fizula
31.01.05, 22:42
Oj, gorąco było u nas! Tzn. 39,9 stopni C (i to po odjęciu kresek). Gorąco
się trzymało nas piątek, sobota i część niedzieli. I jakie sobie lekarstwo
zaaplikował mój maluch? Oczywiście zaczął ssać na okrągło, chociaż wcześniej
już potrafił się obyć bez piersi niemal cały dzień. Taki mały a skąd on wie o
tych immunoglobulinach, ciałach odpornościowych zawartych w mleku mamy? Tak
samo moja Lidunia, gdy była jeszcze aktywnym ssakiem spędzała czas chorób:
przy piersi. W sumie nie powinnam się dziwić, bo jeszcze z czasu studiów
pamiętam o eksperymencie, który przeprowadzono na małych dzieciach. Miały one
podawane do wyboru najróżniejsze jedzenie, mogły zjadać, co tylko żywnie im
się podobało i ile im się podobało. Część z tych dzieci miało krzywicę i co
ciekawe, to te maluchy z własnej inicjatywy piły sobie tran (aż do
wyleczenia). Także pamiętając o tym staram się nie zmuszać mojej dziatwy do
jedzenia jakiś szczególnych dań (chociaż czasami namawiam, że jak nie chce
zjeść, to niech chociaż spróbuje) i generalnie ufam, że dzieci wiedzą, czego
potrzebują do rozwoju (dopóki nie zostaną przyzwyczajone do chipsów, słodyczy
itp.). Także moje ukochane Danio (czyt. Danielek) wróciło na czas choroby do
odżywiania się głównie moim mleczkiem. Przez te trzy dni pędził sobie żywot
naręcznego ssaka, bo wykończony gorączką nie miał też siły chodzić, a kazał
się nosić. W takich chwilach choroby lepiej sobie zdaję sprawę, że te nasze
dzieciątka tak na prawdę jeszcze mają bardzo delikatny, rozwijający się układ
odpornościowy i dobrze jest go wspomóc po matczynemu. W jednym z artykułów,
które dała mi Monika_ Oli przedstawiony był paradoks, że mamy odstawiają od
piersi, a niedługo potem zaczynają szukać preparatów uodparniających, nowych
szczepionek. Podczas gdy same były dla dziecka żywą szczepionką dopóki go
karmiły piersią.
W ubiegłym tygodniu mieliśmy z mężem przykład, jak teraz zjadliwe są wirusy.
Mąż był na pogrzebie 5-latka, który zmarł z powodu...ospy wietrznej (a
zdawałoby się, że takie duże odporne dziecko). Gdy przyszedł do nas lekarz
(do Danielka) powiedział, że ostanio były jeszcze dwa takie przypadki w
naszym mieście. W tym jeden, gdy matka poszła zarazić dziecko ospą, żeby
przechorowało i się uodporniło. Trochę straszne przykłady, ale prawdziwe
niestety.
A jak u Was? Sami zdrowi? Moja młodsza latorośl niestety bardzo często
choruje, głównie z powodu wrodzonego przerośniętego trzeciego migdała. Tak
więc karmienie piersią pozwala nie tyle mu nie chorować, co wychodzić z
chorób obronną ręką, bez antybiotyków, bez szpitala itd. Dzięki Bogu!
Bywajcie zdrowe, kochane mamusie i lube ssaczki! (Odezwijcie się, bo mam
wrażenie, że czasem na tym forum gadam sama ze sobą).
Iza