calkowicieplaska
16.11.07, 20:04
Jako dziecko byłam wierząca.Wychowana w katolickiej
rodzinie...Zawsze paciorek i spać..co niedziele kościół..rozmowy o
Bogu i religi to była codzienność
Gdy skończyłam 17 lat zaczeło do mnie dochodzić że ta cała historia
o Bogu zmartwychstaniu zwyciestwu dobra nad złem jest...rodem z
baśni Andersena...Że to ludzie sobie stworzyli tą historie by
łatwiej było im przetrwać wierząc że kiedyś zło zostanie ukarane a
dobro zwycieży,by łatwiej było im umierać żegnać bliskich..i
właśnie ta psychologiczna potrzeba przyczyniła się do powstania
religi
ludziom wierzacym jest łatwiej w zyciu.Maja się do kogo odezwac(do
Boga)potrafia tłumaczyć sobie
wszytskie złe rzeczy jakie go spotykają,wierzą że gdzieś jest lapszy
świat.Człowiek musi wcoś wierzyć bo to pomaga mu przetrwać.(i
dlatego powstały te całe historie o istnieniu srawiedliwego Boga)Ale
prawda jest taka że do mnie to dotarło i nie wierze w te baśniowe
istorie o Panu Bogu w niebie..O złym Szatanie który sie
zbuntował....o tym że bedzie sąd ostateczny że bóg pokona szatana
dobro zwycierzy i zli zastana ukarani a dobzi pójdą do tego
baśniowego "nieba"w którym wszyscy beda szczesliwi nie bedzie chorób
nieszczesc nienawisci wszyscy beda równi i beda sie kochali...to
brzmi jak bajka i mnie nie przekonuje..Bardzo chciałabym
wierzyć..ale to wszystko brzmi tak nie prawdopodobnie tak basniowo
fikcyjnie że w to wszystko nie wierze.Od kiedy moja wiara sie
załamała(zaczełam rosnąc i dostrzegac wiecej niż to co babcia powie)
jestem bardzo nieszczesliwa..Kiedyś jak ktoś umierał wierzyłam że
jest w nowym lepszym swiecie że go zobacze że wszyscy sie
spotkamy.teraz znacznie gorzej przżywam smierć...po smierci dziadka
wpadlam w depresje nie wychodze z domu wciaz mysle o tym że wszyscy
umrzemy,że każdego to spotka a po śmierci nic nie ma...I nigdy nie
zobacze tych których kocham...Zazdroszcze bardzo wierzącym nie wiem
co sie ze mna stałoo że przestałam wierzzyć ale jest mi z tym zle i
o wiele trudniej,ale niestety to wszystko mnie nie przekonuje:-(