Dodaj do ulubionych

Miłość z internetu - dyskusja

12.06.08, 13:59
Kto nie ma pojęcia i tego nie przeżył sam na własnej skórze i chce
tylko wyśmiać i poszydzić z kogoś, że upadł na głowę itp. ten niech
nic lepiej nie pisze i niech żałuje ;)

Pytanie proste.
Kto z Was przeżył miłość w internecie, może źle sformułowałam
pytanie - kto kogoś poznał w sieci, poczuł coś wyjątkowego,
rozmawiał powiedzmy pół roku, potem się spotkał i to wszystko
przeniosło się do prawdziwego świata?
Ja jestem tego przykładem, parę lat temu miałam taka historię i 2-
letni piękny związek. A teraz po paru latach znowu mnie to spotyka,
tyle, że jeszcze bardziej mnie to dotyka niż kiedyś. I zastanawiam
czy po raz drugi w życiu uśmiechnie się do mnie szczęście.
Obserwuj wątek
    • akwarysta84 Re: Miłość z internetu - dyskusja 12.06.08, 20:07
      Poprostu masz gadane w sieci i realu.
      • brak-chmur Re: Ktoś tu miał sie brać do pracy!, nono...n/t 12.06.08, 20:13

    • brak-chmur Re: Net to ułuda, teatr, fatamrgana...... 12.06.08, 20:16
      Prawdziwe życie i prawdziwe uczucia rodzą się i trwają w świecie realnym, na
      szczęście:)
      • jan_stereo Re: Net to ułuda, teatr, fatamrgana...... 12.06.08, 22:06
        brak-chmur napisała:

        > Prawdziwe życie i prawdziwe uczucia rodzą się i trwają w świecie realnym..

        tak mi cos wygladalo, ze Ty tu sciemniasz generalnie i falszem jedzie od szanownej pani :D
        • shangri.la Re: Net to ułuda, teatr, fatamrgana...... 12.06.08, 22:08
          Dlaczego zarzucasz mi brak szczerości, Janie?
          • jan_stereo Re: Net to ułuda, teatr, fatamrgana...... 12.06.08, 22:10
            shangri.la napisała:

            > Dlaczego zarzucasz mi brak szczerości, Janie?

            czytam to co piszesz, ze w necie, to tylko sciema, w opozycji do swtierdzenia, ze prawda tylko w realu...
            • shangri.la Re: Net to ułuda, teatr, fatamrgana...... 12.06.08, 22:13
              Niedostateczny z czytania ze zrozumieniem!:)
              Nadinterpertacja tak daleko idąca, że wypaczająca całkowicie sens mojej wypowiedzi.
              • jan_stereo Re: Net to ułuda, teatr, fatamrgana...... 12.06.08, 22:17
                shangri.la napisała:

                > Niedostateczny z czytania ze zrozumieniem!:)

                "Prawdziwe życie i prawdziwe uczucia rodzą się i trwają w świecie realnym, na szczęście:)"

                Moze to Ty masz problemy z pisaniem i nie kumasz tego co wystukalas ?

                > Nadinterpertacja tak daleko idąca, że wypaczająca całkowicie sens mojej wypowiedzi.

                ta, to zinterpretuj te swoja wypowiedz w sposob wlasciwy...
                • shangri.la Re: Net to ułuda, teatr, fatamrgana...... 12.06.08, 22:30
                  Sorry, ale nie wiedziałam, że inteligentnemu człowiekowi należy pisać komentarz
                  do postów:)
                  Ale nie lubię niedomówień i bardzo nie lubie, gdy ktoś wkłada mi w usta słowa,
                  które nie maja nic wspólnego z treścia moich postów.

                  Ludzie na necie się pzonają, rozmawiają, klikają, wymieniają opinie, myśli ,
                  wrażenia....po drugiej stronie monitora ten drugi ludzik tworzy sobie obraz
                  swojej netowej sympatii. Obraz fałszywy i wypaczony, bo zbudowany WYłąCZNIE na
                  słowach.
                  Krótko mówiąc , wiesz o tej drugiej osobie TYLKO TYLE I DOKłADNIE TO, co on chce
                  ci przekazać.
                  Dlatego, jeśli uważasz, że kochasz na etapie klikania, oszukujesz sam siebie.
                  Tylko w świecie realnym rodzi się uczucie między LUDżMI z krwi i kości, którzy
                  nie tylko mówią, ale widza, obserwuja, analizują.
                  Ale taże dotykają, całują sie, tulą do siebie, spędzają ze sobą czas i
                  obdarowują wzajemnie tym, co mają najlepszego.
                  Wystarczy przypisów?;)
                  • jan_stereo Re: Net to ułuda, teatr, fatamrgana...... 12.06.08, 22:41
                    shangri.la napisała:


                    >Ludzie na necie się pzonają, rozmawiają, klikają, wymieniają opinie, >myśli ,wrażenia....po drugiej stronie monitora ten drugi ludzik >tworzy sobie obraz swojej netowej sympatii. Obraz fałszywy i > wypaczony, bo zbudowany WYłąCZNIE na słowach.

                    A nie mozna napisac, ze niepelny, tylko zaraz falszywy ?

                    Znaczy, ze to co tutaj o sobie piszesz nadaje sie jedynie na falszywy obraz Ciebie :D Czyli dobrze zintepretowalem Twoje slowa, a Ty sie tyle naskrobalas ponizej, i to pewnie tylko to co chcialas powiedziec, czyli Falszywy wizerunek swoj budujesz :D

                    > Krótko mówiąc , wiesz o tej drugiej osobie TYLKO TYLE I DOKłADNIE TO, co on chce ci przekazać.

                    w realu tez tak mozna..

                    • shangri.la Re: Net to ułuda, teatr, fatamrgana...... 12.06.08, 22:50
                      Tak, dzięki za zrozumienie:)
                      Masz wyłącznie fałszywy obraz mnie, realnie żyjacej osoby.
                      Twój obraz jest zbudowany wyłącznie na moich słowach, jakie tu piszę, na moich
                      opiniach, które tutaj prezentuję, na poglądach, które niezmiennie głoszę od lat
                      i konsekwentnie się pod nimi podpisuję.
                      Ale Twój obraz osoby posługujacej się nickami shangri.la/brak-chmur to wyłącznie
                      Twój własny obraz przefiltrowany przez Twoje doświadczenia, skojarzenia,
                      porównania...
                      Ja nie jestem nickiem, Janie...;)
                      Ja jestem kobietą, matką nauczycielem, koleżanką , kochanką, ale nie jestem tą
                      osobą, której obraz sobie spreparowałeś i której nieustannie się czepiasz w
                      przypływie złego humoru:)
                      Dobrej nocki, życzę;)
                      • jan_stereo Re: Net to ułuda, teatr, fatamrgana...... 12.06.08, 23:02
                        shangri.la napisała:

                        > Masz wyłącznie fałszywy obraz mnie, realnie żyjacej osoby.
                        > Twój obraz jest zbudowany wyłącznie na moich słowach, jakie tu piszę, na moich opiniach, które tutaj prezentuję, na poglądach, które niezmiennie głoszę od lat i konsekwentnie się pod nimi podpisuję.

                        hehe...to akurat od poczatku wyziera z Twoich slow,tyle ze ja nie nazwalbym tego zupelnie falszem, bo z tego zawsze mozna sobie jakis (niepelny)obraz Twojego myslenia (!) zbudowac.

                        > Ale Twój obraz osoby posługujacej się nickami shangri.la/brak-chmur to wyłącznie Twój własny obraz przefiltrowany przez Twoje doświadczenia, skojarzenia,porównania...

                        nie mam zadnego obrazu Shangrili ani braku chmur, pamietam jedynie ze cos tam gadalas o tym i owym,dalszych fantazji nigdy nie snulem, to wszystko :"))

                        > Ja nie jestem nickiem, Janie...;)
                        > Ja jestem kobietą, matką nauczycielem, koleżanką , kochanką, ale nie jestem tą osobą, której obraz sobie spreparowałeś i której nieustannie się czepiasz w przypływie złego humoru:)

                        rozmawiam z Toba,taka odmiana minimalna,.. a te odkrycia powyzej to dla kogo, o tym ze jestes kobieta i nauczycielka, matka i kochanka, trabilas juz wiele razy, za pomoca slow..

                        > Dobrej nocki, życzę;)

                        nawzajem..
                        • brak-chmur Re: Net to ułuda, teatr, fatamrgana...... 13.06.08, 06:20
                          Hmm....nie snułeś fantazji?
                          Nie byłbyś facetem:)))
                          • jan_stereo Re: Net to ułuda, teatr, fatamrgana...... 13.06.08, 13:24
                            brak-chmur napisała:

                            > Hmm....nie snułeś fantazji?

                            a co niby mialem w tych fantazjach snuc ?

                            > Nie byłbyś facetem:)))

                            raczej Ty nie bylabys ukomplementowana :")))
                      • fantastic-lula jak to dobrze, ze Jan przerzucil swe 13.06.08, 07:50
                        cisnienie na Ciebie Shangrila
                        milego dnia wszystkim :)))
                      • obrotowy I tak i nie - Droga Pani 13.06.08, 13:41
                        shangri.la napisała:

                        > Masz wyłącznie fałszywy obraz mnie, realnie żyjacej osoby.

                        Niekoniecznie. I rzecz jasna zalezy to od Ciebie.
                        Gdy piszesz nieprawde o sobie - to rzecz jasna - ten obraz jest
                        falszywy.
                        Gdy piszesz PRAWDE o sobie - to ten obraz jest prawdziwy
                        tyle, ze NIEPELNY.

                        Dla przykladu nadmieniam, ze po pierwszej (realnej) randce tez ma
                        sie niepelny, chociaz przeciez prawdziwy obraz danej osoby.


                        • brak-chmur Re: Drogi panie, Obrotowy.... 13.06.08, 13:56
                          Z Janem lubię się czasem poprzekomarzać:)
                          A tak naprawdę...."I don't care what they think, I don't care what they know..."
                          • obrotowy Re: Drogi panie, Obrotowy.... 13.06.08, 14:10
                            brak-chmur napisała:

                            > Z Janem lubię się czasem poprzekomarzać:)
                            > A tak naprawdę...."I don't care what they think, I don't care what
                            they know...
                            > "

                            Przypuszczam, ze w wymiarze osobistym istotnie tak jest, natomiast
                            zdaje sie, inaczej w wymiarze zawodowo-naukowym, pravda?
                            • brak-chmur Re: Drogi panie, Obrotowy.... 13.06.08, 14:17
                              Zawodowo zajmuję się nauczaniem realnych ludzi ,a nie pouczaniem wirtualnych
                              nicków:)
                              Moja praca wolontariacka natomist wiąże się z koniecznością dokonywania sporej
                              ilości tłumaczeń, czyli kontaktu z monitorem.
                              Dlaczego nie poprzekomarzać się z jakimś miłym , złośliwcem typu Jan S., w
                              ramach urozmaicenia?:)
                              • obrotowy Drogi Pani Porodowa... 13.06.08, 14:29
                                brak-chmur napisała:
                                Moja praca wolontariacka...

                                Nie pamietam dokladnie, jak to bylo...
                                ale jakos tak chyba...

                                "Zywiec i wszystko Jasne" :)
    • spinline Re: Miłość z internetu - dyskusja 12.06.08, 21:35
      Jezeli ci dobrze to w czym problem, kazda historia jest inna i
      zadna nie musi sie powtarzac.
    • cosette_cosette Re: Miłość z internetu - dyskusja 12.06.08, 21:54
      jestem zdania, że "miłości" przez internet nie są dobrym sposobem na szukanie drugiej połówki. oczywiście zdarzają się wyjątki, ale... jednak są to wyjątki! poznałam kilku facetów przez neta. rozmawiałam z nimi przez gg, skypea etc., z jednym z nich rozmawiam tak od ponad dwóch lat, spotkałam się z nimi w realu i powiem jedno - choć w mailach pisali mi różne piękne słówka, mi również dobrze się z nimi rozmawiało i, że tak powiem, "momenty były" ;) to za każdym razem spotkanie w realu okazywało się totalną porażką.. nie wiem dlaczego. mogłabym rozpocząć teraz wywody na temat tego, że w realu nie da się udawać, że inaczej toczą się rozmowy, ale wydaje mi się, że to raczej nie wszystkie powody. psycholodzy do dzieła :) rozkminiajcie temat :)
      • shangri.la Re: I cóż tu " rozkminiać"....? 12.06.08, 21:59
        Ale neologizm, ech....

        Kłamców, oszustów, oszołomów i psycholi jest na świecie mnóstwo.
        W świecie realnym znacznie łatwiej takiego rozpracować.
        Net ma swoje ograniczenia, co daje im pole do popisu.
        • jan_stereo Re: I cóż tu " rozkminiać"....? 12.06.08, 22:09
          shangri.la napisała:


          > Kłamców, oszustów, oszołomów i psycholi jest na świecie mnóstwo.
          > W świecie realnym znacznie łatwiej takiego rozpracować.

          zdaje sie, ze rozpracowywalas w obu swiatach takich typow, w obu z marnym rezultatem, zatem tu wiele zalezy od umiejetnosci,a niekonicznie od samego srodowiska.

          > Net ma swoje ograniczenia, co daje im pole do popisu.

          tak, te ograniczenia daja im pole do popisu :"))

          tylko mi tu nie wyj, ze malo milo bylo..
          • shangri.la Re: I cóż tu " rozkminiać"....? 12.06.08, 22:12
            Twoje myślenie idzie tradycyjnie w niewłaściwym kierunku, sorry;)
            Moje fatalne w skutkach znajomości NAWIąZYWAłAM na necie, ale w odpowiednim
            czasie przenosiłam do realu.
            Gdybym tych osobników poznała w świecie realnym, nie mieli by szans w
            przedbiegach....
            • jan_stereo Re: I cóż tu " rozkminiać"....? 12.06.08, 22:14
              shangri.la napisała:

              > Moje fatalne w skutkach znajomości NAWIąZYWAłAM na necie, ale w odpowiednim czasie przenosiłam do realu.

              no i w tym realu trwaly bodaj dalej, czy tez natychmiast zanikaly ?

              > Gdybym tych osobników poznała w świecie realnym, nie mieli by szans w przedbiegach....

              pewnie Ty tez bys nie miala :D

              • shangri.la Re: I cóż tu " rozkminiać"....? 12.06.08, 22:20
                Gdyby nie trwały w realnym świecie, wogóle by ich ich nie było.
                A za wielkie szczęście mogłabym uważać 'brak szans' u psycholi, jakich spotkałam.
                Niestety było inaczej...;(
                • leda16 Re: I cóż tu " rozkminiać"....? 19.06.08, 07:14
                  Widocznie takich typów w necie szukasz i takich przyciągasz, skoro upierdliwie tkwisz na forum, gdzie o te typy najłatwiej. Ja dzięki netowi poznałam sporo ciekawych ludzi, zwiedziłam calutką Europę, zyskałam przyjaciół. Odwiedzamy się, mailujemy. Ty włóczysz napotkanych w necie ludzi po prokuraturze, więc najwyraźniej brak Ci dystanu do wszystkiego łącznie z własną osobą.
    • kragmel1 Re: Miłość z internetu - dyskusja 13.06.08, 08:57
      Rozmawiam z nim już 4 miesiące a za parę tygodni się spotkamy :)
      Ja to już kiedyś przeżyłam więc jestem żywym przykładem, że przez
      internet można przeżyć coś niezwykłego, tylko nie wiem czy szczęście
      uśmiechnie się do mnie po raz drugi. Gdyby nie internet, to nigdy
      bym go nie poznała i uważam, że internet to w sumie takie samo
      miejsce jak każde inne.

      Mówicie o porażkach w realu z takimi znajomymi a ciekawa jestem jak
      niektóre Wasze rozmowy wyglądały. Jakiś czat lokalny, gdzie wiadomo
      kto czego szuka i dyskusja w stylu: "Cze! Cze! Co słychać? Gdzie
      mieszkasz? Jak wyglądasz? Spotkamy się?" Czyż nie tak wyglądają te
      niektóre rozmowy? :) I ile z tymi osobami i o czym romzawiacie zanim
      się spotkacie? 1 dzień, góra 1-2 tygodnie? To nie dziwię się, że to
      porażki, bo to zwykła desperacja, spotkać się z jak największą
      ilością osób a nuż widelec kogoś się spotka.

      I tak, w sieci można udawać ale wydaje mi się, że tylko do pewnego
      momentu, tak samo jak i w realu. Wiadomo, że się trochę idealizuje
      osobę z którą się rozmawia ale jak się z kimś gada pół roku o
      wszystkim to myślę, że udawać się tyle nie da. I oczywista sprawa,
      że dopiero jak się spojrzy w oczy tej osobie w realu to będzie
      wiadomo wszystko a do tej pory...można się zastanawiać i męczyć :)

      Ja z tym kimś kiedyś rozmawiałam ponad pół roku zanim się
      spotkaliśmy i nie spotkaliśmy się na żadnym czacie ani forum dla
      samotnych desperatów, i w tamtym przypadku i w tym obecnym połączyła
      mnie z tymi ludźmi wspólna pasja, zupełnie przypadkiem i z żadnym z
      nim na początku znajomości nie planowałam spotkania bo i jeden i
      drugi mieszkali daleko ode mnie a z tym teraz dzielą mnie aż tysiące
      kilometrów i on przyjedzie specjalnie dla mnie tutaj a ja się boję,
      że szczęście się już do mnie nie uśmiechnie...
      • brak-chmur Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 13.06.08, 13:51
        Przypadek nr 1....znajomość z Sympatii. Dokładnie 10 miesiecy klikania całymi
        godzinami, kilka razy dziennie. Informatyk;) Czułości , wyznania z jego strony i
        dzisiątki próśb o spotkanie. Intuicja mówi "nie".
        Jego propozycja wspólnego wyjazdu do Egiptu, włącznie z pożyczeniem mi na ten
        cel kasy. To był dobry "chwyt' na mnie:) Fantastyczne 10 dni w Sharm, powrót,
        jego łzy na peronie i ......ech. Resztę zresetowałam.:(
        • kragmel1 Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 13.06.08, 19:31
          No a kto siedzi w ogóle na jakiejś Sympatii? Sami desperaci i to
          jeszcze jawni desperaci! I znowu 10 miesięcy klikania? To rozumiem,
          że dzielił Was conajmniej ocean??? I te dziesiątki próśb o
          spotkanie, śmieszne, skoro ktoś siedzi na jakiejś sympatii to
          oczywiste jest po co tam siedzi, m.in. po to żeby się właśnie z kimś
          spotkać i poznać. I jeszcze dać się nabrać na jakiś Egipt i pożyczać
          kasę od obcego faceta??? A skąd te jego łzy na peronie? A kasę mu
          chociaż oddałaś? ;) Czy może spłaciłaś w naturze w Sharm el Szejk? ;)
    • bene_gesserit Re: Miłość z internetu - dyskusja 13.06.08, 11:19

      Wsrod mojego bliskiego otoczenia znam trzy zwiazki, ktore zaczely
      sie na necie. W tym dwa malzenstwa, jedno 5, drugie 7 lat, oba z
      duzymi widokami na przyszlosc. Ja sama poznalam mojego faceta na
      forum Gazety i wszystko wskazuje na to, ze bedziemy ze soba
      dozywotnio :)

      Net to swietne miejsce na poznanie kogos nowego, nowe przyjaznie i
      milosci. Kiedys bylo inaczej, ale teraz kazdy moze w kazdym wieku i
      z kazdego miejsca na swiecie, poznawac i przyjaznic sie z nowymi
      ludzmi. Wazne jest, zeby dosc szybko przeniesc znajomosc z netu do
      realu i sprawdzic, czy zwiazek to wytrzyma - ot i cala tajemnica.
      • monaga Re: Miłość z internetu - dyskusja 13.06.08, 14:28
        Witajcie!
        Miłość z internetu jest możliwa tak jak w realu. Sama poznałam
        swojego męża przez net, jesteśmy małżeństwem 5 lat i mamy 4-letniego
        synka. Najpierw przypadkowa rozmowa na czacie, podczas której
        śmiałam się jak nigdy dotąd; potem e-mail jeden, drugi, rozmowy
        przez tel. i cotygodniowe randki czatowe przy muzyce na tym samym
        kanale radiowym:-) Wreszcie spotkanie i ... jesteśmy ciągle razem.
        Mieliśmy po prostu odrobinę szczęścia:-)
    • zocha16 Re: Miłość z internetu - dyskusja 13.06.08, 14:29
      Ja poznałam mojego obecnego męża na necie i jesteśmy razem już 6 lat.
      Fakt, że w realu zobaczylismy się juz po tygodniu klikania, a nie po
      paru miesiącach. Może to ma jakieś znaczenie a może nie. Nie wiem.
      My jestesmy razem szczęśliwi.
      • kragmel1 Re: Miłość z internetu - dyskusja 13.06.08, 15:10
        Super :)
        I pewnie mieliście stresa przed pierwszym spotkaniem, no nie?
        Pierwsze spojrzenie jest chyba najgorsze :)
        Ja to chyba wykituję od tego czekania a tu jeszcze parę ładnych
        tygodni :(
        A jeśli nie będzie tak dobrze jak w sieci to chyba umrę :(
    • arwen8 Re: Miłość z internetu - dyskusja 13.06.08, 15:19
      kragmel1 napisała:

      > kto kogoś poznał w sieci, poczuł coś wyjątkowego, rozmawiał
      > powiedzmy pół roku, potem się spotkał i to wszystko przeniosło się > do prawdziwego świata?

      W ten sposób poznałam mojego Ukochanego Męża 4 lata temu. Właśnie obchodziliśmy drugą rocznicę ślubu.

      Przez pierwsze 7 miesięcy komunikowaliśmy się wyłącznie przez maile i GG. Potem dołączyły do tego rozmowy telefoniczne. Poraz pierwszy spotkaliśmy się dopiero po 9 miesiącach znajomości (dzielił nas Ocean). Po 3 tygodniach bycia ze sobą postanowiliśmy się pobrać. Ślub odbył się rok później.

      Wspólnie tworzymy nasze szczęśliwe, świadome i całkowicie spełnione Małżeństwo. W "realu" jesteśmy dokładnie tacy sami jak w "necie". Od samego początku nie było udawania, flirtowania, chęci pokazania się tylko z najlepszej strony. Postawiliśmy na szczerość i bycie sobą. Dlatego nam się udało.

      • brak-chmur Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 13.06.08, 15:36
        Przypadek nr 2....starszy, żonaty , stateczny pan poznany na czacie.
        Z gatunku tych, co "żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią".
        Od początku stawiałam sprawę jano, że romanse mnie interesują, więc przystał na
        wirtualno-telefoniczną "przyjażń", aby tylko nie stracić ze mna kontaktu. Dwa
        lata sporadycznego klikania( to nie był informatyk:) i wiele, wiele godzin
        codziennych niemal rozmów telefonicznych. Jego serdeczności, zainteresowanie,
        wspieranie i adorowanie były sympatyczne, ale wciaż niczego mu nie obiecywałam,
        chociaż wspominał o możliwości porzucenia dla mnie małżonki.
        Po ponad roku wirtualnej znajomości przyjeżdża na jeden dzień do mojego miasta.
        Rok póżniej propnuje wspólny wyjazd w góry i tuż po powrocie deklaruje dozgonną
        "miłość , wierność i że cie nie opuszczę..". Zalatwiam mu pracę, ustalamy datę i
        godzinę(!) jego przyjazdu.....RESET.
        • gocha033 Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 13.06.08, 16:59
          brak-chmur napisała:
          deklaruje dozgonną "miłość , wierność i że cie nie opuszczę..".
          Zalatwiam mu pracę, ustalamy datę i godzinę(!)jego przyjazdu.....
          RESET.

          Nie zrozumialam. To komu sie nagle odechcialo? - jemu czy Tobie?

          • brak-chmur Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 13.06.08, 17:17
            Czy ja sprawiam wrażeniem kobiety, której się coś "odwiduje"? Która bawi się
            innymi i wykorzystuje ich?
            • gocha033 Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 13.06.08, 17:24
              brak-chmur napisała:

              > Czy ja sprawiam wrażeniem kobiety, której się coś "odwiduje"?
              Która bawi się innymi i wykorzystuje ich?

              Ja tam nie wiem, ale powyzej pisalas, ze pobawic sie wirtualnie
              jasiem stereo - to przyjemnosc. Mam wiec rozumiec, ze w realu,
              to tylko na powaznie? Jesli to tak, to przepraszam.

              Gocha
              • brak-chmur Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 13.06.08, 17:31
                Sorry, ale jest zasadnicza różnica między Jasiem, Złotym, Paradoxem, Akwarystą ,
                których nie znam realnie i nie mam ochoty poznawać a mężczyznami, z którymi po
                długich miesiącach klikania , decyduję się spotkać, których obdarzam zaufaniem,
                a z czasem uczuciem.....
                • brak-chmur Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 13.06.08, 19:06
                  pl.youtube.com/watch?v=ryZCHb1W8OI
                  Zamiast przypadku nr 3;)
                  • shangri.la Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 13.06.08, 20:35
                    ,,...prawdziwie cenne jest nie to,co myślą inni,
                    ale to,co robimy My.
                    Nikt nie jest tak ślepy,by pewnego dnia
                    nie przejrzeć na oczy i zobaczyć,
                    że najważniejsza w życiu
                    jest prawdziwa miłość,
                    która pokonuje wszelkie bariery...,,


                    William Wharton
        • kragmel1 Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 13.06.08, 19:20
          Sorry brak-chmur ale ta historia jest taka nudna, że nie wiem. Albo
          ją napisałaś w taki właśnie sposób - "starszy, żonaty , stateczny
          pan poznany na czacie" - co za desperacja i jeszcze na czacie :)
          "...więc przystał na wirtualno-telefoniczną "przyjażń", aby tylko
          nie stracić ze mna kontaktu", - czyli lepsze to niż nic.
          "Dwa lata sporadycznego klikania( to nie był informatyk:)" - o boże
          dlaczego aż 2 lata? Przecież to jakaś udręka musiała być bo gdyby
          była jakaś ekscytacja to 2 lata do spotkania by się nie zabierał,
          nawet jakby mieszkał w Nowej Zelandii :)
          "Jego serdeczności, zainteresowanie, wspieranie i adorowanie były
          sympatyczne" - serdeczności sympatyczne? No ok, ale chyba, że macie
          po 70 lat.
          "Zalatwiam mu pracę, ustalamy datę i godzinę(!) jego
          przyjazdu....." - a co to jakiś nieudacznik był, że musiałaś mu
          pracę załatwiać? I po co mu ją w ogóle załatwiałaś?
          Ta historia jest dla mnie nudna jak flaki z olejem i wcale się nie
          dziwię, że w końcu nic z tego nie wyszło. Może powiedziałam zbyt
          dosadnie ale tak właśnie myślę.
        • blue_red Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 14.06.08, 09:35
          Oj Shan! Brawo , napisałaś to co chciałaś. Tylko czy to ja byłem tym bee?
          Potrafisz się wybielać. Gratuluje. Ten starszy od niej to ja. Blue_red.
          • shangri.la Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 14.06.08, 11:23
            Tak się składa, że prawdziwy blue-red, czyli rzeczywisty "bohater" mojego postu,
            skomentowałby go zupełnie inaczej.
            A ty jesteś nędznym klonem; baskervillem lub wampirem, więc nie zabieraj głosu
            na temat , o którym nie masz zielonego pojęcia.
            • blue_red Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 14.06.08, 12:11
              shangri.la napisała:

              > Tak się składa, że prawdziwy blue-red, czyli rzeczywisty "bohater" mojego postu
              > ,
              > skomentowałby go zupełnie inaczej.

              A jak by go skomentował ?




              > A ty jesteś nędznym klonem; baskervillem lub wampirem, więc nie zabieraj głosu
              > na temat , o którym nie masz zielonego pojęcia.

              Uparcie widzisz tego Wampira. Dowaliłaś mi tym starszym panem, przecież to
              tylko 8 lat. A Erneścik był młodszy o ile? Chyba o 16? To co on myślał o tobie?
              Starsza pani z wymaganiami?
              • shangri.la Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 14.06.08, 12:22
                No , teraz już wiem, którym z wymienionych potworów jesteś:)

                A jeśli kiedykolwiek chcesz się podszywać pod b-r, to weż pod uwagę, że on
                przyjmniej JEST ŚWIADOM zła, jakim się kierował i przyznaje się otwarcie do
                krzywdy, jaką mi wyrządził.

                A teraz znikaj! A kysz!
            • blue_red Re: Kronika przypadków miłosnych...:) 14.06.08, 12:22
              shangri.la napisała:

              > Tak się składa, że prawdziwy blue-red, czyli rzeczywisty "bohater" mojego postu
              > ,
              > skomentowałby go zupełnie inaczej.
              > A ty jesteś nędznym klonem; baskervillem lub wampirem, więc nie zabieraj głosu
              > na temat , o którym nie masz zielonego pojęcia.

              Dlaczego zostałem wywalony? Przecież ja nie jestem klonem! To już mnie nie
              wolno się ustosunkować do postu Shan? Shan ! To Ty już masz takie wpływy?
              Naprawdę?
      • kragmel1 Re: Miłość z internetu - dyskusja 13.06.08, 19:07
        arwen8 to wspaniale :) A bałaś się pierwszego spotkania? :)
        Przeprowadziłaś się za ocean? Nas też dzielą tysiące kilometrów i on
        do mnie specjalnie przyleci po paru miesiącach rozmów w sieci :) I
        nie wiem co to będzie...
        • arwen8 Re: Miłość z internetu - dyskusja 14.06.08, 17:08
          kragmel1 napisała:

          > A bałaś się pierwszego spotkania?

          Nie, raczej nie mogłam się doczekać. Nie wiedziałam, jakie dokladnie będzie (na dodatek na lotnisku!), ale miałam mocne przeczucie, że będzie udane. Wskazywały na to 9 miesięcy niesamowicie szczerych codziennych rozmów i łączące nas podobieństwa. Nie pomyliłam się :)

          > Przeprowadziłaś się za ocean?

          Nie, przeprowadziłam się do Polski zza oceanu :)
          • kragmel1 Re: Miłość z internetu - dyskusja 15.06.08, 11:12
            Super arwen :):):)
            U mnie też wskazuje wszystko, że będzie zajebiście ale przecież 100%
            pewności mieć nie można :( i dlatego tak mnie to trochę męczy...
            Jeszcze nawet nie wiem jakie ja mam przeczucie ale nastawiam się
            raczej na coś wspaniałego ale i tak gdzieś w głębi nastawiam się i
            na bolesne rozczarowanie i moje cierpienie...ale bardziej wierzę w
            coś dobrego i złych myśli nie dopuszczam do siebie.
            Nie wiem jaka była Wasz sytuacja ale u mnie to nie jest lub nie
            będzie takie proste gdyż jedna ze stron ma różne zobowiązania...

            Ale Twoja historia i tak napawa mnie optymizmem i tak szyko
            zdecydowaliście się podjąć tak ważne decyzje, dla mnie to szaleństwo
            ale ja też tak lubię! :)
            • kragmel1 Re: Miłość z internetu - dyskusja 16.06.08, 09:37
              arwen a nie miałam podczas tych 9 miesięcy chwil zwątpienia? Bo ja
              właśnie dziś mam, złapałam taki dół, że normalnie jakbym nie była w
              pracy, to bym siadła i wyła ze swojej głupoty :( Strasznie za nim
              tęsknię i czasem łapię takie doły i pytania, które mnie dręczą - po
              co to wszystko, czy jest w ogóle na co i na kogo czekać, co będzie
              jak się spotkamy i nie będzie tak jakbym chciała, a jak on mnie
              oszukuje? Choć z tym ostatnim pytaniem to chyba już przesadziłam :)
              ale lepiej chyba zachować trochę zdrowego rozumu. Nie miałaś takich
              myśli? Zazwyczaj w weekendy zajmujemy się swoim życiem i trochę
              mniej wtedy rozmawiamy i mi chyba jakaś szajba z tęsknoty dziś w pon
              odbiła a nie chciałabym strzelać jakichś fochów przed nim i
              pokazywać mu, że mam zły nastrój bo ostatnio naraziłam go na dość
              duży stres ale nie przypuszczałam, że aż tak zareaguje, dowiedziałam
              sie przynajmniej coś więcej dzieki temu o nim. Trochę mnie poniosło
              i naskoczyłam na niego, myślałam, że się nie przejmie a on strasznie
              się przejął i nie wiedział co zrobić, pokazał wtedy, że mu naprawdę
              na mnie zależy. Ale ja po prostu dziś mam taki nastrój, że aż nie
              mogę... :( Arwen powiedz, że Ty też tak miałaś bo mam taką czasem
              presję wewnętrzną, że aż ciężko to znieść i jakbym miała siłę to bym
              to przerwała albo przynajmniej spotkała się z nim jak z kolegą na
              luzie i bez presji a nie tak, że od tego być może będzie zależeć
              moje życie... Rozumiesz mnie? Bo jeśli tyle miesięcy gadania pójdzie
              na nic i będę cierpieć tylko ja, to ja się załamię... :(
              • arwen8 Re: Miłość z internetu - dyskusja 18.06.08, 15:05
                kragmel1 napisała:

                > arwen a nie miałam podczas tych 9 miesięcy chwil zwątpienia?

                Nie, nie miałam ani jednej takiej chwili. Miałam natomiast wiele chwil (nawet miesięcy) zwątpienia przed moim pierwszym małżenstwem, a znałam ex-meża około 5 lat zanim się pobraliśmy. Później żałowałam, że nie posłuchałąm swojej "intuicji", że nie zaufałam tym wątpliwościom. Zaoszczędziłabym wówczas 9 lat trudnego małżeństwa, które od początku nie miało szans (zbyt wiele nas różniło).

                > Nie miałaś takich myśli?

                Nie, nie miałam.

                "Po co to wszystko?" - doskonale wiedziałam po co - by wreszcie być z osobą, która postrzega świat w podobny sposób jak ja, myśli i czuje podobnie, ma podobne pasje i marzenia, wyznaje te same wartości. Mając tyle podobieństw można RAZEM stworzyć piękny, spełniony związek. Dla mnie to było bardzo ważne.

                "Czy jest w ogóle na co i na kogo czekać?" - dla mnie to było oczywiste, ponieważ wiedziałam, że spotkałam Osobę wartościową, niepowtarzalną, piękną, całkowicie w moim "typie".

                "Co będzie jak się spotkamy i nie będzie tak jakbym chciała?" - nie mieliśmy wobec siebie jakichś nieziemskich, nierealnych fantazji i oczekiwań. Postawiliśmy na spontaniczność i zaufanie dla własnej intuicji. Zresztą od początku wiedzieliśmy, że "w realu" będzie dobrze, ponieważ było nam ze sobą dobrze od samego początku. Bo od samego początku nie było udawania. Takie rzeczy da się wyczuć.

                "A jak on mnie oszukuje?" - takie pytanie w ogóle się nie pojawiło w moim umyśle. Wiedziałam, że nie jestem oszukiwana. Miałam wcześniej okazję do innych internetowych znajomości, rozmawiałam z psycholami, frustratami, filozofami, "romantykami", flirciarzami, etc., a więc potrafiłam odróżnić Osobę szczerą i godną zaufania od całej rzeszy internetowych palantów. Ta Osoba była szczera nie tylko w stosunku do mnie, ale też wobec wszystkich innych. Nie miałam wątpliwości.

                Kragmel, moja historia może nie mieć nic wspólnego z Twoją. ważne jest byśw słuchiwała się w swoje własne uczucia, wątpliwości, lęki i pragnienia. Ważne byś rozmawiała szczerze ze swoim Znajomym. To Twoje życie i Twoje decyzje. Powodzenia!
                • kragmel1 Re: Miłość z internetu - dyskusja 19.06.08, 13:58
                  arwen8 dzięki, że ze mną tu piszesz bo mi naprawdę wiele to daje, te
                  rozmowy z Tobą :) Podziwiam Cię, naprawdę jeśli nie miałaś ani
                  jednej chwili zwątpienia w ciągu tych miesięcy, nie wiem czy mnie
                  dobrze zrozumiałaś ale ja zwątpienia też nie mam. No, ale jakiś
                  margines, że coś może się udać niestety jest i nie wierzę, że nie
                  miałaś też takich obaw :)
                  Nigdy się nie widzieliście, tyle ze sobą tylko pisaliście a tu nagle
                  stanęliście twarzą w twarz, dla mnie to będzie na początku stres,
                  który wiem, że później minie. Ja też wiem, że skoro tak ze sobą
                  rozmawiamy to jesteśmy podobni i myślimy podobnie, choć nasza
                  znajomość nie miała miłego początku bo trochę się posprzeczaliśmy,
                  ale nas połączyły głównie wspólne pasje a potem okazało się, że i
                  marzenia i inne sprawy. Czuję, że byłoby mi z nim dobrze, on jest
                  trochę starszy ode mnie ale to tylko świadczy, że jest dojrzały i
                  mam nadzieję, że wie co robi. On specjalnie dla mnie przyjedzie z
                  naprawdę daleka, a ja chcę żeby znalazł, to czego szuka. On
                  twierdzi, że już jest prawie pewny, że znalazł i, że jestem warta
                  wszystkiego :) A ja w to po prostu nie mogę uwierzyć :) bo jest
                  między nami taka wspaniała więź, że to się w głowie nie mieści, że
                  mogło się coś takiego zdarzyć :)
            • arwen8 Re: Miłość z internetu - dyskusja 18.06.08, 14:35
              kragmel1 napisała:

              > ale przecież 100% pewności mieć nie można

              Można, można :)

              > Nie wiem jaka była Wasz sytuacja ale u mnie to nie jest lub nie
              > będzie takie proste gdyż jedna ze stron ma różne zobowiązania...

              "Nasza sytuacja" była dość skomplikowana. Kiedy poznaliśmy się byłam mężatką z 8-letnim "stażem" (na szczęscie bez dzieci), miałam odpowiedzialną pracę na wysokim stanowisku, wysokie zarobki, olbrzymi dom z 30-letnim kredytem, etc. Nie żałuję jednak rezygnacji z tych wszystkich "dóbr", ponieważ dopiero teraz czuję się szczęśliwa i spełniona. W moim przypadku warto było postawić wszystko na jedną kartę.

              > tak szyko zdecydowaliście się podjąć tak ważne decyzje, dla mnie
              > to szaleństwo

              Dla osób postronnych mogło to rzeczywiście wyglądać jak "szaleństwo". A jednak nasza decyzja była świadoma i dobrze przemyślana. Doskonale wiedzieliśmy dlaczego nasze poprzednie związki nie powiodły się; mieliśmy takie same wartości, światopogląd, potrzeby, oczekiwania, pasje i marzenia; byliśmy emocjonalnie niezależni od naszych rodziców; byliśmy ze sobą szczerzy i potrafiliśmy rozmawiać na każdy temat. Nie mieliśmy wątpliwości, że nasze małżeństwo jest słuszną decyzją. I nie pomyliliśmy się.
              • kragmel1 Re: Miłość z internetu - dyskusja 19.06.08, 14:10
                W takim razie zazdroszczę tej pewności w 100% Albo powiem inaczej,
                ja mam pewność co do siebie w 100%, że on mi się tak samo spodoba w
                realu jak w sieci, ale nie mam już 100% pewności w drugą stronę :)

                arwen bardzo mi się podoba Twoja historia :) Nasza sytacja też jest
                albo będzie skomplikowana bo to on ma żonę i dziecko też...i on też
                ma podobne problemy do Twoich...I gdyby nie dziecko to...

                Dla mnie to, co zrobiliście to było szaleństwo ale takie pozytywne,
                dla którego warto było zaryzykować. O ile pamiętam to też dość
                szybko podjęliście taką decyzję :) Rozstaliście się po tym wszystkim
                na jakiś czas żeby potem razem być w jednym miejscu?
    • ala.l Re: Miłość z internetu - dyskusja 13.06.08, 16:32
      ja przezylam i nadal przezywam:)
      i wcale nie musze sie z nim spotykac,
      Wystarczy mi obecnosc jego watkow z ktrych plynie madrosc jak rzeka:)
      • brak-chmur Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 17:21
        Luty/Msq/baskervill jest the best.
        Zadna z was nawet nie wie, czy toto istnieje, ale zachwyt powszechny:)
        Sorry, ale to śmieszne!:)))
        Może dać wam namiary na to coś, co rozbudza waszą wyobrażnię?:)
        • ala.l Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 17:37
          brak-chmur napisała:

          > Luty/Msq/baskervill jest the best.
          > Zadna z was nawet nie wie, czy toto istnieje, ale zachwyt powszechny:)
          > Sorry, ale to śmieszne!:)))

          -dobrze ze wzbudzamy w Tobie u-smiech:)
          _na zdrowie

          > Może dać wam namiary na to coś, co rozbudza waszą wyobrażnię?:)

          -nie same wiemy czego szukac i co sobie wyobrazac,i z jakimi marzeniami nam jest
          "po drodze":)
          • mona.blue Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 20:22
            A ja myślałam, że dla Ali the best is Jan_stereo :)
            • mona.blue Re: Luty 13.06.08, 20:22
              Kim jest tem mityczny Luty i gdzie przebywa?
              • shangri.la Re: Luty 13.06.08, 20:27
                Zapewne tam, gdzie twój pies....w psychiatryku:)
                • mona.blue Re: Wątpię 13.06.08, 20:29
                  A by the way w psychiatryku teżprzebywają ludzie godni szacunku, tak
                  jak wszyscy inni.
            • ala.l Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 21:47
              mona.blue napisała:

              > A ja myślałam, że dla Ali the best is Jan_stereo :)

              jasieniek jest zbyt mlody dla mnie:)))
              a ze cudny jest,to prawda..
              jeszcze sie w wodzu podkochuje..


              • mona.blue Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 21:49
                Nie bardzo się orientuję, Wódz to Imagiro czy nie?

                I czy Luty to nie Imagiro?

                To nie na moją głowę ;)
                • ala.l Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 21:57
                  mona.blue napisała:

                  > Nie bardzo się orientuję, Wódz to Imagiro czy nie?
                  >
                  > I czy Luty to nie Imagiro?
                  >
                  > To nie na moją głowę ;)


                  i slusznie..lepiej nie pytac:)
                  ciekawosc to pierwszy stopien do piekla:)
                  • mona.blue Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 22:01
                    Ale o Lutego muszę zapytać, dlaczego wszyscy/wszystkie :P tak się
                    nim zachwycają? Pamiętam ten nick jeszcze z bardzo zamierzchłych
                    czasów ;)
                    • shangri.la Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 22:05
                      Ty się zachwycasz psem z psychiatryka, pozwól się zachwycać nawiedzonym sqaw ich
                      "wodzem" z równie chorego miejsca:)
                      Bądż wyrozumiała dla netomanek, niech mają trochę radości w tym życiu....;)
                      • mona.blue Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 22:07
                        Ależ ja pozwalam,ciekawam tylko czemu, ach czemu?
                      • ala.l Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 22:09
                        shangri.la napisała:

                        > Ty się zachwycasz psem z psychiatryka, pozwól się zachwycać nawiedzonym sqaw ic
                        > h
                        > "wodzem" z równie chorego miejsca:)
                        > Bądż wyrozumiała dla netomanek, niech mają trochę radości w tym życiu....;)


                        Ty Lala! a juz Ci wyparowal z glowy ten forumowicz biedny ktorego netowo
                        molestowalas?
                        • mona.blue Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 22:11
                          Nie tylko netowo, złożyła na niego doniesienie na policję.
                          • ala.l Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 22:15
                            mona.blue napisała:

                            > Nie tylko netowo, złożyła na niego doniesienie na policję.

                            :)))no wlasnie..nawet policje molestowala:)))

                            moje forumiaki maja ze mna bezpieczniej:)))
                        • shangri.la Re: Jeśli molestuję kogokolwiek...:) 13.06.08, 22:13
                          ...to wyłącznie REALNIE;)
                          • ala.l Re: Jeśli molestuję kogokolwiek...:) 13.06.08, 22:16
                            shangri.la napisała:

                            > ...to wyłącznie REALNIE;)


                            no tak..wlasciwie
                            co jest realne a co nie jest,oto jest pytanie:))
                            • shangri.la Re: Jeśli molestuję kogokolwiek...:) 13.06.08, 22:37
                              Zdażyłam zauważyć, że tobie myli się już rzeczywistość z netem, ale na szczęście
                              ta przypadłość nie dotyczy każdego tutaj.
                              • ala.l Re: Jeśli molestuję kogokolwiek...:) 13.06.08, 22:39
                                shangri.la napisała:

                                > Zdażyłam zauważyć, że tobie myli się już rzeczywistość z netem, ale na szczęści
                                > e
                                > ta przypadłość nie dotyczy każdego tutaj.


                                nie pisz do mnie z malej litery,bo sie obraze:(

                                fajnie ze zauwazasz:)))
                          • mona.blue Re: Jeśli molestuję kogokolwiek...:) 13.06.08, 22:16
                            shangri.la napisała:

                            > ...to wyłącznie REALNIE;)

                            No, chyba nie. W co drugim poście jest odniesienie do psa.
                    • mona.blue Re: Luty 13.06.08, 22:06
                      Ale nie pamiętam co pisał.
                    • ala.l Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 22:08
                      mona.blue napisała:

                      > Ale o Lutego muszę zapytać, dlaczego wszyscy/wszystkie :P tak się
                      > nim zachwycają? Pamiętam ten nick jeszcze z bardzo zamierzchłych
                      > czasów ;)

                      nie wiem cza wszystkie..
                      wiem ze mnie,jego tajemniczosc pociaga..
                      lubie zagadki ktorych nie lubie rozwiazywac:)
                      • mona.blue Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 22:21
                        Słyszałam, że jakieś zamknięte forum stworzył - no cóż, zamknięte.
                        • ala.l Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 22:27
                          mona.blue napisała:

                          > Słyszałam, że jakieś zamknięte forum stworzył - no cóż, zamknięte.

                          Widze ze i Ciebie zaczyna interesowac,he?
                          nie powiem,bede miala go na wylacznosc:))
                          • mona.blue Re: tak, tak, alu..... 13.06.08, 22:31
                            Ja wiem gdzie, ale nie wiem kto zacz, więc nie skorzystam :)
      • przystojny_marek Re: Miłość z internetu - dyskusja 13.06.08, 19:42
        zgadzam się. Poza tym umiejętnie wykorzystywany net daje możliwość
        poznania czegoś prawdziwego. Nalezy tylko wiedziec, gdzie szukać.
        • brak-chmur Re: Miłość z internetu - dyskusja 13.06.08, 19:47
          Co sprawia,że właśnie ta kobieta i właśnie ten mężczyzna chcą się do
          siebie zbliżyć? Co sprawia, że budzi się w nich pożądanie? To tajemnica. Kiedy
          ich pożądanie jest jeszcze niczym nie skalane, przeżywają każdą sekundę z
          namaszczeniem, w pełni świadomi, wyczekując najbardziej dogodnej chwili, by
          przyjąć błogosławiony dar losu. Ci którzy zaznali takiego pożądania "w stanie
          czystym", nie przyśpieszają pochopnie biegu wypadków. Wiedzą, że to, co
          nieuniknione, nadejdzie, że to stać się musi, zawsze znajdzie sposób, by
          zaistnieć. A kiedy ten moment nadchodzi, nie wahają się, nie tracą okazji, nie
          pozwalają umknąć ani jednej cudownej chwili, potrafią uszanować doniosłość
          każdej sekundy.

          Paulo Coelho
          Jedenaście Minut

          Ktoś mi to przed chwilą umieścił na mg:)
    • gapuchna Re: Miłość z internetu - dyskusja 13.06.08, 20:16
      A ja nie potrafię nawiązywać znajomości przez net i chyba cieszę się z tego.
      Niestety, przyłączę się do malkontentów. Też myślę, ze wchodząc tu, nieco
      czarujemy. Przecież to normalne.... i nie to jest najgorsze. Nie wiem, nie
      obstaję przy swoim zdaniu, ale wydaje mi się, ze w necie jest zbyt dużo
      "łowców", osób (nie wytykam płci), którzy stosują teorię: szukać dalej, może
      trafi się coś fajniejszego.
    • lux_occulta Re: Miłość z internetu - dyskusja 17.06.08, 00:19
      Miałam tak samo... Prawie. Tyle, że mi już mija ponad rok, kiedy pojawiło sie "coś wspaniałego" i pół roku jak go spotkałam i... miało być pięknie i nie jest. Ech, złudzenia piekna rzecz, szkoda, że takie nietrwałe. Choć... Możę jeszcze coś z tego będzie. Ale to on musi wykazać inicjatywę. Ja juz palcem nie mam zamiaru w tej sprawie ruszyć.
      • gapuchna Re: Miłość z internetu - dyskusja 20.06.08, 16:48
        Z netu???
    • brak-chmur Re: Miłe złego początki....:( 17.06.08, 09:35
      Piekło na ziemi zaczyna się od radosnego przekomarzania na forum, słodkich
      sms-ków "ciumków, tulków, dziubasków, goszków" itp
      Zło zakrada się w życie niczego nieświadomej kobiety z nieśmiałym uśmiechem i
      czułymi słowami , na które często czekała całe życie.
      Nie daj się zwieść pozorom, bo przyjdzie ci zapłacić cenę ogromną za chwile
      złudzenia, pozorów zaufania, ułudy bliskości, nadziei na uczucie.....
      Nie pozwól nikomu się zniszczyć, tak jak ja pozwoliłam(!)
      • tugenna Re: Miłe złego początki....:( 17.06.08, 09:45
        Tak, zdecydowanie przyznaje racje Shangrili
        co prawda nie lubie radykalow
        a Shangrila ma poglady radykalne
        jednak w jej sytuacji uzasadnione
        rozumiem wiec, ze musi dac ujscie swej zlosci i rozzaleniu
        na forum, na przyklad

        Nie wierze w milosc internetowa :)

        w kontaktach netowych ludzie czesto szukaja wypelnienia
        jakiejs luki emocjonalnej w zyciu

        tyle, ze ja kiedys- nawet piszac z osobami plci odmiennej
        zdawalam sobie sprawe z tego od poczatku
        kontrolowalam sytuacje
        mimo tego, poddawalam sie czasem fali
        obserwujac swoj umysl i jego reakcje z boku
        ale jednak...

        czas eksperymentow dawno sie zakonczyl

        a krecenie sie w kolko moze przyprawic o mdlosci
        predzej czy pozniej





      • kragmel1 Re: Miłe złego początki....:( 17.06.08, 15:00
        Jakie piekło na ziemi? O czym mówisz? Bo ja Ci już napisałam co
        myślę o Twoich nudnych jak flaki historyjkach z internetu a Ty coś
        p... jak potłuczona. Myślisz, że jak Tobie się coś nie udało,
        zresztą co z góry było do przewidzenia po tym w jaki sposób to
        opisałaś, to od razu wszyscy mają mieć to samo co Ty? Otóż nie i ja
        na to jestem najlepszym przykładem, bo kiedyś kpgoś tak poznałam i
        stworzyłam wspaniały związek a teraz znowu mnie może to czeka...
      • kanapony Re: Miłe złego początki....:( 18.06.08, 21:32
        ja jestem chyba tradycjonalistką: najpierw kogoś muszę znac w realu,
        mogę się wtedy zakochac nawet jeśli jest szpetny jak diabeł, to nie
        ma znaczenia
        a odwrotnie...

        boję się takich "celowych" spotkań z osobami poznanymi w necie
        nawet jeśli nie mają celu matrymonialnego

        kiedyś - przed laty - korespondowałam z dziewczyną, poznałyśmy się
        przez kącik w jakimś czasopiśmie młodzieżowym
        przez rok chyba... świetnie nam się pisało, rozumiałyśmy się
        aż postanowiłyśmy się spotkac
        niby spotkanie było przyjemne - ale... coś się rozwaliło
        i przestałyśmy pisac do siebie, jeszcze jakieś kartki z wakacji
        były... i koniec

        od tamtego czasu mam uraz/kompleks - że ktoś się mną rozczaruje i
        przestanie się odzywac
        bo przecież ja nie jestem taka jak na forum - jestem wredna, gruba,
        brzydka i momentami okropnie nudna... normalnie, jak to w życiu

        ale najgorsze ;), że czasem piszą naprawdę ciekawi ludzie - muszę
        trzymac emocje na uwięzi, by nie zainteresowac się nimi tak by mi
        zależało jak na mężczyznach, a to trudne bo strasznie emocjonalna ze
        mnie osoba
        i - rozdwojenie - pisz ciekawie, by się interesowali i chcieli
        odpisac, ale! nie za ciekawie, by się zbyt nie zaczęli interesowac...
        • brak-chmur Re: A najważniejsze to zawsze być sobą!:)n/t 18.06.08, 21:37

          • kanapony Re: A najważniejsze to zawsze być sobą!:)n/t 18.06.08, 21:58
            masz rację
            tyle, że "byc" sobą to nie tylko wnętrze ale i opakowanie
            w realu masz wszystko jak na tacy: bierzesz albo nie
            a w necie...
            nawet jeśli wnętrze okaże się fajne (zakładam, że nie oszukane)
            to opakowanie... może przeszkadzac
            a nie ukrywajmy, dla niektórych jest to ważne
            • brak-chmur Re: A najważniejsze to zawsze być sobą!:)n/t 19.06.08, 06:26
              Ja widzę problem wnętrza i opakowania nieco inaczej:)
              W realu skupiamy się fizjonomii. Na necie, z powodu oczywistych ograniczeń, na
              wnętrzu.
              I tu zaczyna się manipulacja, ponieważ
              o ile wyglądem zewnętrznym nie sposób oszukać, to wykreowanie fałszywej
              tożsamości jest stosunkowo łatwe, zwłaszcza po odpowiednim przeszkoleniu.
              Tak więc, po kilku miesiącach radosnego klikania w słodkiej nieświadomości
              spotykamy się twarzą w twarz z osobą, o której mamy już wyrobione (baradzo
              pozytywne zdanie!) i którą JUZ ZDAżYLIśMY ZAAKCEPTOWAć.
              W naszym mniemaniu pozostaje więc tylko postawienie przysłowiowej korpki nad i,
              ale "i" jest jedynie fatamorganą, wytworem naszej wyobrażni, matrixem....
              • obrotowy a Ty ciagle z ta manipulacja 19.06.08, 14:24
                brak-chmur napisała:
                którą JUZ ZDAżYLIśMY ZAAKCEPTOWAć.
                > W naszym mniemaniu pozostaje więc tylko postawienie przysłowiowej
                korpki nad i, ale "i" jest jedynie fatamorganą, wytworem naszej
                wyobrażni, matrixem....

                bywa i tak, ale nie rob z tego reguly.
                gdyz ciagle to powtarzasz

                Ludzi , ktorzy maja rozum, jako taka pewnosc siebie, jasne cele i
                czyste konto, nie manipuluja, tylko po prostu mowia, o co im chodzi.

                Juz z tej prostej przyczyny, ze wiedza, ze klamstwo ma ktotkie nogi.
                wiec nie rob ze wszystkich manipulantow, klamcow, czy kretaczy.
                • kanapony Re: a Ty ciagle z ta manipulacja 19.06.08, 20:59
                  > Ludzi , ktorzy maja rozum, jako taka pewnosc siebie, jasne cele i
                  > czyste konto, nie manipuluja, tylko po prostu mowia, o co im
                  chodzi.

                  zgadzam się
                  ale rozumiem Brak_chmur, została zraniona i to w niej siedzi

                  ja nie zakładam, że ludzie chcą mnie oszukac, bo sama ich nie
                  oszukuję
                  ale kilka razy byłam w sytuacjach (w realu), że facet to by i
                  chciał, bo mu się moje wnętrze podobało
                  ale opakowanie już nie

                  a jak będzie z kimś z netu?
                  na 101% taka sama sytuacja
                  różnica jest tylko tu, że w realu znajomośc masz nadal, a ta z netu
                  zwykle się kończy
    • arwen8 Artykuł właśnie na temat: 18.06.08, 15:16
      tiny.pl/k1j2
    • dotyk_wiatru Re: Miłość z internetu - dyskusja 18.06.08, 22:29
      Jeden jedyny raz nie zapanowałam nad sobą w necie...Zakochałam się w
      pewnym mężczyźnie...Miał niesamowite poczucie humoru, był mądry
      życiowo, zaradny etc. Namawiał mnie na spotkanie kilka razy...i
      tyleż samo razy pisał, że znika...Nie spodobało mi się jednak to
      czego oczekiwał ode mnie...Z czasem zabiłam w sobie te uczucie,
      oddałam Mu 'wolność';) chociaż nadal o Nim pamiętam, mimo ze ponad
      pół roku minęło...Niemniej...miło było...:)
      • kragmel1 Re: Miłość z internetu - dyskusja 19.06.08, 14:19
        Skoro tyle razy namawiał na spotkanie i potem tyle razy pisał, że
        znika to znaczy, że to jakiś niezrównoważony typ. I trzymać się od
        takich lepiej z daleka. A co on od Ciebie wymagał, że tak to Ci się
        nie podobało?
        • dotyk_wiatru Re: Miłość z internetu - dyskusja 19.06.08, 14:32
          Przede wszystkim to żonaty facet, a to oznacza wieczne ukrywanie
          się...W tym sensie napisałam, że nie utrzymałam emocji w
          ryzach...Dla mnie to wystarczająca bariera...Gdy poznał moje zdanie
          na ten temat, chciał zniknąć, nie pozwoliłam i historia powtorzyła
          się kilka razy...Było jeszcze kilka spraw, które mi nie odpowiadały.
          W końcu uznałam, że pora to zakończyć, bo to do niczego dobrego nie
          prowadzi...To cudowny mężczyzna, ale...nie umiałabym żyć w złotej
          klatce...
          • kragmel1 Re: Miłość z internetu - dyskusja 20.06.08, 09:18
            Ale masz myślenie z tymi żonatymi facetami. Jak żonaty facet spotyka
            się z kimś na boku to nie dlatego, że jest szczęśliwy z żoną i żyje
            sielance, tylko dlatego, że coś jest nie tak i to wcale nie oznacza
            wiecznego ukrywania się bo gdyby tak było, to nikt by się nie
            rozwodził. Jakby była prawdziwa miłość to rzucił by wszystko!
            • dotyk_wiatru Re: Miłość z internetu - dyskusja 20.06.08, 11:26
              Nie do końca to tak, Kragmel:)
              On nie kocha żony, to co było między nimi wypaliło się...ALE...nie
              rozwiedzie się:) Powód? Nie ma zamiaru oddawać Jej firmy, na której
              sukces ciężko pracował po nocach przez wiele lat...

              • kragmel1 Re: Miłość z internetu - dyskusja 20.06.08, 13:35
                dotyk_wiatru napisała:

                > Nie do końca to tak, Kragmel:)
                > On nie kocha żony, to co było między nimi wypaliło się...ALE...nie
                > rozwiedzie się:) Powód? Nie ma zamiaru oddawać Jej firmy, na
                której
                > sukces ciężko pracował po nocach przez wiele lat...
                >
                Nie wierzę w takie gadki, dla mnie to tylko takie wymówki. Jak jest
                prawdziwa miłość, to nic a już na pewno żadna firma na przeszkodzie
                nie stanie. Jak ktoś się chce rozwieść, to to zrobi. Mam nadzieję,
                że ten, którego ja poznałam i z którym się spotkam nie będzie miał
                takich głupich wymówek jeśli przyjdzie co do czego.
                • dotyk_wiatru Re: Miłość z internetu - dyskusja 20.06.08, 13:55
                  kragmel1 napisała:
                  > Nie wierzę w takie gadki, dla mnie to tylko takie wymówki. Jak
                  jest
                  > prawdziwa miłość, to nic a już na pewno żadna firma na
                  przeszkodzie
                  > nie stanie. Jak ktoś się chce rozwieść, to to zrobi. Mam nadzieję,
                  > że ten, którego ja poznałam i z którym się spotkam nie będzie miał
                  > takich głupich wymówek jeśli przyjdzie co do czego.

                  A ja wierzę...
                  Prawdziwa miłość to piękne hasło...ale proza życia wymaga
                  nakładów...niestety...Miłością się nie wyżywisz, nie ubierzesz etc.
                  Było coś jeszcze...Powiedział, że musiałabym się przeprowadzić do
                  Jego miasta, dać Mu syna i nie ma mowy o pracy...Poszłabyś na to?
                  • gocha033 Re: Miłość z internetu - dyskusja 20.06.08, 14:22
                    dotyk_wiatru napisała:
                    Powiedział, że musiałabym się przeprowadzić do
                    Jego miasta, dać Mu syna i nie ma mowy o pracy...Poszłabyś na to?

                    wiele by na to poszlo, ale dlaczego pytasz?
                    to przeciez Twoje zycie, to Ty chyba powinnas wiedziec czy warto,
                    a nie pytac innych?
                    • dotyk_wiatru Re: Miłość z internetu - dyskusja 20.06.08, 14:24
                      To pytanie do Kragmel, bo pytała mnie o to wcześniej...
                  • kragmel1 Re: Miłość z internetu - dyskusja 20.06.08, 15:06
                    Ja nie wierzę w takie gadki ale ciągle wierzę w prawdziwą miłość,
                    która potrafi pokonać różne przeszkody, a przeszkodę taką jak firma
                    to już na pewno. A co do Twojego pytania, to postawiłam się teraz na
                    swoim miejscu i gdybym miała się przeprowadzić, ale nie do innego
                    miasta ale do innego kraju, parę tysięcy km od domu, mieć z nim
                    dzieci, to gdyby zaszła taka możliwość, to chyba długo bym się nie
                    zastanawiała. Zrobiłabym to. Gdybym go kochała ponad życie to
                    rzuciłabym tu wszystko i pojechała.
                    • dotyk_wiatru Re: Miłość z internetu - dyskusja 20.06.08, 21:57
                      No widzisz...U mnie powstał swego rodzaju opór...bo facet jest
                      starszy ode mnie o 13 lat, ma żonę, dziecko, żyje poniekąd w innym
                      świecie...i ten prykaz, że nie ma mowy o pracy, bycie swego rodzaju
                      lalką do seksu bo zapowiedział że nie jest impotentem:) itp. On nie
                      byłby ze mną, tylko wpadał czasem...
                      To nie tak Kragmel...Nie tak wygląda miłość w moim pojęciu...Stąd
                      taka a nie inna decyzja...

    • zakochanawjegousmiechu Re: Miłość z internetu - dyskusja 19.06.08, 14:52
      Poznałam moje szczescie przez internet, na jednym z portali
      randkowych, bylo to 7 miesiecy temu!
      nie zakochałam sie od pierwszego wejrzenia, ale od trzeciego tak:)

      Zanim spotkaalismy sie, rozmawialismy ok 1 miesiaca, dluzej nie bylo
      sensu, w koncu oboje chcielismy zobaczyc sie w realu jak najszybciej.
      Spotkalismy sie i tak juz zostalo....od kilku miesiecy mieszkamy
      razem i planujemy wspolna przyszłosc.Zycie jest piekne....
      Wszystkim Wam zycze tyle samo milosc ile ja dostalam od zycia...
    • wilczeoko Re: Miłość z internetu - dyskusja 20.06.08, 14:14
      hmmm poznać , poznawałam ...ale by od razu uznać w świecie wirtualnym że to ten
      jedyny TO TYLKO RAZ....czyli obecnie ...
      Pół roku nigdy nie rozmawiałam by potem przenieść to w real.W 2 tygodnie byłam
      gotowa określić czy mi dany mężczyzna pasuje czy nie.Nie ciągnęłam tyle tego, bo
      to nie ma sensu.Przynajmniej w moim wypadku(takie me zdanie).
      Tak myslepo latach ze w sumie real a sieć nie rozni nic...Tak czy siak dowiesz
      sie wszystkiego co chcesz..a nawet wiecej na niekorzyść drugiej osoby (albo na
      korzyść)
      • kragmel1 Re: Miłość z internetu - dyskusja 20.06.08, 15:08
        wilczeoko a ja się boję, że ja się dowiem na korzyść a on na
        niekorzyść :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka