Zwalić wszystko na BED

14.05.08, 01:05
Zauważyłam, już dawno, ale blokowałam te myśli skutecznie, że jak mi znów coś
nie wyjdzie, nie mam na coś ochoty, coś jest nie tak, to mówię sobie: mam
kompulsy, mogę sie objeść. Potem wchodzę na forum i będę, czytając o innych,
użalała się nad sobą. I tak, odkąd mam kompulsy, to te ostatnie 10 miesięcy z
forum(jako wierny i bierny uczestnik) to taka przenoszona ciąża - niedługo ma
nadzieję urodzić dziecko o imieniu ROBIĘ-COŚ-ZE-SWOIM-ŻYCIEM. Dojrzewało to we
mnie, dojrzewało, a na terapię jeszcze się nie wybrałam.

Post ten, bez ładu i składu, to tylko myśl o tym, że rzeczywiście, jak to już
było wspominane, jedzenie potrafi być świetną wymówką wraz ze złym wyglądem i
jeszcze gorszym samopoczuciem. Można się załadować w depresję i siedzieć już w
wózku pędzącym na jakiś margines. Wycofać się z życia jak rak, prosto w
kompulsy. Bez terapii, ale DZIĘKI FORUM, uświadomiłam to sobie. W ciemnym i
mrocznym okresie, gdzie przydałby mi się psychiatra serwujący leki
antydepresyjne, narobiłam, nic nie robiąc, takiego zamieszania w swoim życiu,
że teraz muszę tylko wziąć je w swoje ręce, a te się chce wyślizgnąć, w jakimś
mrocznym kierunku. Trudne to strasznie, gdy jest się przyzwyczajonym do
ciągłego uciekania w uczty.( no i do koszmarów, lęków, czarnych myśli itp.,
ale to już moja depresyjna strona)
Nie wiem, czy są na tym forum osoby studiujące psychologię. Ja jeszcze jestem
taką osobą, niedługo zmieniam studia, odkryłam, że to nie dla mnie, robię to
nie dla siebie i przez długi czas to odkrycie dokonane daawno też
zajadałam...eh. Tak jak swój indywidualizm, smaczny był ten konformizm, aż mi
w gardle stanął - ucztowałam, rekompensując udział w owczym pędzie. Jest mi
dzięki tej świadomości ostatni łatwiej się opanować. Chodzi jednak o to, że
mechanizmy i całą piękną teorię mogę znać, jeżeli się nie przyłożę, nic nie
pomoże. Sama terapia myślę, że da mi niewiele(no bo chodzi przecież o mój
wkład a nie psychologa), nawet się boję, ze jak zacznę chodzić, to znajdę
pretekst by dalej pogrążając się w swojej nienormalności, w międzyczasie nie
robiąc nic.
Nie wiem, czy któraś z Was tak ma, ale moje kompulsy są silnie związane z
depresją, choć właśnie depresja była u mnie podłożem.(diagnozować siebie nie
wolno, ojj, wiem..)
Piszę, bo chcę krytyki. W końcu czytałam masę o zaburzeniach, staram się
analizować na sucho i na mokro swoje zachowanie, ale ciaglę są momenty, gdzie
ten zdrowy rozsądek się wyłącza. A ja, naiwna chyba, nadal wierzę, że obejdzie
się bez terapii, że jestem tylko samo-reformowalna. To niemożliwe, co nie?
Staram się siebie przekonać, może to dziecko ROBIĘ-COŚ-ZE-SWOIM-ŻYCIEM się w
końcu urodzi, bo ciąży mi ta ciąża...i czekanie.
Chcę coś zmienić, gdy zaczęłam mówić o tym głośno, w domu, wśród znajomych, to
zaczęło to być realne. Tylko rozruch jeszcze przyblokowany jest nawykami,
odkładaniem - "jak powstrzymam kompulsy, jak będę zdrowa, ale nie teraz". I
rzucam się na żarcie, gdy budzi się we mnie strach przed przyszłością,
szepcząc do siebie - a bo zmęczona..a bo w pracy nuda...a bo samotna...co ci
szkodzi. I jeszcze jakiś wewnętrzny wrzask - co ty robisz!!! jakbym była
podwójna - opanowana i szalona, normalna i wiecznie głodna. Może to też
kwestia niezdecydowania... Piszę, tak jakby w drodze na terapię, z idiotyczną
nadzieją, że koniec końców nie będę jej potrzebować, bo ruszę z miejsca i
przejdzie mi ten ZŁY APETYT. Zbieram siły, żeby przerwać to błędne koło.
Przepraszam za chaos i pozdrawiam cierpliwych.
    • horlaa Re: Zwalić wszystko na BED 14.05.08, 10:35
      powiem coś, co oczywiście bardzo łatwo powiedzieć z perspektywy osoby, która już to przeszła, ale wiem, jak to ciężko samemu przyjąć: tak, potrzebna Ci terapia właśnie dlatego, że chcesz sobie poradzic bez niej. Być moze cały czas masz poczucie, że skoro tyle wiesz (już z samego faktu studiów) na ten temat, to wystarczy się po prostu zawziąść i już. Ale chodzi o to, że sam fakt decyzji o terapii może już poskutkować tym, że przyznajesz sama przed sobą, że potrzebujesz jednak pomocy. Oczywiscie jak piszesz terapia może Cię rozleniwić i spowodować, że jeszcze bardziej osiądziesz w tym, co masz, ale to już zależy od Ciebie :) Masz tego świadomość, więc oby było odwrotnie.
      Ja niby jestem zdrowa ale zdarzają mi się kompulsy różnej formy. Nie będę z tego powodu szła do terapeuty bo już wiem jak działać, już się nachodziłam, i nie chcę właśnie tym ciągnięciem terapii robić sobie protezy i usprawiedliwienia, i tego wizerunku samej siebie w głowie "Ja mam ED" - po co mi to. Wolę o tym nie pamiętać; im mniej pamiętam, tym mniej mam te kompulsy (dlatego działanie na tym forum też jest w jakiś sposób niebezpieczne ale kuszące).
      Natomiast na początkowym etapie terapia ewidentnie pomaga, nawet jak się "wszystko wie". Nagle się okazuje, że potrzebna jest pokora - że nie wiesz o sobie wszystkiego, bo nie masz dystansu. Cięzko siebie tak zanalizować na 100%. No i właśnie fakt przyznania się do tego, że nie poradzisz sobie sama (jednak większość z nas miało/ma taki odruch - z tyloma rzeczami sobie radziłam, poradzę i z tym - a właśnie chodzi o pozbycie się tego odruchu).

      No i jeszcze inna kwestia: TERAZ jest życie i tylko teraz możesz coś zmienić. Czekanie (na powód, na okazję) to tylko marnowanie czasu. Okazją jest to, że masz ED i potrzebujesz pomocy. Tak samo jak zmiany w innych dziedzinach: zaczynaj drobnymi kroczkami ale od "JuŻ". Inaczej ciężko zacząć i życie mija, człowiek się starzeje :)

      Dodam na koniec że naprawdę życzę wszystkim żeby poczuły taką różnicę, jak zaczną zdrowieć: taką, że nagle czujesz się szczęśliwa, po prostu zadowolona z siebie, mimo oczywiście całej góry problemów, ale po prostu czujesz że żyjesz naprawdę, że się nie znieczulasz. Bo z ED to tak, jakby się żyło przez szybkę.
      Zawsze jest wolny wybór: można wrócić do kompulsów i znów się znieczulać, ale naprawdę, jest po prostu dobrze nie mieć już tego usprawiedliwienia.
      Polecam.
      :)
      • jewel86 Re: Zwalić wszystko na BED 14.05.08, 17:59
        Dzięki Horlaa, skoro Ty z tego wyszłaś, to widać możliwe -zawsze jak czytam
        posty takich osób, to inaczej na to patrzę. Dużo bardziej liczy się dla mnie
        słowo kogoś, kto przeszedł terapię niż teoretyków. Czekam już na spotkanie z
        psychologiem (zapisałam się 3 tygodnie temu na wizytę w czerwcu:(, tylko mała
        blokada, że on ma na moim wydziale zajęcia. Pewnie poszukam innego. Z tą szybą
        to masz racje, mam takie uczucie, że tylko się przyglądam, a nie uczestniczę w
        tym co się dzieje...Póki co zostaje mi fototerapia w parku, mam nadzieje, że z
        takiego słońca wyniosę nie tylko kolejne piegi, że też trochę optymizmu.
        pozdrawiam
        • horlaa Re: Zwalić wszystko na BED 14.05.08, 18:18
          Jewel wiesz co, nie wiem czy to dobry pomysl z tym terapeutą ktory pracuje u Ciebie na wydziale. Po co masz sie krepowac, nie o to chodzi.

          Moze zerknij na polecane adresy albo poszukaj w necie, znajdziesz kogos innego, sprawdzonego przez inne osoby? Nie czekaj :)

          pozdr

          ps. A terapia sloncem to jest to :)
          • nienill Re: Zwalić wszystko na BED 14.05.08, 19:08
            horlaa napisała:

            > Jewel wiesz co, nie wiem czy to dobry pomysl z tym terapeutą ktory
            pracuje u Ci
            > ebie na wydziale.
            NIE WOLNO chodzic na terapie lub jakiekolwiek konsultacje do osoby,
            ktorą znamy (chocby tylko z jakichs plotek; nie chodzi mi tu
            narutalnie o opinie na temat tego czy jest to dobry specjalista)
            albo ktora nas zna
            • jewel86 Re: Zwalić wszystko na BED 14.05.08, 19:59
              Wiem. Nie znam tego terapeuty, wiem jednak, że pracuje na moim wydziale, ale
              nawet nie wiem jak wygląda. To będzie mój pierwszy kontakt w sprawie zaburzeń,
              więc chyba nic się nie stanie, nawet z ciekawości chętnie zobaczę siebie w roli
              klienta. Z tej mojej perspektywy, nawet wiem jak będzie taki pierwszy kontakt
              wyglądał, techniki podtrzymywania kontaktu itp. Nawet nie wiecie, jak to
              przeszkadza. Nie mogę iść do poradni dla studentów, żeby nie trafiać na
              znajomych, bo wiem że pomoc terapeutyczna tak nie działa. Chodzi mi jeszcze o
              uzyskanie profesjonalnej diagnozy, żeby skończyć na domysłach i zacząć leczenie
              - bez tego terapii nie zaczne. Taka pierwsza konfrontacja, szkoda że dopiero teraz.
              • nienill Re: Zwalić wszystko na BED 14.05.08, 20:50
                jewel86 napisała:

                nawet wiem jak będzie taki pierwszy kontakt
                > wyglądał, techniki podtrzymywania kontaktu itp.
                hihi

                a "łzy i rozpacz" nie pojawily sie w tym wyobrazeniu? emocje
                jakiekolwiek?


                > żeby skończyć na domysłach
                to znaczy masz w koncu jakies problemy ze soba czy nie??

                czy moze boisz wziac na siebie odpowiedzialnosci z wlasne zycie i
                (jakby co) to bedzie na kogo zwalac?
                • nienill Re: Zwalić wszystko na BED 14.05.08, 20:56
                  nienill napisała:

                  > czy moze boisz wziac na siebie odpowiedzialnosci z wlasne zycie i
                  > (jakby co) to bedzie na kogo zwalac?
                  to nie ma oczywiscie wiekszego znaczenia, bo "panstwowo" i tak musi
                  cie ktos ocenic i wybrac terapie, na ktora ewentualnie powinnas isc


                  ale tak sama sobie sprobuj odpowiedziec
                  • jewel86 Re: Zwalić wszystko na BED 14.05.08, 23:26
                    Pewnie, że się boję. Łzy i rozpacz to miałam, jak powiedziałam najbliższym, co
                    już mi trochę pomogło, chyba.
                    To, gdzie się znalazłam to moja wina, mam tego pełną świadomość... To, że chcę
                    mieć diagnozę specjalisty nie jest po to, żeby się tym chwalić. Raczej w życiu
                    mi to nie pomoże, jeżeli wręcz nie na odwrót. Otarłam się o samobójstwo, nie
                    chcę wracać do takich stanów już nigdy więcej i zaczęłam myśleć w końcu o tych,
                    na których mi zależy.
                    Domysły to ja mam dotyczące innych zaburzeń, raz mam BED, potem epizody bulimii,
                    uzależnienie od przeczyszczaczy, kompulsywną osobowość itp.
                    I przyznam Ci rację z tą odpowiedzialnością, że może być tak, że się bałam wziąć
                    odpowiedzialność za własne życie w sensie - jakoś to będzie, nic nie będę robić,
                    bo i tak się nie uda.
                    Czas przeszły. To, co teraz robię ze swoim życiem, to nic innego jak właśnie
                    branie tego, co mi
                    się nie udało, na siebie. Bywa tak, że rzeczywiście - gorszy dzień, atak. Ale u
                    mnie coraz częściej jest tak, że jak dzień był normalny i próbuję coś zrobić, to
                    psychicznie nie mogę - staram się, a czuję się jakaś otępiała, ogłupiała, pusta.
                    Wcale wtedy nie myślę o jedzeniu. Zawsze jest alternatywa, mogę się z tym
                    pogodzić, ale nie taka chcę być. Nie ważne zresztą...
                    >to znaczy masz w końcu jakieś problemy ze sobą czy nie??
                    Nie, nie mam problemów ze sobą, ani trochę, to wszystko to moja fantazja, fajnie
                    jest, ostatnie 5 lat, to najlepsze lata mojego życia:/ A udawać, że jest w
                    porządku, to się do perfekcji nauczyłam.
Pełna wersja