Dodaj do ulubionych

moją partnerkę "męczy życie"

01.09.07, 23:26
Witam,
Mam problem ze związkiem - nie wiem co dalej. Moja partnerka na
początku wydawała się ciepłą, pogodną dziewczyną. Kiedy ją lepiej
poznałem okazało się, że ma ogromne problemy egzystencjalne. Wieczne
depresje, chandry, złe nastroje, płacze itd. Z największej dupereli
potrafi zrobić nie wiadomo jaki dramat. I to nie jest taki stan jak
ma większosc kobiet - od czasu do czasu sobie popłacze i jest OK.
Tak jak napisalem w tytule - męczy ją życie.
Staram się ją pocieszać, byc aniołem, ale z biegiem czasu widzę
że to wszystko zaczyna mnie przerastać.Sam powoli zaczynam miec
dołki, zeby nie powiedziec depresje. Nie chcę być egoistą, typową
męską swinia, ktora ja cos "nie halo" to odrazu ucieka. Jednak czuje
ze niedługo będę musial, bo inaczej oboje pojdziemy na dno -
bedziemy zrzędzącymi wrakami emocjonalnymi.
Stad moje pytanie: mozna normalnie zyc z taką osobą?
Obserwuj wątek
    • asidoo Re: moją partnerkę "męczy życie" 01.09.07, 23:42
      Normalnie to chyba się nie da...
      Niech ona się leczy, bo ma depresję i jak się polepszy jej stan, związek też się
      wam polepszy. Póki nie masz jej kompletnie dość...
    • solaris_38 Re: moją partnerkę "męczy życie" 02.09.07, 00:06
      partnera nie szuka sie aby sie dla niego poświęcać
      lecz aby być obdarowanym i obdarować
      raz sie więcej bierze raz daje wszystko potrzebne

      na pewno warto walczyć ale obie strony muszą tego chcieć
      może pomoże jej terapia u dobrego psychiatry

      znasz już jej dobra i słabą stronę

      sam decyduj czy z nia być
      egoistycznie decyduj
      czasem z egoizmu warto sprawdzić sie w walce tak jak i my chcielibyśmy aby o nas
      walczono



      ja chcuiałbym aby mój facet był ze mna z egoistycznych względów
      • jan_stereo Re: moją partnerkę "męczy życie" 02.09.07, 00:08
        solaris_38 napisała:

        > ja chciałabym aby mój facet był ze mna z egoistycznych względów

        a sa jakies inne wzgledy bycia z kims niz egoistyczne ?
        • solaris_38 Re: moją partnerkę "męczy życie" 02.09.07, 18:09
          niestety szczególnie u kobiet tak
      • miss_gabi Re: moją partnerkę "męczy życie" 05.09.07, 22:31
        NIestety ja tez mialam okazje byc w zwiazku z taka osoba, ale w
        wersij meskiej. Ostatecznie zrezygnowalam, bo przerazala mnie wizja
        dozywotnich dolow, apatii. Te chandry wynikaly z tego ze tak de
        facto on nie akceptowal siebie i chyba anwet siebie nie lubil. I bez
        wzlegu na moje zabiegi zdania nie zmienil. Prawda jest taka ze
        dopoki twoja dziewczyna sama siebie nie polubi i ludzi ogolem, to
        marna szansa na zbudowanie trwalego zwiazku. ale powodzenia!
    • fale_morskie Re: moją partnerkę "męczy życie" 02.09.07, 03:08
      Jeżeli, ona nawet z "dupereli" robi dramat, to dla niej jest to
      dramat. Porozmawiaj z nią o tym, kiedy to wszystko się zaczęło; co
      tak naprawdę ją denerwuje (może być tak, że zdenerwuje ją budzik,
      który dzwoni nie wporę a w rzeczywistości, boi się iść do pracy).
      Coś większego, musi się kryć za jej nastrojami.
    • funstein Re: moją partnerkę "męczy życie" 02.09.07, 09:21
      powiedz jej ze masturbacja ja wykonczy.
      niech ona sie zakocha w jakims czlowieku a nie wiecznie
      odmawia rozaniec.
      No i niech czasem zje jakas rybke, zagryzie salata, nie boi sie wolowiny ani
      avokado.

      ma zaglodzony i roztrzepany mozg.
      • synvilla Re:Ale dostales odpowiedz?;)))) 02.09.07, 11:30
        Trudno cos ci konkretnego doradzic, gdy nie slyszy sie uwag z tej
        drugiej strony.
        Kobiety czesto miewaja depresje i rozne tam takie, gdy zyja w
        zwiazku, ktory im tak w glebi duszy nie odpowiada.
        Choc to nie musi byc przyczyna, ale w wielu takich wypadkach tak
        jest.
        Co Ty masz robic? Z tego co widze to powinienes ratowac siebie. To
        jest twoj obowiazek.
        ZOSTAW JA. I nie baw sie w swietego. Kosztem wlasnegoz drowia. Jest
        dorosla osoba wiec kiedys z tych problemow mozliwe, ze wyjdzie.
        Ale ty mysl o sobie, widac ona nie mysli o tobie.
        • fale_morskie Re:Ale dostales odpowiedz?;)))) 02.09.07, 12:40
          synvilla napisała:

          > Trudno cos ci konkretnego doradzic, gdy nie slyszy sie uwag z tej
          > drugiej strony.
          > Kobiety czesto miewaja depresje i rozne tam takie, gdy zyja w
          > zwiazku, ktory im tak w glebi duszy nie odpowiada.
          > Choc to nie musi byc przyczyna, ale w wielu takich wypadkach tak
          > jest.
          > Co Ty masz robic? Z tego co widze to powinienes ratowac siebie. To
          > jest twoj obowiazek.
          > ZOSTAW JA. I nie baw sie w swietego. Kosztem wlasnegoz drowia.
          Jest
          > dorosla osoba wiec kiedys z tych problemow mozliwe, ze wyjdzie.
          > Ale ty mysl o sobie, widac ona nie mysli o tobie.

          No wiesz?! Jak można kogoś tak zostawić? Najpierw, musi z nią
          porozmawiać, czy jej na nim zależy. Nie jej wina, że cierpi.
          Myślisz, że dorosły człowiek nie potrzebuje kogoś? Normalny człowiek
          żyje dla tych, których kocha - inaczej, albo wybiera śmierć, albo
          gorzknieje jak ja - niezbyt przyjemne perspektywy. Jeżeli, on
          odejdzie, zachowa się jak świnia na ubój, nadająca się jedynie do
          zaspokajania apetytów radosnych wcinających. Wyjątek - jeśli
          dziewczyna go nie kocha.
          • marcink_23 Re:Ale dostales odpowiedz?;)))) 02.09.07, 13:14
            Uwierz mi, ze czesto ludzie nie mogą ze sobą zyc, mimo ze sie nawet
            kochają. Zapytac czy jej zalezy? Oczywiscie, ze powie ze jej zalezy,
            ba nawet stwierdzi, ze beze mnie nie moze zyc i zginie (taki szantaz
            emocjonalny).
            Sytuacja nie jest taka prosta, rady niektorych- niech leczy depresje
            i bedzie ok nie maja najmniejszego sensu. Czesciowo jej stan jest
            spowodowany problemami zdrowotnymi, czesciowo brakiem przystosowania
            do zycia. Z tego co ma tak prawie od dziecka. Jej problemy czesto
            nie sa wyimaginowane, ale ja niestety nie potrafie jej pomoc w zaden
            sposob. Lekarze tym bardziej.
            Latwo powiedziec - "Jak można kogoś tak zostawić?". A teraz zadaj
            sobie pytanie: czy bylabys zyc z zwiazku w ktorym srednio raz na
            tydzien pada slowo "samobojstwo", w radosne chwile stanowia tylko
            ulamek, a wiekszosc to narzekanie, smutek, lzy itd. Byc 24h na dobe
            jednoosobowym pogotowiem terapeutycznym? Majac dwadziescia kilka lat
            zyc w perspektywie ze do konca zycia nie bedzie sie szczesliwym
            (niestety nie moge byc z nia szczesliwy).Gdybym byl np. 50-latkiem z
            25 letnim stazem malzenskim, i nagle cos by sie stalo to pewnie
            byloby mi latwiej, ale jestesmy dopiero od niedawna razem i czuje ze
            ten zwiazek nie na zadnych podstaw do istnienia. Ja rozumiem
            zwiazek, jako symbioze, w ktorej relacje biore/daje sa mniej wiecej
            podobne.
            • synvilla Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 13:23
              Widac,ze wpadles w chaos.
              Zostaw ta kobiete i zyj swoim zyciem. Nie musisz, a nawet nie
              powinienes miec z nia wyraznych skrupolow, ani wyrzutow sumienia.
              Na poczatku byla dobra i inna czyli co? oszukiwala? Czyli moze jak
              chce kontrolowac swoje stany psychiczne. Dlaczego teraz tego nie
              robi!
              Uciekaj zanim zaczniesz sam chorowac. Miej szacunek dla swojego
              zdrowia i zycia.
              • shangri.la Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 13:25
                Boże , jaka bezduszność.....
                Czy Ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, że któregoś dnia ktoś może tak samo postąpić z Tobą?
                • synvilla Re:Brawo shangari.la! 02.09.07, 13:35
                  shangri.la napisała:

                  > Boże , jaka bezduszność.....
                  > Czy Ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, że któregoś dnia ktoś
                  może tak samo pos
                  > tąpić z Tobą?
                  .........................
                  I tu sie zdecydowanie roznimy.

                  Nigdy, prze nigdy nie chcialabym, aby ktokolweik mi bliski, ktorego
                  kocham, cierpial przeze mnie, czy to z powodu mojej choroby, czy
                  czego innego losowego wydarzenia.Nie tak pojmuje milosc.
                  Takiej osobie daje jej osobista wolnosc. I wolny wybor, ale nigdy
                  bym nie mogla patrzec na sytuacje gdzie, ktos z mojego powodu
                  zaczyna chorowac i cierpiec.

                  Choroby psychiczne tez sa niebezpieczne dla otoczenia i innych
                  ludzi. One zarazaja. Niszcza psychike innych osob.To tak jakby
                  drugiej osobie nie powiedziec, mam chorobe zarazliwa, ktora moge i
                  ciebie zarazic.
                  czy to jest moralne, dojrzale i sluszne kierowac sie egoizmem?

                  ____________________
                  Moja teza + Twoja antyteza= Synteza.
                • marcink_23 Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 13:43
                  Podam, moze taki przyklad. Zwiazek w ktorym mezczyzna bije kobiete.
                  Jest cudownym, kochanym facetem. Ma ciezka prace, wraca zmeczony i
                  czasami tak po prostu ma. Potem przeprasza, ze to silniejsze od
                  niego, ze nie bedzie itd. Ot taki maly defekt. Kobieta chce go
                  zostawic, co jej powiesz? Co za bezdusznosc? Zostawic jak psa?
                  Przyklad moze troche przerysowany, ale ja czuje sie
                  podobnie.Toksyczny zwiazek ma wiele twarzy. Prawie codziennie
                  dziewczyna rani mnie emocjonalnie. Oczywiscie nie jest to celowe,
                  ale jakie to ma znaczenie.
                  • fale_morskie Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 14:02
                    Znaczna różnica. Jeżeli kobieta nie prowokuje mężczyzny, ten nie ma
                    prawa jej bić.
                    Wy cierpicie oddzielnie: ona ma swoją depresję, Ty uważasz jej
                    problemy za duperele i niby chcesz ją wspierać, ale sie wycofujesz.
                    To nie tak ma wyglądać! Jeśli, ją kochasz (naprawdę), musisz wykazać
                    dużo empatii i wyrozumiałości. Mów co czujesz, ale nie strasz
                    odejściem. Pamiętaj, że jesteś stroną silniejszą! Nie zmierzycie się
                    naraz, z całym "bólem egzystencjonalnym" - trzeba po trochu. W tej
                    sekundzie, coś ją dobije - pokaż jej, jak sobie z tym radzić, np.
                    ktoś powie jej coś przykrego - niech oleje tę osobę/ odpyskuje.
                    Skoro, nie umie żyć, to ją naucz. Ale, nawet samym straszeniem, że
                    odejdziesz, nauczysz ją tego, czego ja sie nauczyłam przez 20 lat
                    (moje opinie subiektywne).
                    • jan_stereo Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 14:06
                      fale_morskie napisała:

                      > Skoro, nie umie żyć, to ją naucz.

                      A jak facet nie jest nauczycielem zycia i nie potrafi jej tego nauczyc, to co wowczas ?
                      • fale_morskie Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 14:10
                        Jeżeli, ktoś naprawdę kocha, to będzie wiedział, co robić.
                        Wystarczy, że wyłączy rozsądek, który zawsze mówi: "Nie ma co
                        wydoić, to uciekaj!". Ale, większość, obiecuje "na dobre i na złe" i
                        liczy, tylko na dobre.
                        • jan_stereo Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 14:14
                          fale_morskie napisała:

                          > Jeżeli, ktoś naprawdę kocha, to będzie wiedział, co robić.
                          > Wystarczy, że wyłączy rozsądek, który zawsze mówi: "Nie ma co
                          > wydoić, to uciekaj!". Ale, większość, obiecuje "na dobre i na złe" i
                          > liczy, tylko na dobre.

                          A jesli jej nie kocha, to co ? Po drugie z milosci wcale nie plynie madrosc jak pomoc innym, inaczej ofiary wypadkow leczono by miloscia zamiast wykonywac skomplikowane operacje. Co wiecej, nikt tu nie obiecywal na dobre i na zle,przypominam. Ja bym zapytal, potrafisz jej pomoc,jesli nie, to sie od niej odwal, a jak tak, to zostan i pomagaj,ale on nie potrafi, to co mu wmawiacie jakies idiotyzmy.
                          • fale_morskie Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 14:21
                            Skoro, jej nie kocha, to po co jej robił nadzieję przez ten czas?
                            Aby, zaspokoić swoje potrzeby, bo taka dobra się wydawała? W takich
                            sytuacjach, najlepiej pomagają osoby bliskie. Nie wiem, czy
                            umiałabym jej pomóc teraz. Najgorsze tragedie w życiu człowieka, to:
                            śmierć bliskiej osoby i nieszczęśliwa miłość. Gdybym ją znała i
                            miała z nią kontakt, to może bym pomogła. Ale, i tak, była by inna.
                            I to bardzo! Tyle, że by żyła, rozwijała się, ale...
                            Niektórzy ludzie nie sa zdolni NIKOGO wspierać, więc niech tacy się
                            odwalą od porządnych ludzi.
                            • jan_stereo Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 14:28
                              fale_morskie napisała:

                              > Skoro, jej nie kocha, to po co jej robił nadzieję przez ten czas?

                              On ja poznawal dopiero, Ty uwazasz ze sie kocha ludzi od pierwszego spojrzenia ?

                              > Niektórzy ludzie nie sa zdolni NIKOGO wspierać, więc niech tacy się
                              > odwalą od porządnych ludzi.

                              Co nie jest ich wina, tak samo jak brak zdolnosci do matematyki wyzszej nie jest zadna przewina moralna, stad i ja radze by sie od niej odwali, a Wy mu wmawiacie co innego, to wydalo mi sie dziwne.
                              • fale_morskie Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 14:31
                                Są i tacy, co kochają od pierwszego spojrzenia.

                                Ale, mógł już dawno odejść, na początku, zamiast udawać przyjaciela.
                                Widzi, że nie potrafi się zdobyć na nic głębszego, to niech nie robi
                                komuś nadziei.
                                • jan_stereo Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 14:35
                                  fale_morskie napisała:

                                  > Są i tacy, co kochają od pierwszego spojrzenia.

                                  To sie nazywa zauroczenie, bo gdybys potrafila kochac od pierwszego wejrzenia,znaczylo by to ze kompletnie nie bierzesz pod uwage cech wewnetrzych tej osoby i jestes czysto fizycznie kochajaca osoba. A to jest pewna potwarz dla ludzi wartosciowych majacych cos wiecej niz wyglad do pokochania.

                                  > Ale, mógł już dawno odejść, na początku, zamiast udawać przyjaciela.

                                  Gdyby cokolwiek udawal to wlasnie by juz odszedl na samym poczatku.

                                  > Widzi, że nie potrafi się zdobyć na nic głębszego, to niech nie robi
                                  > komuś nadziei.

                                  Na poczatku nie ma sie calej wiedzy o drugiej osobie, nie zna sie tez swoich mozliwosci dopuki siee nie sprobuje, a glebsze nie znaczy wcale lepsze ani madrzejsze. Mozna powiedziec ze skoro ona nie potrafila ciagnac swego zachowania z poczatku znajomosci to nie powinna jemu robic nadziei ze to potrafi.
                                  • fale_morskie Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 14:37
                                    Przyjaźń polega na wspieraniu, a nie odchodzeniu. Prawdziwy
                                    przyjaciel nie odejdzie. Żyjąca istota to nie "królik
                                    doświadczalny" - uda się, nie uda, ale pokażę, jaki "dobry" jestem.
                                    • jan_stereo Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 14:41
                                      fale_morskie napisała:

                                      > Przyjaźń polega na wspieraniu, a nie odchodzeniu. Prawdziwy
                                      > przyjaciel nie odejdzie. Żyjąca istota to nie "królik
                                      > doświadczalny" - uda się, nie uda, ale pokażę, jaki "dobry" jestem.

                                      Prawdziwy przyjaciel nie bedzie tez wymagal oddania ducha dla walki ze swoim niezadowoleniem z zycia, nie uwazasz ? a majac zwiazek, mozna nie odchodzic ale stac sie osoba bliska, nie najblizsza, bo ta wlasnie on nie chce byc.
                                • synvilla Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 14:42
                                  negacji zachowania autora postu i "jednosci jajnikow". Przeciez ty
                                  i shangari.la nie zostawilyscie na NIM ani jednej suchej nitki.

                                  Ktos kto pisze o tego typu sprawie na forum, nie wydaje mi sie
                                  zimnym wyrachowanym osobnikiem. Tylko osoba uwiklana w dosc trudna
                                  relacje z osoba niezrownowazona psychiczni, gdzie ten ktos boryka
                                  sie z wyrzutami sumienia.Inaczej by tu nie pisal.

                                  Niezrownowazenia psychiczne to nie tylko choroby. To nie tylko
                                  depresja, czy zaburzenie typu bordeline, czy inne mentalne. Ale
                                  takze braki w wychowaniu. Ktore czasami wrecz podtrzymuja
                                  zaburzenia psychiczne i sa dla nich doskonala pozywka.
                                  Z takimi ludzmi czasami nie idzie zyc. Po prostu sa skazani na
                                  zycie samotne.

                                  Szukanie "bohatera idealnego" w konkretnym zyciu, to ucieczka od
                                  rzeczywistosci.

                                  O Was dziewczyny mam swoje wyrobione zdanie o Tobie Fale i o
                                  Shangari.la, ale nie bede sie rewanzowac pieknym za nadobne, a
                                  zachowam je dla siebie.:=)))
                                  • jan_stereo Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 14:46
                                    Gdybym ja bym w zwiazku z Shangrila lub Falami i dopadla mnie ciezka depresja, byly by one pierwszymi z mojego otoczenia osobami ktore by wialy ode nie gdzie pieprz rosnie,i czynily by to z wielka ulga, na wieki wiekow amen.
                                    • shangri.la Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 14:53
                                      jan_stereo napisał:

                                      > Gdybym ja bym w zwiazku z Shangrila lub Falami i dopadla mnie ciezka depresja,
                                      > byly by one pierwszymi z mojego otoczenia osobami ktore by wialy ode nie gdzie
                                      > pieprz rosnie,i czynily by to z wielka ulga, na wieki wiekow amen.

                                      Każdy sądzi innych wedłóg siebie.
                                      Podejrzewasz drugiego człowieka o zdradę bo sam jesteś rozwiązły, podejrzewasz o kradzież, bo sam jesteś nieuczciwy.
                                      A ty podejrzewasz nas w tej chwili nie tylko o nikczemność , ale i hipokryzję.
                                      • jan_stereo Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 14:58
                                        shangri.la napisała:


                                        > Każdy sądzi innych wedłóg siebie.

                                        A Ty mnie teraz sadzisz wedlug siebie ?

                                        > Podejrzewasz drugiego człowieka o zdradę bo sam jesteś rozwiązły, podejrzewasz o kradzież, bo sam jesteś nieuczciwy.

                                        Jezus to musial byc zaklamany i rozwiazly czlowiek, tyle wytykal ludziom grzechow,zapewne sam jej popelnial notorycznie,wedle powyzszej logiki.

                                        > A ty podejrzewasz nas w tej chwili nie tylko o nikczemność , ale i hipokryzję.

                                        Nie,ja zwyczajnie znam siebie i wiem ze byscie mnie zostawily, bo taka byla by moja wola,a Wasza ulga z mojej woli.
                                    • fale_morskie Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 14:56
                                      Gdybyś był miłością mojego życia lub obiecałabym ci, że nie odejdę,
                                      to bym nie odeszła, bo nie chciałabym sama siebie uważać za dziwkę.
                                      A dziwki to osoby niestałe w uczuciach.
                                      Dojrzały człowiek potrafi określić swoje uczucia i to, do czego jest
                                      zdolny. Jeżeli wiemy, że coś nas przerasta, wystarczy szczerze to
                                      przyznać - wtedy, wcale nie stracimy godności. Ale, nie jak jest już
                                      po fakcie.
                                      • jan_stereo Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:00
                                        fale_morskie napisała:

                                        > Gdybyś był miłością mojego życia lub obiecałabym ci, że nie odejdę,
                                        > to bym nie odeszła, bo nie chciałabym sama siebie uważać za dziwkę.
                                        > A dziwki to osoby niestałe w uczuciach.

                                        Odzeszla bys gdybys szanowala moja wole, bo taka by ona wlasnie byla.

                                        > Dojrzały człowiek potrafi określić swoje uczucia i to, do czego jest
                                        > zdolny. Jeżeli wiemy, że coś nas przerasta, wystarczy szczerze to
                                        > przyznać - wtedy, wcale nie stracimy godności. Ale, nie jak jest już
                                        > po fakcie.

                                        jak mozesz wiedziec czy cos Cie przerasta jesli tego nie sprobowalas nigdy wczesniej ?
                                        • fale_morskie Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:18
                                          Po pierwsze, odeszłabym fizycznie, jeśli byś chciał, ale pomagałabym
                                          ci tak, że nawet byś o tym nie wiedział.
                                          Po drugie, są ludzie, którzy ledwo wiedzą, jak się nazywają i są
                                          tacy, co całe życie, obsesyjnie, poznają siebie. I jest to możliwe.
                                          Poza tym, trzeba mieć zasady moralne. Gdybym ja nie miała zasad,
                                          nigdy sama nie miałabym depresji, jadłabym mięso, dawno zabiła moich
                                          wrogów, okradała kogo się da, itd. Wszystko, powinno mi ujść, bo mam
                                          wyobraźnię, dzięki której wszystko zatuszowałabym. Lub nie, bo kiedy
                                          były nieliczne przypadki w życie, że skłamałam, to z małej sprawki
                                          była niezła burza.
                                          • jan_stereo Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:23
                                            fale_morskie napisała:

                                            > Po pierwsze, odeszłabym fizycznie, jeśli byś chciał, ale pomagałabym
                                            > ci tak, że nawet byś o tym nie wiedział.

                                            Czyli oszustwo i potajemne wykpiwanie moje woli,gdybym sie dowiedzial o tym to poczulbym sie bardziej niz zawiedziony, bo komu ufac juz mozna, skoro nawet ukochana kpi z moich prosb i intelektu...To jest wlasnie niezrozumienie potrzeb drugiej osoby i myslenie,ze jest sie niezbednym lekiem na wszystkie rozterki partnera i to juz nie jest milosc jaka koi.
                                            • fale_morskie Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:32
                                              Źle zrozumiałeś. Jakbym cię kochała, to twoje cierpienie, było by
                                              moim. I to, że mnie odpychasz byłoby okropne. Ale, nie zmuszę cię do
                                              swojej obecności, nie odczujesz jej, ale nie odejdę zupełnie, bo
                                              wtedy moje życie straci sens. Powiem inaczej (zakładając, że cię
                                              kocham): GÓWNO MNIE OBCHODZI TO, ŻE NIGDY NIE DASZ MI BLISKOŚCI!
                                              KOCHAM TWOJĄ DUSZĘ I Z TOBĄ ODEJDĘ Z TEGO ŚWIATA. I NIE MUSISZ O TYM
                                              WIEDZIEĆ. TO SPRAWA MOJA I BOGA. I to jest miłość :) Gdybym była
                                              taka, jak byś chciał, to bym cię wydoiła i przekonała do samobójstwa
                                              (a może jeszcze, coś byś zostawił?). Miłości się nie wybiera,
                                              dlatego trzeba uszanować tę osobę - wystarczy, że się usówa. Miłość
                                              to zwyczajne piętno, które się nosi całe życie - żeby tak mieć
                                              wybór...
                                              • jan_stereo Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:35
                                                a tak to rozumiem, zmylilo mnie to 'pomaganie mi' tak zebym o nim nie wiedzial. Dlaczego jednak piszesz ze Twoje zycie straci sens kiedy calkiem odejdziesz, czy nie mozesz znalezc sensu w innych ludziach,mam na mysli w pokochaniu ich, czy masz w tym jakis limit. jak to wyjasnisz.
                                                • fale_morskie Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:39
                                                  Miłość życia jest jedna - i to jest najważniejsza osoba.
                                                  Można mieć przyjaciół - niby, ale ludzie nie potrafią być
                                                  przyjaciółmi. Przyjaźń jest trochę podobna do miłości, ale tu można
                                                  mieć więcej osób. W każdym razie, są podobne zasady wspierania się.
                                                  Można robić karierę i pieniądze, ale i tak, życie jest już nie
                                                  pełne...
                                                  • jan_stereo Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:44
                                                    fale_morskie napisała:

                                                    > Miłość życia jest jedna - i to jest najważniejsza osoba.

                                                    Czyli nie potrafisz kochac wiecej niz jednej osoby ?

                                                  • fale_morskie Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:46
                                                    Taką miłością, to nie. Potrafię przyjacielską, rodzicielską,
                                                    macierzyńską, itd.
                                                  • jan_stereo Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:49
                                                    fale_morskie napisała:

                                                    > Taką miłością, to nie. Potrafię przyjacielską, rodzicielską,
                                                    > macierzyńską, itd.

                                                    To smutne co piszesz,to ograniczenie mam na mysli, milosc do partnera to czynienie dobra, zatem Ty juz bys go nie byla w stanie dalej czynic.
                                                  • fale_morskie Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:50
                                                    Nie, bo kocha się jedną osobę. Innym jest kto inny przeznaczony.
                                                  • jan_stereo Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 16:19
                                                    fale_morskie napisała:

                                                    > Nie, bo kocha się jedną osobę. Innym jest kto inny przeznaczony.

                                                    A ja nie wierze w przeznaczenie, myslisz ze jak ktos przezyl cale zycie sam, to nikt mu nie byl przeznaczony, a jak ktos mial 5 zon, to wszystkie byly mu przeznaczone ? Kocha sie tyle osob ile sie potrafi, tu nie ma limitow w milosci, chyba ze to nie jest milosc...
                                                  • fale_morskie Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 18:38
                                                    Jedna osoba jest taka wyjątkowa. Zdarza się, że się kogoś kocha,
                                                    tylko inaczej, ale już nie tak.
                                                  • jan_stereo Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 19:10
                                                    fale_morskie napisała:

                                                    > Jedna osoba jest taka wyjątkowa. Zdarza się, że się kogoś kocha,
                                                    > tylko inaczej, ale już nie tak.

                                                    Nie trzeba kochac tak samo roznych ludzi, wlasnie o to chodzi, zeby kochac umiejetnie.

                                                  • fale_morskie Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 19:18
                                                    Ale, tej jednej jedynej miłości sie nie wybiera, niestety. Są
                                                    ludzie, którzy kogoś kochają, ale ta osoba tego nie odwzajemnie i
                                                    potrafią być z kimś innym, ale jest jasne od początku, że to już nie
                                                    to i są tacy, którzy nawet niepocałują kogoś innego. Sprawa
                                                    indywidualna.
                                                  • jan_stereo Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 19:23
                                                    fale_morskie napisała:

                                                    > Ale, tej jednej jedynej miłości sie nie wybiera, niestety.

                                                    Znaczy sie, ze nie ma sie wyboru, to gdzie tu milosc.

                                                    > Saludzie, którzy kogoś kochają, ale ta osoba tego nie odwzajemnie i
                                                    > potrafią być z kimś innym, ale jest jasne od początku, że to już nie
                                                    > to i są tacy, którzy nawet niepocałują kogoś innego. Sprawa
                                                    > indywidualna.

                                                    Sa tez ludzie,ktorzy maja w pelni odwzajemnione uczucia w kolejnym zwiazku, to co o nich myslisz ?
                                                  • fale_morskie Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 19:27
                                                    Zależy. Jeżeli, kochają kogoś innego, to tego się nie zmieni a
                                                    uczucia innej osoby, to tylko i wyłącznie uczucia tej osoby. To, że
                                                    ktoś nas kocha, nie znaczy, że my też odwzajemnimy, ale nie wolno
                                                    oszukiwać.
                                              • focus35 Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 23.09.07, 00:33
                                                fale_morskie napisała:

                                                > Źle zrozumiałeś. Jakbym cię kochała, to twoje cierpienie, było by
                                                > moim. I to, że mnie odpychasz byłoby okropne. Ale, nie zmuszę cię
                                                do
                                                > swojej obecności, nie odczujesz jej, ale nie odejdę zupełnie, bo
                                                > wtedy moje życie straci sens. Powiem inaczej (zakładając, że cię
                                                > kocham): GÓWNO MNIE OBCHODZI TO, ŻE NIGDY NIE DASZ MI BLISKOŚCI!
                                                > KOCHAM TWOJĄ DUSZĘ I Z TOBĄ ODEJDĘ Z TEGO ŚWIATA. I NIE MUSISZ O
                                                TYM
                                                > WIEDZIEĆ. TO SPRAWA MOJA I BOGA. I to jest miłość :) Gdybym była
                                                > taka, jak byś chciał, to bym cię wydoiła i przekonała do
                                                samobójstwa
                                                > (a może jeszcze, coś byś zostawił?). Miłości się nie wybiera,
                                                > dlatego trzeba uszanować tę osobę - wystarczy, że się usówa.
                                                Miłość
                                                > to zwyczajne piętno, które się nosi całe życie - żeby tak mieć
                                                > wybór...

                                                to co napisano powyzej to jakis horror - nie chcialabym "byc
                                                kochana" przez kogokolwiek w ten sposob...
                                  • fale_morskie Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:13
                                    Kto mówi o szukaniu "bohatera idealnego"? Chodzi o ludzkie
                                    zachowanie a nie o egoizm. Kiedy, Himmler odwiedził Auschwitz,
                                    zobaczył rozstrzeliwanie Żydów i został ochlapany mózgiem. Mało nie
                                    zwymiotował. Też miał niby ludzkie odruchy. Wielu żołnieży
                                    niemieckich, początkowo nie mogło patrzeć na to, co się działo w
                                    obozach. Ale, "walczyli" za przetrwanie "jedynej, słusznej, godnej,
                                    bla bla bla" rasy aryjskiej; "wspaniałego wodza" - Hitlera; za
                                    uwolnienie świata od tych "złych, brudnych, cwanych" Żydów i Słowian.
                                    Widać podobieństwo w dzisiejszych czasach: "wrażliwi" i waleczni
                                    umniejszacze - kaci; szlachetne i godne podziwu dbanie o ludzkie
                                    potrzeby - własne; obrzydliwi i przebiegli - ci, którzy oczekiwali
                                    trochę ciepła od kogoś. Jednak, po wojnie, ci co przeżyli, skazali
                                    część swoich oprawców. Reszta, niestety, uciekła (cóż, Sąd
                                    Ostateczny jeszcze nie nastał). I dziś, ofiary, którym dane będzie
                                    żyć, niszczą swoich katów: za kłamstwa, za cierpienie... A, czy w
                                    obu przypadkach, nie było by lepiej, gdyby kaci wcale się nie
                                    przypieprzali?

                                    Na wszelkie odpowiedzi w obronie katów:

                                    napis w szkolnej ubikacji: HITLET TEŻ MÓWIŁ O ZJEDNOCZENIU NARODÓW.

                                    "CHCIAŁEM DOBRZE" - Adolf Hitler.
                                    • jan_stereo Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:17
                                      Byli tez kaci skazujacy innych 'katow' z mysla o swej racji, nie rozniacy sie niczym od hitlerowskich slugow.

                                      Pytanie czy te madre i nieskalane osoby potrafia kochac dowolna osobe na swiecie, smiem watpic.
                                      • fale_morskie Re:Ja nie rozumiem jednego ,tej bezkrytycznej 02.09.07, 15:22
                                        jan_stereo napisał:

                                        > Byli tez kaci skazujacy innych 'katow' z mysla o swej racji, nie
                                        rozniacy sie n
                                        > iczym od hitlerowskich slugow.
                                        >
                                        > Pytanie czy te madre i nieskalane osoby potrafia kochac dowolna
                                        osobe na swieci
                                        > e, smiem watpic.

                                        Często kat staje się katem kata, bo co się będzie ograniczał - on
                                        tym żyje. Często ofiara staje się katem, ale wtedy, gdy nie myśli -
                                        można niszczyć tego, kto nam zawinił, ale nie niewinną osobę. Nie
                                        wiem, czy osoby "mądre i nieskalane" kochają dowolną osobę (część,
                                        możliwe), ale większość jest nieufna. To, że potrafi się określić,
                                        czy jest się w stanie coś zrobić czy nie, nie oznacza, że się może
                                        wszystko. Najważniejsze, gdy już mamy kogoś pod nosem, to
                                        zdecydować, co możemy dać tej osobie.
                                    • synvilla Re:Pomijam Oswiecim. 02.09.07, 17:09
                                      Kto mówi o szukaniu "bohatera idealnego"? Chodzi o ludzkie
                                      zachowanie a nie o egoizm.
                                      ...............................
                                      Czy ciebie ktos tak bardzo skrzywdzil w zyciu, ze nie potrafisz
                                      tego kogos zrozumiec ani wybaczyc?
                                      Czy czytalas posty autora watku z dostateczna uwaga?
                                      Czy uwazasz, ze druga osoba ma poswiecac swoje ZDROWIE, w imie
                                      milosci?
                                      Czy otarlas sie o osoby, ktore maja problemy z kontrolowaniem
                                      swojej agresji werbalnej?
                                      Czy masz wysoka tolerancje dla agresji?
                                      Czy musi sie duzo wydarzyc, aby cie zniechcecic do obiektu milosci?
                                      I CZY TO JEST MILOSC, GDY jedno cierpi, przez druga osoba,
                                      podczas gdy ta druga strona, folguje swom stanom psychicznym
                                      zamiast, je leczyc.
                                      Odpowiedz sobie w duchu na te pytania. Tak szczerze sama przed soba.
                                      Sa te proste, dosc latwe pytania, ktore sciagna cie z chmur na
                                      ziemie.
                                      PS. Oswiecim jest dla mnie odleglym przykladem.
                                      Blizszym wydac mi moze sie sprawa dosc glosna z wiosny, kiedy to
                                      wyszla na jaw afera pewnego afrykanczyka, zarazajacego mlode
                                      kobiety dosc agresywnym wirusem HIV.
                                      Facet od wielu lat wiedzial, ze jest chory, mimo to dla swoich
                                      egoistycznych pobudek nie uprzedzil kobiet o tym, ze jest zarazony.

                                      Przyklad extremalny, ale podobny do przykaladu watkowego. Ludzie
                                      ukrywaja swoje psychiczne schorzenia,choroby, problemy swoje
                                      destruktywne zachowanie. W ten sposob oszukuja innych. A kiedy juz
                                      przyneta zlapie haczyk, to wtedy dopiero pokazuje sie kim sie jest
                                      naprawde.

                                      Tu nie ma jakiejs winy chlopaka, a jedynie tej dziewczyny, ze nie
                                      umie brac odpowiedzialnosci za siebie sama i za zycie innych.
                                      I w tym jest podobna do Simone Mole.Oszusta.
                                      • fale_morskie Re:Pomijam Oswiecim. 02.09.07, 18:52
                                        Jeżeli miłość jest prawdziwa, to nic jej nie złamie. Pytanie, czy on
                                        ją kocha czy nie umie odróżnić namiętności od wyższych rzeczy. Mnie,
                                        osobiście, nie przerażają osoby cierpiące - tylko fakt, że im jest
                                        ciężko, ale nie mi.
                                        Wiele osób mnie skrzywdziło i nie widzę powodu, dla którego miałabym
                                        je zrozumieć i wybaczyć im. Więcej, kiedyś będą błagać o śmierć,
                                        której z mojej ręki nie dostaną.
                                        Dochodzimy do jednego: LUDZIE NIE SĄ ZDOLNI DO UCZUĆ WYŻSZYCH.
                                        ZALEŻY IM TYLKO NA WŁASNYCH POTRZEBACH. NIGDY, NIE POMOGĄ!
                                        Ocierałam się o różne osoby i potrafię odróżnić, kiedy ktoś jest
                                        agresywny, bo jest katem; kiedy ktoś jest agresywny, bo mści się na
                                        kacie; i kiedy nic nie wykazuje, choćby go zabijali. Przykro mi to
                                        stwierdzać, ale kat lubi bronić kata; walczyć o uniewinnienie kogoś,
                                        bo sam kiedyś wpakuje się w gó.. i będzie potrzebował pomocy.
                                        Zasada jest prosta: trzeba znać swoje granice; jeśli coś nas
                                        przerasta - nie pakować się w to (od razu); być w pełni szczerym,
                                        wobec innych - inaczej, ofiara może się zemścić. I czemu nie? Kat
                                        się nie litował - nie można być lepszym! Trzeba było myśleć
                                        wcześniej.
                                        • jan_stereo Re:Pomijam Oswiecim. 02.09.07, 19:14
                                          fale_morskie napisała:


                                          > Dochodzimy do jednego: LUDZIE NIE SĄ ZDOLNI DO UCZUĆ WYŻSZYCH.
                                          > ZALEŻY IM TYLKO NA WŁASNYCH POTRZEBACH. NIGDY, NIE POMOGĄ!

                                          Myslisz ze latwosc pomagania idzie z checiami pomagania, a to sa zupelnie dwie rozne sprawy, mozna miec wielkie checi i zupelnie nie moc pomoc,wrecz zaszkodzic. Pytanie na czym zalezy tej dziewczynie,jesli nie na jej wlasnych potrzebach i czemu ona mu nie pomoze i nie zacznie sie zachowywac tak jak na poczatku. Odpowiedz jest prosta nie ma uczuc wyzszych ?
                                          • fale_morskie Re:Pomijam Oswiecim. 02.09.07, 19:26
                                            Wcale nie. Przy depresji, nie można ot tak, zachowywać się jak
                                            wszyscy. To by było udawanie. Jak się wie, że się nie umie pomóc, to
                                            się nie pomaga, bo robi się niepotrzebnie nadzieję.
                                            Była taka historia: żyły sobie matka i córka - obie wegetarianki;
                                            córka chodziła do przedszkola, gdzie nieakceptowali jej etyki i
                                            zmusili ją do jedzenia mięsa; nie wiem, jak się to skończyło, ale
                                            chyba sprawa trafiła do sądu. Żałowałam, że nie jestem bogata.
                                            Wtedy, załatwiłabym im dobrych adwokatów; wygrałyby sprawę, a
                                            wychowawczyni byłaby napiętnowana przed całą Polską, jak nie przed
                                            światem - tak, mnie to wkurzyło. Ale, na teraz, nie byłabym w stanie
                                            im pomóc, więc nie napiszę do nich, że sie wszystkim zajmę, z
                                            nadzieją, że się jakaś gotówka trafi.
                                            • jan_stereo Re:Pomijam Oswiecim. 02.09.07, 19:29
                                              fale_morskie napisała:

                                              > Wcale nie. Przy depresji, nie można ot tak, zachowywać się jak
                                              > wszyscy. To by było udawanie. Jak się wie, że się nie umie pomóc, to
                                              > się nie pomaga, bo robi się niepotrzebnie nadzieję.

                                              No tez wlasnie, kiedy ten chlopak oswiadcza szczerze, ze nie potrafi pomoc, to nie spotyka z Twojej strony zrozumienia swej niemocy, tylko niejako oskarzenie o swa podlosc w tym wzgledzie. Nieco to sprzeczne.
                                              • fale_morskie Re:Pomijam Oswiecim. 02.09.07, 19:35
                                                Kiedy, obiecujemy komuś miłość lub przyjaźń, musimy się liczyć z
                                                tym, że nie zawsze będzie różowo. Odejść, kiedy jest już źle, każdy
                                                potrafi. No chyba, że ktoś zaznacza, że sobie nie poradzi z
                                                problemami. A tak, dziewczyna liczy na wsparcie i...nic. Trzeba się
                                                określać na początku.
                                                • jan_stereo Re:Pomijam Oswiecim. 02.09.07, 19:41
                                                  fale_morskie napisała:

                                                  > Kiedy, obiecujemy komuś miłość lub przyjaźń, musimy się liczyć z
                                                  > tym, że nie zawsze będzie różowo. Odejść, kiedy jest już źle, każdy
                                                  > potrafi. No chyba, że ktoś zaznacza, że sobie nie poradzi z
                                                  > problemami. A tak, dziewczyna liczy na wsparcie i...nic. Trzeba się
                                                  > określać na początku.

                                                  Milosci nie mozna obiecac, potrafilabys obiecac milosc osobie ktora zaledwie lubisz ? To, ze ktos sobie nieporadzi z danym problemem, nie wynika czesto z braku dobrej woli, ale z naszej konstrukcji psychicznej,ktora zwyczajnie nie podola kazdemu zadaniu. Chlopak moglby sie zaprzec w swym wsparciu i dolaczyc do depresji swej dziewczyny, czy to bylaby nalezyta pomoc z jego strony uwazasz ?
                                                  • fale_morskie Re:Pomijam Oswiecim. 02.09.07, 20:23
                                                    Jakbym kochała, to bym obiecała miłość. Jak bym lubiła, to bym
                                                    obiecała lubienie. Ale, od początku stawiam sprawy jasno.
                                                  • jan_stereo Re:Pomijam Oswiecim. 02.09.07, 20:52
                                                    fale_morskie napisała:

                                                    > Jakbym kochała, to bym obiecała miłość.

                                                    A gdybys nie kochala, to bys nie obiecywala, tak jak kolega zalozyciel watku. Z drugiej strony to nie wiem jak mozna komus obiecac milosc,ktora zalezy od zachowania sie drugiej osoby, co innego opieke te mozna obiecac,ale uczuc sie nie obiecuje. Inaczej oznacza to ze jestes aktorka i potrafisz sterowac swoimi uczuciami, a to juz nie jest chyba milosc,ktora masz na zawolanie.

                                                • synvilla Re:On nigdzie nie pisze ze jej cokolwiek obiecywal 02.09.07, 19:45
                                                  fale_morskie napisała:

                                                  > Kiedy, obiecujemy komuś miłość lub przyjaźń, musimy się liczyć z
                                                  > tym, że nie zawsze będzie różowo. Odejść, kiedy jest już źle,
                                                  każdy
                                                  > potrafi. No chyba, że ktoś zaznacza, że sobie nie poradzi z
                                                  > problemami. A tak, dziewczyna liczy na wsparcie i...nic. Trzeba
                                                  się
                                                  > określać na początku.

                                                  ..................................................
                                                  czy Ty fale kiedykolwiek otarlas sie o kobiecego przemocowca?
                                                  Czy ty wiesz jak wyglada przemoc kobiet?
                                                  Jak bardzo kobiety potrafią zniszczyc zycie i zdrowie facetom, nie
                                                  przygotowanym na takie kobiety?

                                                  Jak mozna "niszczyc rękę, która karmi"? To jakby podcinała gałaż
                                                  na, której siedzi.

                                                  Owszem szukam i potrzebuje pomocy od ludzi, ale tez i mam i WYRAZAM
                                                  tym ludziom s z a c u n e k!
                                                  Moje zachowanie jest spokojne. A jak nie jest spokojne to ide do
                                                  lekarza i zamykam sie w zakladzie psychiatrycznym, gdzie dostaje 15
                                                  zastrzykow w poslady i jest po krzyku!Spokoj i bloga cisza.
                                                  Ale jednego nie wolno mi robic! ABY INNI PRZEZ MNIE CIERPIELI I
                                                  CHOROWALI.
                                                  Tak kochane Fale To XXI wiek i trzeba wiedziec jak zyc. To nie
                                                  bajki Andersena.Milosc o takiej wysublimowanej idealziacji o ktorej
                                                  piszesz, tylko w bajkach znajdziesz, a nie w realich zycia.
                                                  • fale_morskie Re:On nigdzie nie pisze ze jej cokolwiek obiecywa 02.09.07, 20:28
                                                    Bliscy są po to, aby pomagać a nie wysyłać na ćpanie.
                                                    Łatwo "kochać", gdy jest dobrze.
                                                    Nie wina dziewczyny, że cierpi. Znęcanie zaczyna sie wtedy, kiedy
                                                    oskarża się kogoś za coś, czego nie zrobił, oszukuje, bije, itp. -
                                                    nie wtedy, kiedy się cierpi i oczekuje pomocy od kogoś, kto miał być
                                                    przyjacielem.
                                                    A w psychiatryku, ludzie są traktowani jak szmaty - robi się z nich
                                                    ćpunów i darmowe prostytutki (ach, te wspólne spacerki do kibelka).
                                                    Chcesz, to ćpaj, ale daj innym wybór. Ja nikogo nie zmuszam do
                                                    bliskości, ale szczerości od początku, każdy ma prawo oczekiwać.
                                                  • synvilla Re:On nigdzie nie pisze ze jej cokolwiek obiecywa 02.09.07, 20:47
                                                    Bliscy są po to, aby pomagać a nie wysyłać na ćpanie.
                                                    ................
                                                    Masz znikome pojecie o pomocy jaka mozesz dostac od wspolczesnej
                                                    medycyny.
                                                    Pamietaj,ze to XXI wiek a nie sredniowecze.
                            • shangri.la Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 14:33
                              fale_morskie napisała:
                              Niektórzy ludzie nie sa zdolni NIKOGO wspierać, więc niech tacy się
                              > odwalą od porządnych ludzi.

                              To prawda....
                              Nie są zdolni nikogo wspierać, obdarować, pokochać....synonimy miłości:)
                              Ten, który rozwija jedynie miłość własną powinien zgodnie z powyższą radą obracać się w gronie podobnych sobie bezdusznych i prymitywnych, wyzutych z uczuć nikczemników.
                              Wówczas nie było by konfliktów , o jakich tutaj często czytamy, nie było by cierpienia ofiar, ani użalania się nad katami.
                              Niestety, podobni autorowi wątku , jak na ironię, szukają wsparcia DLA SIEBIE , bo to zazwyczaj słabeusze i tchórze.
                              Tak długo, jak druga osoba jest w stanie wspierać ich samych, jest OK, ale nie wolno jej się "splamić" słabością", wówczas porzucają ją jak zepsuty przedmiot, bo "żyła złota" z której czerpali dobro wyczerpała się, zero zysków, czas poszukać nowej.
                              Są godni pogardy i zapewne też litości, ale jakoś nie stać mnie na litość dla emocjonalnych karzełków.
                              Budzą obrzydzenie.....
                              • fale_morskie Re:Piszesz tak madrze. 02.09.07, 14:35
                                Bo to są, najczęściej, "umniejszacze".
                    • shangri.la Re:Fale.... 02.09.07, 14:08
                      ....szkoda słów.
                      Ten człowiek wstąpił tutaj po błogosławieństwo swojej niegodziwości.
                      Właśnie je dostał od nijakiej synvilli.
                      Jan s. podpowiedział mu że "trzeba dać jej umrzec"
                      Zaraz synvilla poda mu skuteczny sposób pozbycia się niewygodnej narzeczonej i wszyscy razem umyją rece w jej krwi.
                      Obrzydliwe i podłe.
                      • synvilla Re:Fale.... 02.09.07, 14:11
                        Shangarila, jak mowie, non coments na twoje posty, ale bawia mnie
                        one ogromnie, sorry, ze mi wesolo:=)))
                      • jan_stereo Re:Fale.... 02.09.07, 14:11
                        shangri.la napisała:

                        > Jan s. podpowiedział mu że "trzeba dać jej umrzec"

                        Ja jedynie chcialbym dac jej ulge, skoro cos kogos meczy to najlepiej to od tego kogos zabrac.

                        > wszyscy razem umyją rece w jej krwi.
                        > Obrzydliwe i podłe.

                        Ty Shania natomiast widze ze miala bys olbrzymia satysfakcje gdyby polala sie krew tego chlopaka,najlepiej gdyby odebral sobie zycie ratujac niezadowolona z zycia dziewczyne. To by bylo za to piekne i dalekie od obrzydliwosci i podlosci.
                      • fale_morskie Re:Fale.... 02.09.07, 14:13
                        shangri.la napisała:

                        > ....szkoda słów.
                        > Ten człowiek wstąpił tutaj po błogosławieństwo swojej
                        niegodziwości.
                        > Właśnie je dostał od nijakiej synvilli.
                        > Jan s. podpowiedział mu że "trzeba dać jej umrzec"
                        > Zaraz synvilla poda mu skuteczny sposób pozbycia się niewygodnej
                        narzeczonej i
                        > wszyscy razem umyją rece w jej krwi.
                        > Obrzydliwe i podłe.

                        Swoje zrobiłyśmy. Tak naprawdę, to ta biedna dziewczyna potrzebuje
                        pomocy. I to, nie jakiegoś specjalisty, tylko oparcia. Specjalista
                        do potrzeby bliskości, ma się tak, jak prostytutka do miłości życia.
                        • jan_stereo Re:Fale.... 02.09.07, 14:17
                          fale_morskie napisała:

                          > Swoje zrobiłyśmy. Tak naprawdę, to ta biedna dziewczyna potrzebuje
                          > pomocy. I to, nie jakiegoś specjalisty, tylko oparcia.

                          A kogo widzisz w roli tego oparcia,skoro chlopak sie nie nadaje do takowej i nie dlatego, ze nie chce, tylko dlatego ze zwyczajnie nie da rady byc jej wsparciem nalezytym,tak jak wsparciem dla wiezowca nie bedzie kurza stopka ?


                          • fale_morskie Re:Fale.... 02.09.07, 14:23
                            Nikogo nie widzę. Piszę tylko, że ona tego potrzebuje. Ale, jak znam
                            świat, to tego nie otrzyma...
                            • jan_stereo Re:Fale.... 02.09.07, 14:26
                              fale_morskie napisała:

                              > Nikogo nie widzę. Piszę tylko, że ona tego potrzebuje. Ale, jak znam
                              > świat, to tego nie otrzyma...

                              a dlaczego wymagasz tego w takim tonie od tego chlopaka, to mnie zastanowilo ?
                              • fale_morskie Re:Fale.... 02.09.07, 14:33
                                Proste - zamierzał stworzyć związek, udawał wsparcie. Tak się nie
                                postępuje. Gdyby był tylko kochankiem, jakimś tam znajomym - to co
                                innego.
                                • jan_stereo Re:Fale.... 02.09.07, 14:37
                                  fale_morskie napisała:

                                  > Proste - zamierzał stworzyć związek, udawał wsparcie. Tak się nie
                                  > postępuje. Gdyby był tylko kochankiem, jakimś tam znajomym - to co
                                  > innego.

                                  A moze ona zamierzala stworzyc zwiazek udawala ze to potrafi, a wyszlo ze sie nie nadaje,tez tak mozna naginac.Natomiast on wsparcia nie udawal tylko je dawal caly czas az mu sil u umiejetnosci braklo, sytuacja go zwyczajnie przerosla. Mowisz tak jak do soby chorej na raka, ze skoro nie potrafiles sie oprzec chorobie to nie powinienes na nia zapadac.
                                  • fale_morskie Re:Fale.... 02.09.07, 14:40
                                    Już z opisu widać, że ona ma ciężką depresję. To nie jej wina, że
                                    cierpi, więc - jeśli ktoś nie potrafi być oparciem - to niech się
                                    nie zbliża.
                                    • jan_stereo Re:Fale.... 02.09.07, 14:43
                                      fale_morskie napisała:

                                      > Już z opisu widać, że ona ma ciężką depresję. To nie jej wina, że
                                      > cierpi, więc - jeśli ktoś nie potrafi być oparciem - to niech się
                                      > nie zbliża.

                                      No ale na poczatku nie zdradzala objawow depresji, zadnych ostrzegawczych znakow, a co wiecej on nie jest psychologiem i nie musial sie znac na tym. Jego jedynym bledem bylo to ze sie zblizyl i wpadl w pulapke, poniewaz jest tysiace ludzi z depresja do ktorych powinniscie sie zblizyc by je ratowac,ale tego nie robicie bo wiecie ze nie dacie rady.
                                      • shangri.la Re:Fale.... 02.09.07, 14:56
                                        A może powinniście sobie zadać pytanie "dlaczego tylu ludzi cierpi na depresję?"
                                        Bo nie ma dla nich miłości, zrozumienia, akceptacji.
                                        Bo ci, którym zaufali są bezduszni i podli.
                                        • jan_stereo Re:Fale.... 02.09.07, 15:01
                                          shangri.la napisała:

                                          > A może powinniście sobie zadać pytanie "dlaczego tylu ludzi cierpi na depresję?
                                          > Bo nie ma dla nich miłości, zrozumienia, akceptacji.
                                          > Bo ci, którym zaufali są bezduszni i podli.

                                          Mnie ogarniala depresja wlasnie w wyniku milosci bliskich mi osob, i co bys na to powiedziala ? Natomiast zrozumienie zeby dac trzeba miec umysl gotowy do takiego zrozumienia,jesli sie takiego nie ma na nic dobra wola i wielkie checi rozumienia rzeczy niepojetych.
                                          • fale_morskie Re:Fale.... 02.09.07, 15:25
                                            Jak się nie podobała, to trzeba było odejść od razu. Każdy ma jakieś
                                            wady - większe lub mniejsze. A co on sie spodziewał - fajna lala,
                                            można się zabawić, to ją kocham. Miłość, to akceptowanie
                                            najczarniejszej strony życia danej osoby.
                                            • jan_stereo Re:Fale.... 02.09.07, 15:32
                                              fale_morskie napisała:

                                              > Miłość, to akceptowanie najczarniejszej strony życia danej osoby.

                                              Czyli Ty pokochalas/zaakceptowala bys widze Stalina i Hitlera jak nic. Nie kazdy jest jednak az tak nakrecony miloscia bezpardonowa.
                                              • fale_morskie Re:Fale.... 02.09.07, 15:36
                                                Na szczęście, nie kocham ich, ufff...
                                                Nie wierzę w ideały, ale wiem, że człowiek może mieć godność -
                                                prawdziwą. Pogodziłabym się z wolą Boga.
                                                • jan_stereo Re:Fale.... 02.09.07, 19:09
                                                  fale_morskie napisała:

                                                  > Na szczęście, nie kocham ich, ufff...

                                                  A jakie jest szczescie w niekochaniu innych ludzi,niejednoznaczne masz to podejscie do milosci.


                                                  • fale_morskie Re:Fale.... 02.09.07, 19:29
                                                    Nie chciałabym ich kochać, bo oni nie żyją. To głupie: być na tym
                                                    świecie a ktoś najbliższy odszedł...
                                                  • jan_stereo Re:Fale.... 02.09.07, 19:31
                                                    fale_morskie napisała:

                                                    > Nie chciałabym ich kochać, bo oni nie żyją. To głupie: być na tym
                                                    > świecie a ktoś najbliższy odszedł...

                                                    A ktos bliski moze przyjsc znowu, na tym polega zycie, a dlaczego nie mozna kochac kilku osob za jednego zycia w tym samym czasie ?
                                                  • fale_morskie Re:Fale.... 02.09.07, 19:39
                                                    Poprostu, nie. Jakby to wyglądało? Tak to jest już przemyślane. Ja
                                                    wiem, że bym nie mogła. Może ty lubisz haremy, oparte na niby
                                                    miłości. I skończmy to wreszcie...
                                                  • jan_stereo Re:Fale.... 02.09.07, 19:43
                                                    fale_morskie napisała:

                                                    > Poprostu, nie. Jakby to wyglądało? Tak to jest już przemyślane. Ja
                                                    > wiem, że bym nie mogła. Może ty lubisz haremy, oparte na niby
                                                    > miłości. I skończmy to wreszcie...

                                                    Dlaczego na niby milosci,moze twoja milosc jest mala zwyczajnie i nie potrafisz tego, a milosc innych moze byc wielka, Bog zdaje sie kocha wszystkich, a nie ma haremu zadnego i nie jest to 'niby milosc' podobno...
                                                    >
                                                  • fale_morskie Re:Fale.... 02.09.07, 20:29
                                                    Ale, Bóg kocha nas, jako dzieci. Tu chodzi o inna miłość.
                                                  • jan_stereo Re:Fale.... 02.09.07, 20:50
                                                    fale_morskie napisała:

                                                    > Ale, Bóg kocha nas, jako dzieci. Tu chodzi o inna miłość.

                                                    cos kombinujesz, jaka inna milosc, ona jest przeciez jedna.
                    • johanka79 Re:Piszesz tak madrze. 03.09.07, 16:48
                      fale_morskie napisała:

                      > Znaczna różnica. Jeżeli kobieta nie prowokuje mężczyzny, ten nie ma
                      > prawa jej bić.

                      a jeśli prowokuje to ma prawo???!!
                  • synvilla Re:No wiec wlasnie! 02.09.07, 14:07
                    marcink_23 napisał:

                    > Podam, moze taki przyklad. Zwiazek w ktorym mezczyzna bije
                    kobiete.
                    > Jest cudownym, kochanym facetem. Ma ciezka prace, wraca zmeczony
                    i
                    > czasami tak po prostu ma. Potem przeprasza, ze to silniejsze od
                    > niego, ze nie bedzie itd. Ot taki maly defekt. Kobieta chce go
                    > zostawic, co jej powiesz? Co za bezdusznosc? Zostawic jak psa?
                    > Przyklad moze troche przerysowany, ale ja czuje sie
                    > podobnie.Toksyczny zwiazek ma wiele twarzy. Prawie codziennie
                    > dziewczyna rani mnie emocjonalnie. Oczywiscie nie jest to celowe,
                    > ale jakie to ma znaczenie.

                    .................
                    Daje ci rade, uciekaj czlowieku! Przeciez to wczesniej, czy pozniej
                    dosiegnie ciebie. Chcesz skonczyc na jakis antydepresantach, ktore
                    nie tylko cie oszolomia ale zabiora checi do seksu, zrobia
                    impotenta.
                    Prezciez ty jestes za mlody na to.
                    Nie szukaj usprawiedliwen a ZOSTAW JA. To nie jest czlowiek dla
                    ciebie.
                    Zostawiajac ja mozliwe ze ratujesz jej zycie. Bo wtedy taki wstrzas
                    zmusi ja do pracy nad soba. Bo ona nie tylko musi szukac
                    profesjonalisty, ale tez i duzo pracowac nad soba. Czego matka i
                    ojciec jej nie dali, ty nie masz obowiazku dawac.
                    Ja w takiej sytaucji, juz dawno by mnie z kims takim nie bylo.
            • fale_morskie Re:Ale dostales odpowiedz?;)))) 02.09.07, 13:37
              marcink_23 napisał:

              > Uwierz mi, ze czesto ludzie nie mogą ze sobą zyc, mimo ze sie
              nawet
              > kochają. Zapytac czy jej zalezy? Oczywiscie, ze powie ze jej
              zalezy,
              > ba nawet stwierdzi, ze beze mnie nie moze zyc i zginie (taki
              szantaz
              > emocjonalny).
              > Sytuacja nie jest taka prosta, rady niektorych- niech leczy
              depresje
              > i bedzie ok nie maja najmniejszego sensu. Czesciowo jej stan jest
              > spowodowany problemami zdrowotnymi, czesciowo brakiem
              przystosowania
              > do zycia. Z tego co ma tak prawie od dziecka. Jej problemy czesto
              > nie sa wyimaginowane, ale ja niestety nie potrafie jej pomoc w
              zaden
              > sposob. Lekarze tym bardziej.
              > Latwo powiedziec - "Jak można kogoś tak zostawić?". A teraz zadaj
              > sobie pytanie: czy bylabys zyc z zwiazku w ktorym srednio raz na
              > tydzien pada slowo "samobojstwo", w radosne chwile stanowia tylko
              > ulamek, a wiekszosc to narzekanie, smutek, lzy itd. Byc 24h na
              dobe
              > jednoosobowym pogotowiem terapeutycznym? Majac dwadziescia kilka
              lat
              > zyc w perspektywie ze do konca zycia nie bedzie sie szczesliwym
              > (niestety nie moge byc z nia szczesliwy).Gdybym byl np. 50-latkiem
              z
              > 25 letnim stazem malzenskim, i nagle cos by sie stalo to pewnie
              > byloby mi latwiej, ale jestesmy dopiero od niedawna razem i czuje
              ze
              > ten zwiazek nie na zadnych podstaw do istnienia. Ja rozumiem
              > zwiazek, jako symbioze, w ktorej relacje biore/daje sa mniej
              wiecej
              > podobne.

              Jeżeli, to byłaby miłość mojego życia, to byłabym w stanie tak żyć!
              Serio! I to, że ona mówi, że się zabije, to nie jest szantaż
              emocjonalny - ona tylko stwierdza fakty, co oznacza, że jej zależy.
              Ta dziewczyna, nie należy do tych pustych ludzi, co dosłownie
              każdego poślą do diabła, bo nikogo nie potrzebują. Mówiłeś, że ją
              kochasz? Czy mieliście układ: jak coś nie pasuję, to odchodzę? Bo
              miłość, to branie odpowiedzialności za drugiego człowieka. Każdy
              odpowiada za siebie, dopóki komuś nie zaufa i ta osoba da na to
              przyzwolenie.

              "Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś".

              Ona ma ciężką depresję i możliwe, że wyczuwa Twoje oddalanie się. A
              to, bardziej ją dobija.
              Powyższe, było zimne i obiektywne. Ale, może wolisz moje subiektywne
              zdanie:

              Ludzie, to diabły, które za nic na świecie kochać nie potrafią.
              Zależy im, tylko na zaspokajaniu własnych, egoistycznych potrzeb.
              Udają miłość, bo to wypada i w głębi lubią patrzeć na cierpienie
              drugiej osoby, kiedy już ją rzucą. Z czasem, sami zaczynają wierzyć,
              że są zdolni do uczuć wyższych. Nie potrafią, z godnością, przyznać
              się, że ich to wszystko przerasta.
              Tego, nauczyłam się od innych ludzi. Jeśli, zostawisz tę dziewczynę,
              możesz jej to przeczytać - sama, nie będzie musiała tyle główkować.
              Potem, doda coś od siebie. O ile, uda jej się stać bestią, żyjącą
              nienawiścią - czyli, wybierze życie. A, jeśli się zabije - nie rób z
              niej szmaty, tylko uszanuj jej uczucia.
              Jedna zasada: ALBO BESTIA, ALBO TRUP!

              Być może, ona zaprzecza moim bardzo osobistym wnioskom, ale
              zauważyłam, że na tym świecie, tylko ja byłabym zdolna prawdziwie
              kochać! Niestety. I gdyby nie to, że dana osoba, bardzo by cierpiała
              z powodu depresji, to byłoby wspaniale, gdybym mogła w ten sposób
              (opieką), udowodnić swoje uczucia - dla mnie, żadne poświęcenie -
              tylko, życie. Ale, ja wiem, że mnie to nie będzie dane:

              "RÓŻE MIŁOŚCI ZAKWITNĄ TYLKO NA NIEKTÓRYCH GROBACH. NA MOIM NIE".
        • shangri.la Re:Ale dostales odpowiedz?;)))) 02.09.07, 12:54
          Synvilla, jak Ci się rozchoruje pies, to zostawiasz go przywiązanego w lesie?
    • synvilla Re: Jerstem za tym aby te kobiete zostawic. 02.09.07, 13:07
      I albo ona sama sie leczy albo drogi sie rozstaja. Kazda decyzja po
      srodku to:"Topimy sie obydwoje".

      Psow nie lubie.Dlatego nie zdecyduje sie na zadnego psa.
      Koty lubie. Jezlei kot jest do wyleczenia to go lecze. Boz wierze
      samo tego za siebie nie zrobi.Jezeli nie to zastrzyk dla kota i
      spanie.
      W ogole porownanie ze zwierzetami uwazam za FATALNE!:=)))
    • fale_morskie Re: moją partnerkę "męczy życie" 02.09.07, 13:12
      Był taki film "Pokój Marvina". Kobieta przez całe życie opiekowała
      się chorym ojcem. Nigdy, tego nie żałowała i cieszyła się, że mogła
      kogoś tak kochać.
      • synvilla Re:Ludzie sa rozni. 02.09.07, 13:16
        To co sluzy jednemu drugiego zabija.
        Kazdy ma prawo realizowac swoje zycie tak jak chce. Zycie jest
        jedno i niepowtarzalne. Widocznie nie ta partnerka.
      • shangri.la Re: moją partnerkę "męczy życie" 02.09.07, 13:18
        A ja wrócę do wspomnianego już w innym wątku "Trzeba zabić tę miłość".
        W ostatniej scenie, właściciel przywiązuje psa do budy, która za chwilę ma wylecieć w powietrze. Ten szalejący na smyczy pies stanął mi przed oczami w chwili, gdy od ostatniego z dupków mojego życia usłyszałam "jesteś neurotyczką i tej cześci twojej osobowości nie akceptuję!"
        Tego psa zawsze widzę, czytając takie posty , jak Twój Synvilla....szkoda, że nie lubisz zwierząt.
        • synvilla Re: Wiesz shangari.la 02.09.07, 13:25
          Ty albo jestes ciut chora albo kompletnie... durna.Wybacz ale
          inaczej nie moge.
          Nawet mnie nie denerwujesz ale kompletnie rozsmieszasz.
          • shangri.la Re: Wiesz synvilla 02.09.07, 13:29
            No comments
            • synvilla Re: Wiesz synvilla 02.09.07, 13:36
              shangri.la napisała:

              > No comments

              I slusznie shangari.la:)))
              Moze najpierw przemysl to co chcesz pisac pod moim adresem, znajac
              nasze ogromne roznice.Inaczej zaczniemy sobie spacerowac po nerwach.
    • jan_stereo 'daj jej umrzec' 02.09.07, 13:49
      skoro zycie ja meczy, to widac smierc sprawi jej wielka ulge, tak przynajmniej bezposrednio wynika z tego co piszesz.Zycie jest wartoscia godna podtrzymywania tylko wowczas,kiedy sie to czuje i dostrzega, w przeciwnym razie jego wartosc jest zadna.
    • szarylemur Re: moją partnerkę "męczy życie" 02.09.07, 14:29
      wiesz, twoja dziewczyna nalezy do osob - bluszczy. samotnie daja sobie rade, ale
      ich marzeniem jest oplesc sie wokol kogos silniejszego, kto bedzie je ciagnal za
      soba, nosil na rekach, nianczyl. ona potrzebuje ciebie jako opiekunki, jako
      dobrego tatusia. gra na twoich emocjach,sumieniu.
      ona potrzebuje - jak powietrza - ciaglych zapewnien o tym ze jest akceptowana,
      kochana. potrzebuje twojego czasu i uwagi. zupelnie jak niemowle.
      jesli masz w sobie wiele cierpliwosci, autentycznie ja kochasz, to zostan i
      pomoz jej odzyskac poczucie bezpieczenstwa. dla niej zwiazek na poziomie
      partnerstwa nie jest - na razie przynajmniej - mozliwy, a tym czego pragnie jest
      relacja, w ktorej bylaby obdarzona bezwarunkowa miloscia.
      jesli nie jestes w stanie wykrzesac z siebie tego czego ona od ciebie
      pragnie/wymaga musisz odejsc bez ogladania sie za siebie. zranisz ja bardzo, ale
      przynajmniej uratujesz siebie.
      wydaje mi sie ze nie mozna zyc normalnie z taka osoba, nie da sie tutaj stworzyc
      normalnej partnerskiej relacji.
      tylko jesli jestes zdolny do milosci macierzynskiej, bezwarunkowej, kontynuacja
      tego zwiazku ma sens.jesli twoim celem w zyciu jest pomoc i opieka nad innymi,
      zostan. zyskasz najbardziej oddana z dusz.
      jesli nie jestes gotow na taki rodzaj zwiazku, odejdz.
      staraj sie unikac niepotrzebnego okrucienstwa.


    • synvilla Re: Marcink_23 02.09.07, 15:02
      Co ty na to? Dostales wiele kontrowersyjnych odpowiedzi na twoj
      watek. Czy widzisz juz jakas alternatywe wyjscia z sytuacji dla
      siebie?
      Ps, nie musiz mi odpisywac:=)))
      Ciekawy jest twoj watek.
      • synvilla Re: Linek do pracy na temat przemocy 02.09.07, 17:42
        psychicznej kobiet,

        acn.waw.pl/pietja/psych/przemoc.htm
        Bardzo ciekawie napisany i ogolnie ujete zrodlo problemu.

        Szczegolnej uwadze polecam ci ten rozdzial na temat psychiki
        agresantki.

        I jeszcze raz radze ci uciekac od tej osoby.
        Nie masz nic do stracenia, a wiele do zyskania.
    • shangri.la Lecz ludzi dobrej woli jest więcej.... 02.09.07, 15:02
      Dziwny jest ten świat
      gdzie jeszcze wciaż miesci się wiele zła
      i dziwne jest to
      że od tylu lat człowiekiem gardzi człowiek
      Dziwny ten swiat
      Swiat ludzkich spraw czasem aż wstyd przyznać się
      A jednak często jest
      że ktos słowem złym zabija tak jak nożem




      Lecz ludzi dobrej woli jest więcej
      i mocno wierzę w to
      Że ten swiat -
      nie zginie nigdy dzięki nim Nie! Nie! Nie!
      Przyszedł już czas najwyższy czas
      nienawisć zniszczyc w sobie

      Cz Niemen
      • fale_morskie Re: Lecz ludzi dobrej woli jest więcej.... 02.09.07, 15:33
        Ja nie wierzę, że ludzi dobrej woli jest więcej...
        • jan_stereo Re: Lecz ludzi dobrej woli jest więcej.... 02.09.07, 15:36
          fale_morskie napisała:

          > Ja nie wierzę, że ludzi dobrej woli jest więcej...


          ja wierze, ludzi dobrej woli jest cala mas, malo tylko tych ludzi dobrych czynow..
          • fale_morskie Re: Lecz ludzi dobrej woli jest więcej.... 02.09.07, 15:45
            W życiu, zaobserwowałam coś głupiego. Zawsze byli oni (czyli reszta)
            i ja. Oni wierzyli w miłość, ja osobiście nie. Oni byli
            zbulwersowani tym faktem, no bo jak można? Ja nie wierzyłam, bo
            znałam tylko jeden przypadek, który dawał 100% na to, że miłość
            istnieje. Cała reszta to był chlew hormonalny. Kiedy, pojawiał się
            problem miłosny (w otoczeniu lub gdzieś się o czymś usłyszało), oni
            patrzyli, która osoba kocha i piętnowali ją, jak się tylko dało. Ja -
            zawsze broniłam. I czy to nie jest przykre, że osoby, które nie
            wierzą, mają w sobie więcej szacunku, niż ci, którzy "tak,
            oczywiście"?
    • funix Re: moją partnerkę "męczy życie" 02.09.07, 17:27
      Mnie się zdaje, że wszystko zależy chyba od tego, czy to o czym mówisz, to
      stałe cechy jej charakteru, czy przejściowy stan, z którego sama nie potrafi się
      wyzwolić. Spróbuj to ustalić. Znajdujesz w niej jeszcze jakąś „drugą JĄ”, wiesz
      (może jej rodzice), że była kiedyś inna?
      Słyszysz od niej, wierzysz, że sama chciałaby się zmienić (być jak „kiedyś”)?
      Miała/ma jakieś marzenia, o których chętnie mówi?
      Jeśli tak, poczytaj na temat depresji (w literaturze fachowej a nie na forach!!)
      i wybierzcie się RAZEM do jakiejś poradni psychologicznej.
      Jeśli nie, ratuj się sam, bo nie masz szans! Nie można innych uratować wbrew ich
      woli. Nie można nikogo uszczęśliwić na siłę. Grozi Ci tylko „przejęcie”
      odpowiedzialności za całe nieszczęście jakie ją w życiu spotkało, cokolwiek
      dobrego zrobisz.
      „Jestem bardzo samotna, słaba i nieszczęśliwa, potrzebuję mężczyzny – takiego
      jak Ty, który mnie na tym złym świecie ochroni i wesprze”, to typowy kobiecy
      chwyt, na który się mężczyźni chętnie nabierają.
      Niestety, dla wielu kobiet jest to jedyny sposób(?) na życie, na jaki je stać.

      Łacińskie przysłowie mówi: „Non tibi spiro” (Nie dla ciebie oddycham = każdy ma
      swoje własne życie, nie można żyć za kogoś). Masz prawo do swojego instynktu
      zachowawczego.
      Miłość nie polega ani na poświęcaniu siebie, ani na chłodnym bilansie korzyści
      i strat.
      Pytanie brzmi, czy się w tym korcu maku naprawdę odnaleźliście?
      Chyba przede wszystkim na to musicie sobie oboje otwarcie odpowiedzieć i co to
      dla was oznacza...

      PS.
      Jeśli boisz się zarzutu egoizmu, polecam:
      Josef Kirschner „ Jak być egoistą czyli jak żyć szczęśliwie, nawet jeśli innym
      to się nie podoba”

      Pozdrawiam i trzymam kciuki :)
    • aniiize Re: moją partnerkę "męczy życie" 02.09.07, 17:37
      Sądzę, że powinieneś najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zależy Ci na tym związku, czy chcesz być z tą dziewczyną, czy ją kochasz...

      Masz prawo do frustracji, złości, poczucia bezsilności.

      Myślę, że warto porozmawiać z Twoją partnerką o jej zachowaniu, powiedzieć, że się martwisz, zasugerować, aby skorzystała z pomocy psychologa. Być może to rzeczywiście depresja. Tę chorobę można (a nawet trzeba leczyć)!

      I nie zapominaj o sobie: masz prawo do szczęścia!
      • fale_morskie Do marcinek... 02.09.07, 19:01
        Dostałeś dużo odpowiedzi. Decyzję musisz podjąć sam. Można się
        domyślić co zrobisz. Miej resztki szacunku dla tej dziewczyny i
        daruj sobie komentarze: "Jeszcze się zakochasz", "Walcz o siebie" -
        i tak, będzie jej ciężko, po co ma się czuć jak ku... Nikt cię do
        niczego nie może zmusić, ale na przyszłość przymyśl wszystko, zanim
        coś zrobisz lub coś komuś obiecasz. I zakończmy ten wątek, bo jest
        strasznie męczący!
        • jan_stereo Re: Do marcinek... 02.09.07, 19:07
          fale_morskie napisała:

          > Dostałeś dużo odpowiedzi. Decyzję musisz podjąć sam. Można się
          > domyślić co zrobisz. Miej resztki szacunku dla tej dziewczyny i
          > daruj sobie komentarze: "Jeszcze się zakochasz", "Walcz o siebie"

          wcale nie uwazam, ze ona go kocha, gdzie Ty to zobaczylas ? A uMarcinka jakos nie dostrzegam checi gadania jej takich rzeczy,jako ze nie o problemy milosne tu chodzi, a o jej podejscie do rzeczywistosci.

          > i tak, będzie jej ciężko, po co ma się czuć jak ku... Nikt cię do
          > niczego nie może zmusić, ale na przyszłość przymyśl wszystko, zanim
          > coś zrobisz lub coś komuś obiecasz.


          A co on jej obiecal, co ona jemu obiecala, wiemy to, ze tak jednoznacznie wypowiadamy sie ?


          • fale_morskie Re: Do marcinek... 02.09.07, 19:33
            Mówiła, że się zabije, jeśli odejdzie. To jest stwierdzenie - zimne.
            On, tyle przy niej ślęczał, że chyba nie twierdził: "ja tylko
            znajomy, nie zwracaj na mnie uwagi". Nie potrafił dać jej bliskości,
            tylko ją dołował. Niech już teraz robią co chcą.
            W każdym razie, ja już mam dosyć tego wątku i odpowiadania na posty.
            Swoje powiedziałam, ale decyzji za niego nie podejmę.
            • jan_stereo Re: Do marcinek... 02.09.07, 20:56
              fale_morskie napisała:

              > Mówiła, że się zabije, jeśli odejdzie. To jest stwierdzenie - zimne.
              > On, tyle przy niej ślęczał, że chyba nie twierdził: "ja tylko
              > znajomy, nie zwracaj na mnie uwagi". Nie potrafił dać jej bliskości,
              > tylko ją dołował. Niech już teraz robią co chcą.

              Uwazasz wiec ze jej depresja wynika z jego winy, a jego depresja wyniknie z czyjej winy ? To ze ktos straszy partnera tym ze sie abije, nie jest oznaka milosci, czy Ty gdybys chciala czegos od partnera tez bys go zastraszala w ten sam sposob ?
              Ona bliskosci tez mu nie daje i smiem twierdzic, ze doluje jeszcze bardziej, bo nic innego nie potrafi.

              > W każdym razie, ja już mam dosyć tego wątku i odpowiadania na posty.
              > Swoje powiedziałam, ale decyzji za niego nie podejmę.

              A moze podejmiesz decyzje za nia ?
            • focus35 Re: Do marcinek... 23.09.07, 01:06
              fale_morskie napisała:

              > Mówiła, że się zabije, jeśli odejdzie. To jest stwierdzenie -
              zimne.
              > On, tyle przy niej ślęczał, że chyba nie twierdził: "ja tylko
              > znajomy, nie zwracaj na mnie uwagi". Nie potrafił dać jej
              bliskości,
              > tylko ją dołował. Niech już teraz robią co chcą.
              > W każdym razie, ja już mam dosyć tego wątku i odpowiadania na
              posty.
              > Swoje powiedziałam, ale decyzji za niego nie podejmę.

              Ktos, kto mowi najblizszej osobie, ze sie zabije, gdy ta odejdzie
              albo naduzywa slow (czyli szantazuje lub inaczej manipuluje) albo
              jest histerykiem, ktory nie ceni zycia a z takim kims lepiej ZYCIA
              nie dzielic
              • fale_morskie Re: Do marcinek... 23.09.07, 18:14
                To jest tylko stwierdzenie: jest mi źle, więc się zabiję.
                To druga strona nie ma prawa składać obietnic bez pokrycia.
    • fale_morskie Do wszystkich!!!!! 02.09.07, 20:35
      Wszystko już zostało wyjaśnione. Kto chce ćpać, niech ćpa (ale,
      pamiętajcie, że to zmienia osobowość i można zrobić głupstwo); kto
      kłamie, niech się liczy z konsekwencjami; kto jest szczery -
      gratuluję. Od tej pory, nie odpowiadam na posty, bo mnie to męczy.
      Ja nie potrafię pozbywać się tych, którym obiecałam pomóc. Dwie
      rodzynki na ciasto (ja i shangri.la), to za mało, aby nadać smaku,
      więc można się wykończyć. KONIEC!
      • synvilla Re: Rodzynki to wy jestescie. 02.09.07, 20:47
        Ale bardzo trujace!
    • dr.hook Re: moją partnerkę "męczy życie" 02.09.07, 22:28
      Stad moje pytanie: mozna normalnie zyc z taką osobą?

      Pytanie brzmi: Czy ty mozesz zyc z taka osoba?
      Zadaj sobie to pytanie sam. Czy ktos inny moglby zyc z ta osoba to
      juz inna historia.
      Zalezy na co ona cierpi i czy podejmie leczenie. Jezeli podejmie
      leczenie farmakologiczne oraz terapie to sa szanse na zmiany w jej
      zachowaniu.Jezeli nie to zostaw, panne ratuj siebie.
    • nangaparbat3 Marcinku 02.09.07, 23:52
      Piszesz tak:
      >>> Sytuacja nie jest taka prosta, rady niektorych- niech leczy depresje
      i bedzie ok nie maja najmniejszego sensu. Czesciowo jej stan jest
      spowodowany problemami zdrowotnymi, czesciowo brakiem przystosowania
      do zycia. Z tego co ma tak prawie od dziecka. Jej problemy czesto
      nie sa wyimaginowane, ale ja niestety nie potrafie jej pomoc w zaden
      sposob. Lekarze tym bardziej.

      Stawiasz diagnozę. Piszesz o jej nieprzystosowaniu do zycia - na jakiej
      podstawie? Ferować takie wyroki wobec osoby, z ktora jest sie w związku - nie
      odwazyłabym sie, brak dystansu zawsze zniekształca obraz.

      Jesli jej problemy wynikaja przynajmniej częściowo z klopotow zdrowotnych - na
      jakiej podstawie piszesz, ze lekarz na pewno jej nie pomoże?

      Przykro mi, ale z Twoich postów wynika, ze chcesz ja zostawic, ale sie boisz, bo
      czujesz, ze cos tu nie tak, sumienie by Cie jednak gryzło.
      OK. Jesli nie mozesz z nią wytrzymac - odejdź. Ale nie neguj możliwości
      znalezienia przez nia pomocy, nie stwarzaj atmosfery, w której - nawet jesli nie
      powiesz jej tego wprost - ona odczuje, ze nie wierzysz w jakakolwiek zmiane na
      lepsze.
      To gorsze niz po prostu odejść.

      A Ty - manipulujesz. Niby pytasz, co robic, ale kiedy podpowiadaja Ci - idź z
      nia do lekarza, przekonaj do poszukania pomocy - odmawiasz, z góry wiesz, ze to
      nic nie da.
      wydaje się, jakbyś tylko chciał usłyszeć "zostaw ją, odpuść, ratuj siebie" -
      Twoje pytanie nie jest pytaniem, tak naprawdę chcesz, abysmy utwierdzili Cie w
      podjetej juz decyzji, która zrealizować nie masz odwagi.
      Mnie samej tez się zdarzało tak postępować. Nie bedę rzucać kamieniem. ale nie
      powiem, ze to jest w porzadku - bo nie jest.
    • mona.blue Re: moją partnerkę "męczy życie" 03.09.07, 07:24
      marcink_23 napisał:

      > Witam,
      > Mam problem ze związkiem - nie wiem co dalej. Moja partnerka na
      > początku wydawała się ciepłą, pogodną dziewczyną. Kiedy ją lepiej
      > poznałem okazało się, że ma ogromne problemy egzystencjalne. Wieczne
      > depresje, chandry, złe nastroje, płacze itd. Z największej dupereli
      > potrafi zrobić nie wiadomo jaki dramat.

      Wyślij ją na terapię, bo sam nie dasz temu rady.
      • psychoguru Znakomita rada ale... 03.09.07, 10:07
        mona.blue napisała:

        > Wyślij ją na terapię, bo sam nie dasz temu rady.

        Tak, to znakomita rada. Dobry psychiatra powinien byc
        w stanie dobrac leki ktore ustabilizuja jej nastroje
        bez skutkow ubocznych.

        Ale to wszystko da sie zrobic jesli ona rozpoznaje ze
        cos jest nie w porzadku i zgodzi sie na terapie.
        Niestety sa ludzie u ktorych dreczenie partnera jest
        wpisane w ich normalnosc. Za zadne skarby nie pojda na
        terapie bo przeciez sa abolutnie zdrowi, to partner
        jest nie w porzadku skoro ich nie akceptuje. W takiej
        sytuacji pozostaje ci zakonczenie zwiazku.
    • synvilla Re:marcink_23 - gdzie widzisz siebie za rok albo i 03.09.07, 10:22
      dwa? Czy widzisz swoja przyszlosc u boku tej kobiety? Czy przy niej
      sie spelniasz? Czy wyobrazasz sobie, z ta kobieta malzenstwo i
      dzieci? Jak widzisz jako malzonke i matke dla twojego potomstwa?
      Czy jej zaburzenie psychiczne, nie zniszczy zycia dzieciom? Tobie?

      Jezeli odpowiesz sobie pozytywnie na owe pytania to zostan i baw
      sie w uzdrowiciela. Ale nie zapominaj tez o sobie i o tym, ze pod
      wplywem zaburzenia psychicznego + brakow w wychowaniu ona uzywa
      przemocy psychicznej, a taka osoba nie nadaje sie, ani do
      malzenstwa, ani do posiadania dzieci, dopoty nie wezmie sie za
      zdrowie i nie zacznie nad nim pracowac.
      Czy mozna uleczyc jej zaburzenie? To nie jest tak, jak wiekszosc
      ludzi mysli, ze psychiatra dokona cudu uzdrowienia, ci
      ludzie/psycholog, psychiatra/ raczej wspieraja ale CALA PRACE
      TRZEBA ZROBIC SAMEMU. Na tym polega leczenie. Nie ma innego.Ta
      osoba musi sama pracowac nad soba.
      Moja opinie ci juz przedstawialam. Ludzie chorych psychicznie jest
      MNOSTWO. CZY TO OZNACZA,ze ty za kazdym razem masz sie zabawiac w
      uzdrowiciela? Kosztem swojego zdrowia? uzdrawiac innych?!!!!! Toc
      to wybitnie nieludzka filozofia co poniektorych NIEDOPIESZCZONYCH
      seksualönie bab na tym forum, chorych do tego stopnia, ze nikt im
      juz nie pomoze.

      Jezeli koncowka _23 to twoj wiek to ja mam syna w twoim wieku.
      I jak znam zycie, to trzeba swoje dobro miec zawsze na pierwszym
      planie.O sobie pomysl.
      Pamietaj o tym i dbaj o swoje zdrowie psychiczne.!

      PS:
      Kiedys przed laty jezdzac po swiecie poznalam pewnego amerykanina.
      Okazal sie jednym z najwybitniejszych psychologow w USA. Duzo
      ksiazek napisal, mial wyklady na wielu Uniwerstetach. Opowiedzialam
      mu swoja historie z pewna kobieta, ktora do mnie dzwonila z 4-5
      razy dziennie i o jej zachowaniu.
      On powiedzial, od razu, ze to osoba niezrownowazona psychicznie,
      chora, ktora leczyc trzeba. I abym trzymala sie od ludzi chorych
      psychicznie z daleka!!! Bo "zarazaja".
      • nangaparbat3 synvilla 03.09.07, 12:57
        >>> Jezeli koncowka _23 to twoj wiek to ja mam syna w twoim wieku.
        I jak znam zycie, to trzeba swoje dobro miec zawsze na pierwszym
        planie.O sobie pomysl.

        To widzę, że się rozwijasz.
        Ciekawe, dokąd dojdziesz.
        • synvilla Re: synvilla 03.09.07, 13:41
          To widzę, że się rozwijasz.
          Ciekawe, dokąd dojdziesz.
          ...............................

          Czy w moich postach jest cos co cie osobiscie dotyczcy?
          • nangaparbat3 Re: synvilla 03.09.07, 14:21
            synvilla napisała:

            > To widzę, że się rozwijasz.
            > Ciekawe, dokąd dojdziesz.
            > ...............................
            >
            > Czy w moich postach jest cos co cie osobiscie dotyczcy?

            Bo co?
            >
        • synvilla Re: I jeszcze jeddno 03.09.07, 13:43
          Marcinek- to imie malego chlopca.
          Autor watka nie podal nigdzie swojego imienia.
          Zwracaj sie do niego jak do doroslej osoby!
          • nangaparbat3 Re: I jeszcze jeddno 03.09.07, 14:20
            synvilla napisała:

            > Marcinek- to imie malego chlopca.
            > Autor watka nie podal nigdzie swojego imienia.
            > Zwracaj sie do niego jak do doroslej osoby!

            Odmieniłam po prostu nick "marcink" - przez przypadki - vocativus - marcinku
            wychodzi po polsku, naturalnie.
            Oczywiscie moze sie to włascicielowi nicka nie podobać, wystarczy, ze mi o tym
            napisze - przeprosze i zaprzetane.
            Natomiast zwracanie sie do mnie tak stanowczo, z wykrzyknikiem do tego -
            przesadziłaś.
            • synvilla Re: I jeszcze jeddno 03.09.07, 14:35
              Nie wchodze w dyskusje z przelogowanymi wielonikowcami!
              Wez to sobie do wiadomosci!
              • nangaparbat3 Re: I jeszcze jeddno 03.09.07, 16:04
                synvilla napisała:

                > Nie wchodze w dyskusje z przelogowanymi wielonikowcami!
                > Wez to sobie do wiadomosci!

                Biorę.
                I musisz mi koniecznie napisać, jakie jeszcze mam nicki, bo umrę z ciekawości i
                bedziesz mnie miała na sumieniu ;)
    • robert.zimnicki wybacz, ale nie musi Jej cieszyc 03.09.07, 10:28
      NIe musi Jej cieszyc. Rozmawialiscie co Was cieszy, a co nie? Sprobujcie, a
      potem jesli bedziecie unikac drazliwych tematow, to Ona przestanie miec powody,
      zeby to przezywac.

      Dla niektorych problemem jest jedzenie. Niestety nie wszyscy mogli wybierac
      sobie, ze akurat beda mieli "przyjemnosc" pojawic sie tutaj i w dodatku w
      postaci "bialka", ktore MUSI jesc. Ale to nie problem, wystarczy troche
      popracowac nad kulinariami i da sie to przezwyciezyc.

      Czasem problem jest bardziej globalny. Jesli Ona przezywa to, ze ktos na tej
      planecie ma problemy, spowodowane przez Nia, to po prostu wystarczy nie wlaczac
      telewizora i nie kupowac (nie robic) rzeczy, ktore z Jej punktu widzenia sa
      niemoralne.

      Czasem problemem jest taka pie.., jak tologiczne i filozoficzne podejscie do
      swiata i przeciaganie tego na swoje zycie. W ten sposob zyja spolecznicy. Fakt,
      ze przezucaja oni problemy tego swiata na innych i w razie dupereli reaguja
      placzem i winia innych. Niestety maja prawde, bo kazdy jest umoczony w ten
      proceder, niema takiego winnego, zeby nie krzywdzil innych (nawet kupujac chleb,
      komus sie cos zabiera). W tym przypadku pozostaje rozmowa i akceptacja tej
      postawy, najgorzej jest komus takiemu powiedziec, ze ma cos z glowa. Niestety,
      ale sa rzeczy, ktorych "normalni zjadacze chleba" nie sa w stanie pojac, wiec
      lepiej nie drazyc tego tematu i starac sie pomoc.


      Sprobuj porozmawiac, co w danej chwili powoduje Jej zla reakcje. Moze to prosta
      rzecz i trzeba Jej tylko, zeby ktos byl przy niej, bo nie radzi sobie, czasem z
      tak prosta czynnoscia jak podpalenie gazu. Tak reaguja dzieci, nie radza sobie
      czasem i daja w ten sposob do zakomunikowania, ze potrzebuja pomocy i potrzebuja
      czyjejs bliskosci. Coz, sa tacy, ktorzy twierdza, ze znaja tego, co wynalazl ten
      swiat, wiec reklamacje w kwestii psychologii czlowieka trzebaby raczej kierowac
      do nich.

      Jak juz wspomnialem, takie reakcje biora sie z bezsilnosci i w takiej sytuacji
      Ona daje Ci sygnaly, ze potrzebuje pomocy i Twojej bliskosci. A slowa? Coz, to
      tylko slowa.



      marcink_23 napisał:

      > Witam,
      > Mam problem ze związkiem - nie wiem co dalej. Moja partnerka na
      > początku wydawała się ciepłą, pogodną dziewczyną. Kiedy ją lepiej
      > poznałem okazało się, że ma ogromne problemy egzystencjalne. Wieczne
      > depresje, chandry, złe nastroje, płacze itd. Z największej dupereli
      > potrafi zrobić nie wiadomo jaki dramat. I to nie jest taki stan jak
      > ma większosc kobiet - od czasu do czasu sobie popłacze i jest OK.
      > Tak jak napisalem w tytule - męczy ją życie.
      > Staram się ją pocieszać, byc aniołem, ale z biegiem czasu widzę
      > że to wszystko zaczyna mnie przerastać.Sam powoli zaczynam miec
      > dołki, zeby nie powiedziec depresje. Nie chcę być egoistą, typową
      > męską swinia, ktora ja cos "nie halo" to odrazu ucieka. Jednak czuje
      > ze niedługo będę musial, bo inaczej oboje pojdziemy na dno -
      > bedziemy zrzędzącymi wrakami emocjonalnymi.
      > Stad moje pytanie: mozna normalnie zyc z taką osobą?
      • mftk Re: 03.09.07, 18:53
        Jestem osobą o podobnej osobowości, psychice, co twoja dziewczyna. Za małego
        drobiazgu potrafię zrobić dramat a radości życia muszę szukać aby móc ją odczuć.
        Z doświadczenia mogę powiedzieć, że jeśli twoja dziewczyna nie będzie chciała
        nad sobą pracować, zrobić małego kroczku do przodu, ty nie zdziałasz nic, albo
        zdziałasz mało.
        A czy rozmawiałeś z nią o tym jak TY się czujesz? Czasami człowiek o takiej
        osobowości nie jest świadomy tego, jak działa na innych, tak w swoim
        nieszczęściu jest zagubiony. Sugeruję szczerą z nią rozmowę na tym, jeśli
        oczywiście takiej rozmowy nie było.
        Mi kiedyś przyjaciel powiedział, że tym moim "brakiem radości" wpędzam go w
        poczucie winy. Hmm, nie byłam tego świadoma, teraz jestem, i ponieważ na naszej
        relacji, i na mnie samej ;) bardzo mi zależy, pracuję nad sobą.
        Natomiast, sądzę,że jeśli twoja dziewczyna nie zacznie pracować nad sobą, z
        twoim, nawet lekkim, ale wsparciem, wasz związek nie ma dużych szans na
        przetrwanie. I jeśli odejdziesz, nie zachowasz sie egoistycznie, ale zadbasz o
        swoje zdrowie psychiczne. Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, porozmawiaj z nią!
        Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
    • kiaram Re: moją partnerkę "męczy życie" 07.09.07, 10:12
      witam!dokladnie wiem co masz na mysli.mam podobny problem tylko ze
      to ja jestem wlasnie ta kobieta ktora sprawia problemy.nie bede sie
      rozpisywac nad przeszloscia bo moglabym nie skonczyc.jesli chcesz
      poznac moje zdanie moge sie podzielic moimi doswiadczeniami moze uda
      ci sie cos wykorzystac.tylko chce wiedziec czy chcesz naprawde
      ratowac siebie, zwiazek czy ją?nikt nie mowil ze bedzie latwo takze
      zalezy od ciebie jakie zycie wybierzesz i ile czasu chcesz poswiecic
      twojej kobiecie i jak blisko jestescie.czy wogole byliscie blisko?
      czekam na odzew.pozdrawiam wszystkich
    • brunon.4 Re: moją partnerkę "męczy życie" 09.09.07, 01:54
      > Moja partnerka na początku wydawała się ciepłą, pogodną
      dziewczyną. Kiedy ją lepiej poznałem okazało się, że ma ogromne
      problemy egzystencjalne.

      Ty rozumiem jesteś ciepłym, pogodnym chłopakiem bez problemów
      egzystencjalnych?


      > Tak jak napisalem w tytule - męczy ją życie.

      Ciebie oczywiście nie męczy. A zastanowiłeś się, kedy zacznie męczyć?


      > Stad moje pytanie: mozna normalnie zyc z taką osobą?

      Normalnie? Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy....

      pozdrawiam, Bruno
    • wiedzma15 Re: moją partnerkę "męczy życie" 23.09.07, 10:23
      Nie czytałam wszystkich odpowiedzi.

      Powiem z własnego doświadczenia: bycie z kimś takim jak twoja partnerka jest bardzo wyczerpujące. Mój mąż ma podobne obkjawy 9no, może nie płacze:)). Po 12 latach związku czuję się jednocześnie bardzo zmęczona i bardzo silna, bo wiem, że wiele spraw muszę dźwigac sama.
      Dla jasności: w ubiegłym roku mieliśmy półroczną separację. Wróciliśmy do siebie, bo miłość to coś na czym można próbować budować.Jeżeli kochasz ją naprawdę, godzisz się na to, ze nie będzie różowo, ba; nie będzie nawet "normalnie", mogą być wzloty i upadki...
      (niezaleznie od tego jaki typ zaburzeń to jest)Ważne jest, aby celebrować te okresy wzlotów, a po upadkach szybko się podnieść, otrzepać i żyć dalej...
      Czy twoja partnerka była u specjalisty? może poszlibyście razem?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka