Gość: Fizia
IP: 57.66.12.*
31.12.01, 10:08
Moze ktos pamieta watek sprzed jakiegos czasu pt. Poczatek czy koniec.
Wiec dzisiaj jestem w szoku.
Zorganizowalismy ze znajomymi Sylwestra. Moj a raczej nie moj facet (mieszkamy
razem od 6 lat, od 3 tygodni sie wyprowadza) zaprosil swoich kolegow, ja
zaprosilam swoje kolezanki i nagle przedwczoraj poklocil sie z jednym kolega i
powiedzial, ze nie idzie. Jak go zapytalam, o co mu chodzi - stekal i wzdychal,
ale nic nie powiedzial.
Wczoraj powiedzial mi, ze ma zamiar przyjsc ze swoja przyjaciolka, bo predzej
czy pozniej i tak bym ja poznala, a poza tym chce ja "poznac z towarzystwem".
Moja reakcja byla taka, ze nie mam zamiaru jej ogladac NIGDY, a szczegolnie w
Sylwestra. I jesli bez niej nie moze zyc - to na pewno bedzie mogl zyc beze
mnie, bo teraz ja go nie bede mogla patrzec. W koncu ma przyjsc na tego
Sylwestra bez niej (zdaje sobie sprawe, ze nikt by sie dobrze nie bawil - nasi
znajomi, ktorzy wczoraj widzieli nas razem - rowniez). Powiedzialam jeszcze, ze
moze sobie jechac do niej, ale bedzie sie musial wszystkim wytlumaczyc - i
oczywiscie wtedy nie ma po co wracac do mnie. I w ogole - zanim do niej
pojedzie - musi sie wyprowadzic.
Nie wiem - czy to tylko szok czy to juz nienawisc. Czy to normalne, ze nie chce
jej w zyciu ogladac? Wiem, ze on zachowuje sie jak dziecko, ale zastanawiam
sie, czy ja tez nie zachowuje sie jak dziecko. Co Wy na to?