Dodaj do ulubionych

Strasznie mi zle....

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.02, 20:32
Strasznie mi zle.... Sama nie wiem od czego zaczac, bo tyle tego jest. Ogolnie
moje zycie jest nie najciekawszwe, z wielu wzgledow oglednie mowiac. jestem
osoba jeszcze dosc mloda (22) i nadal mieszkam z rodzicami, z ktorymi moje
kontakty nie ukladaja sie najlepiej. od zawsze wydaje mi sie, ze po prostu nie
chcieli miec dzieci - zawsze jestem niewystarczajacao dobra, codziennie slysze
ze jestem glupkiem, swinia i tak dalej :(. Przy czym z calym szacunkiem dla
moich rodzicow, uwazam ze inwe3ktywy te sa raczej bezpodstawne - studiuje
dziennie i zaocznie, dorywczo pracuje, jestem naprawde dobrym czlowiekiem i
uwazam sie za osobe raczej rozgarnieta, ktora ma w miare dobrze poukladane w
glowie. nie twierdze, ze jestem idealem, bo tak nie jest, ale naprawde nie
robie nic zlego, czym moglabym zasluzyc na takie zle slowa. zawsze czulam sie
bardzo samotna, bo jestem osoba raczej niesmiala, wiec nawiazywanie znajomosci
nie przychodzi mi zbyt latwo. nie jestem tez zbyt kochliwa, ponadto kompletnie
nie mam zaufania do mezczyzn. byc moze ma na to jakic wplyw moja relacja z
ojcem i obserwacje poczynione wsrod najblizszej rodziny (zdrady, wyzwiska,
ponizanie - nic milego). az wreszcie niewiele ponad rok temu poznalam chlopaka,
jedynego ktory zadal sobie trud, aby przekonac mnie do siebie. spedzalismy ze
soba kazda wolna chwile, powoli zaczelam darzyc go zaufaniem. tak jak wczesniej
pisalam, nie jestem zbyt kochliwa, nie mam tez wyobrazen o wielkiej
romantycznej milosci, ale naprawde poczulam, ze to jest ta jedyna osoba, ktora
do mnie pasuje, rozumie mnie, przy ktorej moge byc soba. oczywiscie zapewnial,
ze mnie kocha, na co zreszta wskazywalo jego zachowanie. no i trzy miesiace
temu zostawil mnie kompletnie bez slowa - rozstanie zakomunikowal mi ....
smsem! w dodatku podajac jakis kretynski powod. wydaje mi sie, ze postapil tak,
bo byl po prostu tchorzem, czego ja w swoim zaslepieniu nie zuwazylam. na
poczatku unioslam sie duma, ale po jakims (krotkim) czasie, stwiardzialm, ze
jesli poswiecilam temu czlowiekowirok mojego zycia, mnostwo uczuc i emocji, to
zasluguje przynajmniej na jakies sensowne, nie ublizajace mi wyjasnienie. nie
chcialam sie z nim spotykac, bo jesli on nie uznal tego za stosowne, to czemu
milalbym sie naprzaszac. jako powod podal rozne rzeczy - niedopasowanie (szkoda
ze nie zauwazyl tego wczesniej..), moja amatorszczyzne w lozku, to ze jestem
zbyt ambitna i za duzo czasu spedzam w szkole i pracy itp. Od tej pory minely
juz prawie trzy mce, czyli tak obiektywnie spooro czasu, a ja nadal nie moge
dojsc do siebe. wrecz przeciwnie - z kazdym dniem czuje sie coraz gorzej. przez
caly grudzien siedzailam w domu, na zmiane pilam i lykalam srtodki uspokajajce.
w sylwestra chcialam sie zabic - zadzwonilam do niego, zeby jeszcze raz
powiedzial mi, ze naprawde nic do mnie nie czuje, ze przez caly czas mnie
oszukiwal i czy naprawde nie czul tego co ja. cos tam odpowiedzial, nic madrego
zreszta i sie rozlaczyl. pozniej chyba ruszylo go sumienie bo przyslal kilka
smsow, co za uniwesalny srodek komunikacji, prawda? jak widac nic sobie nie
zrobilam, bo strasznie boje sie bolu i nie wystarczylo mi odwagi. caly czas o
tym mysle, ale okropnie sie boje...
widzicie, chodzi o to, ze ja naprawde nie mam po co zyc. rodzice mnie maja w
glebokim powazaniu, osoby, ktore uwazalm mi za bliskie nawet nie zadzwonia
spytac co sie ze mna dzieje. widac lubily sie ze mna spotykac tylko jak bylam
wesola i beztroska. jedyna osoba, ktorej zaufalam i uwierzylam okazala sie
strasznym gowniarzem. kompletnie nie wiem co ze soba zrobic. mam
zainteresowania, ale na niczym nie potrafie sie skupic dluzej niz na 5 min, nic
mnie nie cieszy :(
wiem, ze zapewne ktos napisze, ze to tylko taki przejsciowy stan, po jednej
milosci przychodzi nastepna, ale z mojej perspektywy naprawde tak to nie
wyglada. tak jak juz pisalam, czuje sie potwornie samotna i przez nikogo nie
chciana. mysle, ze nie zasluguje na milosc - przeciez nie kochaja mnie nawet
moi rodziece - osoby, ktore zazwyczaj powinny kochac najmocniej. najchetniej
siedzaialbym caly dzien w domu albo w kinie, nie widujac sie z nikkim. A tu
jeszcze idzie sesja...

Nie wiem, czy ktos bedzie chcial odpowiedziec na ten dlugi i smutny post. Sama
zreszta nie wiem, co mozna by na niego odpisac. Moze ktos z Was byl w podobnej
sytuacji i w jakis sposob sobie pomogl?
Obserwuj wątek
    • roseanne Re: Strasznie mi zle.... 08.01.02, 20:39
      czy zechcialo by Ci sie stuknac na mojego priva. chetnie pogadam.
      Nie siedz w domu, idz na spacer, a co MILOSCI, to glaboko wierze ,ze na kazdego
      przyjdzie pora.
      • Gość: Andrzej Re: Strasznie mi zle.... IP: *.unl.edu 08.01.02, 21:36
        Hej, do gory glowa. Bylem jak Ty, niekochany, zawsze glupek, niedorajda,
        slamazara, ofiara, fajtlapa. Czuje doskonale o czym mowisz. Jest jedno lekarstwo.
        POKOCHAC SAMA SIEBIE. Jak mowia madrzy, szczescie jest bardzo trudno znalezc w
        samym sobie, natomiast jest to niemozliwe poza soba... Takze, skoncentruj sie na
        sobie, nie oczekuj nic od swiata zewnetrznego, przyjrzyj sie sobie, usmiechnij sie
        do siebie i zaufaj sobie. Ludzie robia blad pokladajac nadzieje w innych.
        Na wszystko przyjdzie czas, ale tylko wtedy, jak nie bedziesz na nic czekac.
        Pozdr, Andrzej.
    • Gość: mariposa Re: Strasznie mi zle.... IP: *.biz.mindspring.com 08.01.02, 21:47
      ja cie lubie, chociazby za slabosc do hiszpanskiego ;-)

      a tak powaznie, to sprobuj moze zorganizowac sobie jakis wyjazd na kilka
      miesiecy np. do hiszpanii, socrates lub chociazby jako au pair. koniecznie tam
      gdzie jest duzo slonca, daleko od rodzicow wsrod otwartych ludzi.
      • Gość: Karina Re: Strasznie mi zle.... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.01.02, 22:04
        Skarbie ,nie martw sie ... To naprawde przejdzie. Jest jeszcze tyle pieknego na
        tym swiecie. wiem ,rodzice potrafia spieprzyc zycie i dlatego pojawia sie
        wiekszosc problemow.Ktos dobrze napisal, zebys pokochala siebie i byla dla
        siebie dobra. To wspanialy sposob i jedyny.Jest Ci trudno, bo jestes jeszcze
        bardzo mloda. Ale zobaczysz ,ze bedzie tylko lepiej. A moze masz mozliwosc
        wyprowadzic sie od rodzicow? A co z przyjaciolmi? Czym szybciej sie
        wyprowadzisz, tym lepiej dla Ciebie. Oni wpedzaja Cie w ten stan. A facet, o
        ktorym piszesz, to dupek. I powinnas sie cieszyc ,ze go juz nie ma. Zaden powod
        nie jest wystarczajacy ,aby popelnic samobojstwo. Jeszcze tyle przed Toba i to
        dobrego. Musisz uwierzyc.Pozdr.
    • Gość: ida Re: Strasznie mi zle.... IP: *.csk.pl 08.01.02, 22:07
      Nie wiem czy Cię ucieszy to co powiem, ale właśnie przez takie doświadczenia
      dochodzi się do stanu, kiedy zaczynasz mieć gdzieś, co inni o tobie myślą, czy
      cię kochają czy wyśmiewają za plecami, i zaczyna ci być dobrze samej ze sobą. I
      zaczynasz lubić siebie taką jaka jesteś.
      I chyba właśnie o to chodzi, tyle, że jest to trochę bolesne.
      Zapewniam Cię, że z czasem się zahartujesz
      Trzymaj się bardzo ciepło
    • kwieto Re: Strasznie mi zle.... 08.01.02, 22:36
      To co piszesz jest przejmujace, wyziera z tego bezbrzezny niemal smutek...
      I rzeczywiscie, stwierdzenia w stylu "bedzie dobrze" sa tu troche bez sensu.

      Natomiast ja powiem tylko pare uwag:

      Przede wszystkim, to nie jest tak, ze na milosc mozna "zasluzyc" - do milosci
      wogole nie da sie podejsc w tych kategoriach! Milosc sie albo "dostaje" albo
      nie, i nie ma tu wogole znaczenia, czy sobie zasluzylas, zapracowalas.
      Pracowanie na milosc, tak na prawde ja zabija, to trudno zrozumiec, ale mysle,
      ze tak wlasnie jest...

      Co do znajomych - nie wiem, zgaduje, ale czy nie wyglada to troche tak, ze Ty
      "krzyczysz szeptem"? To znaczy - ze z jednej strony chcesz, aby ktos Cie
      utulil, ukoil, ale z drugiej strony sama o to nie poprosisz, tylko czekasz, az
      ktos sam sie domysli, ze potrzebujesz pomocy? (Na zasadzie: "niech kolezanka
      zadzwoni, to ja sie wyplacze, ale sama do niej nie zadzwonie"). Jesli jest
      wlasnie tak - takie myslenie jest bez sensu. Naprawde nikt nie ma obowiazku
      domyslac sie co czujesz. Kazdy jest zajety wlasnymi sprawami, i nie znaczy to,
      ze wszyscy dookola sa egoistami - po prostu trzeba powiedziec wyraznie
      "potrzebuje Twojej pomocy". To moze byc bardzo uwalniajace, jesli cos takiego
      powiesz dzwoniac na przyklad do przyjaciolki.

      Ten chlopak - nie pochwalam go, ale moge sobie pogdybac, co moglo byc jego
      pobudkami. Piszesz, ze studiujesz na dwoch kierunkach, pracujesz... Domyslam
      sie, ze masz bardzo malo czasu? A przeciez milosc to glownie bycie razem! Ja
      nienawidze gdy czuje sie wciskany gdzies "pomiedzy" dajmy na to studia, prace,
      silownie i basen - obojetnie, czy sa to rzeczy wazne, czy nie. Po prostu czuje
      sie wtedy w jakis sposob ponizony. Nie wiem czy w waszej relacji tak bylo -
      gdybam sobie tylko... Z drugiej strony piszesz, ze byla to JEDYNA osoba, z
      ktora mialas naprawde kontakt - takie podejscie tez jest strasznie obciazajace
      dla drugiej strony - gdy ktos staje sie jedynym zaufanym powiernikiem, sila
      rzeczy, czy chce czy nie, wchodzi w swego rodzaju role "mistrza". Nie kazdy
      moze cos takiego wytrzymac, szczegolnie jesli jest JEDYNA taka osoba...

      Dobra rade powiedzial Andrzej - pokochaj siebie - nie to kim chcialabys byc,
      ale to kim jestes. Nie mysl o swoich wadach, zaletach - powiedz sobie: "Jestem
      OK. Nie musze byc idealna, ale to nie przeszkadza mi byc w porzadku".
      Poza tym, sprobuj sie zdystansowac do tego co Cie spotyka. To na prawde nie
      jest tak, ze Twoi rodzice Cie nienawidza. Oni pewnie sa sfrustrowani,
      nieszczesliwi jeszcze bardziej niz Ty. I na Tobie sie tylko wyladowuja, jestes
      dla nich taka "poduszka do boksowania". Nie jest to piekne, zgadza sie. Ale
      jesli Cie ponizaja, to nie znaczy, ze czepiaja sie Ciebie. Gdyby Ciebie nie
      bylo w danym momencie - przyczepiliby sie kogos lub czegos innego... Ich slowa
      dla tego sa malo istotne, nie niosa w sobie tresci, sa tylko slepa agresja -
      pamietaj o Tym, i nie bierz tej agresji do siebie!

      Poza tym, to nie jest tak, ze swiat jest zly i zycie Ciebie "chloszcze". Swiat,
      zycie - sa doskonale obojetne. Ty nie znaczysz zbyt wiele, i to co sie Tobie
      przydaza, nie jest "dopustem Bozym" - po prostu dzis trafia na Ciebie, jutro na
      kogos innego. Po co to pisze - mi taki punkt widzenia pozwolil sie zdystansowac
      do siebie, do swiata - przestalem pytac "dlaczego" a zajalem sie jak
      najwygodniejszym urzadzeniem swojego zycia w ramach tego co mi sie przydarza,
      nie zaleznie od tego czy te zdarzenia sa dobre czy zle. Staja sie stopniowo
      malo znaczacymi okolicznosciami, jak deszcz czy wiatr... Mozna sie denerwowac
      na deszcz, ale... po co?
      Nie wiem, moze to Ci pomoze. Mam nadzieje...
      • Gość: Lilka Re: Strasznie mi zle....do Kwieto IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.01.02, 23:18
        wpienia mnie jak ciagle piszesz wogole - w ogole.
        • Gość: Bini Re: Strasznie mi zle....do Kwieto IP: *.hkcable.com.hk 09.01.02, 10:24
          ... i znow mnie rozczuliles.
          Posluchaj go dziewczyno, bo to madry i wrazliwy czlowiek.

          Swoja droga wciaz nie moge zrozumiec rodzicow, ktorzy nie akceptuja wlasnych
          dzieci – dzielo, ktore sami stworzyli. Mysle, ze Twoi rodzice wiecej traca niz
          Ty.
          Uwazam, ze powinnas popracowac nad swoja niesmialoscia, zapomniec o
          mezczyznach typu “ojciec” czy “ex-chlopak” (dobrze, ze to byl tylko rok, a nie
          10 lat), przypomniec od czasu do czasu innym o swojej wlasnej wartosci
          (swiadomosc tego masz) a przede wszystkim uwolnic sie od przekonania, ze nie
          zaslugujesz na milosc. Jakas madra kobieta powiedziala, ze “mezczyzni w naszym
          zyciu odzwierciedlaja to, co sadzimy na wlasny temat”. Jest w tym duzo prawdy i
          dlatego warto zmienic sposob myslenia.
          Pozdrawiam
          • malwinamalwina Re: Strasznie mi zle 09.01.02, 13:58
            oj, Bini, Bini, zadalas mi cios ostateczny - chyba masz racje, podejrzewam to samo od kilku lat i wnioski
            ktore wyciagam (dla siebie) nie sa wesole.:-(
            buuuuu
          • pomeranka Do Bini 09.01.02, 21:46

            “mezczyzni w naszym zyciu odzwierciedlaja to, co sadzimy na wlasny temat”.

            Właśnie sobie coś uzmysłowiłam... i nie jest mi wesoło.
            Bini, chyba Ci muszę podziekować.:)
    • Gość: charlie Re: Strasznie mi zle.... IP: 217.11.133.* 09.01.02, 11:35
      Hey Tristeza !
      Nie moge niestety udzielić Ci rad na temat rodziców, ponieważ nigdy nie mialem
      ze swoimi problemów, ale jeżeli chodzi o chłopaka.....Przeczytaj sobie
      wątek "dlaczego tak jest". Znalazłem sie w podbnej sytuacji jak TY. Jestem od
      Ciebie starszy o 3 lata i mnie kobietka zostawiła również z błachych powodów.
      Wiem że jest Ci bardzo ciężko i że nie potrafisz cieszyć sie niczym do okoła.
      Nie możesz jednak próbować niszczyć swojego zycia. Jest ono zbyt cenne by przez
      jakiegoś dupka ( mówiąc delikatnie) mógło sie skończyć. Czy nie jesteś ciekawa
      co będzie dalej? Nie jesteś ciekawa tego jak bardzo ktoś kiedyś uczyni Cię
      szczęsliwą? Napewno jesteś więc nie rób głópstw. Jest napewno wiele
      przychylnych Ci osób, musisz tylko dać sygnał że potrzzbujesz pomocy. Wiem to z
      autopsji. Nawet nie zdawałem sobie sprawy ilu mam przyjaciół. Wię nie siedź w
      domui zacznij powolutku "wychodzić do ludzi" Naprawde nie wszyscy są źli i
      fałszywi. Popatrz chociażby na ludzi na Forum. Dobrych ludzi jest duzo.
      Jak masz ochote pogadać to pisz charlie13@poczta.gazeta.pl
    • faxio Re: Strasznie mi zle.... 09.01.02, 14:22
      Padło tu juz tyle madrych słów, że nie będę powtarzać.
      Po prostu jak masz chęć to napisz
      faxio@poczta.gazeta.pl
    • marseille30 Re: Jeśli chcesz.. 09.01.02, 15:13
      napiszę ci, jak z tego wyjść! Trzymaj się i nie dawaj chandrze!
      • tristeza Re: Jeśli chcesz.. 09.01.02, 21:30
        Czekam niecierpliwie !
    • tristeza Dziękuję !!! 09.01.02, 21:27
      Witajcie,
      Bardzo dziekuje za wszystkie odpowiedzi! dzis mam nawet troszke lepszy nastroj,
      moze dlatego ze zjadlam pyszna czekolade :).
      Dobrze wiem, ze szczescia powinnam szukac w sobie. zawsze wydawalo mi sie, ze
      ciezko jest isc przez zycie nie lubiac samego sebie. poza tym, jak moga lubic
      nas inni, jeskli nas samych nudzi wlasne towarzystwo? wlasciwie to lubie
      siebie, uwazam sie za dobrego czlowieka, ale na razie mimo wszystko jest mi
      troszke ciezko. mam nadzieje ze czas ukoi rany (jesli chodzi o chlopaka) i za
      jakis czas powoli zaczne odzyskiwac wiare w siebie i bede potrafila usmiechac
      sie do lustra. zas jesli chodzi o rodzicow, to mimo najlepszych checi nie widze
      innego rozwiazania, oprocz w miare szybkiego wyprowadzenia sie z domu.

      jesli zas chodzi o wyzalenie sie kolezance, to wlasnie staralam sie tego
      uniknac za wszelka cene. miedzy innymi dlatego napisalam tego posta. wydaje mi
      sie po prostu, ze wiekszosc ludzi nie lubi sluchac o zmartwieniach innych i
      odtraca takie jednostki. boje sie zrazic do siebie ludzi, tym bardziej, ze juz
      kilka razy uswiadomilam sobie wage znanego przyslowia "prawdziwych przyjaciol
      poznaje sie w biedzie". poza tym wydaje mi sie, ze zameczanie innych moimi
      problemami jest bezcelowe. tak naprawde nikt nie potrafi mi pomoc, oprocz mnie
      samej.

      Bardzo wam wszystkim dziekuje za cieple slowa i jeszcze cieplej pozdrawiam :)
      Tristeza.

      PS. Mariposa sprawdzilam, co znaczy Twoj nick - bardzo ladny! (moj drugi jezyk
      jest na razie poczatkujacy, choc bardzo sie staram :)
      • Gość: czarek Re: Dziękuję !!! IP: 65.128.159.* 09.01.02, 21:34
        tristeza napisal(a):... tak naprawde nikt nie potrafi mi pomoc, oprocz mnie
        > samej.
        >
        >I... pysznej czekolady!!!!

        Uwazaj na te zewnetrzne slodkosci. Bywaja powierzchowne
        i troche otumaniaja zdolnosc oceny sytuacji...

      • kwieto Re: Dziękuję !!! 09.01.02, 21:36
        Ludzie lubia osoby ktore sie im zala - czuja sie wtedy wazniejsi, bo to wlasnie
        IM sie zwierzasz... Poza tym, gdy sie zwierzasz, stajesz sie w jakis sposob
        blizsza. Ja sie na przyklad nie zwierzam na forum, i to niektorych drazni...
        Wlasnie dlatego, ze twierdze, ze nie mam zadnych powaznych problemow. Ciekawe,
        prawda? I nieco zaskakujace :")))
        • Gość: mariposa Re: Dziękuję !!! IP: *.biz.mindspring.com 09.01.02, 21:55
          kwieto napisał(a):

          > Ludzie lubia osoby ktore sie im zala - czuja sie wtedy wazniejsi, bo to wlasnie
          > IM sie zwierzasz...

          po pierwsze zwierzac sie a zalic sie to calkiem oddzielne sprawy, bo zwierzasz
          sie ze spraw najintymniejszych (to, co kto uzna za intymne zalezy oczywiscie od
          osobowosci), natomiast zalic mozna sie na wszystko, co cie irytuje, poczawszy od
          pogody, przez znajomych, do systemu politycznego czy kata nachylenia Ziemii.


          Poza tym, gdy sie zwierzasz, stajesz sie w jakis sposob blizsza.

          ale kiedy ktos mi sie zali, to mnie ogarnia bezsilnosc i powoduje dyskomfort, bo
          w takich przypadkach banalne "tak mi przykro" w niczym nie pomaga.

          Ja sie na przyklad nie zwierzam na forum, i to niektorych drazni...
          Wlasnie dlatego, ze twierdze, ze nie mam zadnych powaznych problemow. Ciekawe,
          prawda? I nieco zaskakujace :")))

          co innego nie odrobic lekcji, a co innego sie do tego przyznac ;-)))

          a Ty czasami po prostu starasz sie byc bardziej swiety od papieza i...
          bardziej amerykanski od Amerykanow ;")

          howk!!!

          • kwieto Re: Dziękuję !!! 09.01.02, 23:35
            Swietosc i amerykanskosc wypraszam sobie :"PPP
            • Gość: camilla Re: Dziękuję !!! IP: *.grojec.sdi.tpnet.pl 10.01.02, 09:22
              Jestem rodzicem i to takim który doskonale pamięta swoje dzieciństwo,dlatego
              śmiem twierdzić że spojżenie dziecka i rodzica na tę samą sprawę jest całkiem
              różne.Generalnie stwierdzam że być rodzicem jest o wiele ,wiele
              trudniej,szczególnie gdy chce się uniknąć błędów swoich rodziców.Być może się
              to i udaje ale popełnia sią wtedy inne błędy.Piszę to aby powiedzieć autorce
              tego wątku że rodzice ją kochają być może przejawiają to w sposób odbiegający
              od jej wyobrażeń,ale może być pewna że to prawda,Zrozumiesz to gdy będziesz
              miała swoje dzieci-one też nie będą się z Tobą zawsze zgadzały,będzie różnica
              zdań ,spory,itp. ale to nie będzie znaczyć że ich nie kochasz.Tylko od rodziców
              zależy w jakiej formie będzie się to odbywało po chamsku ,z agresją,złymi
              emocjami ,czy budująco,w z zaciekawieniem ,poszanowanien odmiennago zdania
              naszych dzieci,dumy że myślą inaczej czy iryracji że są głupie nic nie wiedzą o
              brutalności życia,a niechcą nas "mądrych" słuchać.To strasznie trudne ale też i
              ciekawe czy potrafimy.Widzisz ile masz dziewczyno jeszcze roboty,ciekawej ,
              trudnej,w której wszystko zależy od ciebie,nic Ci nie jest dane.Znajdz tylko
              odpowiedniego faceta z którym się dogadasz i będziecie razem walczyc o
              swoje.Ten widocznie odpadł bo się brzydko mówiąc nie nadawał się,dużo zależy od
              Ciebie świat jest duży ,a jeden facet się nie liczy,jak to ktoś wcześnie
              napisał życie to splot wydażeń dziś Ty ,jutro ja,pojutrze ktoś inny.A Ty musisz
              z tego wybrać coś dla siebie.Uwież że bardzo dużo jest w Twoich rękach.Masz 22
              lata,to co robisz w tej chwili jest najlepszą rzeczą którą możesz robić,ucz się
              i pracuj,nadaj sens swojemu życiu,musiśz wiedzieć czego Ty chcesz i uwieżyć że
              od nikogo nie jestes uzależniona,nikt nie będzie kierował Twoim życiem nawet
              zawiedziona miłość.Wiem że to boli,i to bardzo.Ale głowa do góry-nie trzeba
              płakać nad rozlanym mlekiem,trzeba to szybko posprzątać.Camilla
              P.S.Dajcie spokuj Kwietu on po prostu taki jest,i wydaje mi się że jego posty
              są szczere wynikające z jego charakteru,on nic nie stara sie udowodnić.Poznała
              bym go bez podpisu.(Też mnie czasem wkurza).
              • Gość: tristeza Re: Dziękuję !!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.01.02, 13:06
                tak, ale widzisz, to nie jest tak, ze rodzice o mnie dbaja, tylko w jakis
                odmienny sposob okazuja milosc. ja ich po prostu kompletnie nie obchodze. nie
                wiedza nic o moich znajomych, zainteresowaniach czy problemach. bylam przez rok
                z chlopakiem, a oni nie zainteresowali sie nawet tym, co on robi - studiuje,
                pracuje czy np. siedzi caly dzien przed blokiem i pije. jak juz wczesniej
                pisalam, ostatnio troche za duzo pilam i lykalam srodkow uspokajajacych. w
                domu. wydaje mi sie, ze nie trudno jest zauwazyc dziwne zachowanie jednego z
                domownikow, zwlaszcza jesli jest to wlasne dziecko. a moi rodzice nie zauwazyli
                nic (a chyba raczej nie chcieli zauwazyc). ogolnie wyglada to tak, ze
                przychodze do domu i nikt sie do mnie nie odzywa, zupelnie jakbym mieszkala z
                obcymi ludzmi. no, chyba ze zapomne zgasic swiatlo, wtedy jest pretekst do
                klotni.
    • Gość: loki Re: Strasznie mi zle.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.01.02, 18:41
      Wow, kobieto, wez sie za siebie, ja podziwiam faceta, ktory wytrzymal z toba
      rok, sama nisko siebie cenisz, wiec nie oczekuj, ze ktos oceni ciebie lepiej,
      nie masz przyjaciol, coz czy nie jest to twoja wina, moze zrazasz ich do siebie?
      Zastanow sie nad soba i cos zmien!!!
      • Gość: tristeza Re: Strasznie mi zle.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.01.02, 18:44
        dlaczego uwazasz, ze nisko sie cenie?
        • Gość: Anna27 Re: Strasznie mi zle.... IP: *.proxy.aol.com 11.01.02, 18:57
          Hola Tristeza. No le eschuchas. Tego pana loki. Facet odszedl, bo oni czesto
          odchodza. Mnie tez gosciu zostawil gdy mialam lat 22 i nawet mnie o tym nie
          powiadomil. Twoj przynajmniej jakos Cie powiadomil. Tez mi bylo kijowo.
          Pojechalam na trzy dni do Wenecji (autobusem, 18 godzin z miasta Krakowa) I
          tam myslalam sobie, ze rzuce sie w ramionach jakiegos Italiano. Ale na
          szczescie sie opamietalam i nie rzucilam, tylko poogldalam zabytki,
          przyjmowalam dowody meskiej adoracji, ale z dystansu. Wrocilam do domu i dalej
          czulam sie kijowo. Postanowilam 'poznac siebie' jako kobiete bez mezczyzny.
          Zalozylam, ze bede sama sobie sterem, zeglarzem i okretem. I nic z tego nie
          wyszlo bo dokladnie za 6 miesiecy poznalam faceta mojego zycia.

          Twoj eks jest tylko kolejnym etapen na drodze to tego co (i kto) jest Ci
          przeznaczona. I tak na to sprobuj spojrzec. Jescze Cie boli to rozstanie, ale
          obiecuje, ze przestanie. Zawsze przestaje.
    • rwpg Re: Strasznie mi zle.... 13.01.02, 10:46
      Podaj swoj adres, moze Ci pomoge, tak mi sie wydaje, ze moge wyjasnic
      postepowanie Twojego chlopaka... Moj adres rwpg@poczta.gazeta.pl
    • Gość: biedron Re: Strasznie mi zle.... IP: *.compass.net.nz 15.01.02, 13:03
      Zamiast myslec jak tu sie uszkodzic i zamiast rozpaczy powiedz rodzicom ze to
      oni sa swinie i glupki. Wiem ze to brzmi brutalnie ale musisz ich przeciagnac
      ich przez przyslowiowy przedpokoj zeby nauczyli sie szanowac Cie jako corke i
      jako czlowieka.
      • Gość: tristeza Re: Strasznie mi zle.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.01.02, 18:47
        wiesz, obawiam sie, ze akurat taki pomysl moglby sie dla mnie zle skonczyc.
        boje sie, ze wyrzuciliby mnie z domu :( nie jest to nieprawdopodobne, a w takim
        przypadku nie mialabym raczej dokad pojsc. jesli chodzi o kwestie rodzicow, to
        chyba po prostu musze poczekac do ukonczenia studiow, znalezc prace dzieki
        ktorej moglabym sie utrzymac, a potem uciekac jak najdalej.
    • Gość: baybee Re: Strasznie mi zle.... IP: *.univ.szczecin.pl 15.01.02, 13:55
      TRISTEZA!!!!! Napisz do mnie!!! Chyba mamy podobny problem... Moze razem nam sie uda...
      baybee@tlen.pl
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka