Zaborczosc

IP: *.sochaczew.sdi.tpnet.pl 22.01.02, 16:37
Jestem zaborcza w stosunku do mojego meza.Lubie przebywac w jego towarzystwie,a
kiedy go nie ma czuje sie bardzo zle. Mamy taki zawod,ze oboje pozostajemy w
domu praktycznie caly dzien. Mamy duzo wspolnych zainteresowann,pasjii.chyba
sie od niego uzaleznilam,kiedy wychodzi beze mni,,wydaje mi sie,ze mnie
niechce,ze mnie juz nie kocha.istan paranoja. dobrze to woem i wiem,ze to
chore. ale jak z tym walczyc. Niestety, nigdy nie mialam oparcia w swojej
rodzinie,wlasciwie nie utrzymuje z nia kontaktow i mam tylko jego. Jest moim
przyjacielem,kochankiem,opiekunem.Wiem,ze mu z tym ciezko i ze czasem chce sie
wyrwac-jak ptak z klatki. Musze nauczyc sie zyc nie tylko dla niego,czasem
mysle,ze dziecko bylo by dobrym wyjsciem,ale czy napewno?
    • onnanohito Re: Zaborczosc 22.01.02, 16:44
      Jezu, K, cóż za makabryczna wizja - facet, który musi wyrywać się z domu jak
      ptak z klatki :(
      Idź do kina
      Zaprzyjaźnij się z kimś
      Kupcie sobie psa i chodź z nim na spacery
      Kup sobie rower
      Zapisz sie na lekcje ikebany
      Zacznij zbierać suche liście / kamyki / muszelki / kasztany
      Zacznij malować
      Zacznij piec czasochłonne torty itp

      Zrób coś ze sobą, bo taka presja - jeżeli On ją czuje może być przerażająca.

      Jestem przekonana, że możesz znaleźć milion rzeczy, które będziesz uwielbiała
      robić sama

      Trzymam kciuki :)
    • kwieto Re: Zaborczosc 22.01.02, 19:52
      "Jest moim przyjacielem,kochankiem,opiekunem".

      No to masz odpowiedz. Jesli on jest Twoim calym swiatem to zapewne boisz sie,
      ze ten swiat stracisz i robisz wszystko by tak sie nie stalo - stad ta
      zaborczosc?
      Spotykaj sie czesciej ze swoimi znajomymi, pojdz czasem sama do kina, teatru,
      czy chocby muzeum...
      To co napisala Onnanohito, to swietna rada.

      "Wiem,ze mu z tym ciezko i ze czasem chce sie wyrwac-jak ptak z klatki."

      I ja mu sie nie dziwie. Jesli on jeden musi wypelniac wszystkie funkcje, ktore
      zwykle sa rozdzielone pomiedzy rodzine, znajomych, przyjaciol...
      I tak jest dzielny.


      "Musze nauczyc sie zyc nie tylko dla niego,czasem mysle,ze dziecko bylo by
      dobrym wyjsciem,ale czy napewno?"

      Na pewno dziecko bedzie ZLYM wyjsciem. Dlaczego? Proste. bo po pierwsze to
      dziecko stanie sie wtedy dla Ciebie wszystkim, i wychowasz niedojrzalego
      maminsynka, ktory nie bedzie potrafil sobie z zyciem radzic
      Po drugie, czy na prawde rola dziecka w rodzinie sprowadza sie do "lekarstwa na
      stresy i kompleksy"? To takie troche... przedmiotowe, nie sadzisz?

      • Gość: K. Re: Zaborczosc IP: *.sochaczew.sdi.tpnet.pl 22.01.02, 20:14
        Juz chodzilam,zapewniam was ,ze mam tez swoje prywatne zycie.chodzi o to,ze bez
        mojego meza trace poczucie bezpieczenstwa.kiedy nie ma go w poblizu,trace
        pewnosc siebie,chociaz to bez sensu,bo jestem podobno atrakcyjna,inteligenta
        kobieta.
        Zastanawiam sie,czy ja sie od niego uzaleznilam,jak od narkotyku?
        • Gość: roseanne przywiazanie,to chyba lepsze slowo IP: *.sympatico.ca 22.01.02, 20:21
          z naukowego punktu widzenia do "narkotycznego" przywiazania dochodzi na etapie
          zakochania sie.
          moze nie calkiem jak w twoim przypadku, ale czasami jak jestem sama (bo facet
          dlugo w pracy) to tak jakby mi brakowalo kawalka siebie
        • kwieto Re: Zaborczosc 22.01.02, 20:37
          Tak czy siak, problem jest w Tobie, i zadne dziecko go nie zalatwi. Musisz ze
          soba zrobic porzadek. Moze zaczac od tego poczucia bezpieczenstwa i prostych
          pytan, skad sie ten brak bierze?
          • maly.ksiaze Re: Zaborczosc 22.01.02, 20:49
            Kwieto,

            Skad wiesz, ze nie zalatwi?
            • Gość: emma Re: Zaborczosc IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.01.02, 21:00
              Kwieto wie wszystko,choc nigdy mezem nie byl. Ale nie o to chodzi. To co robi K
              wynika z jej dziecinstwa. Ona nie ma rodziny, nie wiadomo, jak bylo z ta jej
              rodzina. Ja ja rozumiem. Droga K, ty boisz sie go stracic i robisz tak, bo
              chcesz sie dobrze czuc. Pojdz do psychologa. Na pewno problem lezy glebiej.
              Mysle ,ze ci to minie,ale maz musi to zrozumiec i byc cierpliwy. Porozmawiaj z
              nim. Sa mezczyzni,ktorzy tego nie zniosa,ale jesli sie kochacie to ... Czasami
              bywa tak ,ze taki facet ma dosc, czuje sie 'jak w klatce' i ucieka. Wiec idz do
              psychologa. A dziecko moze faktycznie Ci pomoze. Mam nadzieje, ze go chcesz,a
              nie tylko mialo by byc lekiem na Twoja sytuacje.Pozdrawiam i zycze szczescia.
              • Gość: ida Re: Zaborczosc IP: *.csk.pl 22.01.02, 21:04
                jak dziecko ma być lekarstwem na coś tam i co szkodzi spróbować, a nuż pomoże,
                to ja naprawdę współczuje temu dziecku
                • Gość: emma Re: Zaborczosc- do Idy IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.01.02, 21:30
                  Za nic nie zrozumialam o co ci chodzi
                  • Gość: ida Re: Zaborczosc- do Idy IP: *.csk.pl 22.01.02, 21:46
                    chodziło mi o to "A dziecko może faktycznie Ci pomoże", bo z pierwszego postu
                    K, a szczególnie tego fragmentu "czasem myślę, że dziecko byłoby dobrym
                    wyjściem" wywnioskowałam, że dziecko jest tu właśnie rozważane raczej w
                    kategoriach "lekarstwa" niż prawdziwego pragnienia jego posiadania. Ale tu
                    właściwie sama K powinna się ustosunkować.

                    a ja jestem zdecydowaną przeciwniczką prowadzenia takich eksperymentów i
                    uważam, że skoro K nie wie na pewno, że chce mieć dziecko to niech tego nie robi
              • kwieto Re: Zaborczosc 22.01.02, 21:35
                Kwieto nie wie wszystkiego, ale uwaza, ze zalatwianie swoich problemow za
                pomoca ludzkiej przytulanki (dziecka) najprawdopodobniej skonczy sie duza
                krzywda zrobiona temu dziecku. I raczej nie rozwiaze problemu, a sprawi, ze
                taka osoba od ktorej zalezy poczucie bezpieczenstwa stanie sie dziecko. I o ile
                maz nie bedzie sie czul "zamkniety" to bedzie sie tak czulo dziecko. I co
                wtedy? Nastepne dziecko, i zastepujemy jedna bogu ducha winna osobe nastepna?
                Moze lepiej po prostu rozwiazac problem?

                Czasem wypada sie zastanowic, czy swojego szczescia nie osiaga sie kosztem
                innych (do tego wlasnych dzieci!!)
                • maly.ksiaze Skad sie biora dzieci 22.01.02, 22:46
                  Kwieto,

                  Istnieje wiele powodow, dla ktorych mozna zdecydowac sie na dziecko. Taki, aby
                  poczuc sie komus potrzebnym, jest tak samo dobry jak dowolny inny. Wlaczajac ten
                  najbardziej powszechny: absolutny brak powodow. Moje (bardzo skromne)
                  doswiadczenia w tym wzgledzie mowia mi, ze po urodzeniu sie dziecka zmienia sie
                  prawie wszystko i mnostwo rzeczy sie przewartosciowuje. Rzeczy ktore wydawaly sie
                  bardzo istotne, raptownie traca na znaczeniu. I nigdy nie jest tak, jak sie
                  spodziewales.
                  Nie jestes w stanie przewidziec, jak rzecz sie 'skonczy' (co sie skonczy?), nie
                  pisz wiec, ze 'najprawdopodobniej skonczy sie duza krzywda', bo to brednie.

                  Pozdrawiam,

                  mk.
                  • kwieto Re: Skad sie biora dzieci 22.01.02, 22:58
                    Ale takie same brednie jak gadanie, ze urodzenie dziecka bedzie lekarstwem na
                    powyzsze klopoty. Wiec jesli bredzimy - to obaj
                    • maly.ksiaze Re: Skad sie biora dzieci 22.01.02, 23:07
                      Pokaz mi, o pokaz, gdzie napisalem, ze urodzenie dziecka jest lekarstwem na
                      klopoty? Napisalem, ze to wielka niewiadoma i ze nie sposob przewidziec, dokad
                      nas zaprowadzi. Ot, tyle.

                      mk.
                      • kwieto Re: Skad sie biora dzieci 22.01.02, 23:23
                        E, po prostu sie nie zrozumielismy.

                        W kazdym razie eksperymentowanie na dzieciach i decydowanie sie na nie "bo moze
                        to cos zmieni" odradzam
    • Gość: ania Re: Zaborczosc IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.01.02, 21:01
      jestesm w identycznej sytuacji tylko trzeba odwrocic role to ja nie moge
      nigdzie wyjsc sama zero kontaktow ze znajomymi wyjscie do lekarza kosmetyczni
      fryzjera z moim ogonem....ja sie dusze w tym zwiazku to jakas paranoja
      sasiedzi widziac nas zawsez razem mowi och jakie kochajace i szanujace sie
      malzenstwo....musze z wszystkiego rezygnowac w imie czego??SPOKOJU!!!!!! bo
      inaczej awantura mnie czeka i to jeszcze jaka.....jakie to bolesne trudne 24
      godziny razem pracujemy razem/mamy firme wspolna/ zapomnialam co to za uczucie
      wyjsc gdzies samej ...tak trwa w tym stanie jzu ladnych pare lat ....ale to
      wszsytko sie nasila wiec.........
    • fragola Re: Zaborczosc 22.01.02, 21:39
      Sądzę,że zaborczość może u Ciebie wynikać z zaniżonej samooceny("bez niego nic
      nie znaczę"itp).Piszesz,że każde wyjście bez Ciebie traktujesz jako wyraz
      odrzucenia("pewnie mnie już nie kocha"),a o sobie "PODOBNO jestem atrakcyjna i
      inteligentna".Tak K, trzeba nauczyć się żyć nie tylko dla niego,ale planowanie
      w tej sytuacji dziecka jest doprawdy ciut niestosowne.No fakt,dzidziuś na pewno
      zaabsorbuje większą uwagę i problem z głowy(??????):))) Oparcie rodziny jest
      ważne.Ty tego,jak wyznałaś, nie masz,zapewniam Cię,że nie Ty jedna:((( Ale czy
      to oznacza,że trzeba być kobietą -bluszczem.On się może w końcu udusić.
      • Gość: K. Re: Zaborczosc IP: *.sochaczew.sdi.tpnet.pl 22.01.02, 22:03
        Ja to wszystko,o czym piszecie,juz wiem.A dziecko nie stanowilo by tylko
        rzeczy,ktora miala by pomoc w rozwiazaniu problemu.Moze problem polega na
        tym,ze ja lubie sie czuc komus potrzebna,tak mi przyszlo do glowy,kiedy
        czytalam wasze rozwazania.
        Co do ppoczucia bezpieczenstwa,mam pecha,bo przyciagam rozne,ciemen typki.
        Czesto,kiedy wychodze sama,zaczepiaja mnie faceci.Kiedys nawet jeden wlazl za
        mna do ubikacji,dobrze zze akurat przechodzil znajomy,ktory mi pomogl
        oswobodzic sie z uscisku tego pana. To prawda,ze nie czuje sie bezpiecznie i
        wole,zeby byla przy mnie osoba,ktorej ufam.
        • kwieto Re: Zaborczosc 22.01.02, 22:28
          Czuc sie potrzebna mozna nie tylko mezowi, czy dziecku.
          Wychodzic bez meza tez nie musisz samotnie, ale np. razem z kolezanka?

          A moze boisz sie wlasnej samodzielnosci, i stad to czucie sie komus potrzebnym,
          a takze zaborczosc wobec meza?

          Tak sie kiedys zastanawialem, czy jesli robie cos dla kogos nie po to, aby
          sprawic mu radosc, ale po to, zeby czuc sie potrzebny - to czy nie wylazi ze
          mnie egoizm, i chec uzaleznienia kogos od siebie? (bo jesli bedzie mnie
          potrzebowal, to bedzie w jakis sposob zalezny, uwiazany do mnie)
        • Gość: ida Re: Zaborczosc IP: *.csk.pl 22.01.02, 22:51
          Gość portalu: K. napisał(a):

          > Co do ppoczucia bezpieczenstwa,mam pecha,bo przyciagam rozne,ciemen typki.
          > Czesto,kiedy wychodze sama,zaczepiaja mnie faceci.

          pewnie przyciągasz ich dlatego, że w pewien sposób dajesz im odczuć, że się ich
          boisz. Chyba nawet istnieje pewna teoria co do tego przyciągania

          cóż, w takim razie co powiesz na kurs samoobrony? judo, karate, nie wiem co tam
          jeszcze, ale nie żartuję. Ja to sama powinnam nad czymś takim pomyśleć bo zdarza
          mi się szlajać po różnych dziwnych miejscach i o dziwnych godzinach bez obstawy
        • fragola Re: Zaborczosc 22.01.02, 23:06
          Wiesz, czytając odnoszę wrażenie,że to o czym piszesz nie jest dla Ciebie
          problemem.Dla Ciebie warunkiem poczucia bezpieczeństwa jest obecność w KAŻDEJ
          chwili życia mężczyzny.Powinnaś wychodzić sama,ze znajomymi i wreszcie stanąć
          na nogach(dwóch swoich, a nie czterech Waszych !!!)Rozbawiło mnie Twoje
          wyznanie o zaczepkach.Zauważyłam,że mnie takie nachalne nagabywania spotykają
          kiedy czuję się niepewna i zagubiona.Ale na co dzien nie jestem typem ofiary.I
          wierz mi, inni wyczuwają czyjąś siłę:)))
          • maly.ksiaze Serdeczne gratulacje 22.01.02, 23:13
            Fragola, Twoj post pojawil sie jako 21000 na tym forum. Nie wiem czemu, ale
            jakos mnie to cieszy.

            Gratuluje,

            mk.
        • Gość: inka ofiara? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 22.01.02, 23:28
          Czy ty nie masz mentalności ofiary? Sa ludzie którzy przyciagaja do siebie osoby
          mogace zrobić im krzywde... I poszukaj koniecznie przyjaciela- przyjaciółki...Mąż
          nie może być JEDYNYM przyjacielem - bez przyjaźni małżeństwo to nieporozumienie -
          źle sie to może skończyć... Ale oparcie należy mieć w wielu bliskich - włąśnie
          tych którym TY możesz być potrzebna. Szkoda że nie budowałaś przyjaźni w latach
          najmłodszych - ale takich prawdziwych przyjaźni... Mnie one zostały w latach
          małżeństwa - i choć kontakty są luźniejsze- każdy ma swoje dorosłe sprawy...- to
          jesteśmy blisko choćby nie widzieć się parę miesięcy.
          Dziecko na pewno nie jest lekarstwem na problemy w małżeństwie - wprost
          przeciwnie jeszcze je może pogłębić.
          Wyobraź sobie że mąż odchodzi nagle z twojego świata - musisz mieć oparcie nie
          tylko w nim. Ja inaczej juz bym nie istniała w tym wymiarze...

          A kurs samoobrony nie byłby taki od rzeczy...skoro ci się zdarzaja takie
          spotkania z niemiłymi osobnikami....

          Gość portalu: K. napisał(a):

          > Ja to wszystko,o czym piszecie,juz wiem.A dziecko nie stanowilo by tylko
          > rzeczy,ktora miala by pomoc w rozwiazaniu problemu.Moze problem polega na
          > tym,ze ja lubie sie czuc komus potrzebna,tak mi przyszlo do glowy,kiedy
          > czytalam wasze rozwazania.
          > Co do ppoczucia bezpieczenstwa,mam pecha,bo przyciagam rozne,ciemen typki.
          > Czesto,kiedy wychodze sama,zaczepiaja mnie faceci.Kiedys nawet jeden wlazl za
          > mna do ubikacji,dobrze zze akurat przechodzil znajomy,ktory mi pomogl
          > oswobodzic sie z uscisku tego pana. To prawda,ze nie czuje sie bezpiecznie i
          > wole,zeby byla przy mnie osoba,ktorej ufam.

          • Gość: K. Re: ofiara? IP: *.sochaczew.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 17:20
            Nie wiem,czy mam mentalnosc ofiary,czy nie.Ludzie nie wierza w to,ze cos moze
            im sie zlego wydarzyc,dopoki im sie nie wydarzy.A przy dzisiejszych
            metodach,jakie posiadaja ewentualni napastnicy,moje machanie rekami czy nogami
            na niewiele moze sie zdac,ale dziekuje za podpowiedz:-)
    • szary_ptak To po prostu milosc 22.01.02, 23:47
      Gość portalu: K. napisał(a):

      > Jestem zaborcza w stosunku do mojego meza.Lubie przebywac w jego towarzystwie,a
      >
      > kiedy go nie ma czuje sie bardzo zle. Mamy taki zawod,ze oboje pozostajemy w
      > domu praktycznie caly dzien. Mamy duzo wspolnych zainteresowann,pasjii.chyba
      > sie od niego uzaleznilam,kiedy wychodzi beze mni,,wydaje mi sie,ze mnie
      > niechce,ze mnie juz nie kocha.istan paranoja. dobrze to woem i wiem,ze to
      > chore. ale jak z tym walczyc. Niestety, nigdy nie mialam oparcia w swojej
      > rodzinie,wlasciwie nie utrzymuje z nia kontaktow i mam tylko jego. Jest moim
      > przyjacielem,kochankiem,opiekunem.Wiem,ze mu z tym ciezko i ze czasem chce sie
      > wyrwac-jak ptak z klatki. Musze nauczyc sie zyc nie tylko dla niego,czasem
      > mysle,ze dziecko bylo by dobrym wyjsciem,ale czy napewno?

      Po prostu - kochasz go.
      A skad wiesz, ze mu ciezko? Mowil Ci to? Czy sama sie domyslasz? Jezeli mowi - to
      porozmawiajcie o tym szczerze. Jesli sama wymyslasz - to tym bardziej o tym
      trzeba rozmawiac.
      Dziecko...nigdy nie wiesz, czy to "wyjscie", czy co innego... Ale mysle, ze
      bedziesz dobra matka...To...jakos sie czuje...

      Pozdrawiam

      • Gość: ida Re: To po prostu milosc IP: *.csk.pl 22.01.02, 23:57
        szary_ptak napisał(a):

        > Dziecko...nigdy nie wiesz, czy to "wyjscie", czy co innego... Ale mysle, ze
        > bedziesz dobra matka...To...jakos sie czuje...

        ja jakoś czuję, że narazie to K ma spore zadatki na matkę nadopiekuńczą, jeśli
        nadopiekuńcza=dobra, no to faktycznie...
        • szary_ptak do Idy 23.01.02, 00:44
          Gość portalu: ida napisał(a):
          > ja jakoś czuję, że narazie to K ma spore zadatki na matkę nadopiekuńczą, jeśli
          > nadopiekuńcza=dobra, no to faktycznie...

          Nie jestem lekarzem.
          Ani psychologiem.
          Mam dziecko, ktore wychowywalam wlasciwie intuicyjnie i tylko na tej podstawie
          odwazylam sie zabrac glos. Nie przeprowadzalam zadnych testow na zwiazek
          miedzy "zaborczoscia" wzgledem meza a "nadopiekunczoscia" w stosunku do dziecka.
          Nie wiem, co to "nadopiekuncza" matka. Czy taka, ktora sama robi wszystko za
          dziecko, nie pozwalajac mu sie niczego nauczyc ? Czy taka, ktora poswieca mu "za
          duzo" czasu? Poprosze o definicje...moze ja jestem/bylam "nadopiekuncza"?

          Pozdrawiam
          • Gość: ida Re: do Idy IP: *.csk.pl 23.01.02, 08:35

            bycie lekarzem czy psychologiem nie ma tu nic do rzeczy

            natomiast nie sądzę (ale oczywiście mogę się mylić)aby ktoś, kto tak bardzo
            ograniczył swój świat do jednej osoby (męża) nagle zaczął postępować zupełnie
            inaczej w stosunku do dziecka. wybaczcie ale po prostu w to nie wierzę

            Najpierw należałoby zrobić porządek z samym sobą, dopiero potem brać się za
            wychwywanie dzieci

            • szary_ptak porzadek z samym soba 23.01.02, 08:56
              Gość portalu: ida napisał(a):

              > Najpierw należałoby zrobić porządek z samym sobą, dopiero potem brać się za
              > wychwywanie dzieci

              O!
              Podoba mi się.
              Ale...
              Kto mialby wystawiac "certyfikat uporzadkowania samego siebie"?
              I...jak to jest wlasciwie z psychologami/psychiatrami? Czy tak jak kierowcy
              /piloci - przechodza okresowe badania przydatnosci do zawodu?
              Czy taki certyfikat musi wisiec w miejscu widocznym?

              No i...
              przepraszam, za czepianie...
              • Gość: kazia Re: porzadek z samym soba IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 09:10
                Czy czlowiek wogóle może kiedyś stwierdzić, że zrobił "porządek z samym sobą".
                Myślę, że zawsze będzie coś do zrobienia.
                Uważam, ze niekoniecznie trzeba uzależniać decyzję o urodzeniu dziecka od
                osiągnięcia pewnego "poziomu" w sensie psychicznym, bo nie jest to sprawa tak
                wymierna, jak np. warunki materialne do wychowania dziecka.
                Z drugiej strony nie podoba mi sie też pomysł "fundowania" sobie dziecka, żeby
                ono zaspokajało jakieś potrzeby matki.
              • kwieto Re: porzadek z samym soba 23.01.02, 09:22
                Z tego co mi wiadomo, terapeuci maja obowiazek poddawac sie psychoterapii (czy
                czemus w tym stylu), a takze zwykle sa w kontakcie z jakas grupa - wlasnie po
                to, zeby uniknac sytuacji, kiedy taki dostaje fiola i tego fiola przenosi na
                pacjentow. Wiecej bedzie wiedzial Fnoll, w koncu on studiuje psychologie...

                A co do milosci - ja bym podziekowal za milosc w ktorej czuje sie jak ptak w
                klatce. Dla mnie milosc jest nierozerwalnie zwiazana z wolnoscia. Ale moze to
                ja jestem niezyciowy...
                • ry_benka Re: porzadek z samym soba 23.01.02, 11:42
                  Zostanie psychoterapeutą wymaga mniej więcej 7 lat długich przygotowań, a
                  człowiek, który decyduje się na zostanie terapeutą musi być głęboko świadom
                  siebie samego i swoich uczuć. Jednym ze wskaźników patologii, którymi posługuje
                  się terapeuta, by stwierdzic stan swojego pacjenta i jak najlepiej mu pomóc,
                  jest dyskomfort obserwatora (czyli odczucia terapeuty podczas sesji z
                  klientem). Na stosowanie takiego wskaźnik może pozwolić sobie tylko osoba,
                  która ma ogromną zdolność do różnicowania swoich uczuć i doświadczenia w pracy
                  klinicznej.

                  Mądrze to wszystko brzmi, ale taka jest prawda (myślę, ze Fnoll potwierdzi)

                  Psychoterapia naprawdę przynosi efekty i jest coraz bardziej rozpowszechniona w
                  naszym zwariowanym kraju.
              • Gość: ida Re: porzadek z samym soba IP: *.csk.pl 23.01.02, 11:22
                szary_ptak napisał(a):
                > Kto mialby wystawiac "certyfikat uporzadkowania samego siebie"?
                > I...jak to jest wlasciwie z psychologami/psychiatrami? Czy tak jak kierowcy
                > /piloci - przechodza okresowe badania przydatnosci do zawodu?
                > Czy taki certyfikat musi wisiec w miejscu widocznym?


                nie wiem skąd się bierze u ludzi ta obsesja z certyfikatami. I co człowiek
                będzie "uporządkowany" dopiero jak dostanie odpowiednie zaświadczenie od jakiegoś
                specjalisty? Specjaliści też są tylko ludźmi. A tak na marginesie mogę
                powiedzieć, że wśród lekarzy podobnie jak wśród innych zawodów są ludzie, którzy
                w ogóle nie powinni się byli tam znaleźć.

                Przecież K sama czuje, że coś jest nie tak, bo inaczej w ogóle by tego posta nie
                napisała
                A ja już widziałam trochę takich mamuś co świata poza dzieckiem nie widzą i
                zwyczajnie ostrzegam, że to nie tędy droga. Owszem, mąż może odetchnie z ulgą, że
                żona w końcu zaczęła się zajmować kimś innym, ale jeszcze raz powtarzam, że w
                takimukładzie to ja współczuję temu dziecku
    • Gość: Ja Re: Zaborczosc IP: 10.1.4.* 23.01.02, 12:12
      Droga K!
      Doskonale Cię rozumiem, bowiem sama od dawna borykam się z tym problemem.
      Również jesteś z mężem bardzo blisko, jesteśmy przyjaciółmi. W zasadzie od
      początku naszego małżeństwa tak było, że nie lubiłam, jak mąż wychodzi sam.
      Robiłam wtedy nadąsane miny, często w takich sytuacjach dochodziło do kłótni.
      Sama nie wiem, z czego to wynikało. Czasem byłam zazdrosna o to, że on spotyka
      się ze znajomymi a ja siedzę w domu, czasem myslałam, że może nie jest tam,
      gdzie mówi. Robiłam się bardzo podejrzliwa, wstyd się przyznać, ale czasem
      grzebałam w jego kieszeniach, szukając jakiś wyimaginowanych dowodów. Każdą
      jego nową znajomość traktowałam, jak zagrożenie. Tak trwało dość długo
      (jesteśmy po ślubie 14 lat).
      W końcu mąż się zbuntował. Stwierdził, że jest w średnim wieku i nie zamierza
      dalej prosić mnie o wyjście z domu (zwłaszcza, że nigdy nie robił problemów
      kiedy ja wychodziłam). Nigdy nic złego nie zrobił i powinnam mieć do niego
      zaufanie. Na dodatek od 4 lat pracuje w domu i brakuje mu kontaktów
      międzyludzkich. Początkowo poczułam się taką sytuacją zagrożona. Uważałam, że
      świat mi się zawalił. Mąż miał rację podchodziłam do niego zaborczo.
      Spędziliśmy długie godziny na rozmowach, kłóciliśmy się niemal codziennie.
      Czułam się ogromnie zagrożona, odrzucona, zwłaszcza, że ja również nie mam
      rodziny i wsparcia. Rozpoczęłam również wizyty u psychologa, nie wiem na ile mi
      one pomogły. W zasadzie cały czas mówiłam, ale nie dostawałam żadnych rad, co
      robić. Tak trwało przez ok. 3 m-ce, nie było dnia, ani godziny, żebym nie
      myślała o tym, że teraz mąż będzie poprostu się ubierał i wychodził z domu, nie
      wiadomo gdzie. Byłam już tym zmęczona.
      Przez ten czas doszłam do pewnych wniosków, z którymi się z Tobą podzielę, może
      Ci pomogą. Przede wszyskim musisz sobie uświadomić, że im bardziej go trzymasz,
      tym bardziej on się wyrywa. Jeżeli dasz mu wolną rękę w zakresie wychodzenia z
      domu, stwierdzisz, że to jego decyzja, gdzie pójdzie i kiedy, okaże się że
      wcale nie będzie chciał wychodzić bez Ciebie. Ale musisz zaryzykować. Tak już
      jest ten świat skonstruowany, że "zakazany owoc" najbardziej smakuje. Uświadom
      sobie, że przebywanie w domu bez męża ma dobre strony, możesz od niego
      odpocząć, robić to co lubisz i chcesz, i nie musisz się z nim liczyć. A powroty
      mogą być miłe, bo się za sobą stęskniliście.
      Ja uświadomiłam sobie również, że nie chcę, żeby on przestał być moim
      przyjacielem, a tak postępując dążę do tego i wiem, że on długo tak nie
      wytrzyma. W końcu zacznie mnie oszukiwać i nasza przyjaźń legnie w gruzach.
      Porozmawiaj z nim o tym , powiedz, że będzie próbował się zmienić, żeby był dla
      Ciebie wyrozumiały. Napewno to zrozumie.
      W tej chwili może nie jest ze mną całkowicie idealnie, ale jest już coraz
      lepiej, a mąż wcale nie wychodzi częściej, może wręcz przeciwnie:-)
      Czasem nawet bywają chwile, że chciałabym żeby gdzieś wyszedł....
      A co do dziecka, to decyzję o jego posiadaniu powinnaś podjąć z innych względów
      niż pozbycie się zaborczości w stosunku do męża. Ja mam dziecko i wcale mnie to
      nie uchroniło przed zaborczością. Czasem nawet bywało tak, że w stosunku do
      męża byłam bardziej zaborcza niż w stosunku do córki. Jej tak nie kontroluję i
      wcale nie czuję się źle, kiedy wychodzi z domu do koleżanki.
      Jestem pewna, że Ci się uda. Życzę więc powodzenia.
      Ja
      • Gość: K. Re: Zaborczosc IP: *.sochaczew.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 17:16
        Bardzo dziekuje za zrozumienie,mysle,ze najbardziej moga mi pomoc osoby,ktore
        same sie z tego wyleczyly.Lub sie z tego lecza.
        Czy nie mialabys cos przeciwko korespondencji ze mna?
        z gory dziekuje,
        K.
        tina76@wp.pl
    • bozakrowka Re: do K!! 23.01.02, 15:33
      Jestem taka sama jak ty. Identyczna. Też mam męża i tak samo postępuję w
      stosunku do niego. Tyle, że on ostatnio coraz mniej jest ze mną, bo znalazł
      swój cel życia. Boże, jak ja cierpię w samotności. Widze go może 2 godziny
      dziennie. Koszmar. I nie wiem co zrobić żeby przestać cierpieć. Może cos razem
      wymyślimy? majka
    • bozakrowka Re: Zaborczosc 24.01.02, 09:27
      Kasiu!!! Wysłałam ci wczoraj maila, ale nie jestem pewna czy doszedł. daj znak.
      Cześć i czołem. Majka
Inne wątki na temat:
Pełna wersja