jetpack
28.05.06, 12:55
Wiedziałam, że to zbyt piękne by mogło być prawdziwe…
Wiele wycierpiałam z powodu trądziku. Wiele razy się leczyłam jednak szybko
zniechęcałam nie widząc efektów. Tym razem było inaczej. Postanowiłam być
cierpliwa. I byłam.
Kurację rozpoczęłam październik/ listopad. Byłam zawzięta i uparta, bo
wiedziałam, że od tego jak będzie wyglądać moja cera zależy moje być albo nie
być, przyszłość i spełnienie marzeń. Ktoś może pomyśleć, jaki wpływ na to
wszystko mogą mieć pryszcze. Otóż w zawodzie, który wykonuję gładka buzia jest
rzeczą istotną.
Zaczynając leczenie byłam bardzo optymistycznie nastawiona. Wyobrażałam sobie
jak to będzie móc bez wstydu spiąć włosy, spojrzeć komuś w oczy i nie musieć
liczyć kolejnych nowych ‘niespodzianek’ na twarzy.
W pierwszej fazie stosowałam Aknemycin Plus. Początkowo, wiadomo pogorszenie.
Potem skóra wróciła to stanu sprzed rozpoczęcie kuracji i jakby zatrzymała się
w miejscu, z tym, że dodatkowo zaczęła się łuszczyć, schodzić i była ogólnie
podrażniona i zaczerwieniona.
Myślałam, ok. minie.
I tak po 6 miesiącach kuracji Aknemycinem Plus, po tym jak p. doktor nie
zobaczyła poprawy a pogorszenie, wreszcie zmieniła mi lek. Tym razem padło na
Zorac. Ponoć najsilniejszy w tej grupie leków. Pomyślałam, wytrzymam, teraz na
pewno będzie dobrze.
I co? Jest jeszcze gorzej. Moja skóra chyba nigdy nie była w takim stanie.
Zaczerwieniona, swędząca, ściągnięta, schodząca i nawet ciut napuchnięta. Ale
to nie wszystko. Pełno na niej zaskórników, a oprócz tego masa dużych, ropnych
krost.
Teraz to się załamałam. Nie chcę usłyszeć, że nie zostanę zaangażowana do
spektaklu z powodu stanu skóry… ;-(
Nie po 7 miesiącach intensywnej walki z tym świństwem i to pod okiem p. doktor…
Co mam zrobić? We wtorek mam wizytę u dermatologa. Co jej powiedzieć?
Powoli zaczynam się załamywać i wątpić we wszystko… ;-(