Gość: zdenka55
IP: 195.10.3.*
03.03.05, 15:04
szukam pocieszenia. od kilku lat juz mecza mnie wypryski na mojej twarzy.
zaczelo sie kiedy przestalam brac tabletki, pozniej bralam je znowu, ale cera
nigdy nie wrocila do stanu bardzo dobrego. czasem jest lepiej - wtedy mam
nadzieje ze w koncu to wszystko sie skonczy, a czasem po prostu nie chce mi
sie wyjsc z domu po spojrzeniu w lustro z rana. to co dzieje sie na twarzy
wyznacza moje nastroje i zaczyna nawet wplywac na moje zycie towarzyskie. nie
chce poznawac nowych ludzi, nie chce wychodzic kiedy moja skora
zaczyna 'szalec'. probowalam wielu rzeczy - masa roznych kosmetykow, masci,
kwasy, witaminy - teraz jestem na wielkich dawkach antybiotyku+Dianette. nie
bardzo sie przejmuje teraz ze antybiotyki maja skutki uboczne - chce sie w
koncu pozbyc tego paskudztwa. mam dosyc tej walki i jesli to nie poskutkuje
to chyba nawet sprobuje roaccutane.
wiekszosc ludzi nie rozumie jak bardzo tradzik wplywa na samopoczucie ludzi
nim dotknietych - 'o jakie ty masz problemy - dwa pryszcze, ciesz sie ze nie
masz raka' - takie komentarze moge uslyszec. nie rozumieja ze czlowiek
zaczyna zamykac sie w sobie, ma czasem dosyc, draznia go lustra w centrach
handlowych.
jak sobie dziewczyny z tym radzicie? ja nawet jak jest juz dobrze z moja
skora to ciagle mysle ze na pewno znow sie pogorszy.
mam dosyc czasami.