Dodaj do ulubionych

zakochana szefowa?

02.04.08, 13:24
no właśnie. będę się starał przedstawić problem tak, by nie wyjść
na narcyza, bo naprawdę to ostatnia rzecz o jaką mi chodzi.

problem. niedawno zostałem zatrudniony w nowej firmie, rekrutowała
mnie głównie szefowa departamentu, w którym pracuje. od początku,
czyli od rozmowy kwalifikacyjnej, która przebiegła dosyć luźno, mam
wrażenie, że wysyła dziwne sygnały w moją stronę.

lista sygnałów:
1. na rozmowie zwróciła uwagę na mój głos (często przez kobiety
zauważany jako atrakcyjny), potwierdziła to żartując w rozmowie
telefonicznej informującej o moim zatrudnieniu.
2. zachowuje się dosyć nerwowo gdy jesteśmy sam na sam - jest coś
takiego, że czuję się napięcie w powietrzu. poza tym gdy już
rozmawiamy w takiej sytuacji gubi słowa, dużo się uśmiecha itd.
3. unika mnie - wiem, to dziwnie brzmi. ale wygląda na to, że stara
się zminimalizować kontakt bezpośredni. woli raczej coś zlecić
koledze z biura niż mi. chyba, że to należy do moich wyłącznych
kompetencji, wtedy patrz punkt 2.

jest tego więcej, ale to są niuanse, bo kobieta jest naprawdę miła,
inteligentna itd. podoba mi się też, ale kurcze, jeżeli to prawda,
że coś jest na rzeczy to... Taki biurowy romans to nie dość, że
straszny banał, to w dodatku powód do kwestionowania moich
kompetencji.

co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • gocha033 Re: zakochana szefowa? 02.04.08, 15:40
      A coz tu myslec? Jestem przeciwna romansom biurowym, poniewaz jesli
      sie uda, to znakomicie
      (tylko:
      a) jest to raczej ulica jednokierunkowa powadzaca tylko do
      slubu :)))
      b) A jesli na jakims etapie Ty ja porzucisz, czy ona Ciebie,
      to mozesz zaczac sobie szukac nowej pracy.

      c) Z innej jeszcze strony, gdy nie zechcesz wejsc w romans, to
      szefowa moze sie poczuc zlekcewazona przez Ciebie i tez moga powstac
      kwasy.

      Co robic? jezeli szefowa wydaje Ci sie pasujaca pod punkt a) - to
      probowac.

      jesli nie, to trzymac sie raczej punktu c)
      • idealista_romantyk Re: zakochana szefowa? 02.04.08, 22:55
        masz racje. każde wyjście jest złe. może od razu zrezygnować z pracy bez podania
        powodu? nie chcę komuś komplikować życia.

        niestety różnica wieku jest spora, dlatego punkt A nie wchodzi w grę.
    • bene_gesserit Re: zakochana szefowa? 02.04.08, 16:17
      Mi te objawy, ktore opisales pasuja rowniez sytuacji, w ktorej jej
      sie potwornie nie podoba zapach twojej wody kolonskiej.

      1. chciala byc mila, wiec powiedziala ci, ze masz ladny glos (o
      wodzie wypowiedziec sie nie mogla, bo by nie byla mila)
      2. skreca ja z mdlosci, kiedy jestes w poblizu, wiec jest odrobine
      nerwowa
      3. raczej sie do ciebie nie zbliza, zeby nie poczuc zapachu,
      ktorego nie lubi.

      Imo dopoki nie bedzie na ciebie leciec ewidentnie, martwisz sie
      mocno na zapas.
      • idealista_romantyk Re: zakochana szefowa? 02.04.08, 22:54
        tak, to z pewnością woda kolońska :) tylko pytanie dlaczego mnie zatrudniła?
        cały czas używam tej samej :)

        a o głosie... no cóż... takich opinii jest wiele, więc raczej bym wierzył w
        komplement.

        a że martwię się na zapas to fakt. przecież dopóki coś się nie rozwali po co się
        martwić? :)
    • solaris_38 Re: zakochana szefowa? 02.04.08, 19:56
      wielu ludzi w obecności atrakcyjnego dla nich partnera seksualnego odczuwa
      napięcie seksualne
      i niekoniecznie dlatego ze chcą sie przespać
      ale dlatego że nei radzą sobie ze swoim napięciem

      jesli i tobie to napięcie sie udziela i też meczy cie i nei raddzsz sobei z tym
      możliwe że to prędzej czy później to sie czymś skończy - to znaczy coś się z
      tego rozwinie

      najczęściej ludzie popuszczają sobie na zjazdach integracyjnych konferencjach
      sympozjach i innym imprezach wyjazdowych szczególnie jeśli towarzyszy temu alkohol

      ja bym sie cieszyła wspólną energią seksualna nie ulegając jej choć to diablo
      trudne
      • blue_as_can_be Re: zakochana szefowa? 02.04.08, 20:09
        Solaris, co Ty opowiadasz... jeśli odczuwasz napięcie seksualne, to
        znaczy właśnie, że chcesz się z kims przespać (choć oczywiście, nie
        zawsze Ci z tym w życiu po drodze). energią seksualną, która nie ma
        szans się rozładować nie można się cieszyć tak po prostu, to prosta
        droga do frustracji.

        na miejscu autora wątku olałabym potencjalną karierę na rzecz
        erotycznej przygody (o ile szefowa jest tego warta) bo dobra
        przygoda jest moim zdaniem więcej warta niż przeciętna praca. tę
        drugą w dzisiejszych czasach można mieć łatwo.
        • idealista_romantyk Re: zakochana szefowa? 02.04.08, 22:59
          przygoda... a jej życie? a moje życie? nie można rzucać się w coś nie patrząc na
          ewentualne konsekwencje. można sobie bardzo zagmatwać życie.

          no i nie jest to taka przeciętna praca :)
          • blue_as_can_be Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 20:28
            idealista_romantyk napisał:

            > przygoda... a jej życie? a moje życie? nie można rzucać się w coś
            nie patrząc n
            > a
            > ewentualne konsekwencje. można sobie bardzo zagmatwać życie.

            no cóż, kwestia filozofii życiowej. dla mnie przygoda jest treścią
            dobrego życia. a świat należy do tych, którzy przeżywają ją bez lęku
            i bez nadmiernego zastanawiania się nad potencjalnymi konsekwencjami
            wyimaginowanych scenariuszy. i tak nigdy nie wiemy, co czeka za
            zakrętem, udajemy tylko...

            > no i nie jest to taka przeciętna praca :)

            jeśli to praca Twoich marzeń, to oczywiście zmienia postać rzeczy.
        • solaris_38 Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 01:31
          ludzie hamuje odczucia seksualne i już sami nie wiedzą co czuja bo NIE CHCĄ CZUĆ
          swojego ciała aby sobie życia nie komplikować

          niezaspokojone zdrowe ciało w mniejszym lub większym stopniu zawsze odczuwa
          napięcie seksualne w stosunku do inengo podobnego

          napięcie seksualne w osobniku czynnym seksualnie po prostu jest
          i nie jest tak specyficzne jak byśmy chcieli
          czyli nie pojawia sie tylko do tych z któymi chcemy sie kochać ale do osobników
          pzreciwnej płci gotowych

          faceci bardziej sa tego świadomi bo maja to napięcie większe

          kobiety mogą sobie uświadomić badając własne sny


          sądzę że można cieszyć sie energią seksualną JEŚLI uszanuje sie pewne granice
          to kwestia
          1.otwarcia sie i zaufania energii seksualnej
          2. obustronnego szacunku i podziwu


          • solaris_38 do blu nt 03.04.08, 01:31
          • bardzo.grzeczna.dziewczynka do solaris 03.04.08, 09:20
            Solaris, czytam Cię od jakiegoś czasu i myślę, że nie masz zbyt
            dużego doświadczenia w relacjach damsko-męskich.

            Ładne są Twoje teorie, miło się je czyta,bo są spójne i faktycznie
            mogą zainspirować (bo pewnie taki jest Twój cel), ale nie mają wiele
            wspólnego z rzeczywistością i z tym, jak naprawdę działa ludzka
            psychika.

            Czy byłas kiedyś w związku?
            • solaris_38 bardzo grzeczna kobitko 03.04.08, 23:49
              nie wiem co rozumiesz przez doświadczenie


              czy wiele związków świadczy o doświadczeniu czy o słabszej umiejętności
              tworzenia jednego stałego
              a może odwrotnie kto ma jednego partnera i się go kurczowo trzyma ma mniejsze
              pojecie o złożoności relacji uczuć damsko męskich

              przez większość życia byłam w monogamicznym związku
              za który wdzięczna jestem losowi
              piekłam z radoscią ciasteczka i malowałam jajka :)

              resztę życia spędziłam grzesząc :)
              lub żyjąc w totalnej ascezie :)

              wszystkie moja związki były głębokie
              i po prawie wszystkich pozostały we mnie cieple wspomnienia choć żaden nie był
              łatwy bo łatwe stereotypowe drogi nie sa atrakcyjne dla mnie

              mam też wrażenie ze większość mężczyzn z którymi byłam kocham do dziś
              zostawili we mnie jakąś swoją cząstkę za która jestem im wdzięczna

              a jaka byłam w związku
              o tym trzeba by pogadać z moim mężem kiedy był moim mężem
              i z moimi kochankami kiedy byli moimi kochankami

              ja czuje że bez nich WSZYSTKICH życie moje nie byłoby tak piękne jak jest

              jest też możliwe ze jeszcze będę w związku choć to nie jest konieczne dla
              mojego szczęścia
              na razie asceza
              czasem bardzo trudna
              faceci są wciąż tacy .. podniecający



              • bardzo.grzeczna.dziewczynka Solaris 04.04.08, 14:21
                Dziękuję za Twoją odpowiedź. Cieszę się, że miałaś pozytywne
                doświadczenia w związkach z mężczyznami i że czujesz, że Cię
                wzbogaciły. W mojej wypowiedzi chodziło mi o to, ze pomijasz aspekty
                związku mężczyzny i kobiety, które są w nim obecne, a nie są
                pozytywną i budującą wymianą. Tak jakbyś idealizowała te relacje,
                tak jakbyś teraz tęskniła za związkiem, zapominając o tych
                ciemniejszych aspektach. Stąd moja wypowiedź.

                Po prostu abstrakcyjne zachęcanie do cieszenia się energią seksualną
                może być trochę podobne do dawania zapałek małemu dziecku.
                • solaris_38 Re: Solaris 04.04.08, 23:14
                  moje związki były kontrowersyjne a nie idealne
                  ciemności miałam tyle ile mogłam znieść ;)

                  lecz kiedy człowiek ma PROBLEM
                  wtedy trzeba sie skupić całkowicie na nastrojach i aspektach pozytywnych
                  ponieważ ludzie tu przychodzą z problemami z natury rzeczy najczęściej
                  skupiam sie na wzmocnieniach tego co pozytywne
                  może to smakuje nieco zbyt pozytwnie


                  co do energii seksualnej

                  często zdarza mi sie że pożądam
                  i budzę pożądanie
                  czuję to i jestem otwarta
                  ale nie wypieram

                  staram sie pozostać w otwarciu ale .. nie iść tą ścieżką
                  gdyż wiem że nie zaprowadzi mnie tam gdzie chce

                  wiem bo tego doświadczyłam

                  wiem ze seks bez głębokiej więzi budzi mój smutek i poczucie ... braku
                  nawet kiedy gorąco pragnę czyjegoś ciała a ktoś pragnie mnie
                  nawet kiedy daje z siebie wszystko
                  jest to za mało

                  ciężko o tym pamietac kiedy uwaga ciała jest skierowana namiętnie na "ciepło
                  blisko i ciemno" (bardziej chodzi tu o ciemność świadomości która ożywia
                  instynkt zwierzęcy)


                  cieszenie sie energią seksualną
                  jest podobne do posługiwania sie ogniem
                  bo te moce rangą są na życie i śmierć

                  zatem nie proponuję nikomu sie nimi bawić

                  dlatego właśnie ze sa tak mocne
                  lepiej ich nie zamiatać pod dywan świadomości bo to tylko przydaje im mocy

                  tymczasem okazuje sie że kiedy sie otwarcie zaakceptuje swój seks
                  on zaczyna ujawniać swoje głębokie potężne korzenie
                  jednak staje sie bardziej przyjazny moim świadomym celom

                  to nie jest abstrakcja
                  można być otwartym i świadomym tych energii
                  można stosować ich pozytywną moc

                  przypomina to bawienie sie zapałkami jak piszesz
                  gdyż jeśli nie uszanujesz pewnych granic
                  spłoniesz

                  to naprawdę sa MOCE

                  ale człowiek reguluje rzeki fruwa w powietrzu pływa pod woda i stara sie
                  wykorzystać energie żywiołów bo tego pragnie
                  bo się ich obawia
                  bo potrzebuje ich energii
                  bo lubi walczyć

                  to jest żywioł

                  zachęcam tylko do tego żeby go nie zamiatać pod dywan
                  żeby być go świadomym pomimo tego że nasi przodkowie MUSIELI wypierać i
                  wiedzieli co robią

                  pragnę by w moim otoczeniu zawsze byli mężczyźni i nei chodzi o seks w sensie
                  kopulacji
                  ich energia jest dla kobiet choć trudno strawna - niezwykle inspirujaca
          • blue_as_can_be Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 20:16
            solaris_38 napisała:

            > ludzie hamuje odczucia seksualne i już sami nie wiedzą co czuja bo
            NIE CHCĄ CZUĆ swojego ciała aby sobie życia nie komplikować

            tu się zgadzam, owszem

            > napięcie seksualne w osobniku czynnym seksualnie po prostu jest
            > i nie jest tak specyficzne jak byśmy chcieli
            > czyli nie pojawia sie tylko do tych z któymi chcemy sie kochać

            e, no nie wiem - u mnie to tak nie działa. absolutnie świat dzieli
            się dla mnie na tych, z którymi BARDZO bym chciała, tych, z którymi
            NA PEWNO NIE, i takich, co to może, w pewnych okolicznościach, po
            większej alkoholizacji... tych pierwszych jest bardzo mało. i zawsze
            wiem już po paru minutach znajomości, że to ci właśnie!

            • groszek_w_puszce Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 20:28
              blue_as_can_be napisała:
              >
              > e, no nie wiem - u mnie to tak nie działa. absolutnie świat dzieli
              > się dla mnie na tych, z którymi BARDZO bym chciała, tych, z
              którymi
              > NA PEWNO NIE, i takich, co to może, w pewnych okolicznościach, po
              > większej alkoholizacji... tych pierwszych jest bardzo mało. i
              zawsze
              > wiem już po paru minutach znajomości, że to ci właśnie!
              >

              Chyba u większości tak to wygląda.
              U mnie z wyjatkiem alkoholizacji.Żebym nie wiem jak pijana była.
              • blue_as_can_be Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 20:31
                groszek_w_puszce napisała:

                > U mnie z wyjatkiem alkoholizacji.Żebym nie wiem jak pijana była.

                na głodzie różne rzeczy się robi. potem czasem trochę wstyd przed
                sobą, fakt :-)
            • solaris_38 Blu 03.04.08, 23:54
              ale ty wciąż piszesz o ty co TY byś chciała

              a skąd wiesz czy twoje ciało nie jest przez ciebie zablokowane ja twierdzę ze jest

              u jednych bardziej u innych mniej ale u nas wszystkich ciało jest zablokowane i
              mały mamy z nim kontakt

              jest dużo ciekawych badań na ten temat

              człowieka czeka długo droga aby wyzwolił swoje ciało tak jak miliony lat
              trwało aby wyzwolił swoich niewolników i jak długo potrawa zanim uwolni
              zwierzęta od tej służby

      • idealista_romantyk Re: zakochana szefowa? 02.04.08, 22:58
        hmmm... teoria napięcia seksualnego. chyba właśnie o to chodzi. no cóż, to
        atrakcyjna kobieta, ale raczej nie fantazjuje o niej. po prostu budzi u mnie
        duży szacunek ze względu na swoją wiedzę. szczerze mówiąc brakuje mi luźnej
        relacji bo chciałbym nawiązać z nią relację koleżeńską, bo wiem, że mógłbym dużo
        się od niej nauczyć. ale jeżeli może wyniknąć tyle komplikacji to... szkoda,
        bardzo szkoda.
        • solaris_38 Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 01:33
          fantazjowanie oznacza przekroczenie granicy

          być może ona ja przekroczyła .. i to nie będzie dla niej dobre
          spróbuj jakoś tak to przedstawić niby przy okazji
          ze masz kogoś i nie jesteś zainteresowany nikim innym
          może pomoże na jakiś czas



          • idealista_romantyk Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 09:10
            też sądze, że nie jest to poważne zauroczenie z jej strony. pewnie
            jest to rodzaj zakrętu emocjonalnego. dlatego nie chciałbym
            jakkolwiek przyczyniać się do pogłębienia tego. pomóc to zapewne
            też nie mam szans?

            nie chcę oszukiwać, że mam kogoś. nie uważam, że byłoby to dobre.
            poza tym jakoś dziwnie czułbym się mówić o swoich relacjach
            towarzyskich w miejscu pracy. staram się tego nie robić. zresztą
            myślę, że przyniosłoby to zły skutek gdyby dowiedziała się, że
            kogoś mam.
            • solaris_38 Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 23:58
              piszesz
              dziwnie czułbym się mówić o swoich relacjach
              > towarzyskich w miejscu pracy. staram się tego nie robić. zresztą
              > myślę, że przyniosłoby to zły skutek gdyby dowiedziała się, że
              > kogoś mam.

              jeśli ktoś ma dziewczynę czy żonę to nie musi opowiadać o swoich relacjach
              ale dobrze jest aby było wiadomo czy jest wolny czy związany

              to dobra postawa w pracy
              uczciwa
              kobiety są głodne a fajnych facetów mało

              nie rozumiem co mas zna myśli piszą cze to nie byłoby dla ciebie dobre..

              czy obawiasz sie o swoje kompetencje że są zbyt niskie i bez damsko męskiej
              podpórki ze strony szefowej nei dasz rady ?
              czy tez tak xle ją oceniasz że bez relacji damsko męskiej ona cię zniszczy czy
              będzie źle traktować

              to sie zdarza ale .. czy w tym przypadku ?
              mało wiadomo
    • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: zakochana szefowa? 02.04.08, 23:24
      Jesteś pierwszy do wymiany. Współczuję. Lepiej zacznij się rozglądać
      za nową robotą, póki czas.
      • idealista_romantyk Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 09:11
        dziękuję za optymizm :)
        • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 09:16
          iii tam optymizm, realizm. Najwyżej się pozytywnie zaskoczysz, jeśli
          coś potyczy się inaczej ;) Ale statystyki zachowań działają na Twoją
          niekorzyść i z tym trzeba się liczyć.
    • groszek_w_puszce Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 13:21
      Uśmiałam się po same pachy czytając ten wątek.
      Powinieneś się jej oświadczyć albo zmienić pracę.

      A teraz na poważnie:

      Po pierwsze: kobieta może mieć sto stresujących ją problemów , o
      których nie musisz wcale mieć pojęcia.
      Po drugie: możesz się jej podobać i nie widzę w tym nic złego.

      Jesli faktycznie masz poważne podstawy do tego aby sądzić że może
      się w Tobie zakochać , to wystarczy przy kolejnej rozmowie , dać jej
      delikatnie do zrozumienia czego od niej oczekujesz , bez prawienia
      przy tym komlementów.

      Po co istnieje słowo mówione?Żeby ludzie ze sobą rozmawiali.

      Nic więcej nie napiszę , choć mogłabym przytoczyć dziesiątki
      przykładów z mojego życia.Tylko po co?
      • idealista_romantyk Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 14:43
        :) oświadczyć się...nie...nie :) zmienić pracę też nie... :)

        mam dać do zrozumienia czego oczekuję? jak to sobie wyobrażasz. coś jak:
        - no wiesz. oczekuję od Ciebie że się we mnie nie zakochasz czy coś w tym stylu,
        bo ja tego nie chcę :)

        wolałbym jednak, abyś przytoczyła jakieś przykłady ze swojego życia, bo zupełnie
        nie zrozumiałem przekazu Twojego posta. a na pewno coś chciałaś powiedzieć,
        czuję to intuicyjnie :)
        • groszek_w_puszce Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 14:50
          idealista_romantyk napisał:

          > :) oświadczyć się...nie...nie :) zmienić pracę też nie... :)
          >
          > mam dać do zrozumienia czego oczekuję? jak to sobie wyobrażasz.
          coś jak:
          > - no wiesz. oczekuję od Ciebie że się we mnie nie zakochasz czy
          coś w tym stylu
          > ,
          > bo ja tego nie chcę :)
          >
          > wolałbym jednak, abyś przytoczyła jakieś przykłady ze swojego
          życia, bo zupełni
          > e
          > nie zrozumiałem przekazu Twojego posta. a na pewno coś chciałaś
          powiedzieć,
          > czuję to intuicyjnie :)

          Jęsli nie rozumiesz mojego przekazu to zanczy tylko dwie rzeczy:
          Jestes Polakiem , Jesteś mało inteligentny.
          Nic na to nie moge poradzić.To tylko potwierdza moja definicje , że
          w Polsce ludzie potrafia rozmawiać a psami i z kotami a nie potrafią
          rozmawiać ze sobą nawzajem.I nie gniewaj się na mnie , ale nie
          napiszę Ci słowo w słowo co mialbys swojej szefowej powiedzieć.
          Jęsli nie wiesz , to trudno , zwolnij się z pracy.
          Przykłady może kiedys przytocze , nie wiem zastanowię się.Dzis nie
          mam czsu.Przepraszam.
          • idealista_romantyk Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 14:58
            :) ciekawostką jest, że zawsze w internecie napotkasz na osobę szukającą ujścia
            swojej agresji. tutaj łatwiej się "wyżyć" bo nikt nie widzi, że jesteś
            zakompleksionym małym człowieczkiem, często w "obślumpanym" sweterku :) więc
            można krzyyyyyczeć i mieć się dobrze :)

            spokojnie. to tylko niewinny post i niewinne pytanie. dlaczego musisz zaraz
            komplementować mnie "patriotą" :) to nie ten wątek :)

            swoją drogą przydałby się wątek: nie radzę sobie z życiem, obwiniam wszystkich
            dookoła za to, wyjechałam/em za granicę i nienawidzę Polski za to... że musiałem
            wyjechać :)
            • groszek_w_puszce Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 15:12
              Widzisz , twój problem polega na tym że przypisujesz mi wady ,
              których nie posiadam.Nie ma we mnie agresji ani nie wyjechałam z
              Polski.
              Poradz sobie ze swoim problemem tak ,jak świetnie sobie radzą z
              podobnymi problemami twoi rówiesnicy w innych krajach.
              A odemnie sie łaskawie odczep , bo teraz jestem przekonana , że tak
              jak nadinterpretujesz mnie , tak samo nadinterpretujesz zakochanie
              twojej szefowej do Ciebie.I jesli nawet jej sie spodobałes to chyba
              sie pomyliła co do twojej osoby , jesteś niedojrzały do życia i
              pracy (według mnie) nie pytam ile masz lat ale pewnie niewiele.
              • idealista_romantyk Re: zakochana szefowa? 03.04.08, 15:44
                :) pozostawię to bez komentarza. miłego dnia życzę! szczerze i
                sympatycznie :)
                • groszek_w_puszce Re: zakochana szefowa? 08.04.08, 10:17
                  idealista_romantyk napisał:

                  > :) pozostawię to bez komentarza. miłego dnia życzę! szczerze i
                  > sympatycznie :)



                  " po prostu budzi u mnie
                  duży szacunek ze względu na swoją wiedzę. szczerze mówiąc brakuje mi
                  luźnej
                  relacji bo chciałbym nawiązać z nią relację koleżeńską, bo wiem, że
                  mógłbym dużo
                  się od niej nauczyć."

                  To miałam na mysli pisząc , że powinieneś w rozmowie jej o tym
                  powiedzieć.

                  Zamiast snuć jakieś fantazje że się w Tobie zakochała.
                  Zresztą nie wykluczam zakochania , zależy ile czasu się znacie.
                  No chyba że wierzysz w bzdety typu: miłość od pierwszego wejrzenia ,
                  albo typu ,że miłość każdy nosi w sobie i obdarowuje nią każdą
                  napotkaną osobę.

                  Nawet w sytuacjach kiedy ktoś się we mnie zakochiwał, to dając
                  delikatnie w rozmowie do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana ,
                  się odkochiwał i byliśmy dalej przyjaciółmi.Moi znajomi też mieli
                  dużo różnych sytuacji.No ale to wymaga i taktu i inteligencji.

                  • idealista_romantyk Re: zakochana szefowa? 08.04.08, 15:35
                    na początek cieszę się, że spirala agresywnych postów się
                    przerwała. fajnie, że potrafiliśmy oboje wyjść ponad własne emocje.

                    to, że budzi u mnie szacunek i że brakuje mi relacji koleżeńskiej
                    to... raczej trudno byłoby mi powiedzieć nie sugerując, że odbieram
                    jakieś dziwne sygnały. ale masz rację, coś w tym stylu należałoby
                    powiedzieć. pomyślę nad tym.

                    wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia :) ale też rozumiem, że
                    potrzeba czasu na jej rozwój. samo spojrzenie nie wystarczy. no i
                    znam te sytuacje w których ktoś do kogoś "poczuł miętę", a potem
                    ktoś ostro zareagował i po zawodach. ale to nie taka sytuacja, bo
                    oboje nie chcemy iść dalej. oboje jesteśmy zwolennikami racjonalnej
                    strony życia :)

                    mam nadzieję, że w ostatnim zdaniu nie odmawiasz mi taktu i
                    inteligencji :)
    • spinline Re: I tak i nie... 03.04.08, 19:21
      Napewno nie jest zakochana. Mozliwe, ze sie jej podobasz ale to nic
      nie oznacza i nie widzie w te dalekie gaszcze.

      jest twoja szefowa wiec rozmawiaj z nia rzeczowo. Prywatnie mozesz
      powiedziec,ze masz kogos tak na serio jakas bliska sercu osobe tak
      aby przekazac jej informacje, ze jestes zajety.I nie lecisz na nia.

      problem bylby wtedy, gdyby kobieta byla nachalna i zbyt intensywnie
      krecila sie wokol ciebie, dajac np, niedwuznaczne propozycje itp.
      Ale ona tego widac nie robi.
      wiec przejdz nad tym do porzadku dziennego... To jest czesto
      pomiedzy ludzmi i nic a nic nie oznacza.
      • shachar Re: I tak i nie... 05.04.08, 00:30
        jakoś dziwnie czułbym się mówić o swoich relacjach
        towarzyskich w miejscu pracy.

        och, nie trzeba sie rozwodzic, ale sam fakt ze nie chcesz puscic
        takiej wiesci mowi tylko ,ze tokowanie tej kobiety jest ci w smak,
        podswiadomie. Tylko olaboga, zeby sie nie zakochala.
        • idealista_romantyk Re: I tak i nie... 08.04.08, 15:38
          ależ oczywiście, że jest mi miło. byłbym dziwny gdybym tylko
          martwił się chociażby ukrytym zainteresowaniem kobiety.

          ale równie mocno ciąży mi fakt braku jasnej relacji, w której
          rozwinęły by się kontakty koleżeńskie. dlatego trzeba chyba coś
          zrobić :)
      • idealista_romantyk Re: I tak i nie... 08.04.08, 15:36
        mam nadzieje, że "napewno nie jest zakochana" :) pytanie tylko skąd
        ta pewność u Ciebie? :)
        • spinline Re: I tak i nie... 08.04.08, 22:58
          idealista_romantyk napisał:

          > mam nadzieje, że "napewno nie jest zakochana" :) pytanie tylko
          skąd
          > ta pewność u Ciebie? :)
          ....
          Bo moze sie jej podobasz tak samo jak Rycho co naprawia motocykl w
          garazu na przeciwko.:=)
          • idealista_romantyk Re: I tak i nie... 09.04.08, 09:37
            a skad wiesz o Rychu?? :) dysponujesz iście wiedzą nieograniczoną
            co do ludzi, przypadków i zjawisk :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka