mahadeva
21.10.08, 14:14
Kilka miesiecy temu zminilam prace, bo chcialam, zeby cos sie dzialo
w moim zyciu, po przepracowaniu 5 lat w poprzedniej - ciezka praca,
ale stabilnie, wynagrodzenie w miare. To bylo w momencie dobrej
sytuacji na rynku pracy. Niestety okazalo sie, ze wybralam bardzo
zle. W nowej pracy jestem ponizana przez przelozonych (taka
kultura), wymaga sie ode mnie robienia bardzo prostych rzeczy, ktore
powinny byc robione przez praktykantow, nikt z kierownictwa nie ma w
sobie krzty profesjonalizmu i kultury osobistej. Normalnie uznalabym
tych ludzi za 'margines spoleczny', z ktorym nie chce rozmawiac...
Niestety szukanie nowej pracy idzie powoli, czekam w jedym miejscu
na odpowiedz i nie chce brac niczego na sile w miedzyczasie... W
zasadzie to czekam, az mnie stad wyrzuca, bojac sie codzinnie
ponizania, bo wlasnie tak jestem traktowana... Sa momenty kiedy
mysle o wyskoczeniu przez okno normalnie... Wczoraj bylam u
terapeuty, ale dopiero zaczynam mu opowiadac o tej sytuacji... Moj
chlopak juz nie moze mnie sluchac, jak narzekam na prace. Dodam, ze
jestem ambitna z natury i mam zobowiazania finansowe, wiec po prostu
nie moge byc bezrobotna. Czuje jak zamieniam sie w wystraszone,
ponizone zwierze... Kiedys to bylo nie do pomyslenia. Moze cos
doradzicie? Pozdrawiam