Dodaj do ulubionych

zanim umrę ..

20.03.09, 00:50
.. chciałabym nauczyć się rozpoznawać dobro od zła, prawdę od
fałszu, uczciwość od kłamstwa; wyzbyć się strachu i niepewności, nie
bać się bólu jaki sprawia osoba bliska i nie dać się ogłupić.
Napisałam na forum o swoich relacjach z mężem i jego z koleżankami.
Próbuję zrozumieć tego człowieka, skąd w jednej osobie tyle
sprzeczności. Czy to oszust? Czy może osoba, która za grosz nie
potrafi sie uzewnętrzniać?
Pytam siebie - jak ja mam postepować, aby nie zgubić siebie. Dopóki
szukałam winy w sobie i wychodziłam mu naprzeciw - on zadowolony, ja
w ciągłym niedosycie. Kiedy wpadałam w depresję i nie panowałam nad
Obserwuj wątek
    • malwa.aa Re: zanim umrę .. 20.03.09, 14:48
      ... widzę, że kawałek tekstu coś zjadło, więc piszę cd.

      Nie, nie zamierzam umierać, zabić się, czy coś w tym stylu.
      Są to przeżycia duszy.

      Ogólnie chciałabym jeszcze pożyć, zapragnąć czegoś, poczuć radość, zachwyt, mieć
      marzenia.

      (...)Kiedy wpadałam w depresję i nie panowałam nad swoimi emocjami, on deptał
      mnie, pogrążał w bagnie. Kiedy podniosłam głowę i powiedziałam "nie wolno ci",
      zdezorientowany wytykał mi moje ułomności.
      Dziś nie wiem dlaczego tak jest - czy nasz związek to pomyłka, czy może on za
      wszelką cenę chce coś ukryć? Jak możliwe żeby druga osoba tak zawzięcie udawała,
      że nie rozumie o co chodzi?
      Dlaczego on nie potrafi zwyczajnie pogadać, wyjaśnić - najwyżej stwierdzę, że
      nie mogę czegoś zaakceptować.
      Żadnych problemów nie może być - bo twierdzi, że wymyślam.
      Po prostu dławię się.

      Ale chciałabym postąpić właściwie, tak bym wiedziała, że zrobiłam wszystko.

      On mówi - "chcę porozumienia" "chcę dobrej rodziny, dobrego życia", ale za chiny
      nie pogada o tamtych znajomościach. Kwituje sprawę "nic nie było". Czy ja jestem
      "nie tego", że dla mnie "było" i oczekuję, że mi wytłumaczy (bo przez 2-3 lata
      wszystko ukrywał)? Ale jak ja się mam doczekać jego skruchy, żalu, naprawy
      związku kiedy on niczego nie żałuje. Jak mam być miła, spokojna i ciepła jak
      krew mnie zalewa, nie tylko przez to, że romansował sobie, ale też, że jakoś
      totalny brak porozumienia. Ja nawet nie mogę mu powiedzieć co teraz czuję, bo
      strasznie się przed tym broni na wszystkie możliwe sposoby.

      Wiem - marudzę, ale muszę choć o tym napisać, bo inaczej to zwariuję od tego
      zastanawiania się. Ta sprzeczność informacji jakich mi on dostarcza obezwładnia
      mnie.
      • silverbaum spokojnie, bez pospiechu , zawsze zdazysz :) 20.03.09, 15:48
        malwa.aa napisała:
        ale za chiny nie pogada o tamtych znajomościach. Kwituje
        sprawę "nic nie było".
        Czy ja jestem "nie tego", że dla mnie "było" i oczekuję, że mi
        wytłumaczy (bo przez 2-3 lata wszystko ukrywał)?
        Ale jak ja się mam doczekać jego skruchy, żalu, naprawy
        > związku kiedy on niczego nie żałuje.

        Widac nie ma czego zalowac, to nie zaluje i basta :)
        I po co dzielic wlos na czworo?
        Skoro ow pan mowi Ci , ze nic nie bylo, to znaczy, ze DLA NIEGO
        nie bylo to nic waznego. Najposciej przyjac to po prostu do
        akceptujacej wiadomosci - zwlaszcza, ze rozmyslania nad tym
        Ci nie pomagaja, lecz szkodza.
        • malwa.aa Re: spokojnie, bez pospiechu , zawsze zdazysz :) 20.03.09, 16:05
          Widzisz, problem w tym, że jak się okazało mamy zupełnie inną skalę i próg
          "dozwolonych" zachowań. O to chodzi, że ja mogę przyjąć, że dla niego nic
          wielkiego się nie stało, ale dla mnie tak. Mogę/muszę zaakceptować, że on jest
          jaki jest ... no właśnie - sama coś sobie uświadomiłam. Ale z tego wynika, ze
          bardzo się pomyliłam co do człowieka, co do związku, co do miłości. Czuję się
          jakbym do tej pory żyła z obcym człowiekiem.
          • silverbaum Re: spokojnie, bez pospiechu , zawsze zdazysz :) 20.03.09, 16:25
            malwa.aa napisała:

            > Widzisz, problem w tym, że jak się okazało mamy zupełnie inną
            skalę i próg
            > "dozwolonych" zachowań. O to chodzi, że ja mogę przyjąć, że dla
            niego nic wielkiego się nie stało, ale dla mnie tak. Mogę/muszę
            zaakceptować, że on jest jaki jest ... no właśnie - sama coś sobie
            uświadomiłam.

            - to krok w dobrym kierunku :)

            Ale z tego wynika, ze bardzo się pomyliłam co do człowieka,
            co do związku, co do miłości.

            - pomylki sa rzecza ludzka, wszyscy sie czasem w czyms mylimy.

            Czuję się jakbym do tej pory żyła z obcym człowiekiem.

            - zdrada, romanse sa dzis rzecza dosc powszechna.
            jezeli parner nie robi tego notorycznie, a tylko mu sie to kiedys
            zdarzylo, to naprawde mozna przejsc nad tym do porzadku dziennego :)
            • malwa.aa Re: spokojnie, bez pospiechu , zawsze zdazysz :) 21.03.09, 23:11
              > - zdrada, romanse sa dzis rzecza dosc powszechna.
              > jezeli parner nie robi tego notorycznie, a tylko mu sie to kiedys
              > zdarzylo, to naprawde mozna przejsc nad tym do porzadku
              dziennego :)

              Z tym się akurat nie zgadzam. Nie wiem, czy jesteś w zwiazku i czy
              jesteś zdolny do głębszych uczuć, relacji. Mam wątpliwość.
              Może właśnie przez tego typu "przyzwolenia" jest aż tyle romansów,
              zdrad. Powierzchowność i rozrywka, nie miłość i szczęście.
              • silverbaum mylne zalozenie 22.03.09, 22:37
                malwa.aa napisała: >

                Może właśnie przez tego typu "przyzwolenia" jest aż tyle romansów,
                zdrad.

                To Mylne zalozenie.
                Porzucasz partnera, ktory Ci zdradzil. I poznajesz nowego.
                Ufasz mu.
                Wydaje Ci sie, ze ten jest lepszy. Moglo jednak byc tak, ze lepiej
                to ukrywa, albo tez zdradzal juz kiedys - tylko, ze ty o tym nie
                wiesz, gdyz tego sama nie doswiadczylas.
                Nie ma idealow. One sa tylko subiektywnie w Twojej glowie.
                • malwa.aa Re: mylne zalozenie 23.03.09, 10:20
                  > Porzucasz partnera, ktory Ci zdradzil. I poznajesz nowego.
                  > Ufasz mu.

                  A jak się ma do takiego algorytmu postępowania pojęcie nierozerwalności małżeństwa?

                  Co ufania - to zgadzam się, ze należy z założenia ufać. Wątpliwość pojawia się
                  gdy ktoś zawodzi, daje powody do niepokoju itp.
                  • silverbaum Re: mylne zalozenie 02.04.09, 14:01
                    malwa.aa napisała: >
                    A jak się ma do takiego algorytmu postępowania pojęcie
                    nierozerwalności małżeństwa?

                    nijak. gdyz przygodne historie
                    a nierozerwalnosc malzenstwa
                    to zupelnie rozne sprawy....

                    chyba ze w gre wejdzie Milosc.
                    ktora i tak wszystko rozwali .
      • jan_stereo Re: zanim umrę .. 20.03.09, 22:37
        malwa.aa napisała:

        > ... widzę, że kawałek tekstu coś zjadło, więc piszę cd.

        zamiast klepac bezmyslnie dalej, lepies bys nakarmila to cos, co z glodu zjada Ci tekst.Co za malo domyslne stworzenia sie tutaj panosza przy klawiaturach...
        • malwa.aa do jana_stereo 20.03.09, 23:27
          jestem mało domyślna - więc napisz, czy to dowcip, czy masz coś na
          mysli
      • moon_witch Merlin Monroe 22.03.09, 21:04
        Zyla dosc krotko ale byla to seksowna kobieta z duzym powodzeniem
        posrod panow i...kompletnym brakiem uczuc z ich strony. kiedys
        powiedziala:"Lepiej dla mnie jest jezlei to o mnie ktos jest
        zazdrosny, niz ja mam przezywac wszystkie te frustracje, zazdrosc
        to straszne uczucie..." Krotkie, a jakie madre.
    • torpor Re: zanim umrę .. 20.03.09, 15:14
      malwa.aa napisała:

      > .. chciałabym nauczyć się rozpoznawać dobro od zła, prawdę od
      > fałszu, uczciwość od kłamstwa; wyzbyć się strachu i niepewności, nie bać się
      bólu jaki sprawia osoba bliska i nie dać się ogłupić.
      >
      raczej uczyc sie tego nie musisz, te umiejetnosc posiadasz, ale zostala
      zagluszona (jak szlachetna roslina chwastami - w zapuszczonym ogrodzie) emocjami
      zwiazanymi z poczuciem krzywdy jaka jest Ci wyrzadzana, rozgoryczeniem,
      podlamaniem, zagubieniem, samotnoscia itp
    • mskaiq Re: zanim umrę .. 21.03.09, 07:24
      malwa.aa napisała:
      >Dziś nie wiem dlaczego tak jest - czy nasz związek to pomyłka, czy
      >może on za wszelką cenę chce coś ukryć? Jak możliwe żeby druga
      >osoba tak zawzięcie udawała, że nie rozumie o co chodzi?
      >Dlaczego on nie potrafi zwyczajnie pogadać, wyjaśnić - najwyżej
      >stwierdzę, że nie mogę czegoś zaakceptować.
      >Żadnych problemów nie może być - bo twierdzi, że wymyślam.
      A nie wymyslasz ? Nie jestes pewna czy cos bylo czy nie ale
      nieustannie wracasz do tego.
      Powiedzial ze nic nie bylo co bardzo czesto u faceta oznacza ze nie
      bylo zdrady fizycznej.
      Zapomnij o tym, staraj sie stworzyc zwiazek w taki sposob abyscie
      oboje byli w nim szczesliwi. To jest mozliwe tylko kiedy bedziesz
      pozytywna, kiedy przestaniesz byc zazdrosna, kiedy nie bedzie
      awantur, a wiele wspolnych dobrych momentow.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • malwa.aa Re: zanim umrę .. 21.03.09, 23:24
        Nic nie wymyślam. Fakt - nie mam pewności co tak na prawde ich
        łączył i zdrady fizycznej mogło nie być, ale był zaangazowany,
        okamywał ... - jak mam mu ufać skoro nadal nie jest szczery?
        Chyba powinien zadbać o to, by wyjaśnić i nie utrzymac atmosfery
        niedomówień. Chyba powinien się postarać, bym po jego kamstwach
        mogła mu znów ufać, zwłaszcza, że twierdzi, że chce dalej razem.

        Nie mogę, nie chcę zapomnieć. Wiem, że to bardzo negatywnie wpływa
        na mnie, ale nie potrafię sie pogodzić, że on tak lekko do
        wszystkiego podchodzi, do tego co ja przeżywam. Jakby nie zalezało
        mu na głębszych relacjach ze mną, jakby zadowalał sie
        powierzchownością, jakby tylko chciał mieć świety spokój.

        Awantur już nie ma, bo szybko je ucinam. Porozumienie jak na razie
        niemozliwe. Nie mam zamiaru "łasić" sie do niego, bo to on mnie
        oszukiwał i nie poczuwa sie nawet do wyjasnień i źle sie do mnie
        odnosi.
        Właściwie to cały swój wysiłek teraz wkładam w to by do niego
        dotarło, że ma mnie szanować (jest niestety chamowaty).

        dzięki za dobre słowo, może dojdę do etapu, ze złość minie, że
        zacznę się uśmiechać. Na razie czuję, że tylko cód ....
    • leda16 Re: zanim umrę .. 21.03.09, 08:40
      malwa.aa napisała:

      > .. chciałabym nauczyć się rozpoznawać dobro od zła,

      Naucz się najpierw zastanowienia, zanim napiszesz więcej takich egzaltowanych, infantylnych sloganów, bo odróżniania dobra od zła każde dziecko uczy się od rodziców ledwo na świat przyjdzie. Zwierzę nie umie dobra od zła odrózniać, uczy się tylko co wolno a czego nie na zasadzei tresury, ale nie człowiek dorosły, zamężny, który musi mieć opanowany system pojęć MORALNYCH :(.

      prawdę od
      > fałszu, uczciwość od kłamstwa;


      Cóż jest prawdą? Dowiedz się najpierw tego. A odróżniania uczciwości od oszustwa nauczy Cie prokurator jeżeli na prawdę rodzice Cię tego nie nauczyli.

      wyzbyć się strachu i niepewności,


      Do psychiatry :).


      nie
      > bać się bólu jaki sprawia osoba bliska i nie dać się ogłupić.


      Sratatata. Ból, to zobacz sobie w hospicjum u umierających na raka. Ciebie zaledwie tyłek swędzi, bo sama sobie go ubrudziłaś i masz o to pretensje do wszystkich, tylko nie do siebie.


      >
      > Próbuję zrozumieć tego człowieka, skąd w jednej osobie tyle
      > sprzeczności.


      Zrozum lepiej, skąd w Tobie tyle infantylizmu i postaw roszczeniowych.

      Czy to oszust? Czy może osoba, która za grosz nie
      > potrafi sie uzewnętrzniać?
      > Pytam siebie - jak ja mam postepować, aby nie zgubić siebie.


      "jak ja mam postepować, aby nie zgubić siebie" :))))))). Nie podnudzaj panienko, bo z Twoich wypowiedzi wynika, że w mężatkę, dom i rodzinę jeszcze długo powinnaś się bawić w piaskownicy lub w pragramach komputerowych zamiast w realu.
      • laurpi niech autorka wątku nie słucha takich wrednych, 21.03.09, 17:47
        > Naucz się najpierw zastanowienia, zanim napiszesz więcej takich
        egzaltowanych,
        > infantylnych sloganów,
        itd.

        sfrustrowanych najwyraźniej osób z super wyższym i najwyższym
        wykształceniem.
        • facettt nawet wtedy, gdy... 21.03.09, 19:27
          maja oczywista racje?
          • laurpi tak nawet wtedy, 21.03.09, 20:11
            bo nie warto czytać w międzyczasie tej całej agresji.
            A tak w ogóle to tu nie ma żadnej racji. zwłaszcza ten moment o
            prokuratorze, który ma uczyć odróżniać uczciwość od oszustwa w
            odniesieniu do spraw uczuciowych, o których pisze autorka wątku. Nie
            każdy ma takie szczęście, że wyniósł z domu, co jest dopuszczalne w
            uczuciach, a co jest oszustwem. A do reszty postu po prostu nie chce
            mi się odnosić ze względu na jego charakter, więc już z
            pozostałymi "racjami" nie będę dyskutować.

      • malwa.aa Re: zanim umrę .. 21.03.09, 23:50
        Mylisz sie leda - odróżniania dobra od zła uczymy sie całe życie - i
        im jesteśmy starsi tym jest to trudniejsze.
        Człowiek dorosły, zamężny nie musi lecz powinien mieć opanowany
        system pojęć moralnych. I jeśli by to życzenie mogło być spełnione,
        wszystkie związki były by szczęśliwe. Niestety tak nie jest.
        Dlaczego? Bo ludzie i świat mają skłonność do naciągania moralności
        do swoich potrzeb, do sytuacji.

        Uczciwość - oszustwo. Uważasz, ze prokurator mi powie, czy mój mąż
        mówi mi prawdę tym razem? Twierdzisz, że rodzice mieli mnie nauczyć
        jak rozpoznać która wypowiedź mężą jest prawdziwa, która fałszywa?
        Uważasz, ze rodzice mieli mi powiedzieć - "dziecko, twój przyszły
        mąż będzie cię okłamywał, ale jak coś powie i nie mrugnie okiem - to
        znak, ze mówi prawdę"?

        Strach i niepewność?
        Towarzyszą człowiekowi w różnych sytuacjach. I należy pokonywać
        strach, a niepewności się pozbywać choćby poprzez zadawanie pytań i
        poszukiwanie odpowiedzi. Ty wysyłasz do psychiatry. Zatem ci, którzy
        nie korzystają z usług psychiatry nigdy niczego się nie boją?
        A swoją drogą psychiatra jest dla ludzi, nieprawdaż?

        > Sratatata. Ból, to zobacz sobie w hospicjum u umierających na
        raka.

        Po co takie porównanie? Na wszystkie problemy i trudne sytuacje masz
        takie rozwiązanie? Zatem nie rozwiązujesz problemów tylko je
        odsuwasz.

        > Ciebie zale
        > dwie tyłek swędzi, bo sama sobie go ubrudziłaś i masz o to
        pretensje do wszystk
        > ich, tylko nie do siebie.

        Do wszystkich mam pretensje? Może do ciebie?
        To o czym piszę to nie pretensje lecz problem z drugim człowiekiem,
        który został moim mężem i dalej chce nim być ale nie odczuwa
        potrzeby porozumienia, szanowania, naprawiania, przyjaźni ... jest
        jakiś powierzchowny...

        > Zrozum lepiej, skąd w Tobie tyle infantylizmu i postaw
        roszczeniowych.

        Twierdzę, że infantylnie to ty mnie próbujesz ośmieszyć.
        Postawa roszczeniowa jest mi obca.

        > Nie podnudzaj panienk
        > o, bo z Twoich wypowiedzi wynika, że w mężatkę, dom i rodzinę
        jeszcze długo pow
        > innaś się bawić w piaskownicy lub w pragramach komputerowych
        zamiast w realu.

        Nie jestem panienką od dawna. Jeśli to co piszę jest dla ciebie
        nudne - nie musisz czytać i się wypowiadać.

        Z moich wypowiedzi nic nie wynika na temat moich poglądów
        dotyczacych domu i rodziny, bo nie o tym pisałam. Zatem na jakiej
        podstawie wyciagasz wnioski - może z programów telewizyjnych?

        • leda16 Re: zanim umrę .. 22.03.09, 11:37
          System pojęć moralnych mieści się w dekalogu. Uczą się go dzieci przed I Komunią Św. Zdecydowana większość ludzi wyłączając znacznie upośledzonych umysłowo rozumie, że zabójstwo, fałsz,kradzież, itp. są złem. Oszustwo od pomyłki też odróżnić potrafią. Widać Ty nie potrafisz albo nie chcesz odróżnić.


          Człowiek dorosły, zamężny nie musi lecz powinien mieć opanowany
          > system pojęć moralnych. I jeśli by to życzenie mogło być spełnione,
          > wszystkie związki były by szczęśliwe.


          A gdzieś Ty widziała moralność ograniczoną do "związku"? Żadne dziecko nie uczy się moralności "dla związku", tylko dla umiejętności prawidłowego współżycia z otoczeniem. Wartości etyczno-moralne są zazwyczaj związane z epoką, kulturą, tradycją i prawem a nie stosowanie się do nich ma źródło nie w braku wiedzy, tylko w różnego rodzaju zaburzeniach osobowości,co najwyraźniej widać w podręcznikowym przykładzie psychopatycznego moral insanity. Ci ludzie nie tyle nie potrafią odróżniać dobra od zła, wiedzą doskonale co dobre i złe, lecz nie fatygują się w swoim postępowaniu wobec innych kierować się tymi zasadami.


          Uczciwość - oszustwo. Uważasz, ze prokurator mi powie, czy mój mąż
          > mówi mi prawdę tym razem?


          Cóż Ty tak w kółko zafiksowałaś się na tym mężu, że nie potrafisz snuć szerszych refleksji nad znaczeniem pojęć etyczno-moralnych w we własnym postepowaniu? Owszem, prokurator Ci powie, że Ty i Twój mąż jesteście oszustami, jeżeli np. podpiszecie z klientem umowę, zgarniecie zaliczkę nie mając zamiaru wywiązać się ze swoich obietnic. Zgodzisz się chyba, że taka sytuacja wyczerpuje znamiona zła, oraz łamania zasad moralnych i prawnych. Natomiast nikogo nie obchodzi i nie powinno obchodzić poza mężowskim sumieniem, czy mówi Ci prawdę czy nie ;). Jeżeli nie ma zinternalizowanej czyli zakodowanej we łbie imperatywności normy moralnej - "nie kłam", to oczywiście będzie łgał jak najęty i nic na to nie poradzisz, bo dorosłego już nie wychowasz. Na to miałaś okres narzeczeństwa, żeby się zorientować, czy w ogóle ma skłonność do kłamstwa wobec innych ludzi. Jeżeli natomiast koncentrowałaś swoje poznawanie go wyłącznie na tym, jaki jest dla Ciebie, to współczuję brania pozorów za rzeczywistość, co również z moralnością nie ma nic wspólnego, raczej z infantylnym zaślepieniem.


          Na wszystkie problemy i trudne sytuacje masz
          > takie rozwiązanie? Zatem nie rozwiązujesz problemów tylko je
          > odsuwasz.


          Bynajmniej. Po prostu je bagatelizuję i nie zatruwam sobie radości życia pierdołami. Nigdy nie ma tak źle, żeby nie mogło być gorzej a obsesyjne zastanawianie się - "czy tym razem mąż powiedział mi prawdę", strach, że nie powiedział, prowadzi do nikąd. Powinnaś też odróżniać lęk od strachu, bo ten pierwszy jest bezprzyczynowy i podlega leczeniu psychiatrycznemu a zwykły strach odczuwa kazdy normalny człowiek w sytuacji zagrożenia utratą jakichś wartości.


          To o czym piszę to nie pretensje lecz problem z drugim człowiekiem,
          > który został moim mężem i dalej chce nim być ale nie odczuwa
          > potrzeby porozumienia, szanowania, naprawiania, przyjaźni


          Jeżeli takie masz myśli związane z własnym mężem, to jedyne co Ci pozostaje, to UPEWNIĆ SIĘ O ICH PRAWDZIWOŚCI i wyciągnąć wnioski dla siebie jak dalece taka sytuacja Ci odpowiada. Możesz to zrobić sama lub z pomocą psychologa, detektywa, swojego kręgu towarzyskiego, zamiast snuć pustosłowie o nieumiejetności odróżniania dobra od zła, zagubieniu się itp.

          ... jest
          > jakiś powierzchowny...


          Czyli niezgodny z Twoimi oczekiwaniami? Więc musisz się przekonać z czego to wypływa - z jego osobowości, ze stłuczenia Twoich różowych okularów czy z Twoich niezaspokojonych w tym małżeństwie potrzeb, które nie mogą być zaspokojone bo to, tamto czy siamto.
          • malwa.aa Re: zanim umrę .. 22.03.09, 20:36
            Zgadza się - w obrębie tego wątku zacieśniam obszar moralności i
            wartości do relacji z mężem. zasady Dekalogu sa mi znane i
            zrozumiałe. Jednak w zyciu, zwłaszcza w tych relacjach z mężem
            trudno jest mi zrozumieć jakimi on zasadami sie kieruje, jakie
            wyznaje wartości, bo w ogóle ciężko sie z nim rozmawia, kiedy mu
            przyjdzie coś wytłumaczyc, to strasznie się mota, a i czyny nie sa
            jednoznaczne.
            Tak, mój swiat sie ostatnio zaweził do jego osoby, mozna powiedzieć
            świat stanął mi na głowie. Szukam rozwiązania - jak np. odróznić co
            w tym co on mówi jest prawdą, a co fałszem. Zwłaszcza, że dostarcza
            mi również sprzecznych informacji.

            > Bynajmniej. Po prostu je bagatelizuję i nie zatruwam sobie radości
            życia pierdo
            > łami. Nigdy nie ma tak źle, żeby nie mogło być gorzej a obsesyjne
            zastanawianie
            > się - "czy tym razem mąż powiedział mi prawdę", strach, że nie
            powiedział, pro
            > wadzi do nikąd.

            Jak to robisz? Czy uważasz, że gdyby spotkało cie traumatyczne
            doświadczenie, to nadal bys tak potrafiła podchodzić do życia, do
            przeciwnosci?
            Myślę sobie, ze rzeczywiście nie należy przywiązywac takiej wagi do
            osoby męża, ale związek, bliskość były dla mnie do tej pory jednymi
            z ważniejszych wartości. I nie jest tak łatwo to przewartościować,
            zrozumieć, uporządkować i zyć dalej.
            Może miałam mylne założenia. Na pewno nie miałam wiedzy i
            świadomosci jak należy "sprawdzić" kandydata na męża. I rzeczywiście
            szłam ryzykownie w niepewne, wyposażona jedynie w zaufanie, że dla
            niego kochać znaczy to samo co dla mnie.

            Jedyne co teraz można i należy to żyć dalej. Próbowałam UPEWNIĆ SIĘ
            O PRAWDZIWOŚCI moich podejrzeń - ale, o ironio losu!, z każdą nową
            informacją pojawiało sie więcej wątpliwości i sprzeczności.

            I teraz jestem całkiem ogłupiała.

            Dzięki leda
            • moon_witch Potrzeba kontroli... 22.03.09, 21:37

              Moim zdaniem to nie bliskosci z mezem szukasz, poznania swiata jego
              wartosci, a kompletnej symbiozy z tym czlowiekiem. Nagle okazuje
              sie, ze jest on 'oddzielna jednostka' o innym sposobie moze i
              wartosciowania,myslenia, ktory okazuje sie nie byc na twoja miarke
              i co za tym idzie -ta twoja druga polowka.
              Stad w tobie ten zal. Ze oto on okazuje sie nie byc ci bratnia
              dusza.Ze nie wszystko z nim dzielisz, a nawet nie wszystko do konca
              wiesz.I z taka osoba nie mozna przezyc kompletnego duchowego
              scalenia, ktore to szczegolnie potrzebne jest osobom o cechach
              KONTROLING.
              To dosc trudny i znamienny moment w relacji, aby moglo powstac
              idelane scalenie pomiedzy ludzmi, para, czlowiek musi zaakceptowac
              swoj wlasny indywidualizm i swoj wlasny swiat. Przyznac mu wartosc,
              uszanowac. Drugi czlowiek to odrebne Uniwersum, z wlasnymi
              sciezkami i rozumowaniem wartosci nawet takich jak - przyjete
              ogolnie morale.
              Jest duzo literatury na temat osob z potrzebami kontrolowania
              innych, warto moze jest cos na ten temat poczytac.I dojsc do zrodel
              dlaczego tak sie dzieje.
              • laps.0 Znowu o osobowości rozlanej 22.03.09, 21:44
                ileż można.
            • leda16 Re: zanim umrę .. 23.03.09, 07:06
              Czy uważasz, że gdyby spotkało cie traumatyczne
              > doświadczenie, to nadal bys tak potrafiła podchodzić do życia, do
              > przeciwnosci?


              Odporność na stres to kwestia indywidualna, związana z psychiką. Dla jednej kobiety traumą będzie śmierć rodziców, dla innej pryszcz na nosie. Traumą psycholodzy nazywają b. wielki stres. Natomiast codzienne stresy zdarzają się każdemu, i wypada je nazywać problemami lub kłopotami. Jeżeli do każdego problemu związanego z Twoim małżeństwem podchodzisz jak do katastrofy - czeka Cię długa terapia bez gwarancji skuteczności (patrz wypowiedź moon witch)


              Próbowałam UPEWNIĆ SIĘ
              > O PRAWDZIWOŚCI moich podejrzeń - ale, o ironio losu!, z każdą nową
              > informacją pojawiało sie więcej wątpliwości i sprzeczności.
              >
              > I teraz jestem całkiem ogłupiała.



              Najważniejsze, w jaki sposób się do tego zabrałaś. Zresztą, czy warto? Jeśli będzie chciał Cie zdradzić, to i tak zdradzi, nic nie pomogą Twoje dociekania, podejrzliwość i kontrola.


              zwłaszcza w tych relacjach z mężem
              > trudno jest mi zrozumieć jakimi on zasadami sie kieruje, jakie
              > wyznaje wartości, bo w ogóle ciężko sie z nim rozmawia, kiedy mu
              > przyjdzie coś wytłumaczyc, to strasznie się mota, a i czyny nie sa
              > jednoznaczne.


              Przed ślubem nie było ciężko? I nawet o te podstawowe dla małżeństwa - WARTOŚCI RODZINNE nie zadałaś sobie fatygi się dowiedzieć?! Po to jest narzeczeństwo, żeby się zorientować jakie wartości ON dostanie w posagu od rodziców i czego się od nich nauczył odnośnie współżycia w rodzinie. Po to narzeczona odwiedza (możliwie często) przyszłych teściów aby mieć oczy i uszy szeroko otwarte a nie żeby ich przekonywać jaki to cud-miód ich chłoptaś złapał.. Jeśli w jego rodzinie było źle, nie spodziewaj się od niego dobra w swojej. A od patologii, DDA, DDD itp. mądra kobieta wieje jak najdalej zamiast "ufać", że wybranek w takiej rodzinie nauczył się czegoś innego niż spieprzenia Ci życia.

              Szukam rozwiązania - jak np. odróznić co
              > w tym co on mówi jest prawdą, a co fałszem.


              Po co, skoro problem leży W TOBIE???
              • malwa.aa Re: zanim umrę .. 23.03.09, 09:49
                A to mnie zaskoczyłaś - problem leży we mnie?
                A mogła byś coś podpowiedzieć?
                Nie przeczę, że mam problemy osobiste - ale te z mężem - on ma wpływ na nasze
                relacje przecież.

                A co do zamartwiania się czy zdradzi, oszuka itp.
                Jasne, że nie ma to większego sensu, bo jak będzie chciał to zrobi co zechce.
                Problem dla mnie jest w tym, że obawiam się takiej sytuacji, w której druga
                osoba świadomie/lub nie do końca świadomie/ oszukuje tzn. gra na dwa fronty - ze
                związku nie zrezygnuje, ale też nie zależy jej na porozumieniu, bliskości, nie
                buduje przyjaźni, ma w nosie potrzeby drugiej strony ... - i flirtuje z innymi,
                z nimi wchodzi w zależności różnego rodzaju, karmi się tym.
                • leda16 Re: zanim umrę .. 26.03.09, 07:38
                  A to mnie zaskoczyłaś - problem leży we mnie?
                  > A mogła byś coś podpowiedzieć?


                  Bo to TY wybierasz granice tolerancji dla jego zachowania, TY jesteś nieufna wobec niego, kontrolująca, wreszcie TY ciosasz mu kołki na głowie nakręcając spiralę WŁASNYCH lęków i obaw. A tym sobie nie pomagasz. On pewnie ma charakter flirciarza pragnie nieustannie upewniać się o swojej atrakcyjności, TY musisz bezustanie kontrować jego poczynania - też z potrzeby upewniania sie o stałość jego uczuć, bo to jedyna Twoja karta. Niepewność budzi w Tobie lęk, masz obsesję zdrady. Jesteś uczuciowo NADMIERNIE zalezna
                • anka.ww Re: zanim umrę .. 28.03.09, 00:14

                  witaj malwa.aa :) Bardzo dobrze cię rozumiem, rozumiem twoje rozterki. Człowiek,
                  zeby mógł się odbić od dna często potrzebuje otwartego serca drugiego człowieka.
                  Twoja sytuacja nie jest oczywista, ponieważ nie znam dokładnych realiów. Jednak
                  nie znaczy to, że ty jesteś winna. Nie można także winić twojego męża.
                  Jedno jest pewne. Ta sytuacja nie robi tobie dobrze. Ona cię niszczy.
                  Twoje pytania o wartości, o umiejętność rozróżniana dobra od zła, prawdy od
                  fałszu są tylko i wyłącznie objawem twojego wewnętrznego zdrowia. Zadawaj sobie
                  te pytania wciaż i wciąż, nie poprzestawaj w szukaniu odpowiedzi. Szukaj
                  wszędzie gdzie się da, u autorytetów, u zwykłych ludzi, w filozofii,
                  psychologii, religii, wewnątrz siebie. Powoli wszystko zacznie się klarować,
                  zapewniam cię. Ważne tylko, zebyś nie zbaczała z tej drogi. Nie słuchaj ludzi,
                  którzy mówią, że jestes niedojrzała czy coś w tym stylu. Człowiek dojrzewa całe
                  życie.
                  W chaosie tej sytuacji staraj się usłyszeć swój wewnętrzny głos. Niech ten twój
                  czysty głos wewnętrzny coraz bardziej wyłania się z błota, w którym pływa i
                  niech ujawni swoje piękno i siłę :)

                  A tak z rad praktycznych, jeśli mężowi zależy na relacji z tobą, to co by
                  powiedział na terapię dla małżeństw?


                  • malwa.aa Re: zanim umrę .. 28.03.09, 00:34
                    > A tak z rad praktycznych, jeśli mężowi zależy na relacji z tobą,
                    to co by
                    > powiedział na terapię dla małżeństw?

                    Poszedł by na taką terapię. Zrobił by to dla mnie, bo w sobie i w
                    naszym małżeństwie nie widzi żadnego problemu. Ale gdy przebieg
                    będzie nie po jego mysli, to będzie chciał zrezygnować tzn.
                    stwierdzi, ze on nie pójdzie.
                    Potraktuje to jako element manipulacji, bo zrobił to dla mnie tzn,
                    ze mi na tym zależy, a skoro mi zależy to może przez to (że będzie
                    chodził na terapię) wywierać na mnie presję.
                    • zlotyswit Re: zanim umrę .. 28.03.09, 00:52
                      > Potraktuje to jako element manipulacji, bo zrobił to dla mnie tzn,
                      > ze mi na tym zależy, a skoro mi zależy to może przez to (że będzie
                      > chodził na terapię) wywierać na mnie presję.

                      dziejowa teoria spisku.
                      jeżeli nie można być świadomym manipulacji i być manipulowanym.
                    • anka.ww Re: zanim umrę .. 28.03.09, 01:15

                      Jeśli jesteś pewna w 100%, że mógłby zacząć się tak zachowywać, to w takim razie
                      rzuca to cień na niego samego. Kto kocha i jest szczery nie manipuluje
                      najbliższą osobą.
                      Oczywiste jest, że ty również powinnaś być szczera i otwarta w czasie terapii i
                      poza nią w stosunku do męża.

                      Zastanawiam się tak na marginesie, czy to czego ewentualnie może obawiać się
                      twój mąż w terapii, to może nawet nie tyle jakieś fakty ile ujawnienie przed
                      tobą jego wewnętrznych ułomności. Dla mężczyzn bywa to szczególnie trudne. Ale w
                      bliskim związku nie da się ukryć słabości. Obopólna akceptacja swoich słabości
                      jest zbawienna dla związku. I jest to proces. Nic nie stanie się nagle.

                      Nie pozostaje wam nic innego jak sprawdzić to w realu, a nie tylko w domysłach,
                      na forum :)



                      • anka.ww Re: zanim umrę .. 28.03.09, 01:30

                        sama decyzja o pójściu na terapię (a nawet rozpoczęcie jej) - bo druga osoba tak
                        chce - to nie jest żadne załatwienie sprawy, ani żaden dowód miłości.

                        Pokazaniem, że mi zależy na związku z tą właśnie, a nie inną osobą, jest
                        rzetelny udział tej terapii od początku do końca. Wraz z poniesieniem
                        konsekwencji w postaci ujawnienia się trudnych spraw i stawienie im wspólnie czoła.

                        Przedstaw swoją prośbę mężowi jasno:
                        rozpoczęcie wspólnej terapii, ale i przede wszystkim wytrwanie w niej do końca,
                        bez względu na trudności, które się pojawią.

                        Wtedy nie będzie mógł się wymigać od odpowiedzialności.

                        Jeśli terapia jest trudna, zawsze można sobie zrobić na jakiś czas przerwę,
                        oczywiście z obietnicą powrotu do niej po jakimś czasie.




                    • leda16 Re: zanim umrę .. 28.03.09, 22:32
                      Poszedł by na taką terapię. Zrobił by to dla mnie, bo w sobie i w
                      > naszym małżeństwie nie widzi żadnego problemu.


                      No i jeszcze jedna brzydka cecha charakteru z Ciebie wyłazi - zaborczość! On ma robić i myśleć to, co Tobie pasuje z zerowym marginesem dla własnego przeżywania świata. Ty widzisz i niestety stwarzasz w Waszym małżeństwie problemy (czego za cholerę widzieć nie chcesz zważywszy Twoje reakcje na posty, które Ci nie pasują), więc on też MUSI je zobaczyć. Innymi słowy - widzisz cudze pod lasem zamiast swojego pod nosem. Sama niestety nie potrafisz biegle manipulować, więc kalkulujesz, że psycholog będzie Twoim sojusznikiem. Przecież manipulację klientami ma na studiach opanowaną do perfekcji :). Jak się oboje za biednego faceta zabierzecie, to ani zipnie ;). Poza tym z góry stawiasz go w parszywej sytuacji ordynarnym szantażem - albo bedzie skakał jak Ty zagrasz (np.ganiał na terapię mimo, że jemu do niczego nie jest potrzebna) albo rozwód. Czemu po prostu się nie rozwiedziesz i po kłopocie zamiast cuda na kiju wymyślać?
                      • anka.ww Re: zanim umrę .. 28.03.09, 23:26
                        malwa.aa, nie zwracaj uwagi na powyższe prowokacje. rób swoje i ufaj sobie :)
                        • malwa.aa Re: zanim umrę .. 29.03.09, 14:55
                          Dzieki anka.ww za wsparcie, pozytywne podejście do mnie i mojego
                          problemu. Widac że rozumiesz w czym tkwi sedno sprawy - np. nie samo
                          pójscie na terapię ale postawa jest istotna.

                          Poszliśmy na terapię. Ale mało jest we mnie nadziei w jej
                          skutaczność, bo i bez niej rozwiązalibysmy nasze problemy gdyby
                          postawa męża był inna.

                          Hipotetyczna sytuacja o której pisałam wczesniej zdarzyła si na
                          prawdę. Na trzecim spotkaniu mąż w mpmencie gdy powiedziałam o jego
                          przyjaciółce (to jej i jego okreslenie) wybiegł z sali z krzykiem,
                          ze nie będzie chodził na zadna terapię, bo ja na niego wymyslam. W
                          domu zaś przy jakiejś kłótni wykrzyczał mi, dlaczego nie
                          powiedziałam wtedy na terapii jak wybiegł z sali, żeby sobie poszedł
                          na dobre.

                          No cóż brak mi siły do niego, emocjonalnie jestem wykończona.
                          • laps.0 Re: zanim umrę .. 29.03.09, 15:14
                            > Hipotetyczna sytuacja o której pisałam wczesniej zdarzyła si na
                            > prawdę. Na trzecim spotkaniu mąż w mpmencie gdy powiedziałam o jego
                            > przyjaciółce (to jej i jego okreslenie) wybiegł z sali z krzykiem,
                            > ze nie będzie chodził na zadna terapię, bo ja na niego wymyslam.

                            bo ma dosyć Ciebie zaborcza kretynko i tego całego śledztwa
                            zdziwiłabym się gdyby okazało się, że nie ma jeszcze spakowanych walizek.
                            • malwa.aa Re: zanim umrę .. 29.03.09, 15:18
                              laps.0 napisał:
                              > bo ma dosyć Ciebie zaborcza kretynko i tego całego śledztwa

                              A jakim prawem ty mnie tak obrażasz? Nie potrafisz wyrazić swojej
                              opinii w sposób cywilizowany? Tyle emocji w tobie wzbudza to co
                              piszę? Może jesteś osobą bezpośrednio zainteresowaną?
                              • laps.0 Re: zanim umrę .. 29.03.09, 15:53
                                > A jakim prawem ty mnie tak obrażasz?
                                jak obrażam? Nikt Cię nigdy dobrze nie obraził, czy krótko jesteś na forum?

                                Nie potrafisz wyrazić swojej
                                > opinii w sposób cywilizowany?
                                nie

                                Tyle emocji w tobie wzbudza to co
                                > piszę? Może jesteś osobą bezpośrednio zainteresowaną?
                                Bezpośrednie zetknięcie się z invidią zmienia nie do poznania ( żeby było
                                śmieszniej ze strony osoby, z którą rozmawiałam całe 1,5 h godziny w realu -
                                szybko się przywiązuje hloopak )

                                pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Otella
                                proszę Słoneczko link specjalnie dla Ciebie

                                Macie tam gdzieś listonosza, czy listonoszkę?
                                • malwa.aa Re: zanim umrę .. 29.03.09, 16:14
                                  Poza tym uwazam, że Twój komentaż był nie na temat, a niby dotyczył
                                  zachowania męża na terapii. On uciekł, stwierdzajac, ze ja kłamię ,
                                  chciał wymusić - że albo nie rozmawiamy o tamtej sprawie, albo on
                                  odchodzi z terapii. Ja uważam, ze jest to przynajmniej brak
                                  odpowiedzialnosci.
                      • malwa.aa Re: zanim umrę .. 29.03.09, 15:01
                        Leda, a co to jest zaborczość? Sama bardzo ładnie napisałas w
                        któryms poście, że dla Twojego faceta masz liczyc się tylko Ty, a
                        cała reszta kobiet ma być daaaaleko w tyle.
                        To mi sie spodobało - ujęłaś tym wpisem sedno miłosci, jedyności i
                        wyjątkowości w związku. Ja tez tak postrzegam wierność w związku.
                        Wiec, czy ja zaborczość okazuję kiedy mój mąż zbiliża sie z inna
                        kobietą, wchodzi w jakieś niejednoznaczne relacje, zależności?

                        A co do moje reakcji na wpisy niezgodne z moją sytuacją oraz
                        napastliwe. Wiesz, jeśli będą poparte faktami, jakimiś racjami to je
                        rozważę. Bo ja cały czas zastanawiam się, że może we mnie jest coś
                        co mnie zaslepia i nie widze ORAWDY. Więc konstruktywna krytyka jak
                        najbardziej - ale nie napaść.
                        Przyznam, kiedy jestem w dołku, to taka napaść jest nawet mi na
                        rekę, bo na moment "zapominam" o swoich problemach. Podobny skutek
                        uzyskuje jak idę na zakupy. Ale przecież tu nie o to chodzi, prawda?
                        • anka.ww Re: zanim umrę .. 30.03.09, 00:12
                          witaj malw.aa. Z doświadczenia wiem, ze z trollami lepiej nie rozmawiać, bo
                          tracisz swój cenny czas i zdrowie. Zależy ci na uzdrowieniu swojej sytuacji, czy
                          na marnowaniu energii w jałowych awanturach o nic? Oni mają na celu tylko cie
                          sprowokować i zrobić zamęt w głowie. Im wiekszy tym lepiej dla nich, a gorzej
                          dla ciebie. Olewaj to i nie odpisuj na ich zaczepki. Skup sie na sprawie. masz
                          tylko jedno życie, jedno zdrowie.

                          twój mąż mnie zadziwia. Jesli miałby czyste sumienie zachowałby spokój. Na
                          terapii oboje jesteście jakby w stanie zawieszenia broni. Nawet jeśli
                          (hipotetycznie) oskarżałabyś go fałszywie, to terapia i rola psychoterapeuty
                          jest taka, by znaleźć źródło twojego błędnego mniemania w tobie, w jakiś twoich
                          zapętleniach. I twoj mąż powinien na to cierpliwie poczekać.
                          Albo jest sfrustrowany twoim narzekaniem i trzeba dać mu czas, zeby zaakceptował
                          twój niepokój, albo... rzeczywiście cię zdradził.
                          Jednak napisałaś: "W domu zaś przy jakiejś kłótni wykrzyczał mi, dlaczego nie
                          powiedziałam wtedy na terapii jak wybiegł z sali, żeby sobie poszedł na dobre."
                          To zadanie wzbudza moje zastanowienie. Czy on przypadkiem nie sugeruje ci abyś
                          go zostawiła? Moze on tego właśnie chce? tylko woli zebyś ty to zrobiła? ale to
                          tylko moje przypuszczenia.

                          Spróbuj powiedzieć cos takiego:
                          Mężu, chcę (tak, chcę!) ci wierzyć, że mnie nie zdradziłeś, jednak obecnie
                          jeszcze nie jestem w stanie. W związku z tym mam prośbę: czy mógłbyś przez jakiś
                          czas puszczać mimo uszu to, ze cie fałszywie oskarżam? Poprostu się boję. Jednak
                          chcę, zebyś towarzyszył mi w tej terapii i wspierał mnie, bo wierzę że ta
                          terapia pomoże mi w przywróceniu zaufania do ciebie. proszę cię o bycie przy
                          mnie, o cierpliwe wsparcie i ignorowanie moich prawdopodobnie fałszywych oskarżeń.

                          Być może taka postawa uleczy stopniowo jego frustracje.
                          Natomiast jeśli on chce za wszelką cenę od ciebie odejść, to nie zgodzi się na
                          twoją prośbę.
                          Wtedy przynajmniej sprawa będzie dla ciebie jasna.

                          Czy rozmawiałaś z terapeutą po wyjściu męza? Zostałaś w sali? Mam nadzieję, że
                          przynajmniej terapeuta wsparł cię w tamtej sytuacji. Może on już coś wie. Nawet
                          jeśli twój mąż nie będzie chciał już chodzić na terapie, to ty nie rezygnuj.
                          Ważne że tobie samej to pomoże :)
                          Pozdrawiam!


                          • malwa.aa Re: zanim umrę .. 31.03.09, 15:18
                            Dzięki anka. Jak rozpoznać trolla? Nie mam doświadczenia i sądziłam, że jeśli
                            ktoś rozpisuje się na forum, to chce pomóc, wskazać jakiś błąd ...Jednak
                            przekonuję się, że niektórzy piszą jakby chcieli jeszcze dobić człowieka. Pewno
                            czerpią z tego satysfakcję.

                            Przeczytałam wczoraj mężowi twoją wypowiedź, a on wściekł się. Choć
                            wytłumaczyłam mu, że potrzebuję z nim rozmawiać, by "zobaczyć" prawdę, bo różne
                            słowa, zachowania odbieram jako ukrywanie faktów Krzyczał, ze nic ode mnie nie
                            chce, a jeśli by miał odejść to z tego świata.
                            Krzyczał, ze nie ma już siły ze mną rozmawiać.
                            Lecz niestety ma bardzo dużo siły na kłótnie, odwracanie kota ogonem, zmianę
                            tematu, unikanie odpowiedzi, atakowanie, grożenie, straszenie, obrażanie, histerie.
                            Taką postawę przyjmuje od dawna, a ja motam się ze sprzecznościami. Największą
                            trudność sprawia mi fakt jego nieszczerości i braku empatyczności. Nie jestem w
                            stanie mu zaufać.

                            Na terapię chodzimy nadal, pani terapeutka skłoniła go do powrotu. Tylko w tym
                            jeszcze moja (nikła) nadzieja, bo ja nie potrafię udawać ani spokojnej, ani
                            szczęśliwej, ani że ufam i wierzę w uczciwość w obecnej sytuacji
                            • anka.ww Re: zanim umrę .. 02.04.09, 13:54

                              jak rozpoznać trolla?
                              myślę, że sama wiesz najlepiej. udowodniłaś to w którymś z powyższych twoich
                              postów. jeśli ktoś cie fałszywie oskarża, atakuje...wyczuwasz to.
                              jak można potępić człowieka, który szuka pomocy?
                              w twoich postach nie zauważyłam negatywnych intencji, a troll będzie próbował ci
                              to wmówić.
                              bezpodstawną krytyką jeszcze nikt nikomu nie pomógł w rozwiązaniu jego
                              problemu.żaden psycholog tak nie robi.
                              pozostaje ci tylko konsekwentnie ich ignorować. żadnego odpierania ataków i
                              wchodzenia w dyskusje.

                              jeśli chodzi o twojego męża, to musi być on bardzo nieszczęsliwy i wewnętrznie
                              niepoukładany.
                              Jeśli prawdziwe są wszystkie twoje słowa o jego zachowaniu: "kłótnie, odwracanie
                              kota ogonem, zmiany tematu, unikanie odpowiedzi, atakowanie, grożenie,
                              straszenie, obrażanie, histeria, nieszczerość", to bardzo ci współczuję.
                              niestety twój mąż stosuje metody, które można nazwać przemocą domową, a
                              konkretnie przemocą psychiczną. szczególnie atakowanie, grożenie, straszenie,
                              obrażanie, to są metody które są prawnie zabronione.
                              wpisz sobie w googlach hasło przemoc psychiczna albo przemoc domowa. możesz też
                              skontaktować sie telefonicznie z psychologiem. numer telefonu znajdziesz na tej
                              stronie www.niebieskalinia.pl

                              poszperaj też na tym forum, na którym jesteśmy, w archiwalnych wątkach, ponieważ
                              takie tematy sie często powtarzały.
                              jest cały wachlarz zachowań ludzkich, które mają na celu zyskanie przewagi
                              psychicznej nad drugim człowiekiem, często wrażliwym, potrzebującym akceptacji.
                              poszukaj też na forach kobiecych na temat przemocy psychicznej.

                              bardzo ważne jest (!), żebyś zgłębiła ten temat dość gruntownie, bo on pozwoli
                              ci nauczyć się wyczuwać na odległość toksyczne zachowania. ta wiedza uchroni cię
                              przed wikłaniem się w nierówne układy. świadomość tych spraw będzie twoim
                              sprzymierzeńcem. poczytaj też o asertywności.

                              twój mąż świetnie wie o twojej słabosci do niego (miłości) i nie waha się żeby
                              to wykorzystywać.
                              kochaj go bo to piękne, ale nie niszcz siebie. zdrowa miłość nie jest
                              równoznaczna z samounicestwieniem się.
                              twój mąż wie, ze "czegoś" od niego potrzebujesz. kiedy przestaniesz potrzebować,
                              wtedy straci psychiczną władzę nad tobą.

                              spróbuj wyciszyć się, uporządkować swoje wnętrze, ponieważ bałagan który został
                              wytworzony w twojej głowie przez niejasne komunikaty twojego męża napewno ci nie
                              pomaga.

                              otaczaj się tym co cię wspiera; spokojem, łagodnością, radością, przyjaciółmi,
                              książkami, wiedzą, psychologią, medytacją lub czymkolwiek, co pozytywnie na
                              ciebie działa, co sprawia ci radość - tym wszystkim co cię buduje i ma moc
                              przywracania równowagi wewnętrznej.

                              mam nadzieję, że uda wam się dojść do porozumienia i przywrócić harmonię w
                              waszym związku, tego wam życzę :)


                              • anka.ww Re: zanim umrę .. 02.04.09, 14:01

                                mężu malwy, na zaufanie drugiej osoby trzeba długo pracować.
                                gwałtowność i krzyk nic tu nie da, a tylko popsuje.
                                polecam wiecej cierpliwości i łagodnosci względem niej.
                                żona to nie jest worek do psychicznego wyładowywania sie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka