krasnal.hauabaua
20.12.08, 22:10
Podobny wątek założyłam na innym forum i tam podsunięto mi odpowiedź.
Więc pytam fachowców - chodzi o mojego faceta.
Miły jest i dobry, ale jakiś nieprzystosowany do przebywania wśród
ludzi. Uroczysty obiad z moją rodzinką - on się 'zawiesza' i dłubie
we wszystkic możliwych otworach (no, tyłek oszczędził). Jestem z nim
w teatrze - potrafi odstawić numer podwórkowego pajaca. Jest po
30tce. Dla mnie zchowywanie standardów ogólnoobyczajowych jest
istotne. On nie tyle jest niekowencjonalny, ile po prostu nie ma
właściwych nawyków np. zamysla się i zaczyna dłubać w nosie, albo
wyciera rękawem nos - nie ważne, że w obecności gości. Zachowuje się
jak autysta. Poważnie. Przy mnie i jego rodzinie, czyli w miejscach,
w których czuje się bazpiecznie - jest OK. Ale każda nowa sytuacja -
on staje się austystą, i to chyba wygląda, jakbym wybrała się na
spacer, albo do teatru z mentalnym inaczej. Boję się o każdy jego
krok, bo nie wiem, z czym wyskoczy.
Pokłóciliśmy się wczoraj, on zaproponował, że skoro tak, to możemy
nigdzie razem nie wychodzić.
Prawdę powiedziawszy 'wyjścia' z nim są dla mnie takim źródłem
stresu, że też mi się odechciewa. Tylko co to za związek - niby
żyjesz z facetem, ale do ludzi wybierasz się w pojedynkę?
To, że jestem dla niego bardziej opiekunką, niż kobietą, to też
powoli do mnie dociera.