21.05.08, 18:03
wczoraj po raz pierwszy sprowokowałam wymioty.
chcę się leczyć.
nie mam forsy.
jestem dnem.
Obserwuj wątek
    • josephine84 Re: *** 21.05.08, 21:54
      witaj bayaderka,
      Smutny ten Twój post... Ale myślę, że gdy tylko podejmiesz jakieś konkretne działania poczujesz się lepiej:) Forsę zawsze da się jakoś zorganizować (może jakaś dorywcza praca?). A próbowałaś na NFZ? Ja umówiłam się na pierwszą wizytę za dwa tygodnie. Trochę się obawiam ale bardzo chcę spróbować, bo chyba też dotknęłam dna...
      Pozdrawiam i życzę nam optymizmu:))
    • horlaa Re: *** 22.05.08, 09:48
      osiągnięcie dna czasami jest jedynym sposobem, zeby zobaczyc siebie jakby "z dystansu" i dojsc do wniosku, ze cos jest faktycznie nie tak.
      wykorzystaj ta sytuacje w jakiej jestes, wygeneruj w sobie energie do szukania terapii, darmowej, skoro nie masz finansow. szukaj, probuj, nie poddawaj sie, powodzenia
      • nienill Re: *** 22.05.08, 11:17
        horlaa napisała:

        > osiągnięcie dna czasami jest jedynym sposobem,
        szkoda tylko, ze wymioty zazwyczaj nie sa zadnym dnem


        przykro mi bayaderko. tych drzwi nie powinno sie nigdy otwierac



        jak sie czulas juz po wszystkim?
        • bayaderka Re: *** 22.05.08, 16:55
          nienill napisała:

          > jak sie czulas juz po wszystkim?

          Następnego dnia [wczoraj] historia się powtórzyła. Ale jest dobrze -
          przynajmniej wiem, że potrafię to kontrolować.

          Nie liczyłam na to, że uda mi się zwymiotować, ponieważ wcześniej
          już kilkakrotnie próbowałam (bezskutecznie).
          Najpierw czułam się okropnie (kiedy znowu byłam 'pełna').
          Gdy było już 'po wszystkim' poczułam się naprawdę.. dobrze. Byłam
          jakby lżejsza..
          Dopiero patrząc w lustro uświadomiłam sobie, że płakałam...
          (wcześniej nie miałam o tym pojęcia) Miałam przekrwione oczy (nie od
          płaczu ale od wymiotów), trochę bolało mnie gardło (od aluminiowej
          łyżki, którą użyłam), no i ten nieprzyjemny smak w ustach..(na
          szczęście istnieje pasta do zębów;))

          Grunt, że przez moment byłam odrobinę szczęśliwsza.
          • nienill Re: *** 22.05.08, 17:08
            bayaderka napisała:

            > Grunt, że przez moment byłam odrobinę szczęśliwsza.
            a nie chcialabys sprobowac alkoholu?
            latwiej sie to chyba rzuca niz jedzenie
            (bo przynajmniej istnieje opcja calkowitego odstawienia, gdy
            czlowiek chce rzucic uzaleznienie)
            • horlaa Re: *** 23.05.08, 09:36
              > bayaderka napisała:
              >
              > Grunt, że przez moment byłam odrobinę szczęśliwsza.

              Kolejna ułuda, która daje ci wrażenie, że jestes szczęśliwsza (bo jedzenia "nie ma") - ale problem nadal jest. Jeśli w to dalej wejdziesz bedziesz miała wrażenie, że to kontrolujesz, aż w końcu przestaniesz. I co będzie następnym krokiem? Tabsy? Przeczyszczanie? Obsesyjne liczenie kalorii? Narkotyki? Alkohol?
              Wszystko to jest ucieczką od samej siebie. Jeśli chcesz uciekać, proszę bardzo, ale w ten sposób siebie tylko zniszczysz.
              Co z tą terapią, której tak niby "chcesz"?
              • bayaderka Re: *** 23.05.08, 18:30
                jest kilka "czynników" (niestety działają na krótką metę), które
                powstrzymują mnie od kompulsów ale nie są to ani narkotyki, ani
                alkohol, ani nawet wymioty.. może to zabrzmi zbyt "pysznie" ale ja
                naprawdę wiem, że nie popadnę w anoreksję czy bulimię.

                Wiem, bo znam te chroby, chociażby "ze słyszenia".
                Wiem bo zbyt często mnie przed nimi przestrzegano.
                Wiem, bo znam ich skutki.
                Wiem, bo nieudolnie chciałam zastąpić jedną z nich kompulsy.
                Wiem, bo o takich sprawach potrafię myśleć trzeźwo.

                Myślę, że sama nie uchroniłam się przed kompulsami tylko dlatego, że
                ich nie znałam. Może gdyby wcześniej miała jakiekolwiek pojęcie o
                tym zaburzeniu to umiałabym spojrzeć na nie z takiej perspektywy, z
                jakiej patrzę na anoreksję i bulimię.
                Tymczasem teraz spoglądam już tylko na swoje zdjęcia sprzed kilku
                lat.
                Ja.
                Nastolatka. :(
                • nienill Re: *** 23.05.08, 18:40
                  bayaderka napisała:

                  > Wiem, bo o takich sprawach potrafię myśleć trzeźwo.
                  no wlasnie to widac w twoich postach




                  to kiedy masz te wizyte u psychologa?
            • bayaderka Re: *** 23.05.08, 18:21
              nienill napisała:

              > a nie chcialabys sprobowac alkoholu?


              alkohol? czemu nie-nawet znam dobre źródło. ale po co? to mnie nie
              kręci.. nie chcę tego.
              nienill naprawdę myślisz, że to może pomóc? alkoholizm i kompulsy to
              nienajlepsza terapia dla wątroby (i nie tylko). myślę, że jedno
              drugiego nie wyklucza.
              • nienill Re: *** 23.05.08, 18:29
                bayaderka napisała:

                > nienill naprawdę myślisz, że to może pomóc?
                tak
                szybciej sie stoczysz, szybciej zaczniesz sie leczyc, mniej zycia
                zmarnujesz

                i jeszcze raz serdecznie zapraszam do archiwum
                • bayaderka Re: *** 23.05.08, 18:31
                  nienill napisała:


                  > szybciej sie stoczysz, szybciej zaczniesz sie leczyc, mniej zycia
                  > zmarnujesz


                  żałuję, że te słowa mnie nie przekonują.
                  • nienill Re: *** 23.05.08, 18:39
                    twoje zycie, twoja sprawa
                    • bayaderka Re: *** 23.05.08, 18:54
                      nienill napisała:

                      > twoje zycie, twoja sprawa

                      Racja.
                      A więc dziękuję za wszystkie porady. Cenię sobie szczerość.
                      "Moje życie, moja sprawa", moje emocje, moje kompulsy. A więc odezwę
                      się jak z nimi wygram.

                      pozdrawiam.

                      PS. wizyty u psychologa oczywiście nie umówiłam
                      • nienill Re: *** 23.05.08, 18:57
                        bayaderka napisała:

                        > PS. wizyty u psychologa oczywiście nie umówiłam
                        zuch dziewczyna!!!! tak trzymac!!!
          • nienill Re: *** 23.05.08, 11:45
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=592
            serdecznie zapraszam do archiwum
            • horlaa Re: *** 24.05.08, 14:31
              bayaderko, przeczysz sama sobie. taka masz swietna "kontrole" a prowokujesz wymioty. ok, moze tylko raz, czy dwa, ale zrobilas to. to juz jest objaw bulimii, gdzie sie podziala twoja kontrola i doskonala swiadomosc tego, do czego to prowadzi?

              chyba jednak nie osiagnelas tego "dna", ktore mogloby cie sklonic do pojscia do terapeuty, na razie tylko probujesz innych metod na "obejscie" kompulsow i wykombinowanie czegos innego (znam to swietnie, sama mialam milion pomyslow na to zeby jesc do woli, ale nie przytyc).
              wobec tego powodzenia.

              "oczywiscie" nie umowilas psychologa, bo to by wymagalo od ciebie dojrzalej decyzji i przyznania sie przed soba i psychologiem, ze TAK - masz problem. widocznie musisz jeszcze zajsc dalej, zeby to zrozumiec - tak, twoje zycie, twoj problem. tylko ty mozesz to zmienic, albo mozesz sobie tak zyc do momentu az osiagniesz wiek pod trzydziestke... ja mam 27 i dopiero niedawno z tego wyszlam, kiedys pisalas ze "nie chcialabys byc na naszym miejscu" - czyli chorowac tyle lat - ale sama do tego doprowadzasz...
              na wlasne zyczenie.

              a co do tego alkoholu, to zdaje sie, nienill uzyla tam ironii (przynajmniej ja tak to odebralam).
              rzucanie sie na alkohol jest tak samo chore jak rzucanie sie do wc z planem wymiotow albo rzucanie sie na jedzenie. kazde "rzucanie sie" jest niezdrowe. zastanawia mnie to, ze wczesniejsze twoje posty dowodza, ze chcesz z tego wyjsc, a tu nagle - wręcz duma z tego, ze masz problem.
              jest sie czym chwalic, naprawde? i to przed kim? my tu wszystkie takie same jestesmy/bylysmy. rozumiemy cie jak nikt inny.

              ale tylko ty podejmujesz decyzje na temat twojego zycia.
              powodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka