aqualia
30.12.07, 19:10
Nie wiem od kiedy trwa ten moj "koszmarek", ale od paru dni
intensywnie o tym mysle.
Mam 25lat, w tym roku skonczylam studia. Zawsze mialam mala, zgrana
(jak mi sie wydawalo) "paczke znajomych". Ale studia sie skonczyly,
kazdy pojechal w inna strone, ci co zostali pozakladali rodziny i
juz raczej zycie towarzyskie (kini, teatr, pub) im nie w glowie.
Niedlugo po obronie znalazlam prace. A w niej wiekszosc mlodych
ludzi, ktorzy spiesza sie do domu, bo dziecko, zona, pies...
Od dawna nie jestem w zwiazku z zadnym mezczyzna, bo mam wrazenie,
ze wiekszosc tych, ktorych znam, jest "pozajmowana". Poza tym, gdzie
ich poznawac?
Jutro sylwester. Nikt ze znajomych nie zapytal, co robie, wiec mi
jakos glupio bylo zapytac, co robia oni.
Dzisiaj kupilam ksiazke, wino, lody i tabetki na sen. Sama jeszcze
nei wiem, z czego jutro skorzystam.
Czy to jest normalne, aby mloda dziewczyna usychla w domu sama z
samotnosci?
Do tego dochodzi swiadomosc, ze jestem lubiana np. w pracy. Ostatnio
szefowa mi powiedziala, ze bardzo lubi moj optymizm i usmiech.
Skoro inni mnie tak odbieraja, tzn., ze nie jestem potworem, od
ktorego wszyscy chca uciec, albo tak dobrze, nieswiadomie gram?
Jestem strasznie samotna i chcialabym to zmienic.