voodoo.doll
18.04.08, 10:24
Mam taka jedna kolezanke, ktora jest bardzo brzydka. Nazwijmy ja np. Magda.
Problem w tym, ze Magda zachowuje sie tak, jakby uwazala sie za krolowa
pieknosci. Zawsze robi staranny, dosc mocny makijaz, troche jej on pomaga ale
i tak pozostaje brzydka. Skad u niej, waszym zdaniem, taka pewnosc siebie. Ja
i inne moje kolezanki nie mozemy tego zrozumiec. Nie jest to zazdrosc, bo same
jestesmy co najmniej przecietnej urody, zdarzaja sie tez wsrod nas bardzo
ladne dziewczyny i nie musimy jej zazdroscic. Pisze to, bo zaraz pewnie
posypia sie opinie, ze jej zazdroscimy. Wcale tak nie jest. Czasem
porozumiewawczo spogladamy tylko na siebie i smiejemy sie z Magdy, gdy swoja
postawa daje nam do zrozumienia, ze czuje sie bardzo ladna i atrakcyjna. Ona
jest ladna wylacznie dla siebie. Nie ma w ogole powodzenia u facetow.
Jak myslicie, czy powinnismy Magdzie zwrocic uwage, ze jej mniemanie o sobie
jest bledne, ze naraza sie na smiesznosc? Skad sie w ogole bierze takie
mniemanie o sobie u brzydkich ludzi. I nie piszcie, ze uroda jest pojeciem
wzglednym, bo nikt nie uwaza Magdy za ladna. To taka "uroda", o ktorej mozna
obiektywnie powiedziec, ze jest brzydka. Nie tylko twarz. Od pasa w dol nie
jest najszczuplejsza, choc gruba tez nie jest.