziemię.

                    > "Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono"

                    To cytat z protokołu pokontrolnego NIK-u czy z jakiegoś bardziej uduchowionego
                    źródła?
                    • jmx Re: Pewność 26.06.03, 16:12
                      beton-stal napisał:

                      > jmx napisała:
                      >
                      > > Naiwnośc daje pewność - cierpienia.
                      >
                      > To plus czy minus naiwności? Wiesz, nie chciałbym się pomylić.

                      To zależy. Jak ktoś lubi cierpieć, stawiać sobie wygórowane cele, którym nie
                      sprosta...


                      > > Bo człowiek ma nieziszczalne i nierealne oczekiwania - tak wobec siebie ja
                      > k
                      > > i wobec innych.
                      >
                      > To pora zejść na ziemię.

                      Do mnie te słowa? Ja jestem na ziemi i dobrze mi z tym.


                      > > "Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono"
                      >
                      > To cytat z protokołu pokontrolnego NIK-u czy z jakiegoś bardziej
                      uduchowionego
                      > źródła?

                      Zofia Nałkowska "Medaliony".
                  • Gość: Przemek Re: Pewność IP: *.tele.pw.edu.pl 26.06.03, 14:19
                    jmx napisała:

                    >
                    > Naiwnośc daje pewność - cierpienia. Bo człowiek ma nieziszczalne i nierealne
                    > oczekiwania - tak wobec siebie jak i wobec innych.

                    Niekoniecznie tak. Raczej wysokie wymagania wobec siebie (calkiem realne!)
                    przenosi na innych, ktorzy nie potrafia stanac na wysokosci zadania. Wracajac
                    do przykladu z przysiega: sam jest w stanie sie z niej wywiazac i wywiazuje
                    sie - wobec tego oczekuje tego samego od partnera, co jest oczywista
                    naiwnoscia.
                    • jmx Re: Pewność 26.06.03, 16:17
                      Powiem Ci coś - nic tak nie boli jak urażona miłość własna i świadomość - "jak
                      mogłem/am tak zrobić?!". Z przekonania o własnej doskonałości wyrasta się
                      powoli i to bolesna nauka...
                      • Gość: Przemek Re: Pewność IP: *.tele.pw.edu.pl 26.06.03, 19:39
                        jmx napisała:

                        > Powiem Ci coś - nic tak nie boli jak urażona miłość własna i świadomość -
                        "jak
                        > mogłem/am tak zrobić?!".

                        "Tak" to znaczy jak? Zle, niegodnie? Recepta jest prosta - nalezy unikac
                        postepkow, po ktorych chce sie rzygac widzac swoja gebe w lustrze.

                        Czasem wydaje mi sie, ze niektorzy ludzie sa wyjatkowo odporni na torsje
                        wywolane nieczystym sumieniem. Jutro ide do sadu jako obwiniony o spowodowanie
                        kolizji, w wyniku klamliwych zeznan rzeczywistego sprawcy wypadku i jego
                        kolesia (cofali swoj pojazd, najechali na moj stojacy, a potem zgodnie
                        oswiadczyli, ze... to ja najechalem na nich z tylu!). Zwrocilem sie do sprawcy
                        cytatem "nie mow falszywego swiadectwa przeciw blizniemu swemu", a ten
                        odpowiedzial... ze jest niewierzacy i jego to nie dotyczy. O tempora, o mores!

                        > Z przekonania o własnej doskonałości wyrasta się
                        > powoli i to bolesna nauka...

                        Zdaje sie ze mylisz slowo "doskonalosc" ze slowem "elementarna przyzwoitosc".
                        Z elementarnej przyzwoitosci lepiej nie wyrastac - i z przekonania o niej takze.


                        >
                        • jmx Re: Pewność 26.06.03, 21:28
                          "Należy unikać" - święte słowa. Tylko, niestety, nie da się czasem uniknąc
                          złego. Czasem złe dla kogoś jest dobrem dla nas. A czasem można komuś zrobić
                          krzywdę niechcący, nieświadomie. Chciało się dobrze a wyszło...


                          > Zdaje sie ze mylisz slowo "doskonalosc" ze slowem "elementarna przyzwoitosc".
                          > Z elementarnej przyzwoitosci lepiej nie wyrastac - i z przekonania o niej
                          takze.
                          Nie, nie mylę. Dostrzegam różnicę pomiędzy stwierdzeniem "nigdy tego nie
                          zrobię" a "będę się starał do tego nie dopuścić".
                          To pierwsze to dla mnie doskonałość, to drugie - przyzwoitość.
                          • Gość: Przemek Re: Pewność IP: *.tele.pw.edu.pl 27.06.03, 18:13
                            jmx napisała:

                            > "Należy unikać" - święte słowa. Tylko, niestety, nie da się czasem uniknąc
                            > złego.

                            Pisze "nalezy unikac" - to znaczy ze nie mam na mysli rzeczy niemozliwych do
                            unikniecia.

                            > Czasem złe dla kogoś jest dobrem dla nas.

                            Bylbym bardzo ostrozny przy wypowiadaniu takich sadow. Wszystko zalezy od tego,
                            jak dazymy do tego naszego dobra. Przyklad: jest jedna posada i 2 kandydatow -
                            jesli wygram bo bylem lepszy, to nie ma powodow do wyrzutow sumienia, jesli
                            wygram, bo "podlozylem swinie", to powinienem sie wstydzic.


                            >A czasem można komuś zrobić
                            > krzywdę niechcący, nieświadomie. Chciało się dobrze a wyszło...

                            Jest wielka roznica miedzy dzialaniem z premedytacja, a niechcacy. Np.
                            morderstwo i potracenie pieszego. Wyrzuty sumienia tez powinny byc adekwatne do
                            winy.

                            > Nie, nie mylę. Dostrzegam różnicę pomiędzy stwierdzeniem "nigdy tego nie
                            > zrobię" a "będę się starał do tego nie dopuścić".
                            > To pierwsze to dla mnie doskonałość, to drugie - przyzwoitość.
                            >

                            Jesli chodzi o dzialania zaplanowane to nie ma roznicy miedzy "nie zrobie"
                            a "bede sie staral". Jesli sie rzeczywiscie starasz to nie zrobisz. Problem
                            jest w dzialaniach "niechcacy".
                            Np. jesli postanowie, ze nie zamorduje, nie zdradze, itd. to tego nie zrobie.
                            Nie moge jednak powiedziec ze nigdy nie przyczynie sie do smierci czlowieka, bo
                            nastepnego dnia moge przejechac pieszego.
                • beton-stal Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 26.06.03, 12:40
                  Gość portalu: Przemek napisał(a):

                  > Jak ja lubie takie argumenty... Zycie jest takie, jakim my je tworzymy.

                  Ja tak napisałem? Gdzie? Kiedy?

                  > Jesli bedziesz chcial dotrzymac przysiegi, to jej dotrzymasz.

                  Jasne. Ale druga strona może być mniej wytrwała. I trzeba się z tym liczyć.
                  Ryzyko jest wkalkulowane w związek, w miłość itp., co zresztą dodaje całości
                  odrobiny pikanterii.

                  > Jesli podejmiesz decyzje, by ja zlamac, to odium spada na Ciebie. To samo
                  > dotyczy wspolmalzonka.

                  Mogę zapisać do sztambucha to wiekopomne odkrycie?

                  > Wszyscy naiwni i nie wszyscy nienaiwni. A wiec naiwnosc cos jednak jest
                  > warta - daje pewnosc, podczas gdy nienaiwnosc jedynie szanse na zachowanie
                  > czystego sumienia.

                  Głębia twych przemyśleń powala mnie z nóg i rozorywa mi serce wraz z mózgiem.
                  I jaką to pewność daje ci naiwność? Że znowu dałeś się wyrolować?
                  • Gość: Przemek Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? IP: *.tele.pw.edu.pl 26.06.03, 14:14
                    beton-stal napisał:

                    > Gość portalu: Przemek napisał(a):
                    > Jak ja lubie takie argumenty... Zycie jest takie, jakim my je tworzymy.
                    >
                    > Ja tak napisałem? Gdzie? Kiedy?

                    Napisales: "Ale wiem, że życie to nie bajka i wszystko się może wydarzyć"
                    Jest to argument z serii (jak to sam okresliles) do d..., bo zycie jest wlasnie
                    takie, jakim my go tworzymy. To my, ludzie, decydujemy, czy jest "bajka" czy
                    pieklem.
                    >
                    > Jasne. Ale druga strona może być mniej wytrwała. I trzeba się z tym liczyć.
                    > Ryzyko jest wkalkulowane w związek, w miłość itp., co zresztą dodaje całości
                    > odrobiny pikanterii.

                    Dziekuje za taka pikanterie... Kojarzy sie z rosyjska ruletka.

                    >
                    > > Jesli podejmiesz decyzje, by ja zlamac, to odium spada na Ciebie. To samo
                    > > dotyczy wspolmalzonka.
                    >
                    > Mogę zapisać do sztambucha to wiekopomne odkrycie?

                    Dla wielu jest to rzeczywiscie odkrycie :-) - bo nie traktuja oni czlowieka jak
                    istote rozumna i odpowiedzialna za swoje czyny. Przyswieca im wizja czlowieka
                    miotanego namietnosciami, nad ktorymi nie jest w stanie zapanowac, w zwiazku z
                    czym mozna go zawsze usprawiedliwic i zwolnic z odpowiedzialnosci. Taka wizja
                    czlowieka jest mi obca.

                    >
                    > Głębia twych przemyśleń powala mnie z nóg i rozorywa mi serce wraz z mózgiem.

                    Powyzsze zdanie jest calkowicie "niemerytoryczne", wobec czego nie bede sie do
                    niego ustosunkowywal.

                    > I jaką to pewność daje ci naiwność? Że znowu dałeś się wyrolować?

                    Pewnosc, ze ja nikogo nie wyroluje - to sie bardziej liczy.

                    Tak naprawde to jestem naiwny, ale nie bezgranicznie, ucze sie na bledach :-)
                    • beton-stal Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 26.06.03, 15:53
                      Gość portalu: Przemek napisał(a):

                      > Napisales: "Ale wiem, że życie to nie bajka i wszystko się może wydarzyć"

                      Tak. Napisałem tyle i nic więcej. I proszę na przyszłość nie wkładać mi w usta
                      słów, których nie wypowiedziałem.

                      > Jest to argument z serii (jak to sam okresliles) do d..., bo zycie jest
                      > wlasnie takie, jakim my go tworzymy. To my, ludzie, decydujemy, czy
                      > jest "bajka" czy pieklem.

                      Kolego, to, że życie swoje w całości wykuwasz "własnymy ręcamy", to twój
                      argument, więc jeśli wyciągasz z niego jakieś wnioski, to z łaski swej nie
                      mów, że są to moje przemyślenia.
                      Ad rem - pisząc, że życie to nie bajka, miałem na myśli, że bez względu na to,
                      kto, kiedy, jak i gdzie, chce swoje życie kontrolować (albo już kontroluje),
                      owo życie jest nieprzewidywalne. I czy jesteś naiwny, czy - nie, powinieneś
                      się z tym liczyć.

                      > Dziekuje za taka pikanterie... Kojarzy sie z rosyjska ruletka.

                      Kto nie rzyzykuje, ten nie wygrywa. Ja na przykład nie grywam w rosyjską
                      ruletkę (jak również w chińską, norweską czy kenijską), więc omija mnie ryzyko
                      utraty życia, ale i satysfakcja ze stawiania czoła śmierci. Ot, życie.

                      > Dla wielu jest to rzeczywiscie odkrycie :-) - bo nie traktuja oni czlowieka
                      > jak istote rozumna i odpowiedzialna za swoje czyny. Przyswieca im wizja
                      > czlowieka miotanego namietnosciami, nad ktorymi nie jest w stanie zapanowac,
                      > w zwiazku z czym mozna go zawsze usprawiedliwic i zwolnic z
                      > odpowiedzialnosci. Taka wizja czlowieka jest mi obca.

                      Mnie nie. Życie mnie tego nauczyło.
                      Możesz to zapisać do swojego pamiętnika.

                      > Powyzsze zdanie jest calkowicie "niemerytoryczne", wobec czego nie bede sie
                      > do niego ustosunkowywal.

                      Czemu jesteś taki zimny i niewyluowany?

                      > Pewnosc, ze ja nikogo nie wyroluje - to sie bardziej liczy.

                      Naprawdę jesteś tego w 100% pewien? Możesz z ręką na sercu (albo innym
                      organie, jak wolisz) przysiąc, że nigdy i nikomu nie zrobisz wbrew?

                      > Tak naprawde to jestem naiwny, ale nie bezgranicznie, ucze sie na bledach :-)

                      To mi zadałeś klina, bo dla mnie właśnie uczenie się na własnych błędach jest
                      dowodem bycia nie-naiwnym.
                      • Gość: Przemek Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? IP: *.tele.pw.edu.pl 26.06.03, 19:26
                        beton-stal napisał:

                        > Ad rem - pisząc, że życie to nie bajka, miałem na myśli, że bez względu na
                        to,
                        > kto, kiedy, jak i gdzie, chce swoje życie kontrolować (albo już kontroluje),
                        > owo życie jest nieprzewidywalne. I czy jesteś naiwny, czy - nie, powinieneś
                        > się z tym liczyć.

                        Z tym sie moge zgodzic.

                        > > .......nie traktuja oni czlowieka
                        > > jak istote rozumna i odpowiedzialna za swoje czyny. Przyswieca im wizja
                        > > czlowieka miotanego namietnosciami, nad ktorymi nie jest w stanie zapanowa
                        > c,
                        > > w zwiazku z czym mozna go zawsze usprawiedliwic i zwolnic z
                        > > odpowiedzialnosci. Taka wizja czlowieka jest mi obca.
                        >
                        > Mnie nie. Życie mnie tego nauczyło.
                        > Możesz to zapisać do swojego pamiętnika.

                        Mozemy w tej sytuacji podpisac protokol rozbieznosci - i tyle.

                        >
                        > Czemu jesteś taki zimny i niewyluowany?

                        Bo nie dalem sie sprowokowc do "pyskowki"?

                        >
                        > > Pewnosc, ze ja nikogo nie wyroluje - to sie bardziej liczy.
                        >
                        > Naprawdę jesteś tego w 100% pewien?

                        Jesli zostane naiwny (a o tym dyskutujemy) - to tak.
                        Ale z tej mojej naiwnosci juz tak wiele nie zostalo - moze bardziej sie nia
                        przechwalam, niz praktykuje :-)

                        >
                        > > Tak naprawde to jestem naiwny, ale nie bezgranicznie, ucze sie na bledach
                        >
                        > To mi zadałeś klina, bo dla mnie właśnie uczenie się na własnych błędach jest
                        > dowodem bycia nie-naiwnym.

                        Naiwny jestem a priori - jak poprosisz mnie o pozyczke, to Ci pozycze (jak bede
                        mial z czego - dzis nie probuj, bo corka zabrala cala "kase" i pojechala nad
                        morze :-). Ale jak nie oddasz, to drugi raz Ci juz nie pozycze - bo ucze sie na
                        bledach.

                        • beton-stal Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 30.06.03, 14:01
                          Gość portalu: Przemek napisał(a):

                          > > Ad rem - pisząc, że życie to nie bajka, miałem na myśli, że bez względu na
                          > > to, kto, kiedy, jak i gdzie, chce swoje życie kontrolować (albo już
                          > > kontroluje), owo życie jest nieprzewidywalne. I czy jesteś naiwny, czy -\
                          > > nie, powinieneś się z tym liczyć.
                          >
                          > Z tym sie moge zgodzic.

                          Cieszę się, bo to właśnie kwintesencja realizmu życiowego.

                          > Mozemy w tej sytuacji podpisac protokol rozbieznosci - i tyle.

                          Czy to by nie wyrachowanie? Człowiek naiwny chyba wierzy, że przekona wreszcie
                          swojego dyksutanta.

                          > Bo nie dalem sie sprowokowc do "pyskowki"?

                          Nie. Bo czasem bije od ciebie taka nudna świętoszkowata powaga.

                          > Jesli zostane naiwny (a o tym dyskutujemy) - to tak.

                          To gratuluję. Zawsze, kiedy słyszę kogoś tak jak ty przekonanego o swojej
                          poprawności (szeroko rozumianej), to dla mnie sygnał, aby takiej osobie nie
                          wierzyć. Bo ja nie mogę powiedzieć, że nigdy nikomu nie zrobię nic złego.

                          > Ale z tej mojej naiwnosci juz tak wiele nie zostalo - moze bardziej sie nia
                          > przechwalam, niz praktykuje :-)

                          To pytanie raczej nie do mnie.

                          > Naiwny jestem a priori - jak poprosisz mnie o pozyczke, to Ci pozycze (jak
                          > bede mial z czego - dzis nie probuj, bo corka zabrala cala "kase" i
                          > pojechala nad morze :-). Ale jak nie oddasz, to drugi raz Ci juz nie
                          > pozycze - bo ucze sie na bledach.

                          I ja bym zrobił to samo. Więc gdzie tu naiwność? Przecież to jest typowe
                          trzymanie się ziemi i niebujanie w obłokach. Czy wyrachowanie? Po trosze, ale
                          przede wszystkim - realizm.
                          • Gość: Przemek Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? IP: *.tele.pw.edu.pl 01.07.03, 15:32
                            beton-stal napisał:

                            > > Mozemy w tej sytuacji podpisac protokol rozbieznosci - i tyle.
                            >
                            > Czy to by nie wyrachowanie? Człowiek naiwny chyba wierzy, że przekona
                            wreszcie
                            > swojego dyksutanta.

                            Rzeczywiscie juz niewiele zostalo z mojej naiwnosci... a cieszylem sie kiedys
                            opinia "najbardziej naiwnego na roku".

                            >
                            > Nie. Bo czasem bije od ciebie taka nudna świętoszkowata powaga.

                            Bronie pewnych wartosci, co nie wszystkim moze byc w smak. Jesli jestem przy
                            tym nudny, to chetnie dolicze to do rachunku.

                            > Bo ja nie mogę powiedzieć, że nigdy nikomu nie zrobię nic złego.
                            >

                            Tez nie moge, jesli chodzi o dzialania pod wplywem chwilowego impulsu. Np.
                            gdybym byl wczoraj przy tym, jak mojej corce jakis dran wyrwal z reki telefon
                            komorkowy, to w pierwszym odruchu rzucilbym sie na niego, co mogloby sie
                            skonczyc uszkodzeniem ciala. Po zlapaniu drania, jednak bym juz go nie uderzyl.

                            Z naiwnosci zostalo mi to nieustajace zdziwienie: Dlaczego ktos obrabowal moja
                            corke? Dlaczego kierowca ciezarowki, po spowodowaniu stluczki, klamliwie
                            oskarzyl mnie o sprawstwo? Dlaczego ktos, kto przysiega wiernosc, nagle
                            oswiadcza, ze go to nie obowiazuje, bo "jest teraz innym czlowiekiem"? (to
                            ostatnie proponuje zastosowac w banku: wziac kredyt a potem szybko "stac sie
                            innym czlowiekiem" :-))

                            • Gość: gb Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? IP: *.toya.net.pl 01.07.03, 18:07
                              Optymistyczne jest to, że ci, którzy maja całkiem przyzwoite podejście do
                              życia, jeszcze się kłócą o to, który ma lepsze :)))
                            • beton-stal Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 02.07.03, 10:24
                              Gość portalu: Przemek napisał(a):

                              > Rzeczywiscie juz niewiele zostalo z mojej naiwnosci... a cieszylem sie
                              > kiedys opinia "najbardziej naiwnego na roku".

                              A czym to się objawiało? Pytam, dlatego że niektóre twoje wypowiedzi świadczą
                              o realistycznym i rozsądnym podejściu do życia. Może po prostu dojrzałeś
                              emocjonalnie? Ale to powód do radości raczej niż do smutku. Wiem, o czym
                              mówię, bo sam kiedyś przejawiałem bardzo idealistyczne podejście do
                              rzeczywistości.

                              > Bronie pewnych wartosci, co nie wszystkim moze byc w smak. Jesli jestem przy
                              > tym nudny, to chetnie dolicze to do rachunku.

                              Powiem szczerze - trochę nudne i przesadzone wydaje mi się stawianie naiwności
                              na świętym piedestale.

                              > Tez nie moge, jesli chodzi o dzialania pod wplywem chwilowego impulsu. Np.
                              > gdybym byl wczoraj przy tym, jak mojej corce jakis dran wyrwal z reki
                              > telefon komorkowy, to w pierwszym odruchu rzucilbym sie na niego, co mogloby
                              > sie skonczyc uszkodzeniem ciala. Po zlapaniu drania, jednak bym juz go nie
                              > uderzyl.

                              Skąd ta pewność, Ojcze Święty? Nie mam dzieci, ale sądzę, że gdyby ktoś robił
                              krzywdę mojemu dziecku, to trudno byłoby mi się pohamować.

                              > Z naiwnosci zostalo mi to nieustajace zdziwienie: Dlaczego ktos obrabowal
                              > moja corke? Dlaczego kierowca ciezarowki, po spowodowaniu stluczki,
                              > klamliwie oskarzyl mnie o sprawstwo? Dlaczego ktos, kto przysiega wiernosc,
                              > nagle oswiadcza, ze go to nie obowiazuje, bo "jest teraz innym czlowiekiem"?
                              > (to ostatnie proponuje zastosowac w banku: wziac kredyt a potem szybko "stac
                              > sie innym czlowiekiem" :-))

                              Bo trudniej jest uczciwie pracować niż być bandytą. Trudniej jest przyznać się
                              do błędu niż kłamać. Trudniej jest wreszcie zadać sobie wysiłek i spróbować
                              zrozumieć uczucia innej osoby niż powiedzieć: "to nie mój problem". A ludzie z
                              reguły wolą łatwiejsze rozwiązania.
                              • Gość: Przemek Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? IP: *.tele.pw.edu.pl 03.07.03, 17:22
                                beton-stal napisał:

                                >... a cieszylem sie
                                > > kiedys opinia "najbardziej naiwnego na roku".
                                >
                                > A czym to się objawiało?

                                Chyba w dawaniu wiary wypowiedziom kolegow. Cos z tego musialo pozostac, bo
                                jeszcze dzis koledzy z pracy potrafia mnie przywitac rewelacja tylu "cofneli
                                dotacje, nie bedzie wyplaty", ja zaczynam "bluzgac", a koledzy sie ciesza w
                                duchu. Oczywiscie po chwili okazuje sie, ze nic takiego nie nastapilo.
                                Jednak coraz trudniej jest mnie przylapac na latwowiernosci.

                                > Powiem szczerze - trochę nudne i przesadzone wydaje mi się stawianie
                                naiwności
                                > na świętym piedestale.

                                Byc moze inaczej rozumiemy naiwnosc. Wg mnie naiwny to taki, ktory dziwi sie,
                                jak ktos postapi niegodnie, a nienaiwny dziwi sie, jak ktos sie zachowa
                                przyzwoicie.

                                > Skąd ta pewność, Ojcze Święty? Nie mam dzieci, ale sądzę, że gdyby ktoś robił
                                > krzywdę mojemu dziecku, to trudno byłoby mi się pohamować.
                                >
                                Byc moze moglbym zabic pod wplywem impulsu w obronie dziecka, nawet mienia (w
                                znaczeniu polskim i rosyjskim :-), ale nie wyobrazam sobie, ze zblizam sie do
                                zlapanego i zwiazanego i z zimna krwia podrzynam mu gardlo.

                                > A ludzie z
                                > reguły wolą łatwiejsze rozwiązania.

                                Tez lubie isc na latwizne, ale nie cudzym kosztem.
                                • beton-stal Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 04.07.03, 11:33
                                  Gość portalu: Przemek napisał(a):

                                  > Chyba w dawaniu wiary wypowiedziom kolegow. Cos z tego musialo pozostac, bo
                                  > jeszcze dzis koledzy z pracy potrafia mnie przywitac rewelacja tylu "cofneli
                                  > dotacje, nie bedzie wyplaty", ja zaczynam "bluzgac", a koledzy sie ciesza w
                                  > duchu. Oczywiscie po chwili okazuje sie, ze nic takiego nie nastapilo.
                                  > Jednak coraz trudniej jest mnie przylapac na latwowiernosci.

                                  Cóż, jesteś łatwowierny, ale czy naiwny? Naiwny to ktoś, komu przy
                                  podejmowaniu mniej lub bardziej ważnych decyzji życiowych można wmówić
                                  wszystko. Każdy co jakiś czas daje się nabrać na czyjś mądry bądź głupi kawał,
                                  ale każdy powinien biorąc dużą pożyczkę przeczytać umowę przed podpisaniem
                                  albo nawet wziąć jej niepodpisany tekst i pokazać komuś, komu ufa. A niestety
                                  znam ludzi, którzy najpierw podpisują, potem czytają, a na końcu - myślą. A
                                  potem twierdzą, że ten pan od umowy mówił, że wszystko będzie dobrze, żeby się
                                  nie martwić, że ta umowa to tylko formalność bez znaczenia itp. To jest
                                  nawiność.

                                  > Byc moze inaczej rozumiemy naiwnosc. Wg mnie naiwny to taki, ktory dziwi
                                  > sie, jak ktos postapi niegodnie, a nienaiwny dziwi sie, jak ktos sie zachowa
                                  > przyzwoicie.

                                  Rzeczywiście, inaczej rozumiemy naiwność.

                                  > Byc moze moglbym zabic pod wplywem impulsu w obronie dziecka, nawet mienia
                                  > (w znaczeniu polskim i rosyjskim :-), ale nie wyobrazam sobie, ze zblizam
                                  > sie do zlapanego i zwiazanego i z zimna krwia podrzynam mu gardlo.

                                  Toteż ja nic nie wspominałem od razu o podrzynaniu gardła. Chodziło mi o to,
                                  że nie potrafię powiedzieć, że w sytuacji kryzysowej zachowam się tak i tak.

                                  > Tez lubie isc na latwizne, ale nie cudzym kosztem.

                                  Dlatego nie jesteś bandytą. Ja również.
                                  • Gość: Przemek Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? IP: *.tele.pw.edu.pl 05.07.03, 19:54
                                    beton-stal napisał:

                                    >
                                    > Rzeczywiście, inaczej rozumiemy naiwność.

                                    To niech bedzie, ze jestem latwowierny i raczej przychylnie nastawiony do
                                    kazdego (poki sie na nim nie zawiode).

                                    > Chodziło mi o to,
                                    > że nie potrafię powiedzieć, że w sytuacji kryzysowej zachowam się tak i tak.
                                    >

                                    Masz racje. Pod wielkim naciskiem czlowiek moze sie ugiac i postapic wbrew
                                    sobie.
                                    • beton-stal Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 09.07.03, 09:42
                                      Gość portalu: Przemek napisał(a):

                                      > To niech bedzie, ze jestem latwowierny i raczej przychylnie nastawiony do
                                      > kazdego (poki sie na nim nie zawiode).

                                      To niemal jak ja. Może nie jestem łatwowierny, ale udzielam na dzień dobry
                                      kredytu zaufania i sympatii.

                                      > Masz racje. Pod wielkim naciskiem czlowiek moze sie ugiac i postapic wbrew
                                      > sobie.

                                      Nie w tym rzecz. Waląc po łbie bandytę, który atakuje twoje dziecko, nie
                                      działasz wbrew sobie. Inaczej musiałbyś przyznać, że w głębi ducha wolałbyś
                                      tłuc swoje dziecko.
                                      • Gość: Przemek Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? IP: *.tele.pw.edu.pl 09.07.03, 12:27
                                        beton-stal napisał:

                                        >> Pod wielkim naciskiem czlowiek moze sie ugiac i postapic wbrew sobie.
                                        >
                                        > Nie w tym rzecz. Waląc po łbie bandytę, który atakuje twoje dziecko, nie
                                        > działasz wbrew sobie.

                                        Myslalem o innych sytuacjach. Np. o kompromisach, w ktore sie czlowiek wikla
                                        chcac przezyc w systemie totalitarnym. Nawet tacy "krysztalowi" ludzie jak
                                        Herbert, stawiali sie na wezwanie w ubecji i odpowiadali uprzejmie na pytania,
                                        zeby dostac paszport, zamiast huknac juz z progu "Wy pacholki moskiewskie!" :-)
                                        • beton-stal Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 09.07.03, 15:54
                                          Gość portalu: Przemek napisał(a):

                                          > Myslalem o innych sytuacjach. Np. o kompromisach, w ktore sie czlowiek wikla
                                          > chcac przezyc w systemie totalitarnym. Nawet tacy "krysztalowi" ludzie jak
                                          > Herbert, stawiali sie na wezwanie w ubecji i odpowiadali uprzejmie na
                                          > pytania, zeby dostac paszport, zamiast huknac juz z progu "Wy pacholki
                                          > moskiewskie!" :-)

                                          Rozumiem, ale to już nie jest kwestia naiwności, tylko działania pod presją
                                          siły wyższej. Choć znajdą się szaleńcy, którzy będą twierdzić, że nawet w
                                          takich okolicznościach należy zrobić to i tamo. Ciekawe, jak sami by się
                                          zachowali w takiej sytuacji...
                                          • Gość: Przemek Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? IP: *.tele.pw.edu.pl 10.07.03, 18:42
                                            beton-stal napisał:

                                            > Choć znajdą się szaleńcy, którzy będą twierdzić, że nawet w
                                            > takich okolicznościach należy zrobić to i tamo. Ciekawe, jak sami by się
                                            > zachowali w takiej sytuacji...

                                            Sa ludzie, ktorzy potrafili "sie zachowac" i w gorszych sytuacjach. Np. niejaki
                                            Maksymilian Kolbe. Ja jednak do takiej kategorii ludzi nie naleze...
                                            • beton-stal Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 11.07.03, 10:45
                                              Gość portalu: Przemek napisał(a):

                                              > Sa ludzie, ktorzy potrafili "sie zachowac" i w gorszych sytuacjach. Np.
                                              > niejaki Maksymilian Kolbe.
                                              > Ja jednak do takiej kategorii ludzi nie naleze...

                                              Ja również, ale to naprawdę nie ma nic wspólnego z naiwnością.
                                              • Gość: Przemek Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? IP: *.tele.pw.edu.pl 11.07.03, 14:37
                                                beton-stal napisał:


                                                >
                                                > ...ale to naprawdę nie ma nic wspólnego z naiwnością.

                                                Fakt, nie utrzymalem sie, moim zwyczajem, w temacie.
                                                Chyba wypada zakonczyc dyskusje, rowniez z powodu mojego wyjazdu.
                                                Pozdr.
                                                • beton-stal Re: Leczenie? Balsam na porost duszy? 14.07.03, 13:59
                                                  Gość portalu: Przemek napisał(a):

                                                  > Chyba wypada zakonczyc dyskusje, rowniez z powodu mojego wyjazdu.

                                                  Szerokiej drogi!
    • Gość: Martyna Re: naiwność IP: *.proxy.aol.com 24.06.03, 18:16
      Gość portalu: czarownica napisał(a):

      > ostatnio usłyszałam od zanjomego, ze jestem naiwna
      > czy to można "leczyć"?
      > jak mam żyć, żeby sobie nie zaszkodzić?


      A czy on to powiedzial po jakijes sytuacji czy Twojej uwadze, czy tak
      generalnie? Warto by sie przyjrzec ktore z Twoich zachowan sa naiwne.
      I poza tym nie jest za dobrze myslec o sobie jestem naiwna , bo naiwnaosc nie
      jest Toba. Moze zachowujesz sie czasami naiwnie ale nie Ty jestes wiecej niz
      tylko naiwnoscia .Wiele osob tk mysli ale schemat a takiego myslenia :
      jestem naiwna czy
      jestem... plus cecha jest nieprecyzyjne i toksyczne dla naszych emocji.
      • lallka Re: naiwność 24.06.03, 18:28
        naiwnosc czesto szkodzi w zyciu, czasem pomaga, ale z tego nie da sie wyleczyc.
        podobnie jak z innych "chorob"
    • komandos57 W Tworkach 02.07.03, 14:01
      Kuracja orczykiem po chrapach.
    • Gość: Imagine Re: naiwność IP: *.unl.edu 11.07.03, 15:43
      Gość portalu: czarownica napisał(a):

      > ostatnio usłyszałam od zanjomego, ze jestem naiwna
      > czy to można "leczyć"?
      > jak mam żyć, żeby sobie nie zaszkodzić?
      mam takie dziwne przeczucie, ze leczyc to sie powinien twoj znajomy.
      a ty ufaj tak jak dawniej. masz brylant w srodku.
      Pozdr, Imagine.
      • lallka2 Re: naiwność 11.07.03, 19:53
        > Gość portalu: czarownica napisał(a):
        >
        > > ostatnio usłyszałam od zanjomego, ze jestem naiwna
        > > czy to można "leczyć"?
        > > jak mam żyć, żeby sobie nie zaszkodzić?
        > mam takie dziwne przeczucie, ze leczyc to sie powinien twoj znajomy.
        > a ty ufaj tak jak dawniej. masz brylant w srodku.
        > Pozdr, Imagine.
        na dobre ta ufnosc jej nie wychodzi. juz nie wie, kto jest kim i co mysli.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka