Dodaj do ulubionych

pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjścia

29.12.07, 23:32
Proszę poradźcie mi co ja mam zrobić?
Kocham ją, dopiero przy niej dowiedziałem się co to znaczy kochać... byliśmy
bardzo długo, przeszliśmy piekło... ale zawsze razem, w najgorszych sytuacjach
o jakich nawet nie wiedziałem, że człowiek może przeżyć

Potem się wszystko popsuło, poznała kogoś.. nie chcę o tym mówić bo nie chcę
mieszać tego do istoty pytania

Ona zostawiła mnie, wyjechała za granicę ale nie powiedziała, że to koniec.
Zawsze unikała odpowiedzi i cały czas to robi, mówi że nie może mi nic
obiecać, powiedzieć tego co chcę usłyszeć ale nie powie mi że to koniec..
rozmawiamy, Ona płacze, daje sygnały że mnie potrzebuje pamięta, że wróci a
potem znika na tydzień, odzywa się jak obcy człowiek.

Trwa to już długo.. może rok? Sam nie wiem, jestem od dawna w depresji, nie
potrafię nawet pójść do lekarza, to wszystko przez to że nie mogę sobie
poradzić z tym

Nie potrafię o niej zapomnieć, gdy pomyślę że miał bym poznać inną kobietę to
czuję się jakbym Ją zdradzał, ja kocham ją nadal od 6 lat, nie wyobrażam sobie
życia bez niej a Ona już nie jest przy mnie

Nie mogę nic zrobić bo Ona daje mi znaki że mnie potrzebuje i nie wyobraża
sobie abym mógł żyć z kimś innym a ja nie mogę zrobić nic wiedząc, że może
jest nadzieja skoro Ona jest nieszczęśliwa i nie wie co zrobić. Ale ja już nie
chcę nie dam rady tak żyć, co mogę zrobić by nie oszaleć, jestem za nią
odpowiedzialny, stała się częścią mnie po tym co przeszliśmy i kocham ją tak
jakby była tu ze mną cały czas więc jak mam iść i szukać rozmawiać z inną
kobietą? Nie mogę Jej zdradzić, Ona może mnie potrzebować.
Obserwuj wątek
    • solaris_38 skoro bez wyjścia to jak ci pomóc biedaku ? 30.12.07, 00:08
      skoro przeszliście tak wiele
      i jest wciąż szansa na .. coś ..

      to chyba dobrze robisz czekając na dalszy rozwój wydarzeń który może ci
      przyniesie w ramiona ukochaną JĄ

      pzrecież z innymi kobietami i tak nie mzozesz

      to by było jak zdrada

      chcesz JĄ zdradzić?

      po tym co przeszliście?
      wiedząc ze jest taka nieszczęśliwa ?

      bądź wierny

      i tak nie masz wyboru

      twoja depresja jest dowodem na prawdziwa miłość

      o takich miłościach pisze sie książki

      Wielka Miłość

      a być może ona kiedyś wróci
      i zostaniecie na zawsze bo przy tobie będzie szczęśliwa

      wszak zrobisz wszystko aby była a ona tego własnie potrzebuje

      na pewno dlatego nie umie ci dać odpowiedzi
      w podświadomości wciąż cię pragnie bo wie że nikł nie będzie jej kochał tak jak ty

      nie oszalejesz będzie cię trzymać na duchu twoja miłość
      bo możesz być jeszcze potrzebny

      dasz sobie radę ! ba dz dzielny i kochaj ja nadal

      bez niej życie nie ma sensu
      wiesz to an pewno
      inne kobiety nie są NIĄ

      a TYLKO ONA


      - słyszysz co ty piszesz


      nieprawdę

      jedni biorą ekstazę (specjalny rodzaj nieparwdy)
      inni kłamia sobie i onanizują się nieprawda o innej osobie i łączącym uczuciu


      jednym słowem nie wierzę ci przyjacielu

      będziesz sie dotąd męczył

      dopóki nie zobaczysz ze miłość ma inne imię
      i nie prowadzi to takich narkotycznych uzależnień
      lecz jest życiodajna

      • nomad.soul to co to jest? 30.12.07, 00:30
        jestem za nią odpowiedzialny i nie mogę odejść odwrócić się, co innego gdyby
        powiedziała daj mi spokój mam lepszego ale Ona.. wiem że byłem dla niej kimś
        wyjątkowym bo dla mnie robiła straszne rzeczy, dużo przeszliśmy, to było, jest
        tak poważne jak żadna inna sprawa w moim życiu.
        Jeśli to nie miłość to co nią jest? To co to jest? Gotów jestem swoje szczęście
        poświęcić dla niej bo są ważniejsze sprawy w życiu niż rok mojego życia który
        mogłem spędzić na zabawach ale ja już zrozumiałem że nic się nie da zrobić, że
        Ona nie wróci

        Chcę coś zrobić ale co? Nie mogę żartować, podrywać innej kobiety, czuję się
        wtedy jak szmata.
        • solaris_38 ulubiona płyta 30.12.07, 00:39

          powtarzasz swój sen i myślisz ze od tego stanie sie prawdziwy ?

          to ślepy zaułek


          nie ma to nic wspólnego z miłością








          • nomad.soul Re: ulubiona płyta 30.12.07, 01:03
            ale ja czasem z nią rozmawiam, ona chciała by wrócić do mnie, tak wynika z tego
            co mówi, wspomina jak nam było dobrze. Mówisz że to sen jakbym wymyślił to, ja
            po prostu nie mogę jej tak zostawić jeśli Ona mogła by mnie potrzebować, nie
            potrafię zrobić czegoś takiego świadomie
    • naprawdetrzezwy Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 00:47
      Jakieś szczegóły?
      • nomad.soul Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:01
        no właśnie napisałem dlaczego. Bo nie wiem co będzie jeśli zrobię coś głupiego,
        nie mogę jej zostawić ale też nie potrafię już wytrzymać takiego życia. Chciał
        bym aby mi powiedziała, że to koniec albo wróciła. Rozumiesz że czuję się jakbym
        położył się spać z żoną a rano Ona zniknęła nie mówiąc nic?
        • female.psycho Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:04
          Gdzie ona teraz jest?
          • female.psycho Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:07
            ...bo piszesz, że zagranicą, że poznała kogoś, że to już rok... Nic z tego nie rozumiem. Gdzie i z kim jest? Jest sama? Z kimś?
            • nomad.soul Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:23
              Nie wiem, nie jest z nikim. wyjechała za granicę. Podobno chce wrócić.
              • female.psycho Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:28
                Skoro nie jest z nikim i podobno chce wrócić - w czym problem? Nie masz pewności, czy Cię kocha?
                • female.psycho Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:33
                  Trudno o opinię, jeśli nie piszesz konkretów. Skoro poznała kogoś i wyjechała z kraju - to chyba sprawa jest jasna. Nie rzuca się stałego partnera po sześciu latach dla byle kogo. No, chyba, że w grę wchodzą jakieś komplikacje - bo na to wygląda, ale nic o tym nie piszesz.
                  • nomad.soul Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:37
                    jest sama nieszczęśliwa, tamten był jakąś pomyłką zauroczeniem i jeszcze ma
                    jakieś problemy z nim, on w jakimś półświatku się obraca o czym nie wiedziała a
                    Ona ma jakieś zobowiązanie wobec niego, ja też nic nie wiem
                • nomad.soul Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:34
                  bo nie wiem czy wroci, nie wiem co Ona chce zrobic - Ona nic nie moi, na
                  wszystko odpowiada nie wiem. Czekam od ponad roku miotając się między
                  nienawiścią i uczuciem, nie rozumiesz? Ja czuję się jakbym się nie obudził z
                  koszmaru, wyobraź sobie że Twój mąż/żona nagle przestaje CI cokolwiek mówić a Ty
                  kochasz go tak jak zawsze tęsknisz pragniesz, chcesz zaplanować przyszłość a On
                  wyjeżdża i na każde pytanie odpowiada że sam nie wie
                  • alicjasz0 Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:41
                    Proszisz o radę, więc ci poradzę. Zostaw ten toksyczny związek!
                    Ludzkie emocje to bardzo skomplikowana sprawa, ale kiedy ktoś
                    zupełnie się z tobą nie liczy, to pora odwołać się do rozumu
                    • nomad.soul Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:45
                      ale co Ty mówisz, jak zostaw? To osoba o którą się martwię boję kocham ją a Ona
                      mnie nie odtrąca tylko płacze, jak mam ją zostawić? Ona nie robi tego ze
                      złośliwości czy wyrachowania tylko z bezradności. Czy ja mogę zawieść tak kogoś?
                      Uznać że mi źle i uciekam? Wolno tak, dlatego że źle się czuję? Są ważniejsze
                      sprawy zawsze tak myślałem
                  • female.psycho Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:47
                    Rozumiem. Skoro poznaje kogoś nowego, wyjeżdża daleko, nie chce się z Tobą widzieć od ponad roku to o co chodzi? Zaprzestań kontaktów, nie warto. Zostaw to.
                    • nomad.soul Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:52
                      ale to nie dlatego że Ona tam żyje szczęśliwa z kimś, Ona tam jest jakby z
                      przymusu jakieś sprawy z tym człowiekiem, całość jest przerażająca, nie mogę
                      sobie wyobrazić żeby zostawić ją z tym wszystkim. Można tak? Ja naprawdę czuję
                      się za nią odpowiedzialny.To najbliższa mi osoba najdroższa na całym świecie,
                      nikt nigdy nie był ważniejszy dla mnie a teraz ma problemy tylko nie mówi nic,
                      nie chce wrócić i nie odrzuca..
                      • female.psycho Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 01:54
                        Jak kryminał to brzmi. Zamieszana w jakieś narkotyki? Grozi jej coś? No to ratuj ją i sprowadź tutaj.
                        • nomad.soul Re: Dlaczego sądzisz, że nie ma wyjścia? 30.12.07, 02:00
                          nie chcę z tego kryminału robić. To nie jest tak, to raczej są jakieś
                          uzależnienia natury psychicznej, z jakichś powodów nie wraca nie mówi nic ale
                          nie jest tam więziona czy cos takiego, odwiedzała koleżankę w międzyczasie.
                          Pojechał bym gdyby to było coś tak prostego ale i tak nie znam adresu a to jest
                          bardzo daleko. Moim problemem jest to czy mogę tak czekać, czy muszę wbrew sobie
                          odejść zacząć na siłę zmieniać życie
    • hsirk pier.dol.nij glowa w beton 30.12.07, 01:26
      az stracisz przytomnosc. moze pomoze


      bo inaczej zwariujesz
    • psychoguru Twoj mozg podsuwa ci odpowiedz 30.12.07, 16:04

      >Sam nie wiem, jestem od dawna w depresji, nie
      >potrafię nawet pójść do lekarza, to wszystko
      >przez to że nie mogę sobie poradzić z tym

      Ale dzialanie mozgu jest zaklocone poprzez
      uzaleznienie psychiczne. Jedynym rozwiazaniem
      jest podjecie leczenia, reszta to urojenia i
      mrzonki chorego umyslu.
      • nomad.soul Re: Twoj mozg podsuwa ci odpowiedz 30.12.07, 16:24
        nie rozumiem już nic.
        Przecież to nie mój wymysł tylko to dzieje sie na prawdę, ja tylko nie wiem czy
        mogę czy wolno mi odwrócić się jeśli ktoś nie potrafi powiedzieć mi czego
        oczekuje ode mnie.
        Czuję się podle, jakbym spiskował i przygotowywał zdradę.
        Czy to uczciwe odejść i nie wyjaśnić sytuacji?
        Czy są sytuacje które to usprawiedliwiają?
        • alicjasz0 Re: Twoj mozg podsuwa ci odpowiedz 30.12.07, 23:16
          Chłopie wyhamuj, bo nakręcasz się zupełnie niepotrzebnie. Twoje
          domysły mogą nie mieć nic wspólnego z prawdą a sprawa może wyglądać
          tak, że dziewczyna nie daje czytelnych sygnałów, bo jej się to nie
          opłaca. Nie liczy się z twoimi uczuciami a nie odrzucając cię trzyma
          cię ciągle na smyczy. Ty siedzisz tu projektując swoją
          odpowiedzialność za jej los i chcesz robić za rycerza na białym
          koniu, który ją uratuje. Jest jeszcze inna możliwa sytuacja.
          Dziewczyna ma cię dosyć, nie raz dawała sygnały, których nie
          chciałeś zauważyć, więc nabrała wody w usta i przestała mówić
          cokolwiek. Jakby nie było powinieneś zająć się swoim życiem i
          przestać czuć się odpowiedzialny za zbawianie jej, bo ona może tego
          wcale nie chcieć.
          • nomad.soul Re: Twoj mozg podsuwa ci odpowiedz 31.12.07, 16:56
            Nie o to chodzi, proszę zrozumcie, to nie domysły bo wiem że Ona po prostu nie
            wie co zrobić, nie może... Chodzi mi o to że Ona może mieć poważne powody które
            ją wewnętrznie zmuszają do takiego zachowania i tylko ja nie wiem czy są
            sytuacje które usprawiedliwiają takie zachowanie i powinienem trwać czekać czy
            muszę zacząć myśleć o sobie. To nie jest tak że Ona dawała sygnały że to koniec,
            bo wtedy na moje pytanie czy to koniec odpowiada się że tak i rozstaje się jak
            dorośli ludzie. Jak długo jest sie odpowiedzialnym za kogoś?
            • angery Re: Twoj mozg podsuwa ci odpowiedz 31.12.07, 17:26
              po pierwsze,nie powiedziała czego oczekuje,może niczego nie chce.
              po drugie,gdyby chciała to by wróciła
              po trzecie,gdyby chciała aby na nią czekać,to by powiedziała
              po czwarte,gdyby chciała odwiedzin,kontaktu,to podałaby adres
              wniosek-nie chce kontaktu,nie chce związku.
              co to za bajka z tą odpowiedzialnością,jest niepełnoletnią córką,
              upośledzona umysłowo,czy co ?
              • nomad.soul Re: Twoj mozg podsuwa ci odpowiedz 31.12.07, 18:03
                spróbuję wytłumaczyć o co mi chodzi
                wiem że nie powiedziała, właśnie o to chodzi to mnie najbardziej boli że Ona
                nawet nie chce mi powiedzieć abym na nią czekał bo wiele razy sugerowałem jej
                to, żeby miała czas na uporządkowanie życia ale aby powiedziała że chce abym
                czekał. Ona zachowuje się tak aby nic nie zrobić i czekać na to co się wydarzy
                ale nie chce żebym żył własnym życiem, nie chce żebym miał kogoś, wiele razy
                mówiła o przeszłości o wspólnych chwilach o tym jak mieszkaliśmy razem jak było
                dobrze i że znów by chciała tak żyć.
                Nie jest niepełnoletnia ani upośledzona ale ma problemy ze sobą i z życiem a ja
                ją kocham, dlatego nie mogę się pogodzić z Tym aby ją zostawić

                Wyobraź sobie że to najbliższa Ci osoba
                • angery Re: Twoj mozg podsuwa ci odpowiedz 31.12.07, 18:10
                  nie rozumiem,jesteś opiekunem niezaradnej życiowo osoby,ktora może
                  powiedzieć,ale nie mówi,skoro nie mowi,to nie chce mówić,bo przecież
                  może.
                  A co to ma wspołnego z miłością,taka opieka nad niepozbieraną osobą,
                  coś ci się chyba myli.Jesteś jej terapeutą,lekarzem ? Coś motasz
                  strasznie.Znajdż sobie kogoś pozbieranego,kto umie mówić czego chce.
                  • nomad.soul Re: Twoj mozg podsuwa ci odpowiedz 31.12.07, 18:18
                    proszę Cię... to osoba z która chciałem się zestarzeć, to osoba za którą gdyby
                    trzeba było oddał bym życie... nie chodzi o to abyście mi powiedzieli że Ona
                    jest zła czy źle postępuje, chodzi mi o to czy niezależnie od motywów jej
                    postępowania które mogą być dla mnie niezrozumiałe ja mogę odejść zając się
                    sobą, czy jest jakaś granica w tym ile można zrobić dla kogoś? wiem że działam
                    przeciwko sobie, że mnie to niszczy ale uważałem że są ważniejsze rzeczy niż to
                    jak ja się akurat teraz czuję.
                    • angery Re: Twoj mozg podsuwa ci odpowiedz 31.12.07, 18:34
                      do czego jesteś jej potrzebny ? do niczego.
                      więc co tu motać jakieś fantazje ? jakieś poświęcenia,jakieś misje
                      pomagania jej,to są jakieś brednie.Odczep się od niej.
                      • nomad.soul Re: Twoj mozg podsuwa ci odpowiedz 31.12.07, 18:38
                        ale to nie ja dzwonie tylko Ona do mnie, chce utrzymywać kontakt i nie chce abym
                        poznał kogoś, gdy wyjechałem na wakacje ze znajomymi bardzo to przeżyła płakała.
                        Przecież nie chodzi o to że jestem namolnym facetem który nie chce jej dać
                        spokoju i pozwolić jej na układanie sobie życia, wiem że potrzebuje pomocy i
                        mnie, mówiła mi o tym nieraz.
                        • angery Re: Twoj mozg podsuwa ci odpowiedz 31.12.07, 18:42
                          taaak ?? to baw się dalej dzielny chłopczyku sam
    • synvilla Re: Sluchaj soul. 31.12.07, 17:34
      Ja jestem prosta kobieta, jak kolek w plocie i na moje oko to Ty
      przezywasz katusze, ktore sprawiaja ze cierpisz horror.
      Ja na twoim miejscu nie chcialabym byc. Bedac w twojej skorze -obym
      nigdy nie byla-
      zadzwonilabym do dobrego psychologa i zapisala sie na terpie!!!
      Moze 10, moze 23 spotkania i jestem kwit z problemme milosci.

      I pamietaj jedno - nie ma ludzi nie zastapionych.

      Kochasz ja gleboko - to zycz jej wszystkiego co najlepsze, w zyciu
      choc z kims innym, to jednak niech bedzie szczesliwa.

      Bo milosc Kochany soul, to dawanie , dawanie, dawanie ......bez
      konca:=) I na tym polega tajemnica milosci.
      • angery Re: Sluchaj soul. 31.12.07, 17:36
        jakie dawanie,to nie instytycja charytatatywna
      • nomad.soul Re: Sluchaj soul. 31.12.07, 18:06
        ale ja nie wierzę że mogę poznać kogoś kto by ją mógł zastąpić, znałem wcześniej
        wiele kobiet ale to co nas połączyło to coś tak niezwykłego że oddałem temu całe
        życie, część siebie tak że nie potrafię nawet wyobrazić sobie aby ktoś inny mógł
        zająć to miejsce

        Ale ja chcę aby była szczęśliwa i może ja też walczył bym o swoje szczęście ale
        tylko wiedząc że to koniec, że Ona już nie może być ze mną a teraz nie wiem nic,
        nie mogę nic zrobić.
        • angery Re: Sluchaj soul. 31.12.07, 18:21
          rzeczy niezwykłe mają to do siebie,że mijają,jak sam widzisz,nic
          nie trwa wiecznie,młodość,uroda,miłość czy inne mniej lub bardziej
          wzniosle stany ducha kiedys się konczą,to nie literatura dla panie-
          nek ani bajka.
          • nomad.soul Re: Sluchaj soul. 31.12.07, 18:35
            ale ja nie wiem czy to się skończyło i nie chodzi o moje urojenia tylko o to że
            od ponad roku chcę tę sytuację wyjaśnić
    • greengrey Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 31.12.07, 20:29

      wiele osób Ci mówi to dobitnie, ale nie słyszysz, może nazwę
      to dosadniej

      to nie miłość- to Twoje uzależnienie od Niej

      ona daje Ci wielokrtnie wiele informacji,że Cię nie chce w swoim
      życiu- wyjeżdża nie dając od roku (!) adresu, utrzymuje swoje sprawy
      w zupełnej tajemnicy, karmiąc Cię półsłówkami od czasu do czasu.

      Nigdy nie mówiła,że potrzebuje Twojej pomocy- nie prosi o nią

      Jak ją przyciśnie to dzwoni, by sobie popłakać- bo wie,że zawsze ją
      wysłuchasz.

      Jesteś poduszką do wypłakania się- niczym więcej
      Osoba,któa kocha na takie katusze drugiej nie naraża

      Pytasz,czy możesz ją zostawić?

      Powinieneś. Ona Cię nie porzebuje i nie chce

      Czy jesteś za nią odpowiedzialny ? To absurd. jak możesz być
      odpowiedzialny, kiedy nawet nie wiesz z kim i gdzie ona jest? Co
      robi, co jej zagraża- nie wiesz. Ona Ci tego nie mówi, nie woła o
      Twoją pomoc....

      Jesteś odpowiedzialny- tak- za siebie. Swoim czekaniem, urojeniami,
      snuciem dziwnych opowieści sam niszczysz siebie.

      Naprawdę jesteś ciężko uzależniony, potrzebujesz terapii.

      Nie musisz o niej zapominać ( i tak to sie nie uda)ale musisz zacząć
      żyć swoim życiem
      • nomad.soul Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 31.12.07, 21:26
        czemu tak piszesz?
        nie daje mi informacji bo o to sie z nią kłócę od ponad roku że mówię jej,
        grożę, straszę, błagam aby mi powiedziała o co chodzi i dała jasna odpowiedź.
        owszem mówiła że prosi, dzwoniła kilka dni temu płacząc mówiła że mnie potrzebuje

        na prawdę rozumiem że nie podaję wszystkich informacji bo to zbyt skomplikowane
        by to opowiedzieć w kilka godzin ale nie chodzi o to że Ona chce się mnie pozbyć
        a ja ją nękam.
        Chodzi mi o to czy mimo tego że Ona mnie potrzebuje to mogę odejść bo nie chcę
        takiej sytuacji nie mogę tak żyć
        • angery Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 31.12.07, 21:29
          jeżeli napiszesz,że w czasie rozmowy telefonicznej onanizujecie się
          i to jest ta wasza miłość,to uwierzę
          • nomad.soul kim ty jesteś? 31.12.07, 21:35
            • angery Re: kim ty jesteś? 31.12.07, 21:40
              jaki aspekt interesuje ?
              • nomad.soul Re: kim ty jesteś? 31.12.07, 21:53
                nie interesują mnie Twoje opinie jeśli mają być na takim poziomie jak pokazałeś.
                Nie umiesz inaczej rozmawiać?
                • angery Re: kim ty jesteś? 31.12.07, 22:00
                  poziom jest adekwatny do treści otrzymanych informacji
                  • nomad.soul Re: kim ty jesteś? 31.12.07, 22:01
                    jak widać tylko dla Ciebie. Przepraszam, jeszcze dla hsirk
    • krakusia .....czemu nie jedziesz do niej? 31.12.07, 20:58
      A mogę wiedzieć czemu nie jedziesz do niej? pakuj walizy i mykaj.
      Ja za moim mężem pojade WSZĘDZIE.

      Mój syn (student IV roku) stracił dziewczynę, wyjechała na dłuuugo,
      do pracy na wyspy. Po powrocie z lotniska powiedział mi: "mamo to
      juz koniec" spytałam "zerwaliście?" a on na to; "nie, ale pewnie tak
      się stanie". Po miesiącu zadzwoniła i powiedziała ze zrywa, bo nie
      chce go trzymać w niepewności wiele lat. Mówiłam mu aby jechał do
      niej bo miłość w życiu jest najważniejsza. Nie pojechał. Widocznie
      to nie miłość była.
      • nomad.soul Re: .....czemu nie jedziesz do niej? 31.12.07, 21:29
        jak mam jechać? przecież Ona nawet nie potrafi mi powiedzieć że chce wrócić, że
        chce abym zaczekał aż załatwi swoje sprawy.
        Jak mam jechać skoro Ona teraz nie chce czy nie może być ze mną, była tu kiedyś
        i wróciła tam zostawiając mnie a równocześnie mówi że nie chciała tego tylko
        sytuacja ją zmusiła
        • krakusia ....zamknęli ją w burdelu ? 31.12.07, 21:34
          Piszesz jakby była zamknięta w burdelu, bo ciągle płacze i szuka
          niby pomocy. Jedź do niej, zamieszkaj z nią i wtedy się wszystko
          wyjaśni.
          Ona zwyczajnie nie chce palić mostów za soba...ot, co. Spryciara.
          • nomad.soul Re: ....zamknęli ją w burdelu ? 31.12.07, 21:39
            nie, nie jest w burdelu... przecież piszę od początku że nie chodzi mi o
            ustalenie jej motywów. Pytanie dotyczy mnie i tego co ja mogę zrobić. Spróbuj
            założyć że ma potworne problemy i działa z dobrych pobudek, czy wtedy ja mogę
            odejść? NIe mogę zakłądać, że Ona mnie oszukuje czy naciąga, nie jest spryciarą
            tylko ma problemy i mnie - czy mogę odejść tylko dlatego że nie mam już siły i
            skrzywdzić ją?
            • krakusia ona Cię zwyczajnie zwodzi 31.12.07, 21:52
              Człowieku, opamiętaj się, ona Cię zwyczajnie zwodzi. Nie wie czy
              kiedyś nie wróci i nie chce palić mostów. Są tacy ludzie.

              Uwierz mi, po roku seperacji DOSKONALE się wie czy chce się z kimś
              być czy nie.

              Podobno cudownie Wam się razem mieszkało, to dlaczego nie możecie
              mieszkać tam (gdzie to jest?) razem? Co stoi na przeszkodzie?
              Dlatego napisałam o tym burdelu (to była przenośnia) bo tylko
              przymusowe zamknięcie może ją usprawiedliwić. Świat nie kończy się
              na Twoim mieście. Jeśli nie będzie chciała abyś przyjechał do niej
              to znaczy ,ze Cię nie chce. Rozumiesz to?
              • nomad.soul Re: ona Cię zwyczajnie zwodzi 31.12.07, 22:04
                odeszła ode mnie mówiła że musimy się na razie rozstać, chyba mnie zdradziła...
                • angery Re: ona Cię zwyczajnie zwodzi 31.12.07, 22:21
                  jesteś jednym z 2-3 rodzeństwa, w dzieciństwie przeszedleś zapalenie
                  opon mozgowo-rdzeniowych,albo uraz głowy,miałeś troche trudności z
                  nauką,powtarzaleś klasę 5. jak wielu chłopaków i 7. z trudem ukoń-
                  czyles szkołę zawodową,w domu matka nie interesowała się tobą zbyt-
                  nio,ojciec raczej mało znany czy obecny,po szkole zacząłeś pracować
                  nie masz samochodu.
                  • nomad.soul Re: ona Cię zwyczajnie zwodzi 31.12.07, 22:24
                    to do mnie?
                    • angery Re: ona Cię zwyczajnie zwodzi 31.12.07, 22:38
                      tak,mogę rozwinąć bardziej szczegółowo
                      • nomad.soul Re: ona Cię zwyczajnie zwodzi 31.12.07, 22:51
                        ale nic się nie zgadza z tym co piszesz. Przecież chodzi o to że nie potrafię
                        znieść myśli że mógł bym jej sprawić przykrość, że mogła by mnie potrzebować a
                        ja szukam szczęścia dla siebie. Co miał bym jej powiedzieć i zrobić? Ja ją
                        kocham, dla mnie nic się nie zmieniło, jakbym położył się z nią spać a rano
                        wszystko wyglądało tak jak teraz. Czy mam rozumieć, że jeśli Ona mnie tak
                        traktuje to ja mogę odejść i układać sobie życie? Gdzie jest granica oddania
                        komuś, ja byłem jej wierny i żyję ze świadomością że to na zawsze, że jeśli z
                        kimś tak się związałem to już na zawsze. Nie chcę jej skrzywdzić. Czy mogę
                        odejść mimo że Ona nie potrafi mi powiedzieć że wszystko skończone? Czy to nie
                        zdrada? Tak porzucić kogoś tylko dlatego że są kłopoty? Myślałem że trzeba
                        czekać i walczyć a poddać się można tylko gdy ktoś jasno powie że to koniec, że
                        jest szczęśliwy gdzieś indziej.
                • krakusia a może ją szantażujesz i boi sie powiedziec prawdę 31.12.07, 23:00
                  a może ją "szantażujesz" i boi Ci sie powiedziec prawdę? Moze jej
                  powiedziałeś kiedyś, że się np. zabijesz?

                  Dobrą kuracją odwykową jest jakaś pasja (np. sztuki walki,
                  siatkówka...) i kontakt ze zwyczajnymi kumpami z dawnych/obecnych
                  lat. Na inne, nowe uczucie jest jeszcze za wcześnie dla Ciebie,
                  musisz wpierw się wyleczyć, czyli wyzbyć tych myśli i zrozumieć to.
                  Potrzeba Ci więcej czasu. Ta kobieta wybrała inaczej i musisz to
                  przyjąć do wiadomości, musisz się z tym pogodzić.

                  • nomad.soul Re: a może ją szantażujesz i boi sie powiedziec p 31.12.07, 23:04
                    nie, w życiu nie szantażowałem jej. To raczej ja się tego boję gdybym jej
                    powiedział, że kogoś mam.
                  • angery Re: a może ją szantażujesz i boi sie powiedziec p 31.12.07, 23:07
                    nie ma nic gorszego niż kumple,kobiety są ciekawsze
                    • krakusia Re: a może ją szantażujesz i boi sie powiedziec p 31.12.07, 23:16
                      angery napisał:

                      > nie ma nic gorszego niż kumple,kobiety są ciekawsze

                      Bzdury gadasz. Kumple są OK, oni pozwolą mu zapomnieć. Z nimi mozna
                      iśc na impreze, Ci kumple mają także koleżanki :) i
                      powolutku...powolutku..
                      • angery Re: a może ją szantażujesz i boi sie powiedziec p 31.12.07, 23:20
                        żartujesz,z kuplami to można pić i prowadzić pijackie rozmowy o
                        naturze kobiet. Z kobietami można też i co innego robić
                        • krakusia Re: a może ją szantażujesz i boi sie powiedziec p 31.12.07, 23:26
                          angery napisał:

                          > żartujesz,z kuplami to można pić i prowadzić pijackie rozmowy o
                          > naturze kobiet.

                          BINGO !! :) właśnie o to chodzi :)
                          • angery Re: a może ją szantażujesz i boi sie powiedziec p 31.12.07, 23:31
                            wiesz,ja znam te twórcze rozmowy i ich skutki,kobiety są znacznie
                            ciekawsze,trochę przelotnych historii dobrze robi.
                            • angery Re: a może ją szantażujesz i boi sie powiedziec p 31.12.07, 23:48
                              jak rozstaję się z jedną,to potem idę rozprostować się na kilku
                              następnych,zawsze tak robię,kobiety są jednak męczące.
                            • krakusia kilna zabić klinem ?? 31.12.07, 23:49
                              Oczywiście, ze lepsze dla niego byłyby kontakty z kobietami, czyli
                              inaczej mówiąc klina zabić klinem :) ale po tym co nasz kolega pisze
                              wnioskuję, ze musi najpierw uporać się z przeszłością. On musi
                              zamknąć tą książkę. W tej chwili każdy "układ" z inną kobieta będzie
                              traktował jako zdradę.

                              p/s fajnie tak pogawedzić z Wami. Tak się fatalnie złożyło ze
                              dzisiaj jestem sama buuuuu. Zatem SZCZESLIWEGO N.ROKU !! :)
                              • angery Re: kilna zabić klinem ?? 31.12.07, 23:54
                                z jaką preszłością,baba za granicą,nie wiadomo gdzie i z czym tu
                                się uporywać,a wokół jakieś kobiety się kręcą,nic tylko korzystać,
                                jak tamta się namyśli,to niech czeka w kolejce.
                              • nomad.soul Re: kilna zabić klinem ?? 01.01.08, 00:18
                                szczęśliwego nowego roku, dla wszystkich
                                • angery Re: kilna zabić klinem ?? 01.01.08, 00:24
                                  również
                              • angery Re: kilna zabić klinem ?? 01.01.08, 05:13
                                jak wysyla się kobietę za granicę do pracy w domu publicznym,to moż-
                                na mieć trochę wyrzutów sumienia.Ale ze wszystkim można sobie pora-
                                dzić.
    • annavege Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 17:21
      Powiem tak: Jak dla mnie to ona jest Ci potrzebna, bo czujesz sie
      taki niezastapiony: tylko Ty mozesz ja uratowac. Jakie to piekne!
      Wzniosle. Wasza milosc taka niepowtarzalna, nie to co zwyklych,
      szarych ludzi...

      Ty tez jej jestes potrzebny. Nic tak nie dowartosciowuje kobiety,
      jak taki piesek na kazde skinienie, ktory kocha pomimo tego, ze
      kopnela go w tylek kilkakrotnie, zdradzala, opuscila, a on trwa i
      trwa.
      To bardzo wygodne - miec takie wyjscie awaryjne.

      Mialbys sobie znalezc inna dziewczyne i ulozyc zycie z nia? Jakim
      prawem??? Ty jestes JEJ pieskiem przeciez!

      Ona nic nie obiecuje, ale moze kiedys sie na Ciebie zdecyduje, jak
      juz nie bedzie miala wyjscia, bo nie ulozy sie z nikim innym,
      dlatego warto Cie miec w zanadrzu. Czy taka rola Ci odpowiada? Az
      tak nie szanujesz sam siebie?
      Poza tym co jesli sie ulozy? Co to oznacza dla Ciebie?
      Nie wiem, jaka to tragiczna sytuacja zmusila ja do wyjazdu i
      ukrywania sie, ale to tak naprawde nie ma znaczenia.

      Nie jestes za nia odpowiedzialny. Jestes odpowiedzialny tylko i
      wylacznie za swoje zycie i jesli chcesz je przegrac w ten sposob -
      to Twoj wybor do ktorego oczywiscie masz prawo.

      > Chodzi mi o to czy mimo tego że Ona mnie potrzebuje to mogę
      > odejść bo nie chcę
      > takiej sytuacji nie mogę tak żyć

      Odpowiedz na Twoje pytanie: TAK. MASZ PRAWO ODEJSC.

      NIE DAJ SOBA POMIATAC.
      Niewazne jak bylo kiedys. Wazne jak jest teraz. Nie wiesz, jak by
      bylo, gdybyscie nawet mieli byc razem, ale zapewniam Cie, nie
      bedzie tak jak kiedys. Za duzo przez nia przeszedles a i ona na
      pewno jest juz innym czlowiekiem.
      Takie romantyczne mrzonki przerabialam i powiem Ci, ze niewiele z
      nich dobrego wynika.
      Zycie masz jedno i nie pozwol go sobie zmarnowac przez jakas
      niezdecydowana egoistke.
      • nomad.soul Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 18:10
        to nie jest takie proste jak przedstawiasz.
        Nie zależy mi na utrzymywaniu takiej sytuacji bo to ja od roku walczę o wyjaśnienie sprawy, nie chcę czuć się tak tylko że dostawałem od niej listy w których pisała, że jeśli odejdę to nie będzie już miała nikogo, boję się że mogło by się jej coś stać a ja nie wybaczył bym sobie tego nigdy.

        Proszę nie oceniaj jej zachowania, bo istotą mojego pytania jest czy niezależnie od motywów jej postępowania ja mogę uznać że zrobiłem już wszystko, że czekałem dość długo, że mogę teraz próbowac układać sobie życie. Ja wiem że Ona nie robi tego z wygody czy wyrachowania, to najwspanialszy człowiek jakiego znam, pełen empatii i współczucia, zawsze stawiała moje dobro nad swoim, dlatego wiem że musiało się stać coś strasznego co nie pozwala jej być ze mną.
        Chcę wiedzieć czy istnieje jakaś granica, tego ile można oddać poświecić by ratować związek miłość czy to jest sprawa całkowicie indywidualna, boje sie że nie ma i nie może być tu żadnych reguł.
        Jeden rozstaje sie i do końca życia nie zwiąże sie już z nikim a inny po miesiącu jest zakochany, czy to tak wygląda? Czy nawet jeśli Ona nie chce mnie puścić i ma swoje ważne powody to czy ja po roku oczekiwania walki szarpania się mogę z czystym sumieniem próbować żyć od nowa szukać szczęścia? Właśnie o to chodzi, że Ona wie że dokąd nie powie mi, że to koniec to będę trwał. Czy ja nie popełnię błędu potwornego? Zupełnie nie rozumiecie mojej sytuacji, to co dla Was jest mrzonką i cieniem szansy jest dla mnie decyzją zmieniającą całe życie, to osoba z którą chciałem już nigdy się nie rozstawać, mieć dzieci i razem sie zestarzeć. Czy mimo że nie powiedziała mi - odejdź, rozstańmy się spokojnie, ułóżmy sobie życie - to czy mam prawo odejść przestać walczyć? Obawiam się że nie odpowiecie mi na to pytanie, że to już sam mam rozstrzygnąć.
        Ale chciałem poznać Wasze opinie.
        Dziękuję za pomoc i każdą wypowiedź
        • angery Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 18:25
          ciekawe spojrzenie na problem i ciekawe pytanie,czy mam prawo do cze
          goś. O moich prawach decyduję ja,nikt inny,nie wiem jak autor wątku.
          • nomad.soul Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 18:42
            źle się wyraziłem. Oczywiście nie chodzi o prawo bo nikt mi go nie odebrał ale o
            to jak powinienem się zachować. Przeszliśmy razem wiele trudnych chwil, często
            przedkładałem jej dobro czy związku nad swoje samopoczucie choć zawsze miałem
            prawo odmówić, przecież nie można się poruszać kierowanym jedynie tym na co mam
            przyzwolenie. Dla mnie to co nas łączy jest tak wyjątkowe (oczywiście dla mnie,
            nie bagatelizuję związków innych jak zostało to uznane) na tyle że gdybym
            wiedział że jeśli zaczekam jeszcze (rok, dwa bez znaczenia) a będziemy razem to
            przecież nie miał bym dylematów. Chodzi mi o sprzeczne sygnały, potrafię sobie
            wyobrazić sytuacje w których nie mogę żądać o kogoś czekania, nie mogę
            powiedzieć zostań bo to mnie zobowiązuje do czegoś ale równocześnie nie mogę z
            czystym sumieniem powiedzieć - to koniec, nic nas już nie łączy. I to jest
            uczciwe postawienie sprawy tak naprawdę dla osoby która boi się podejmować
            decyzje, mówi prawdę, mówi co czuje a to co sie stanie zależy wtedy od tego co
            zrobi ta druga osoba. Od jej woli. Tylko czy tak można?
            • angery Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 19:06
              są to raczej rozważania filozoficzne,a filozofia jest w tym przypad-
              dku szukaniem dziury w całym. Można wszystko,co się chce,można
              odejść,wrocić,albo nie wrocić,zostać.

              • nomad.soul Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 19:21
                dla mnie nie filozoficzne bo od tego zależy moja przyszłość. Nie szukam dziury w całym, chcę wiedzieć czy jest jakaś granica w tym co można zrobić dla kogoś. Czy po prostu powinienem uznać, że jeśli ktoś nie potrafi powiedzieć że chce być ze mną to nie mogę aż tak się angażować?
                • angery Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 19:27
                  a na czym polega twoje angażowanie się poza pisaniem na forum ?
                  • angery Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 19:34
                    jeżeli chodzi o poradę,to udaj się do psychoanalityka,chyba że twój
                    stan jest niezamierzonym produktem psychoanalizy :).
                    • nomad.soul Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 19:39
                      czyjej psychoanalizy? Tego się obawiałem, że nikt mi nie odpowie na to pytanie.
                      Czyli sam siebie uwiązałem tym jak bardzo Ją kocham i nie potrafię odejść jeśli
                      Ona sama nie powie że to koniec. Tylko czy tak można? Tak trzymać kogoś w
                      niepewności?
                      • angery Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 19:44
                        przypuszczam,że jakiejś jednak psychoanalizy.Spuchnięcie superego
                        to poważna dolegliwość.
                        • nomad.soul Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 19:48
                          przykro mi przestałem rozumieć o co Ci chodzi.
                          • angery Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 19:49
                            to dobrze,psychoanalitykow należy wybierać starannie.
        • annavege Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 21:25
          Nie mowie, ze to proste. Rozstanie nigdy nie jest proste. Ale
          czasem warto przestac zyc mrzonkami i zejsc na ziemie. Wiem jak to
          jest, czuc ze spotkala mnie taka piekna romantyczna milosc jak z
          filmow, ale tak naprawde taka milosc nie wytrzymuje zderzenia z
          rzeczywistoscia.
          Piszac, ze ta sytuacja Ci cos daje, mialam na mysli korzysci
          wtorne, prawdopodobnie u Ciebie nieuswiadomione. Tak jak chory
          czerpie korzysci z tego, ze inni sie nim zajmuja, Ty
          dowartosciowujesz sie myslac, ze jestes JEDYNY na calutenkim
          swiecie, ktory moze ja uratowac.
          Nie matrw sie, na pewno zlapie na to innego faceta, gdy Ty
          odejdziesz. Niektorzy bardzo lubia czuc sie potrzebni.

          > obi tego z wygody czy wyrachowania, to najwspanialszy człowiek
          jakiego znam, pe
          > łen empatii i współczucia, zawsze stawiała moje dobro nad swoim,
          dlatego wiem ż

          CZY TY NAPRAWDE W TO WIERZYSZ??? Ze czlowiek pelen empatii i
          wspolczucia chce, by inna osoba, w dodatku kiedys najblizsza,
          marnowala sobie przez nia zycie???? Ze nie potrafi zdobyc sie na
          uczciwosc??? Gdyby byla taka wspaniala, to dalaby Ci spokoj, a nie
          blokowala Ci zycia, zabraniala kontaktow z innymi kobietami, sama
          majac na koncie zdrade, szantazowala emocjonalnie ze nie wolno Ci
          budowac sobie zycia bo ona ma tylko Ciebie. I za cholere tu nie
          widze stawiania dobra innych ponad swoim.
          Albo miales klapki na oczach (zreszta dalej masz) i nie
          dostrzegales jej prawdziwego ja, albo ona sie zmienila i juz nie
          jest ta wspaniala osoba. Stawiam na to pierwsze.

          > Chcę wiedzieć czy istnieje jakaś granica, tego ile można oddać
          poświecić by rat
          > ować związek miłość czy to jest sprawa całkowicie indywidualna,
          boje sie że nie
          > ma i nie może być tu żadnych reguł.

          Istnieje. I Ty ja juz dawno przekroczyles.

          czy ja po roku oczekiwania walki szarpania się mogę
          > z czystym sumieniem próbować żyć od nowa szukać szczęścia?

          Mozesz. Powodzenia.
          • nomad.soul Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 01.01.08, 21:39
            nie chodzi o to, że Ona jest nieuczciwa bo wiem że właśnie mówi mi to co czuje, że nie może mi powiedzieć "czekaj na mnie" bo widocznie sama tego nie wie, ale wiem że nie jest złą osobą i nie robi tego po to by samej czerpać z tego korzyści. Ja to wiem, po tym co przeszliśmy razem. I jeśli tak się zachowuje to wiem, że robi to krzywdząc siebie, bo coś ją zmusza do tego. Dodatkowo Ona zdaje sobie sprawę co ja przeżywam i też przez to cierpi, wiem to bo znam ją jak nikt inny. Wiem że znalazła się w sytuacji w której musi robić coś czego nie chce.

            Ale to nie jest ważne, nie chcę tego ustalać, nie o to tutaj chodzi.

            Dziękuję za to co napisałas(es) za pomoc
            • annavege Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 05.01.08, 23:26
              Nigdy drugiego czlowieka nie badz pewien na 100%.
              Chyba juz nic Ci nie doradze, bo to troche gra w "tak, ale..."
              Idealizujesz ja, to tak w skrocie.
              skoro chcesz cierpiec i umartwiac sie, a na to wyglada, ja Ci tego
              na pewno nie zabronie...
              Jak dla mnie szkoda zycia, ale to Twoj wybor.
              Pozdrawiam
              • nomad.soul Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 06.01.08, 00:47
                no przyznam że wstrząsnęło mną to mocno i załamało gdy zdałem sobie z tego
                sprawę. Nigdy nikomu nie ufałem bezgranicznie i nie oddawałem całego siebie.. aż
                nie spotkałem jej, bo to było coś gdzie nie było miejsca na zastanawianie się
                czy kalkulację a teraz sama widzisz.
                Jeśli chodzi o moje ciągłe "ale" to chyba się nie zmieni bo zbyt dobrze o niej
                myślę. I choć trudno uwierzyć to właśnie nie idealizuję jej bo Ona naprawę jest
                najwspanialszym człowiekiem jakiego spotkałem o wyjątkowej niespotykanej
                wrażliwości dlatego to takie skomplikowane dla mnie.
                Ale teraz to nie ma już znaczenia bo zdałem sobie sprawę z pewnych rzeczy i choć
                może tego nie widać to rozmowa z Wami dużo mi dała.
                Dziękuję Wam za słowa otuchy
                Pozdrawiam
            • alicjasz0 Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 06.01.08, 00:48
              O taką radę ci chodziło?
              RATUJ JĄ, RATUJ!!!!!!! BEZ CIEBIE ZGINIE.

              Przeczytałam cały ten długaśny wątek i widzę, że żadne argumenty do
              ciebie nie trafiają, bo ty ciągle działasz zgodnie z zasadą "tak
              ale". Nie oszukuj siebie, że oczekujesz jakiejś rady.
              Ty chcesz żeby cię upewnić, że nie masz innego wyjścia jak tylko
              zbawiać ją na siłę, czekać i ciepieć. Rób jak chcesz, ale przestań
              się oszukiwać. Mam wrażenie, że nawet gdyby ona powiedziała
              ci "odczep się ode mnie", to znalazłbyś powód żeby tych słów nie
              brać do siebie. Pewnie wytłumaczyłbyś sobie, że była zdenerwowana
              jak to mówiła, albo, że powiedziała to wbrew sobie, albo, że jakoś
              dziwnie przy tym patrzyła, więc pewnie nie to miała na myśli, itp
              itd.
              Ona może nie dość konsekwentnie cię spławia, ale ty wydajesz się być
              bardzo odporny na wszystko co nie potwierdza twojego toku myślenia,
              więc pewnie jeszcze długo będziesz dzielił ten włos na czworo
              marnując sobie życie.
              • nomad.soul Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 06.01.08, 11:56
                no to chyba czytałaś bardzo pobieżnie albo nie chcesz zrozumieć tego co piszę. Przecież wyraźnie mówię że nie chcę takiej sytuacji i że od roku nic innego nie ma w moim życiu niż szarpanie się i próba zakończenia tej beznadziejnej sytuacji, oczekuję jasnej odpowiedzi tak albo nie a nie dostaję nic. Moje uwielbienie dla niej nie ma nic do tego, chodziło mi o to że ktoś korzysta z tego że nie potrafię odejść dokąd nie powie mi "to koniec" i celowo mówi że mnie potrzebuje.
                Przecież dostałem radę i pozwoliło mi to dużo zrozumieć inaczej spojrzeć na sprawę bo do tej pory uważałem się za złego człowieka który poddaje sie przy byle problemie i ucieka spiskuje za plecami.
                Teraz wiem że inni nie oceniają mnie w ten sposób.
                Nie wiem wiec skąd pomysł że argumenty do mnie nie trafiają, nie uznaję jedynie mówienia że Ona robi to z wyrachowania i kalkulacji korzyści dla siebie ale to nie zmienia faktu że jednak mi to robi.
    • sigielki Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 06.01.08, 00:28
      ja mam podobnie, tylko, że ja nie mogę na razie sie z nikim innym związac, bo wiem ze jezeli ona zechce to do niej wrócę i wtedy moge skrzywdzić kogoś innego. Przez pół roku mówiła, ze nie wie i tak mnie trzymała w niepewnośći, chyba już wie, ale ciągle mam nadzieję.
      c'est la vie

      "wbiłem" się w nie swój watek, sorry
      • nomad.soul Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 06.01.08, 00:40
        no oczywiście o tym też myślałem, że nawet jeśli uznam że muszę żyć dla siebie
        to nie chcę narażać kogoś kto mógł by mnie polubić bo tak jak Ty wiem że wrócił
        bym do niej...
    • yokooo Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 07.01.08, 10:19
      Po przeczytaniu wszystkich twoich wypowiedzi, przyszyły mi do głowy dwie
      refleksje. Nomadzie.soul, kochasz tę kobietę, lecz zastanowiłeś się nad tym, czy
      ona ciebie jeszcze kocha?
      Wierzę ci, że ona jest szczera, że nie kręci, nie zwodzi itd. tylko... jest też
      druga strona medalu. Jeśli ktoś kocha, nie skazuje świadomie tej drugiej osoby
      na cierpienie, na wegetację, na marne życie w zawieszeniu, na ból. Piszesz, że
      ona wie jak bardzo przez nią cierpisz, gdyby cię kochała przecięłaby to, a
      przede wszystkim nie dopuściła by do tego... "If you love smomebody, set them
      free".
      Jeśli kogoś kochasz, uwolnij go... Niezależnie od motywów jakie ją kierują,
      efekt jest taki że ona cię krzywdzi, wie o tym lecz dalej to robi, naprawdę tego
      nie dostrzegasz?

      I druga kwestia, pytasz czy możesz odejść... To ona od ciebie odeszła. To ona
      zostawiła cię już rok temu. Od czego/kogo ty chcesz jeszcze odejść? Was już nie
      ma.
      • nomad.soul Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 07.01.08, 18:10
        dziękuję za zainteresowanie.
        Moim zdaniem nie ma nic tylko wtedy gdy nie zależy już żadnej ze stron, dokąd
        ktoś ma siłę walczyć i chce tego, jeszcze jest nadzieja. Trzymało mnie to, że
        zostało niedopowiedzenie, nie chciał bym być namolnym odrzuconym człowiekiem i
        chciał bym usłyszeć że są powody dla których nie będziemy razem mimo że
        blablabla.. a ja dostałem wiadomość: ja nie mogę Ci nic teraz obiecywać ale też
        nie zabronię Ci czekać może coś z tego będzie ale nic nie obiecuję więc nie
        będziesz mógł mieć do mnie pretensji jeśli jednak nie.
        Smutne, nieuczciwe ale... JEJ potrafił bym to wybaczyć. Oczywiście musiała by
        chcieć. Błędne koło
        Ona nie przestaje się do mnie odzywać mimo że postawiłem sprawę jasno, mówi do
        mnie czule, tak jak nie mówi się do "jedynie" przyjaciela ale ja już nie dam
        rady... choć tak bardzo się staram.
        dostrzegam
        • alicjasz0 Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 07.01.08, 22:02
          Mylisz się uważając, że nie dość uważnie przeczytałam twoje
          wypowiedzi. Ujęła mnie twoja wrażliwość i odpowiedzialne podejście
          do drugiego człowieka, więc tym bardziej chciałam cię przestrzec
          przed tym co funduje ci twoja była. Moim zdaniem nie warto walczyć o
          partnera, który zupełnie nie liczy się z nami. Twoja była dziewczyna
          zachowuje się paskudnie i nic jej nie tłumaczy. Jesteś wartościowym
          mężczyzną i powinieneś poszukać sobie kobiety, która potrafi to
          docenić. W twojej relacji z byłą dziewczyną to, że jesteś wrażliwy
          jest wykorzystywane przeciwko tobie. Nie powinieneś się na to
          godzić. Takie jest moje zdanie. Jestem dojrzałą kobietą i umiem
          docenić, to, co z faceta czyni prawdziwego mężczyznę, ty to coś
          masz, ale pozwalasz żeby tobą manipulowano. Życzę ci żebyś trafił na
          dziewczynę, która będzie tej samej klasy człowiekiem co ty a wtedy
          może wam się przytrafić piękne wspólne życie. Powodzenia.
          • nomad.soul Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 07.01.08, 22:22
            dziękuję za miłe słowa, dodam tylko że czasem jestem prawdziwym draniem...

            To nie jest tak że Ona nie liczy się ze mną, znam ją na tyle, iż wiem że ktoś
            nią manipuluje, Ona jest osobą wyjątkowo wrażliwą zwłaszcza łatwo wykorzystać
            jej szczerość i zaufanie. Wiem że musiało się wydarzyć coś strasznego.
            Nie wiem tak naprawdę co się stało, czasami wierzę że się nie obudziłem któregoś
            ranka... bo to Ona jest człowiekiem tak cudownym wrażliwym delikatnym szczerym i
            uczciwym że ja zawsze czułem się przy niej jak łotr... wiem że trudno to
            zrozumieć po tym co tutaj o niej napisałem ale ja sam już nic z tego nie
            rozumiem i tylko pojąć nie mogę dlaczego nas to spotkało. Właśnie dlatego nie
            mogę się z tego otrząsnąć bo to Ona pokazała mi co znaczy kochać, myśleć o kimś
            dbać o kogoś być wiernym i uczciwym, nie znam uczciwszego człowieka niż Ona.nie
            mówię o tej sytuacji.
            Pzdr
            • angery Re: pomóżcie.co mogę zrobić w sytuacji bez wyjści 08.01.08, 08:11
              chyba piszesz o tym strasznym uczuciu,kiedy ofiara wymyka się nam
              z rąk,usmiechając się miło i grzecznie i mówi,że bedzie o nas myś-
              leć ciepło i z troską :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka