ghost25 22.10.05, 18:58 Rozczulające,miłość do żydów i muzułman.Prawie się popłakałem. wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1356&wid=8054063&rfbaw Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
0golone_jajka kościół upada 22.10.05, 20:48 Poza tym kościelny beton opowiedział się za brakiem zmian. Kościół upada. Powinniśmy się radować. Odpowiedz Link
kociak40 Re: kościół upada 23.10.05, 01:52 Ma Pan chyba na myśli kościół jako instytucję, z tym się zgadzam, wszystkie deprawacje wiary biorą się właśnie z tej instytucji, dla której najważniejszym celem jest własne istnienie materialne. Jeśli ta instytucja nie chce się zreformować, to powinna jak najszybciej upaść. Prawdziwy kosciół, czyli wiara, jest w "sercach wiernych" (przepraszam za zbyt górnolotne określenie) i ten będzie istniał zawsze, ta instytucja wymieniona na wstępie, tylko deprawuje wiarę, sprowadza "na manowce", powoduje konflikty, czyli wszelkie zło wynikające z religii. Chyba nie ma co żałować, że tak się dzieje, czym prędzej to lepiej. Odpowiedz Link
grgkh Re: kościół upada 23.10.05, 03:43 Wiara? Pewien chwilowy stan ducha? Bo to przecież nic stałego. Jak można "wszystko" budować na takiej ulotności? )) Odpowiedz Link
kociak40 Re: kościół upada 23.10.05, 04:49 Wiara jest jakby potrzebą danego człowieka, to ta potrzeba sprawia, że chcemy być wierzącymi, wybieramy sobie religię, czyli doktrynę i jest to nasz świadomy wybór. Oczywiście, może być on w dwie strony, można być wierzącym i przestać lub odwrotnie. To zależy od nas samych. Dokąd będą takie potrzeby u ludzi, będzie też i wiara, a takie będą zawsze. Religie mogą się zmieniać, upadać, tworzyć inne, ale ta potrzeba będzie zawsze. Dlaczego? bo człowiek będzie stał przed problemem własnego istnienia. Pan też ma wiarę w pewnym sensie, że "zrobiło się to samo", to jest pana dogmat, na ktorym opiera pan swoją wiarę, ale nie każdemu to wystarcza, potrzeby są różne, dla jednego "zrobi się to samo" dla drugiego, ma to inne brzmienie. Odpowiedz Link
grgkh Skąd i po co wiara 23.10.05, 15:23 kociak40 napisał: > Wiara jest jakby potrzebą danego człowieka, > to ta potrzeba sprawia, że chcemy być > wierzącymi, wybieramy sobie religię, > czyli doktrynę i jest to nasz świadomy wybór. > Oczywiście, może być on w dwie strony, > można być wierzącym i przestać lub odwrotnie. > To zależy od nas samych. > Dokąd będą takie potrzeby u ludzi, > będzie też i wiara, a takie będą zawsze. > Religie mogą się zmieniać, upadać, > tworzyć inne, ale ta potrzeba będzie zawsze. > Dlaczego? bo człowiek będzie stał > przed problemem własnego istnienia. > Pan też ma wiarę w pewnym sensie, > że "zrobiło się to samo", to jest pana > dogmat, na ktorym opiera pan swoją wiarę, > ale nie każdemu to wystarcza, > potrzeby są różne, dla jednego "zrobi się > to samo" dla drugiego, ma to inne > brzmienie. Ej, to nie tak. Podstawy masz dobre, ale wnioski wyciągasz "jedynie słuszne". Wiara ma dwie przyczyny - próba wyjasnienia wszystkiego (sensu życia, świata itp), oraz potrzebę posiadania autorytetu, wzorca postępowania, siły, której można się podporządkować. Pierwsze musi się opierać na metodzie wyjaśniania co, jak i dlaczego. I tu można przyjąć wolność, światopogląd naukowy, który może absolutnie wszystko odrzucać albo założyć sobie jakiś dogmat i nie pozwalać na jego odrzucenie. Ja wybrałem naukę. Wiadomo, na jakich zasadach ona działa. Mój pogląd o pochodzeniu świata jest jednym z wielu, a wybrałem go, bo jak narazie nie istnieje nic, co mogłoby go podważyć i jest niesłychanie prosty, prymitywny i nie używa żadnych bytów zbędnych. Jesli znajdę coś lepszego, to sobie ten pogląd wymienię. Tak więc nie możesz mi zarzucać posiadania jakiejś "wiary", bo wiara to dogmat. Drugie wynika z tego, że funkcjonujemy "w czasie", zmieniając się w nim (nie jesteśmy od razu i na zawsze zdefiniowani pod względem tego, co się składa na naszą osobowość) oraz nie jesteśmy sami, bo istnieją inne byty, do nas podobne. W tej zbiorowości MUSZĄ istnieć relacje podporządkowania. Stąd właśnie się biorą "autorytety" oraz hierarchie rodzinne i inne społeczne, o szerszym zasięgu. Ponieważ każdy nasz przodek miał jakieś "swoje miejsce", więc ludzka psychika dostosowywała się w czasie ewolucji do tego układu. Od dziecka mamy autorytet rodziców (starszych), ale są także układy równoległe - rówieśnicze, środowiskowe. Ta naturalna potrzeba istnienia w strukturach i podporządkowania się, gdy trafi na "ideał" boga, akceptuje go "umieszcza" u podstaw naszego rozumienia zalezności w świecie. Każde dziecko ma czas buntu, ale jest on tłumiony i gdy się to odbędzie zbyt dokładnie, to potrzeba niezależności znika, a pojawia się potrzeba opieki (jak od rodziców) i autorytetu moralnego (od nadistoty, bo wtedy własna moralność jest dobrze uzasadniona). I tak to działa. Proste? Gdy sobie z tego zdamy sprawę, możemy bardziej niezaleznie, intensyweniej odczuwać naszą wolność w myśleniu i działaniu. Aha. I mam pytania specjalnie do Ciebie... 1) Twierdzisz, że ja mam "jakąś" wiarę , że jestem od czegoś zależny - na jakiej podstawie? 2) Przedstawiłem powyżej pogląd na dość rozległe sprawy. Może nie zawiera on wszystkiego, co należałoby powiedzieć, ale starałem się dokonać jakiejś pobieżnej analizy i syntezy. Wynikają z niego pewne wnioski - bogowie są zbędni, ale jasno widać "skąd" się biorą i dlaczego wciąż trwają. Czy widzisz w tym poglądzie fałsz lub jakieś luki, które by go podważały i pozwalały przyjąć inny, sprzeczny w stosunku do niego? Jeśli nie, to czy byłbyś skłonny zaakceptować go jako "swój"? A jeśli nie nadaje się do akceptacji przez Ciebie, to dlaczego? Czy nad tym "dokładnie" zastanawiałeś się? Czy myślałeś "skąd" to się u Ciebie bierze? Moja wolność w wyborach polega nie na tym, że przyjmuję sobie "co bądź", ale na tym, że wyszukuję do przyjęcia coś najprostszego i najbardziej wiarygodnego... ... czego wszystkim, dla wspólnej korzyści, życzyłbym. )) Pozdrawiam, Zbyszek (to dlatego, że nie używam formy "pan", która wydaje mi się tutaj nieco sztywna) Odpowiedz Link
ghost25 Re: Synod Biskupi 23.10.05, 10:12 wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2980653.html Odpowiedz Link
bartosz_kania Re: Synod Biskupi 23.10.05, 12:17 A miała być jakaś rewolucja. A ja raczej widzę utrzymanie (nieświeżej) konserwy. Nie przyczyni się to moim zdaniem do wzrostu popularności upadającego katolicyzmu. Odpowiedz Link