Dodaj do ulubionych

Mesjasz Moon

25.10.05, 19:33
Kto z was ogladał wiadomosci na TVN - gdzie była mowa o mesjaszu z Koreii
Moonie ? Najlepsza była wypowiedż księdza katolickiego,który ostrzegł
między innymi,że sekta ta chce wykorzystywać ludzką łatwowierność,oraz
wyłudzić pieniądze.Ledwie dobiegłem do WC,ale i tak majtki musiałem zmienić
popuściłem ze śmiechu.Za słaby pęcherz mam.
Obserwuj wątek
    • celsusz Re: Mesjasz Moon 25.10.05, 19:41
      Link o tej sekcie:www.kulty.info/art/239
      • celsusz Re: Mesjasz Moon 25.10.05, 19:45
        Jeszcze dwa linki:
        www.wprost.pl/drukuj/?O=12294
        www.opoka.org.pl/varia/sekty/mesjasze_3.html
        • billy.the.kid Re: Mesjasz Moon 25.10.05, 20:27
          bardzo sympatyczny bałagan. tak po mojemu trochę lepszy od czarnych łobuzów.
        • chelseaa Re Świadkowie Moon 25.10.05, 20:28
          Sekciarz lgnie do sekciarza

          apologetyka.com/aktualnosci/news_item.2005-08-04.2636482659
          • celsusz Re: Re Świadkowie Moon 25.10.05, 21:19
            A tak gwoli ścisłości - chelseaa.Czy chrześcijaństwo jest sektą czy nie?
            • chelseaa Re: Re Świadkowie Moon 25.10.05, 21:42
              celsusz napisał:

              > A tak gwoli ścisłości - chelseaa.Czy chrześcijaństwo jest sektą czy nie?
              '''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
              Sekta to podgrupa religijna , czyli chrześcijaństwo sektą być nie może.
              • celsusz Re: Re Świadkowie Moon 25.10.05, 21:50
                Tak,a z jakiej religii wywodzi się chrześcijaństwo?
                Poczytaj sobie trochę.
                Słowo „sekta” zawsze wzbudzało emocje. Pamiętajmy, że oficjalna hierarchia
                kościelna od wieków pracuje nad tym, aby samo nazywanie jakiegoś ruchu sektą
                było równoznaczne z jego negatywną oceną. Nie jest, więc przypadkiem, że
                wszelkie przejawiające się na danym obszarze nowe ruchy religijne są natychmiast
                nazywane sektami. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy są to duże, zarejestrowane i
                działające oficjalnie kościoły – jak to jest choćby w przypadku Świadków Jehowy
                albo Ruchu Świadomości Kryszny. Na nic się zdają protesty ani powoływanie się na
                wolność wyznania. Dla panującego kościoła konkurencja pozostaje sektą, bo tak
                jest wygodniej i łatwiej przekonać ludzi, że mają do czynienia z czymś złym albo
                przynajmniej podejrzanym. Inna sprawa, że rzeczywiście wiele nowych ruchów
                religijnych posługuje się metodami, co najmniej dyskusyjnymi, a cele ich
                działania mnie zawsze są zgodne z ogólnie przyjętymi pojęciami dobra i normami
                współżycia w społeczeństwie. Przyjrzyjmy się, zatem cechom, które powszechnie
                uznawane są za wyróżniki sekciarstwa i porównajmy je z chrześcijaństwem.
                Na czele sekty obowiązkowo musi stać mistrz. Nazywany jest różnie: guru,
                nauczyciel, pan, prorok, ojciec, święty… Mistrz dysponuje pełnia wiedzy, zna
                całą prawdę i jako jedyny ma prawo kierować życiem swoich wyznawców. W tej
                sytuacji nikogo nie powinno chyba dziwić, że jest uznawany za osobę świętą,
                bożego syna, a w skrajnych przypadkach wręcz bóstwo. W młodych, małych sektach
                mistrz jest zazwyczaj konkretną osobą, ale z czasem nawet on umiera albo
                „odchodzi, znika, przechodzi na inną płaszczyznę bytowania, wstępuje do nieba…”.
                Wtedy sekta oficjalnie nadal czci nieobecnego mistrza, ale jego władzę i
                uprawnienia przejmują realnie żyjący następcy.
                Przyjrzyjmy się, zatem grupie Jezusa. Założycielem i mistrzem jest
                oczywiście Jezus. Wielokrotnie mówi o tym, że jako jedyny zna całą prawdę i sam
                siebie nazywa Synem Bożym (Mt 16, 13-20). Sowicie rozdziela pouczenia i
                potępienia, a uczniów uważa za narzędzie wykonujące jego wolę (Mk 8 34-38). Jak
                większość guru nie umiera zwyczajnie, bo przecież spełnia proroctwa mesjańskie i
                po trzech dniach zmartwychwstaje, aby wstąpić do nieba. Jego wyznawcy wierzą, że
                z nieba nadal duchowo przewodzi swemu kościołowi, chociaż rzeczywistą władzę
                sprawują ziemscy przedstawiciele Jezusa, czyli biskupi, patriarchowie i papieże.
                Ci ostatni, jako następcy mistrza, posunęli się nawet do uznania siebie za
                nieomylnych.
                • chelseaa Re: Re Świadkowie Moon 25.10.05, 22:55
                  ). celsusz :
                  Przyjrzyjmy się, zatem cechom, które powszechnie
                  > uznawane są za wyróżniki sekciarstwa i porównajmy je z chrześcijaństwem.
                  > Na czele sekty obowiązkowo musi stać mistrz. Nazywany jest różnie: guru,
                  > nauczyciel, pan, prorok, ojciec, święty… Mistrz dysponuje pełnia wiedzy,
                  > zna
                  > całą prawdę i jako jedyny ma prawo kierować życiem swoich wyznawców

                  '''''''''''''''''''''''''''''''''''
                  "jako jedyny ma prawo kierować życiem swoich wyznawców.."

                  Bóg wskazuje drogę , ale to człoweiek wybiera w którym kierunku chce podążać
                  i taka jest różnica między Nim , a guru sekty
                  ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
                  Założycielem i mistrzem jest
                  > oczywiście Jezus. Wielokrotnie mówi o tym, że jako jedyny zna całą prawdę i
                  sam
                  > siebie nazywa Synem Bożym (Mt 16, 13-20). Sowicie rozdziela pouczenia i
                  > potępienia, a uczniów uważa za narzędzie wykonujące jego wolę (Mk 8 34-38).
                  Jak
                  > większość guru nie umiera zwyczajnie, bo przecież spełnia proroctwa
                  mesjańskie
                  ''''''''''''''''''''''''''''
                  O ile dobrze pamiętam , to Chrystus chyba ani razu nie powiedział sam o sobie
                  jestem Synem Bożym , a Mt 16,13-20 - Jezus pyta " A wy za kogo Mnie uważacie?
                  i wtedy Piotr ( a nie Jezus) powiadział "Ty jesteś Mesjasz , Syn Boga żywego"
                  "Więc ty jesteś Synem Bożym ?>> Odpowiedział im :<< Sami mówicie , że ja
                  jestem>> (Łk 23,46)
                  ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
                  uczniów uważa za narzędzie wykonujące jego wolę (Mk 8 34-38).

                  To chyba jakaś pomyłka , bo Mk 8 34-38 jest o naśladowaniu Jezusa i
                  skierowany do tłumu , a nie tylko uczniów ..
                  ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
                  • celsusz Re: Re Świadkowie Moon 25.10.05, 23:56
                    uczniów uważa za narzędzie wykonujące jego wolę (Mk 8 34-38).

                    To chyba jakaś pomyłka , bo Mk 8 34-38 jest o naśladowaniu Jezusa i
                    skierowany do tłumu , a nie tylko uczniów ..

                    Pomyłka? Chyba Twoja..

                    Mk.34 A przywoławszy lud wraz z uczniami swoimi rzekł im.Jeśli kto chce pójść
                    za mną,niech się zaprze samego siebie i weżmie krzyż swój i naśladuje
                    mnie. Mk.35-38 mogę ci również zacytować.
                    Nie znasz ewangelii,nie znasz określenia sekty.Jedynie co potrafisz to być
                    złośliwa.Czy ja ukrywałem,że kopiuję ? podałem autora tekstu.
                    Powtarzasz głupoty,którymi karmiono cię od dziecka.Najprościej zarzucić komuś
                    że nie wiadomo czy czytał.Kopiowałem bo oszczędzam sobie czas.
                    A to, co ja wiem na temat chrześcijaństwa tobie się może tylko marzyć.
                    • chelseaa Re: Re Świadkowie Moon 26.10.05, 13:18
                      Mk.34 A przywoławszy lud wraz z uczniami swoimi rzekł im.Jeśli kto chce pójść
                      > za mną,niech się zaprze samego siebie i weżmie krzyż swój i naśladuje
                      > mnie.
                      ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,

                      "> uczniów uważa za narzędzie wykonujące jego wolę " - (Mk 8 34-38)
                      Przeczytałeś to między wierszami ? wink

                      Słowo " jeśli " wskazuje na możliwość wyboru
                      ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
                      > A to, co ja wiem na temat chrześcijaństwa tobie się może tylko marzyć.
                      '''''''''''''''''''
                      ...skoro wiesz , to po co podpierasz się cudzą wiedzą i tekstami ? wink
                      • celsusz Re: Re Świadkowie Moon 26.10.05, 13:46
                        Po to żeby ci szybko odpowiedzieć,wiedzę zaś czerpie się zawsze od kogoś.
                        Stać mnie na własne teksty i przemyślenia.Nie kryłem tego skąd ten tekst pochodzi.
                        Skąd czerpiesz wiedzę na temat np.ewangelii czy czasami nie z tekstu ewangelii ?
                        A stwierdzeniem,"to co ja wiem na temat chrześcijaństwa" chciałem ci po prostu
                        dokuczyć.Tak,jak ty dokuczasz innym.Howgh.
                        • chelseaa Różnica między Kościołem a sektą 26.10.05, 14:44
                          > A stwierdzeniem,"to co ja wiem na temat chrześcijaństwa" chciałem ci po prostu
                          > dokuczyć.Tak,jak ty dokuczasz innym.Howgh.
                          '''''''''''''''''''''''''''
                          ty to nazywasz dokuczaniem , a ja wyrażaniem swojego zdania , na tym polega
                          różnica wink chyba , że dokuczaniem nazywasz prowokowanie do myślenia wink
                          ''''''''''''''''''''''''''

                          Kościół a sekta ( tabela )

                          sekty.sluzew.dominikanie.pl/socj/4.html
                          • celsusz Re: Różnica między Kościołem a sektą 26.10.05, 16:47
                            chelseaa napisała:

                            > > A stwierdzeniem,"to co ja wiem na temat chrześcijaństwa" chciałem ci po p
                            > rostu
                            > > dokuczyć.Tak,jak ty dokuczasz innym.Howgh.
                            > '''''''''''''''''''''''''''
                            > ty to nazywasz dokuczaniem , a ja wyrażaniem swojego zdania , na tym polega
                            > różnica wink chyba , że dokuczaniem nazywasz prowokowanie do myślenia wink
                            > ''''''''''''''''''''''''''
                            >
                            > Kościół a sekta ( tabela )
                            >
                            > sekty.sluzew.dominikanie.pl/socj/4.html
                            --------------------------------------------------------------------

                            Mądry człowiek więcej uczy się od głupców, niż głupiec od mądrego.
                            • chelseaa Re: Różnica między Kościołem a sektą 26.10.05, 19:03


                              celsusz napisał:

                              > chelseaa napisała:
                              >
                              > > > A stwierdzeniem,"to co ja wiem na temat chrześcijaństwa" chciałem c
                              > i po p
                              > > rostu
                              > > > dokuczyć.Tak,jak ty dokuczasz innym.Howgh.
                              > > '''''''''''''''''''''''''''
                              > > ty to nazywasz dokuczaniem , a ja wyrażaniem swojego zdania , na tym po
                              > lega
                              > > różnica wink chyba , że dokuczaniem nazywasz prowokowanie do myślenia wink
                              > > ''''''''''''''''''''''''''
                              > >
                              > > Kościół a sekta ( tabela )
                              > >
                              > > sekty.sluzew.dominikanie.pl/socj/4.html
                              > --------------------------------------------------------------------
                              >
                              > Mądry człowiek więcej uczy się od głupców, niż głupiec od mądrego.
                              ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                              Dziękuję ci za naukę wink
                              ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                              "Ludzie dzielą się na trzy kategorie : na tych , którzy są mądrzy, którzy
                              chcą być mądrzy , i na tych , którzy myślą , że są mądrzy. Tych naturalnie jest
                              najwięcej " , do której z kategorii zaliczasz siebie ? wink
                              ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''

                              Nie wystarczy dużo wiedzieć, by być mądrym [Heraklit] ...
                              • celsusz Re: Różnica między Kościołem a sektą 27.10.05, 02:59
                                Ja zaliczam siebie do głupich.

                                Ten zaś,który wie,że jest głupi wcale taki głupi nie jest.
                                • chelseaa Re: Różnica między Kościołem a sektą 27.10.05, 10:27
                                  celsusz napisał:

                                  > Ja zaliczam siebie do głupich.
                                  >
                                  > Ten zaś,który wie,że jest głupi wcale taki głupi nie jest.
                                  >
                                  ''''''''''''''''''''''''''''''''
                                  szanuj bliżniego i siebie samego wink



                                  • celsusz Re: Różnica między Kościołem a sektą 27.10.05, 10:49
                                    Wczytaj się jeszcze raz w sens tego co napiasałem - może wyciągniesz
                                    inne wnioski.
                                    • chelseaa Re: Różnica między Kościołem a sektą 27.10.05, 10:55
                                      celsusz napisał:

                                      > Wczytaj się jeszcze raz w sens tego co napiasałem - może wyciągniesz
                                      > inne wnioski.
                                      >
                                      wyluzuj ...Twój nick zobowiązuje wink
                                      • celsusz Re: Różnica między Kościołem a sektą 27.10.05, 11:00
                                        Właściwie powinno być Celsus.(Stuknęło mi się żle i nie sprawdziłem)
                                        Widzę,że wiesz co to był za gość.Poglądy mam te same.
              • celsusz Re: Re Świadkowie Moon 25.10.05, 21:52
                Sekta jest grupą elitarną, ostro i wyraziście przeciwstawianą całej reszcie
                świata. Tylko w niej, z nią i przez nią można realizować swoje życiowe cele. A
                przypomnijmy sobie, ile to razy ewangeliczny Jezus mówił coś bardzo podobnego?
                On także starał się wpoić swoim uczniom przeświadczenie o ich szczególnej roli i
                wyjątkowym szczęściu należenia do jego grupy. Natomiast swoim przeciwnikom albo
                niewierzącym w jego posłannictwo Jezus obiecywał raczej niemiłą perspektywę
                potępienia (Mt 10, 14-15). Tę myśl kontynuują potem kościoły chrześcijańskie
                zapowiadając piekło dla pogan, heretyków i grzeszników.

                Sekty zwykle twierdzą, że wszystko zginie w kosmicznej katastrofie i nie ma
                od tego ucieczki. Oczywiście wyjątkiem jest nasza jedyna, wybrana grupa. Jak
                Arka Noego ocali z potopu tych, którzy się na niej znajdą. Pozostałych czeka
                nieuchronna zagłada. Według Jezusa taką właśnie arką jest wiara w niego (Mt 24,
                29-31; Łk 21, 25-28), a niewierzących spotka zguba. Grozi więc zagłada
                nieposłusznym (Łk 10, 13-16) i zapowiada bliski koniec świata. Nie przeszkadza
                chrześcijanom nawet ewidentna pomyłka Jezusa – proroka, który był przekonany, że
                sąd ostateczny nadejdzie jeszcze za życia wielu jego uczniów (Mt 16, 27-28; Łk
                21, 25-32), czego oczekiwał też Paweł (1.Kor 7, 29-31). Bardzo to przypomina
                setki podobnych – i też nieudanych – zapowiedzi końca świata, co ma nastąpić
                tuż, za miesiąc, rok czy już w przyszłym dziesięcioleciu. Jak dotąd żadna nie
                spełniła się. Mimo to chrześcijanie nadal oczekują jakiejś katastrofy na „koniec
                czasów”, choć teraz na ogół nie upierają się już, że stanie się to wkrótce,
                niedługo. Bóg ma wtedy zbawić wierzących i pognębić swoich przeciwników.

                Zwykle nauka sekty jest tak prosta i jasna, że przystępujący do niej
                doznaje wręcz olśnienia. Kilka oczywistych prawd tłumaczy nagle całą złożoność
                bytu. Nie ma już żadnych wątpliwości, wszystko jest zrozumiałe i układa się w
                spójną całość. Bywa, że objawia się człowiekowi coś, czego nie potrafił znaleźć
                przez całe dotychczasowe życie. A wszystko za sprawą kilku słów dobrego mistrza.
                Nie jest wcale przypadkiem, że sekty często pozyskują wyznawców pośród
                nieszczęśliwych, biednych, zagubionych, a przede wszystkim młodych i słabo
                wykształconych ludzi. Braki w wiedzy, niedoświadczenie i problemy z własną
                osobowością zwiększają podatność na sekciarskie wpływy.
                Jezus działa podobnie – głównie wśród prostego ludu. Większość czasu spędza
                w Galilei (był przecież Galilejczykiem), która w jego epoce była uważana za
                szczególnie zacofana i prowincjonalną część ziem żydowskich. Galilejczycy byli
                traktowani przez Judejczyków z pobłażaniem i wyższością, mówiono nawet, że z
                Galilei nie może być nic dobrego. Zdecydowana większość uczniów Jezusa to ludzie
                młodzi i niewykształceni, a więc tacy, których światopogląd albo jeszcze nie
                jest ukształtowany, albo brak mu solidnej podbudowy. Na ogół są to biedni
                mieszkańcy wsi.
                A co im proponuje Jezus? Każe tylko naśladować siebie (Mt 16, 24-26) oraz
                kochać Boga i bliźnich (Łk 10, 25-28). Wszystko inne odrzuca jako nieistotne.
                Zresztą dla prostych ludzi tamtej epoki praktycznie nie istnieją zagadnienia
                poznawcze, naukowe, filozoficzne czy artystyczne. Nie tego oczekują od Jezusa. A
                przy ograniczonym widzeniu świat jest, oczywiście, możliwe sformułowanie jednej,
                prostej i tak ogólnej, że zawsze słusznej prawdy. Zwłaszcza, jeśli ta prawda z
                premedytacją p[omija całą złożoność bytu, a ze swojej trywialności czyni cnotę.
                Zahukany, zagubiony i cierpiący prosty człowiek słyszy nagle z ust proroka, że
                wcale nie trzeba mieć wiedzy, żeby poznać i zrozumieć funkcjonowanie świata.
                Jezus wręcz preferuje nieuctwo, a potępia wiedzę (Mt 11, 25-26). Czy to nie jest
                olśniewające? Zgodnie z często powtarzanym chrześcijańskim sloganem „prawda nas
                wyzwoli”, prostaczek nagle czuje się wolny, bo posiadł najwyższą prawdę.
                Przecież sam prorok mu ja wyjawił. I nowy wyznawca już nie chce zastanawiać się
                nad istotnym sensem tej „prawdy”, nie dostrzega jej miałkości i tego, że w
                zasadzie prorok nie mówi nic nowego ani ważnego.
                • celsusz Re: Re Świadkowie Moon 25.10.05, 21:55
                  Każda sekta odrzuca wszelką naukę niepochodzącą od mistrza lub jego
                  następców. To jest immanentna cecha sekciarstwa, ponieważ istota sekty jest jej
                  wyższość nad resztą ludzi. Albo postrzegam swoją grupę wyznaniową jako
                  prawdziwą, wybraną przez bóstwo i dającą rzeczywiście zbawienie, albo dopuszczam
                  też inne poglądy. Ale jeśli tak, to moja grupa nie byłaby już tą jedyną wybraną
                  i powstałby niebezpieczny pluralizm. A przecież nie ma dwóch prawd. Coś jest
                  albo nie jest słuszne, bez stanów pośrednich. Takiemu widzeniu świata sprzyja
                  fenomen zdefiniowany w roku 1972 przez amerykańskiego psychologa Irvinga L.
                  Janisa. Analizował on stenogramy narad prowadzonych przed podjęciem decyzji o
                  amerykańskiej inwazji na komunistyczną Kubę. Zauważył, że mała, względnie
                  izolowana grupa doradców prezydenta Kennedy’ego, opanowana jedną wizją i mająca
                  poczucie misji do spełnienia, zatraciła zdolność myślenia realistycznego. Takie
                  grupki odrzucają wszystko, co nie pasuje do z góry założonego obrazu, nie
                  uwzględniają poglądów osób zachowujących trzeźwość umysłu i, w konsekwencji,
                  często podejmują błędne decyzje, czego doskonałym dowodem może być późniejsza
                  klęska w Zatoce Świń.
                  Jezus tak właśnie nauczał: „kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie” (Mt
                  12, 30) i żądał od wyznawców, aby byli albo gorący, albo zimni, nigdy letni.
                  Odrzucał poznanie racjonalne jako podszepty Szatana, co też zbliża go do
                  większości sekt działających na przestrzeni kilku tysięcy lat aż do XX wieku.
                  Nie dziwmy się więc, że chrześcijaństwo wsławiło się później prześladowaniami
                  uczonych, zamykaniem greckich szkół czy kolejnymi edycjami Indeksu ksiąg
                  zakazanych. Przecież te wszystkie nauki i filozofie są błędne, a przynajmniej
                  zbędne, skoro nie pochodzą od Jezusa. Zrozumiałe jest też, dlaczego
                  chrześcijańskie duchowieństwo znajduje poparcie przede wszystkim wśród swoich
                  ulubionych „prostaczków”, „ubogich duchem” i „maluczkich”, a tak często zwalcza
                  intelektualistów. Wszak zdradziecki Judasz był jednym z nielicznych
                  wykształconych uczniów Jezusa.

                  Ze zwalczaniem logicznego myślenia wiąże się charakterystyczny dla sekt
                  „syndrom oblężonej twierdzy”. Wszyscy wokół grupy wybrańców są do niej
                  nastawieni wrogo, wręcz czyhają na nią, starają się ją zwalczać i wyśmiewać. I
                  wcale nie jest ważne, czy krytyka jest racjonalna i uzasadniona, czy nie. Mistrz
                  uczy, ze właśnie niechęć albo tylko ironia z zewnątrz paradoksalnie dowodzi
                  słuszność nauk sekty. Oznacza to bowiem, że Szatan i inne siły zła panującego w
                  świecie czują się zagrożone i pragną zlikwidować jedyną wolna od nich enklawę,
                  czyli naszą świętą wspólnotę. Wbrew pozorom taka interpretacja okazuje się
                  doskonałą tarczą przed krytyką. Nawet najbardziej oczywiste dowody niespójności
                  zasad sekty, najlogiczniejsze interpretacje i wskazanie rażących podłości jej
                  przywódców można zawsze przedstawić jako podstępne, kłamliwe oskarżenia ze
                  strony wrogów i odrzucić je bez wyjaśnienia.
                  Sekta Jezusa jest wprost podręcznikowym, idealnym przykładem takiego
                  postępowania. Sam mistrz w Kazaniu na górze mówi: „błogosławieni jesteście, gdy
                  wam złorzeczyć i prześladować was będą i kłamliwie mówić na was wszelkie zło”
                  (Mt 5, 11). Cała działalność Jezusa wykazuje, że był przekonany o oblężeniu
                  przez wszechogarniające zło (Jn 15, 18-21). Zresztą stanowi ono sens istnienia
                  wspólnoty, która może funkcjonować i posiada swoja tożsamość tylko w opozycji
                  wobec obcych, złych, grzesznych itp. Jest to silny czynnik jednoczący. Potem
                  przez całe dwa tysiąclecia duchowieństwo wpajać będzie wiernym myśl o
                  napierającym zewsząd na ich kościół królestwie Szatana. Stąd strach chrześcijan
                  przed wszelka radością, zabawą, nowymi formami artystycznymi, przemianami
                  społecznymi, odkryciami naukowymi i wynalazkami. Przecież w tym wszystkim może
                  czaić się Książę Ciemności! Popatrzmy, co się dzieje współcześnie. Kościół trąbi
                  o kolejnych zamachach na jego nauczanie, podstępnych knowaniach wrogów,
                  spiskach, masonach i nie wiadomo, czym jeszcze. Anty chrześcijańska tajna albo
                  jawna działalność jest ponoć widoczna dosłownie we wszystkim: nie tylko w
                  wielokrotnie potępianej demokracji, ale też w systemach totalitarnych, w ruchach
                  lewicowych i liberalizmie, w organizacjach feministycznych i nowych religiach, w
                  wolności sumienia, wyznania i prasy, w muzyce inspirowanej podobno przez
                  satanizm, w pornografii i w teorii ewolucji… Natomiast same kościoły nie
                  przejmują się zarzutami o nadmierne bogacenie się duchowieństwa, współpracę z
                  prawicowymi reżimami, antysemityzm… To są oczywiście bezpodstawne, inspirowane
                  przez piekło oskarżenia, na które nie warto odpowiadać.

                  Każda sekta jest na początku małą grupą o bardzo osobistych stosunkach
                  wewnętrznych. To jest właśnie potężny czynnik przyciągający ludzi, którzy nie
                  potrafią albo jeszcze mnie zdążyli odnaleźć swego miejsca w społeczeństwie.
                  Adept jest zauroczony zainteresowaniem skierowanym konkretnie na jego osobę,
                  przesłaniem od mistrza przeznaczonym tylko dla niego. Taka grupa staje się, więc
                  jego „prawdziwą rodziną” albo „prawdziwym kościołem” w przeciwieństwie do tego,
                  co oferuje mu zastana rzeczywistość. Jezus wyraźnie mówi o tym, kiedy przychodzą
                  jego matka i bracia, a on przedkłada nad nich swoich wyznawców jako
                  „prawdziwych” krewnych (Mt 12, 46-50; Mk 3, 31-35; Łk 8, 19-21). Należy, więc
                  zerwać dotychczasowe stosunki rodzinne i związki z przyjaciółmi, które zamykają
                  wyznawcom drogę do nieba, zbawienia czy spełnienia, bo „nigdzie prorok nie jest
                  pozbawiony czci, chyba tylko w ojczyźnie swojej i pośród krewnych swoich, i w
                  domu swoim” (Mk 6, 4). Nie udaje się, więc Marii zabrać Jezusa do domu tak samo,
                  jak dziś rodzice na próżno usiłują wyrwać z sekt swoje dzieci, kiedy one wcale
                  tego nie pragną.
              • chelseaa Re: Re Świadkowie Moon 25.10.05, 21:56
                celsusz napisał:

                > A tak gwoli ścisłości - chelseaa.Czy chrześcijaństwo jest sektą czy nie?
                ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                Zwoje z Qumran , sekta esseńczyków , chrześcijanie :

                biblijna.strona.pl/teksty/zwoje8.htm
                • celsusz Re: Re Świadkowie Moon 25.10.05, 21:59
                  Często wynika to z tak zwanego „przeżycia kluczowego” – szczególnego
                  wydarzenia, które bardzo silnie odciska się w ludzkiej świadomości powodując
                  całkowite przewartościowanie i przebudowę psychiki. Może to być nagłe
                  uświadomione poczucie wspólnoty, jakieś przeżycie mistyczne lub widzenie,
                  spotkanie z charyzmatyczną osobowością, a w skrajnych przypadkach nawet
                  halucynacje na tle narkotycznym. Odpowiada to opisom ewangelicznym, kiedy
                  napotkani ludzie poddają się urokowi Jezusa i posłusznie idą za nim (Jn 1,
                  35-51), widzą cudowne wydarzenia interpretowane jako dowód boskości mistrza (Mk
                  9, 2-8; Łk 8, 32-39) albo, kiedy Jezus przygarnia odrzuconych i pogardzanych (Mt
                  9, 9-13).

                  Sekta narzuca członkom swoje zasady myślenia, ubierania się, zwyczaje… Owe
                  zewnętrzne oznaki przynależności do grupy wybranych należy prezentować z dumą
                  tym większą, im bardziej odróżniają wyznawców od reszty społeczeństwa. Ta
                  prowokacja spełnia niezwykle ważna rolę budując w umysłach przeświadczenie o
                  własnej odmienności rozumianej jako wyższość nad „nieoświeconymi”. Na ogół
                  wyznawcy nie zdają sobie jednak sprawy, że manifestacyjna odmienność od reszty
                  ludzi służy przede wszystkim mistrzowi sekty, ponieważ wzmaga psychologiczne
                  uzależnienie od nauk mistrza, pogłębiając izolację wobec społeczeństwa. Dlatego
                  właśnie Krisznaici z ogolonymi głowami i ubrani w stroje naśladujące mieszkańców
                  Indii, hałaśliwie śpiewając, chodzą ulicami europejskich miast. Dlatego też
                  Jezus każe uczniom nauczać innych i głośno mówić o swojej wierze, albowiem „nikt
                  nie zapala świecy i nie stawia jej w ukryciu ani pod korcem, ale na świeczniku,
                  ażeby ci, którzy wchodzą, widzieli światło” (Łk 11, 33). Z tego punktu widzenia
                  można zrozumieć, dlaczego Jezus tak prowokacyjnie nie przestrzega szabasu ani
                  rytualnej czystości, wzbudzając oburzenie faryzeuszy (Łk 6, 1-5; 11, 37-41).
                  I po dwóch tysiącleciach sytuacja powtarza się, ale tym razem to wyznawcy
                  Jezusa nie mogą znieść manifestowania odrębności przez nowe grupy religijne.
                  Duchowieństwo z trudem przełyka gorzką pigułkę konstytucyjnej wolności wyznania
                  i przesuwania religii do prywatnego życia każdego człowieka. Usiłuje przekonać
                  swoje owieczki do ciągłego, publicznego podkreślania swojej wiary całym sposobem
                  życia, noszeniem religijnych emblematów, uczestnictwem w widowiskowych
                  rytuałach. Oczywiście tylko przestrzeganie wszystkich nakazów i posłuszeństwo
                  mistrzowi oraz kapłanom daje człowiekowi szansę zbawienia. Jest to owo,
                  symbolizujące drogę do Boga, sławne igielne ucho, przez które ma przechodzić
                  ewangeliczny wielbłąd.

                  Niezwykle ważna częścią życia każdego człowieka, i jego praktycznie
                  niemożliwą do pominięcia przez rozmaite sekty, jest życie seksualne. Albo staje
                  się ono jednym z centralnych punktów nauczania, albo też zostaje
                  zmarginalizowane i zepchnięte w pozorny niebyt. W pierwszym przypadku może dojść
                  do praktyk o charakterze tantrycznym, rytualnych orgii seksualnych albo
                  reglamentacji seksu przez mistrza. W drugim ta strefa życia jest postrzegana
                  jako zło, nieczystość albo wręcz dzieło Szatana.
                  W przypadku Jezusa seks zdaje się nie odgrywać szczególniejszej roli. On
                  sam, przynajmniej według Ewangelii, prawie nie wykazuje zainteresowania
                  seksualnością człowieka – jakby pozostawiał ją indywidualnej decyzji wyznawców.
                  Jednak już jego bezpośredni następcy dostrzegają znaczenie problemu i tak św.
                  Paweł, opętany chyba czymś na kształt anty kobiecej obsesji, rusza z krucjatą
                  przeciw temu źródłu grzechu i występku (1. Tym 2, 9-15). Stopniowo gromadzą się
                  antyseksualne i antykobiece przepisy tworzone przez kolejnych świętych, papieży
                  i sobory. Kościół po kilkuset latach wprowadza śluby udzielane przez księży i
                  uzurpuje sobie prawo do decydowania o tym, co dobre a co złe w tej dziedzinie
                  (na ogół wszystko jest złe).
                  Przez dwa tysiące lat seks należy do ulubionych tematów chrześcijańskiej
                  teologii i moralistyki. Schizofreniczność tego zainteresowania widać jednak na
                  każdym kroku, bo jednocześnie katolicyzm wprowadza dla księży najpierw
                  zalecenie, a potem bezwzględny nakaz życia w celibacie. Nikogo przy tym nie
                  interesuje, ile to wywoła psychicznych dewiacji, urazów i cierpień. Ideałem
                  chrześcijańskim jest „bezpłciowy” święty wyłącznie zajęty modlitwą, a stosunek
                  seksualny, mimo jego roli prokreacyjnej, jest zawsze grzeszny. Kobietę nazywa
                  pogardliwie „naczyniem nieczystości”, ale każe jednocześnie czcić matkę Jezusa i
                  nakazuje płodzić jak najwięcej pobożnych chrześcijan. Doprowadza to w końcu do
                  prawdziwego dogmatu o Marii – dziewicy, która urodziła Jezusa aseksualnie, „w
                  cudowny sposób”. Nie przeszkadza chrześcijanom nawet to, że w Ewangeliach
                  wyraźnie wymienia się czterech braci Jezusa i jego siostry (Mt 13, 55-56; Mk 6,
                  3). Dość dowolnie próbują przedstawiać ich jako kuzynów, mimo że nie ma na to
                  żadnych dowodów.

                  Cechą większości typowych sekt jest wymaganie od członków całkowitego
                  oddania i poświęcenia oraz odrzucenia jakichkolwiek innych wpływów, zwłaszcza z
                  poprzedniego „grzesznego” życia z okresu przed wstąpieniem do świętej wspólnoty.
                  Wyznawcy maja podporządkować się przełożonym, a rolą przywódców jest tak
                  zorganizować czas, aby owieczki nie miały, kiedy zatchnąć się z „wrogimi,
                  nieprawdziwymi” poglądami. W małych grupach, gdzie praktycznie wszyscy znają się
                  osobiście, jest to na ogół dość łatwe. Adepci cały czas spędzają we wspólnocie,
                  razem modlą się, odprawiają wspólne rytuały, słuchają wykładów zapewniających
                  zbawienie.
                  Zajrzyjmy do Ewangelii, aby zobaczyć, jak to wyglądało w grupie Jezusa.
                  Nauczyciel, jak każdy rasowy przywódca sekty, żądał całkowitego posłuszeństwa i
                  zaparcia się dotychczasowego życia (Mk 8, 34). Dlatego na przykład, Lewi
                  porzucił dla niego pracę i dom (Łk 5, 27-28), a Szymona, Andrzeja, Jakuba i Jana
                  skłonił Jezus do opuszczenia rodzin (Mk 1, 16-20). Podejrzanie przypomina to
                  współczesne problemy z młodzieżą, która odchodzi do sekt zapominając o uczuciach
                  wobec swoich rodziców i przyjaciół, o szkole czy pracy. Trzeba przyznać, ze
                  swojej rodziny Jezus tez nie potraktował lepiej: najpierw porzucił owdowiałą
                  matkę, a potem ja odpędził, kiedy przyszła do niego z młodszymi braćmi (Łk 8,
                  19-21). Było to zresztą w pełni zgodne z jego nauką: „jeśli kto przychodzi do
                  mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i
                  sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim” (Łk 14, 26). W tym
                  kontekście nie dziwi inna szokująca wypowiedź Jezusa, kiedy nie pozwala uczniom
                  oddalić się ze wspólnoty nawet na pogrzebanie zmarłego ojca (Łk 9, 59-60).
                  Oddanie ma być całkowite i bezwzględne. Nie wolno dopuszczać do jakichkolwiek
                  związków z ludźmi z, zewnątrz, których nie da się kontrolować i którzy mogliby
                  osłabić psychiczne uzależnienie wyznawców od mistrza. Wspólna wędrówka, wspólne
                  posiłki i modlitwy, słuchanie kazań i pouczeń mistrza mają być jedyna treścią
                  życia jego uczniów. Jeżeli cokolwiek temu przeszkadza, należy to odrzucić bez
                  zastanowienia i żalu. Te metody dziś nazywa się praniem mózgu.
                  Podobieństwa idą znacznie dalej. Bardziej zaawansowani członkowie
                  dwudziestowiecznych sekt są wysyłani, aby sprzedawali wydawnictwa, nauczali i
                  werbowali nowych wyznawców. Jezus zrobił to samo rozsyłając siedemdziesięciu
                  dwóch zaufanych, aby pozyskiwali dalsze posłuszne owieczki (Łk 10, 1-12).

                  Charakterystycznym, bardzo często wymienianym w rozmaitych publikacjach,
                  rysem wielu nowoczesnych sekt są ich roszczenia finansowe. Niektóre otwarcie
                  żądają oddania wszystkich posiadanych zasobów materialnych, i tylko pod tym
                  warunkiem akceptują proszącego o przyjęcie do świętej wspólnoty. Inne proszą
                  tylko o jałmużnę na utrzymanie grupy. Dodatkowym źródłem dochodów sekty jest
                  zwykle sprzedawanie wydawnictw propagandowych i wygłaszanie odczyt
    • celsusz Re: Mesjasz Moon 25.10.05, 22:06
      W skrajnych przypadkach religijna organizacja staje się zaledwie zasłona dla
      nielegalnych interesów.
      We wspólnocie założonej przez Jezusa do pewnego stopnia było podobnie.
      Przede wszystkim zbierano datki od wszystkich pragnących pomóc (Łk 8, 1-3).
      Wędrujący apostołowie mieli być karmieni przez tych, których uczyli (Łk 9, 2-5),
      co można chyba interpretować jako zapłatę za naukę. Zdarzają się też znamienne
      sytuacje opisane w Ewangeliach. Na przykład, kiedy pewien bogaty młodzieniec
      prosi Jezusa o radę, jak żyć, słyszy, że winien wszystko sprzedać, a pieniądze
      oddać ubogim (Mt 19, 16-21). Nie nakazano mu jeszcze podarować majątku sekcie.
      Ale już w Dziejach Apostolskich (2, 42-45) wyznawcy oddają wszystko wspólnocie.
      Mimo to materialne bogactwo chrześcijańskiego duchowieństwa zacznie się
      kształtować dopiero za kilkaset lat.
      Początkowo kościoły żyły głównie z jałmużny, która nie podlegała
      jakiejkolwiek kontroli ze strony państwa. Potem przyszły coraz większe nadania
      od władców i bogatych, zwolnienia od świadczeń na rzecz państwa, wreszcie prawa
      chroniące kościelne finanse…
      Do XX wieku sytuacja zmieniła się diametralnie, choć typowo sekciarska
      zasada tajności dochodów i braku kontroli zewnętrznej pozostaje. Kościoły
      prowadzą jednak rozległe, czasem nielegalne, interesy powiązane nawet z grupami
      przestępczymi, co powoduje, że poszczególne państwa coraz częściej wprowadzają
      przepisy umożliwiające kontrolę ich finansów. Ale to już inne czasy, całkowicie
      odmienne od epoki Jezusa.

      I wreszcie kwestia pracy. Ani współczesne sekty, ani grupa Jezusa nie
      pracują. Praca pojawia się w Jezusowych przypowieściach, ale tylko jako
      ilustracja jego rozważań natury religijnej i moralnej. Mistrz, co prawda
      pochwala pracę innych, ale swoim uczniom nakazuje domagać się utrzymania od
      tych, którzy słuchają ich nauk (Mt 10, 9-10; Łk 10, 4-8). Otwarcie mówił o
      zbyteczności jakiejkolwiek pracy (Łk 12, 22-34), ponieważ sąd ostateczny miał
      przecież nastąpić w najbliższym czasie. Nic dziwnego, że przez kilkadziesiąt lat
      po jego śmierci chrześcijanie nadal w każdej chwili spodziewają się
      zapowiedzianego końca świata, co wskazuje, że praca nie ma sensu. Wystarczy się
      modlić, bo „żaden, który przyłoży rękę do pługa i ogląda się wstecz, nie nadaje
      się do Królestwa Bożego” (Łk 9, 62) W tym kontekście bardziej zrozumiała staje
      się opinia Rzymian uważających sektę Jezusa za szkodliwą i aspołeczną. A już
      dziwnie zbieżna jest z opinią dwudziestowiecznych społeczeństw na temat wielu
      współczesnych sekt.

      To zestawienie cech uważanych za wyróżniki sekty pozwala wysnuć kilka
      ogólniejszych wniosków.
      Po pierwsze: wspólnota Jezusa idealnie pasuje do dzisiejszej definicji
      sekty. Właściwie wszystkie elementy wymieniane w monografiach o sektach z
      łatwością odnajdujemy w kanonicznych Ewangeliach i w historii różnych religii.
      Stąd płynie wniosek drugi: współczesne określenie „sekta” pasuje do wielu
      rozmaitych organizacji. Najwyraźniej nie potrafimy jednoznacznie określić, jaki
      jest zakres pojęcia sekty, skoro mieści się w nim zarówno dzisiejszy Kościół
      Scjentologiczny, jak też wspólnota Jezusowa sprzed dwóch tysiącleci i wielkie
      kościoły chrześcijańskie. Co więcej, gdybyśmy chcieli przeprowadzić podobne
      analizy dla innych religii, okazałoby się, że one również odpowiadają pojęciu
      sekty w postaci proponowanej przez większość badaczy. Można nawet, co prawda
      nieco żartobliwie, w ten sam sposób spojrzeć na kluby młodzieżowych fanów
      „czczących” artystów czy sportowców. One też mają wiele cech typowych dla sekt.
      Wszystko to upoważnia nas do kolejnego wniosku: w istocie nie posiadamy
      dobrej definicji sekty, bo nie ma wyraźnej granicy miedzy „sektą”, „religią” czy
      „kościołem”. Jedne przechodzą płynnie w drugie. To, że pewne wspólnoty nazywamy
      sektą, a innych tą nazwą nie określamy, jest tylko bezmyślnym powtarzaniem
      opinii lansowanych przez propagandę panującego kościoła. To w interesie jego
      duchowieństwa, leży kompromitacja konkurencji jako „sekty”. A jednocześnie
      nikomu nie przeszkadza, że Nowy Testament też najwyraźniej opisuje „sekciarzy”.
      Ale to są ci „słuszni”, a więc pozostający poza wszelką krytyką.
      Na koniec powinniśmy chyba podjąć próbę sformułowania jakiejś ogólniejszej
      definicji sekty, jeżeli chcielibyśmy ją odróżnić od kościoła. A zatem w
      potocznej opinii jest to zwykle nieliczna grupa (nie odważę się określić liczby,
      od której zaczyna się grupa „liczna”wink, a jej siłą jednoczącą stanowi wiara i
      bardzo mocne poczucie wspólnoty w opozycji do świata zewnętrznego. To jest część
      definicji wspólna dla wszelkich grup religijnych. Druga część ma wydzielić z
      tych grup typowe sekty: są one zazwyczaj pasożytem żyjącym na koszt reszty
      społeczeństwa nienależącego do sekty, ponieważ sekciarze nie budują własnych,
      samowystarczalnych struktur, własnego społeczeństwa. Żyją na marginesie.
      Oczywiście, jeżeli sekta staje się bardzo liczna, rozprzestrzenia się i
      osiąga status religii państwowej, albo przynajmniej dominującej, siłą rzeczy
      traci cechę marginalności W takiej sytuacji wśród wyznawców danej sekty
      pojawiają się najrozmaitsi ludzie, wszelkich zawodów, którzy mogą formować pełna
      społeczność. Nie wystarcza już „pasożytowanie” na innych, bo wyznawców jest zbyt
      wielu, i sekta przeradza się w nowy kościół. Tak więc, startując od takiego
      założenia, jako generalna zasadę można przyjąć, że absolutnie każda, nawet
      największa religia musiała swoją karierę zaczynać od etapu sekty.
      Dotyczy to również chrześcijaństwa.

      Na podstawie L.Żukowskiego

      Jak widzisz chelseaa - wiesz,że nic nie wiesz.Zgadzasz się ?
      • chelseaa Re: Mesjasz Moon 25.10.05, 23:03
        celsusz :
        > Jak widzisz chelseaa - wiesz,że nic nie wiesz.Zgadzasz się ?
        ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
        Jak widzę kopiowanie zajęło ci niewiele czasu ( mam nadzieję , że czytałeś
        wcześniej wszystko , szczególnie te teksty biblijne , na które autor
        wskazuje)...
        Przeczytam , a potem podyskutujemy ..


      • grgkh Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 09:23
        Jestem pod wrażeniem Twojej fachowości.

        Rzeczy proste i oczywiste czasem trudno jest zauważyć, szczególnie jeśli
        dotyczą one intensywego, od wieków stosowanego w temacie, prania mózgów.
        Przywiązanie do "tradycji" w tej sytuacji ma najbardziej negatywny wydźwięk.

        Chętnie przeczytałbym sobie oryginał, na który się powołujesz. Czy możesz
        powiedzieć coś więcej o żródle?

        Pozdrawiam

        P.S. Jeden z dłuższych fragmentów nie zmieścił Ci się w całości, czy zauważyłeś
        to i mógłbyś dodać brakujący kawałek?

        • celsusz Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 09:29
          Nie ma sprawy oto link:free.of.pl/g/gnieznoracja/dzielazak.htm
          • celsusz Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 09:32
            Ta wypowiedż pochdzi z książki L.Żukowskiego :Największe kłamstwa i mistyfikacje
            w dziejach kościoła".Vitmikowi też polecam.
    • marquito Re: Mesjasz Moon 25.10.05, 23:34
      Mnie najbardziej rozbawiło, że były poseł Witaszek Muna popiera. Przecież jak
      jego zaproszą na jakową uroczystą kolację to wszystko im pożre!
    • bartosz_kania Re: Mesjasz Moon 25.10.05, 23:46
      Taka sama sekta jak kosciół katolicki. Głosi pokój i szczęście dla ludzi i zbiera dobrowolne datki. Nic dziwnego, że kościół nie lubi Moona, bo ten mu kasę podbiera. Dla mnie to proste.
    • serhamesar do Celsusza 26.10.05, 00:20
      ""Patrzcie, co bajka o Jezusie Chrystusie dla nas zrobiła". Papież Leon X"
      Skad masz ten cytat ? smile fajny jest.

      pozdrawiam
    • celsusz Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 07:14
      Co nieco czytałem z historii chrześcijaństwa,religii,w przeciwieństwie
      od prawdziwych chrześcijan,którzy znają to z relacji księdza z parafii.
      Tak jak już kiedyś powiedziałem kapitanowi kirk,czytaliśmy różne książki
      na temat chrześcijaństwa.Osobiście znam ludzi(ateistów),którzy mają większą
      wiedzę od mojej.Moja wystarczy,żeby zgasić na tym forum każdego chrześcijanina.
      • vitmik Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 07:20
        nie wydaje mi sie zebys mnie zgasił, biorac pod uwage jeszcze fakt czy jestem
        chrzescijaninem z przekonan,oczywiscie

        sekta to slowo ktore powstalo stosunkowo niedawno wiec nie za bardzo pasuje ono
        do systemu istniejacego 20 wiekow, to logiczne chyba

        chrzescijanstwo to system religijny,zorganizowany,podzielony, organizm stale
        sie zmieniajacy (sobory,reformacja, odłamy).
        pokaz mi taka sekte ktora spelnia te warunki.
        • celsusz Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 07:43
          Praeczytaj definicję sekty: grupa religijna,która oderwała się od,któregoś
          z wielkich kościołów lub religii(judaizm) i przyjęła własne zasady organizacyjne,
          odłam wyznaniowy jakiejś religii.
          Sięgnij do historii chrześcijaństwa jak powstało a niewątpliwie przyznasz
          mi rację.Pamiętaj zawsze atakuje się u kogoś to co samemu się posiada,lub
          kim się jest -( sektą,która wyszła z religii judaistycznej).
          • vitmik Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 08:25
            czyli chrzescijanstwo to zydowska sekta wg ciebie. spytam. jestes jakim
            chasydem? bo oni tak wlasnie twierdza

            z tego wynika ze ci odszczepiency przescigneli swych mentorow (zydow) w liczbie
            wiernych, wplywie na losy swiata przez ostatnie 2000 lat, rozmachem
            swiatyn,liczbie szkol,szpitali, przytulkow, jadlodajni,schronisk itp.

            akurat judaizm swe doktryny oparl na starozytnej religii egipskiej (poczytaj a
            amenhotepie 6 ktory stal sie echnatonem, wtedy zrozumiesz o czym mowa) wiec
            judaizm tez jest sekta.
            • vitmik Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 08:28
              aha i jeszcze jedno
              pokaz mi ksiedza albo innego duchownego chrzescijanskiego ktory daje mlodej
              parze slub bez wczesniejszych nauk przedslubnych ,papierkow,swiadkow i innych
              tego typu uregulowan. moon blogoslawi pary w ogole sie nie znajace na podstawie
              ich zdjec. to jest chyba jakjas roznica madralo,prawda? no chyba ze nie
              rozumisz tak "małych" roznic. jesli tak jest to nie ma sensu z toba gadac.
              i nie wyjedz zaraz textem ze jak katole nie potrafia odpowiedziec na pytanie
              ateisty to dlatego ze nie maja argumentow. nie mozna miec kontrargumentow na
              tak durne zarzuty jakie ty stawiasz. zrozumiales ?
              • celsusz Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 09:03
                i nie wyjedz zaraz textem ze jak katole nie potrafia odpowiedziec na pytanie
                ateisty to dlatego ze nie maja argumentow. nie mozna miec kontrargumentow na
                tak durne zarzuty jakie ty stawiasz. zrozumiales ?

                ----------------------------------------------------
                Podtrzymuję swoją opinię,że chrześcijaństwo jest sektą.Argumentów nie mają
                bo nie mogą mieć.Ja nie broniłem sekty Moona,gdyż mam do niej taki sam
                stosunek jak do wszystkich religii.Przeczytaj teksty chelseaa,wtedy zrozumiesz
                dlaczego,powiedziałem,że chrześcijaństwo jest również sektą.

                Z różnych postów,które ty napisałeś wyciągam jeden wniosek: ty masz sam
                największy problem ze zdefiniowaniem kim jesteś,miotasz się,kręcisz,mówisz
                rzeczy,którym potem sam sobie zaprzeczasz.
                Wiesz dlaczego bardziej cenię k....ę od cichodajki? Bo ta pierwsza nie
                kryje się z tym.Druga zaś jest zakłamana,podobnie jak ty!
                • vitmik Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 09:38
                  w jaki sposob jestem zaklamany? oswiec mnie.
                  • celsusz Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 09:40
                    Sam musisz to zrobić.Mnie nie uwierzysz.
      • celsusz Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 09:15
        znam ludzi(ateistów),którzy mają większą
        wiedzę od mojej.Moja wystarczy,żeby zgasić na tym forum każdego chrześcijanina.

        Chciałem tymi słowami" kogoś " na tym forum ruszyć.Powiedziałem to celowo.
        Nie liczyłem,że akurat ty się odezwiesz.Musisz odpowiadać na wszystkie posty ?
        Przemyśl to.
        • vitmik Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 09:39
          zawsze bede odpowiadal na cos z czym sie nie zgadzam i co uznaje za brednie.
          czy to dziwne ze katol ma wlasne zdanie? a moze jako katol nie moge odpowiadac
          na takie pytania bo zalozenia jestem ciemniakiem omamionym dymem z kadzidla?
          • celsusz Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 09:54
            vitmik napisał:

            > zawsze bede odpowiadal na cos z czym sie nie zgadzam i co uznaje za brednie.
            > czy to dziwne ze katol ma wlasne zdanie? a moze jako katol nie moge odpowiadac
            > na takie pytania bo zalozenia jestem ciemniakiem omamionym dymem z kadzidla?
            --------------------------------------------------------------

            Ty jesteś katolem ? Potwierdzasz moją tezę,że sam nie wiesz kim jesteś.
            Z twoich postów wynikało,że jesteś deistą - czujesz różnicę ?
            Ty myślisz,że nie poczytałem sobie różnych postów od różnych osób i błądzę
            po omacku ? Masz prawo wyrazić swoją opinię,jednak z faktami Vitmik się
            nie dyskutuje. Nie masz argumentów nie tylko ty.Wcale nie uważam ciebie
            ani katoli jako ciemniaków,to nie wasza wina,że byliście od dziecka
            indoktrynowani przez krk,i wielu spraw nie potraficie pojąć.
            Lubię ludzi nawet religijnych,choć się z nimi nie zgadzam.
            Ciebie też lubię.
            • vitmik Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 09:58
              dzieki wink
              a co do tej indoktrynacji to fakt,choc juz jako dziecko uciekalem przed
              kolednikami, normalnie sie ich balem. raz sie schowalem przed ksiedzem pod
              stolem, to wszedl za mna i mnie tam pokropil. potem moim rodzicom zrobil wyklad
              o opetaniu i chronieniu dzieci przed szatanem. parodia.

              ale duzo spraw pojmuje po swojemu,potrafie samodzielnie myslec
    • sliwka1977 Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 09:33
      Przecież mamy naszą sektę rodzimą, która zwie się "Rodzina Radia Maryja". Mają
      swojego guru; przeszli pranie mózgu; nie trafiają do nich żadne logiczne
      argumenty; nienawidzą wszystkich tych, którzy myślą inaczej niż oni (słynne
      hasło "kto nie jest z nami, ten przeciwko nam"); płacą chorą kasę dla tego
      ich "mistrza". To jest największa i najgroźniejsza sekta w Polsce.
      • grgkh Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 10:50
        Racja. Ale...

        Dlaczego episkopat oficjalnie RM nie potępia, choć po kątach na ojczulka
        narzeka? Czyż nie dlatego, że "podstawy ideologiczne" mają wspólne, a tylko
        działanie dużo agresywniejsze? Potępiając Rydzyka zaczęliby kopać pod sobą
        dołki, zarżnęliby kurę znoszącą i dla nich złote jajka. Decyduje "wspólnota
        interesów", a Moon jest "inny". smile
        • nick_penis Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 10:53
          Wydaje mi się, że nie potępia, bo obawia się schizmy rydzykowców, a to byłby
          pożar trudny do opanowania.
          • grgkh Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 13:51
            nick_penis napisała:

            > Wydaje mi się, że nie potępia,
            > bo obawia się schizmy rydzykowców,
            > a to byłby pożar trudny do opanowania.

            Może i to też ma znaczenie, choć marginalne. Nie potępiał od początku, bo
            Rydzyk napędzał kościelną koniunkturę, więc im sprzyjał. Był "swój". W dalszym
            ciągu tak jest. Doktrynalnie nie zdążył się oddalić i dlatego nie ma go za co
            potępić. W imię "swojego" ineresu KK dawno już by to zrobił, lecz nie może
            podważać ideologii, którą sam stosue. Moon reprezentuję "inną" ideologię... i
            jest to łatwe
            • sliwka1977 Re: Mesjasz Moon 26.10.05, 15:20
              Dlatego KK jest strasznie obłudną wiarą. "Niech wasze tak, znaczy tak, a wasze
              nie - nie".
    • celsusz Re: Mesjasz Moon 28.10.05, 07:11
      Chelseaa - jak się nie brzydzisz to przeczytaj jeszcze ten link,wymieniony
      jest tam m.innymi Celsusz,tyle,że ten prawdziwy
      :www.racjonalista.pl/kk.php/s,48
      • chelseaa Re: Mesjasz Moon 28.10.05, 13:41
        celsusz napisał:

        > Chelseaa - jak się nie brzydzisz to przeczytaj jeszcze ten link,wymieniony
        > jest tam m.innymi Celsusz,tyle,że ten prawdziwy
        > :www.racjonalista.pl/kk.php/s,48
        '''''''''''''''''''''''''
        no to co ?
        • celsusz Re: Mesjasz Moon 28.10.05, 15:04
          No to nic.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka