Gość: KMwarszawa
IP: 41.230.34.*
21.07.13, 09:04
Porażka, pomyłka, tragedia. Nie. Tak nie napiszę, bo to ma być uczciwa ocena a nie wyskoczenie z jednozdaniowcem.
To jest nasz już nasty pobyt w krajach arabskich więc śmieci wszędzie nas już nie zaskakują. Taki folklor. To o Tunezji.
Teraz o hotelu. Lata świetności i czterech gwiazdek ma już dawno za sobą. Gdyby miał trzy byłoby to bliższe stanowi na dzisiaj.
Jadąc do niego trzeba mieć świadomość, że jest to 9-piętrowy moloch, z wieloma setkami pokoi, z grubo ponad tysiącem gości (a może grubo ponad dwoma tysiącami) a infrastrukturę ma do obsługi 500 osób.
Oznacz to, że trzeba się przygotować na czasy PRLu. Po wszystko kolejki. Po picie kolejki, na śniadaniu, obiedzie i kolacji kolejki, bo na tę chmarę ludzi są dwie restauracje a w każdej np. pani smażąca jajka. Posiłki są co prawda podzielone na tury ale to i tak nic w morzu potrzeb. Bo czy dwóch, trzech barmanów w barze w holu jest w stanie obsłużyć te tysiące spragnionych? A spieszyć to im się nie za bardzo chce.
Basen - spory, plaża też ale nadal potykamy się o skalę. Godzina szósta rano - karawana ludzi z ręcznikami i szaleństwo rezerwacji miejsc przy basenie i na plaży. A my z własnymi ręcznikami spokojnie na plażę i na piaseczku sobie leżymy.
Windy. Oooo! To jest fenomen. Nadal nie doszedłem na jakiej zasadzie działa program je obsługujący. Bo skoro przyjeżdża winda znajdująca się 6 pięter ode mnie a nie ta piętro niżej... Do wind w porach posiłków też kolejki na pół korytarza. Kabiny mają zamontowane wentylatory ale takie które chłodzą chyba tylko klawiaturę. Wyświetlacze numeru piętra o kontraście budyniu. No i zaliczyliśmy awarię będąc w kabinie. Winda sobie stanęła pomiędzy piętrami, 6 osób w kabinie i temperatura zaczęła rosnąć. Dzwonić dzwonkiem sobie można do woli. Już widziałem taką sytuację z zewnątrz. Ochroniarz tylko spoglądał na sygnalizator. Niech dzwoni. Na szczęście ja, wychowany na filmach szpiegowsko-katastroficznych wiedziałem jak otworzyć mechanizm drzwi i udało nam się przez sporą szczelinę wydostać z kabiny. Reakcja obsługi recepcji - no, popsuła się winda.
Jedzenie - już po kilku dniach pobytu słyszę wypowiedzi gości z Polski, że monotonia, że słabe, że beee.
Ciekawe co ci ludzie jedzą w kraju? Każdy posiłek składający się z 10 potraw?
Śniadanie - kawa, herbata, kakao, trzy rodzaje soków, woda, dwa rodzaje pieczywa, trzy rodzaje tostów, dwa-trzy rodzaje croisantów, sałatki z pomidorów, ogórków, cebuli, ser zółty, ser biały, dwa rodzaje wędliny (no wiadomo, takiej arabskiej czyli wielbłąd mielony razem z poganiaczem), dwa-trzy jogurty z masą różnych płatków śniadaniowych, jajka gotowane, smażone.
Obiad - dwie zupy, w bemarach pełno gotowanych różnych warzyw, sałatki warzywne, mięsa gotowane, smażone, ziemniaki też w kilku postaciach, pełno słodkości, piwo, wino, cola, soki.
Kolacja - znów pełno wszystkiego, sałatki warzywne, owoce czyli jabłka, śliwki, brzoskwinie, arbuzy, melony, z mięs była już bardzo dobra ryba, bardzo dobrze obgotowana a potem usmażona wołowina w sosach różnych, małe, smażone ryby, mule, wczoraj comber jagnięcy. Lody o trzech smakach.
No po prostu monotonia ;)
Tak więc tragedii nie ma, bo pogoda wszystko niweluje ;)